Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Amolek

[F:E, wersja alternatywna] Błędy przeszłości - Orange Snow (Niklas)

Recommended Posts

- Ogólnie mieliśmy wojnę z zebrami, w której szło na noże, aż w końcu szlag wszystko trafił, bo z nieba spadły megaczary... - odparłem. - Tyle mówi oficjalna wersja... A teraz wyobraź sobie, że odkryłaś coś, co zmienia wszystko...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klaczka spędziła chwilę milcząc. Widać było, że zastanawia się nad Twoimi słowami. Już chciała odpowiedzieć, kiedy podeszła do was Candi i zwróciła się najpierw do klaczki - Czujesz się na siłach, aby się trochę przejść? Orange, mógłbyś ją oprowadzić trochę po mieście? - Zwróciła się do ciebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Little Pip spojrzała na Candi, a potem na ciebie. Powoli podniosła się z łóżka, po czym lekko się chwiejąc podeszła razem z tobą bliżej drzwi. Czas oprowadzić naszą małą klaczkę po Nowej Appleloosie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyprowadziłem ją ze szpitala, po czym ruszyłem podobną trasą, którą poprowadziła mnie wcześniej Candi. Wydawała mi się najbardziej odpowiednia do oprowadzania tej klaczki.

Gdy znaleźliśmy się bliżej sklepu "Absolutnie wszystko", powiedziałem:

- To zdaniem Candi jest najciekawsze miejsce do zakupu... no, wszystkiego. Ja tam nie wiem, bo nigdy tam nie byłem, a w sumie bym nawet chciał, bo ponoć prowadzi go niezwykły kucyk... Jak ona miała... A, tak, Ditzy Doo...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mała klaczka oglądała miasto z ciekawością. Taka osada kucyków w świecie zniszczonym wojną "trochę" jej imponowała. Gdy doszliście do "Absolutnie Wszystkiego" podeszła do drzwi, po czym zawołała - Hej, a może zajrzymy do środka? Chyba jest otwarte?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przyjrzałem się sklepowi i faktycznie, wyglądał na otwarty. Ale nie zdziwiło mnie to tak bardzo - w końcu przeleżałem cały dzień, dochodząc do siebie po zabiegu LilPip.

- W sumie... czemu nie? - odparłem ruszając w kierunku wejścia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Weszliście do wnętrza sklepu. Wszystko wydawało się zadbane, towary leżały porozkładane, ale mieliście też wrażenie, że od jakiegoś czasu nikogo tu nie było...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja tam w pierwszej kolejności pomyślałem o tym, że kuc, który zajmował się tym wszystkim, po prostu opuścił miasto na kilka dni, by zdobyć jakieś nowe towary.. Chociaż z drugiej strony, nie widziałem miejsca na nowe przedmioty. Było ich tak wiele, jednakże mimo tego panował tutaj miły dla oka porządek.

- Nawet... robi wrażenie... - przyznałem, rozglądając się wokół.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Little Pip oglądała towary z fascynacją. Nazwa sklepu dobrze oddawała jego asortyment. Podszedłeś do okna i zauważyłeś niecodzienną sytuację. Drogą szedł pegaz... zombie! Inne kucyki jakoś nie zwracały na nią uwagi, a ona sama szła w stronę sklepu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taak, to zdecydowanie mogło uchodzić za "niezwykłość" właścicielski sklepu.

Zombie... O tym nawet nie pomyślałem. Co prawda słyszałem o przypadkach rozumnych ghuli, ale... co innego o nich słyszeć, a co innego zobaczyć na żywo.

- Pip... wygląda na to, że właścicielka wraca... - mruknąłem zafascynowanym głosem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klaczka odwróciła się zdziwiona... po czym stanęła jak wryta i patrzyła zdezorientowana na idącą klacz-zombie.

- Wydaje mi się... że już ją widziałam... - Powiedziała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mówisz...? - mruknąłem spoglądając na ghula. - Cóż... jeśli tak to zaraz się przekonamy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lil'Pip czekała, aż właścicielka wróci do sklepu. Kolejne zdziwienie wywołało u was pojawienie się też rdzawego pegaza. Calamity najwidoczniej też zauważył to niecodzienne (a może i codzienne) zjawisko. Wylądował on obok klaczy i szedł razem z nią do sklepu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No i przy okazji mamy tutaj kogoś jeszcze... - stwierdziłem. - Widzę, że ten co cię postrzelił, też tu zmierza... Dasz sobie z tym radę? - spytałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zanim Pip zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, do sklepu wszedł Calamity razem z klaczą-zombie. Miała ona szarą sierść, a z jej, prawdopodobnie kiedyś żółtej, grzywy zostały resztki. I była pegazem!

- Cóż za miła niespodzianka - Calamity spojrzał na waszą dwójkę. - Co tutaj robicie? Przyszliście powitać Ditzy Doo w jej sklepie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Pokazywałem Pip miasto - odparłem - a że zainteresował ją sklep, to wpadliśmy... Z kolei obecność właścicielki to... zaskakująca niespodzianka... - dodałem, przyglądając się klaczy-zombie.

Byłem naprawdę zafascynowany widząc rozumnego ghula. Słyszałem o takich, czytałem, że niektórzy przemienieni mogli zachować swój rozum, jednakże nigdy nie miałem okazji spotkać żadnego osobiście.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Calamity pokiwał głową ze zrozumieniem. Obok niego Ditzy Doo wlepiła zezowate spojrzenie w Little Pip. Przez chwilę stała tak, po czym uśmiechnęła się, co wyglądało niezbyt fajnie, biorąc pod uwagę jej stan.

Pip natomiast wyglądała na zaskoczoną. Spojrzała na ghoula, a potem na ciebie.

- Ja ją znam! Uratowałam ją w jakiejś wiosce... Ponyville chyba... - Powiedziała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Właśnie widzę, że i ona również cię pamięta... - stwierdziłem.

Wciąż nie mogłem powstrzymać swojego zafascynowania osobą Ditzy. Przemawiała za tym już nie tyle ciekawość co mój naukowy umysł. W końcu nie było wiele książek traktujących o rozumnych ghulach, ba - większość traktowała je niczym legendy, mit dający nadzieję tym, których bliscy zostali przemienieni z jakiegoś powodu. A jednak teraz stałem przed jednym z nich i to nie byle kim, bo kucykiem, który żył w czasach, gdy spadły megaczary i mimo swojej przemiany, wciąż trzymał się niezwykle dobrze.

Jednak gdy tak przyglądałem się klaczy-zombie, zacząłem dostrzegać coś więcej. Miałem już na tyle wielu pacjentów, by dostrzec coś więcej za tą maską radości. Widziałem pewien smutek. Wpierw pomyślałem, że to z powodu jej stanu, jednak... to było coś innego. Coś, co zdarzyło się niedawno - coś, co wciąż w niej tkwiło...

Wtedy skojarzyłem opowieści o Ponyville i przebywających tam bandytach. A gdy uzupełniłem to swoją wiedzą na temat Ditzy Doo uzyskaną od mieszkańców Nowej Appleloosy, zyskałem znacznie szerszy obraz całości.

- Ditzy... - zwróciłem się smutno. - Wiem, że... może jest to niezbyt dobre pytanie, ale... jak bardzo okaleczyli cię bandyci?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ditzy spojrzała na ciebie, po czym posmutniała. Za to Calamity przejął inicjatywę.

- To niemiła historia. Ditzy ucięto język, kiedy została wcześniej złapana przez bandytów. Nikt zwykle o tym nie mówi, a sama Ditzy daje sobie radę. - Powiedział, po czym pokazał na ghoula, który pokiwał głową i podszedł do lady. Tam wzięła do ust ołówek i zaczęła coś pisać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Westchnąłem.

- To... niestety typowe dla bandytów... - stwierdziłem. - Już nie raz widziałem ich "dzieło"... Kilka razy już nawet pomagałem kucom przez nich poszkodowanych.

Od razu odezwały się moje emocje współczucia. Dobrze wiedziałem jak wielką traumą było wpadnięcie w kopyta bandytów. Najgorsza była ta bezsilność... Mogłem pomóc innym w usunięciu ran fizycznych i to tak, że zostawały minimalne ślady, ale... nie potrafiłem już naprawić uszczerbku psychicznego...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Calamity tylko pokiwał głową, natomiast Little Pip spoglądała z ciekawością na Ditzy. Pegaz-zombie pisał zaciekle na kartce papieru. Gdy skończył podbiegł do Pip trzymając tenże kartkę w ustach i pokazał ją klaczce.

Little Pip szybko przeczytała jej treść, po czym powiedziała: - Miło mi, Ditzy, ale naprawdę, nie ma aż takiej potrzeby dziękowania mi za ratunek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niezwykle jakoś ucieszyło mnie to, że mimo takich przeżyć zachowywała pogodę ducha, no i radziła sobie z brakiem mowy w troszeczkę inny, choć nieco dłuższy sposób.

- Doprawdy fascynujące... - wyszeptałem do siebie, w dalszym ciągu obserwując z boku poczynania Ditzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Little Pip podziękowała Ditzy za wszystko i powoli się wycofała, mówiąc: - My na razie pójdziemy. Jeszcze sobie obejrzę miasto. - Uśmiechnęła się lekko, po czym wyszliście ze sklepu. Czułeś się lekko skonfundowany zaistniałą sytuacją.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ruszyłem więc w dalszą drogę, którą wcześniej prowadziła mnie Candi. Jednak tym razem nie odzywałem się - byłem tak bardzo skupiony na swoich myślach o Ditzy. Tak bardzo mnie fascynowała. Kucyk, który żył w czasach początku końca i który jakimś cudem to przetrwał nie tracąc swojego rozumu. Pomyśleć, że jedynie straciła swoją mowę, ale tylko dlatego, że tak postanowili ją ukarać bandyci... Cóż, cieszyłem się, że te kreatury dostały za swoje. W sumie, tak sądziłem, gdy spoglądałem na Little Pip. Ja bym nie popuścił draniom za takie katowanie i... wyglądało na to, że ona również...

- Swoją drogą... Co cię przygnało akurat w tym kierunku? - spytałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...