Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Amolek

[F:E, wersja alternatywna] Błędy przeszłości - Orange Snow (Niklas)

Recommended Posts

W pierwszym momencie byłem wręcz przerażony samą myślą bycia rozłączonym z kamieniem, ale z drugiej strony... patrząc na to, do czego mnie doprowadził i jak łatwo zostałem zmanipulowany, było to chyba dobre rozwiązanie...

 

- Sanity... - odezwałem się po chwili. - Kto to jest?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jedna z twoich niedoszłych ofiar - klacz powoli ruszyła w stronę, z której poprzednio przyszedłeś. - Nie jest to czysta zebra, raczej mieszaniec. Jest to rzadki, ale możliwy przypadek. Podobno Zodiak też taka była kiedyś. Jak tylko malec się wybudzi, to dowiemy się reszty.

Szliście korytarzami w stronę magazynu. Teraz było tu zdecydowanie za cicho, wasze kopyta stukały o metal posadzki. W twojej głowie były myśli dotyczące losu kamienia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Idąc tak za nią, czułem się coraz bardziej niepewnie. Widząc swój miecz, miałem wrażenie, że nie należy do mnie. Zupełnie teraz nie wiedziałem, jak miałbym się nim posłużyć. A poza tym... wciąż krążyło mi po głowie kilka jakże ważnych pytań...

 

- Sanity, a co... z tym kamieniem... i szamanem?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podeszliście już do magazynu. Sanity odwróciła się i spojrzała na ciebie.

- Z tego szamana została kupka popiołu, podobnie z jego talizmanów... a kamień został zniszczony - powiedziała i podeszła bliżej. - Ale słyszałam o takich rzeczach i tak będzie lepiej. To zebricki wyrób, który widzisz do czego doprowadził. Podobno przed wojną były one zmorą żołnierzy, ponieważ Equestria produkowała nieskażone kamienie dla dowódców, Strażników Zamku Canterlot oraz Elity Kryształowego Imperium.. Nie było pewności na co się trafi.

Edited by Amolek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przez chwilę milczałem.

 

- Może... i dobrze - powiedziałem w końcu. - Tylko... Czuję się teraz tak... dziwnie... Nie wiem... Jakby... uzależnienie od tego?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Uzależnienie? - ponury uśmiech pojawił się u Sanity. - Raczej nowa osobowość... albo obecność. Nie potrafię tego określić, ale po prostu coś cię wtedy prowadzi. W każdym razie, teraz jesteś od tego wolny... oby.

 

Weszliście do magazynu. Sunny i Ruby czymś się zajmowały w kącie i Sanity ruszyła od razu do nich. Ty natomiast dostrzegłeś znikającą za skrzynkami Candi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W pierwszym momencie chciałem podejść do Candi i ją utulać po tym wszystkim co przeżyliśmy. Jednak... jak tylko pomyślałem o tym wszystkim, co zrobiłem, według Sanity, jakoś... nie czułem się na siłach. Miałem wręcz wrażenie, że nie będzie chciała teraz mnie widzieć po tym jak w amoku próbowałem ją zabić... Cicho przysiadłem więc w kącie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siedziałeś tak kilka minut, trzymając twarz ukrytą w kopytach. Przez głowę przewijały ci się niepokojące myśli. Bałeś się reakcji Candi... tego, że może cię odtrącić po tym wydarzeniu. A przecież nie miałeś nad tym kontroli...

Usłyszałeś stukot kopyt niedaleko, po czym coś roztrąciło twoje kopyta. Przed sobą ujrzałeś Candi. Wpatrywała ci się prosto w oczy, a kącikach jej oczu dostrzegłeś łzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzałem na nią, nie wiedząc co powiedzieć. Przez moją głowę przepływało tyle różnych scenariuszy... Niektóre lepsze, inne - większość - gorsze... Zastanawiałem się też, skąd Sanity wiedziała aż tyle na temat kamienia, ale... nawet o to obawiałem się teraz zapytać. I czy ten zew krwi nie powróci...

 

- C-Candi... - wypowiedziałem cicho.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Candi nagle objęła cię mocno. Złamane żebra zabolały, ale nie dałeś tego po sobie pokazać, w końcu co to było w porównaniu do tego, co zrobiłeś. Poczułeś łzy kapiące ci na plecy.

 

- T-to nie byłeś ty... to nie byłeś ty, Orange... - wyszeptała Candi. - To nie mogłeś być ty...

 

Klacz wypuściła cię z objęć i znowu spojrzała zapłakanymi oczami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie wiem... kim byłem...

 

Uniosłem lekko głowę. Chciałbym być pewny, że coś takiego nigdy więcej się nie powtórzy, ale... nie mogłem. Teraz po mojej głowie krążyła obawa, że w którymś momencie, w ferworze walki, znów stracę panowanie nad sobą... ale tym razem skrzywdzę tych, na których mi zależy. Teraz mogłem jedynie obserwować siebie i mieć nadzieję, że wszystko się ustabilizuje... Pozostało jeszcze pytanie... jeśli dojdzie do walki, jak miałbym odpędzić przeciwników od siebie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Prawda, jak tu teraz walczyć? Coś tam ci we krwi pozostało, ale cóż to było w porównaniu do mocy kamienia? I co, jeśli przez ten brak umiejętności coś stanie się Candi albo siostrom... albo powrót żądzy? Chociaż ze słów Sanity wynikało, że nie powinno to mieć miejsca, skoro kamień jest zniszczony. Także nie czułeś tej dziwnej obecności w swoim umyśle. Może będzie już dobrze...

Twoje rozmyślania przerwał delikatny pocałunek. Candi jakby wyczuwała twoje zmartwienia i chciała cię od nich oderwać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odpowiedziałem tym samym, acz jakoś bez przekonania. Byłem zbyt... zabsorbowany tym wszystkim, co się wydarzyło... I nie mogłem o tym zapomnieć. Po prostu... nie mogłem. Czułem się taki nieobecny... Aczkolwiek spróbowałem nieco odejść od tego tematu.

 

- Co... sądzisz o tym dzieciaku, którego przyniosła Sanity? - spytałem.

Edited by Niklas
dodałem coś, hurr.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Candi przysiadła obok ciebie i oparła na tobie głowę, po czym spojrzała w miejsce, gdzie Sunny i Ruby pilnowały małego mieszańca i zbierały rzeczy.

- Nie wiem... - odparła Candi. - Jakimś cudem przeżył, no i to nie jest czysta zebra. Ale Sanity o niczym więcej nie powiedziała.

 

Skończyła mówić, gdy do magazynu wszedł Wind. Oba skrzydła miał obandażowane, a torby wypchane po brzegi. Spojrzał na ciebie, a na jego twarzy pojawiła się ulga. Wyciągnął coś z torby i podszedł do was.

- Dobrze widzieć cię w jednym kawałku... no, prawie - powiedział, patrząc na bandaż wokół tułowia, po czym dał ci jakąś książkę. Dosyć grubą. - Może ci się to przydać. Znalazłem w jakimś pokoju, prawie nietknięta.

Zerknąłeś na tytuł. Okładka była trochę pościerana, ale dało się odczytać: "Broń biała w Kryształowym Imperium". Poniżej znajdowało się imię autora. Shining Armor...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Westchnąłem.

 

- Taa... z pewnością się przyda... Dzięki...

 

Zastanowiłem się, skąd zebry mogły posiadać coś takiego, ale szybko przyszło olśnienie... Przecież dopadły niejednego kuca i zabrały jego rzeczy. Pewno należało to do jakiegoś nieszczęśnika... Ciekaw jedynie byłem, dlaczego była w tak dobrym stanie...

 

Tymczasem jednak uniosłem ją magią i otworzyłem, by zapoznać się chociaż z początkiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wind tylko poklepał cię lekko po ramieniu, po czym ruszył do pozostałych klaczy. Candi ułożyła się obok ciebie, cały czas trochę wtulona. Otworzyłeś książkę i zaskoczył cię jej w miarę dobry stan. Była jedynie trochę poprzecierana i przykurzona, jednak trzymała się w jednym kawałku. Wyczuwałeś jej delikatną aurę.

Dzieło zaczynało się od ogólnego wyjaśnienia roli walki bronią białą, a także w kilku słowach wspominał o kamieniach... podobnych do tego, który miałeś. Przekartkowałeś pierwszy rozdział. Było tu sporo magicznie animowanych obrazów pokazujących poszczególne ruchy i ataki oraz pełne objaśnienie treningów, a także technik walki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wciąż zaskakiwało mnie, jakim cudem tak dobrze zachowana książka się tutaj znalazła. No ale, musiałem przyznać, że z pewnością się przyda, aczkolwiek pojęcie odpowiednich technik z pewnością zajmnie mi kilka tygodni... Przy czym wciąż nie było wiadomo czy żądza krwi nie powróci...

 

Przeskoczyłem tymczasem do kolejnego rozdziału.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejny rozdział prezentował trochę bardziej zaawansowane techniki oraz wprowadzał rozgraniczenie dla posługiwania się różnymi rodzajami broni. Wszystko było krok po kroku objaśnione i dodatkowo zaprezentowane, tak jak w poprzednim rozdziale. Były nawet wyróżnione techniki jedynie dla klaczy lub ogierów. Wyglądało na to, że autor wiedział co tworzy. Jednak zaskoczeni dopiero nadeszło, ponieważ w tym rozdziale znalazłeś opis... swojego miecza.

Magiczne ostrze było opisane jako Rakkreuna, broń o krystalicznym rdzeniu, który to pozwalał zamknąć w nim więcej magicznej energii niż zwykłej, equestriańskiej stali. Także możliwe było przeładowanie broni, jednak istniało wtedy ryzyko uszkodzenia rdzenia albo jego wybuchu. Takie miecze otrzymywała Królewska Straż Kryształowego Imperium oraz nieliczni wojskowi podlegli Księżniczkom i Ministerstwom. Jednak nie trafiła ona nigdy do żadnego pegaza. Przy tym konkretnym ostrzu była informacja, że zostało przekazane dowódcy jednostki mającej wspomóc siły w Equestrii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To wszystko wyjaśniało wyjątkowość tego ostrza. Nic dziwnego, że wytrzymywało ostrzał magiczny i potrafiło odbijać pociski... Ale z drugiej strony, do kogo mógłby należeć? Tamten grobowiec wyglądał bardzo niepozornie, surowo wręcz... Chociaż może taki był plan? 

 

Postanowiłem na razie zakończyć lekturę i zabrać książkę ze sobą. Gdy przepakowywałem się, upuściłem dokumenty na temat projektu doktora Tesli. Na podłodze potoczyła się metalowa kulka... Uniosłem ją ostrożnie. Zapomniałem nawet, że ją mam... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podniosłeś kulkę i wlepiłeś w nią wzrok... by po chwili odpłynąć w objęcia nicości...

 

*          *          *

 

Stałeś przed całkiem sporą maszynerią, umiejscowioną w jeszcze większym pomieszczeniu. Dokoła kręciły się różnorakie kuce, ubrane w kitle laboratoryjne, kombinezony albo pancerze. Otaczała cię także mieszanina dźwięków. Rozmowy, syknięcia pary, wibracje magii. Jednak najdziwniejsze było uczucie pustki w pewnym newralgicznym miejscu. Cóż, wylądowałeś w ciele... klaczy. Próbowałeś się poruszyć, ale ciało znajdowało się poza twoją kontrolą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przypominało to Wspomnienie, aczkolwiek było... inne, bardziej intensywne. Czułem każdy ruch, emocję, przemyślenia... Zupełnie jakby ktoś wrzucił mój umysł w czeluść innego... Było to dziwne, ale niejako fascynujące. Póki co jednak musiałem czekać na dalszy ruch mojej właścicielki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz przeszła przez pomieszczenie i zatrzymała się przed... doktorem Teslą. Lekko siwy kuc doglądał jednego z komputerów maszynerii.

- Witaj, doktorze - rozległ się jej śpiewny głos, z wyraźnym akcentem mieszkańców Stallionogradu. Doktor odwrócił się do niej i uśmiechnął lekko.

- Trinity, dobrze, że jesteś. Właśnie miałem już kogoś po ciebie posyłać. Chodź, zajmijmy się tym w końcu.

Oba kuce ruszyły w stronę środka sali, gdzie znajdował się całkiem spory ekran, a także kilka terminali. Otaczały one przezroczystą kolumnę, w której wnętrzu lekko falowało powietrze z powodu nagromadzonej tam energii magicznej.

Tesla zajął się czymś przy komputerze, a klacz podeszła do drugiego terminalu i wpisała dane logowania.

Login: Trinitynum02

Hasło: 0P5r7O1c3z4

Edited by Amolek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Było to niezwykle interesujące zjawisko. Ze wszystkiego nie spodziewałem się ujrzeć doktora Tesli w tym Wspomnieniu. I sądząc po tym, jak zwracał się do Trinity, wyglądało na to, że przedmiot należał do jego asystenki. Mimo wszystko jednak po mojej głowie chodziła teraz jedna myśl... Gdzie znajdowało się to miejsce, w którym przebywali...? No i... co czeka mnie dalej w tej wizji?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na ekranie pojawiły się powitalne słowa, po czym zostały zastąpione kilkoma opcjami i nazwą projektu. Projektu Przywrócenie. Klacz sprawnie i szybko wklepywała kolejne komendy, jednak zdołałeś zauważyć, że to jeden z terminali sterujących... tylko czym? Na to pytanie nadal nie było odpowiedzi.

Przyglądałeś się dokładnie komendom terminala, starając się zapamiętać jak najwięcej. Po chwili maszyna zaczęła pracować inaczej, narastać zaczęło buczenie w jej wnętrzu, a przesycone magią powietrze wewnątrz kolumny falowało coraz mocniej.

Edited by Amolek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyglądało na to, że właśnie testowali możliwości machiny, której poszukiwaliśmy. Albo przynajmniej któregoś z jej elementów... Wciąż jednak nie mogłem zobaczyć niczego, co byłoby pomocne w odkryciu tego, gdzie się znajduje. Miejsce było pozbawione jakichkolwiek charakterystycznych punktów. Musiałem więc wciąż czekać i liczyć na to, że ich rozmowa coś mi podpowie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...