Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Bosman

[Gra] Zapobiec Wojnie

Recommended Posts

- Cóż, dziękuje. Teraz już nie będę przeszkadzał. - powiedział po słowach mnicha po czym wyszedł z pomieszczenia, bogatszy o nową wiedzę. Teraz chciał udać się do sklepu, kupić hak, może jakąś srebrną broń, zioła też by się przydały. Mikstury też by się przydały. W zasadzie potrzebował wiele rzeczy, ale w pierwszej kolejności udał się do kowala. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elluin

Podobnie jak pozostała dwójka kompanów elf również po zaledwie kilku minutach był już przy bramach miasta. I tak jak reszta bardzo szybko znalazł kowala. Zobaczył przed nim Reapera, który przyszedł tam chwilę przed nim i przyglądał się sprzętowi na wystawie. Bardzo dobrze wykonanemu, solidnemu i na pewno zabójczemu. Czeladnik, który stał przed nim popatrzył na ciebie i zawołał z kuźni drugiego z czeladników, który po chwili podbiegł do Elluina. 

- Witam szanownego Elfa. Czym mogę służyć? - Zapytał patrząc na ciebie z dołu. Obu czeladników miało na oko po 16 lat. - Czy szuka pan czegoś konkretnego? Jestem w stanie coś doradzić - Powiedział przyglądając się twojemu strojowi.  Po chwili elf zobaczyć, że kolejny z jego towarzyszy, Henrim właśnie wyszedł z kuźni.

 

Henrim

Kowal uśmiechnął się. 

- Bardzo dobrze. Będę czekał - Powiedział i podziękował ci za zakupy lekkim skinieniem głowy. 

Kiedy wyszedłeś spostrzegłeś, że przed kuźnią stoją już twoi dwaj towarzysze. Widać przyszli chwile po tobie, bo przy każdym z nich stał czeladnik i czekał na to co zrobią potencjalni klienci. 

A jeśli chodzi o alchemika to był on kilka budynków dalej. Było go doskonale widać, ponieważ przed stała drewniana tabliczka, informująca, że nowa dostawa mikstur wzmacniających właśnie przyjechała. Była też podana cena: 5 sztuk złota za buteleczkę. 

 

(Reaper napisałem, że się przyglądasz bo nie odpisałeś nic a musiałem coś wymyślić, żeby nie było, że stoisz jak słup soli :P  )

Edited by Bosman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elf spojrzał na czeladnika.  Odchrząknął. 

- Tak,  szukam.  Potrzebuje haka.  Około dwudziesto centymetrowego.  Z uchwytem. Oraz srebrnego sztyletu.  - powiedział elf poprawiając pas od torby. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elluin

Czeladnik zastanowił się przez chwilę po czym poprowadził ciebie do stolika. Potem schylił się do skrzyni, która stała przy drzwiach i zaczął coś w niej grzebać. Po chwili wyjął i postawił przed tobą Hak. Na twoje oko miał te 20 centymetrów. Miał uchwyt obwiązany skórzanym paskiem oraz niedużą pętlę na końcu, jakby do zaczepienia do niej sznura. Sam hab był zakończony zadziorem, aby trudniej było go wyjąć z ciała.

- Czy taki hak panu odpowiada? - Zapytał prezentując go z każdej strony. - A jeśli chodzi o srebrne bronie - Tutaj schylił się nieco i zniżył głos - To proszę zapytać kowala wewnątrz kuźni. Srebro to towar trochę bardziej ekskluzywny więc nie możemy wystawiać niczego srebrnego na wystawę - Powiedział cicho i wyprostował się. 

 

Elandiel

Wędrowałaś właśnie do miasta Sunsriver aby odpocząć i uzupełnić zapasu żywności na dalszą drogę. Leśna droga, którą podążałaś była prosta, las cichy i spokojny a zwierzęta zajęte swoimi sprawami. Czyli część szukała jedzenia, część biegała szukając spokojnego miejsca na sen a ptaki nad twoją głową prowadziły burzliwą rozmowę. Po wyjściu z lasu twoim oczom pokazały się pola uprawne, na których chłopi właśnie siali zboże, Przygotowywali ziemię  pod siew lub przeprowadzali zwierzęta na pobliską łąkę. Drogowskaz po prawej stronie potwierdzał, że zbliżasz się do miasta. Trzeba było jednak minąć klasztor, który stał po prawej stronie drogi. Jednak zbliżając się do klasztoru dostrzegłaś, że ktoś z niego wychodzi. Mnich, ubrany w tradycyjną mnisią szatę przepasaną sznurem i z ogoloną głową wyszedł na drogę, popatrzył na ciebie i uśmiechnął się.

Witam cię o elfia damo - Przemówił do ciebie w twoim ojczystym języku. - Przewidziałem twoje przyjście. Proszę chodź za mną. Mamy ważną sprawę do omówienia z tobą - Mnich chyba chciał okazać ci szacunek, skoro przemawiał do ciebie w twoim ojczystym języku. Ręką wskazał na otwartą bramę na teren klasztoru i czekał aż pójdziesz z nim. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Henri Bureau wszedł do budynku i spojrzał na wszystkie kolorowe mikstury jakie znajdowały się na półkach. Nie miał najmniejszego pojęcia jakie mają mozliwości i do czego służą, dlatego zapytał - Witam. Nie znam się w ogóle na alchemii ale chciałbym kupić coś co mogłoby mi pomóc wyleczyć się z ewentualnych ran lub chorób. Masz coś takiego na składzie alchemiku?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mag pokiwał głową. Przyjrzał się hakowi, cóż, hak często przydawał mu się podczas zwykłych zadań, a ten wydał się być dość dobry. 

- Nada się. Jaka jest jego cena? Nie ukrywam że nieco się śpieszę. - powiedział elf wyjmując mieszek. Chciał już udać się do samego mistrza kowalskiego żeby kupić sztylet, potem jeszcze zielarz i alchemik. Tyle do zrobienia, a czas tylko szedł w dół. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elluin

Czeladnik zastanowił się i niepewnie wyciągnął rękę.

- 7 sztuk złota - Powiedział spokojnie. Widać jednak było, że był trochę spięty. Jakby pierwszy raz obsługiwał klienta... Co zresztą było prawdą. Jednak starał się wypaść jak najlepiej. Po odebraniu od ciebie monet odwrócił się do kowala. - Mistrzu kolejny klient do pana - Zawołał. Z kuźni dobiegł wołanie. Dość głośne.

- Wpuść go! - Zawołał kowal i machnął ręką w twoją stronę. Czeladnik popatrzył na ciebie, ukłonił się lekko i schował pieniądze do niedużej skrzyni na klucz. 

Po wejściu zobaczyłeś, że na ścianach i stołach leżą wszelkiej maści ostrza wykonane ze srebra. Noże, miecze, haki, kołki a nawet gwoździe i głownie Halabard. 

- Witam. Jest pan drugim klientem dzisiaj, który szuka srebrnej broni. A na dodatek jest pan elfem. To dopiero jest ciekawe. Ale do rzeczy. Czym mogę służyć? - Zapytał dobrze zbudowany, zmęczony człowiek w wytartym, skórzanym fartuchu, zmęczonym spojrzeniem i lekkim uśmiechem.

 

Henrim

Sklep mieścił się na parterze piętrowego budynku. Pomieszczenie było pełne półek, na których stały butelki w różnych kolorach i rozmiarach. Na dodatek dziwnie tam pachniało. Jakby ktoś zmieszał zapach skoszonej trawy z zapachem wosku i cynamonu.

Alchemikiem był stary krasnolud, który właśnie wyszedł zza lady i podszedł do ciebie. 

- Witaj. Nazywam się Ranin i jestem tutejszym alchemikiem. Mam wszystko czego potrzeba - Uśmiechnął się i pogładził po pokaźnej, ciemnej brodzie na której miał zapleciony warkoczyk. - Zatem szuka pan jakiś mikstur leczniczych. Zatem polecam tutaj te za 3 złota za butelkę- Wskazał na półkę po twojej lewej. Widziałeś tam nieduże, szklane buteleczki z szarym, nieco lepkim płynem - Natychmiast tamują krwawienie i uśmierzają ból. Idealne na dłuższe wyprawy. Wystarczy jedna buteleczka naraz - Zachwalał sprzedawca. - A jeśli chce pan coś na choroby to polecam o tamte za 4 sztuki złota - Wskazał palcem na szafkę po prawej, na półkę na wysokości twojej głowy. Tam buteleczka była nieco większa a płyn w niej zawarty był zielonkawy. - To co prawda nie uleczy z każdej choroby ale zatrzyma ją na tyle, aby dotrzeć do lekarza, który pana wyleczy. Wystarczy jeden łyk co 5 godzin - Uśmiechnął się - Zatem ile panu zapakować? - Zapytał patrząc na ciebie z dołu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Poproszę 3 sztuki tej za 3 złote i 1 za 4 jeśli można. Pozatym chciałem też spytać gdzie znajdę kogoś kto zna się na amuletach i tego typu rzeczach. Z góry dziękuję za informację.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Potrzebuje sztyletu. Srebrnego, najlepiej około dziesięciocentymetrowy. Jednostronny. Dobrze by było gdyby był lekko zakrzywiony. - powiedział. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elluin 

Kowal zamyślił się i zaczął przeszukiwać swoje wyroby, sprawdzając czy znajdzie odpowiadający ci sztylet. Po chwili położył na stole między wami nóż, nieco dłuższy, bo miał 13 centymetrów, był jednostronny a końcówka była zakrzywiona. Rączka była prosta, nóż dobrze leżał w dłoni, i nie był zbyt ciężki. 

- Proszę. Mam nadzieję, że ten spełnia pana wymagania - Powiedział z lekkim uśmiechem. - A jego cena to 13 złotych monet - Dodał przyglądając się tobie i wyciągając rękę po zapłatę. - Chyba, że mam znaleźć coś innego? - Zapytał.

 

Henrim

Krasnolud kiwnął głową i poszedł za ladę. Tam poszukał chwilę w pudłach i wyjął na blat 4 buteleczki.

- Dobrze to będzie 13 złotych monet - Powiedział podsuwając mikstury do ciebie. - A jeśli chodzi o amulety... Hmm... Myślę, że pewna stara kobieta w dzielnicy mieszkalnej zajmowała się czymś takim. Ale nie jestem pewny - Dodał i podrapał się po brodzie. - Cóż warto sprawdzić - Usiadł na krześle za bratem i czekał aż zapłacisz za zakupy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Henri wyjął swoje pieniądze, położył na ladzie i przeliczył, po czym podał krasnoludowi. Następnie ruszył w kierunku miasta by załatwić ostatnią już sprawę związaną z amuletem.

Tak więc wypytując ludzi po drodze poszedł na poszukiwanie Dzielnicy Mieszkalnej, a następnie tajemniczej jak na razie kobiety.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Henrim

Krasnolud wziął od ciebie pieniądze i skłonił się.

- Życzę udanej wyprawy - Powiedział zanim wyszedłeś. Droga do części miejskiej była spokojna i cicha. Większość ludzi w tym czasie albo dopiero wstawała, albo już dawno była poza domem, pracując lub przygotowując się do pracy. 
W samej dzielnicy mieszkalnej nie trzeba było nawet nikogo pytać o starszą kobietę. Jej dom wyglądał inaczej niż reszta. Był niski, lekko zniszczony a przed nim stała starsza i pomarszczona kobieta, która właśnie zamiatała bruk przed nim starą, zniszczoną miotłą. W oknach jej domu widać było jakieś dziwne amulety. Kobieta wydawała się lekko oderwana od rzeczywistości. Mamrotała coś pod nosem i nawet nie zwróciła uwagi na ciebie, kiedy podszedłeś do niej. 

 

Elandiel

Mnich poprowadził cię do środka klasztoru, a po przekroczeniu bramy skręcił w prawo. Podszedł do niskiego budynku, zapukał a po otwarciu drzwi stanął przed nimi i wskazał ręką abyś weszła do środka. 
Pomieszczeniu, które okazało się być biurem było bardzo dobrze wyposażone. Na środku znajdowało się solidne, dębowe biurko, za nim stało obite w skórę krzesło z wysokim oparciem. Po obu stronach pokoju stały szafki pełne starych ksiąg, dokumentów oraz złotych i srebrnych kielichów. Na przeciwległej do wejścia ścianie, w szklanej gablocie wisiała złota szata. Wyglądała na bardzo starą i cenną. Obok szaty stał okuty, drewniany kostur, bogato zdobiony i pozłacany na końcach. Obok tej gabloty stał kolejny mnich. Miał na oko 40 lat, był dobrze zbudowany, ubrany w prostą szatę związaną w pasie grubym sznurem. Przez całą twarz przechodziła mu paskudnie wyglądająca blizna, od czoła aż po prawy kącik ust. Jak wszyscy mnisi z tego klasztoru był łysy. Mnich popatrzył na ciebie, uśmiechnął się lekko.

Witaj córko lasu. Jestem brat Mercus - Przedstawił się. Jego głos był spokojny, cichy i dumny. - Czy nie będzie dla ciebie problemem, jeśli dalszą rozmowę poprowadzimy we wspólnej mowie? Bo muszę przyznać, że mój elficki nie jest najlepszy a mam ci wiele ważnych rzeczy do przekazania - Słyszałaś, że jego akcent nie był najlepszy, ale na razie mówił w miarę płynnie i zrozumiale. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nada się. - powiedział elf wyjmując pieniądze i kładąc je na dłoni kowala, potem zabrał sztylet i włożył go do miejsca przy pasku, obok drugiego, ten przypominał nieco węża oraz był wykonany z jakiegoś kamienia. - Dziękuje. To wszystko. - powiedział i udał się w kierunku alchemika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Eflka delikatnym krokiem szła dalej za mnichem. Kiedy miała przekroczyć bramę odwróciła się jeszcze na chwilkę, zostawiała tyle rzeczy. Ale przecież, witały ją nowe... Choć namowy starszego brata były kuszące, nie mogła ich przyjąć. Służba w wojsku... Brat mógł jej to załatwić, był żołnierzem. Kiedyś Elan dużo ćwiczyła z mieczem, lubiła szermierkę. Do puki nie odkryła talentu magicznego. Wtedy przejęła się jedynie tym. Potem doszło łucznictwo, coś co elfka bardzo szybko pokochała. Choć Ronan mówił jej, że szermierki się nie zapomina, nie zgodziła się. Miała inne powołanie, tak myślała. Obróciła się i poszła dalej. Kiedy mnich wskazał, że ma wejść niepewnie to zrobiła. Kiedy była w pomieszczeniu przyjżała się mu, było tu tyle pięknych i starych rzeczy... Po chwili dopiero zauważyła mnicha. Na jego słowa odpowiedziała delikatnym skinieniem głowy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

((Mnie tam pasuje :P.))

 

Reaper zamyślił się. Zignorował przechodzących obok "towarzyszy" wertując w głowie notki dotyczące paru rzeczy na raz.

- Dobra. Potrzeba mi zestawu noży do rzucania. Srebrnych, lub ze srebrnymi elementami - wypalił nagle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Przepraszam. Czy mógłbym tutaj zindentyfikować pewien amulet? - powiedział zrywając amulet z szyi i kładąc go na ladzie. - Szczerze znalazłem go przy ciele maga gdy zbieraliśmy łupy po pewnej bitwie, i do dziś nie wiem czy jest on magiczny czy nie i do czego służy. - Wskazał na amulet w kształcie pentagramu w wpisanego w okrąg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Henrim

Starsza kobieta nie zwracała na ciebie uwagi, dopóki nie położyłeś amuletu na ladę. Wtedy to kobieta odwróciła głowę, popatrzyła na ciebie i wzięła amulet do ręki. Przyglądała się mu chwilę w milczeniu. 

- Ten amulet jest bardzo stary - Powiedziała szeptem. - Pamięta czasy pierwszej wojny narodów... prawie 600 lat temu. Należał do potężnego czarnoksiężnika, który parał się magią czarniejszą niż noc i straszniejszą niż najgorsze koszmary senne. Ale teraz... Teraz co najwyżej może służyć jako ozdoba - Powiedziała i podała ci go.  - Jego kształt wskazuje, że był używany do przyzywania demonów i umarłych. Ale przez tyle lat pewnie już niejednokrotnie zmieniał właściciela i stracił całą moc - Popatrzyła w twoje oczy. Ujrzałeś w nich odrobinę szaleństwa. Ale kobieta była całkowicie szczera i pewna tego co mówi. - Zrób z nim co uważasz. Ale nie przewiduję, żeby był ci jakkolwiek pomocny - Ciągle mówiła szeptem. Po tych słowach wzięła swoją miotłę w ręce i patrzyła na ciebie. Czekała aż pójdziesz. 

 

Elandiel

Mnich uśmiechnął się i wskazał na 3 krzesła na przeciwko biurka.

- Proszę usiądź - Powiedział i sam usiadł na swoim krześle za biurkiem. - Sprawa jest bardzo poważna. Kilka dni temu moi bracia odkryli, że jeden z potężnych artefaktów zwanych Skarbem ludów, lub w twoim języku "Harma Lie" Został odnaleziony i skradziony z krypty, gdzie był ukryty przez 40 długich lat. Prawdopodobnie przez wilkołaka. A to bardzo zła wróżba. To może oznaczać początek wojny - Przerwał na chwilę i kontynuował. - Na całe szczęście zebrała się już 3 osobowa drużyna, która podjęła się zadanie odnalezienia wszystkich artefaktów i przyniesienia ich tutaj, w celu ukrycia ich przed światem. Ale brat Merwin przewidział, że pojawi się jeszcze 3, która pomoże wypełnić tą niebezpieczną i trudną misję. I ty jesteś jedną z tych osób - Powiedział  spokojnie i sięgnął pod biurko. Wyjął na stół mieszek złota. - Proszę tutaj złoto dla ciebie. Kup za nie wszystko co będzie ci potrzebne w mieście i wróć jak najszybciej. Musicie się wszyscy razem zebrać i wyruszać. Czas działa na naszą niekorzyść. Jednak jeśli wam się uda, dostaniecie to, czego dusza zapragnie jako zapłatę - Dodał i przyjrzał się tobie. - Czy masz do mnie jeszcze jakieś pytania córko lasów? - Widać tak mnisi zwracali się do elfich dam. Oraz widać było, że jest bardzo poważny i stanowczy w tej sprawie. 

 

Reaper

Czeladnik popatrzył na ciebie, kiwnął głową i pobiegł do środka kuźni. Po chwili wrócił i pokazał ręką, abyś wszedł do środka. Wewnątrz zobaczyłeś siedzącego przy stole kowala, który pił herbatę z dużego, metalowego kubka. Widząc ciebie uśmiechnął się lekko.

- Witaj. Mam pytanie. Czy poprzednia dwójka klientów to jacyś twoi znajomi? Bo jesteś trzecią osobą w przeciągu 30 minut, która chce kupić srebrną broń. No ale cóż. Przynajmniej się jej pozbędę - Zaśmiał się i pokazał ci ręką na mały stolik, na którym zobaczyłeś srebrne, krótkie noże do rzucania, kilka dłuższych do walki wręcz oraz dwa małe topory do rzucania. - Noże po 2 złote za sztukę, te dłuższe, jeśli cię interesują po 8 a topory po 4 - Powiedział spokojnie i wziął potężny łyk z kubka. 

 

Elluin

Wychodząc zobaczyłeś, że Reaper wszedł do środka. Nawet na ciebie nie popatrzył. Natomiast co jakiś czas spoglądało na ciebie kilka mijających cię mieszkańców miasta. No cóż elf w tej okolicy nie należał do częstego widoku, Po chwili dotarłeś do alchemika, którym był krasnolud z dość pokaźną brodą z warkoczem na środku. Siedział za ladą i coś pisał na kartce papieru. Słysząc, ze wchodzisz podniósł głowę i uśmiechnął się.

- Witam szanownego Elfa. Czym mogę służyć? Czego szuka elfi mag w tym mieście? - Zapytał przyglądając się tobie. Widać było, że miał już kontakty z elfami, bo nie był zaskoczony twoją wizytą. A chyba nawet się ucieszył. - Mam najlepsze mikstury i eliksiry w mieście - Zaśmiał się. No cóż... Krasnolud był jedynym sprzedawcą eliksirów w mieście.

Edited by Bosman
Elandiel - Korekta informacji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przez myśli maga przebiegło tylko ,,domyślam się''. Podrapał się po brodzie. 

- Witaj. - odezwał się i kiwnął głową. - Kilku mikstur i składników. No ale po kolei, wpierw mikstury. Potrzebuje mikstury tamującej krwawienie, czegoś przeciw truciznom. Potrzebuje też miksturę która sprawi że moja krew będzie zabójcza dla wampirów. - wymienił. - A ze składników to potrzebuje wszystkiego z tej listy. - tu wyjął z torby listę pełną nazw roślin, zapisaną dość nieestetycznym pismem, ale w miarę czytelnym. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elluin

Krasnolud zamyślił się patrząc na listę roślin.

- Mantykora, paproć górska... widzę, że ktoś tu chce  uzupełniać zapasy w czasie wyprawy - Powiedział pod nosem i zjechał wzrokiem trochę niżej. Uśmiechnął się. - Oraz napić czegoś mocniejszego co - Zaśmiał się i położył na blacie przed tobą wszystkie potrzebne składniki. Następnie popatrzył na mikstury, o które poprosiłeś. - Mikstura lecznica jest po 3 sztuki złota, Mikstura lecząca większość trucizn, to ta po lewej - Pokazał ci na niedużą buteleczkę w której znajdował się przeźroczysty płyn - To już trochę droższa sprawa bo kosztuje 6 za butelkę - Zamilkł na chwilę. - A jeśli chodzi o miksturę na wampiry... Mam ostatnią butelkę, ale to już będzie kosztować 14 złotych monet, bo uwarzenie tej mikstury zajmuje kilka tygodni. Ale zapewniam, że ona zabije każdego wampira. Na dodatek działa ona okrągłe 30 godzin. Jedynym problemem jest to, że po zażyciu jej twój oddech będzie śmierdział czosnkiem i srebrem - Zaśmiał się cicho. - Zatem za wszystko zapłaci pan 34 monety. Zioła dołożę panu za połowę ceny. I tak się pan sporo wykosztuje na eliksir odstraszający - Złożył wszystko w jedno miejsce na blacie. 

 

Boris

kto by pomyślał, że chęć zarobku i zdobycia ogromnej fortuny zaprowadzi cię do klasztoru. Ale taka była prawda. Wracając z ostatniej wyprawy spotkałeś w mieście mnicha. Ten zaproponował ci pracę. Trudną, niebezpieczną i długą. Jednak obiecał nagrodę. Największą w twoim życiu. Nagrodę, którą sam sobie wybierzesz. A mogło to być cokolwiek będziesz chciał. Czyż nie kusząca oferta? Widać tak, skoro stałeś teraz przed bramą klasztoru. Prezentowała się ona imponująco. Zanim jednak zapukałeś czy zrobiłeś cokolwiek drzwi zostały otworzone i wyszedł do ciebie kolejny z mnichów. Nie był wysoki anie dobrze zbudowany jak ten, którego spotkałeś wcześniej, jednak był tak samo ubrany. Taka sama szata przepasana sznurem, ogolona głowa.

- Witaj wojaku - Przywitał cię. - Cieszę się, że przyjąłeś naszą ofertę. Chodź proszę za mną. Opowiem ci co i jak - Powiedział i poprowadził cię na prawo, na zielony skwer i kamienne ławki. Przy ławce zobaczyłeś niedużą torbę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Na zapach z ust akurat coś jeszcze mam. - powiedział wyjmując monety z sakiewki. Wręczył je wszystkie krasnoludowi po czym położył torbę obok składników i  zaczął pakować rzeczy do torby która zdawała się nawet nie rosnąc. W zasadzie to wyglądało jakby elf mógł wejść tam cały jakby chciał, ale to chyba nie było jakoś szczególnie niezwykłe że mag posiada magiczną torbę. - Dziękuje bardzo. - skłonił się. - Do widzenia, zdrowia życzę. - powiedział po czym udał się do wyjścia. Teraz wypadało by uzupełnić prowiant. 

Edited by Mephisto The Undying

Share this post


Link to post
Share on other sites

Boris szedł z niepewnością i pewną dozą ciekawości, nie był przyzwyczajony do pracy dla mnichów ponieważ nie zdażało się to często. Wchodząc do środka rozglądał się dookoła. Był typem człowieka prostego i ciekawego, nie potrzeba mu było wiele do szczęścia toteż podobało mu się w klasztorze. - A więc mów mnichu co jest do zrobienia. - Zapytał podążając za mnichem

Share this post


Link to post
Share on other sites

Henri podziękował i wyszedł nie wiedząc co dokładnie myśleć o wydarzeniach które przed chwila miały miejsce. Ostatecznie uznał że kiedyś sprzeda amulet kolekcjonerowi, który zapłaci mu za niego więcej niż jest warty w rzeczywistości za sama jego bogata historię. Jednak teraz nie było na to czasu, ponieważ mnich na pewno wyczekiwał jego jak i reszty drużyny, w której przystało mu pracować. Ruszył więc raźnym krokiem do karczmy by jak najszybciej ugasić pragnienie i przygotować się psychicznie do nadchodzących wydarzeń

Edited by Dabrowski

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elluin

Najlepszym miejscem do uzupełnia zapasów prowiantu był targ, który słyszałeś wychodząc od alchemika. Targ był na placu głównym miasta. Zbliżając się do niego zobaczyłeś, że mimo wczesnej pory był tam spory ruch. Czułeś jak powoli twoje nozdrza wypełnia mieszanina zapachów świeżych ziół, surowego i wędzonego mięsa, soczystych owoców i warzyw. Czyli wszystkiego, co mogłeś czuć na typowym targu. A między stoiskami kręcili się wieśniacy, służący oraz mieszkańcy, sprawdzając świeżość, rozmawiając i targując się ze sprzedawcami. Widziałeś tam też grupę krasnoludów, którzy rozmawiali po krasnoludzku. 

 

Henrim

Karczma "Pod Pędzącym Turem" była jak zwykle pełna ludzi. Jednak o dziwo nie było tłoku. Ludzie siedzieli przy stołach i przy ladzie, pili, jeśli śmiali się i rozmawiali. Kiedy zająłeś miejsce przy barze podszedł do ciebie starszy mężczyzna, barman.

- Witaj wędrowcze. Co podać? - Zapytał uśmiechając się. Dostrzegłeś wtedy, że ma braki w uzębieniu. Na rękę miał zarzuconą szmatkę do czyszczenia szklanek. Jednak był to bardzo uprzejmy człowiek. Niektórzy mówili, że on się nigdy nie złościł na klientów, Inni, że wszyscy w mieście czują do niego szacunek, bo podobno walczył na wojnie 40 lat temu. Cóż mógł być zatem cennym źródłem informacji. 

 

Boris

Mnich usiadł na kamiennej ławie.

-  Sprawa jest bardzo delikatna. Niedawno został odnaleziony i skradziony jeden z pięciu artefaktów. Potężny i niebezpieczny. To właśnie przez te artefakty 40 lat temu wybuchła Wojna Narodów. Teraz wraz z braćmi postanowiliśmy, że zbierzemy wszystkie i ukryć, aby do tego nie dopuścić - Powiedział patrząc na ciebie. - I na tym będzie polegało twoje zadanie. Udało nam się zebrać drużynę, której zadaniem będzie odnalezienie i zebranie wszystkich artefaktów. Ale liczę, że ty dołączysz do nich i wspomożesz ich swoją siłą i walecznością. A w ramach zapłaty za wykonanie misji dostaniesz co tylko będziesz chciał. To tylko zaliczka - Położył na ławie torbę. - W środku jest mieszek a w nim 100 sztuk złota na zakupy. Musisz się dobrze przygotować, bo podobno kradzieży dokonał wilkołak. Kup wszystko co potrzebujesz i wróć tutaj szybko. Nie mamy czasu do stracenia. Poczekamy potem na wszystkich i razem udacie się na poszukiwanie pierwszego z artefaktów. Podobno jest jeszcze na ziemiach ludzi. Ale więcej informacji udzieli ci brat Mercus, kiedy już wrócisz tutaj wraz z resztą. Czy masz jeszcze jakieś pytania? - Zapytał patrząc na ciebie. Złożył ręce i czekał na to co powiesz. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Poproszę czegoś mocniejszego szynkarzu. Co polecasz? - Henri chciał w ten sposób znać że nie interesują go prostackie trunki takie jak na przykład coś co doświadczeni w dziedzinie nazywali ,,sikaczem". Nie był jednak pewien czy karczmarz zrozumie. Jednak skoro cieszył się ogólnym szacunkiem postanowił mu zaufać

Edited by Dabrowski

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...