Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Góry Zębate, wysokie i ostre szczyty w zachodniej części Tessaran. Nie są domem dla wielu istot, ani roślin. Jednak, dla mnichów to idealne miejsca. Samotnia, cisza, spokój. 

Mało kto odważyłby się tam udać, chyba że mieliby w tym jakiś konkretny cel. Znalazł się jednak ktoś kto to zrobił. Istota sprawiająca wrażenie będącą niepowstrzymaną siłą ignorującą zimno i śnieg. Ponad dwumetrowy kolos. Odziany w szarą zbroję płytową z wymalowanym symbolem Aranda na napierśniku. Peleryna z tym samym symbolem. To było pewne, był członkiem Zakonu. Twarz była skryta pod hełmem z przyłbicą. Nie minęło dużo czasu a stanął pod bramą zakonu. Uderzył w drzwi, prawdopodobnie miało to być pukanie. W międzyczasie położył rękę na mieczu wiszącym przy pasie. Nie minęło dużo czasu a drzwi się otwarły. Starszy mnich z różańcem na szyi spojrzał na mężczyznę i ukłonił mu się. Gestem nakazał mu iść za sobą...

 

Obudziłeś się, przestałeś widzieć Góry które były twoim domem, widziałeś pomieszczenie w którym teraz żyłeś. Pokój w Cytadeli Zakonu. Czyli to był sen. Przypomniał ci się człowiek który cię tu przyprowadził. Paladyn Gran. Świtało. Czyli akurat pora na wstawanie. Po chwili usłyszałeś gong i czyjeś niezadowolone ,,ARGH!''. Nikt nie spadał z łóżek. Mieliście maty. Pora było się ubrać. Dziś były twoje osiemnaste urodziny. To znaczy że musiałeś stawić się u swojego mentora. Również był mnichem, nazywał się Calef. Był starszym mężczyzną, odzianym w szaty mnicha. Kojarzył ci się z twoim poprzednim mistrzem. Jeszcze za czasów Gór Zębatych. 

Wypadało by się ubrać i udać do niego. Pewnie był na placu ćwiczeniowy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Debel przetarł oczy i podniósł się na łokcie. Widząc świt za oknem westchnął i podniósł się z łóżka.

- A więc to dzisiaj tak? - Powiedział pod nosem, średnio zadowolony. Nie dość, że, zabrano go z miejsca, gdzie dorastał i które pokochał, Góry Zębate, to jeszcze dzisiaj wypadały jego 18 urodziny. Chłopak miał dziwne przeczucie, że jego mentor ma dla niego coś przygotowane. I chłopak wewnątrz obawiał się co to mogło być. Jednak nie miał zbyt dużych możliwości. Ubrał pośpiesznie swoją szatę, prostą i nie krępującą ruchów, związał włosy z tyłu głowy rzemieniem i klęknął, twarzą zwracając się w stronę wschodu słońca. Wyjął spod szat swój krzyż, pamiątkę po ojcu, którego nie znał. Wziął go w dłoń i popatrzył na wschód.

- Arandzie! Boże światła i prawa. Ty, który jesteś ojcem aniołów wysłuchaj mnie. Dzisiaj twój sługa stanie przed swoim mentorem, którego ty, o potężny wybrałeś dla mnie aby ten prowadził mnie i szkolił na twoją chwałę. Dzisiaj dowiem się jak będę mógł nieść twoją chwałę, twoje słowo i twoje światło całemu światu. Daj mi siły bym podołał temu zadaniu. Arandzie prowadź mnie. Na chwałę wiecznego Światła!  - Zakończył modlitwę i wstał. Chłopak, następnie otrzepał kolana, wziął swoją torbę w której trzymał najpotrzebniejsze rzeczy i wyszedł z pokoju. Udał się bezpośrednio na plac ćwiczeniowy aby nie kazać mentorowi czekać na siebie. Obawiał się co go czekało, ale wierzył, że jego słowa zostaną wysłuchane. Jeśli nie przez Aranda to chociaż przez jego dzieci i nie zostanie sam w czasie próby. 

Po dotarciu na plac podszedł do swojego mentora i ukłonił mu się z szacunkiem i godnością. W końcu ten szkolił go od czasu, kiedy opuścił góry i tamtejszy klasztor.

- Dzień dobry mentorze. Mam nadzieję, że nie czekałeś na mnie za długo - Nie podnosił na razie wzroku. Czekał co powie mężczyzna, który go prowadził i nauczał. Chłopak nabrał do niego bardzo dużo szacunku przez ten cały czas, kiedy przebywał w Zakonie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Twój mentor przyglądał się krajobrazowi, północne góry wyglądały znacznie inaczej niż góry zębate. Były niższe, mniej ostre, mimo wszystko były pięknym miejscem. W prawej ręce trzymał kij. Po chwili obrócił się do ciebie i rzucił go tobie, wtedy spostrzegłeś że pod jego nogami jest inny. Podobny to twojego ale znacznie lepiej ozdobiony. Zwinnym ruchem nogi podrzucił go sobie.

- Zobaczmy co umiesz. - Oznajmił tylko swoim ochrypłym, ale stanowczym głosem po czym zaatakował, mianowicie wykonał pchnięcie kijem. Po chwili odskoczył do tyłu. 

Błonia treningowe mnichów były miejscem gdzie nie tylko szkolili się w drodze duchowej, ale też w rozbudowaniu swojego ciała. Było tam wiele rzeczy których inne grupy nie miały, jedną z nich były wysokie ale dość cienkie, słupy wbite w ziemie. Wszystkie był wbite równo, metr obok innych. Cóż, twój mentor właśnie na nie wskoczył. - No, nie obijaj się. Pokaż mi czego się nauczyłeś przez te lata chłopcze! - zawołał. Najwidoczniej chciał żebyś za nim podążał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak nie był zaskoczony zachowaniem mistrza. Wiele razy tak właśnie zaczynała się ich rozmowa. Tak więc szybko złapał kij, którzy rzucił do niego mistrz, obrócił nim w dłoniach i zbił atak. Trenował to przez cały ten czas, który tu spędził. Co prawda wolał walczyć z użyciem noża ale trenował też walkę różnymi broni. Od zawsze mówiono mu, że trzeba umieć walczyć każdą bronią, bo nie wiadomo kiedy będzie trzeba stanąć do walki oraz co będziemy mieli przy sobie. Widząc, że mentor wskakuje na pale złapał kij oburącz i wskoczył za nim. Wylądował dość pewnie i stanął swobodnie, trzymając kij w dwóch rękach. 

- Już jestem mistrzu - Uśmiechnął się lekko pod nosem i zaczął powoli obracać kijem w rękach, obliczając w głowie jakie ruchy po kolei wykonać. Cóż pale nie były zbyt szerokie więc trzeba było stąpać ostrożnie. Jeden zły ruch, Jeden niezablokowany atak i spadało się na dół. Chłopak wiedział o tym i przeczuwał, że jego mentor nie da mu tutaj żadnych ulg. Chłopak zaczął powoli iść w jego kierunku. W pewnym momencie skoczył w jego stronę i wykonał atak z góry, trzymając kij blisko drugiego końca, aby zwiększyć siłę ataku. Był gotowy zareagować, wskoczyć na pal lub odbić się od niego, w razie gdyby mistrz zszedł z linii ataku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zobaczyłeś uśmiech na twarzy mistrza gdy również wskoczyłeś na pale. 

Jego reakcja na atak jak zawsze była szybka. Jak na starego człowieka był niezwykle zwinny. Wykonał szybki krok do przodu, a nie do tyłu jak można było przewidzieć, po czym podniósł swój kij blokując twój atak, jednak w pobliżu twoich dłoni, prawie natychmiast szarpnął kijem w górę wytrącając cię z rytmu i skoczył w prawy bok. 

- Dobrze, potrafisz wykorzystać swoją większą siłę. Jednak siła to nie wszystko. - powiedział po czym przeskoczył w tył a potem na lewo. Zakręcił swoim kijem w dłoni po czym drugą ręką pokazał ci żebyś atakował dalej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak spodziewał się szybkiej blokady i ruchu. W końcu trenował już długo z mentorem i zdołał się utrzymać na palu, jednak potrzebował podeprzeć się ręką. Nie zrażony tym wszystkim wskoczył ponownie na pale i obrócił się w kierunku przeciwnika. Uśmiechnął się lekko. 

- Tak mistrzu. Poza siłą liczy się również szybkość i zwinność - Powiedział krótko i ruszył w jego kierunku. Jednak tym razem wyprowadził atak z lewej strony, nie tak silny jak poprzedni ale zdecydowanie szybszy. Liczył, że mistrz zablokuje go i poruszy się do tyłu. Miał pewien pomysł jak spróbować zaskoczyć swojego trenera i mentora. W końcu w walce z demonami trzeba myśleć szybko a poruszać się jeszcze szybciej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po pewnym czasie wielu młodych mnichów zgromadziło się w okolicy obserwując twoją potyczkę. Starali się milczeć ale widać było podekscytowanie. 

Twój mistrz bez większych problemów skoczył w tył przy okazji blokując twój cios. Jednak szybko skoczył ponownie w lewo. Widać nie chciał pozostać w jednym miejscu zbyt długo. 

- Doskonale. - pochwalił cię. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Debel nadal lekko się uśmiechał.

- Dziękuję mistrzu - Powiedział cicho i zatrzymał się na słupku. Popatrzył na mistrza. Całkowicie zignorował tłum. Był skupiony na walce. Od raz ruszył z atakiem na mistrza. Tym razem mierzył kijem w kolana. Na dodatek w czasie ataku puścił kij jedną ręką tylko po to, aby nią uderzyć kij. To miało sprawić że jego atak będzie szybszy. Ciągle kontrolował położenie kija. Nie chciał go stracić bo wiedział, że jeśli to zrobi to mistrz da mu popalić. Jednak liczył, że ten atak zadziała. W razie czego nadal miał kilka pomysłów na ataki. Nie chciał i nie mógł zawieść mistrza. Mimo wszystko gdzieś tam głęboko w duchu cieszył się, że miał urodziny. I to dawało mu więcej siły i motywacji na walkę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mistrz nie dawał za wygraną, szybkim ruchem uniknął twojego ciosu jednocześnie kontratakując, wpierw szybki coś w kierunku kolan, potem zamach od lewej strony w bok, zaraz potem przeskok i kolejny cios, tym razem z prawej. Po chwili usłyszałeś jak ktoś zawołał ,,Dawaj!''. Czyli jednak zaczęli dopingować. To trochę rozproszyło twojego mistrza i spojrzał w kierunku tłumu... to świetny moment na atak. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak trochę się poddenerwował. Liczył, że jego atak zadziała. Jednak tak jak przypuszczał mistrz nie dawał mu żadnej taryfy ulgowe. Zablokował cios wyprowadzony w niego i stanął stabilnie na nogach, łapiąc kij w dwie ręce. W duchu rozmyślał gorączkowo.

Arandzie daj mi siłę abym podołał zadaniu Pomyślał chłopak i już szykował się na atak. Wtedy nadarzyła się okazja. Chłopak usłyszał słowa jednego z mnichów i uśmiechnął się pod nosem. Bez zastanowienia ruszył do ataku, kiedy tylko mistrz odwrócił wzrok. Znowu zaatakował w nogi, jednak tym razem złapał kij blisko jednego końca aby zwiększyć siłę ataku. Chłopak postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Wiedział, że jeśli teraz nie wyjdzie to już mu się nie uda. 
Czy czuł się źle, że atakował mistrza, kiedy ten był rozkojarzony? Nie. Bo wiedział, że demony, z którymi chłopak miał walczyć po przejściu treningów nie będą walczyć czysto. Więc czemu on miał walczyć czysto. Zresztą mistrz też pokazywał mu, że potrafi stosować różne sztuczki. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mistrz nie zdążył zareagować i dał się trafić, cios był na tyle dobry że wytrącił go z równowagi i mistrz prawie spadł, jednak udało mu się zsunąć po słupie zamiast po prostu przywalić w ziemie. 

- Uch, to było dobre. Gratulacje. - powiedział po czym ukłonił się. - A teraz zeskakuj tutaj. A wy wracać do swoich zajęć. - zawołał na grupkę kibiców którzy szybko odeszli. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb uśmiechnął się widząc, że jego atak dosięgnął mistrza i spowodował, że ten stracił równowagę. Słysząc głos mistrza zeskoczył szybko z pali, stanął przed mistrzem i skłonił się lekko. 

- Dziękuję za docenienie moich starań - Powiedział. Starał się ukryć radość z wygranej walki, ale nadal na ustach pozostawał mu lekki uśmiech. - To wszystko dzięki twojemu treningowi mistrzu - Dodał i podniósł wzrok, patrząc na mistrza. - Zatem co teraz mistrzu? Jakaś kolejna część treningu mnie czeka? - Zapytał patrząc na niego zainteresowanym wzrokiem. Cóż chłopak od zawsze był ciekawy i zawsze chciał wiedzieć coś więcej. Dlatego pytał, szukał i sprawdzał coś na własną rękę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Teraz chłopcze, nie będzie już treningu. - oznajmił tajemniczo mistrz. - Wszystkiego najlepszego. - dodał zakładając mu na szyje swój różaniec z medalionem. - Jesteś już dorosły. To znaczy że dziś wyruszysz w świat, zabijać demony. Twój trening się zakończył. - całość twój mistrz wypowiedział w sposób sugerujący że wcale nie chce byś musiał wyruszać. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak popatrzył na mistrza trochę zdziwiony. Co prawda ucieszył się widząc, że mistrz zakłada mu na szyję różaniec. Jednak rozejrzał się po placu i po chwili znowu popatrzył na mistrza. 

- Widzę, że mistrz nie chcę bym opuszczał Cytadelę. - Powiedział i odłożył kij na ziemię. - Zatem... co teraz? Jest jakaś inauguracja? Wprowadzenie nowego czy coś w tym stylu? - Zapytał chłopa. Nie wiedział  co ma myśleć o tym i nie wiedział co ma teraz robić. Patrzył na mistrza pytająco. Liczył na to, że ten mu powie co i jak. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Po prostu dostajesz torbę w której będzie prowiant, trochę ekwipunku i nasz kodeks. Potem wyruszasz. Ja to robiłem, inni mistrzowie to robili... każdy to zrobi. Ale wiem że świat jest teraz bardziej niebezpieczny niż był kiedyś. Temu się nieco martwię. Ale cóż, jesteś mężczyzną. Chodźmy. - powiedział mistrz po czym udał się z tobą pod bramę. Tam jeden ze strażników wręczył ci torbę. Zauważyłeś też Mistrzynie Kapłanów, Mistrza Rycerzy oraz Mistrza Tropicieli. 

Mistrzyni kapłanów była wysoką kobietą, miała różową cerę, blond włosy i pogodną twarz. Ubrana była w długą szatę z kapturem. Nazywała się Aviana.

Mistrz rycerzy był okuty zbroje. Był też tym człowiekiem który zabrał cię z twojego klasztoru. Jego twarz była stara, pokryta bliznami. Na lewym oku miał opaskę, przy okazji był siwy. To był Paladyn Gran. 

Mistrzem Tropicieli był niziołek. Rudy, o pociągłej twarzy, sprawiał wrażenie... cwaniaka. Na imię było mu Wilfred. 

- Powodzenia młodzieńcze. - powiedział Paladyn Gran. 

- Dbaj o siebie. - powiedziała Kapłanka i uśmiechnęła się ciepło.

- No i nie daj się zabić. - zaśmiał się tropiciel. 

- I pamiętaj. Chwała Arandowi. - powiedział Mistrz Celef. Po tych pożegnaniach otwarto bramę i wyszedłeś przez nią. Ostatnie zerknięcie na cytadelę, z zewnątrz była taka wielka... 

Cóż pora ruszać w drogę... 


Po jakiś dwudziestu minutach kierując się ścieżką w dół usłyszałeś łoskot. Odgłosy walki. Idąc w ich kierunku zobaczyłeś rudą dziewczynę, mniej więcej w twoim wieku, odzianą w pancerz przypominający ten barbażyńców, z wygolonymi włosami na lewym boku i blizną na nosie. Była blada a jej oczy były podkrążone. Lewa strona jej wargi była lekko opuchnięta, jakby ktoś ją uderzył. W ręce trzymała maczugę obitą przy końcu stalą. Walczyła z grupą bandytów i wygrywała... ale i tak przydała by się jej pomoc. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak szedł za swoim mistrzem w milczeniu. Nie wiedział do końca co ma myśleć. Z jednej strony cieszył się, że w końcu skończył trening i będzie mógł w końcu wyruszyć w świat. Jednak słowa mistrza dały mu do myślenia. Mówił, że świat jest bardziej niebezpieczny. I to go trochę zmartwiło. Jednak nie miał wyjścia. A nawet jakby miał to nie miał zamiaru z niej korzystać. Chciał w końcu wyjść z tego klasztoru. Chciał szerzyć światło i słowo Aranda wszędzie. I co ważniejsze chciał pozbyć się demonów z tego świata. Po dotarciu na miejsce zobaczył innych mistrzów i skłonił się im. Po odebraniu torby wysłuchał porad mistrzów ukłonił się im z szacunkiem.

- Dziękuję wam. Światło Aranda mym przewodnikiem - Odpowiedział i skierował się w stron wyjścia. Po wyjściu, kiedy bramy się zamknęły odwrócił głowę i spojrzał jeszcze raz na miejsce, które było dla niego domem przez wiele lat. 

- Tak więc w drogę - Powiedział do siebie i ruszył wzdłuż ścieżką. 

 

Po pewnym czasie zaniepokoił się. A raczej zaniepokoiły go dźwięki walki. Przyśpieszył kroku, aby po chwili zobaczyć walkę. Zainteresowała go ta ruda dziewczyna w dziwnym pancerzu. Widział, że dawała sobie dobrze radę. Jednak martwiła go przewaga liczebna bandytów. 
- A dopiero co wyszedłem z cytadeli - Westchnął ale wyciągnął z torby, którą dostał nóż, jego ulubioną broń i pobiegł w stronę bandytów. Wybrał tego stojącego najdalej i rzucił się na niego z nożem o ostrzu skierowanym w dół.

- Na kobietę napadać?! - Wrzasnął aby zdezorientować osobę, którą zamierzał zaatakować. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obecnie bandytów było trzech, ten na którego się rzuciłeś, ich herszt stojący kawałek dalej, oraz ten który walczył z dziewczyną. 

Ten na którego ty się rzuciłeś zaskoczony nagłym atakiem kogoś jeszcze nie zdążył się zablokować i padł na ziemie raniony twoim atakiem. Zamiast tego doskoczył do ciebie ich herszt próbując uderzyć cię swoim toporem, ciął od góry. 

Kątem oka mogłeś zauważyć że dziewczyna przywaliła temu z którym walczyła swoją maczugą w brzuch na co ten padł na ziemie. Zaśmiała się szyderczo. To sprawiło że herszt przerwał atak i zrobił krok w tył, podniósł tarczę i przyglądał się wam, oczekując na atak. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb nadal przyglądał się całej sytuacji chłodno i spokojnie. Analizował co może zrobić. Widział, że Herszt się zasłonił więc trzeba było atakować z boku lub z tyłu. To podsunęło mu pewien pomysł. Schylił się i zaczął biec z nożem na przeciwnika, markując atak na jego kolana. Liczył, że ten obniży tarcze aby się zablokować. W czasie biegu wziął garść piasku. Kiedy już zbliżał się do herszta, niezależnie czy obnizyl tarcze czy nie rzucil mu piaskiem w oczy i wyminął go,  przemieszczając się za jego plecy. Czekał na jego reakcje jak i na reakcje tej dziewczyny. W końcu czemu ma walczyć sam, skoro jest ich dwoje. A w razie czego zawsze mógł atakować plecy Herszta. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Herszt nie był na tyle głupi by nie zauważyć twojego posunięcia więc zablokował twarz tarczą a toporem sparował twój atak sztyletem. Wykorzystał sytuacje i przywalił ci z łokcia. W tym samym czasie dziewczyna skoczyła na niego atakując maczugą od góry, on co prawda chciał się bronić ale cios i tak wyłamał jedną z desek w tarczy. To sprawiło że herszt zrobił dwa kroki do tyłu. Kto by pomyślał że ona jest tak silna. Jego obrona była uszkodzona. Teraz atak mógłby być skuteczniejszy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak nie był zadowolony z tego, że jego atak zawiódł i przyjął na siebie cios. Zdołał jeszcze zablokować się tak, żeby odnieść jak najmniej obrażeń. Podniósł się i zobaczył atakującą dziewczynę. Był zdziwiony tym, że ma tyle krzepy. Zastanawiał się czy czasem nie jest silniejsza od niego. Jednak poprawił broń i jeszcze raz pomyślał co robić. Teraz miał większe możliwości ataku. 

Ruszył na herszta.

-Teraz! - krzyknął w tym czasie. Liczył, że dziewczyna poza siłą na również olej w głowie i ruszy razem z nim. W końcu atak z dwóch stron ma większe szanse powodzenia niż z jednej. A przy okazji wykorzystywali element przewagi nad wrogiem. Tak więc Deleb atakował z prawej strony. Jednak przemieszczał się trochę za plecy. Jeśli herszt sie obróci to oberwie od tej dziewczyny. Jeśli nie to chłopak wbije mu nóż w szyje.  

Arandzie dodaj mi sił powiedział w duchu w czasie szarży. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna szybko ruszyła w stronę bandyty, jednak bardziej z lewej strony. Poruszyła się nieco szybciej od ciebie więc to na niej skupił się wasz oponent, zablokował cios tarczą która niebezpiecznie trzasnęła sugerując że może się złamać, jako że skupił się w całości na zablokowaniu dziewczyny nie zdążył zareagować na ciebie i wbiłeś mu sztylet w szyje. Sprawiło to że wydał z siebie bulgoczący odgłos i upadł na ziemie patrząc się pusto w przestrzeń. Dziewczyna chwyciła swoją broń w połowie. 

- Ah. To była niezła walka. - stwierdziła, po chwili spojrzała na ciebie. Teraz mogłeś zauważyć że jej twarz była pokryta drobnymi piegami, jej oczy były szare i miała jakoś metr osiemdziesiąt wzrostu. Była więc całkiem wysoka. Wydawało się też że jest całkiem dobrze zbudowana, nie przesadnie jednak. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak ucieszył się, że jego atak w końcu zadziałał. Czując jak jego nóż wbija się w szyję herszta odetchnął z ulgą. Wyjął z szyi nóż i wytarł go o ubranie bandyty.

- Niech Arand znajdzie litość dla twojej duszy - Wyszeptał podnosząc się na nogi. Schował nóż i popatrzył na dziewczynę. Przyjrzał się jej przez chwilę i doszedł do wniosku, że nie jest nawet taka zła. Ale nie w głowie mu były romanse lub inne tego typu rzeczy. odchrząknął.

- Dobrze walczyć i jesteś silna. Na dodatek nosisz zbroję podobną do tych, które noszą barbarzyńcy. Czyżbyś była jedną z nich? - Zapytał zachowując od niej dystans kilku kroków, na wszelki wypadek. - Ale mam jeszcze ważniejsze pytanie. Jak ci na imię? Co tutaj robisz? I co tutaj robią ci bandyci? - Zapytał ponownie i rozejrzał się wokół, na wypadek, gdyby nagle pojawił się jakiś kolejny przeciwnik. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna podniosła brew. 

- Cóż, można powiedzieć że jestem. - odpowiedziała na pierwsze z twoich pytań. - Jestem tu bo podróżuje po świecie, ci bandyci mieli kryjówkę w jakiejś okolicznej jaskini a ja obiecałam się ich pozbyć. No i teraz wszystkich się pozbyłam. A co do imienia to jestem... - tu się zacięła, zupełnie jakby nie wiedziała co odpowiedzieć. - S... Si...Sigrun. Tak, jestem Sigrun. - powiedziała wreszcie. Mimo wszystko brzmiało to podejrzanie. - A ty?  -zapytała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak nie pokazał tego, ale nie spodobało mu się to, że dziewczyna tak się zacięła przy odpowiedzi na jego pytanie o imię. Miał wrażenie, że coś tutaj nie pasowało. Jednak na razie nie dał po sobie tego poznać. Uśmiechnął się lekko.

- Ja jestem Deleb. Miło mi cię poznać Sigrun - Powiedział i popatrzył na ciała bandytów. Szukał wzrokiem, gdzie mają mieszki ze złotem lub jakieś cenne przedmioty. Im nie będą już potrzebne a chłopak będzie potrzebował trochę złota aby móc kontynuować podróż. - I co teraz zamierzasz robić? Szukać ich kryjówki czy wrócisz do miasta? - Zapytał spokojnie. Mimo pozornego spokoju chłopak obserwował dziewczynę. Był gotowy, aby w razie czegoś zareagować. Nie wiedział w końcu prawie niczego o tej dziewczynie. Poza tym, że podała mu jakieś imię i tym, że jest silna, i dobrze walczy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Byłam w ich kryjówce już. Pozostaje mi zawrócić do wioski. - powiedziała zadowolona. - Jesteś z tutejszego zakonu prawda? Macie jakiś zakaz picia piwa albo coś takiego? Zachowanie czystości ciała i tak dalej? - zapytała krzyżując ręce na klatce piersiowej. Pod biustem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...