Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Deleb kiwnął głową.

- Wiem wiem. Ale i tak pozostaje kwestia runy - Pokazał delikatnie na swoją twarz, gdzie dalej widniała runa zostawiona przez dziwnego mężczyznę. - No ale dobra chodźmy. Załatwmy to szybko i miejmy to z głowy - Powiedział i poszedł za dziewczyną. Skoro znała lepiej okolice to lepiej niech ona prowadzi. 

Po dotarciu do drugiego miasteczka chłopak ucieszył się w duchu, widząc kościół Aranda, boga, którego wyznawał. Widząc kapłankę zastanowił się czy dobrym pomysłem będzie jej zapytać o kadzidło, jednak widząc, że jego towarzyszka podchodzi do niej zrobił to samo i skłonił się lekko.

- Niech światło Aranda oświetla twój dzień - Przywitał ją. Nie był pewny, czy tak się powinno widać członków kościoła ale przynajmniej wysilił się na grzeczność. - Przychodzimy tu, do świątyni Aranda by prosić ciebie o pomoc i przysługę. Liczę, że kapłanka Naszego Boga nie pozostawi prostego mnicha w potrzebie - Zabrzmiał pokornie. Próbował szybko i na spokojnie załatwić wszystko. Nie wiedział jak zareaguje jeszcze na jego prośbę, lub czy nie wezwie zarządcę kościoła. Powiedzmy, że nie chciał z nim rozmawiać bo ten mógłby nabrać podejrzeń. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kapłanka była zajęta czyszczeniem ołtarza więc gdy do niej podeszliście wzdrygnęła się nieco zaskoczona. 

- Ojej, nie usłyszałam jak wchodziliście. - powiedziała cicho. Nie chciała żeby rozniosło się echo. - Bądźcie pozdrowieni. - skinęła głową. - Jakiej pomocy oczekujesz mnichu? Potrzebujesz noclegu? A może jesteście głodni? - zapytała. 

- W zasadzie to mamy trochę inną prośbę. - powiedziała barbarzynka.

- Och, jaką? - zapytała kapłanka, spojrzała wpierw na barbarzynke, potem na ciebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb przywołał na swoje usta lekki uśmiech.

- Moją towarzyszkę spotkałem zaraz po wyjściu z Cytadeli Zakonu. Powiedziała, że będzie mi towarzyszyć i w niektórych momentach robić za przewodnika - Zaczął spokojnie chłopak. Nie chciał od razu mówić wprost. - Zanim weszliśmy do miasta powiedziała mi, że musiałaby dzisiaj, najpóźniej jutro złożyć modły do swojego boga. A jak kapłanka pewnie wie, że powinniśmy szanować inne wyznania i religie, jeśli nie kłócą się z nami lub nie stają na naszej drodze do celu, czyli pozbycia się demonów. Wracając jednak, widząc, że tutaj jest nasz kościół to pomyślałem, że znajdę tutaj potrzebne rzeczy, aby pomóc jej w swoich modłach. A potrzebujemy jednej rzeczy, mianowicie kadzidła - W końcu odszedł do sedna sprawy.  - Zatem gdyby kapłanka byłaby tak dobra i użyczyła nam kadzidła bylibyśmy bardzo wdzięczni. A ja będę się modlił za ciebie do Aranda, aby wspierał cię w twojej misji - Zakończył i popatrzył na dziewczynę. Cóż starał się by jego wypowiedź nie była zbyt zagmatwana. Miał nadzieję, że mu wyszło. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kapłanka zastanowiła się przez chwilę. 

- Cóż, mamy kilka kadzideł, sądzę że mogłabym pożyczyć jedno z nich mnichowi. - tu się uśmiechnęła. - Oraz jego towarzyszce. - to powiedziała już mniej przyjaźnie. Najwyraźniej niezbyt lubiła barbarzyńców. - Ty dzikusie zostań tutaj. - dorzuciła oschle. - A ty mnichu chodź za mną. - aż dziwne jak szybko ta dziewczyna zmieniała zachowania. Poszedłeś razem z nią do pomieszczenia w którym pewnie przygotowywano się na msze. Dziewczyna przykucnęła i wyjęła z dolnej półki kadzidło oraz trochę ziół oraz małą fiolkę oliwy. Innymi słowy, paliwo do kadzidła. - Proszę bardzo bracie. - uśmiechnęła się wręczając ci wszystko. - Niech cię Arand prowadzi. - dodała. Potem wyszedłeś razem z Hillevią na zewnątrz. 

- Cóż. Urocza osóbka. - rzuciła dziewczyna gdy byliście pod kościołem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Delebowi nie podobało się to jak dziewczyna zwraca się do jego towarzyszki ale nie powiedział nic. Poszedł za nią, a to co dostał od niej schował do torby. Odwzajemnił jej uśmiech.

- Dziękuję. Niech Światło Aranda oświetla twą drogę - Powiedział i wyszedł. Kiedy podszedł do Hillevi kiwnął lekko głową i poszedł z nią. Słysząc jej słowa westchnął lekko.

- No cóż kapłanki Aranda tak mają. Są bardzo dobre w stosunku do mnichów i wyznawców naszego boga oraz wrogie do reszty. Nie przejmuj się nią. Najważniejsze, że mam to po co przyszliśmy - Powiedział i poklepał torbę. - A teraz ta druga rzecz. Trzeba dowiedzieć się gdzie jest jego grób... Mam nadzieję, że nie boisz się cmentarza - Zaśmiał się lekko. - Bo chyba najszybciej będzie jeśli zaczniemy szukać tam. Jeśli tam nic nie będzie to wrócimy do miasta i poszukamy informacji - Przedstawił jej swój pomysł. Czekał na jej odpowiedź. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna westchnęła.

- Cóż, przywykłam że niektórzy kapłani kroczą ścieżką raczej nie godną ich boga. - pokręciła głową.  - Ten koleś mówił że on ma grobowiec rodowy. I że pomoże nam historyk. Sądzę że to nas najlepszy trop. - stwierdziła dziewczyna. 

Faktycznie, w mieście był historyk, mieszkał w budynku który sugerował raczej że mieszka w nim ktoś kto lubi mieszkać z duchami. Po chwili zobaczyliście służkę wybiegającą ze łzami w oczach. Wpadła na was.

- Mnich?! Och dzięki Bogom. W domu jest jakiś duch! On torturuje pana Wilgrama! Błagam pomóżcie! - powiedziała zapłakana. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb położył dłoń na ramieniu.

- Spokojnie moja droga. Zaraz wszystkim się zajmiemy. Ale wątpię, żeby to był duch - Powiedział spokojnie do kobiety. Mimo wszystko miał inne zadanie. Poza tym nie wierzył w duchy więc wątpił, że to faktycznie jest istota eteryczna. - Bądź gotowa - Powiedział do swojej towarzyszki. - Nie wiem co tam jest, ale mam złe obawy - Chłopak zdjął różaniec z medalikiem i wziął go w rękę. Od tak na wszelki wypadek. W drugą ręką wziął nóż. Bo mimo wszystko obawiał się lekko.

- Arandzie, Boże światła, ojcze aniołów świeć nade mną i daj mi siły bym stawił czoła złu. Bo niosę twoje słowo i twoje światło wszystkim tym, którzy go potrzebują - Pomodlił się i wszedł do środka. Zaczął się powoli rozglądać, chcąc wiedzieć o co tutaj chodzi. I gdzie był ten historyk. Bo chciał jak najszybciej zrobić zadanie, które mu przydzielono.

Edited by Bosman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna weszła za tobą, nie ze strachu a raczej dlatego że ją wyprzedziłeś.

Wnętrze domu wyglądało normalnie, no może poza leżącymi na ziemi wazonami które już nigdy nie będą całością. W zasadzie to wyglądał jak zwykły dom ale z dużym bałaganem.

Usłyszeliście hałas na piętrze, postanowiliście się tam udać. Zobaczyliście jak przez jedne z drzwi zostaje wyrzucony człowiek. Niski, ciemnoskóry ze specyficzną fryzurą. Po chwili zobaczyliście jakąś istotę która wyszła za nim. Spostrzegła was.

- OOho. Zabawa się rozkręca. - zaśmiał się dziwacznie. Istota ta miała jakoś dwa metry wzrostu, jej ciało było duże, czarne, zdawało się być kamienne, twarz nie przypominała ludzkiej a głowę zdobiły rogi. - Dawajcie! Chcę się zabawić! - powiedział stając w ofensywniej pozie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb po wejściu na górę znieruchomiał. Najpierw zdziwił się widząc mężczyznę, jednak kiedy zobaczył demona spoważniał. Zacisnął mocniej dłonie na nożu i różańcu i ruszył powoli w stronę demona.

- Jam jest Deleb, Wyznawca boga Aranda. Przybywam tutaj by nieść światło mojego boga i karać tych, których na to zasługują. Twoją winą, demonie jest to, że istniejesz - Powiedział spokojnie i stanął kilka kroków od demona. Był gotowy na atak. Zaczął się modlić. Liczył, że słowa do jego boga dodadzą mu sił lub może nawet zadziałają na tego demona. 

- Arandzie, Boże światła i prawa, Ojcze aniołów wysłuchaj mnie. Powołałeś mnie bym niósł twoje słowo i twoje światło w każdy zakątek świata. Powołałeś mnie bym pozbywał się demonów i innego plugastwa, które bezcześci ten świat. Dal mi siły bym wypełnił swą misję. Oświeć moją ścieżkę swoim blaskiem. Niech twoje światło wypędzi tego demona by więcej nie plugawił twojego świata - Mówił głośno i wyraźnie, aby każde słowo było pełne pobożności i wrogości do demona. Był to jego pierwszy demon, którego wypędzał więc nie wiedział do końca jak miał postępować. Ale jednak był stanowczy. Chciał jak najlepiej wypełnić misję, która byłą jego nadrzędną. Czyli pozbyć się demonów z tego świata. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Demon słysząc twoje słowa zachwiał się. Modlitwy dość mocno je osłabiały. Nie minęło jednak dużo czasu a zaszarżował... jednak nie na was a na człowieka którego atakował wcześniej, ten jak się okazało powstał i  złapał demona za łeb i przerzucił go za plecy. Demon nie był w stanie wstać, twoje modlitwy go osłabiły. 

- Kto by zgadł. Sługa Aranda spróbuje zabić demona. - zaśmiał się złośliwie. Jego oczy wyglądały nienaturalnie. Były puste. Twarz w sumie też zdawała się być... mało ludzka. Zupełnie jakbyście spotkali upiora. - Wr'Qruzo zapewne chętnie pożre wasze dusze. - jego głos był zniekształcony. 

- Pamiętasz tego niedźwiedzia? - zapytała Barbarzynka trzymając mocno topór i obserwując tego zniekształconego człowieka. - On i ten niedźwiedź mogą mieć ze sobą nieco wspólnego. - dodała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb ciągle się modlił. Nie miał zamiaru pozwolić demonowi wstać. Chociaż widząc mężczyznę zaczął się zastanawiać czy czasem lepszym pomysłem nie byłoby pozbyć się tego mężczyzny wcześniej. Kiwnął tylko głową słysząc słowa dziewczyny.

- Jam jest ten, który przynosi światło Aranda. Tym, który wypełnia jego wolę. Ja jestem mieczem, który rani plugastwo, świętym ogniem, który pali demony - Mówił dalej. Jednak skierował się w stronę tego dziwnego człowieka. Przyjął pozycję bojową, gotowy na atak tego dziwaka. Nie podobało mu się to ani trochę. Ale na szczęście na demona działała modlitwa więc nie musiał się nim na razie martwić. Delikatnie wskazał końcówką noża barbarzyńce, żeby skupiła się na tym facecie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zobaczyliście że piętro niżej stała służka. 

- Panie Wilgram! - zawołała. Demon spojrzał w jej kierunku. 

- Wynoś się stąd Nancy! Ten duch jest niebezpieczny! - zawołał. 

- Ale Mistrzu Wilgram... nie mogę pana zostawić! - powiedziała ze łzami w oczach.

- Uciekaj! - rozkaz ze strony demona brzmiał naprawdę poważnie, kobieta stała przez chwilę ale po chwili wybiegła.

Barbarzynka skoczyła na człowieka.

- Zdychaj! - zawołała wykonując cięcie toporem. Istota oberwała w rękę i ostrze zatrzymało się na kości. To wywołało tylko śmiech, szybko uderzył dziewczynę w brzuch. 

- Leżeć! - wycedził. - A ty dzieciaku. Czemu myślisz że twój bóg ma szanse z moim bogiem? - zapytał złośliwie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb usłyszał wymianę zdań między demonem a służącą zamilkł. Więc nieproszonym gościem był ten dziwny tym. A on zaatakował demona. Zupełnie teraz zgłupiał. Jednak nie miał czasu na rozmyślanie o tym. Widząc co ten typ zrobił z dziewczyną trochę się przestraszył. Jednak nadal starał się go nie okazywać. 

- Czemu? Bo mój bóg jest światłem tego świata. To on stanowi prawo Twój jedynie jest reliktem przeszłości, zapomniany przez lata - Powiedział już zły. Nie podobało mu się ten koleś. Musiał się go pozbyć a potem dowiedzieć się o co tutaj chodzi. - A ja jestem mieczem Aranda. To mnie wybrał abym niósł jego światło i jego słowo. I ja zamierzam tego dokonać. I żaden wyznawca zapomnianego boga mi w tym nie przeszkodzi - Powiedział i zaczął powoli zbliżać się do mężczyzny. Nadal w rękach trzymał nóż i różaniec. Ale przestał się modlić. Po cichu liczył, że demon zdąży się podnieść i mimo wszystko jakoś mu pomoże. Dogadają się później. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Demon z trudem się podniósł. Podszedł do dziwnego mężczyzny rozproszonego twoją osobą i uderzył go z całej siły. Posłał go tym samym na ziemie. Mężczyzna jednak nie dał za wygraną i kopnął demona w kolano. Z podłoża prawie natychmiast skoczył na ciebie ale jego noga została złapana przez twoją towarzyszkę. Miałeś okazje go zaatakować. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb nie zamierzał ani chwile czekać. Rzucił się z sztyletem na mężczyznę, celując w jego dziwaczną twarz. Złapał nóż drugą ręką, w której nadal trzymał różaniec. Chciał wzmocnić atak jak tylko mógł. Drugiej szansy na pewno nie dostanie.

- Giń wyznawco fałszywego boga. Na chwałę Aranda!! - Krzyknął w czasie ataku. Postawił wszystko na ten atak. Nawet rzucił się w stronę przeciwnika całym ciałem, aby jego atak dodatkowo wzmocnić swoim pędem i ciężarem. 

Arandzie dopomóż Powiedział w głowie w czasie ataku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wbicie sztyletu w twarz oponenta sprawiło że twoją rękę oblepiła paskudna, fioletowa maź. Do tego mogłeś usłyszeć okropny dźwięk ale istota zginęła. Wkrótce rozsypała się w proch. Demon zaś zdawał się zmaleć. Teraz wyglądał raczej jak człowiek (niezbyt urodziwy co prawda). Jego twarz była pokryta bliznami, był łysy, jego zęby były ostre a oczy w całości czarne. Do tego miał ogon a jego skóra zdawała się być szara ale można było powiedzieć że to tylko mroczny elf. 

- Hah. Po co mnich przychodzi do mojego domu? Żeby mnie zabić? - zapytał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb westchnął z ulgą, kiedy napastnik dostał i zniknął. Popatrzył na fioletową maź na swoje ręce i skrzywił się. Podszedł do dziewczyny, która nadal leżała i podał jej rękę, aby pomóc jej wstać. Kiedy już to zrobił popatrzył na tego demona, który teraz nie wyglądał do końca jak demon. Jego wzrok był poważny ale nie srogi. Przyglądał mu się jeszcze przez chwilę. Zbierał myśli. 

- Tak - Powiedział poważnie patrząc na niego. - Chyba, że udzielisz mi informacji, których potrzebuję. Tylko żadnych sztuczek, demonicznej magii czy czegoś w tym stylu - Dodał już spokojniej. Mimo wszystko demon pomógł mu pokonać tego dziwnego człowieka i co ważniejsze... Dzięki nie mu nadal żyją. Wszyscy. - Możemy iść na taki układ? - Zapytał. Natal trzymał broń w gotowości. Mimo wszystko ten "człowiek" Jeszcze chwilę temu był demonem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Demon podniósł się z podłogi. 

- Trzeba to umyć. - powiedział tylko. Zszedł na dół do miejsca które przypominało kuchnie i nabrał wody do wiadra. Po chwili wrócił z nim do ciebie. - Umyj się. Nie chcesz wiedzieć co się dzieje z tymi którzy będą mieć to na sobie zbyt długo. No chyba że są likantropami. - wyjaśnił. 

- Czemu jesteś taki... miły? - zapytała dziewczyna. 

- Cóż, nie każdy demon jest zły. Jesteśmy rasą, jak elfy czy krasnoludy. Jesteśmy od was silniejsi, możemy używać magii ale wciąż jesteśmy rozumni. Nie każdy lubi być złym potworem porywającym dzieci. Ty jesteś niedźiedziołakiem a jakoś twoim hobby nie jest zabijanie wieśniaków. - stwierdził. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak popatrzył na demona. Nie wiedział czemu ten jest taki miły. Jednak widząc jak ten nabiera wody i podaje wiadro nie powiedział nic. Zaczął się powoli myć. Mimo wszystko nie chciał sprawdzać czym była ta maź i co może się stać. Kiedy już się umył spojrzał na demona. Wysłuchał w milczeniu tego co miał do powiedzenia i po chwili milczenia odpowiedział.

- A jednak zdecydowana większość przedstawicieli twojej rasy jest zła. To przez takie osoby powstał zakon Aranda - Powiedział spokojnie odkładając sztylet do torby. Jednak różaniec nadal trzymał w ręce. -I z tego co widzę wiesz jak rozróżnić człowieka id niedźwiedziołaka. To też jakaś wasza umiejętność? - Zapytał spokojnie. W sumie sporo wiedział o demonach, ale praktycznie cała jego wiedza obejmowała walkę z nimi i wypędzanie ich. Dlatego ta rozmowa była dla niego czymś... niezwykłym. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ja po prostu wiem sporo. - wyjaśnił demon. - No ale jakiej pomocy oczekujesz? Nie wiem na co mogę ci się przydać. - stwierdził.

- Potrzebujemy zlokalizować grób rodzinny pewnego mężczyzny. - powiedziała dziewczyna. - Nazywał się Sobiemir. - dodała. Demon zamyślił się.

- Cóż, wnioskując po symbolu na twojej twarzy chłopcze, nie szukasz tego grobu aby odwiedzić zmarłego. Jeśli chcecie przeprowadzić rytuał przywołania to mogę wam pomóc. Poczekajcie. - powiedział i poszedł do gabinetu. Po chwili wyszedł z niego trzymając przez materiał włócznie, obwieszoną piórami oraz koralikami. Do tego z kilkoma świętymi symbolami. - Jest w stanie zabijać demony. Pewnie dasz radę jej używać. - wręczył ją mnichowi. - Grób tego człowieka znajduje się na północ stąd. Jest tam stara krypta rodzinna jego rodu. Wiecie jak odprawić rytuał? - zapytał. Twoja towarzyszka kiwnęła głową. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb wysłuchał w milczeniu tego, co ma demon do powiedzenia. Widząc włócznię w jego rękach zdziwił się, jednak przyjął ją i zbadał wzrokiem. 

- Mam pytanie. Skąd w rękach demona znajduje się włócznia, którą można zabijać demony? - Zapytał cicho przyglądając się mu. Po chwili  jednak zadał drugie pytanie. - Widzę, że wiesz, że co oznacza ten znak. Mógłbyś mi powiedzieć co on znaczy? I co wiesz o mężczyźnie, który mi to zrobił? - Zapytał. Nie wiedział prawie nic o mężczyźnie, który mu to zrobił A chciał wiedzieć jak przynajmniej kim on jest i co on robił. - Bo ten mężczyzna jest... specyficzny... - Dodał cicho patrząc na demona. W prawej ręce trzymał włócznię. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Posiadam wiele artefaktów. Ale nie każdym się dziele. Ten dostałeś w nagrodę za pomoc mi. - wyjaśnił. - A co do znaku. Wierz mi chłopcze. Wolisz nie wiedzieć. Niewiedza będzie dla ciebie prawdziwym błogosławieństwem. - stwierdził kręcąc głową. 

Dziewczyna przyjrzała się broni którą otrzymałeś.

- Masz jakiś magiczny młot? Albo topór? - zapytała. - Albo miecz? - dorzuciła.

- Nie, niestety. To co masz musi ci wystarczyć. - powiedział demon. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb popatrzył na Demona, potem na włócznię i na dziewczynę.

- Spokojnie. I tak poradziłaś sobie lepiej niż ja. Poza tym musisz dać innym demonom jakieś szanse - Powiedział z lekkim uśmiechem i popatrzył na demona. - Bez urazy - Powiedział spokojnie i wstał. - Chodźmy lepiej załatwić szybko tą misję. Jeśli nam się uda i pozbędę się tej runy na twarzy to wróćmy do Cytadeli. Postaram się tam załatwić dla ciebie jakąś broń skoro na razie zamierzamy podróżować razem - Zaproponował chłopak przenosząc wzrok na demona. - Możesz nam coś jeszcze powiedzieć co może nasz czekać tam na miejscu? - Zapytał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ta runa zniknie. O ile poradzisz sobie z zadaniem danym ci przez tego który ją nałożył. - powiedział Demon. - Powodzenia. - dodał jeszcze i machnął ręką sugerując żebyście wyszli. 

Dziewczyna wzruszyła ramionami. 

- Dzięki za pomoc. - powiedziała, potem spojrzała na Deleba po czym ruszyła do wyjścia. - To jak, idziemy na ten grób? - zapytała, gdy już byliście na zewnątrz. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb skinął głową na znak podziękowania i wstał. Wyszedł za dziewczyną. 

- Tak załatwiamy to szybko i będziemy ruszać dalej. W końcu nie każdy demon jest dobry - Powiedział z lekkim uśmiechem i w kierunku, którym kazał im iść. Czuł się dziwnie po rozmowie z demonem. Musiał po zrobieniu zadania iść albo do braci w cytadeli, albo pomodlić się do Aranda, bo nie wiedział co ma dalej robić. Z jednej strony czuł, że powinien wrócić i pozbyć się tamtego demona. Z drugiej jednak strony on im pomógł. I to gnębiło teraz głowę chłopaka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...