Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Deleb popatrzył ostatni raz na bandytów. Jednak nie widząc niczego wartościowego znowu popatrzył na dziewczynę i uśmiechnął się lekko.

- Tak mamy. Nie możemy pić, nie możemy oddawać się przyjemnością cielesnym bo demony są wszędzie i trzeba być zawszę gotowy - Powiedział. Jednak mimowolnie uśmiechnął się lekko. - Jednak nie jestem w klasztorze. Nikt nie sprawdzi czy coś wypiłem czy nie - Dodał i poprawił torbę na twoim ramieniu. - Więc mogę z tobą iść do pobliskiego miasta coś wypić. Zresztą też muszę iść do miasta. To jest pierwszy przystanek w mojej podróży. Zatem ruszajmy. Nie mamy całego dnia - Powiedział i zaczął powoli iść po drodze. Kierował się w stronę miasta, chodź nie do końca wiedział gdzie ono jest. Liczył, że ta droga po prostu go zaprowadzi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech. Najwidoczniej była bardzo zadowolona że znalazła kompana do napicia się. Chwyciła maczugę mocniej i ruszyła razem z tobą w dół ścieżki. 

Droga prowadziła bezpośrednio do wioski, co prawda wyglądała jak typowa wiocha zabita dechami, no i miała jakże wdzięczną nazwę ,,Zagórze'', jednak na pierwszy przystanek w twojej podróży. Była tam tablica ogłoszeń, studnia, gospoda, kowal i kilka innych domów, a wokół pola. Zwykła wieś. Pierwsze co zrobiliście to udaliście się do gospody gdzie nie było zbyt dużego ruchu. Pomieszczenie też nie było zbyt duże, były tam raptem cztery stoliki. Dwa były zajęte, Sigrun wybrała ten przy oknie i położyła swoją broń obok siebie. Przeciągnęła się. Gdy do niej dołączyłeś nie odezwała się, za to wypatrywała kelnerki. Lub kelnera. Wreszcie pojawiła się, kobieta na oko czterdziestoletnia, pękata, ciemnowłosa, z kilkoma siwkami. 

- Co podać? - zapytała. 

- Piwo. Z sześć razy. - oznajmiła Sigrun. 

- A dla ciebie? - zwróciła się do ciebie...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb rozejrzał się po "mieście" Nie był nigdy wcześniej i interesował się wszystkim co go otaczało. Rozglądał się uważnie, jakby chciał zapamiętać gdzie co jest i co może zobaczyć w innych miastach i wsiach. Jednak szedł za dziewczyną do gospody. Tam też rozejrzał się po wnętrzu, zapamiętał gdzie kto siedzi. Tak na wszelki wypadek. Po zajęciu miejsca rozluźnił się trochę. Jednak nadal nie do końca ufał dziewczynie. Nie wiedział czemu. Po prostu czuł, że coś z nią jest nie tak. 

Po przyjściu kelnerki uśmiechnął się lekko. 

- A ja poproszę na razie jedno piwo i coś lekkiego do przegryzienia. W razie czego podejdę i zamówię - Powiedział kulturalnie i spokojnie. Nie chciał co prawda przesadzać bo jako mnich nie pił przecież wcześnie, a z drugiej strony nie chciał urazić dziewczyny, z którą siedział przy stole. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kelnerka zapisała wszystko w swoim niewielkim notesiku i odeszła, 

- W zasadzie zamówiłam piwa dla nas dwóch, ale jak chcesz jeszcze jedno to nie ma problemu. - stwierdziła dziewczyna. Podrapała się po podbródku. - Więęc, domyślam się że jesteś jednym z tych tych... strażników czy jak im tam. Walczyłeś już z jakimś demonem? Strasznie mnie ciekawi jak to wygląda. - zapytała po chwili. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak uśmiechnął się lekko jednak pokręcił głową. 

- Tak należę do Zakonu Aranda. Ale jeszcze nie walczyłem z demonami. Tak właściwie to dopiero co opuściłem klasztor i zastanawiam się gdzie się udać najpierw - Odpowiedział chłopak - Nie widziałem jeszcze żadnego demona ale wiem, że wcześniej lub później będę się z nimi spotykał dość często. A poza tym jedno piwo w te czy we wte chyba nie robi nam różnicy co? - Uśmiechnął się. Cóż nie był pewny swoich słów. Nie pił wcześniej i nie wiedział jak sobie poradzi. Cóż raz się żyje. - A ty jesteś barbarzynką tak? Co tutaj robisz? Czego tutaj szukasz? - Zapytał przyglądając się jej zaciekawiony. Cóż była pierwszą osobą, którą poznał i chciał się dowiedzieć trochę więcej o niej, jak i o świecie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna wysłuchała twoich słów, co jakiś czas kiwała głową. Po krótkiej chwili kelnerka przyszła stawiając wam na stole wasze zamówienia, siedem piw i misę gulaszu. Sigrun wzięła jedno z piw i wzięła dużego łyka. Po chwili wytarła usta z piany. 

- Cóż, nie jestem do końca barbażynką, raczej podróżniczką. Po prostu nudziłam się w swoim... domu więc wyruszyłam w świat, no i dowędrowałam tutaj. - wyjaśniła spokojnie. 

 

Minęło wam kilka godzin, rozmowy, żartowanie. Ot spokojny dzień. Wypadało by się przespać. A że tawerna zapewniała też noclegi to było wręcz idealnie. Jednak ni stąd ni zowąd dziewczyna wstała, położyła dość monet żeby zapłacić za jedzenie i picie na stole. 

- Cóż... było miło ale ja muszę iść. - było to o tyle dziwne że powoli zbliżał się wieczór, a dziewczyna zdawała się być zaniepokojona. - Mam nadzieje że się jeszcze kiedyś zobaczymy. - uśmiechnęła się po czym wyszła biorąc ze sobą swoją broń. 

Nie minęło dużo czasu a do gospody weszła grupa przypominająca wyglądem łowców głów, ci jednak mieli bronie ze srebra. Dość niespotykane. Spostrzegli dwa kufle na twoim stole i prawie natychmiast do ciebie podeszli. Największy z nich, najpewniej herszt, przysiadł się do ciebie. 

- Cóż. Widzę żeś z kimś tu pił. Chyba ten ktoś się nie obrazi jak zajmę jego miejsce prawda? - zapytał nie oczekując od ciebie odpowiedzi. - Powiedz mi. Widziałeś rudowłosą dziewczynę, ze szramą na nosie? Nazywa się Hillevi ale najpewniej przedstawia się inaczej. - Od razu skojarzyła ci się twoja dotychczasowa towarzyszka. Najpewniej jej szukali, ale po co? Cóż tego nie wiesz. Ale raczej nie mieli wobec niej dobrych zamiarów. zobaczyłeś że jeden z oprychów położył dłoń na mieczu. Wiedziałeś że walka nie jest zbyt dobrym pomysłem. Nie miałeś szans. Ich było pięciu, byli uzbrojeni i wyglądali na zabijaków.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb bardzo dobrze spędził czas z dziewczyną. Zaczął się nawet do niej przekonywać. Cóż była dość ciekawą osobą. A tak właściwie pierwszą, którą spotkał po opuszczeniu klasztoru. Jednak bardzo zdziwiło go jej zachowanie. Nie powiedział nic, chociaż już się zbierał. 

Na Aranda a jej co się stało? Zapytał siebie w duchu, jakby spodziewał się, że ktoś mu odpowie. 

Na szczęście lub nie nie czekał długo. Widząc łowców domyślił się, że coś jest nie tak, a kiedy ci zbliżyli się do niego był więcej niż pewny, że chodzi o dziewczynę. Słysząc wypowiedź herszta zmieszał się w środku. Jednak jego twarz nadal pozostawała bez wyrazu. 

- Nie proszę - Powiedział niechętnie i poczekał aż ten usiądzie. Popatrzył na resztę i zatrzymał na chwilę wzrok na tym z ręką na mieczu. Jednak po chwili znowu popatrzył na herszta. - Niestety nie mogę ci pomóc. Nie znam a co ważnie nie widziałem nikogo, kto pasowałby do opisu. A kto to jest? Bo widzę, że jest bardzo ważna, lub niebezpieczna - Zapytał spokojnie, starając się nie okazać tego, że zaczął się martwić.

Arandzie daj mi siły oraz miej baczenie na tę dziewczynę Pomodlił się krótko w duchu. Miał szczerą nadzieję, że zabrzmiał wystarczająco przekonująco, i że tej dziewczynie nic się nie stało. Bo nawet ją polubił. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Źrenice herszta niebezpiecznie się zwężyły jednak po chwili wstał od stołu. 

- Nie ważne. - rzucił tylko. Większość klientów była zbyt pijana żeby im odpowiedzieć więc ostatecznie wyszli. 

Powoli zaczęło dopadać cię znużenie, kelnerka zaś zabrała pieniądze i brudne naczynia po czym poprowadziła cię do pokoju na piętrze, jednego z kilku. Szybko opadłeś na łóżko zasypiając przytłoczony ciężarem dnia. 

 

Twój dzisiejszy sen był inny niż ostatni. Widziałeś wielkiego rycerza w złotej zbroi przecinającego mieczem macki które to powoli oplatały jego ciało, nawet gdy im się wyrywał te wracały łapiąc go coraz mocniej. Walczył ze wszystkich sił aż wreszcie macki powaliły go na ziemię i zaczęły ciągnąć w stronę ciemnej otchłani z której wychodziły. 

 

Obudziłeś się, co dziwne nie  w łóżku, byłeś skrępowany, do tego przywiązany do drzewa. Po jego drugiej stronie siedziała Sigrun, usłyszała twój głos gdy się obudziłeś.

- Witaj. - powiedziała ponuro. - Przepraszam że cię naraziłam. Teraz przeze mnie jesteś związany. Szkoda że mnie po prostu nie wydałeś. - westchnęła. Zobaczyłeś jak podchodził do ciebie ten sam mężczyzna który trzymał wcześniej miecz.

- Oo, mnich się obudził. Jak się spało? Mam nadzieje że dobrze. - wycedził przez zaciśnięte zęby. Dopiero teraz spostrzegłeś bliznę na jego twarzy, Przechodzącą od lewej strony czoła, aż do podbródka. Paskudna. 

Chwycił sztylet i odciął linę którą do drzewa przywiązana była dziewczyna. Podniósł ją. 

- Jesteście nawet gorsi od wilkołaków. - rzucił. 

- Co za różnica, wilk czy niedźwiedź. Dla was i tak jesteśmy zwierzętami. - powiedziała i splunęła mu w twarz. Ten tylko wytarł ślinę. 

- Havir! Przynieś mi młotek. Wybijemy tej szmacie zęby! - zawołał. Teraz mogłeś zauważyć że jesteście w obozie. Po chwili mężczyzna zaczął ciągnąć wierzgającą dziewczynę za sobą. Po chwili jednak wszystko zamarło. Nic się nie ruszało. Liście przestały opadać, dziewczyna nie wierzgała. Mężczyźni zamarli robiąc to co robią. 

Zobaczyłeś powoli zbliżającą się do ciebie sylwetkę. Im bliżej była tym więcej szczegółów mogłeś zauważyć. 

Był to wysoki, smukły mężczyzna, ubrany w płaszcz, prosty, brązowy, jednak z kilkoma wzorkami. Płaszcz był wiązany szarfą. Spodnie były ciemne a buty wysokie i skórzane. Miał też nieco biżuterii. Oprócz sygnetu, najbardziej zauważalną był naszyjnik, najpewniej złoty, z głową kruka. 
Jego twarz była ostra oraz smukła, oczy wąskie jednak zdawały się być roześmiane. Orli nos i chochlikowate usta. Jego włosy były krótkie, włosy na jego skroniach były siwe, na głowie też miał kilka siwków. Miał zarost, elegancki wąs i krótką, ale szpiczastą bródkę. W zasadzie przypominał trochę Magnata Gdy był około pół metra od ciebie przykucnął jednak po chwili położył jedno z kolan na ziemi. 

- Hm. - mruknął tylko. Nic poza nim i tobą się nie ruszało. - Ledwo wyszedłeś z klasztoru a tu taka heca. - jego głos był spokojny, ale niezwykle śliski zarazem. Wręcz nieludzki. - Ciężko powiedzieć czy dobrze postąpiłeś ale wiesz, zaintrygowałeś mnie. Co ty na to żebym ja teraz pomógł tobie. A ty pomożesz mi w przyszłości? - zaproponował uśmiechając się, nie wyglądał jak człowiek godny zaufania ale nie miałeś innego wyboru. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak do końca rozmowy z bandytami starał się zachować spokój. Kiedy ci poszli odetchnął z ulgą.

- Mam nadzieję, że nic jej nie jest - Wyszeptał do siebie i dopił piwo. Poszedł za kelnerką i walnął się na łóżku. Prawie od razu zasnął. 

Sen nie przyniósł mu ukojenia. Zastanawiał się co to może oznaczać. 

 

Kiedy się obudził przez chwilę nie wiedział gdzie jest. Jednak głos dziewczyny i bandyty obudził się natychmiast. Nie mógł się ruszyć więc rozejrzał się wokół. Widząc dziewczynę i siebie przywiązanych do drzewa zaniepokoił się. Nie mógł się ruszyć. Nie wiedział czy ma przy sobie torbę. 

- Miewałem już lepsze pobudki - Odpowiedział ze złością bandycie. Widząc, co ten robi próbował zareagować, jednak nie mógł. 

- Cholerne liny - Mruknął pod nosem, widząc jak bandyta podnosi dziewczynę. Wtedy stało się coś dziwnego. Wszystko wokół się zatrzymało. Chłopak nie wiedział czym było to spowodowane. Widząc zbliżającego się mężczyznę myślał przez chwilę, że znowu śni. Jednak to nie był sen. Deleb wysłuchał w milczeniu propozycji.

- Kim jesteś? Co się właśnie stało? O co tutaj chodzi?  - Zapytał szybko, prawie odruchowo. Jednak po chwili zastanowienia podniósł wzrok i popatrzył na twarz mężczyzny. - Chyba nie mam wyboru. Ale jeszcze 2 pytania. Co mam teraz zrobić? I co będę musiał dla ciebie zrobić w przyszłości? - Chłopak wolał wiedzieć w co się pakuje. No cóż... od tego zależało teraz jego dalszy los.

Arandzie wspomóż mnie abym nie zawiódł Powiedział w duchu Deleb patrząc ciągle na dziwnego mężczyznę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna pokręcił głową. 

- Deleb, Deleb. Jesteś strasznie dociekliwy. Moje imię nie jest teraz ważne. No i nie wiem jeszcze co będziesz musiał dla mnie zrobić. Po prostu przyjdź na rozdroża o północy. Wtedy mi pomożesz. - powiedział. - A to, po to żebyś o mnie nie zapomniał. - powiedział, wtedy poczułeś palący ból w pobliżu prawego oka. Mniej więcej na skroni pojawił ci się symbol. Runa, przypominała nieco jeden z symboli jaki widziałeś w książkach, ale nie widziałeś samej rany więc nie mogłeś powiedzieć co to było. Ból był na tyle mocny że zacisnąłeś powieki. W tym momencie też usłyszałeś dźwięk czegoś biegnącego. Coś wielkiego i groźnego. Usłyszałeś czyjś krzyk i po chwili najemnik który trzymał dziewczynę upuścił ją na ziemie, co ciekawe obok niej wypadł mu też nóż który dziewczyna użyła aby przeciąć więzy. Od razu podbiegła do ciebie i przecięła twoje więzy. Złapała cię za rękę i pociągnęła za sobą, wyglądała na przerażoną, co jakiś czas też się oglądała. Po chwili usłyszałeś że mówiła jakąś modlitwę. Nie usłyszałeś zbyt wiele poza ,,Wielki Saranie Królu Łowów spraw abym mogła wrócić na błonia mego domu...''. Po chwili usłyszałeś jak coś zawyło, potem krzyk ludzi i dźwięk łamanych kości. Po chwili zobaczyłeś ciało jednego z najemników które przeleciało wam nad głowami i wylądowało kawałek dalej. Była przy nim twoja torba, dwa mieszki i topór. Dziewczyna prawie natychmiast zabrała topór a tobie rzuciła torbę i mieszki. 

- Pośpieszmy się! - zawołała i znowu ruszyła dalej, biegiem. Znowu usłyszałeś ryk. Zapierający dech w piersiach ryk. Demona... Biesa. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak nie wiedział co robić.był zupełnie nie przygotowany na to, co usłyszał, zobaczył a później poczuł. I nie podobał mu się ten ból. Prawie zaczął krzyczeć, kiedy poczuł, że runa wypala mu się na twarzy. Kiedy usłyszał krzyk od razu otworzył oczy. Zobaczył jak dziewczyna biegnie do niego i uwalnia go z więzów. Chciał coś powiedzieć, ale ta tylko pociągnęła go za sobą. Nie wiem wyboru. Zaczął biec za nią. Po chwili dostrzegł ciało i złapał torbę i mieszki, kiedy ta mu rzuciła. Odwrócił się jeszcze na chwilę i dostrzegł Biesa. Poczuł nieprzyjemny dreszcz, jednak wiedział, że teraz nie da rady niczego z tym zrobić.  Założył torbę na ramię, schował tam mieszki ( Jeśli było to możliwe) I biegł za nią. 

- Musimy biec na rozdroża! - Krzyknął do niej, kiedy oddalali się od obozu. - Ale nie wiem gdzie to jest. Musisz mnie prowadzić - Dodał i zrównał się z nią. Sięgnął po nóż, aby być przygotowany na wszelkie ewentualności. - I powiedz mi teraz kim ty do cholery jesteś? Bo ci kolesie szukali cię w mieście. Czego oni chcą? - Jego ciekawość była jak zwykle bardzo duża i chłopak chciał się jak najszybciej dowiedzieć. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po odwróceniu się zobaczyłeś tylko odległe kontury biesa, nie biegł za wami. Wolał zająć się ludźmi w obozie. Przebiegliście jeszcze trochę aż wreszcie się zatrzymaliście. Dziewczyna usiadła na ziemi. Oddychała ciężko. 

- Dobra, na rozdroża tak? Wiem gdzie to. - powiedziała. Kilka kolejnych wdechów. - Więc... jest niedźwiedziołakiem i nazywam się Hillevi. Uciekłam z domu bo chciałam przeżyć coś ciekawego a ci kolesie to łowcy likantropów. Nazywają samych siebie srebrną ręką. Tak na prawdę to zwykli najemnicy, ale ze srebrną bronią. - wyjaśniła. - To aż dziwne że ten topór taki nie jest... - mruknęła po chwili. Faktycznie, akurat ten topór który znalazł się pod waszymi nogami nie był wykonany ze srebra. Po chwili wstała. - Więc, jeśli chcesz coś jeszcze wiedzieć, możesz pytać, ale lepiej chodźmy na te rozdroża. Najbliższe są dość daleko stąd więc zajmie nam to trochę ale przed zmrokiem tam będziemy. Powiedz mi tylko, skąd ta runa na twojej twarzy? I czemu chcesz iść na rozdroża? - zapytała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak dalej biegł przed siebie, mimo tego, że za nimi szalał bies. Chłopak mimo wszystko czuł, że nie może teraz dać sobie rady z nim.

Kiedy się zatrzymali również oddychał ciężko. No cóż był wytrenowany ale taki bieg może każdego zmęczyć. Popatrzył na dziewczynę. 

- To by wiele wyjaśniło. Twoją siłę, I tych kolesi - Powiedział i popatrzył na topór. - Cóż nie wiem. Może jednak mimo wszystko chcą mieć jakąś broń na ludzi? - Zapytał. Chłopak miał jednak przeczucie, że ten topór to sprawa tego dziwnego faceta, który go uratował. Jednak na razie nie zagłębiał się nad tym. - Dobrze prowadź. Lepiej dotrzyjmy tam na czas. Musimy tam być przed północą - Zatrzymał się na chwilę. Na szybko wymyślał co powiedzieć. Nie mógł przecież powiedzieć, że ujrzał kogoś dziwnego, zwłaszcza, że ten ktoś zatrzymał czas i prawdopodobnie to on zesłał na bandytów Biesa. - Bracia Powiedzieli mi, że jeśli będę w kłopotach mam się udać na najbliższe rozdroża i czekać do północy. Nie wiem dokładnie o co chodzi ale warto spróbować - Powiedział spokojnie. A raczej starał się mówić spokojnie. - A ta runa... to chyba coś, co uaktywnia się, kiedy pojawiają się demony. Wiesz takie ostrzeżenie, że demony są wokół - Wymyślił szybko. I tak jak poprzednio starał się brzmieć przekonująco. - Do kogo się modliłaś? - Zapytał starając się zmienić temat. - Czy ten cały Saran to bóg w którego wierzysz? - Zapytał ciekawy. Liczył na to, że ta skupi się na tym pytaniu i nie będzie się dopytywać o runę na jego twarzy. Nie chciał ryzykować dalszej rozmowy, bo mogło się to źle skończyć. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna nie do końca uwierzyła w twoją wypowiedź ale mimo wszystko przytaknęła. W końcu nie znała się na obyczajach twojego zakonu. 

- Dobra, to chodź za mną. - powiedziała dziewczyna po czym skierowała się w kierunku rozdroży. - A co do modlitwy. Modliłam się do Sarana, boga łowów. - wyjaśniła.
Droga wiodła przez pola, o tej porze roku zboże było złote co sprawiało że okolica prezentowała się bardzo pięknie. Przechodząc usłyszeliście jak grupka dzieci śpiewała jakąś piosenkę. Nie do końca mogliście usłyszeć co to, ale za to usłyszeliście fragment

,,Życzenia twe spełni zawsze z ochotą, da  ci brylanty i srebro i złoto. Lecz kiedy przyjdzie odebrać swe długi. Skończą się śmiechy serdeczność przysługi.''

Reszty nie usłyszeliście. 

Najwidoczniej było dość późno gdy się obudziłeś bo zaczęło robić się ciemno. Gdy dotarliście na miejsce była już prawie północ. Na rozdrożach otoczonych polami znajdowała się niewielka kapliczka Aranda. Na jej daszku siedział ten sam mężczyzna który wcześniej cię ocalił. Spojrzał na ciebie oraz na dziewczynę po czym uśmiechnął się pobłażliwie. 

- Widzę że moja interwencja pomogła. - powiedział wgryzając się w trzymane przez siebie jabłko. Zeskoczył i stanął na równych nogach. - Wiedziałem że się zjawisz. - oznajmił zadowolony podchodząc nieco bliżej. - Każdy się zjawia. - dodał. - Więc, teraz zapewne zastanawiasz się czego mogę od ciebie chcieć. Otóż jestem człowiekiem wielu talentów, ale wojownik ze mnie żaden. Ale za to wasza dwójka na pewno się na tym zna. Moje zadanie jest więc dość proste, otóż pewien bardzo zły człowiek odmawia oddania mi swojego długu, pomogłem mu w potrzebie a on teraz grozi mi ilekroć chce go odwiedzić, a nawet kilka razy poszczuł mnie psami. Dlatego waszym zadaniem jest spełnienie zachcianki tego człowieka. Dopiero wtedy będę mógł odebrać mój dług. - wyjaśnił. Spojrzał na ciebie jakby oczekiwał odpowiedzi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak ucieszył się, że nie musi prowadzić długiej rozmowy o tym co się stało. Zresztą nie wiedział czy dziewczyna by mu w ogóle uwierzyła. Szedł w milczeniu, zastanawiając się co teraz robić. Nie wiedział kim jest ten koleś, nie wiedział co on mu zrobił i skąd się tam nagle wziął bies. Miał tyle pytań w głowie. Ale nie przeczuwał, żeby szybko dostał na nie odpowiedź.

Zainteresowała go piosenka dzieci. O kim one śpiewały? Coraz więcej pytań rodziło się w jego głowie. 

Kiedy dotarli na rozdroże chłopak spojrzał na kapliczkę i skrzywił się lekko widzą, że ten mężczyzna, który mu pomógł siedział na daszku kapliczki. Jednak nie powiedział nic. Poczekał aż jego rozmówca skończył mówić.

- Zanim cokolwiek zrobię muszę wiedzieć parę rzeczy. Kim ty jesteś? Nie znam nawet twojego imienia. Nie wiem co mi zrobiłeś - Pokazał ręką na runę na jego twarzy - Nie wiem czemu nam pomogłeś i jaki masz w tym wszystkim cel. Wątpię, że po prostu cię zainteresowałem. Jestem po prostu prostym mnichem, wyznawcą Aranda. Dopiero co ukończyłem 18 lat i opuściłem klasztor - Wyrzucił z siebie. Kątem oka popatrzył na dziewczynę. Wiedział, że ją okłamał i teraz się przyznał do tego. - Potem ci wyjaśnię - Rzucił krótko i znowu jego wzrok utkwił w tym dziwnym człowieku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Wiem to wszystko. - powiedział spokojnie mężczyzna. - Jeśli pytasz mnie o imię... cóż, nazywam się Senan O' Caiside. Jestem medykiem, ale ludzie czasem mówią na mnie Wężowe Oczko. - przedstawił się po czym ukłonił. - Pomogłem ci, ponieważ pomocy potrzebowałeś, a teraz masz szansę pomóc mi. Wtedy oboje będziemy kwita. - zaczął chodzić na około was, lewą ręką gestykulował a prawą trzymał za plecami. - Ta runa jest tu po to abyś nie zapomniał o tym że masz wobec mnie dług. Twoja przyjaciółka już coś takiego widziała prawda? - zapytał po czym dotknął jej barku na co dziewczyna zadrżała.

- Jeden z ludzi w mojej wiosce obudził się kiedyś z czymś takim i zniknął bez śladu. - powiedziała dziewczyna. Mężczyzna tylko się uśmiechnął. 

- Mamy więc umowę? Ja pomogłem tobie, teraz ty pomożesz mi. Proste zadanie. Zwłaszcza dla łowcy demonów. - zaśmiał się cicho i stanął przed tobą. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb nie był do końca przekonany w to co mówił mężczyzna. Wysłuchał w milczeniu wypowiedzi tego człowieka i dziewczyny. 

Więc jednak wiedziała. Na światło Aranda co tu się dzieje. W co ja się wplątałem? Zapytał się w duchu i popatrzył na mężczyznę, który stał przed nim.

- Chyba nie mam wyboru - Westchnął po chwili zrezygnowany. Wiedział, że nie miał innego wyjścia. Nie znał tego kolesia, ale nie wyglądał na kogoś, kogo można łatwo oszukać lub okłamać. 

- Ale zanim jeszcze dwa pytania. Pierwsze co zrobiłeś by zatrzymać czas? W końcu rozmawiałeś ze mną i zrobiłeś mi tą runę zanim demon zaatakował obóz. I drugie, ważniejsze. Jakim cudem przywołałeś tam w obozie biesa? Nie było go w okolicy bo dawno zaatakowałby obóz. Kim ty tak naprawdę jesteś? - Zapytał spokojnie, Nadal w ręce trzymał nóż. Więc był gotowy na atak lub obronę. Zaczynał się obawiać, że wpadł w głębokie bagno. I jeden tylko Arand wiedział co się stanie. Chłopak mimo pokazywania, że jest stanowczy w duchu zaczął się modlić.

O potężny Arandzie wysłuchaj mojej modlitwy. Właśnie przez moją głupotę wplątałem się w jakieś bagno i czuję, że zaczynam się w nim zapadać. Daj mi siły i wytrwałości bym przezwyciężył lęk i stanął twarzą w twarz z niebezpieczeństwem. Niech twoje światło oświetli moją drogę i da mi siły do walki a aniołowie, twoje dzieci bronią mnie przed zboczeniem z jedynej słusznej ścieżki. Twojej ścieżki. Ścieżki światła i prawda Pomodlił się i czekał na to co powie jego rozmówca. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna tylko uśmiechnął się pobłażliwie.

- Powiedz mi chłopcze, gdybyś miał wybór, manipulować szerokością albo czasem, wybrałbyś szerokość? - zapytał. Było to co prawda pytanie retoryczne i nie odpowiedziało ci na żadne z pytań. - Wszystkiego dowiesz się gdy nadejdzie pora, a teraz, kieruj się w tamtą stronę. - wskazał drogę na lewo od kapliczki. - Około dzień drogi stąd jest dwór człowieka który mnie oszukał, musisz z nim porozmawiać, powiedzcie mu że przybywacie po zadanie. Zrozumie. - powiedział. - Dobrze, a teraz do zobaczenia, bo na pewno spotkamy się jeszcze. - ukłonił się po czym odwrócił i odszedł w przeciwną stronę, gwiżdżąc melodie łudząco podobną do tej śpiewanej przez dzieci. Po chwili zniknął we mgle. 

Dziewczyna spojrzała na ciebie.

- Więc? - zapytała patrząc na ciebie. 

Edited by Mephisto The Undying

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb wysłuchał w milczeniu tego co mówił do niego mężczyzna i stał tak jeszcze chwilę kiedy ten odchodził. Wtedy to schował nóż do torby westchnął i popatrzył na dziewczynę.

-A mamy jakiś wybór Hillevi? Podobno członek twojego klanu nie wrócił po tym jak dostał ten znak - Westchnął, poprawił torbę i odwrócił się w stronę, w którą mieli się udać. - Chodźmy to szybko załatwić. Ale tak bardzo mi się to nie podoba - Powiedział jednak zanim ruszył podszedł do kapliczki Aranda i klęknął przed nią. - O wielki Arandzie, boże światła i prawda, ojcze aniołów. Daj mi siłę i wytrwałość abym podołał zadaniu, chroń mnie od złego a twoje dzieci niech prowadzą mnie właściwą ścieżką. Na chwałę Wiecznego Światła - Pomodlił się i ucałował różaniec, który dostał od swojego mentora oraz krzyż, pamiątkę po rodzinnie. Nie wiedział czy bóg go wysłucha, ale zawsze wolał liczyć na to, że jego modlitwa kiedyś zostanie wysłuchana. Następnie podniósł się z kolan i popatrzył na dziewczynę. - Idziemy? - Zapytał przywołując na twarz lekki uśmiech. Mimo wszystko nadal będzie podróżował z dziewczyną, która zainteresowała go swoją osobą i tym kim była. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie mam ochoty zostawać tu ani chwili dłużej. To miejsce jest nieprzyjemne... - powiedziała. - To w lewo tak? - zapytała po czym uśmiechnęła się lekko, mimo wszystko była szansa na przygodę. Odchrząknęła po czym udała się w kierunku wskazanym przez mężczyznę. - Znajdźmy może jakieś miejsce na obóz. Podróż w czasie nocy może nie być zbyt dobra. - powiedziała rozglądając się. W pobliżu było jedno miejsce, niedaleko niedużego lasku, było tam trochę trawy, w sumie dobre miejsce żeby przenocować. Było dość ciepło więc nie trzeba było rozpalać ogniska. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb kiwnął głową i ruszył za dziewczynę, rozglądając się wokół co jakiś czas. Widząc miejsce niedaleko lasku pokazał na nie ręką.

- A co sądzisz o tamtym? - Zapytał. - W sumie chyba moglibyśmy tam przenocować i ruszyć rano - Dodał kierując się powoli w tamto miejsce. Jednak trzymał róż w ręce. Wolał być mimo wszystko przygotowany na wszystko. - Powiesz mi coś o sobie? Jak to jest być likantropem? Trochę czytałem o was w księgach w Cytadeli ale jak zwykle informacje albo nie są kompletne, albo coś jest utajnione - Powiedział trochę zrezygnowany. Niestety wiedział, że są takie tajniki wiedzy, o których nie mógł przeczytać lub się dowiedzieć. Był za młody lub za mało doświadczony. - I, może zabrzmi to trochę zuchwale, ale chciałbym zobaczyć proces przemiany i wygląd tejże przemiany. Tak z czystej ciekawości - Posłał dziewczynie lekki uśmiech.  Nie wiedział, czy dobrze robi ale cóż... ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna przytaknęła i ruszyła wraz z tobą.

- Jakby ci to opisać... cóż, nie możesz chorować, często zdarza się że możesz stracić panowanie nad sobą i zamienić się w bestie. Dosłownie. Nieliczni mają kontrolę nad przemianą, ja nie mam, więc muszę uważać. - powiedziała.

Dotarliście na polanę, poskutkowało to tym że dziewczyna położyła topór na ziemi i położyła się. 

- A właśnie, zawsze mamy niespokojne sny. - dorzuciła do porzedniej wypowiedzi. - No i nie możemy chorować. - dodała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak kiwnął głową.

- Rozumiem. Ale tak w sumie to nawet dobrze, że nie chorujesz. Nie musisz cierpieć, chociażby z głupiego kaszlu - Zaśmiał się i przypomniał sobie, jak kiedyś, jeszcze w Górach Zębatych nabawił się kaszlu. Trening to była tortura, na szczęście nie chorował długo. - Leż. Przejmę pierwszą wartę. Obudzę cię za kilka godzin. Mimo wszystko jednak nie chcę aby coś lub ktoś zaskoczył nas w nocy - Powiedział. Jednak nauka w klasztorze nie poszła na marne. Od zawsze uczono go, że trzeba być przygotowany na wszystko. A skoro było ich dwoje to mogli sobie nawet pozwolić na taki luksus jak sen. Zwłaszcza, że dalej miał w pamięci tych łowców głów. 

- Ciekawe czy ci łowcy jeszcze żyją. Znając demony już nie - Powiedział chłopak do siebie siadając na trawie niedaleko dziewczyny i popatrzył w niebo. Starał się dostrzec gwiazdy. Był ciekawy, czy Bogowie mają jakieś swoje gwiazdozbiory. Akurat to go dotychczas nie interesowało i nie przykładał do tego uwagi. Ale teraz, poza klasztorem miał w końcu czas na rzeczy, które wcześniej nie były dla niego interesujące lub po prostu chciał się dowiedzieć czegoś nowego. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niebo było bezchmurne, co za tym idzie wszystkie gwiazdy były dobrze widoczne, a było ich naprawdę dużo. Niektóre świeciły mocniej, inne słabiej, jednak był to piękny widok.

- Cóż, mam nadzieje że nie, przysporzyli wielu moim przyjaciołom wielu problemów. Zabili równie wielu. - westchnęła wpatrując się w niebo. - Znasz się na gwiazdozbiorach? Mój brat się zna ale nigdy jakoś nie miałam ochoty zapamiętywać tych wszystkich nazw i kształtów. - zapytała po chwili nie przerywając patrzenia w górę.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb pokręcił głową.

- Nie nie znam. Ale czytałem, że każdy z bogów ma własny gwiazdozbiór. Ale nigdy nie uczyłem się ich. Tak w sumie to nawet nie miałem możliwości oglądania bo albo się uczyłem albo trenowałem. Ale parę razy udawało mi się wymknąć z pokoju i obserwować niebo - Powiedział chłopak spoglądając co jakiś czas patrząc na nią. - Przykro mi z powodu twojej rodziny i znajomych - Dodał. Po chwili sięgnął do swojej torby, otworzył ją i zaczął sprawdzać co w niej jest. Bo pomijając swoją torbę zabrał jeszcze dwa mieszki. Szybko chciał zobaczyć, czy jest w nich złoto czy może jakieś inne przedmioty. Był ciekawy a przy okazji rozmyślał czy coś co znajdzie w środku będzie im potrzebne w dalszej podróży. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...