Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Torba była tą samą torbą jaką miałeś gdy wyruszyłeś, poza tym że teraz miałeś o dwadzieścia złotych monet więcej. 

- Cóż, zginęli w walce więc przodkowie są z nich dumni. - stwierdziła. Przez chwilę milczała, wreszcie podniosła się do siadu. - Jak sądzisz, czego może chcieć od nas ten koleś dla którego mamy wykonać zadania? - zapytała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb wzruszył ramionami. 

- Nie wiem. Nie mam pojęcia w czym można mu pomóc - Powiedział spokojnie. - Jednak skoro ten koleś mówił, że szuka wojowników, a potem powiedział, że na dodatek łowców demonów to mam złe przeczucie - Powiedział i usiadł w pozycji do medytacji. - Skoro nie możesz spać to ok. Ale jeśli pozwolisz to chciałbym pomedytować. A kto wie. Może tym razem Arand wysłucha mojej modlitwy i wskaże mi drogę - Uśmiechnął się pod nosem - Jeszcze nigdy go nie usłyszałem. A słyszałem, że niektórzy starci bracia potrafili w czasie modlitwy i medytacji usłyszeć jego głos - Dodał i zamknął oczy. Wziął do ręki różaniec i zaczął cicho szeptać pod nosem modlitwę. - W razie czego szturchnij mnie - Dodał i zaczął powoli się wyciszać. Skupiał się na słowach, które uczył go jego mentor. Powtarzał je szeptem, trzymając w rękach jego różaniec. Po cichu liczył, że może jednak tym razem się uda. Cóż zawsze warto liczyć na cuda. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie krępuj się, ja po prostu będę obserwować czy nic się nie stanie. - powiedziała dziewczyna.

 

Gdy zacząłeś medytować wszystko stało się cichsze, a wreszcie nawet i nocne odgłosy zniknęły. Co prawda nie usłyszałeś głosu Aranda lecz poczułeś spokój, wreszcie coś się stało. Usłyszałeś szepty, szepty które był bardzo niewyraźne, niezrozumiałe, jakby mówione w innym języku. Wywoływały jednak niepokój i strach. Wreszcie otworzyłeś oczy, rozejrzałeś się i zobaczyłeś że Hillevi spała. Na siedząco, podpierała głowę ręką. Wciąż jednak słyszałeś szepty, wreszcie wstałeś i ruszyłeś w ich kierunku zostawiając obóz za sobą. Coś ciągnęło cię w stronę dźwięku. Wreszcie dotarłeś nad jezioro, to z niego dobiegały szepty, kroczyłeś dalej ignorując wszystko. Zupełnie jakbyś był w transie. Wreszcie spostrzegłeś że stoisz na wodzie, na samym środku jeziora a pod tobą wielkie oko spogląda na ciebie. Po chwili wpadłeś w odmęty cieczy, ujrzałeś blade światło księżyca i wreszcie ciemność...

 

Poczułeś że ktoś szturcha cię w bok. Gdy wreszcie otwarłeś oczy spostrzegłeś że już jest rano. Nie byłeś szturchany przez kogoś a przez coś. Coś co było sporych rozmiarów wilkiem. Znacznie większym od zwyczajnego. Szturchał cię w bok ale nie wyglądał na coś co miało złe zamiary, raczej cię obwąchiwał. Może nie atakował przez obecność Hillevi... kto wie. Gdy wreszcie się obudziłeś usiadł i spojrzał na ciebie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak uspokoił się i oddał medytacji. Był bardzo zdziwiony tym co zobaczył. Nie podziewał się zobaczyć to co zobaczył. Myślał, że rozmowa z bogami będzie wyglądała inaczej. Kiedy zbliżał się do jeziora i kiedy stanął na środku obawiał się, że coś złego się stanie. Kiedy zaczął spadać chciał krzyczeć ale nie mógł. Czuł się jakby tonął. Chciał się obudzić, wyjść z tej medytacji.

 

Nagle obudził się. Czując szturchanie chciał już się odezwać jednak widząc wilka zaniemówił i znieruchomiał. Nie miał sztyletu w ręce i martwił się, co chce zrobić ten wilk. Zdziwiło go, że nie zaatakował. A nawet przed nim usiadł. Chłopak był skołowany. Nie wiedział co ma teraz robić.

- Hillevia? - Zapytał niepewnie, szukając dziewczyny wzrokiem. Ciągle obserwował wilka. Miał obawę, że zaraz coś może się stać. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak się okazało dziewczyna po prostu leżała obok, najwidoczniej śpiąc. Czyli ona też zasnęła. Wilk w tym czasie patrzył na ciebie wzrokiem bardziej sugerującym psa niż dziką bestie. Po chwili zwierze ziewnęło i podniosło się z siadu po czym polizało dziewczynę po twarzy. Ta przez chwilę mamrotała że chce jeszcze pospać jednak nagle podniosła się i spojrzała na wilka. 

- O cholera... - powiedziała tylko, pies za to wydawał się być zadowolony, wręcz wpychał się jej pod rękę tak aby ta go głaskała. - Nie, nie. Nie będziesz mnie rozpraszał swoimi sztuczkami. Spadaj stąd! - rzuciła ostro do psa który zdawał się tym nie przejmować. - Idź stąd! Wracaj do Ivera. - rozkazała wilkowi na co ten tylko usiadł gapiąc się na nią. - No co tak siedzisz? Wynocha! - to powiedziała już znacznie bardziej dobitnie na co zwierze wstało i zaczęło odchodzić ze spuszczoną głową, ogonem i uszami, co jakiś czas się obracał czy aby nie dziewczyna nie zmieni zdania. - Dobra, lepiej szybko stąd chodźmy. - powiedziała podnosząc się z miejsca i biorąc topór. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb popatrzył na to wszystko zdziwiony. Popatrzył na dziewczynę.

- Co to za wilk? - Zapytał podnosząc się powoli i poprawiając torbę na swoim ramieniu. Delikatnie otworzył torbę, aby móc w razie czego szybko wyjąć nóż. - Bo nie wydawał się być ani straszny ani groźny - Powiedział patrząc na psa. - A wygląda na to, że go znasz. Więc powiedz mi coś o nim. I ważniejsze... Czy on nie sprowadzi na nas jakiegoś problemu - Zastanawiał się chłopak. Nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. Niby wilk nie był groźny i mógłby być przydatnym towarzyszem ale widział, że ta jakoś nie chce go widzieć. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To pupil jednego z moich... znajomych. Nie jest groźny, raczej kłopotów na ciebie nie ściągnie, ale jeśli czegoś nie zrobię to najpewniej jego właściciel mnie znajdzie i zaciągnie do domu. - powiedziała i zaczęła iść w głąb lasu. - Tam jest jezioro. Nie pytaj skąd wiem. - dodała. 

Ty też wiedziałeś że tam jest jezioro. A przynajmniej przyśniło ci się że tam jest. Czy jej śniło się to samo? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb kiwnął głową i poszedł za dziewczyną. Popatrzył jeszcze kątem oka na odchodzącego wilka. Jednak po chwili odwrócił się i zaczął rozglądać się wokół, jakby spodziewał się ataku. On też wiedział, że tam jest jezioro. Śnił o tym, ale nie podobało mu się to co śnił.  Obawiał się, że na miejscu może czekać na nich coś niedobrego.

- Uważaj. Mam dziwne przeczucie co do tego jeziora - Powiedział cicho chłopak i wyjął nóż. Wolał iść przygotowany na wszystko. - Mam nadzieję, że ten twój znajomy nie postanowi podążyć za swoim wilkiem tutaj. Bo możemy mieć duże problemy z tego co mówiłaś - Dodał cicho i rozglądał się jeszcze uważniej. Nie to, że obawiał się, że coś mu wyskoczy z lasu. Obawiał się, że demony się pojawią. I to go bardziej martwiło. Po swoim śnie miał bardzo złe przeczucie co do tamtego miejsca.

Arandzie miej nas w opiece Pomodlił się jeszcze szybko i przygotował się na najgorsze. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aura okolic jeziora, fakt była dziwaczna oraz na swój sposób niepokojąca. Coś na tyle niepokojącego że nawet demony nie chciały się tu zjawić. Ani anioły ani demony. Zaś twoja modlitwa sprawiła że poczułeś nudności. Dziewczyna stanęła na krawędzi jeziora, położyła topór na ziemi i weszła do wody. Zanurzała się w niej cała po czym wyszła. Otrzepała się i westchnęła. Podniosła topór. 

- Dobra, teraz powinien zgubić mój zapach. - powiedziała. - Spadajmy stąd. - dodała.

Usłyszałeś dźwięk łamanej gałęzi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb, zbliżając się do jeziora poczuł się trochę źle. Kiedy po wymówieniu modlitwy poczuł mdłości natychmiast przestał. 

- Uważaj. Aura wokół tego jeziora jest jakaś dziwna. Nie próbuj się modlić do swojego boga - Ostrzegł dziewczynę, kiedy ta podeszła się "wykąpać" Kiedy dziewczyna wynurzyła się z wody i powiedziała, że mają spadać skinął głową. - Dobry pomysł. Powinniśmy - W tym momencie usłyszał dźwięk łamanej gałęzi i zesztywniał. Odwrócił się gwałtownie a w jego ręce pojawił się nóż. - Hillevia ktoś tu jest - Rzucił szybko i zaczął się rozglądać, szukając źródła dźwięku. Zupełnie mu się to nie podobało. Zwłaszcza, że modlitwa mu nie pomoże. chłopak miał nadzieję, że ta łamiąca się gałąź to było tylko jakieś zwierzę a nie nic poważniejszego. - Pośpiesz się. Bo mam naprawdę złe przeczucie - Dodał rozglądając się dalej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie tylko ty. - Mruknęła dziewczyna podnosząc topór.

Przez chwilę nie działo się nic więc zaczęliście się wycofywać, jednak po chwili z pomiędzy drzew wyskoczyła jakaś bestia. Jakaś ponieważ z pozoru wyglądała jak niedźwiedź, jednak z jego ciała wyrastało kilka macek, jego ślina była fioletowa a oczy jarzyły się na żółto. Nie był to demon, to było pewne, nie było to też zwierze. 

Bestia zaryczała. Odgłos był okropny, przypominał jęki potępieńców. Po chwili stwór stanął na tylnych łapach i ponownie wydał z siebie ten odgłos. Zaraz potem zaszarżował śliniąc się i warcząc. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb zaczął myśleć intensywnie, analizując co właśnie widzi i jak z tym walczyć.

Niedźwiedź z mackami. Nie jest demonem ale jest jakiś dziwny. Dobra ale załóżmy, że odnosi rany jak zwykłe niedźwiedzie Pomyślał chłopak i przygotował się do ataku. A raczej przygotował się, żeby odskoczyć. Nie mógł przecież stać na linii szarży niedźwiedzia. Czekał chwilę aż misiek się zbliży. Bo jeśli teraz zacznie unikać to niedźwiedź zmieni tor ataku. Zatem czekał. Plan był prosty. Odskoczyć przez atakiem i zaatakować niedźwiedzia w bok. Liczył, że jego towarzyszka też go wspomoże.

- Biorę lewą stronę! - Rzucił do niej i ustawił się po lewej stronie miśka. Jednak nie podobało mu się to, że zaatakował ich niedźwiedź. Co sprawiło, że on tak wygląda? Czemu ich zaatakował? Coraz więcej pytań siedziało w jego głowie. Będzie musiał w końcu zacząć szukać odpowiedzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna odskoczyła na prawo, przy okazji musnęła ciało stwora toporem, jednak nie była to poważna rana. Twoja też nie była tak groźna, ale na pewno lepsza niż ta zadana przez Hillevie. Niedźwiedź zawył po czym obrócił się w kierunku dziewczyny i spróbował uderzyć ją łapą, dziewczyna została draśnięta w nogę, ale nic poza tym. Niedźwiedź za to dostał od niej toporem, w tę łapę którą zaatakował ją. Zawył. Miałeś szansę uderzyć stwora w plecy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb wiedział, że nie ma czasu do stracenia. Ten niedźwiedź mógł mieć jakąś regenerację lub coś w tym stylu. Musiał szybko zakończyć walkę. Szybko pomyślał co może robić. Złapał mocniej nóż, podkulił nogi i wyskoczył z nożem przed sobą na niedźwiedzia.

- Giń kreaturo! Na chwałę Aranda! - Krzyknął w czasie ataku. Nie baczył teraz na to, że może mu się zrobić niedobrze. Chciał jak najszybciej pozbyć się tej bestii. Wiedział, że lepszej okazji nie będzie miał. Celował nożem mniej więcej na wysokości serca pokraki. Na dodatek starał się uniknąć macek, jeśli takowe były na jego plecach. Nie chciał się narazić na atak ze strony macek. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawet dziewczyna nie spodziewała się takiej akcji ze swojej strony, ale zdecydowanie zadziało, wbiłeś sztylet w plecy niedźwiedzia na co ten stanął na tylnych nogach aby cię zrzucić, przy okazji zawył z bólu. Gdy spadłeś dziewczyna uderzyła go toporem w klatkę piersiową, usłyszałeś dźwięk łamanych kości i bestia opadła na Hillevie, ta dalej trzymała topór w jego ciele, ostatkami sił bestia podrapała plecy dziewczyny i wreszcie padła trupem. Dziewczyna zrzuciła zwłoki z siebie. Wyglądała na obolałą. 

- Okej... chyba... możemy spadać. - powiedziała i splunęła. Wyjęła topór z ciała zwierzęcia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb podniósł się z ziemi po tym jak misiek go zrzucił z siebie. 

- Cholernie twarde - Powiedział po czym podszedł do dziewczyny. - Możemy to zająć się twoimi ranami - Powiedział chłopak i popatrzył na rany dziewczyny - No powiem ci nie wygląda to za ciekawie - Rzucił patrząc na jej nogę i plecy dziewczyny. - No chyba, że likantropia daje ci jeszcze szybszą regenerację ran - Powiedział z lekkim uśmiechem. popatrzył na torbę. Niestety nie miał bandaży więc będzie sobie musiał poradzić czymś innym. Zaczął kombinować czy czasem nie dałby rady z kawałka materiału zrobić czegoś, żeby chociaż zakryć rany aby nie były otwarte. Chociaż coś takiego pozwoliłoby na szybsze ich gojenie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Na całe szczęście wszystko goi się na mnie jak na psie. Znaczy no, nie jestem wilkołakiem ale rozumiesz. - powiedziała i uśmiechnęła się. Mimo wszystko wyglądała na bladą, nawet jeśli była odporna na choroby a jej organizm był bardziej odporny musiała poczuć jakieś skutki. Znacznie słabsze niż zwykły człowiek. - Sądzę że wiem co to było, ale dla własnego dobra, wyjaśnię ci to jak będziemy na drodze. A nie w pobliżu tego jeziorka. - dodała. Po chwili zebraliście się i poszliście w dalszą drogę. Całkiem emocjonujący początek wyprawy. Bandyci, Biesy i Niedźwiedzie. 

 

Reszta przeprawy przebiegła raczej gładko. Minęliście kilka grupek ludzi, najpewniej handlarzy. Spotkaliście też nawet elfiego trubadura który bardzo chętnie opowiedział wam o festynie w mieście w którego kierunku szliście. Przez większość drogi szedł z wami, podśpiewując i opowiadając różne historie. Jednak w pewnym momencie on poszedł dalej na wprost a wy skręciliście w prawo, na pagórek. 

Na pagórku tym stał otoczony murem dworek. Brama była otwarta. Gdy ją przekroczyliście waszym oczom ukazał się niezadbany ogród oraz wielu pijanych ludzi. Kilka krasnoludów a nawet ork. Razem jakaś dziesiątka. Wszyscy leżeli zalani w trupa. Był jeszcze jeden, wysoki, barczysty mężczyzna. Człowiek, to pewne. Miał lekki zarost, a jego blond włosy były wygolone na skroniach. Ubrany był w żupan a przy pasie wisiał mu miecz. Kriegsmesser dokładniej. Z bogatymi zdobieniami. Na szyi mężczyzny wisiał medalion z głową niedźwiedzia na którego widok twoja towarzyszka zdecydowanie się zdenerwowała, ale starała się milczeć. Na palcach miał też sygnety. 

- A wy tu po co? - zapytał mężczyzna. - Impreza skończona. Spóźniliście się. - dodał. Jego głos był dość mocny oraz stanowczy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak odetchnął z ulgą, że nie musi się aż tak martwić o dziewczynę. Chociaż jej rany nie wyglądały za dobrze. Ale mogła iść. Tak więc znowu wraz z nią udał się w podróż. W czasie wędrówki zainteresował go trubadur, którego słuchał z uwagą. Jednak widząc, że zbliżają się do jakiegoś domu odetchnął i przyjął poważny wyraz twarzy. 

- Nieźle się bawili - Powiedział spokojnie widząc ciała w ogrodzie. Spojrzał na człowieka i znieruchomiał No nie powiem, Nie podobał mu się jego naszyjnik. I raczej nie będzie mu się to podobać. Ale chyba nie miał wyboru. Słysząc jego słowa przywołał na twarz lekki uśmiech. - Bądź pozdrowiony dobry człowieku. Wraz z towarzyszką przyszliśmy do pana. Niecały dzień temu spotkaliśmy pewnego człowieka, który nam pomógł. I zobowiązaliśmy się mu pomóc. A nasza pomoc polega na tym, że mamy pomóc tobie - Powiedział spokojnie u delikatnie odwrócił twarz tak, żeby jego rozmówca mógł zobaczyć runę na jego twarzy. Skoro za każdym razem była taka sama to liczył, że i tym razem było tak samo. - Mamy mieć od ciebie jakieś zadanie - Dodał spokojnie przyglądając się temu mężczyźnie. Miał dziwne przeczucie, że on i niedźwiedź są jakoś powiązani. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyraz twarzy mężczyzny od razu się zmienił. Teraz wydawał się być zdenerwowany. Jednak nie zaatakował was. 

- Trzy zadania, tak dokładniej. Ale nie martwcie się. Nie dacie rady ich wykonać. - powiedział po czym nakazał wam ruchem dłoni iść za sobą. Nie bardzo mieliście wybór. Weszliście do środka gdzie było jeszcze kila osób. Elfka, dwie ludzkie kobiety. Niziołek. Wszyscy ubrany w podobnym stylu. - Witam w moich skromnych progach. - rzucił obojętnie i poprowadził was na piętro, potem do gabinetu. Usiadł na swoim biurku. - Więc, wplątaliście się w piekło moi drodzy. Jednak nie znaczy to że wam pomogę. Kiedy pogrywa wami bóg musicie dbać o własne dupsko. - oznajmił. - Ale cóż. Dość pogaduszek. Mam wam dać zadanie. Dobrze więc. Mój drogi przyjaciel, bardzo lubił jazdę konno. Niestety ostatnio jakoś słabo mu się jeździ. Więc. To wasze zadanie, sprawcie aby mój przyjaciel pojeździł na koniu. Nazywał się Sobiemir, ale wątpię by wam to jakoś pomogło. A teraz wynocha. - oznajmił i ruchem ręki nakazał wam wyjść. Udaliście się na zewnątrz. 

- Więc, chyba nie będzie tak ciężko. Załatwić żeby koleś mógł pojeździć na koniu. - stwierdziła dziewczyna. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb westchnął i wyszedł. Poczekał aż się oddalą kawałek od tego miejsca.

- Ale ten koleś mnie zdenerwował - Powiedział zrezygnowany i popatrzył na dziewczynę. - I jeszcze jego zadanie. Nie wiem czemu ale mam wrażenie, że coś z tym zadaniem jest nie tak. Nawet nie powiedział, gdzie mamy go szukać - Dodał cicho i wyszedł na główną drogę. - Mam pewien pomysł. Pójdziemy w strone miasta. Tam się rozdzielimy i poszukamy tego jego przyjaciela. I stawiam obiad, że ten koleś ma jakieś problemy. Na przykład nie ma nóg - Powiedział cicho i uśmiechnął się lekko. - Spotkajmy się w karczmie za ok 2-3 godziny i ustalmy co dalej - Powiedział spokojnie. - Co ťy na to? - Zapytał patrząc na dziewczynę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Brzmi jak dość dobry plan. I jak tak teraz to tym mówisz to chyba faktycznie z tym jego przyjacielem musi być coś nie tak. - powiedziała. 

Ledwie gdy wyszliście za bramę usłyszeliście gwizd, taki który sugerował że ktoś chce zwrócić waszą uwagę na siebie. Zobaczyliście tego samego mężczyznę co wczoraj na rozdrożach. Stał oparty o mur. 

- No, no. Widzę że już dostaliście swoje zadanie. Nie mogę wykonać go za was ale, nikt nie mówił że nie mogę wam podpowiedzieć. - powiedział. - No, więc co macie zrobić? - zapytał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak zdziwił się słysząc gwizd za plecami. Odwrócił się od razu i zobaczył tego dziwnego mężczyznę. Mimo wszystko się uśmiechnął. Przynajmniej nie będą zdani tylko na siebie.

- Och to ty. Cóż skoro możemy liczyć na twoją pomoc to powinno pójść szybciej - Powiedział spokojnie. Tak czy inaczej chłopak nie do końca był przekonany do tego co mówił ten mężczyzna. Ale wolał jak najszybciej zrobić co musiał zrobić aby uwolnić się z tego zadanie i zapomnieć o tym facecie. - Musimy znaleźć mężczyznę imieniem  Sobiemir  i sprawić by pojeździł sobie na koniu bo podobno mu nie idzie za dobrze - Powiedział chłopak patrząc na mężczyznę uważniej. - Może wiesz, gdzie go znajdziemy oraz co z nim jest, że teraz nie jeździ na koniu? - Zapytał spokojnie, co jakiś czas patrząc za siebie, czy czasem ktoś ich nie podsłuchuje. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Och, wiem gdzie jest, ale obawiam się że na koniu będzie ciężko mu pojeździć. - powiedział, wydawał się być zmartwiony tym co powiedziałeś ale tak na prawdę tylko udawał. - Ten człowiek nie żyje. I to od jakiegoś czasu. Ale wiecie, chyba wiem co możecie zrobić. - stwierdził mężczyzna. - Słyszeliście kiedyś o rytuale przywołania? - zapytał. 

- Ja słyszałam. - odezwała się dziewczyna. - Ale do niego potrzeba krwi i kadzidła. - dodała. Mężczyzna tylko się uśmiechnął i wręczył jej fiolkę. 

- Nie pytaj skąd to mam. Powiedzmy że mam znajomości. - powiedział dotykając swojego nosa palcem. - Pozostaje wam znaleźć kadzidło. No i udać się na grób rodowy tego Sobiemira. - dodał. - Pewnie w wiosce jest ktoś kto będzie wiedział. Podobno mają tam historyka. To do zobaczenia. - uśmiechnął się jeszcze i odszedł. Dziewczyna spojrzała na ciebie.

- Cóż. Miałeś racje, będą problemy. - stwierdziła. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Deleb wysłuchał w ciszy wypowiedzi tego faceta i zamyślił się. Kiedy wręczył dziewczynie fiolce i zniknął zamyślił się jeszcze bardziej. 

- Wiesz co? Chciałem się mylić tym razem - Powiedział zniesmaczony i popatrzył na fiolkę. - Zupełnie mi się to nie podoba. Najpierw ta dziwna sytuacja z obozem, potem ten facet, który chce by jego martwy przyjaciel zaczął znowu jeździć konno. To całe przyzwanie... Zupełnie mi się to nie podoba - Dodał  cicho. - Za bardzo śmierdzi mi to jakąś nekromancją. No ale dobrze. Zróbmy to szybko i wracajmy do tego kolesia. Ale mam takie cholernie złe przeczucie - Powiedział bardziej do siebie i popatrzył na fiolkę. - Skoro potrzebujemy kadzidła i wiedzy gdzie jest jego grób rodowy to polecam iść do kościoła. Tam powinnyśmy znaleźć informację - Rozejrzał się, jakby liczył, że od tak zobaczy kościół. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Cóż, nie do końca jest to nekromancja, bardziej... wywoływanie duchów. A w tym przypadku jednego konkretnego ducha. - wyjaśniła dziewczyna. - Co do kościoła, pewnie jakiś będzie w pobliskiej wiosce. Z tego co wiem, ta tutaj jest większa niż ta z której przychodzimy. - stwierdziła. - Och, tak przy okazji, unikaj wspominania o tym że chcemy przyzwać jego duszę. I że robimy to na prośbę jakiegoś kolesia który umie zatrzymywać czas. Powiemy mu że ja chce kadzidła bo potrzebne jest do oddania czci w mojej kulturze czy coś. - dodała po krótkiej chwili.

Udaliście się w kierunku wioski. Zajęło wam to jakieś pół godziny ale wreszcie ją ujrzeliście. Na pewno było tam więcej domów. Część ulic miała drewniane belki wkopane w ziemie, był tam też dom bednarza, tawerna, kościół Aranda i kuźnia. Udaliście się do kościoła gdzie szybko spostrzegliście kapłankę. Najwidoczniej nowicjuszkę. Podeszliście do niej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...