Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

- Dwa... Jedno to już za dużo - syknął, z wolna podnosząc się do siadu, ale wciąż nie otwierając oczu. - Co to za planeta? - zapytał. 

- Nie mam pojęcia - odparł Liv. - Nie mam też pojęcia gdzie iść, bo odczyt z kapsuły jest trochę jakby nieprawidłowy. Sugeruję przenocować w pobliżu kapsuły, a rano zastanowimy się, co dalej. 

- Wniósłbym o podróżowanie nocą, ale wiem, że jestem w mniejszości. Seth usiadł na piachu i wymagał kostkę. Zdjął skórzanego buta z utwardzonymi elementami i dotknął skóry. Westchnął, wyczuwając opuchliznę. 

Na chwilę zapadła cisza przerywana tylko wiatrem. 

- Trzeba pochować Duffa - odezwał się w końcu Kage.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-... Prawda. - Odpowiedziała po chwili Yuri, spoglądając na wrak kapsuły. - Choć nie wiem czy piach to dobre miejsce pochówku. Że też musieliśmy trafić w sam środek pustyni. - Skwintowała udawana ambasadorka, ryjąc teraz czubkiem buta w wspomnianym wcześniej złotym pyle. 

- Dodatkowo nie wiem czy mamy czym kopać. Oraz czy w ogóle mamy cokolwiek przydatnego do przeżycia... Wszystko gorzej niż można by było przypuszczać...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mamy ręce - oznajmił Seth całkiem poważnie. - Jeśli znajdziemy kamienie, dół nie musi być głęboki. Na Quarzite nie ma prawie wcale gleby, wiem o czym mówię. 

Nabrał powietrza w płuca i chwycił strategiczne miejsca nogi. Kostka strzeliła nieprzyjemnie, a on zgiął się wpół i widać z trudem powstrzymywał mdłości. 

Liv wszedł z powrotem do kapsuły i wyciągnął Duffa. 

- Między skałami - podjął znowu Seth - znajdziemy schronienie. Więc lepiej tam idźmy - rzekł i wstał. Oczy mu łzawiły, chociaż miał je nadal zamknięte. 

- Dasz radę iść, Yuri? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Yu odwróciła od Setha wzrok, bynajmniej nie chcąc widzieć jak.biedak sobie nastawia kostkę. Przerażający dla niej widok, szczególnie że bała się trochę kości oraz złamań. Ot, taka wrodzona cecha.

- Liveroy,  byłbyś w stanie wspiąć się na kapsułę i rozejrzeć po okolicy? Zawsze to dodatkowe kilka metrów w górę... A ci do chodzenia, jeżeli Ty jesteś chodzić z tą kostką, to ja tym bardziej z małą raną. - Uśmiechnęła się smutno, choć trudno to było zauważyć gdy stała odwrócona.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No, to idziemy - oznajmił Liv, z trudem dźwigając martwego kompana. Bezwładne ciało wydawało się być cięższe niż ciało żywej osoby. 

Upłynęło sporo czasu, nim w końcu się zatrzymali aby zająć dogodne miejsce wśród skał. Znalazła się nawet malutka grota, odpowiednią by trójka ludzi mogła w niej przenocować i niezamieszkana. 

Liv wszedł na kapsułę, ale tym co zobaczył był piach, skały, piach i piach. Seth natomiast pozbierał z kapsuły potrzebne rzeczy i wpakował do plecaków które znalazł w środku. Była woda i suszone papki energetyczne, a nawet apteczka. Ograbił także z części wrak DD, który mocno ucierpiał w kraksie z ziemią. 

A teraz stali nad kopcem kamieni pod którym spoczęło ciało Duffa. Liv westchnął ciężko. Wykopanie nawet wąskiego rowu było nie lada wyzwaniem, nie mówiąc już o znoszeniu kamieni.

Słońce zdążyło zajść ku uldze Setha. Okazało się że jego oczy nie są przystosowane do światła dnia, więc część drogi przeszedł na ślepo, potykając się i klnąc. Yuri doskwierał pulsujący ból w nodze, nawet po lekach przeciwbólowych i tylko Liv nic nie mówił. Aż do teraz. 

- Duff, uratowałeś nas. Jesteśmy ci wdzięczni i z pewnością zapamiętamy twoją odwagę. Zapamiętamy ciebie i twoje poświęcenie. Teraz możesz sobie beztrosko gdzieś balować, chłopie - powiedział i odchrząknął. Spojrzał na Yuri pytająco. 

- Twoja kolej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ranna czy nie, ruszyć się było trzeba. Dojście w jedno miejsce było katorgą - kopanie rowu dla zmarłego było jeszcze gorsze. Ale kamienie już były dla niej sporą przesadą,  zwłaszcza gdy jej siła fizyczna była i tak nikła bez nadszarpnięcia zdrowia.

Co prawda ból dawał się we znaki, ale... Po jakimś czasie idzie się przyzwyczaić. Nie było w ranie noża, do to najważniejsze. A leki w teorii pomagały, choć brała je niechętnie.

 

... Teraz spoglądała w ciszy na grób swojego towarzyszą broni, milcząc dłuższą chwilę po wypowiedzi Liva. Trzymała w dłoniach hełm nieszczęśnika, a oczy nabierały się łzami poraz kolejny. Bynajmniej niecodzienny widok, Zwłaszcza że szturmowcy raczej nie są przystosowani do ukazywania tak dużych uczuć.

- Jedyne co mogę powiedzieć.. - Siorbnęła nosem -... To to że jest mi przykro. Oddałeś za mnie... Życie... Nawet jeżeli niezbyt zdając sobie z tego sprawę w pierwszej chwili... 

Znowu nastała chwila ciszy, Yu walczyła z samą sobą by nie dać żadej kropelce uciec. 

-... Będzie mi Ciebie brakować, Duffi. Byłeś... Jedną z najmilszych osób jakie dane było mi znać. Zachowam twój hełm... Dla rodziny. Wiem że chciałbyś ich spotkać.. Jak każde z nas... Przynajmniej będą mieli świadomość że byli z Ciebie ludzie.

Następnie, trochę na wyrost, trochę zbyt emocjonalnie, zasalutowała grobowi. Jej twarz była pogrążona w wielkim smutku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Liv z wahaniem podszedł do Yuri i w ramach wsparcia objął ją ramieniem. W jego oczach też błyszczały łzy, chociaż twarz pozostała niezmieniona. 

- Seth? - zapytał Liv i spojrzał na Kage, który stał po przeciwnej stronie prowizorycznego grobu i wyglądał bardzo smętnie. Jakby ulewa złapała wyjątkowo wielkie, czarne ptaszysko. Jako że zapadła noc, w końcu mógł sobie pozwolić na otwarte oczy. 

Nabrał powietrza w płuca. 

- Zobowiązuje się oddać to, co od ciebie otrzymałem. A kiedy się spotkamy, co przy dobrych wiatrach nastąpi za pięćdziesiąt, osiemdziesiąt lat, powiem ci, czy było warto - powiedział i sypnął na grób garścią piachu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

I ponownie nastała cisza. Długa, przynajmniej od strony Yu. Nie zareagowała ma obejmującego ją szturmowca, ani nie chciała nawet pytać co dokładnie Kage od niego otrzymał. Być może również chodziło o własne życie. Kto wie?

 

Pogrążona w zadumie, trochę niczym zagubiona dziewczynka we mgle, wpatrywała się w hełm kolegi, trzymając go przy brzuchu trzęsącymi się z lekka rękoma.

- No. - Rzuciła w końcu cichu, spoglądając w górę. - Zrobiło się późno. Czas spocząć, panowie... Jutro czeka mas ciężki dzień.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Oby nie ostatni - stwierdził Liv i ciężko ruszył w stronę kryjówki. 

- Rozpaliłbym ogień, ale musielibyśmy czymś go zakryć, a nie widzę tu żadnych gałęzi. Mamy koce termiczne i to musi wystarczyć. Obejmę pierwszą wartę - zaproponował. 

W oddali rozległo się wycie jakiegoś nocnego stworzenia.

Temperatura diametralnie spadła i w pewnym momencie nawet koc wydawał się być niewystarczający. Ale senność i zmęczenie dawały się we znaki, więc jedyną opcją było zaśnięcie, a wcześniej spożycie skromnej kolacji. 

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Obudź mnie jako następną. - Rzuciła Yu w odpowiedzi. A teraz - sen.

Nie przejmowała się chłodem, czy skromną racją. Ani bólem, ani wyjącymi stworzeniami. Nie przejmowała się aktualnie niczym, leżała tylko przygnębiona, zawinięta w koc i odwrócona do ściany, pogrążona w myślach. Albo płytkim śnie... Jedno z dwóch, sama nawet nie była pewna swojego stanu. 

Zostało jej tylko  spokojnie czekać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sen przyszedł, ale płytki i przerywany. 

Następna pobudka odbyła się bez udziału Setha, którego z niewiadomych przyczyn nigdzie nie było. Liv leżał na ziemi, pod kocem i jeden element się nie zgadzał. 

Płonęło ognisko, oddzielając małą grotę od ciemności za nią. 

A na kamieniu przy ognisku przycupnęła postać, którą z początku Yuri zinterpretowała jako górę materiałów i szmat, a która okazała się być postacią w brązowych i beżowych szatach. 

Postać była człowiekiem o skórze o wiele ciemniejszej od skóry Yuri. Łysym mężczyzną o bystrym, ciemnookim spojrzeniu i wysokim czole, który swobodnie opierał się plecami o ścianę jaskini i trzymał w ognisku patyk. Skąd wziął patyk. 

- Zły sen? - zapytał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna uniosła się ciężko, po raz kolejny posługując się łokciem. Spojrzała zmrużonymi oczyma na ognisko - nie lubiła ich ze względu na fakt że bolały ją oczy od patrzenie na nie. Ot, suszyły gałki mimo wszystko.

Pytanie było trochę niespodziewane, Yuri jednak nie wyglądała na zmartwioną czy zdziwioną. Zasadniczo to miała dosyć... Zaciekawiony wyraz twarzy, powiedzmy.

- Żeby tylko sen - odpowiedziała odkrywając się lekko. Ucisnęła bandaż na udzie, krzywiąc się lekko z bólu. 

- Ostatnie dni aż się proszą o samobójstwo. Ale zaraz się okaże, że zamiast siebie trafię kogoś obok.

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

- O, nie narzekaj. Mieliście więcej szczęścia niż osiemnastu innych ludzi. Plus ambasador i ten biedny dwutwarzowiec z pociągu - odparł, wygodnie rozsiadając się na kamieniu i patrząc w ognisko. Mężczyzna rzucił patyk do ognia i patrzył jak płonie. Migotliwe światło ognia zaznaczało lekkie zmarszczki na jego twarzy. Był w średnim wieku, a jego oblicze było spokojne, choć pogrążone w zadumie. 

- Dodatkowo kapsuła spadła na tyle szczęśliwie, że w ciągu dwóch dni dojdziecie do miasta. Jeśli znacie kierunek, a znacie - dodał pogodnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Oho, znalazł się mędrzec. Albo wie wszystko od Setha, albo choleryk szósty zmysł ma. Zaraz się okaże że Deż... Je... Ugh, będzie wymachiwał mieczem swietlnym. " - Oczywiście wszystko było powiedziane w myślach, Yu udało się tylko wydobyć z siebie ciche westchnienie. Okryła się bardziej resztkami górnej części szaty - Nawet porwana, jeszcze do zakrycia ciała się nadawała.

Spojrzała ponownie na człowieka, pochylając się w jego stronę z lekka. 

- Misja została wykonana. To najważniejsze - acz by być szczerą, wolałabym jednak siedzieć i grać z chłopakami w karty. Cóż, został mi tylko ten tutaj. - Wskazała ruchem głowy na śpiącego Liva - Nawet pancerzu nie mam. Odczuwam... Dziwną nagość.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jasne. Jeśli wasza nowa wersja Imperium Galaktycznego nie odkryje zamieszania które odwaliliście. Potem z pewnością wszystko naprawią, chociaż, jeśli chcesz znać moje zdanie, w co szczerze wątpię, ta umowa z Kage całkiem im się przyda - rzucił. - Śmiałbym się, jeśli to by ostatecznie wyszło. Jedna z najbardziej bezczelnych akcji jakie miałem możliwość oglądać - rzucił. Wstał z kamienia i otrzepał szaty. Wyglądał jak pustelnik i całkiem możliwe, że nim był. 

- Chodź. Pokażę ci, jak masz dojść do miasta. I zalecałbym podróżowanie nocą. Decyzja o nierozpalaniu ogniska była dobrą decyzją, bo gdybyście je rozpalili, znaleźliby was ludzie pustyni. No, ruchy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Hej, coś zrobić trzeba było. Nadal się zastanawiam czy jednak nie powinnam Setha zastrzelić gdy miałam szansę. - Odpowiedziała, wstając zaraz ze swojego legowiska. Ruszyła powoli w stronę lekko podstarzałego człowieka, próbując oszczędzać ranną nogę.

- Zamiast niego mam na liczniku sześciu szturmowców. Siedmiu, licząc poświęcenie Duffa. - Westchnęła cicho raz jeszcze, rzucając spojrzenie na grób Przyjaciela

- Mogę zapytać skąd wie... To jest, proszę wybaczyć bezczelność, skąd Pan wie o wydarzeniach minionych dni? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Będziesz miała kilka godzin na zastanowienie kiedy już wymienicie się wartami. I na działanie. - Mrugnął do niej, wychodząc na nocny chłód. Nie bolała ją noga, a grobu nie było. 

- Dobre pytanie - stwierdził i wyjął zza pasa miecz świetlny. Ten sam miecz, który teraz należał do Setha. Na potwierdzenie tego wysunął fioletowe ostrze i niemal od razu je schował, uśmiechając się łobuzersko. - Wygląda na to, że ktoś was nawiedza. Ktoś, kto kiedyś zrobił ten miecz świetlny. Reszta wyjaśnień za chwilę, teraz uważaj. Patrzysz w górę - poinstruował. - Ten świetlny punkt to planeta Utaruun. Zaraz nad nią znajduje się gwiazdozbiór Wąż. Widzisz? Cztery gwiazdy. Na lewo od Węża jest Okulus. Okulus wskazuje zawsze północ, a wy musicie iść właśnie na północ. Zapamiętasz? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Coś było mocno nie tak. Zbyt mocno. Sen na jawie? Wizja? Wizja z możliwością kontroli zdarzeń? Yu najwidoczniej miała już chyba dosyć całej tej sytuacji, niestety, jedyne.co mogła zrobić to grzecznie słuchać duchowego przewodnika. 

... W przekonaniu o dziwnej wizji utwierdził ją fakt rozpalonego ogniska. Sam per "przewodnik duchowy" powiedział że nie rozpalanie ogniska było dobrym pomysłem. Na cholerę by się zatem paliło.

 

... Najwidoczniej istniały rzeczy których szturmowiec po przejściach ogarnąć nie potrafi.

 

Robiąc sobie szybką notkę w głowie, Yu patrzyła na gwiazdy uważnie. 

- Planeta, czwórka w górę, lewo. Zapamiętam. - Odpowiedziała, siadając na pobliskim kamieniu. 

-... Czym zasłużyłam sobię na tą wizytację?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Zawsze musi być jakiś powód? - zapytał, wracając z wolna. - Ot, uznajmy, że jesteście sympatyczni. Albo że stary pierdoła z nieistniejącej sekty martwy od dobrych kilku lat postanowił wetknąć swoje łapy w losy Galaktyki. Swoją drogą, Najwyższy Porządek powinien chyba popracować nad lojalnością żołnierzy. Uwierzysz, że przez jednego z nich wybuchła kolejna Gwiazda Śmierci? Mam wrażenie, że wszystko to już widziałem - powiedział, wracając na wierny kamień Setha wciąż nigdzie nie było, a Liv ciągle spał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jako to... Wybuchła...?! - W jej głosie było słychać nutkę załamania i desperacji. Oraz bezradności. Stłumiony krzyk, który w końcu okazał się szeptem.

 

- Tin... Ugh, moja towarzyszka treningów tam stacjonowała... - Westchnęła ciężko, kopiąc w pobliski kamień. Ten uderzył o inny i upadł na piach, zamierając. 

- Cholera, wszyscy wokół umierają... Była serdeczna, biedna. Powiedz mi, uratował się ktoś stamtąd? 

 

Zajęła miejsce przed nie.aż.tak starym starcem,  spoglądając na swoje buty. Nawet te były ambasadorskie... Niezbyt przystosowane do łażenia po piachu. 

 

-... Tak teraz pomyśleć, to skoro jeden się zbuntował i zniszczył całą stację bojową... Sama również jestem swoistą buntowniczką... Myślisz że dużo jest takich jak ja?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Skoro jeden był w stanie doprowadzić do zniszczenia stacji bojowej wielkości planety, pomyśl co może zrobić trzech - odparł. - Moc budzi się w każdym. Żołnierze nie są już klonami i to najlepsza i najgorsza decyzja Imperium. Nie ma już Jedi, więc może tym razem nabroją inni? - zapytał. - A może wcale nie? Może nie wszyscy muszą brać udział w kolejnej wojnie i może w końcu Galaktyka na dobre ugnie kark przed Imperium? Zobaczymy, wszystko w swoim czasie. Jeśli zaś o czasie mowa... To czas na mnie. Powiedz żółtookiemu żeby rozkręcił miecz, bo kryształ się przemieścił. Nie mam pojęcia, jak daje radę takim walczyć. Dobrej nocy, Yuri. 

I ruszył ku wyjściu, uprzednio rzucając jej jeszcze uśmiech. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Huh... Przebudzenie mocy i takie tam. A Wszyscy się upierali że moc jest wymysłem. - Yu zaśmiała się.cicho pod nosem, kręcąc głową na boki. - Dziękuję za rady i rozmowę... Właśnie, nie wiem jak masz na imię! - Rzuciła zaraz, zainteresowana jak jej rozmówca się nazywał. Albo przynajmniej jak się do.niego zwracać. Mimo wszystko, przydałoby się mieć chociaż nikłą świadomość z kim się rozmawia. 

... Została również jeszcze jedna kwestia którą Yu musiała rozwinąć 

- I czy... Spotkaliśmy się kiedykolwiek? Albo inaczej - Widziałam Cię kiedykolwiek? Nikomu nie powiem że odwiedził mnie - zakładam - martwy Mistrz Jedi czy jak ich tam zwał, bowiem uznali by mnie za jeszcze większą wariatkę, ale... Tak z ciekawości wolę wiedzieć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie sądzę żeby to ci się do czegoś przydało, bo nie istnieje już nikt, kto by mnie pamiętał, a Imperium postarało się o zniekształcenie wiedzy o Jedi, aż w końcu został tylko mit.  I nie wszyscy sądzą, że Moc jest wymysłem. Gdybyś na przykład zapytała generałów Najwyższego Porządku, wiedziałabyś, że wiedzą o istnieniu Mocy. I z pewnością nie są z tego powodu zadowoleni, chociaż może lepiej nie pytać będąc na twoim miejscu - rzekł. - Odpowiadając na kolejne pytania, nigdy mnie nie widziałaś. Jestem w końcu martwy od dobrych kilkudziesięciu lat. Chociaż ja widziałem ciebie, jak dobrze sobie przypomnę. Raczej nie wyróżniałaś się wtedy z tłumu, muszę pochwalić za zmianę na lepsze, trochę indywidualności przydaje się każdemu - powiedział, gestykulując. 

- A nazywam się Mace Windu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mace... Windu.. - Yu spojrzała na dół, miziając się teraz  po podbródku. Imię łudząco jej znajome, choć była pewna że nie zna nikogo o tym imieniu. W każdym razie, wyglądało na to że Yu znalazła sobie nowy obiekt zainteresowań. Mimo wszystko, odwiedził ją od dawna już martwy Jedi - to było raczej dosyć niespotykane. 

- Ostatnie pytanie... - Zaczęła Yu, unosząc głowę raz jeszcze w stronę ciemnoskórego mistrza. - Zamierzasz mnie jeszcze dowiedzieć? Czy... Może jesteś obok cały czas? 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jeśli chcesz mojej wizyty, to może kiedyś jeszcze wpadnę - odparł, nie opowiadając na pytanie o obecność. - Formalnie jestem wszędzie tam, gdzie Moc. Odpowiedz sobie sama teraz, kiedy już zaczęłaś myśleć. 

I wyszedł, uprzednio zostawiając miecz świetlny przy wejściu do groty.

Przez chwilę było ciemno, a potem wrócił ból nogi i po ustąpieniu mroczków przed oczami i uporczywego pieczenia pod powiekami. Miała suche gardło.

Nie było już ogniska, tylko chłód i koce termiczne. Seth siedział skulony przy wejściu, a Liv spał dokładnie tam, gdzie we śnie. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...