Recommended Posts

Spoiler

mountains_by_sandara-d5sizdc.jpg

 

Freljord. 

Mroźne pustkowia obfitujące w śnieg, lód i skały. Miejsce nieprzyjazne równie jak jego mieszkańcy - przynajmniej z zewnątrz. Miejsce niebezpieczne, bo nękane wojną między plemionami. Jakże łatwo byłoby, gdyby połączyli siły.

Przez strome zbocze brnie wątła sylwetka smagana powiewami wiatru niosącego drobinki lodu. Może i czułby ich dotyk, gdyby nie to, że jest to już kolejna godzina marszu Noxianina w ujemnej temperaturze. Nie czuje już nic na twarzy. 

Nogi grzęzną w załamującej się lodowej pokrywie na stoku. Z wolna traci siły i zdaje sobie sprawę, że samotna wyprawa nie była dobrym pomysłem. 

I wtem widzi łunę świetlną unoszącą się nad przełęczą. Ciepłe światło, ledwie widoczne, ale rozgrzewające serce nadzieją. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czy to miał być koniec? Zamarznięcie tutaj? W głębi duszy Gassot przeklinał dzień w którym wybrał drogę podróżnika. Ale jednak... wiedział, że jak padnie teraz... nikt nie będzie w stanie tak po prostu zatrzymać tego co miało się stać... Ale czy on wiedział co ma się stać? 
Używając swojego miecza jako podpory i laski do chodzenia robił zmęczone kroki wiedząc, że nie może się zatrzymać. Jakby to zrobił, już by nie ruszył. Grzęznąc i prawie wywracając się po raz kolejny, z trudem utrzymując resztki woli do kroczenia naprzód. Potrzymał się mieczem i wznowił krok. 
W tym momencie poczuł się jakby właśnie spłynęła na niego łaska każdego z bogów Valoranu, prawdziwych, nie prawdziwych, nie ważne. Poczuł się jakby ktoś go właśnie ocalił. Ciepłe światło sprawiło, że jego oczy, gdyby nie były całkowicie zmrożone, zaszły by łzami szczęścia. Ruszył z siłą którą nie spodziewał się, że miał w kierunku łuny. Miał tylko nadzieje, że do niej dotrze. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dystans nie był duży, a wkrótce już zmęczone oczy młodego mężczyzny zaczęły rozpoznawać kształty. 

Miał przed sobą małą, górską osadę składającą się z paru stłoczonych ciasno chat. W paru z nich świeciły się światła, zachęcając go do dalszej podróży. Ale siły szybko się skończyły, a dystans, choć niewielki, bo mogło to być ledwie paręset metrów, z perspektywy zmarzniętego wędrowca był nie lada wyzwaniem. 

Będąc już dosyć blisko nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa. I wówczas ujrzał, jak drzwi jednej z chat się otwierają i wychodzi z nich jakaś postać, której szczegóły były niemożliwe do zobaczenia z tego dystansu. Postać go nie zauważyła. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gdy siła znikała a kroki powoli stawały się coraz wolniejsze, nawet wolniejsze niż wcześniej, a utrzymanie pionu było już praktycznie możliwe tylko dzięki posiadaniu miecza, używanego jak laski. 

Powoli idąc, starając się wyłapać więcej szczegółów sylwetki, jednocześnie próbując nie zatonąć w śniegu. Krok za krokiem Noxianin parł naprzóad zbierając po chwili powietrze w płucach, jednak pierwsza próba zawołania czegoś okazała się być bezsensowna. Dopiero za drugim razem udało mu się zawołać "Hej, tutaj!". Jednak wciąż chyba niedostatecznie głośno, więc próbował tak długo aż sylwetka nie zareaguje. Albo on nie straci sił. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nogi stały się zbyt ciężkie nie tylko by iść, ale i by utrzymać korpus. I nawet wielki miecz nie pomógł w utrzymaniu równowagi. 

Noxianin upadł, ale nie stracił przytomności, a sylwetka gwałtownie się odwróciła i zaczęła się powiększać. Ktoś usłyszał mężczyznę. 

Ale nim wybawca zbliżył się do niego, zapadły ciemności - organizm mężczyzny był przemęczony i zwyczajnie się zbuntował.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Napływający brak sił i ciemność przed oczami nie pozwoliły w sumie na wiele, poza ostatnim chwytem jelca miecza, podczas powolnego osuwania się na kolana i przyjrzenia się czy postać na pewno nadchodzi nie było nic co zdołałby jeszcze zrobić. Temu też szybko padł, mając w głębi duszy nadzieje, na to, że przetrwa. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kiedy się obudził, wciąż czuł chłód i uporczywe szczypanie twarzy. Pierwsza z informacji które dotarły do mężczyzny wnosiła, że żyje. Druga z kolei świadczyła o tym, że nabawił się odmrożeń. 

Leżał na miękkim łożu, na odrobinę gryzącym materiale, przykryty skórami. Migoczące światło uzmysłowiło Noxianinowi, że niedaleko pali się ogień. Zero wiatru, zero lodu, zero ostrego śniegu. Był bezpieczny.

Skrzypnęły drzwi i rozległy się kroki. Oczy młodego mężczyzny wyłapały pulchną, młodą kobietę w tradycyjnej, wiejskiej sukni, która niosła tacę z parującą miską.

- Żyjemy? - zapytała.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Noxianin raz jeszcze poczuł się jakby ktoś go pobłogosławił. 

Przetrwał, ktoś go znalazł. Nawet odmrożenia aż tak mu nie przeszkadzały. Znaczy bolały ale miał wrażenie, że było to tylko trochę nieprzyjemne. Cieszył się tylko, że żył. 

Odetchnął z ulgą, gapiąc się w sufit. 

Wtedy też wkroczyła kobieta na którą spojrzał słabym wzrokiem. 

- Tak. Dziękuje bardzo - odezwał się niezbyt głośno. Nie miał zbytnio sił. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Aż dziw, że dopiero po chwili przyszedł ból ręki. Złamanej ręki. 

Pojawił się, kiedy już wszystkie elementy rzeczywistości dotarły do umysłu Noxianina. Kobieta postawiła drewnianą tackę na półce obok łóżka. 

- Niech to, Noxianin! - zauważyła, nie siląc się na emocje. - Niech zgadnę... Dezerter? Zbieg? Dobrześ trafił, tu nikt cię nie znajdzie. To sam koniec świata, tylko śnieg i góry, góry i śnieg - stwierdziła bez entuzjazmu. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gassot zdziwił się gdy kobieta bezbłędnie odgadła, że był Noxianinem. Ciekawiło go jak to wywnioskowała, jego akcent był aż tak oczywisty? Nie miał mundury, chociaż faktycznie czerń i czerwień dominowała w jego stroju. 

Może po prostu o to zapyta. Opierając się o lewą, nie złamaną ręke, spróbował podnieść się do siadu. 

- Fakt... Jestem z Noxus. Ale nie jestem zbiegiem. Po prostu szukam czegoś - powiedział, jakby chcąc uniknąć powiązania z wojskiem. - Tak łatwo zauważyć, że jestem z Noxus? Czy po prostu nie jestem pierwszy?- zapytał zaciekawiony. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Nie mamy tu często gości, a Noxianie nie ciągną do Freljordu. Ale znam ten akcent. Brzmicie jakbyście szczekali - odparła kobieta, niespecjalnie przejmując się faktem, że mogła urazić mężczyznę. - Jak ci na imię? - zapytała, splatając pulchne ręce na biuście. 

Napar w kubku miał mocny, korzenny, mdlący aromat. Nie zachęcał szczególnie do picia, ale drapiące gardło Noxianina przekonywało, że w istocie warto to jednak zrobić. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gassot zaśmiał się cicho na stwierdzenie o akcencie przypominającym szczekanie. 

- Ta, może trochę - rzucił w odpowiedzi po czym zerknął na napar. Nie pachniał zbyt przyjemnie, ale ziołowe leki były na ogół skuteczne. A przynajmniej te na gardło. Chwycił kubek, delikatnie, lewą ręką, używając też kilku palców prawej. 

- Jestem Gassot, Gassot Vasari tak dokładniej. A ty? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Wypij szybko. Musisz prędko wyzdrowieć i zabrać Noxiański zad w troki. Nie chcemy tu kłopotów, a kłopoty potrafią dotrzeć nawet w tak niedostępne miejsca jak to. A ja jestem Hiel. Akcent na "i". Powiem twojemu wybawicielowi, że wróciłeś do żywych - odparła, zabrała kubek gdy Gassot już wychylił zawartość i wyszła, nie siląc się na delikatne zamknięcie drzwi. 

Chwilę później mężczyzna usłyszał ciężkie kroki na schodach, a zaraz potem drzwi rozwarły się i stanął w nich uosobiony blask. 

Postać była muskularna i dosyć potężna. Chociaż w pomieszczeniu nie było wiatru, włosy wojownika powiewały brązową falą. Miał kwadratową szczękę i twarz, która mogłaby figurować na masie magazynów modowych, albo na popiersiach legendarnych bohaterów. Jego ubranie było niebieskie i do kompletu brakowało tylko chórów niebiańskich. 

- A więc już się obudziłeś - zauważył błyskotliwie niskim, seksownym głosem. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie zdziwił go brak przychylności ze strony Hiel, Noxianie nie cieszą się dobrą sławą. Ale ciekawiło go, kto go tu przyniósł. 

Tego jednak się nie spodziewał... 

Istotnie, było to uosobienie blasku. Aż trudno było oderwać wzrok od tego zaiste bajecznego człowieka. Otwierając usta w lekkim szoku Gassot przyjrzał się osobnikowi dokładnie skupiając część uwagi na falujących włosach. Pojęcia nie miał jak to się działo. 

Pokręcił lekko głową i odchrząknął. 

- Ta, wstałem. Czyli to ty... Mnie znalazłeś tak? - zapytał niepewnie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Znalazłeś się sam, mój drogi - odpowiedział. Z jakiegoś względu "mój drogi" w tych ustach brzmiało nadzwyczaj... Interesująco. 

- Ja tylko cię tu przyniosłem - dodał i z bajecznym uśmiechem zbliżył się do łóżka, wyciągając potężną, aczkolwiek zadbaną jak sam właściciel dłoń. 

- Sir Taric, do usług. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Sir Taric? Gassot słyszał to imię i to nie raz. 

- Tarcza Valoranu we własnej osobie? - zapytał i spojrzawszy na dłoń mężczyzny podał mu swoją, lewą. - Wybacz, ale prawa jest złamana - burknął tylko. Nie chciał ujść za niewychowanego, zwłaszcza przy kimś takim. Zaraz potem odchrząknął - Gassot Vasari. Niestety nie Sir - uśmiechnął się lekko. - powiedz Sir Taricu, nie miałem może przy sobie miecza? - zapytał. 

Edytowano przez Mephisto The Undying

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Jest na dole, bezpieczny. Ty również, ale przestrzegam cię: nie należy nadwerężać gościnności tubylców. Zdaje się, że są dosyć chłodni - stwierdził, a akcent położony na ostatnie słowo i zniewalający uśmiech miały podkreślić wybitny żart sytuacyjny. - Zdrowiej więc, obiecałem, że szybko opuścimy to miejsce. Nim wyjdę, zdradź mi swoje imię i cel podróży - poprosił, ale pytanie brzmiało niemal jak łaska. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mężczyzna kiwnął na potwierdzenie głową. Dobrze, że chociaż miecza nie strcił. 

- Nie miałem zamiaru zostać tu długo. Szukam pewnej istoty, która żyje gdzieś w górach Frejlordu. A nazywam się Gassot Vasari - odezwał się, chciał dodać, że ludzie tutaj mogą go też nie lubić za to, że jest Noxianinem, ale zrezygnował. Wolał ukrywać swoją tożsamość. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Lissandry, lodowej wiedźmy? Na mą duszę, też jej szukam! A to oznacza nic innego jak to, że jej koniec jest bliski - stwierdził, kiwając z uznaniem głową. - Możemy w takim razie wyruszyć razem! Chwała należy się każdemu, tym bardziej z tak wątłym ciałem jak twoje - dodał, bynajmniej nie obraźliwym tonem. - Niech mnie, późno już. Nadchodzi zmrok, a mnie przyda się nieco snu. Odpoczywaj, dzielny Gassocie! Niedługo trzeba wyruszać. Lodowe wiedźmy nie należą do cierpliwych! - rzucił i odmaszerował dumnie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gassot chciał dodać, że wcale nie chodzi o Lissandrę. Ale szybko padło stwierdzenie o wątłości jego ciała które nieco go uraziło. Nie należał przecież do najmniejszych... No ale fakt, przy Taricu wyglądał biednie. 

- Ty też - rzucił tylko. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Noc nie obfitowała w dobry sen.

Gassot gorączkował. Najpierw było mu za gorąco i pocił się niesamowicie, a chwilę później miał wrażenie, że zamarza. Sen był płytki i przerywany, aż do momentu w nocy, kiedy to poczuł faktycznie chłód. Z otwartych okiennic.

Coś dmuchnęło, rozległo się leciutkie "pyk" i na twarzy Noxianina wylądowała chmura fioletowego brokatu pochodzenia małej postaci siedzącej na parapecie. Światła nie było, bo ogień wygasł, a więc mężczyzna mógł widzieć tylko zarys rozczochranego kształtu na tle gwieździstego nieba.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Sen najprzyjemniejszy nie był, ale gorzej było gdy ktoś bezczelnie otworzył okno i nasypał mu brokat na twarz. 

Gassot podniósł się zgoła niechętnie i zerknął na okno, brak broni go martwił. 

- Kto tam? - zapytał tylko. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Nikt. Hipopotam. Struś. Dzięcioł. Lubisz dzięcioły? - zapytał wysoki, piskliwy głosik. Postać na parapecie na pewno nie miała na sobie żadnego stosownego do warunków pogodowych ubrania i na pewno jej to nie przeszkadzało. Pomachała nogami jakby miała w sobie zbyt dużo energii. - Co zrobiłeś sobie w rękę? I w twarz? Wygląda jakby ktoś cię obrzucił brokatem. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wpierw tarcza Valoranu zaszczyciła go swoją bajeczną obecnością a teraz to? Czy on Umarł a to były zwidy pośmiertne? 

- Rękę złamałem, a twarz... Ktoś wleciał przez okno w środku nocy i mnie nim obrzucił, a dzięcioły są mi obojętnie - rzucił wpatrując się w osobę - Możesz zamknąć to okno? Chcę szybko wyzdrowieć i odejść - dodał. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Hmmm... - Po tym wstępie wiadomo było, że okno nieprędko zostanie zamknięte. Postać przechyliła się, żeby zaraz potem szybkim ruchem przewrócić się na plecy, oprzeć o okiennicę i w tej luźnej pozycji myśleć nad wykonaniem prośby Noxianina. Włosy dziewczynki, bo postać z pewnością była dziewczynką, falowały łagodnie i wydawało się, że bije od nich jakieś nienaturalne światło zmieniające stale barwę. 

- A co dostaję w zamian? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się