Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Sam Vasco nie zdawał się nawet próbować ukryć, jedyne co zrobił to przykucnął na krawędzi z zaciekawieniem obserwując to co się działo. Nawet jeśli czuł niepokój, fascynacja w pewnym sensie była na tyle silna, że jeszcze nie uciekł. Nawet jeśli roślina była inwazyjna. Chciał dowiedzieć się więcej. Do tego to, co z rośliną się działo. Był zafascynowany, ale gotowy zbiec w dowolnym momencie. Jak zawsze zresztą. 

Na razie jednak gapił się na kobietę, starając się ocenić jej cechy. 

- Hej, żyjesz? - zapytał po chwili. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hybryda człowieka i rośliny otworzyła lekko oczy i wbiła je w Vasco. To nie było nic przyjemnego, choć żółte, upiorne ślepia nie wyglądały chwilowo na groźne, a przebijało przez nie zmęczenie. Sama postać była brzydka, bo wyglądała staro i jakby była w początkowej fazie procesu mumifikacji. Kremowa skóra opinała kości i chociaż wszystko to wyglądało groźnie w otoczeniu roślinnych pnączy atakujących środowisko, kobieta w epicentrum dziwacznego zjawiska wyglądała po prostu jak staruszka, którą spotkało coś paskudnego. 

Otwarła lekko usta, ale wydobył się z nich jedynie niezrozumiały gwizd, a potem ciężkie westchnienie. 

- Umiera? - szepnęła Taliyah. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Vasco zerknął na Taliyiię i wzruszył ramionami. Potem raz jeszcze skupił wzrok na postaci. Nie wiedział co stanie się dalej, ale liczył na to, że uda się to rozwiązać pokojowo, nie chciał walczyć, a jak już, wolałbym po prostu zwiać. 

- Co ci się stało? I dlaczego wszędzie są te pnącza? - zapytał, licząc na to, że tym razem coś mu odpowie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wchodząca w proces mumifikacji postać znowu spróbowała odpowiedzieć, ale głos ugrzązł jej w gardle tak jak poprzednio i znów jedyne co wydobyło jej się z ust było tylko świszczącym, zachrypniętym dźwiękiem. Próbowała odpowiedzieć, ale nie była w stanie. 

- Czy dobrym rozwiązaniem jest pomoc jej? - zapytała szeptem Taliyah. W tym momencie istota w dziurze zdecydowanie nie była w mocy ani nastroju nikogo atakować. 

- Może to coś co zabiło smoka zaatakowało też ją? - dodała. 

Wydawało się, że decyzja co do dalszych wydarzeń należała w tym momencie do Vasco, który w końcu świetnie znał Ionię i jej środowisko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czy była to litość, czy słabość, Vasco ostatecznie tylko wzruszył ramionami. 

- Cóż, wątpię, żeby dała radę zabić smoka, ale nie mogę też powiedzieć czy jest niebezpieczna - zwrócił się do Taliyii. - Sądzę, że powinniśmy ją zostawić - oznajmił podnosząc się ze swojego przykucu. - Wybacz, że ci przeszkodziliśmy - odezwał się do istoty a potem zerknął na Taliyiię. - Ruszajmy 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Istota w dole się nie odezwała, a Taliyah przez chwilę tkwiła w miejscu, czy to z przestrachem, czy ciekawością wpatrując się w dno dziury. 

- Umm... Vasco? - odezwała się z zakłopotanym wyrazem twarzy, zerkając to na młodego Vastaja, to na stwora. - A gdyby tak jej pomóc? Ona chyba stara się coś powiedzieć. Nie wiem czy dobrze rozumuję, ale w moich stronach jak ktoś tak wygląda to zazwyczaj potrzebuje wody... To znaczy w moich stronach może nie, bo tacy co tak wyglądają są martwi od paru tysięcy lat, ale ostatecznie ona wygląda jak roślina - dokończyła, wstając z pozycji leżącej, ale nie ruszając się z miejsca. Czekała na werdykt przewodnika. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Vasko podrapał się po podbródku w wyrazie zamyślenia. Mrucząc jednocześnie pod nosem "woda, woda".

- Tu chyba trzeba by trochę tej wody więcej, ale najbliższe źródło jest w jaskini pod ziemią... - oznajmił. Dalej drapiąc się po brodzie - Do tego dość głęboko. Może, dało by się tam pokierować korzenie, bo nie sądzę, żebym dał radę tam wskoczyć. Oprócz tego, mogę najwyżej zaoferować część tej wody którą mam przy sobie, wtedy mogę spróbować pokierować cię do jaskini - stwierdził sięgając do jednej z wewnętrznych kieszeni i wyjmując manierkę. - Eee... Pijesz normalnie czy korzeniami? - zapytał przykucając przy dziurzę. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Istota o wyglądzie wyschniętej staruszki zwróciła oczy ku Vasco, ale z jej ust po raz kolejny wydobył się jedynie niezrozumiały świst. 

- Jak głęboko jest ta woda? - zapytała towarzyszka, patrząc ze zmartwieniem na umierającego stwora w dole. 

Okazało się jednak, że poszukiwanie źródła nie będzie potrzebne. Chwilę po tym jak woda z manierki zetknęła się z pomarszczonym ciałem, zdarzyło się parę rzeczy. 

Po pierwsze, roślinna postać wzięła głęboki, charczący wdech. Po drugie, korzenie na których stali Vasco i Taliyah zadrżały, a potem nagle zaczęły się poruszać i kurczyć, zmierzając do środka zagłębienia. Zrobiło się niemałe zamieszanie, młody Vastaj stracił orientację pośród wszystkich tych wężowych pędów, które podniosły się z ziemi jak owładnięte szałem. Stracił też z oczu Taliyę i stracił równowagę za sprawą oszalałej rośliny. Ale to wszystko nie trwało długo, bo moment małego kataklizmu minął, ustępując nienaturalnej pustce. 

Taliyah siedziała na ziemi z głową zasłoniętą rękami. Las był znów lasem który znał, choć mógł oszacować, że minie trochę czasu nim pobliskie rośliny wrócą do pełni zdrowia. 

Istota w środku stała w centrum zagłębienia, patrząc żółtymi, nieprzyjemnymi oczami na Vasco. Nie była już stara i pomarszczona. Jej skóra dalej była kremowa, ale pozostałe, roślinne części odżyły, nabierając jaskrawych kolorów. Było w niej coś pięknego, jako że przypominała postać dojrzałej, bardzo atrakcyjnej kobiety, jednakże trzeba byłoby mieć zerowy instynkt samozachowawczy, aby dać się na to nabrać. To nie był człowiek. 

- Ty - odezwała się. Miała dźwięczny, aczkolwiek dość dziwny głos niosący z sobą echo. - Pomogłeś mi. Wyświadczyłeś mi przysługę. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Vasco obserwował cała sytuacje z zaintrygowaniem, próbując ustać. Co było bardzo trudne, nawet jemu było ciężko. Dlatego po całej sytuacji nonszalancko się otrzepał i wyszukał wzrokiem Taliiye. Gdy ją znalazł, wrócił wzrokiem do osoby której pomógł. 

- Zwykłe dziękuje, by wystarczyło. Ale dobra. W każdym razie, miałem nadzieje, że w lesie nie będzie już tych korzeni, bo mam wrażenie, że rozłożyłaś je dość inwazyjnie - stwierdził, starając się utrzymać pewność siebie, jednocześnie gotując się do ucieczki. - Ale teraz możesz mi też odpowiedzieć na pytania. Dwa dokładniej. Czym jesteś? Wyglądasz trochę jak Vastaj, ale roślinny. No i czy wiesz co zabiło smoka tu w okolicy? - zapytał. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Nie jestem Vastajem. Nie do końca wiem, jak powinnam się nazwać - odpowiedziała, ani na chwilę nie tracąc tej dziwnej, prymitywnej pewności siebie. Wykonała okrężny gest nadgarstka i pomiędzy dnem, a krawędzią dziury wyrosły korzenie, po których istota lekko wspięła się, równając się poziomem z Vasco i Taliyą. Teraz dopiero ją zobaczyła, gdy dziewczyna wstała prędko i otrzepała się, próbując przywrócić resztki godności. Przy roślinnej, barwnej i atrakcyjnej "bogini" wyglądała jak szary wróbel. 

- I tobie też jestem winna przysługę, jak się zdaje. Nazywam się Zyra i jestem wdzięczna za ratunek. Możliwe, ale tylko możliwe, że biały gad i ja mieliśmy drobną sprzeczkę - wyjaśniła. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


×