Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Percival już trochę wcześniej zakupił rzeczy potrzebne mu na tą wyprawę, ale mimo to, ostatnie pół godziny spędził upewniając się, że ma wszystko czego potrzebuje. Bo był przesadnie uważną osobą. Nie przeszkadzało mu też poczekanie chwilę dłużej. Chociaż wolał mieć to za sobą w miarę szybko. 

 

Siedząc na grzbiecie jaszczura, Percival od czasu do czasu zerkał do swojego poradnika podróży po Shurimie, głównie w poszukiwaniu czegoś, co odkrywca znalazł już wcześniej. Przedstawił się też Deindarowi. Poza tym, podziwiał krajobrazy. Chociaż na pytanie zerknął na przewoźnika. 

Przez krótką chwilę zastanowił się nad odpowiedzią. 

- Cóż, głównie to przygód i skarbów. Nie jest to może najbardziej unikalny z powodów, ale trudno - wzruszył ramionami. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

5a14d10616988f5fff55367db070e77d.jpg

 

"Dziennik podróżny, dzień drugi. Sykliwą mową, niepodobną mnie do żadnego innego yęzyka, a adekwatną wyelce do nieprzyaznego, pyaskowego otoczenia, towarzysze nomadowie oznaymili mi, że i piekielne istoty spod ziemi o pancerzach i fyoletowej powłoce zwą między innymi xer'sai. Xer'sai mayą królową-matkę, poczwarę Rek'sai, podłą i okazalszą potworę niźli one wszystkie razem wzięte. Rozmyślasz może czytelniku, skąd li mje taka  dygresyi przez xera naszła? Otóż kiedy słońce zaświtało nad pustynią, przyszło nam miyać spaczone za sprawą obrzydłych xer'sai szczątki wioski osiadłych nomadów na oazie. Oczy me uyrzały wyrastayące z piasków zęby pokryte nieziemskim fioletem, walne kolumny nienaturalne, a podłe. Wnet moi dzielni walczerze wycofywać się poczęli, mje nakazuyąc to samo. Szczęśliwem zbiegiem okoliczności, prócz zniszczonych chat, żadna poczwara nas nie napadła. Jakaż siła kryje się za tymi ogromnemi kośćmi dziurawiącemi ziemię? Oto było pierwsze spotkanie Vade'a de Martinequa z dyabelskim tworem zwanem tutaj powszechnie Pustką. Zapamiętaj to, dzielny podróżniku i miej Pustkę na uwadze i w szacunku". 

 

- Eee, myślałem, że naukowiec. Nawet nic nikomu nie opowiem ciekawego, niech to, tylko ci czyściciele ruin - burknął niezadowolony i pognał swojego jaszczurzego stwora, co nieznacznie przyspieszyło jego tempo. 

Na parę godzin przed zachodem słońca natrafili na poprzeplataną dziwną, czarną strukturą skałę. Pod skałą znajdowały się resztki glinianej chaty, rozbite i na wpół zakopane piaskiem. 

Z bliska powykręcana substancja była twarda i błyszcząca. Pod słońce była ciemna, w cieniu mieniła się fioletem. 

- Możecie zobaczyć z bliska - powiedział przewoźnik. 

W szczątkach domu rozerwanego twardymi, zastygłymi mackami leżało parę pozostałych po ludziach bibelotów. Był kawałek zniszczonego, skórzanego paska, parę potłuczonych waz, zasypanych brudnych tkanin, które kiedyś były różnokolorowe. Były też jakieś drewniane opaski o niskiej wartości, zardzewiały nożyk z pękniętą rękojeścią, bandaże i coś, co wyglądało jak kamienna grzechotka z rączką, dwiema metalowymi obrączkami i płaskim kawałkiem czegoś, co przypominało w dotyku muszlę z dziurkami i paroma koralikami na sznurkach. Kiedy się nią trzęsło, wydawała klekoczący i syczący dźwięk. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Respektując ostrzeżenia de Martinequa, Percival stworzył sobie mentalną notkę aby pamiętać o Pustce i kogoś o nią wypytać. Może nawet swojego przewodnika. 

- Cóż, odebrałem edukację, ale nie jestem badaczem per se. Bardziej kimś zainteresowanym w zbieraniu unikalnych obiektów - wyjaśnił. 

Gdy zaś dotarli do dziwną skałę, Demacianin porównał to co znalazł z notkami. Ale po kiwnięciu głową do handlarza, zbliżył się i zaczął obserwować rzeczy, głównie zastygłe macki, uważał je za definitywnie najciekawsze. Oprócz jednego z obiektów, mianowicie dziwnej grzechotki, którą podniósł. Po, wolał nie dotykać macek, ale obejrzał je raz jeszcze i wrócił do woźnicy z zamiarem zapytania o dziwne formacje na skale, macki i grzechotkę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To są ramiona Pustki. W określonych miejscach wychodzą z ziemi, kiedy są głodne. Kiedy ONA jest głodna. Ktoś kto tu mieszkał, pewno nie zdołał uciec. Ale teraz niech już idzie. Im dalej stąd będziemy, tym lepiej. Pustka czasem wypluwa to, co zjadła. Zmienione - poinformował mężczyzna, rzucając Percivalowi znaczące spojrzenie. Wielki gad natomiast nie przejawiał niepokoju swego pana. Było mu zaskakująco wszystko jedno. 

- A to jest... zabawka dziecka, ale z kawałkiem Pustki. To w środku to jest jakby no... To jakby łuska? Kawałek pancerza? Niegroźne już, bo to co było groźne już to straciło. Nie musi się obawiać, może tego dotykać - uspokoił, ale przyjrzał się zabawce, prosząc Percivala, żeby mu ją wręczył. 

- Barachło. Śmieć. Ale nostalgiczny i smutny, jak chce, niech weźmie. Jako suwenir. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mówiąc "ona" masz na myśli Królową Roju Xer'sai? - zapytał Percival zerkając raz jeszcze na macki. Miał nadzieje, że uda mu się uniknąć spotkania z tą istotą. W końcu zarówno jego bezpieczeństwo jak i bezpieczeństwo przewoźnika było mu na rękę. Na razie jednak skupił się na zabawce. - Cóż, jest definitywnie inna niż Demaciańskie - stwierdził obracając ją w rękach. - Ale, może przyda mi się suwenir - wzruszył ramionami i schował ją do torby. W zasadzie nie była mu potrzebna, ale przecież może od czasu do czasu zatrzymać coś nieprzydatnego, prawda? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie, turysto. "Ona" to Pustka. Rek'sai to tylko jedno z jej dzieci. Wielkie i przerażające, ale nic nie jest tak straszne, jak sama Pustka. Ona cała żyje. Ludzie pustyni nie raz składali jej ofiary, aby ją przebłagać, ale czy to coś dało? Nie wiem. Nikt nie wie. Wiadomo, że pożera wszystko co znajdzie na swej drodze, jest ślepa i pewnego dnia, jeśli nie znajdziemy na nią sposobu, pożre całą Shurimę i w następstwie cały świat - odparł Nomad, absolutnie się tym nie przejmując. Albo to co opowiadał było dla niego odległym scenariuszem, albo miał to za legendę. Spojrzał jeszcze na grzechotkę trzymaną przez Percivala i odchrząknął. 

- To bardzo ładnie z twojej strony, turysto. Jakieś dziecko które się nią bawiło... No, pewnie przetrwa pamięć o nim czy tam inne bzdury - stwierdził tonem sugerującym, że to co powiedział jest czymś co powinno się mówić, żeby standardowy turysta poczuł się lepiej i sypnął złotem. 

 

Z początku pustynia i jej krajobrazy są zawsze fascynujące, ale owa fascynacja mija praktycznie zawsze po paru godzinach. Dla obolałych pośladków Percivala, zatrzymanie się na noc wydawało się być prawdziwym powodem do szczęścia. A zatrzymali się pod wielkim łukiem skalnyn, rozbijając prowizoryczny obóz na płaskiej, gładkiej skale. Z jednej strony byli osłonięci, trzy pozostałe mieli na widoku. Nigdzie tutaj nie było widać ramion Pustki, ani żadnych innych jej objawów. 

Były za to gwiazdy, jak zwykle lepsze niż w Demacji. Niebu nad Shurimą dorównywało podobno tylko niebo Freljordu i Targonu i widząc nieboskłon Percivalowi łatwo było w to uwierzyć. 

Zapadł też chłód, z początku przynoszące ulgę, potem z kolei znacznie przesadzony. Zrobiło się naprawdę zimno. 

- Za dwa dni dotrzemy do celu, po drodze planuję jeszcze miejsce-niespodziankę - odezwał się przewodnik, jedząc porcję suszonej wieprzowiny, takiej samej, jaką dostał Percival.

 

HHxDYs7.jpg

 

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

Percival rozważył słowa przewoźnika. Nie myślał raczej nad przedłużeniem wspomnień o kimś, po prostu uznał, że sama zabawka była ciekawą (i darmową) suwenirą. A i napiwek uważał, za niepotrzebny z racji, że naszyjnik pewnie był warty nieco więcej niż po prostu kwestia przewozu. 

Jednak, bardziej zadowoliło, że dowiedział się czegoś o pustce. 

Teraz jednak, skupił się na przeciągnięciu i pozwoleniu pośladkom odpocząć. Przy okazji obserwując gwiazdy. Trzeba przyznać, że nawet gdyby nie cała ta podróż dla zdobycia towarów, to mógłby tu przypłynąć tu dla samego widoku. No dobra, może by tego nie zrobił, bo podróż kosztuje i musi mu się zwrócić, najlepiej wielokrotnie, ale na pewno polecił by komuś przypłynięcie tu. 

- Miejsce niespodziankę? - zapytał zdziwiony, biorąc kęs wieprzowiny. - Brzmi tajemniczo - oznajmił z lekkim entuzjazmem wyczuwalnym w głosie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ruiny znane tylko mnie. Bliskie terenów łownych Rek'sai. Mnóstwo tam puskląt i jej mniejszych braci, ale mój drogi towarzysz... - Tu klepnął śpiącego, pochrapującego gada. -... Jest nieustraszony! Bo bardzo głupi i po prostu się nie boi - wyjaśnił z zadowoleniem. Gdzieś w oddali zabrzmiały pohukiwania jakiegoś nocnego ptaka. 

Na gładkiej skale może nie było zbyt wygodnie, ale jak wyjaśnił przewodnik, spanie na piachu jest ostatecznością. W piachu kłębić się mogły skorpiony, pająki, węże i właściwie wszystko, co tylko żyło na pustyni. Było niebezpiecznie. 

W torbie Percivala, część chitynowego pancerza w grzechotce mieniła się tajemniczo w świetle płomieni ogniska. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pomimo braku idealnych warunków, Percival nie ważył się narzekać, było ku temu kilka powodów, pierwszym było to, że nie chciał wyjść na przeciętnego bogatego turysty z Demacii, drugim to, że miał pełną świadomość konieczności wytrzymania takich rzeczy dla zarobku i ta myśl pchała go dalej. Reszta powodów nie była zbyt istotna. 

Zaśmiał się nieco na żart handlarza. 

- Ale muszę przyznać, on sam wygląda groźnie - stwierdził.

Na razie też, z racji, że jeszcze nie zasnął postanowił poobserwować trochę grzechotkę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przedmiot był dokładnie taki, jak za pierwszym razem. 

Wzięcie grzechotki do ręki spowodowało, że chitynowa płytka mimowolnie się przesunęła i z cichutkim stukotem uderzyła w kamień. Kątem oka Percival zauważył, że przez najbliższą wydmę przetoczyła się fala wiatru, która wkrótce się wyciszyła i zanikła. 

Nomad również musiał to zauważyć , bo podniósł wzrok znad swojej wołowiny i spojrzał niespokojnie na Percivala i przedmiot trzymany w ręce. Niepokój był jednak chwilowy, bo zaraz potem ten wzruszył ramionami i wrócił do jedzenia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Percival spojrzał w dal. Z jakiegoś powodu poczuł, że powinien się przygotować, otworzył lekko torbę aby przygotować jedną z ksiąg, jednak nie tą, z zapiskami podróżnika a tą z zaklęciami. Na razie jednak po nią nie sięgnął, jedynie otworzył torbę i położył ją tak, aby mógł w każdej chwili chwycić księgę i powrócił wzrokiem do grzechotki żeby zacząć ją obracać  tak aby, aby przyjrzeć się płytce jak najdokładniej, w świetle ogniska. 
Może to tylko przeczucie, ale miał wrażenie, że upadek płytki i wiatr były jakoś ze sobą powiązane. 

Edited by Mephisto The Undying

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za każdym razem kiedy obracał grzechotkę w dłoniach, kiedy płytka osuwała się w stronę któregoś z kamieni, na pustyni, w jednym miejscu piasek przesypywał się jakby przeszła przez niego wąska fala wiatru. Póki jednak działo się to wolno, póki zabawka nie grzechotała jednak regularnie, całe działanie ograniczało się do niewinnego przesypywania się piasku po wydmach. 

- Hej, uspokój się - zwrócił uwagę Percivalowi przewodnik. - Co ty robisz? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Percival wsłuchiwał się w szum wiatru, spoglądając też na piasek. 

- Badam - oznajmił. - Ta grzechotka nie jest raczej zwykłą zabawką. To może i tylko zbieg okoliczności, ale każdy ruch płytki powoduje, że wiatr przesypuje piasek. Więc, jeśli to nie zbieg okoliczności, jest to artefakt, do tego może być nawet sporo warty - wyjaśnił przestając ruszać zabawką. - Jeśli jednak się mylę, jest to albo najbardziej specyficzny zbieg okoliczności jaki widziałem, albo coś przesypuje ten piasek w reakcji na dźwięk grzechotki - dodał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Coś. Coś! Nie jesteśmy za murami Nashramae, Demacjaninie! Nie widzisz, że to niebezpieczne? Nie, faktycznie, teraz możesz nie widzieć, ale nie masz pojęcia co przesypuje piasek. W grzechotce jest pancerz z Pustki, Pustka jest pod ziemią! Nie rozumiesz, że możesz sprowokować coś, co cię zabije? Co nas zabije! - jęknął. - Twoje skarby! Nie zdobędziesz ich, jeśli będziesz martwy! 

 

Kiedy ostatni raz Percival machnął grzechotką, piach przesypał się znacznie bliżej, bo już w zasięgu światła ogniska, choć wciąż w odległości parunastu stóp od ognia. Z bliska widać było, że ziarenka układają się w leciutki wir z płytkim zagłębieniem i zamierają, kiedy zabawka przestaje wydawać dźwięk. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Percival ostatecznie wyjął księgę z torby, otwierając ją, potem odłożył delikatnie grzechotkę, tak aby jej nie poruszyć i zaczął obserwować otoczenie w poszukiwaniu innych ruchów piasku. 

- Czy Pustka, i to co z niej wychodzi, posługuje się wzrokiem? Czy może innymi zmysłami? Albo czy ma jakieś inne sposoby by nas zobaczyć poza grzechotką? - zapytał zaglądając do księgi w poszukiwaniu jakiegoś przydatnego zaklęcia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piach gdzieniegdzie przesypywał się za pośrednictwem wiatru, ale nigdzie nie działy się z nim tak dziwne rzeczy. Kiedy łagodny ruch grzechotki ustawał, piaskowe anomalie również zamierały. 

- Demacjaninie... Przestań! - syknął Nomad i wstał z miejsca. Podszedł do mężczyzny i wyciągnął wyczekująco dłoń. 

- Oddaj to. To nie jest bezpieczne, nie tutaj! Nie igra się z Pustką. Oddaj, bo odjadę bez ciebie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Percival na razie wskazał na grzechotkę leżącą obok jego nogi dalej szukając ruchu w piasku. 

- Możesz ją wziąć. Jeśli jedyne co robi to przyciąga pustkę, nie sprzedam jej za zbyt okazałą cenę - stwierdził handlarz po czym schylił się, podniósł grzechotkę i wręczył ją przewodnikowi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy grzechotka wylądowała w jego dłoni, przewodnik spojrzał na nią z bezmierną grozą. 

- Nie wiesz tego. Przecież nic tu jeszcze nie przyszło - powiedział, chwytając zabawkę tak, żeby zablokować kamyk i żeby nie wydała dźwięku. Brzmiał zupełnie, jakby próbował przekonać samego siebie o słuszności swoich racji. - A jeśli nawet jest jak mówisz... To niebezpieczne! Jeden xer'sai to problem, jakim będzie stado? Albo sama Pustka? Albo królowa sai?  Hę? - zapytał moralizatorskim tonem, niepewny co ma robić z potencjalnym zagrożeniem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Sugerujesz, że powinienem sprawdzić co tu przylezie? - zapytał go Percival podnosząc brew. - Mówiłeś wcześniej, że twój wierzchowiec Xer'Sai się nie boi. A teraz mówisz, że jeden Xer'sai to problem? - dodał drugie pytanie obracając się w kierunku swojego przewodnika a zaraz potem wracając wzrokiem na pustynię szukając kolejnych ruchów piasku. Na wypadek gdyby jednak coś zareagowało nawet bez grzechotki. Z tego też powodu nie zamknął jeszcze książki. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przewodnik rozłożył ręce w geście bezradności z jednoczesnym brakiem bezradności na twarzy. 

- Zdarzają się duże sztuki, kochaniutki. Nikt nie wie co przyniesie pustynia, a ty... - Tu wyciągnął oskarżycielsko palec w stronę Percivala. - Powinieneś wiedzieć, na co się piszesz! To nie twoja cywilizowana Demacja z przystrzyżonymi trawnikami, tu się umiera. Mogę mieć sobie wielkiego jaszczura, ale zawsze znajdzie się większa ryba. Prawdą jest, że on zjada tylko te mniejsze xer'sai, ale! To jest wpisane w ryzyko. 

Po pytaniu Percivala spojrzał znów na przeklęty przedmiot. 

- Nie sugeruję tego, kretynie! Sugeruję, że to musi zostać zniszczone! - warknął. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Percival przewrócił oczami. Mógł się domyślić, że to ze zjadaniem Xer'Sai było ściemą. 

- Wiem na co się piszę. Nie jest to pierwszy raz kiedy spotykam się z czymś co mogło by mnie pożreć - stwierdził. 

Potem spojrzał na grzechotkę trzymaną przez przewodnika. 

- Jeśli spróbujesz ją zniszczyć, ta pewnie zagrzechocze raz jeszcze. Mam inny pomysł - stwierdził i poszedł po swoją torbę a potem ją otworzył. - Wrzuć ją do środka. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przez chwilę handlarz poważnie się wahał, aż wreszcie machnął ręką. Ruszył w stronę juków ułożonych obok zwierza i wygrzebał z nich sznur, którym dokładnie obwiązał i tym samym zabezpieczył grzechotkę. Później dopiero zdecydował się na włożenie jej do worka. 

Mężczyzna włożył rękę z zabawką do środka, ale w trakcie wykonywania czynności spojrzał na Percivala i zmarszczył brwi. 

- Jesteś magiem, jesteś z Demacji. Skąd mam wiedzieć, że nie jesteś szalony? Że nie wykorzystasz tego? - zapytał, wciąż trzymając grzechotkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ruchem głowy, Percival jeszcze zachęcił przewodnika aby ten wrzucił grzechotkę, do środka. Spojrzał jak wkładał rękę do środka ale nie zmartwiło go to. Nie bał się o towar. Ale pewnie dało się zauważyć, że torba była zbyt głęboka jak na swoje rozmiary. 

- To nie jest do końca prawda, nie jestem magiem, jestem handlarzem różnościami. Nie znam się na czarowaniu, znam się za to, na obsługiwaniu magicznych przedmiotów. Chociaż to dość zrozumiałe podejrzenie żeby sądzić, że Demacjanin powiązany z magią to szaleniec. Wielu zapewne jest szalonych po tym jak traktuje się ich jak bydło - wzruszył ramionami. - Nie muszę zatrzymywać tej grzechotki. Jeśli będziesz chciał, możesz ją potem zabrać. Po prostu, ta torba nie jest taką zwyczajną torbą i nawet jeśli zagrzechocze tam w środku, nie stanie się nic tutaj 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dobrze - odparł w końcu, puszczając przedmiot. Nie było dźwięku uderzenia grzechotki o materiał torby. 

- Ale pod koniec mi to oddasz. Muszę to zanieść komuś, kto się na tym zna i zniszczyć albo upewnić się, że to groźne... I wtedy zniszczyć - stwierdził. 

Niebo przeszył dziwny dźwięk. 

Z początku wydawało się, że to burza gdzieś w oddali, ale grzmot był zbyt robotyczny. Brzmiał jak pomieszanie klekoczącego morskiego ssaka z uderzającymi o siebie kamieniami. Odbił się echem przez pustkę pustyni i zamilkł. 

Przewodniki zamarł, na parę sekund zmieniając się w posąg. Potem rzucił się w stronę ogniska i zaczął je nerwowo gasić kawałkiem szmaty, aż wreszcie wygrał z ogniem i zapadła ciemność, a on skulił się pod ścianą. 

Zwierz nerwowo potrząsnął łbem, nie wydając dźwięku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla Percivala mrok sojusznikiem nie był. Nie widział za to czy nie jest sojusznikiem dla tego co było źródłem dźwięku.

Temu szybko włożył dłoń do torby i pomyślał o swej białej pelerynie. Wyjął ją i zarzucił na siebie ukrywając się dzięki jej magicznym właściwością.

Drugą ręką otworzył książkę i zaczął szukać zaklęć zdolnych do powalenia jakiejś bestii.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...