Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

- Huh? A gdzie płynie twój statek? - zapytał dalej nonszalancko podążając za dziewczyną. - A tak przy okazji jestem Vasco - ukłonił się, ale nie przestał nawet przez chwilę iść. - Mam nadzieje, że gdzieś co nie jest Ionią, bo w sumie trochę znudziła mnie już ta ciągła zima, a nie mam planu tam wracać. Bo jeśli płynie w jakieś ciekawe miejsce to chyba sam na niego wskoczę - stwierdził krzyżując dłonie za plecami. - A tak w ogóle, to co tutaj robisz? - zapytał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pochyliła głowę, kiedy rogaty się ukłonił i chwyciła jego dłoń w swoje dłonie w krótkim, uroczystym geście powitania. 

- Nazywam się Taliyah i obawiam się, że płynę właśnie do Ionii. Ale jeśli jesteś z Ionii i znudziła ci się freljordzka zima... To może zechciałbyś być moim przewodnikiem? Miałam płynąć do Shurimy, ale powierzono mi zadanie. Pochodzę z Shurimy i Freljord miał być tylko moim przystankiem. A co ty tu robisz? Wybacz śmiałość, ale nie widziałam tu jeszcze nikogo z twoich ludzi, chodź Freljord z pewnością jeszcze niejednym mnie zaskoczy - odpowiedziała entuzjastycznie, ruszając w dalszą wędrówkę szybkim, energicznym marszem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vasco położył dłoń na sercu i westchnął. 

- Ach, miałem jeszcze tam nie wracać, ale jakże mógłbym odmówić damie gdy ta prosi? - zapytał opierając drugą dłoń, grzbietem o czoło. - Mogę zostać twoim przewodnikiem, jeśli ty kiedyś oprowadzisz mnie po Shurimie - oznajmił dziarsko. - W zasadzie, też nie spotkałem, żadnego mojego krewniaka. Ale dla wielu ludzi jestem czymś niezwykłym. To całkiem zabawne w sumie. Są świetną publicznością - stwierdził. - A jakież to zadanie? Jeśli oczywiście mogę wiedzieć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Zdaje się, że przekazanie przyjaciółce królowej ważnej wiadomości - odparła zdawkowo. - Zaś jeśli o Shurimę chodzi, myślę, że wiele się zmieniło od kiedy ostatnio tam byłam. Ale zobaczymy, jak to będzie - odparła i choć ostatnie zdanie brzmiało nieco nostalgicznie, nie zdołało ukryć entuzjastycznego brzmienia Shurimianki. 

Niebawem dotarli do pomostu, przy którym cumował statek. Był dosyć spory i dosyć prosty, jak na freljordzkie statki przystało. Po okazaniu papieru od samej królowej, Taliyah i Vasco otrzymali mały kubryk z dwiema pryczami. Niezbyt wygodny, ale przynajmniej w miarę ciepły jak na takie warunki. 

- Dlaczego nie chcesz wrócić do Ionii? - zapytała, kiedy już mogli rozsiąść się w pomieszczeniu. Na zewnątrz zbierało się na burzę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- I tak pewnie znasz teren lepiej niż ja - oznajmił dziarsko podążając wraz z Shurimianką do porty.

Z racji, że Vasco nie miał zbyt wielu rzeczy, nie musiał się rozpakowywać, zrzucił tylko płaszcz i położył go obok siebie. Tasując swoją talie kart i kręcąc ogonem. 

- W zasadzie, to nie tak, że nie chce wracać. Po prostu chcę zobaczyć świat. Znudziła mi się moja wioska, to wypłynąłem. Ot tak dla zabicia czasu - stwierdził wzruszając ramionami. Po chwili chwycił karty w wachlarz i wysunął je w kierunku Taliyii. - Wybierz jedną - oznajmił z cwanym uśmieszkiem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Towarzyszka dość nieufnie i ostrożnie przyjrzała się talii kart. Zerknęła nawet odruchowo, próbując bezskutecznie sprawdzić co kryją w sobie karty. 

- To jakaś gra? - zapytała. - Musisz wiedzieć, że nigdy nie gram o żadne dobra materialne, więc jeśli to ma taki cel, to nie obraź się, ale odmówię - stwierdziła. - Ale jeśli nie i tylko wtedy, to... - Przerwała, drapiąc się po brodzie i wpatrując  w karty jakby je zamierzała prześwietlić. 

- Wybieram  tę! - oznajmiła, wskazując na skrajną, lewą kartę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Zdarzało mi się grywać o pieniądze, na przykład stąd mam ten sztylet, ale nie, nie gramy o pieniądze. To tylko sztuczka - oznajmił. - Dobra, to teraz zapamiętaj ją. Ja jej nie będę widział - dodał, złożył karty i zaczął je przetasowywać. Nawet nie patrząc na karty. Potem przedzielił całość na pół. Przetasowując je w bardziej efektywny sposób. Potem wyjął jedną losową kartę i pokazał ją Taliyii. - To ta? - zapytał z uśmiechem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak, to ta - odparła z uśmiechem. - Ale to tylko sztuczki. To akurat nie robi na mnie wrażenia. Masz coś jeszcze na składzie? Coś może bardziej ciekawego? - zapytała.

Statek ruszył, o czym poinformowało ich obu lekkie pchnięcie i wzmożone kołysanie. Dobrze będzie znów znaleźć się w krainie z normalną temperaturą, ale nim do tego dojdzie, mieli się przeprawić przez mroźne i kapryśne morze.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Och, jeśli chcesz prawdziwej magii - tu uśmiechnął się tajemniczo i raz jeszcze przetasował talię. Potem ją odłożył i włożył do jednej z kieszeni płaszcza. - To może zaczniemy od tych prostych sztuczek. Masz coś przeciwko wężom? - zapytał podwijając nieco rękaw z prawej ręki. Przejechał palcami po tatuażu węża a ten zaczął powoli przestawać być tylko atramentowym tworem na jego skórze, nabierając trójwymiarowych kształtów i udając życie coraz bardziej. Gdy już ożył oplótł się wokół ręki. - Co ty na to?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Właściwie to... - urwała, kiedy tatuaż zaczął się wić i stopniowo ożywać. To jednak, choć dziewczyna istotnie starała się zachować pozory podziwu, zdecydowanie nie miało pozytywnego wydźwięku. Odruchowo cofnęła się przed wężem. - Bardzo to ładne, ale... Wiesz, węże to nie jest to, co szczególnie lubi się na pustyni - stwierdziła z przepraszającym wyrazem twarzy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Cóż, ten akurat nie jest nawet prawdziwy, więc nie musisz się go bać - stwierdził spokojnie ruszając dłonią nad głową węża sprawiając, że ten zniknął z cichym "puff" w chmurze różowego dymu. Tatuaż wrócił na swoje miejsce - Jest to za to świetna sztuczka dla ludzi z Frejlordu - stwierdził wzruszając ramionami. - W sumie to potrafię stworzyć sporo nieprawdziwych rzeczy - stwierdził po czym stworzył na szczycie swojej prawej dłoni niewielką iluzje Ioańskiej tancerki, która to tańczyła w rytm nieistniejącej muzyki, w czasie gdy sam Vasco ruszał tylko palcami. - Całkiem to przydatne w sumie. Zwłaszcza, gdy ktoś nie reaguje na mnie z zachwytem tylko wiesz... wyciąga widły i pochodnie - zaśmiał się pod nosem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mam więc nadzieję, że nie będziesz musiał korzystać ze swojej magii, bo nikt nie wyciągnie na nas wideł - odpowiedziała Taliyah. 

 

Spoiler

ionia-the-placidium-of-navori.jpg&resize

 

Podróż nie należała do przyjemnych. 

Przez dobre trzy dni drogi nawiedzały ich silne sztormy, jednego dnia, zaraz po wypłynięciu z freljordzkiego portu pokład zwyczajnie zamarzł. Tak więc zmęczeni, zmarznięci i niezadowoleni przybili wreszcie do ioniańskiego portu. 

Vasconie sądził, że aż tak się ucieszy witając znane sobie ziemie. Dotarli akurat o wschodzie słońca, który był wszak najpiękniejszą dla Ionii porą dnia. 

Port znajdował się na łagodnych wzgórzach, ale w oddali widać już było daleko położone strome szczyty porośnięte kolorową i bujną roślinnością. Nad spokojną, przejrzystą wodą unosiła się mgła. Ludzie już nie spali - w porcie było gwarno jak zawsze w takich miejscach. Czuć było ryby i skorupiaki łowione rankiem, jak również zapach wodorostów wyciągniętych z wody. Gdzieś słychać było bicie dzwonów. 

- Ionia podoba mi się bardziej niż Freljord - stwierdziła Taliyah, wychodząc z kajuty. Mogli już wyjść na pomost. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Och nie, w Ionii raczej nie będą próbowali wyciągać wideł. Tam akurat ja i moi pobratymcy nie są tak niezwykli - zażartował. 

 

 

Chociaż nie zdążył jeszcze zobaczyć świata, to miejsce gdzie nie było tak absolutnie zimno przyjął z radością. Do tego ten zapach... powietrze tutaj pachniało tak magicznie. Dla niego, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nawet zapach wodorostów, który co prawda znudził się mu, teraz był taki orzeźwiający. 

- Następnym razem, nie zacznę podróży od Frejlordu - stwierdził podążając razem z Taliyią - Tam jest zdecydowanie zbyt zimno - dodał kierując się w stronę pomostu. - To co, idziemy coś zjeść? - obrócił się do Shurimianki z uśmiechem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiwnęła energicznie głową.

- To chyba jedyne miejsce, w którym odważyłabym się zjeść surową rybę. Masz jakieś propozycje? Ostatnio nie miałam czasu poznawać lokalnych specjałów kuchni, mam nadzieję, że teraz będzie okazja... Nawet jeśli trochę się spieszymy. 

 

Miasta portowe oczywiście obfitowały głównie w lokale podające ryby, owoce morza i wodorosty, ale też nie tylko. 

Niebawem zresztą, przechadzając się od portu wgłąb małego miasteczka i mijając charakterystyczne domki nozdrza Vasco i jego towarzyszki zaatakowały smakowite zapachy ryb i przypraw korzennych. Przechodzili obok portowej karczmy, zapraszającej zadbanym, jasnym budynkiem z drewna o czerwonym, spadzistym dachu. Drzwiczki były otwarte, a prócz nich fasada miała też miejsce na stragan, na który ktoś już wcześniej wyłożył owoce porannego połowu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vasco zastanowił się, przy okazji drapiąc po brodzie i machając ogonem. Chociaż, szybko wiedział gdzie będzie najlepsze miejsce na zjedzenie.

- Cóż, sushi. Oczywiście, ale powinni mieć tu całkiem niezły ramen z owocami morza, więc ja bym sugerował to. Może będzie hiyashi chuka? Dawaj idziemy - oznajmił zadowolony wkraczając do karczmy jakby wchodził do siebie, w końcu był u siebie, tak jakby. Przywitał się, po Ioańsku i ruszył do jakiegoś miejsca gdzie mógłby coś zamówić. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kelnerem był dosyć barczysty, brodaty jegomość z charakterystycznymi, lekko skośnymi oczami. 

- Jakie to serdeczne wiatry was do mnie przywiały tego ranka? Jeśli chcecie coś zjeść, wyjdźcie proszę na zewnątrz i dokonajcie wyboru - powiedział uprzejmie.

Na straganie były węgorze morskie, jak również południowe kolcorozgwiazdy, bardzo egzotyczne i podobno bardzo smaczne. Prócz nich dwa gatunki małży, kałamarnice, dwa gatunki wodorostów i trzy gatunki ryb. 

- Ja chyba wybiorę tę różową rybę - powiedziała Taliyah, wskazując na obiekt zainteresowania. Kucharz kiwnął głową i zabrał wskazaną. 

- A ty? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vasco odpowiedział barmanowi uśmiechem. 

- Długa podróż z miejsca gdzie wszystko jest zimne. Ciepły posiłek byłby naprawdę mile widziany - odpowiedział kierując się za karczmarzem. - Uu, dawno nie jadłem węgorzy. Potrafisz coś z nich przyrządzić dobry człowieku? - zapytał drapiąc się po podbródku przyglądając się wszystkiemu na straganie jakby był specjalistą. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A czy mógłbym zajmować się szlachetną sztuką kulinarną, nie umiejąc? - zapytał kucharz bez pretensji w głosie, po czym zabrał ryby i zostawił dziewczynę i Vastaja samych przy stoliku. 

Taliyah wyglądała na nieco zakłopotaną i zajęła się dręczeniem dekoracji ściennych w postaci girland wysuszonych kwiatów. Niebawem z zaplecza nadleciał dźwięk smażenia i przyjemne zapachy. Przez okno z wolna wlewał się słoneczny blask, oświetlając ciepło uporządkowane pomieszczenie. 

- Ym... Właściwie... Przepraszam, jeśli to będzie wścibskie, ale... należysz do jakiegoś plemienia, tak? - zapytała Taliyah. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ach, to świetnie, cudownie wręcz - oznajmił zadowolony grzebiąc w jednej z wewnętrznych kieszeni w poszukiwaniu pieniędzy. Pewnie miał dość pieniędzy, jak nie, po prostu zapłaci złotem. Albo którymś ze swoich złotych bibelotów. Wciągnął zadowolony powietrze, wciągając zapach potraw. Zaraz potem zerknął na Taliyie gdy ta zadała pytanie. Uśmiechnął się i wzruszył ramionami. 

- Ano, to racja, jestem członkiem Vastajańskiego plemienia - oznajmił. - A co? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mówiłam, że byłam już w Ionii. Niedawno, ledwie parę tygodni temu. Nie zostawałam wtedy zbyt długo w żadnym miejscu, ale słyszałam, że prócz Noxian Ionię trapi też taka jakby wojna domowa. Powiedz mi coś więcej o obczajach twojego plemienia. Ja też jestem z plemienia, więc chętnie ci o nim opowiem, chociaż nie ma u nas nic szczególnego - odpowiedziała. Nie minęło długo, nim właściciel lokalu postawił przed nimi półmiski z rybami i dodanymi do tego warzywami pokrojonymi w fantazyjne kształty. Wszystko wyglądało aż nazbyt apetycznie. 

- Wybaczcie bezczelność, ale wydarzenia z ostatnich tygodni każą mi zapytać... Czy macie państwo czym zapłacić? - zapytał gospodarz. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vasco podrapał się po podbródku. 

- Cóż, różnie to jest, niektórzy z naszych mają... dziwne podejście do ludzi. Moje plemię ma zupełnie inne część z nich. Cenimy sobie obecność innych, ale cenimy też sobie prywatność - stwierdził akurat gdy przyszedł gospodarz. Tu uśmiechnął się. - Cóż, oprócz złota, mam jeszcze nieco monet zarówno Demacjańskich, Noxiańskich, Ioańskich. Pierścionki i naszyjniki. W zasadzie co wolisz dobry człowieku - oznajmił cwaniacko pokazując swoje ozdoby. Wyjął też z kieszeni monety - Do wyboru, do koloru 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taliyah wzdrygnęła się i jak oparzona sięgnęła do torby, z której wyjęła parę monet. 

- Ja też mam czym zapłacić - zapewniła gorliwie. Gospodarz życzył im więc smacznego i odszedł, pozostawiając do spokojnego zjedzenia posiłku. Dziewczyna odprowadziła go wzrokiem i wróciła do Vasco.

- Dlaczego tak wiele różnych ras nazywa się Vastajami? Widziałam dwóch innych i żaden nie był podobny do ciebie - odparła. - Obie te osoby zresztą nie należały do zbyt pokojowo nastawionych, ale rozumiem czemu tak jest. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vasco spokojnie podszedł do całego posiłku, najpierw napawając się zapachem, zanim chwycił pałeczki.

- No to smacznego - oznajmił z uśmiechem, a zaraz potem wysłuchał pytań dziewczyny i zastanowił się. - No cóż, w zasadzie to nie wiem. Moi ludzie lubią mówić na siebie "Oni", ale zdaje mi się, że jest to w sumie inna kwestia. Nie chodzi tu tyle o nasz wygląd, a na to, że jesteśmy tak jakby magiczni. W sensie, nasze ciała są znacznie bardziej magiczne niż ludzkie - wzruszył ramionami. - A tak przy okazji, jak wyglądała ta dwójka? - zapytał zaciekawiony. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taliyah nie wyglądała na obytą z pałeczkami, ale mimo że nieco niezgrabnie i znacznie gorzej niż Vasco, dawała sobie radę. 

- Rodzicie się z potencjałem magicznym? Nie tak, że jak u nas ma się talent albo zdobywa się umiejętności nauką? - zapytała, na chwilę przerywając posiłek. 

- Cóż. Co do Vastajów... Jednego z nich nigdy w życiu nie nazwałbym Vastajem. Był wielkim, białym lwem, tylko że poruszał się na dwóch nogach. Byłam wtedy z moim przyjacielem i jakoś udało nam się wyjść z tego bez szwanku za porozumieniem stron. Biały lew miał na sobie taką jakby skórzaną zbroję, opaskę na oko i walczył pazurami. Druga była parka pół ludzi pół  ptaków, ale nie  widzieliśmy  ich dlugo. My uciekaliśmy i oni rownież. Trochę nam zresztą grozili. Była też syrena, która pytała nas o drogę. I płynęła rzeką. Była bardzo ładna - przyznała dziewczyna. 

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vasco pokazał jeszcze dziewczynie poprawną metodę trzymania pałeczek dalej słuchając jej pytań. 

- Cóż, jeśli chodzi o potencjał magiczny, to tak, zdecydowanie lepiej sobie z nim radzimy. W pewnym sensie, jesteśmy w stanie kontrolować czystą i dziką magię. Co zauważyłem, że dla ludzi jest raczej problematyczne i jakoś na nich wpływa. Chociaż co prawda, potrzebujemy nieco praktyki, no i nie każdy wybiera ścieżkę maga. Ale... nie wiem w zasadzie jak to jest z ludźmi, ale ja czuję magię w podobny sposób jak czuję powietrze na skórze, czuje jak się porusza, jak stoi, gdy jest gorejąca a gdy zimna. Wściekłość, dzikość i spokój - stwierdził. - A co do tego wielkiego białego lwa. Cóż, to kolejny przykład jak bardzo się od siebie różnimy. Chociaż tak naprawdę wszyscy pochodziły z jednego źródła. Po prostu coś sprawiło, że ostatecznie wszystkie te plemiona wyglądają inaczej - oznajmił. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...