Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

[Ja się zapytuję. To jest teraz gra dla Oksymorona tylko tak?]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mhina postanowiła nie wchodzić w dyskusję, bo wątpiła żeby jej wkład mógł pomóc jakkolwiek w wyjaśnieniu tajemnicy.  Owszem, warto było się dowiedzieć jakie było źródło tajemniczego zamieszania, ale najpierw wypadało zająć się bałaganem. 

Kobieta przemyła ranę nieprzytomnej, póki co nie mając zbyt wielu lepszych możliwości na "przywrócenie" jej do życia. Trzeba było to opatrzyć, czym zajęła się potem. Przez okno próbowała dojrzeć sylwetkę sępa, mając nadzieję, że łysolowi nic nie jest i że zwyczajnie szybuje sobie po niebie, nie przejmując się niczym. 

Próbowała dojrzeć też potencjalne niebezpieczeństwo, ale to w przerwach między opatrywaniem młodej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ptaszysko latało za oknem jak gdyby nigdy nic. Czasami przelatując bliżej zaglądając do środka, ale większość czasu spędzał dalej od pociągu który bardzo mu się nie podobał. Podczas szybkich spojrzeń na zewnątrz nie dostrzegłaś też kolejnych truposzy. Nie było też nowych nacierających przez drzwi więc miałaś okazje w spokoju pomóc tej biedaczce której, dzięki twojej pomocy, stan się poprawił. Wszystko wydawało się iść w miarę gładko.

Aż do momentu w którym usłyszałaś odgłos kopyt, to zebrało też uwagę ludzi który prawie synchronicznie zerknęli na to co działo się za oknem. Jedna osoba, na koniu, do tego Indianin, wyglądający na młodego, z dwoma warkoczami stworzonymi z grzywki w pewnym sensie będąc jak rama jego twarzy. Brak zarostu i kucyk. Miał kilka tatuaży na barkach i jeden na klatce piersiowej. Spojrzał na otwarte okno i zmrużył oczy. Zbliżył się i zajrzał do środka. Odczekał chwilę i... wskoczył do środka. 

W czasie gdy jego koń biegł jeszcze przez chwilę on wylądował zgrabnie na teraz pustej ławie. Rozejrzał się, zatrzymał na chwile na tobie ale zaraz potem ruszył dalej, do jednego z truposzy przy którym się zatrzymał i zaczął go obserwować. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- W rzeczy samej - szepnął do siebie, słysząc odpowiedź dziewczyny.
Po przeładowaniu karabinu, podniósł wzrok. Oczy mu się rozszerzyły, gdy dostrzegł próby uratowania biedaczki.

- No zobaczymy, czy te mity z książek yo prawda, że szamani potrafią przywoływać zmarłych - pokiwał głową porozumiewawczo. Nie to że wątpił w jej lecznicze zdolniści. Ale, choć wierzący, to nie dawał szans na ożywnienie.
Przy okazji, naładował puste komory w bębenie rewolweru. Miedy spokojnie wkładał pociski, usłyszał kilka głosów, które to przerodziły się w dyskusję.

- Dlaczego zaatakowały nas? Nie wiem. Szamanka, magik od kart oraz mości pan, wyglądający jakby uciekł z krypty. Co mogło ich sprowokować? - Nie powiedział tego głośno. Życie jeszcze mu miłe. Sam miał zamiar wtrącić się do rozmowy, gdy usłyszał stukot kopyt.

- O cholera - zaklął pod nosem. Mocniej złapał swój karabin. Gdy tylko czerwony wskoczył do środka, podniósł broń do oczu. Ale nie zamierzał strzelać od razu. Bacznie obserwował nowo przybyłego, czekając na jakiś podejrzany ruch.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Coraz to głośniejsze odgłosy kopyt były kolejnym, co dzisiejszego dnia przeszkodziło Fergalowi w oddaniu się swoim mniej lub bardziej nieprzyjemnym myślom. Jego oczy niechętnie zwróciły się ku oknu. 

I akurat zrobił to wtedy, gdy właśnie ten wytatuowany, czerwony akrobata postanowił od tak po prostu wskoczyć przez okno pędzącego pociągu. 

Mężczyzna mało co nie zachłysnął się powietrzem. Instynktownie uniósł rękę, w której to trzymał rewolwer, sądząc że ten indianin to kolejny oponent, a może nawet osoba która stała za całym atakiem na pociąg.

Nie ciągnął jednak za spust. Oni on, ani inni pasażerowie nie wydawali się atakować. 

Zdecydowanie nie przeskakuje się z konia do pociągu przez otwarte okno bez celu, toteż gdy ten czerwony chłopaczek nie kwapił się z wytłumaczeniem, Fergalowi od razu skoczyło ciśnienie. 

Spojrzał na kolesia obok, tego z karabinem. Nie umknęło jego ostrożnym oczom to, że mocniej zacisnął dłonie na swej broni. Mimo wszystko, on też nie zamierzał strzelać. Przynajmniej nie teraz. 

Znowu skupił wzrok na wytatuowanym akrobacie. 

- E! - Krzyknął, chcąc odwrócić jego uwagę od tych leżących kości, jakby chciał w nich dostrzec coś więcej... niż kości. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mhina była coraz bardziej zaskoczona tym, co działo się w tym nowym, egzotycznym, dziwacznym kraju. Naiwnie wierzyła, że skoro z okazji kolei są tu stacje i perony, to ludzie wsiadają normalnie, drzwiami. Możliwe jednak, że ten niecodzienny popis wynikał po prostu z innych obyczajów czerwonoskórych. Słyszało się przecież o powszechnych sporach o terytoria  między nimi, a europejczykami. 

Szamanka postanowiła wstać od dziewuchy, której się poprawiało i usiąść na najbliższej ławie, jako że obecnie nie miała nic konkretnego do zrobienia. Dyskretnie łypała to na czerwonoskórego badającego truposzy, to na typa z pistoletem, czyli na cele najbardziej niepokojące. Otwarła okno, gdyby ptaszysko chciało wylądować. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...