Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Kredke

Królewskie Antyprzygody [Seria][NZ]

Recommended Posts

5cee522b186e3_ss(2019-05-29at11_31.56).png.57bbb5e0674f721e247f852f126698fa.png

 

Ponieważ nie mogę już edytować postów na początku tematu, kolejne odcinki będą się ukazywać w kolejnych wpisach:)
 

Odcinek 149

[Comedy] [Twilight] [Celestia]

Tradycja

 

 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odcinek 150:

[Comedy] [Luna]

Luna odwiedza Klub Fanfika

Fanfik

 

Oto 150 odcinek Królewskich Antyprzygód. Aktualnie, cała seria liczy 93264 słowa. Dziękuję wszystkim czytelnikom za wytrwałość i mam nadzieję, że chociaż część odcinków się podobała:)  Czy będę pisał dalej? Kilka odcinków jeszcze na pewno się pojawi, nie wiem niestety, ile zdołam napisać. Wprawdzie pomysłów jest jeszcze sporo, ale zwyczajnie brakuje mi ostatnio siły (m. in z powodu pracy). 

Ponownie, dziękuję wam, moje małe kucyki i do zobaczenia jutro:)

  • Upvote 1
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odcinek 151. Obiecany kiedyś odcinek o pociągach:) Krótka komedia z Luną i Celestią w rolach głównych.

 

Odcinek 151

[Comedy] [Luna] [Celestia]

Luna jedzie pociągiem.

Pociąg



 

  • Upvote 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czas skomentować kolejną czterdziestkę.

 

I jest tendencja spadkowa. 

Być może to wrażenie wynika z tego, że już na samym początku jest bardzo dobra "Pax Equestria" oraz "Snołapka", które stanowią wiarygodny obraz Celestii rozdartej między byciem potężnym władcą, a zapewnieniu dobrobytu kucykom. Zaraz po nich następuje mocny "Ból", groteskowy rozdział który zaskakująco dobrze wyjaśnia pewne rzeczy dziejące się w serialu (np. czemu Starswirl pałęta się po Equestrii jak jakiś wygnaniec zamiast mieć ciepłą posadę w Canterlocie). Po takim dobrym początku, ciężko utrzymać równy poziom przez resztę odcinków.

Później godna wzmianki jest "Krótka, zwycięska wojenka", przyjemne zderzenie poważnej tematyki społeczno-wojennej z z nieoczekiwanym rozwiązaniem. Na takiej samej zasadzie udany jest "Wniosek". 

Dalej mamy "Bliznę" (oraz "Pytanie") oraz "Nie martw się" stanowiące udane nawiązania do popkultury, ale broniące się jako samodzielne opowieści. "Zabytek" cenię za humor pozbawiony absurdu.

Na końcu zostają "Dary" oraz "Szkło stanowiące pewną historię z puentą.

Cała reszta rozdziałów to albo jakieś jakieś pasty i heheszkowate zapychacze, przy których można się uśmiechnąć ("Tramwaj", "S.E.R") ale nie zostają w pamięci na długo, albo poważniejsze historie, które z jakichś powodów mi nie pasują. Takie "Dzieci Nocy" mi się nie podobają (dokładnie z tego samego powodu dla którego lubię "Posąg"). "Deszcz" i "Ciepło" nie były złe, ale puenta była bez polotu. A nawet "Reset" pomimo ciekawych pomysłów jest taki sobie. Być może to przez krótką formę te rozdziały nie wybrzmiały należycie.

PS. "Ziemia Obiecana" jest wciąż najlepsza. :P

  • Upvote 1
  • Downvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z dniem dzisiejszym, kończę projekt Królewskich Antyprzygód. Dziękuję za pięć miesięcy niestrudzonego czytania kolejnych odcinków. Przez ten czas, bawiłem się naprawdę świetnie, przelewając na papier nawet najbardziej absurdalne pomysły, jakie tylko przychodziły mi do głowy. Jednakże, wszystko, co ma swój początek, ma też i swój koniec. 

 

Jednostrzałowe fanfiki w klimatach Antyprzygód prawdopodobnie się jeszcze pojawią, ale ten projekt uważam za zakończony, choćby z powodu niemożliwości dalszego, codziennego pisania kolejnych epizodów. 

 

Do zobaczenia, moje małe kucyki.

 

EDIT: Niestety, nadal nie mogę edytować pierwszego posta w tym temacie, łącznie ze zmianą [NZ] na [Z] xD

 

Edited by Kredke
  • Upvote 1
  • Like 1
  • Sad 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co prawda prowokowałem Ciebie do zrobienia 160 odcinków, żeby mój czwarty komentarz też był na na cztredziści odcinków, ale niech już będzie na na 32, tym bardziej, że jest co komentować.

Na początku muszę przyznać, że ta seria podobnie jak poprzednia ma bardzo dobry początek, różnica jest taka, że poziom został utrzymany.

Na początku mamy serię o Kryształowym Imperium z odrobiną absurdu, dzięki niej rozdziały można było kończyć efektywną pointą. Następnie mamy trzy lekki opowiastki, ale bez zbędnego absurdu, dzięki czemu były przyjemne w odbiorze.

Następnie mamy zbiór kilku mchowych odcinków, (na szczęście "Tysiąc lat samotności" je przełamuje). 

Na szczęście zaraz po nich mamy "Króla Sombrę", który przez "hermetyczny humor" oraz udane popkulturowe nawiązania jest bardzo przyjemny. Następny odcinek z młodą Twilight również jest przyjemny, (nawet jeśli nie lubię samego motywu Twi-pędraka pałętającego sie pod kopytami Celestii xD ).

"Naleśniczki" również mi się spodobały, kupił mnie hermetyczny żart z mąką "Typu 0". "Protest" również wchodził w obszary absurdu, ale mimo tego również mi się podobał. Podobnie było z "Problemem", dobra rzemieślnicza robota, zbudowana na podstawie kiepskiego pomysłu (taniego żartu). 

I wtedy następuje kolejny moment zwrotny, czyli seria "Poświęcenie", bardzo przyjemna gra motywów i odwrócenia ról. 

No i na sam koniec zostaje przyjemna seria komedyjek. "Owoc" był średni, ale "Adorator" był już świetny (autoironia oraz hermetyczny humor zrobiły swoje). Przepowiednia jest doskonałym przykładem jak można zwykły suchar opowiedzieć w świetnej formie. Tradycja to kolejny dobry fanfik w którym poważna tematyka została zpuentowana za pomocą odrobiną absurdu (co bardzo pasuje do tej krótkiej formy tekstów).

No i na końcu mamy "Fanfik" oraz "Pociąg", w tych odcnikach to już nie jest humor hermetyczny, to już zwykły fanserwis i forma zabawy we wspólnym gronie. Mi jako członkowi klubu to się podoba, osobie z zewnątrz moze to nie przypaść do gustu.

No i na koniec mamy odcinek 152 "Czas Przyjaźnie", pewnie to jest przeróbka czegoś, ale nie wiem czego i  raczej to był średni odcinek.

Podsumowując, nad wyraz udana seria. Jednak niezmiernie się cieszę, że w końcu została zakończona. Połowę tych odcinków bez żalu zamieniłbym na na kolejny rozdział "Wiecznej Wojny", druga połowa była warta bycia napisaną oraz przeczytania.

PS. Teraz "Ziemię Obiecaną" oficjalne ogłaszam najlepszym odcinkiem ze wszystkich, perełka wybijająca sie poziomem ponad resztę i godną wyodrębnienia jako osobny fanfik.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 13.09.2019 o 22:59, MLPFan napisał:

I znów niestety nie mogę przeczytać odcinka "Naleśniczki" (brak dostępu - potrzebujesz pozwolenia)

 

Naprawione - link powinien już działać normalnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

„Królewskie Antyprzygody” jest to seria, do której, chyba odkąd zaczęła powstawać, a potem kiełkować w coś dużo, dużo większego, podchodziłem z pewnym dystansem, spodziewając się charakterystycznego czy wręcz „wewnętrznego” humoru, którego mógłbym nie zrozumieć, ale jednocześnie z rosnącą w miarę pojawiania się kolejnych odcinków ciekawością. Inna sprawa, że w gronie moich ulubionych postaci z serialu brakuje księżniczek, Twilight Sparkle wprawdzie gdzieś-tam się przebija, jednakże nadal patrzę na nią bardziej jak na „zwykłą” postać.

 

Dzisiaj, grubo po ostatniej aktualizacji, mam już szersze spektrum odnośnie tego, z jak wielu szczegółów, szczególików, można sklecić oddzielne opowiadanie (sugeruję się tytułami i opisami poszczególnych tekstów), a także pewność, że „Królewskie Antyprzygody”, przynajmniej koncepcyjnie, są czymś, co może trwać w nieskończoność. Do końca świata i jeszcze dalej, chciałoby się rzec ;)

 

Zastanawiam się tylko, czy jest możliwym utrzymanie w miarę jednolitego poziomu na przestrzeni tylu opowiadań, przy jednoczesnym, okresowym wynajdywaniu nowych rzeczy, by móc karmić czytelników czymś świeżym, czymś, co być może zainspiruje, pozwoli spojrzeć na daną postać z innej perspektywy, bądź ją polubić, jeżeli wcześniej nie żywiło się do niej szczególnej sympatii. Wiem, że może to wyglądać tak, jakbym oczekiwał trochę zbyt wiele od serii drabbli, natomiast, autor wybiegł ze swoją serią tak daleko, stworzył tyle odcinków, że nie mogę pozbyć się wrażenia, że owszem, to NIE JEST zwykła seria krótkich opowiadań :D

 

Z takim oto podejściem, postanowiłem nadrobić zaległości i przeczytać „Królewskie Antyprzygody”, i, ażeby było sympatyczniej, skomentować je w podobnym stylu. Swoje wrażenia zamierzam zatem wydawać w odcinkach, poświęcając więcej czasu za każdym razem, gdy natrafię na coś, co wyda mi się szczególnie ciekawe, a także wnikając w treść głębiej, jeżeli przytrafią mi się trudności związane ze sformułowaniem opinii od razu.

 

Ażeby było jeszcze ciekawiej, po każdym odcinku zdradzę Państwu moje Top3 opowiadań w danym rozdaniu, by w finale wyłonić ostateczne Top3 odsłon „Królewskich Antyprzygód”, na dzień dzisiejszy :NjdaT:

 

A zatem, lecimy z „Królewskimi Antyprzygodami” vol. I

 

 

„Słoneczna tajemnica”

Startujemy od księżniczki Celestii, nie ma to jak na otwarcie zaserwować tajemnicę, co by zaciekawić czytelnika :D No i coby nie mówić, pomimo faktu, iż limit słów jest w przypadku drabble'a prawdziwie bezlitosny, pierwszym zdaniom udaje się zbudować tajemniczy klimat, sprzedać nam, że wymieniona na początku komnata istotnie jest niczym niedostępna dla zwykłych śmiertelników twierdza, skrywająca w sobie... coś. Nie wiemy, co, ale ten nieco zagadkowy klimat idzie w zapomnienie równie szybko jak naszym oczom ukazuje się wzmianka o reaktorze w „Czarnogrzywie”.

 

A potem otrzymujemy punch line opowiadania, po którym owszem, uśmiechnąłem się pod nosem, nie powiem, że nie. Pierwsze skojarzenie? Kiedy po zmroku starasz się być cicho, żeby nie pobudzić domowników, aż tu nagle Avast uprzejmie informuje o dokonaniu aktualizacji bazy wirusów. Ewentualnie gdy oglądasz serial, a jest on nagrany tak cicho, że musisz maksymalnie podgłośnić i nadstawiać ucha, aż tu nagle wyskakuje reklama serka Almette i dźwięk podskakuje o sto tysięcy decybeli, bo jest reklama*.

 

Był to przyjemny kawałek tekstu, jakby sama lektura nie wystarczyła, jest równie zabawnie, gdy czytelnik wyobrazi sobie ową scenę (potężne chrapanie i wybudzone ze snu kuce, rokminiające czy to megatraktor wypełza z wnętrza ziemi, czy ktoś w okolicy uruchomił motor w zadzie) w kreskówkowym stylu. Jest to naprawdę miła rzecz, napisana w sposób przystępny, ale nie prostacki. Zdania brzmią dobrze, tekst czyta się wartko. Niezłe otwarcie „Antyprzygód”.

 

Aczkolwiek, ciekawe dlaczego nagle wszystkie zaklęcia ochronne „puściły”. W opowiadaniu znalazła się wzmianka, iż nie tylko Celestia miała wstęp do swojego „bastionu”, więc podejrzewam psikusa ze strony młodszej siostry :luna3:

 

*Oczywiście reklama zasuwa 60 klatek na sekundę w 4K, podczas gdy serial, gdy już łaskawie się załaduje, na sprzęcie który „Uncharted 4”wciągnąłby nosem, z prędkością internetu ustępującą jedynie technologii NASA, musi być w 360p, a i tak się tnie jak początkujący goth (często i płytko), bo oczywiście, że tak.

 

 

„Siła woli”

Kolejny występ Celestii i kolejny intrygujący tytuł. Spróbowałem zgadywać. No i cóż, nie trafiłem. Co ciekawe, tym razem mamy tag [Comedy], czyli druga odsłona serii jest z nami szczera już na starcie i nie stwarza iluzji, że będzie epicką, mroczną tajemnicą, której rozwikłanie zmieni nasze życie już na zawsze. Powiedziałbym, że jest to antyprzygoda toaletowa, aczkolwiek brakuje typowo toaletowego humoru i anomatopei. W efekcie jest to opis trzymającej Celestii, zwieńczony królewskim punch linem, który skłonił mnie do pewnej refleksji. Mianowicie, czy w całym ogromnym królewskim zamku Canterlot, porównywalnym do zamku Draculi (obu) z „Symphony of the Night”, mają tylko jedną, wspólną toaletę?

 

Aczkolwiek, komisariat policji w Racoon City z oryginalnego „Resident Evil 2”nie miał toalety w ogóle, więc z pewnością jest to jakiś postęp :lol:

 

W każdym razie, tym razem widać jak na dłoni, że młodsza siostra trolluje starszą, no bo ile można siedzieć na tronie? Może zjadła twarożek albo kwaśne mleko, kto ją tam wie...

Cóż, to opowiadanie wprawdzie było w jakimś sensie rozweselające, ale przegrało z poprzednim. Może dlatego, że motyw niecierpliwego oczekiwania na swoją kolej do toalety widywałem w różnych dziełach częściej, niż spontaniczne potężne chrapanie. Słownictwo i kompozycja z grubsza takie same, ale zwrotu „Co i raz (...)” nie znałem. Szczerze, to średnio to brzmi.

 

 

„Łzy księżyca”

W trzeciej odsłonie Luna dołącza do Celestii już oficjalnie, ale nie chcę dać się zwieść smutnemu tagowi – spodziewam się, że opowiadanie w ostatniej chwili spróbuje rozbawić.

 

[89 sekund później]

 

O, a jednak nie, dałem się zaskoczyć. Aczkolwiek nie wydaje mi się, by kwalifikowało się to na [Sad], chyba prędzej na [Mystery] właśnie. Zanim zapomnę, wydaje mi się, że w pierwszym zdaniu brakuje przecinka, między „Przepraszam”, a „Luna”. No i to tyle z możliwych braków w interpunkcji. Koncept przypadł mi do gustu, cieszy fakt, że tym razem w tekście znalazło się nieco więcej dialogów, a opowiadanie rozciągnęło się na rozpiętość jednej strony. Dobrze to wygląda.

 

Początek jest dość niepozorny, ale generalnie spodobało mi się to deczko niepokojące zakończenie, które na spokojnie mogłoby być bazą do kolejnych opowiadań, podejmujących wątek z „Łez księżyca”. Jest ono otwarte, w jakimś sensie dwuznaczne, sugeruje podobną przemianę w przyszłości, a może coś gorszego. Zależy.

 

Powiem też, że od początku do końca był wyczuwalny przyjemny, dosyć intrygujący klimat, dzięki któremu tekst wciągnął mnie od razu, no i cóż mogę powiedzieć więcej? Aż przeczytałem go sobie parę razy pod rząd, tak mi przypadł do gustu. Czytania jest tu na minutę, ale i tak miałem wrażenie, jakby upłynęło więcej czasu. Miły, zwięzły kawałek tekstu, nawet coś mi się zdaje, że tym razem słownictwo było nieco bogatsze, no i ogólnie, tekst wydaje się bardziej „kompletny”, obszerniejszy, zupełnie jakby nie był wymierzony na maksymalnie 100 słów. No bo w sumie nie był – „Łzy księżyca” to w istocie droubble (odmienia się to to w ogóle?) na 200 słów, co tylko potwierdza słuszność myśli, iż im więcej, tym weselej :D

 

A skoro tak, pora sięgnąć po następny tekst, uprzednio podsumowując „Łzy księżyca” – klimatyczny, bardzo przyjemny w odbiorze, ciekawy kawałek tekstu z otwartym zakończeniem, wpisujący się w klasyczne serialowe realia, a nawet w jakimś sensie uzupełniający jego fabułę.

 

 

„Pieśń o Upadku”

Tag [Sad] sugeruje, że niekoniecznie będzie weselej, acz poprzednie teksty pokazały, iż w tym przypadku (mam na myśli "Antyprzygody", ogólnie) zwykłe tagi należy traktować z pewnym przymrużeniem oka, a za pewnik brać jedynie te określające księżniczki w danej odsłonie występujące, więc jedziemy.

 

Powrót do formuły drabble'a, z jakichś powodów, czegoś mi na końcu zabrakło. A tym czymś, było zwyczajne „aha”, które miałaby wypowiedzieć Celestia, usłyszawszy tytułową pieśń, chociaż lamet bardziej mi tu pasuje. Również pod kątem tytułu, „Lament o Upadku” brzmi jak dla mnie lepiej.

 

W każdym razie, czwarty odcinek wpasował się w smutne klimaty lepiej, niż zrobił to poprzedni, sam tekst był bardziej satysfakcjonujący, niż „Słoneczna tajemnica”, czy „Siła woli”. Podobnie jak „Łzy księżyca”, podejmuje wątek znany z kanonu, dokłada co nieco od siebie, ukazując nam interakcję, której chyba nie mieliśmy okazji oglądać w serialu. Wypadło to dobrze, zaś tekst zaciekawił mnie wszystkim, czego w nim nie było, tzn. reakcji Dziennego Dworu, czy prawdziwą (nie to prześmiewcze „aha”, o którym wspomniałem wcześniej) reakcją Celestii na zastaną sytuację. Zatem znów jest w pełni otwarte zakończenie, które można sobie troszkę pointerpretować, choć ciąg dalszy jest nam znany, więc pole manewru mamy węższe, niż przy "Łzach księżyca". Nie podniosłem tej kwestii ostatnim razem, gdyż nie wiadomo czy i kiedy ewentualnie mogłaby nastąpić kolejna (A może zupełnie nowa?) przemiana, skoro „im się podobało”. W „Pieśni o Upadku” jest nieco inaczej.

 

Tak czy inaczej, solidny, satysfakcjonujący kawałek tekstu, chyba najlepiej do tej pory wpisujący się w [Sad], zwięzły i konkretny, co jest godne podziwu, zważywszy na fakt, że podejmuje ważny dla oryginalnej fabuły wątek. Czuć, że na Celestię spada coś nagle, a potem... cięcie. Ciekawy efekt, nie powiem, że nie.

 

 

„Miłość rośnie wokół nas”

Piąty odcinek i debiut Cadance, w historyjce opatrzonej tagiem [Comedy], co z miejsca budzi niemałe oczekiwania. Jak poszło?

 

No cóż, to opowiadanie nie Celestia, lecz ja sam, skwitowałem beznamiętnym „aha”. Miałem silne wrażenie odtwórczości, w stosunku do pierwszej odsłony, „Słonecznej tajemnicy” oraz drugiej, „Siły woli”. Mianowicie, dostajemy opis, nie aż tak wskazujący na realizowany tag, który buduje określony typ atmosfery, czytając czuć, że się to nasila i nasila, że zmierza do czegoś, a owe coś okazuje się punch linem, który ma rozbawić, wywrócić wszystko o zadaną ilość stopni. O ile podziałało to dobrze w przytoczonych wcześniej opowiadaniach, o tyle tutaj, efekt nie okazał się tak silny, lekturę zakończyłem raczej bez emocji.

 

Aczkolwiek, koncept był niezły, po prostu wykonanie nie okazało się wystarczająco świeże. Tekst był dla mnie skonstruowany identycznie jak „Słoneczna tajemnica” czy „Siła woli”, po prostu nastąpiła zmiana tematyki i bohaterki, co za trzecim razem już tak na mnie nie podziałało, a może po prostu poszczególne odcinki znalazły się zbyt blisko siebie, bym zdążył stęsknić się za tą formułą. Ale sam tekst napisany składnie i poprawnie, jak najbardziej. Spadków w formie próżno tu szukać, no i mimo wszystko, znajduję tu kilka zalet, jak np. tekst o „ciężkim kawałku ciasta”, czy też opis Cadance w pełnym rynsztunku, czego wyobrażenie owszem, przyprawia o uśmiech.

 

Natomiast, jako całość, szału nie ma, podobna formuła otworzyła serię, zatem nie mam nic do dodania ponad to, co już napisałem. Tekst jest poprawny, solidnie napisany, spełnia wymogi narzucane przez przyjęty gatunek, ma przyjemne momenty, ale koniec końców, zwykły kolejny odcinek, nie wnoszący zbyt wiele nowego do serii pod kątem konstrukcji, ale podejmujący bardziej casualowy aspekt pracy jednej z księżniczek. Niby wszystko w porządku, a jednak nic szczególnego.

 

 

„Betelgeza”

No proszę, coś nowego. Chyba tym razem nie można powiedzieć, ze to jakaś kolejna pochodna od drabble'a, ale zwykłe opowiadanie, niezwiązane konkretnym limitem. Jestem ciekaw, co skłoniło autora do (czasowego?) odejścia od przyjętej formy, ale zgaduję, że był to pomysł na historię. Opis całkiem intrygujący, no i mamy debiut Twilight, a ponieważ ze wszystkich księżniczek jest to postać, którą lubię najbardziej, oczekiwania wzrosły. Zacieram zatem ręce i siadam do kolejnego odcinka, a jest nim „Betelgeza” :D

 

Betelgeza, betelgeza... czy przypadkiem nie ma gdzieś w kosmosie gwiazdy, która tak się nazywa? :lunathink:

 

Opowiadanie to jednocześnie okazało się pewnym powiewem świeżości w stosunku do poprzednich odcinków i fanfikiem „klasycznym”, wziętym jakby z początków fandomu, gdy większości sezonów jeszcze nie było, wielu obawiało się zakończenia serialu wraz z finałem trzeciego sezonu. Z uwagi na miejsce akcji oraz rolę księżniczki Celestii, nie można odmówić królewskości, natomiast mała, pobierająca od niej nauki Twilight Sparkle przywołuje na myśl te starsze dzieła właśnie, gdy wątek jej początków był chętnie podejmowany. Opowiadanie przypadło mi do gustu, jest dosyć krótkie, ale sprawia wrażenie dłuższego, obszerniejszego, niż wskazuje na to ilość słów. Satysfakcjonujące, przyjemne i lekkie w odbiorze opisy oraz bardzo serialowe kreacje postaci, dzięki czemu ma się wrażenie oficjalnego shorta, tudzież usuniętej sceny z prawdziwego odcinka, to tylko jedne z atutów tegoż tytułu.

 

Choć nie była to maksymalnie absurdalna, losowa komedia, przy której boki szło zrywać, tekst był wystarczająco luźny i miejscami kreskówkowo zabawny, głównie poprzez kreację Twilight, opisy jej zachowania oraz reakcji. Czytelnikowi jest po prostu miło, natomiast tytułowy wątek wciąga na tyle, żeby mniej więcej w połowie fanfika zacząć snuć własne teorie odnośnie rozwiązania sprawy, czy zakończenia. To [Comedy], więc teoretycznie może się wydarzyć wszystko.

 

No i muszę przyznać, że zakończenie mnie zaskoczyło, ale w tym sensie jak... niewiele z niego wynikło. To znaczy, domyślam się przesłania, że teraz to Twilight miesiącami (no, konkretnie, to jeden miesiąc) nie będzie z tej biblioteki wychodzić, więc prościej ściągnąć na miejsce jej rodziców, coby mieli na nią oko, chociaż... naprawdę? Może źle to zinterpretowałem, ale nie wydaje mi się, by było to konieczne. Powiem też, że gdyby przyjąć, że Twilight będzie mieć każdego dnia ograniczoną ilość czasu na niedokończone dzieła tytułowej Betelgezy, to mógłby być materiał na sequele, w których młoda Twilight mogłaby eksperymentować jak ten czas wydłużyć przy pomocy magii, jak się do tej biblioteki dostać po godzinach, jak wybłagać u Celestii, aby pozwoliła jej tam zostać dłużej i wiele innych rzeczy. A może twórczość jednej z najbardziej znanych pisarek okresu wczesnego rogoko (w ogóle, masa przyjemnych mikroponyfikacji oraz odniesień do ciastek, to mi się podoba :tiacake:) tak by na nią wpłynęła, że nastąpiłaby zmiana w zachowaniu najwierniejszej uczennicy Celestii? Może wynikło by z tego parę zabawnych, niezręcznych, a może nawet spontanicznych sporów?

 

Jak dla mnie, z motywu Betelgezy spokojnie można wyciągnąć więcej, w ogóle, całą tę historyjkę poprowadzić dalej, angażując wybrane postacie w mniej lub bardziej absurdalne sytuacje, a wszystko po to, by osiągnąć pozornie trywialne cele, no bo tak chłodnym okiem, jaką rangę może mieć czytanie dzieł niedokończonych pewnej pisarki? :D

 

W związku z powyższym, zakończenie opowiadania nie wywarło na mnie żadnego konkretnego wrażenia, ot, po prostu historyjka się urywa, a czytelnik chce więcej. Jednocześnie, tekst został napisany na tyle dobrze, że pracuje jego wyobraźnia, stąd w głowie pojawiają się pomysły na ciąg dalszy, na kolejne perypetie itd. W skrócie – prosty, klasyczny koncept, powstał z tego ciekawy, dobrze napisany, wciągający tekst, któremu nie brakuje serialowej atmosfery, aczkolwiek zakończenie pozostawiło troszkę do życzenia.

 

Z drugiej strony, zastanawiając się nad tym dłużej, być może to nie zwieńczenie fanfika miało mieć kluczowe znaczenie w kontekście fabuły, ale drugie dno, którym jest wątek tytułowej Betelgezy, a także dlaczego udało jej się wydać tylko jeden kompletny tytuł. Faktycznie, początkowo sądziłem, że odpowiedź na to pytanie zostanie ujęta w puencie opowiadania, lecz okazuje się, że to wcześniej mieliśmy podane wszystkie informacje, by domyślić się co było na rzeczy. Po pierwsze, jej ksywka (Biadolgeza), a po drugie, wzmianka o lamencie nad własną twórczością. Wygląda na to, że jest to swego rodzaju komentarz autora, którego adresatem mogą czuć się osoby mające przesadnie niską samoocenę odnośnie własnej twórczości, którym brakuje chęci, które nie są w stanie niczego dokończyć, bądź które cierpią na słomiany zapał, gdyż brakuje im odzewu, jakiegokolwiek. W tym sensie, można niniejsze opowiadanie uznać za krzywe zwierciadło, w którym widać jedną, ważną rzecz – zawsze jest ktoś, kto czeka i kto do każdego kawałka twórczości będzie startować tak entuzjastycznie, jak Twilight :D

 

Ponieważ takich osób z reguły nigdy nie brakuje, fanfik zachowuje aktualność i, kto wie, być może zagrzeje do dokończenia tego czy owego. No powiedzcie, kto by nie chciał, by zdobywająca wiedzę Twilight, na długo przed swym primem, zareagowała na jego aktualizację tak entuzjastycznie, jak na wieść o ocalałych zwojach Betelgezy?

 

Reasumując, mamy niedługi kawałek przyjemnego fanfika, przywodzącego na myśl początki fandomu, zawierającego w sobie wszystko, co serialowe (kreacje postaci, żarty, interakcje, klimat), no i zawarte między wierszami przesłanie dla każdego, kto tworzy, a kto ma wątpliwości, czy jest wystarczająco dobry.

Warto pamiętać, że nigdy się tego dowiecie, póki nie spróbujecie ;)

 

 

„Agent jej królewskiej mości”

Nieprzypadkowo siódmy odcinek serii, naszpikowany nawiązaniami do jakże barwnych przygód Jamesa Bonda, w roli głównej, jak sugerują tagi, księżniczka Cadance. No, z takimi założeniami to nie może nie wypalić, mam rację?

 

Zanim odpowiem na zadane samemu sobie pytanie, kilka rzeczy rzuciło mi się w oczy. W pierwszym akapicie jest trochę za dużo „się”, tzn. występują zbyt gęsto siebie.

 

„Wszyscy zdawali się doskonale bawić. Tylko Cadance wierciła się na swym tronie.”

 

No co, jak się czegoś czepiać, to się czepiać ;P Poza tym, w kilku miejscach brakuje mi przecinków, a gdy wspomniany zostaje raport Goldfingera, ostatnia głoska gubi pogrubienie. Plus, gdzieniegdzie zdania powinny być rozpoczęte z wielkich liter, np.

 

„– Doktor No, w tajnej służbie Jej Królewskiej Mości. – przybysz pokłonił się. ”

 

Poza tym, pod koniec, przy kryształkach znalazłem gwiazdkę, ale nigdzie nie ma wyjaśnienia. Czy to przez limit słów? Chyba nie, skoro pod tym względem opowiadanie kontynuuje nurt zapoczątkowany w poprzednim odcinku, czyli odejście od formuły drabble'a...

 

A przechodząc do rzeczy, jest tu trochę opisów, trochę dialogów, akcja pędzi na łeb na szyję, dowiadujemy się, że (a jakże) za wszystkim stał Podmieniec, a na końcu wyskoczyła niczym z kapelusza Tempest Shadow. I wiecie co? Ta mieszanka nawet mi się spodobała, wyszło całkiem sympatycznie :D Jeszcze te nawiązania, tak umiejętnie wplecione w tekst, użyte w najlepszym ku tego momencie, po prostu nie mogłem nie polubić tego tekstu, aczkolwiek faktycznie, wydaje się oderwany od czegoś większego, może nawet zrealizowany podobnie jak Operacja Piorun – „na kopycie”. Ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Spontaniczność także należy docenić, zwłaszcza, gdy efekt końcowy jest zadowalający, a tak właśnie jest w tym przypadku. A gdy człowiek odtworzy sobie w głowie soundtrack np. z "Nightfire", wówczas w ogóle robi się sensacyjnie :twistare:

 

Nie zabrakło luźnego, komediowego klimatu, a cięcie znalazło się w takim momencie, że chyba na upartego to też mógłby być jakiś short, parodiujący Bonda, ewentualnie usunięte scenki z odcinka. Agent, to jest agent, to jest dopiero agent :D Po nie wzbudzającym zachwytu debiucie Pani Miłości, jest to miła odmiana, toteż mam nadzieję, że tendencja przy Cadance się utrzyma i kolejne odcinki z nią w roli głównej będą coraz lepsze i lepsze.

 

Szkoda, że pod kątem formy, tekst nie wydaje się już tak dopracowany, co poprzednie odcinki. A może w grę wszedł limit czasowy, bo właśnie upływała doba od ostatniego odcinka?

 

 

„Azyl”

Szanowni Państwo, powrót do formuły drabble'a, ale czy udany? Zerknijmy na tagi – na pewno Luna uraczy nas swoją obecnością, będzie też trochę heheszków. Stąd, ”Azyl”, pomimo niekoniecznie pozytywnego brzmienia tytułu, nastraja pozytywnie. Sprawdźmy zatem co zaserwował nam autor tym razem...

 

Śladowe ilości opisów, limit praktycznie wyczerpuje wypowiedź Luny, która zgrabnie przedstawia nam, czytelnikom, kontekst sytuacji, wymienia bogate doświadczenie zawodowe bohatera (w tym nie omieszka wspomnieć o lalusiu (Flashu)), po czym z gracją przechodzi do puenty, co przywodzi na myśl początkowe odcinki, lecz tutaj, w odróżnieniu od „Miłość rośnie wokół nas”, widzimy próbę odświeżenia formuły, wykonania znanego motywu nieco inaczej, co się chwali.

 

A puenta? Nieźle, nieźle, bo dość zabawnie, randomowo, no i pozostaje ciekawość dalszego przebiegu tej, nazwijmy to, audiencji. Czy Shining odważył się cokolwiek odpowiedzieć? A może był to jedynie wstęp do kompletnej wypowiedzi Luny? A może tamtego dnia wydarzyło się jeszcze więcej losowych rzeczy, w jakiś sposób uwłaczających majestatowi Państwa oraz samej Luny? Wiadomo, że ta zniewaga powagi wymaga, ale ostatecznie co w ramach zadośćuczynienia musiał uczynić bohater?

 

Być może pewnego odcinka przyjdzie nam się dowiedzieć. Przyjemny drabbl, może nie aż tak innowacyjny, ale na tyle odświeżający sprawdzoną formułę, by czytelnik mógł uśmiechnąć się pod nosem i spróbować sobie wyobrazić ciąg dalszy. Poważniejszych błędów nie uświadczyłem.

 

 

„Powrót”

Czyli Nightmare Moon uderza ponownie... poniekąd. Jak widać, tak szacowna osobistość oraz godna pochwały kampania nie mogła zmieścić się nawet w ramach droubble'a, toteż koszmarna klacz zyskała nieco dłuższy, niż przewiduje ustawa fanfik, na co nie zamierzam narzekać, wręcz przeciwnie :D

 

Co cóż, całkiem ładny, satysfakcjonujący kawałek tekstu, zaliczający się do tych odcinków, które porwały się na podjęcie co istotniejszych kanonicznych wątków i dołożenie do nich czegoś od siebie, prezentując nam wcześniej nieznane sceny, interakcje oraz oblicza znajomych postaci. Bardzo dobrze. Atmosfera towarzysząca opowiadaniu była deczko mroczniejsza, smutnawa, poważniejsza, co jest miłą odmianą od humoru i klimatu komiksowo-komediowego, utrzymywanego przez większość odsłon serii (moim zdaniem).

 

Przypadła do gustu dość serialowa kreacja Nightmare Moon, miło, że autor spróbował ukazać nam ją z nieco innej, emocjonalnej strony. Pasowało to do tej postaci. Motyw ten rzutuje na całą jej kreację, ogólnie, gdyż niezależnie od tego, w jakiej sytuacji w przyszłości ją ujrzymy (nawet jeżeli będzie to odkamienianie rur, dziurawienie sera, czy suszenie kapci), będziemy mieć na względzie to, że ona także czuje i także niekiedy jest jej przykro.

 

Odnośnie formy, muszę przyznać, że tekst wydaje się podnioślejszy, opisy są bardziej dopracowane, dłuższe, nie ma się tego samego wrażenia, co wcześniej. Niestety, nie obyło się bez paru uchybień tu i tam. Poniżej przykłady tego, co mam na myśli.

 

„Strop już dawno runął na ziemię zasypując pomieszczenie zwałami gruzu.”

 

„Ruszyła do przodu roztrącając nogami, leżące kamienie”

 

W pierwszym cytacie chyba brakuje jednego przecinka. Natomiast w drugim, został umieszczony w niewłaściwym miejscu. Poza tym, jako łowca spacji, przyuważyłem podwójną, w zdaniu:

 

„Celestia zgarnęła jednak wszystko dla siebie, odsuwając ją  na bok”

 

Ale tak poza tym, całkiem ciekawy, solidny kawałek tekstu, wykonany z pomysłem oraz dbałością o opisy, a także kwestie mówione, porywający się na rozbudowę kreacji znanej, klasycznej antagonistki, wraz z która przeżyliśmy otwarcie pierwszego sezonu. Spodobał mi się ten odcinek ;)

 

 

„Nowa nadzieja”

Tekst na ponad 1500 słów, lekki i przyjemny w odbiorze, aczkolwiek nie ustrzegł się przed kilkoma błędami. Drobne rzeczy, ale rzuciły mi się w oczy, głównie sprawy przecinkowe.

 

„Wymagało to od ciągnących go pegazów sporo wysiłku, jednakże, czego się nie robi dla księżniczki.”

 

Tutaj akurat dałbym na koniec znak zapytania.

 

„A już kategoryczna odmowa lądowania przed ponyvillskim ratuszem z powodu, jak to określili „złych warunków atmosferycznych jakie zaistniały na dwadzieścia cztery godziny przed nieplanowaną wizytą w miasteczku, oraz fatalnym stanem nawierzchni improwizowanego lądowiska” co w języku zwykłego kucyka znaczyło tyle co “jest błoto i się księżniczka pobrudzi”, ewentualnie „nie chcemy, by było jak ostatnio, kiedy to podczas przyziemienia księżniczka zakosztowała nieplanowanej ziemnej kąpieli, oraz ciastka z błotem” nie była, na tle ich innych wyczynów, niczym wyjątkowym.”

 

Całkiem długie zdanie, nie powiem, że nie. Dwukrotnie przed „oraz” pojawił się przecinek. A brakuje go przed „jakie” na początku.

 

„Po dobrej sekundzie, potrzebnej na przetworzenie obrazu, który został przekazany do mózgu, oraz zrozumienie tego, co się widzi, kucyki opadły na jedno kopyto, kłaniając się do samej ziemi.”

 

Sprzed „oraz” wywaliłbym przecinek.

 

„Źrebak, mało nie eksplodował ze szczęścia.”

 

A tutaj przecinek nie jest potrzebny w ogóle.

 

Tego typu rzeczy raz po raz przewijają się w opowiadaniu, nie przeszkadzają zbytnio w lekturze, ale mimo to rzucają się w oczy, tym bardziej, że nie jest to długi tekst.

 

A przechodząc do historyjki, opis mnie oszukał xD Jak to Celestia „nie bardzo wie” jak sobie z tym poradzić? Według mnie w opowiadaniu była w pełni opanowana, wiedziała doskonale, że Luna niebawem powraca (pal licho w jakiej formie), zaś jej zmysł taktyczny podpowiedział, by z tego tytułu obchody Święta Letniego Przesilenia urządzić możliwie jak najbliżej Everfree oraz dawnego pałacu należącego do niej oraz Luny, gdzie leżą sobie Elementy Harmonii. Jasne, początkowo średnio ogarnia kto będzie mógł ich użyć, ale szybko okazuje się, że na miejscu jest już 5 elementów, wystarczy „ściągnąć” do Ponyville szósty. Wash & Go jak się patrzy :NjdaT:

 

Tak czy siak, lekkie, przyjemne w odbiorze i całkiem serialowe opowiadanie z dobra kreacją Celestii, która ogólnie jest miła, spokojna, lecz gdy trzeba postawić sprawę jasno, potrafi nabrać surowości, co jest świetne i tak też zostało napisane. Spodobały mi się solidne opisy oraz całkiem wiarygodne dialogi, no i poszczególne scenki, szczególnie poruszenie, jakie wywołała Celestia niezapowiedzianą wizytą w urzędzie, no i podekscytowaną klaczkę, która prawie od razu przykleiła się do ulubionej księżniczki. Drobne, miłe, ale jednocześnie klimatyczne rzeczy, które świetnie się czyta, bezstresowo.

 

A sam pomysł na opowiadanie całkiem dobry, nie po raz pierwszy skończyłem czytanie z wrażeniem, że mógłby to być oficjalny short, jakaś usunięta/ bonusowa scena, po prostu coś, co bez problemu mogłoby znaleźć się na ekranie jako pełnoprawna część serii. Dobrze zrealizowany [Slice of Life] z delikatną domieszką komedii tu i ówdzie, co nadaje całości smaku. Mimo paru błędów, wrażenia jak najbardziej pozytywne. „Nowa nadzieja” zdaje się jest powiązana w jakiś sposób z poprzednim opowiadaniem, tworząc nieco szerszy kontekst oraz historię. Fajna sprawa.

 

 

W porządku, zatem mam za sobą pierwsze 10 odcinków serii, czas na zapowiedziane Top3, które zmierzą się z następnymi Top3 w wielkim finale „Królewskich Antyprzygód” :D Wybór, wbrew moim przewidywaniom, okazał się całkiem trudny, ale coś spośród tychże fanfików wyłonić trzeba. Po namyśle, zdecydowałem.

 

Drodzy Państwo, w tym rozdaniu miejsce trzecie przypadło „Łzom Księżyca”, miejsce drugie wędruje do niedawno omówionej przeze mnie „Nowej Nadziei”, oraz ex aequo do „Powrotu”, natomiast miejsce pierwsze zdobywa... „Betelgeza”! Te właśnie odcinki spodobały mi się najbardziej :interesting: A to zaledwie początek „Antyprzygód” i już teraz zżera mnie ciekawość kto jeszcze się przewinie, w jakie jeszcze, codzienne bądź niecodzienne sytuacje autor zaangażuje znane postacie.

 

 

Generalnie, polecam zajrzeć samemu i przekonać się na własne oczy, co to za antyprzygody ;) Już na tym etapie nie mogę odmówić autorowi kreatywności przy dobieraniu sobie księżniczek oraz możliwych do opisania sytuacji, w których mogłyby wziąć udział, no i póki co, forma znajduje się na dość zbliżonym, dobrym poziomie, merytorycznie poszczególne odcinki nie są wprawdzie równe, lecz nie natrafiłem na tekst, który wydałby mi się kompletnie bezbarwny, słaby. Księżczniczkowej atmosfery także nie mogę poszczególnym fanfikom odmówić, nie wspominając już o tym, że wiele z nich prezentuje sobą klimat serialowy, co jest świetne i sympatyczne. Do sprawdzenia zostało mi sporo odcinków, no i wiele "topek" to wyłonienia, toteż nie mogę się doczekać swojego powrotu do "Królewskich Antyprzygód" ^^

 

 

Pozdrawiam!

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na początek, bardzo dziękuję za tak obszerny komentarz, niejednokrotnie komentowane odcinki były krótsze od samego komentarza:) Pierwotne założenia Antyprzygód to jeden drabbl dziennie. Niby nic, sto słów to tyle co nic, ale bardzo szybko się przekonałem, że większości pomysłów zwyczajnie nie da rady zmieścić w tak małej formie. Dlatego też, tak szybko „złamałem” tę zasadę i zacząłem pisać dłuższe teksty. Co by o tym nie mówić to było dla mnie spore ułatwienie. I tutaj, po pewnym czasie wyszła sytuacja nieco odwrotna - jako, że trzeba było połączyć pisanie z pracą (niejednokrotnie na drugą zmianę, tak więc do pisania zostawało mi czas ledwo od pobudki do około godziny 13 - a trzeba jeszcze się ogarnąć i coś zjeść xD) - to potrafiło niekiedy przeszkodzić i musiałem zwyczajnie ucinać historie „na siłę”. Czy poziom udało się utrzymać? Od razu powiem, że nie. Są lepsze, są gorsze i kilka, które z perspektywy czasu uważam za nieco nieudany eksperyment. Najdłuższe fiki pisało mi się oczywiście na dniach wolnych. I choć celu nie osiągnąłem (celem było pisanie codziennie przez cały rok), to jestem bardzo zadowolony z faktu, iż udało się napisać aż 152 odcinki.

Trafnie zgadłeś, że może to być część czegoś większego. Starałem się, by odcinki mieściły się w zakresie, jednego uniwersum. Oczywiście są odstępstwa, jednak pewne postacie będą się przewijać przez różne, nie powiązane ze sobą odcinki. Jest też kilka serii, które są powiązane ze sobą np kolejne dwa, trzy odcinki, które tworzą jedną całość.

Reaktor w Czarnogrzywie to jedna z wielu gupich ponyfikacji, jakie są w Antyprzygodach xD

Co do toalety, to Lunarna Latryna nie była jeszcze wtedy gotowa i Pani Nocy musiała korzystać ze Słonecznego Sracza xD

„Pieść o Upadku” to zkucykowana „Pieśń o Upadku Ur” - żałobny utwór z około 3 tys pne, opisujacy upadek miasta Ur i koniec tzw III dynastii. Choć w internecie funkcjonuje jak najbardziej nazwa „lament nad Upadkiem Ur” to w archeologii używane (a przynajmniej jak ja studiowałem xD) jest także określenie Pieśń.

„Miłość rośnie wokół nas” to zkucykowany kapitan Bomba:) Nie wszyscy to znają, sporo nie trawi kompletnie, ale nie mogłem się zwyczajnie powstrzymać:)

Cieszy mnie niezmiernie, że się spodobało - tutaj mogę śmiało napisać, że cel został osiągnięty:) Aż się chce zacząć pisać Antyprzygody 2.0 xD


 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Królewskie Antyprzygody doczekały się własnego audiobooka. Każdy odcinek (lub kilka odcinków w jednym filmie jeśli odcinki będą za krótkie aby wypuszczać je pojedynczo) będzie pojawiał się co wtorek o godzinie 16. Posłuchajmy więc co tam słychać u księżniczek.
Lista odcinków:
Odcinki 1-5

  • Upvote 1
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...