Jump to content

Fanfik KPE (Krwawe poczatki equestrii) [NZ][SAD][VIOLENCE][ADVENTURE][DARK]


Recommended Posts

Cześć pewnie nikt mnie tu nie zna.

I w sumie nie powinniście nawet mnie znać. 

Po prostu nie ma z czego ale mam nadzieję, że

tym fanfikiem wyjdę naprzeciw waszym (przynajmniej)

oczekiwaniom. Więc nie przedłużając zapraszam!:pinkie:(Linki znajdują się w spoilerze, ponieważ ten post zaczął się niebezpiecznie i niepotrzebnie wydłużać)

Spoiler

 

Prolog
Rozdział I

Rozdział II
Rozdział III

Rozdział IV [NIEDOSTĘNE]
 Rozdział V [NIEDOSTĘNE]
Rozdział VI [NIEDOSTĘNE]
Rozdział VII [NIEDOSTĘNE]

 

 

Edited by KLGDiamond
Edycja rozdziałów.
Link to comment
Share on other sites

Witam 
(Przeczytałem ) 
Pisanie to bardzo dobry sposób spędzania wolnego czasu i chciałbym abyś mimo chwil słabości nie ustąpił w tym.

 

Na wstępie ,dobrze by było jakbyś zmienił opcje udostępniania ,widziałem parę błędów które chciałem poprawić ale nie mogłem , polecam Ci to zrobić , czasami można dostać darmową korektę  , mi też tak radzono i tak też się stało.

 

Mam kilka sugestii dotyczące twojej pracy otóż:

Odnośnie formy(Ogólne): Praca pisana jest jednym ciągiem ,a lepiej się czyta gdy przy np. wcięciu jest linijka odstępu. Osobiście lepiej się mi takie prace czyta.    

 

Odnośnie formy zapisu(Tekst): 
Zapis liczb , staraj się to robić słownie. O poprawność zapisów eksperymentalnych typu 2- ie ,2-je , musi się wypowiedzieć ktoś bardziej doświadczony.  
W niektórych momentach czcionka jest inna od reszty np. w pierwszym zdaniu. Czy jest to błąd ? No może nie ale oczy się męczą. Tekst jest poprzedzony np. "Mówili:" To czytelnik już będzie wiedzieć o co chodzi.   

W innych momentach  było podobnie. Zauważyłem że wypowiedzi postaci są też pisane inaczej. Zakładam ,że tym zabiegiem chciałeś odróżnić kwestie narratora od wypowiedzi postaci. Tutaj też staraj się zapisywać normalną czcionką. Wypowiedzi bohaterów nie trzeba specjalnie wyróżniać ,wynika to raczej z tego co zapowiada i wspomina narrator.   

 

Odnośnie fabuły.
Ciekawy pomysł przyznam , będę wyczekiwać kolejnych części , na ten moment mam mnóstwo pytań odnośnie fabuły  ,jednakże zakładam ,że wszystkie intrygujące mnie pytania zostaną wyjaśnione w kolejnych częściach.

 

Pozdrawiam i czekam na kontynuacje.

Link to comment
Share on other sites

        Wiem, iż może się wydawać, że zmiana czcionki jest dziwna.
Ale myślę, iż po prostu lepiej to wygląda. Zmiana wynikała 

głownie z tego, że ostatnio przeczytałem naprawdę dużo książek.

E-booków fików czy też zwykłych. I wszędzie ta sama czcionka.

Postanowiłem po prostu odświeżyć sobie oczy jak i czytelnikom. 

Ogólnie mówiąc mam dość powszechnego wszędzie (nawet tu ariala) 

Dlatego myśli bohaterów są napisane new romanem a wypowiedzi lekko pogrubioną czcionką comfortaa. 
Co do błędów pewnie masz na myśli te podkreślone przez samego google doca. 

Nie mówię, iż mój fik nie posiada błędów bo na pewno jakieś są ale większość

Jest po prostu nie wiadomo dlaczego podkreślona. 

NP: W zdaniu "Dobra to wy zjedzcie śniadanie a ja zwinę obóz i ruszamy zgoda?" 

google doc bardzo chce zamienić "zwinę" na "zwinąć". Dlatego może się wydawać ,

że jest więcej błędów niż powinno być. No bo wiesz zdanie :
"
Dobra to wy zjedzcie śniadanie a ja zwinąć obóz i ruszamy zgoda?" Byłoby co najmniej śmieszne.

Link to comment
Share on other sites

Przeczytane. Powiem tak - przypomniały mi się czasy gdy sama opublikowałam na tym forum prolog mojego pierwszego fanfika. Był 2013 rok, a ja nie miałam warsztatu i doświadczenia. Także lektura tego była dla mnie jak podróż w czasie, zwłaszcza, że tematyka w sumie nawet podobna. I tagi też.

 

Zostawiłam w docsie sporo komentarzy i sugestii. Brakowało przerw pomiędzy akapitami oraz wcięć przy akapitach. W dialogach zamiast półpauz królowały dywizy, po których jeszcze brakowało spacji. Po półpauzie zawsze dajemy spację. Przed też, jeśli nie rozpoczyna ona nowego akapitu. Zapamiętaj też, że spacji nie stawia się przed znakami interpunkcyjnymi, tylko po.

 

Co do tej zmiany czcionek... Uważam tę decyzję za nietrafioną. Czytelnicy raczej nie lubią takich zabiegów. Jeśli nie lubisz Ariala 11, to może użyj Times New Roman 12, czy coś...

 

Sam tekst jest, niestety, usiany błędami. Interpunkcja, składnia, powtórzenia, deklinacja. Sporo tego. Słownictwo określiłabym jako ubogie. To wszystko jest zupełnie normalne, kiedy się zaczyna pisać, ale sugeruję znalezienie sobie korektorów i prereaderów. Jakichkolwiek. Weź pod uwagę, że czytelnik nie siedzi w Twojej głowie i jeśli zapis sugeruje coś innego, czego wcale nie miałeś na myśli, to sugeruje. Po prostu. I nieważne, co autor uważa. Inna sprawa, że czasem chyba sam zapominasz, co piszesz, bo ona tam kilka razy spakowała ten namiot.

 

A co z fabułą i tym jak Prolog sprawdza się jako wstęp do historii? Realia są ciekawe, ale trudno to powiedzieć o samej historii. Na tych stronach zabrakło opisów, zabrakło klimatu i jakichś szerszych informacji, przez co wszystko brzmi dziwnie. Bohaterka jest księżniczką, ale idzie się zaciągnąć do armii jako byle szeregowa. W świecie, w którym klacze nie służą w armii. No i jeszcze sprawa tych 2 innych księżniczek, które zabili. Brakuje mi tu jakiejkolwiek motywacji, jakiegokolwiek wyjaśnienia. Jej tatuś jest szychą, więc jeśli wie i popiera jej decyzję, to ona powinna od razu zostać oficerem, a nie sobie leźć do obozu się rekrutować. Nie mówiąc o obstawie. Jeśli tatuś nie wie, a ona zwiała z domu... To nie powinna się jakoś maskować? Bo tego, raczej nikt nie zechce podpaść jej ojcu. Brakuje mi też jakiejkolwiek motywacji. W efekcie ani nie wiemy nic, ani nie mamy nakreślonego klimatu czy bohaterów. Poza tym że Engra nie lubi być alikornem i chce być żołnierzem. No i ma kompleksy i zajebiście walczy. W sumie to byłoby może i ciekawe, ale brakuje jej czasu antenowego.

 

Wstawki narratorskie i tłumaczenie banałów psuje wrażenia z lektury. Nie musisz wszystkiego wyjaśniać. Niech czytelnik się domyśli z gestów, czynów i słów postaci. Szczególnie, że tu wychodzą braki w opisach. Za to opis walki jest rozwleczony. I pełen tych narratorskich wstawek, które jeszcze bardziej go rozwlekają i nudzą.

 

Kolejny problem to słownictwo. Często zbyt współczesne i potoczne, by pasowało do opowiadania w klimatach... bo ja wiem, średniowiecznych? Myślę, że warto by było postarać się poznać paru określeń na przedmioty użytku codziennego czy bojowego, bardziej stonować i stylizować wypowiedzi bohaterów. Oraz postarać się, by przedstawiciele różnych warstw społecznych różnili się od siebie także i w mowie.

 

Tu powinno być 10 stron, a nie 5. Tekst by na tym skorzystał. Świat i bohaterowie również. Jasne, to prolog, nie musisz pisać wszystkiego. Ale rolą prologu jest zachęcić, pokazać czytelnikowi, czego ma się mniej więcej spodziewać, wprowadzić go. A tutaj to raczej niestety nie wyszło, pomimo paru naprawdę ciekawych pomysłów.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

    Cześć wszystkim! Wiem, że mój prolog był średni...:wrWgR:
Uświadomiło mi to włączenie komentarzy. Ale
chcę też podziękować za wskazanie mi wielu 
błędów i tego w jaki sposób mam tworzyć tekst.
Szczególnie dziękuje Cahan zebrze która pokazała
mi jak stworzyć fika z dobrze stworzonymi dialogami
na płaszczyźnie budowy. A także nazywającej
się w Docu Gandzi Gandzi za wskazanie gdzie
powinny być przecinki. 
Teraz to w sumie prawie zupełnie inny tekst,

także zainteresowani mogą sobie go przeczytać 
jeszcze raz. A i ci nie lubiejący czytać dwa razy
nie muszą się martwić bo ogólny sens oczywiście
został zachowany. Tym samym obiecuję o wiele lepszy 
pierwszy rozdział na "premierę" o ile można to tak nazwać. :pinkiesmile:

 

PS: A no i udało wam się... Macie tego ariala w całym prologu! Nie ma za co!:pinkie4:

PPS: Cahan zmieniła lub zachęciła mnie do zmiany dość dużej części zdań innaczej
napisanymi. Więc nie zdziwcie się jeżeli nie rozpoznacie tego samego tekstu.
PPPS: Zawsze chciałem napisać trzy PPP-esy :pinkie:

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

na początku: i tak cię znalazłem.

 

Więc tak. Przeczytałem, nie jest złe. Dobry pomysł, jednak mógłbyś go jeszcze oszlifować. Większe znaczenie relacji z innymi, może przeszłości. W oczy nie rzuciło mi się nic specjalnego, poza paroma błędami. Taka mała rada: jeżeli nie chcesz robić powtórzeń, albo znaleźć bardziej profesjonalne słowa, wyszukuj ich synonimy. Nie wiem co jeszcze mógłbym ci poradzić, poza takimi oczywistościami jak częste czytanie książek, dwukrotne sprawdzenie przed publikacją i rozpisanie sobie postaci. Mam nadzieję że nie stracisz weny i pociągniesz to do końca. 

 

powodzenia!

Link to comment
Share on other sites

Siemka :aj3: To znowu ja!
Powracam z drugim rozdziałem KPE!
Mogłem wrzucić go wczoraj, ale jak to się mówi:
"Piątek weekendu początek" 
Więc wrzucam wam go teraz żebyście zaczęli sobie 
ten weekend fajnie a nie od jakiś e-lekcji. Nie ma za co:pinkiesmile:
Chociaż w sumie tytuł to nauczyciele i uczniowie...
więc takie trochę e-lekcje...

 

Rozdział II

"Pisał Diamond"
"Korekta Zerrome"

Link to comment
Share on other sites

I ponownie ja:portalface:

Wracam po tygodniowej przerwie

Tym razem mam dla was coś w stylu przerywniku rozdziałowego.

Idealny do przeczytania na przerwie podczas e-lekcji, ale

nie polecam szykować przekąsek czy czegokolwiek.
W każdym razie postarajcie się nie przestraszyć:chainsaw:

 

Rozdział III

"Pisał Diamond"

"korekta ( i w sumie też pre-reading) Zerrome"


PS: Zaczynam się zastanawiać czy nie powinienem użyć tagu tego większego dark lub gore. Jak coś piszcie w komentarzach to się ogarnie
PPS: W sumie fajnie byłoby jakbym tak pisał jeden rozdział na tydzień...:godpony:Ale niczego nie obiecuję.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Przeczytany prolog i rozdział 1.

 

Beware the spoilers! Albo i nie...

 

Dobra, piszę "na gorąco" zaraz po przeczytaniu prologu, a jeszcze zanim się wezmę za rozdział 1. Jak na razie jest nieźle. Na zaledwie sześciu stronach dostałem nieco światotworzenia, czwórkę różnokolorowych i różnorasowych bohaterów, a także nieco akcji i wieczorek zapoznawczy. Dobra, to ostatnie, to może lekka przeginka z mojej strony, ale naprawde ich rozmowa wywarła na mnie takie wrażenie, jakby spotkali się nowi pracownicy na korpobiwaku. Tutaj też naturalnie muszę pozrzędzić, iż jakoś tak za szybko chemia się między nimi zawiązała, ale z drugiej strony... czemu nie? Przynajmniej udało się uniknąć nagminnego w takich sytuacjach błędu, jakim jest naiwność bohaterów, którzy natychmiast odpowiadają sobie historie całego życia. Może to dlatego iż najpierw usiłowali się nawzajem popękać? Ale przynajmniej po walce uwolnienie więźniów miało jakieś podstawy - sprawdzenie czy nie należą do much było rozsądne, pragmatyczne i bardzo mile widziane. A tu jeszcze doszło hasło, którym nieznający się przecież rekruci mogą się nawzajem zidentyfikować. Bardzo fajny pomysł. Tak naprawdę jedyne poważniejsze zastrzeżenia mam do sposobu opisania walki, który jest straszliwie wręcz chaotyczny. Nie wiem czy chodziło tu o przedstawienie rzeczonego chaosu jaki zwykle panuje, gdy kuce usiłują dokonać demontażu swoich bliźnich, ale wypadło to nieciekawie, gdyż lektura tego akurat fragmentu jest zwyczajnie męcząca dla czytelnika. Jeżeli chodzi o formę, to nie dopatrzyłem się jakiś wielkich przewinień (oprócz mieszania czasów w kilku miejscach), ot może jedna czy druga stylistyczna pierdółka się trafiła. Póki co jest nieźle.

 

Teraz czas na wrażenia z rozdziału 1. Oj, dużo tych wrażeń. Bardzo dużo. I wszystkie, co do jednego są absolutnie negatywne. Zacznijmy od najłatwiejszej rzeczy, czyli od formy. Po lekturze wspomnianego rozdziału jestem pewny, że prolog ktoś poprawił - tylko tak jestem w stanie wyjaśnić różnicę w poziomie. Tam forma była nawet niezła. Tutaj leży na ziemi i błaga o dobicie. Błędy ortograficzne, stylistyczne, błędy każdego rodzaju, wszędzie i w wielkich ilościach. Tu potrzebny jest naprawdę srogi korektor, żeby coś z tego było. Albo kilku. Aha - kiedy piszesz jak któryś z bohaterów opowiada o czymś co przeżył na zasadzie retrospekcji to najlepiej zaznaczaj to kursywą, bo inaczej zgubi się w tekście. Teraz przejdźmy do treści. O ile w prologu wszystkiego było po trochu i ładnie się to komponowało, to tutaj wygląd to tak jakbym miał do czynienia z brudnopisem. Albo pierwszym szkicem tego jak ma ostateczny tekst wyglądać... chociaż nie. Nawet tak nie potrafię tego wytłumaczyć. Bohaterowie, którzy wcześniej sprawiali wrażenie nieco naiwnych i niedoświadczonych (co wyszło dobrze, wszak to rekruci zmierzający do jakiegoś garnizonu), to tutaj ich naiwność wybija skalę, teksty mają prymitywniejsze niż dzieci w przedszkolu i zachowują się i wypowiadają jak banda źrebaków na wyciecze klasowej, którym na chwilę udało się zwiać spod opieki nauczycielki. Poziom ich wypowiedzi jest absurdalnie wręcz niski i totalnie infantylny, zarówno jeżeli chodzi o treść jak i formę wypowiedzi. Poza tym w wielu miejscach zabrakło elementarnej wręcz logiki, czego koronnym przykładem jest to  - "Postanowili rozbić wszystkie wokół ogniska wejściem do ognia. Dawało to przewagę taktyczną. Wróg po prostu nie był w stanie zajść ich od tyłu." Naprawdę nie jestem w stanie pojąć toku rozumowania, który doprowadził do napisania czegoś takiego. Tutaj nie tłumaczy ich nawet brak doświadczenia. Jedyne co (ewentualnie) mogłoby ich wytłumaczyć to bezmózgowie. A takich rzeczy widziałem więcej...

 

Autentycznie ręce mi opadły. Po naprawdę fajnie zapowiadającym się prologu dostałem rozdział, który kompletnie zrujnował mi opowiadanie. On powinien być raz jeszcze przemyślany i napisany od nowa. Nie jestem pewny czy po takim zimnym prysznicu jeszcze wrócę do tego fanfika, ale szanse na to są naprawdę niskie.

 

Edit: Po ochłonięciu, pograniu w grę (i dokonaniu tam demonstracyjnego uderzenie nuklearnego na kitajców) i przemyśleniu sprawy chciałbym dodać co następuje: Ten fanfik jak najbardziej jest do uratowania. Pomysł na opowiadanie jest całkiem dobry, daje mnóstwo możliwości na rozwinięcie, tylko trzeba ostro wziąć się do galopu i napisać to porządnie. Póki co, jako że to zapewne debiut na poziomie prologu. Mierz póki co do tego, a jak już zaczniesz czuć się na rzeczonym poziomie swobodnie zacznij mierzyć wyżej. Im więcej będziesz pisał tym powinno być tylko lepiej. Powodzenia.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Dziękuje za komentarz. I faktycznie korekty nie było:wrWgR: Zdałem sobie z tego sprawę teraz dzięki tobie. Bardzo dziękuje bo szczerze nie mam pojęcia dlaczego tego nie zrobiłem:dunno:. W każdym razie już zostało poprawione (Luno co ja ćpałem jak pisałem?) A i dialogi, trochę bo trochę, ale zmieniłem. Przejdę więc do małej odpowiedzi (bo chyba wypada skoro tak nastarałeś się nad komentarzem... dla jednego rozdziału...)

 

 

3 godziny temu, Dolar84 napisał:

Tak naprawdę jedyne poważniejsze zastrzeżenia mam do sposobu opisania walki, który jest straszliwie wręcz chaotyczny. Nie wiem czy chodziło tu o przedstawienie rzeczonego chaosu jaki zwykle panuje, gdy kuce usiłują dokonać demontażu swoich bliźnich, ale wypadło to nieciekawie, gdyż lektura tego akurat fragmentu jest zwyczajnie męcząca dla czytelnika.

To jest kwestią sporną. Otóż zastosowałem formę opisu jak ja to nazywam "przeskakująco-szybkiego" (umowna nazwa). Czyli przeskakuje pomiędzy tym co robią postacie na polu bitwy. Nie ma miejsca na przemyślenia i dialogi pomiędzy pojedyńczymi wymianami zdań. Już niejedna osoba pisała mi, że sposób ten jest nieciekawy, niejasny i chaotyczny, ale z drugiej strony parę osób pisało mi też że im się podoba ten styl. W każdym razie nie zamierzam zmieniać tego stylu. 

 

 

3 godziny temu, Dolar84 napisał:

Zacznijmy od najłatwiejszej rzeczy, czyli od formy

Czy mógłbyś wyjaśnić co to jest ta forma? Bo często tego używasz. Chodzi co o pisanie z którejś osoby? Opisywanie świata za pomocą czyiś oczu? Czy może o sam styl pisania? Bo ja niestety naprawdę nie wiem. 

 

 

3 godziny temu, Dolar84 napisał:

"Postanowili rozbić wszystkie wokół ogniska wejściem do ognia. Dawało to przewagę taktyczną. Wróg po prostu nie był w stanie zajść ich od tyłu."

Poprawione na: "Postanowili rozłożyć wszystkie w półkolu wokół ogniska z dwu metrowym odstępem, między ogniskiem a wejściem do środka. Dawało to przewagę taktyczną. Wróg po prostu nie był w stanie zajść ich od tyłu." Chodzi o to, że zazwyczaj gdy jest się w większym oddziale jak wojsko albo idzie na bezpieczny biwak w góry rozkłada się namioty z dala od ogniska, jakieś pięć-dziesięć metrów. Tymczasem nasi bohaterowie są na nieprzyjaznym szlaku zamieszkiwanym przez patykowilki i być może podmieńce.
Nie są w stanie wystawić więcej niż jednej warty. Dlatego ustawiają namioty w półkolu aby, gdy przyjdzie wróg nie musieć martwić się o atak od tyłu. (Tam będą namioty)

 

 

3 godziny temu, Dolar84 napisał:

Ten fanfik jak najbardziej jest do uratowania. Pomysł na opowiadanie jest całkiem dobry, daje mnóstwo możliwości na rozwinięcie, tylko trzeba ostro wziąć się do galopu i napisać to porządnie. Póki co, jako że to zapewne debiut na poziomie prologu. Mierz póki co do tego, a jak już zaczniesz czuć się na rzeczonym poziomie swobodnie zacznij mierzyć wyżej. Im więcej będziesz pisał tym powinno być tylko lepiej. Powodzenia.

Wiem (po korekcie bo jak ćpając podczas pisania I Rozdziału chyba straciłem świadomość i zapomniałem co wogóle napisałem:derp6:)  W każdym razie II Rozdział wyszedł na pewno lepiej (tam jak coś była dwukrotna korekta( żebyś się nie bał braku korekty jak przy pierwszym) z III przerywnikowego jestem naprawdę zadowolony, a ten który teraz piszę ma być po prostu na poziomie trzeciego, długi i ciekawy. Mam zatem nadzieję, że zadowole ciebie i innych. No. To korekta zrobiona. Komentarz zkomentowany. Szeregowy Diamond odmeldowuje się:salut:

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

4 minuty temu, KLGDiamond napisał:

Czy mógłbyś wyjaśnić co to jest ta forma? Bo często tego używasz. Chodzi co o pisanie z którejś osoby? Opisywanie świata za pomocą czyiś oczu? Czy może o sam styl pisania? Bo ja niestety naprawdę nie wiem. 

 

Forma to kwestie techniczne. Gramatyka, ortografia, stylistyka, interpunkcja etc. Także poprawny zapis dialogowy, ułożenie tekstu na stronie i tak dalej. U Ciebie główne zastrzeżenia były do tych pierwszych trzech wymienionych.

 

6 minut temu, KLGDiamond napisał:

Poprawione na: "Postanowili rozłożyć wszystkie w półkolu wokół ogniska z dwu metrowym odstępem, między ogniskiem a wejściem do środka. Dawało to przewagę taktyczną. Wróg po prostu nie był w stanie zajść ich od tyłu." Chodzi o to, że zazwyczaj gdy jest się w większym oddziale jak wojsko albo idzie na bezpieczny biwak w góry rozkłada się namioty z dala od ogniska, jakieś pięć-dziesięć metrów. Tymczasem nasi bohaterowie są na nieprzyjaznym szlaku zamieszkiwanym przez patykowilki i być może podmieńce.
Nie są w stanie wystawić więcej niż jednej warty. Dlatego ustawiają namioty w półkolu aby, gdy przyjdzie wróg nie musieć martwić się o atak od tyłu. (Tam będą namioty)

 

Gucio dawało a nie przewagę. Dla zdeterminowanego przeciwnika namioty nie stanowiłyby wielkiej przeszkody. A można było jeszcze łatwiej - siedzą przy ognisku. Wróg atakuje z ciemności. Nasi bohaterowie ciula widzą w mroku, bo jak była już mowa siedzieli przy ognisku. I po zabawie. Tak naprawdę nic nie dawało im tam przewagi oprócz wcześniejszego uprzedzenia o ataku. Na szczęście pamiętali o wystawieniu wartownika, tylko to ich ratowało. O ile oczywiście ten nie będzie się lampił w ogień :D.

 

 

Link to comment
Share on other sites

  • 9 months later...

Okej. wróciłem!:pinkie:
Więc po pierwsze: Rozdział 1 "naprawiony". Może nadal nie jest najlepszy, ale już nie jest to gówno na kiju. Oczywiście wielkie dzięki za korektę Zerroma (sam pisząc niczego pewnie bym się nie nauczył, a tych tekstów nawet wrzucać bym tu nie chciał ze wstydu). Więc ogólnie linkacz tutaj: TADA!:party:

Po drugie: LECIM Z TYM KOKSEM! Może to czce gadanie, a może nie, ale zamierzam wrzucać rozdział co 1-3... miesiące. Wiem nie jest to zawrotna prędkość, ale jednak szybsza niż ta poprzednia. Więc ja się będę kładł spać po 2 w nocy, ale tych dwóch, czy trzech zainteresowanych będzie miało co czytać!:pinkie3: He he...

W każdym razie następny jest już w sumie prawie gotowy, więc wrzucę go gdzieś za dwa-trzy tygodnie, kiedy dociągnę parę głupotek, albo dopiszę jeszcze scenę. Plus równolegle pisać będę opowiadanie oneshotowe. Coś w stylu sag filmowych, ale to już na innego posta.

W każdym razie życzę miłego dnia, nocy, czy popołudnia. KALABLANKA!:portalflank:

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

eKHEM.... Nieco się zapomniałem, ale... MAM TO! 
No dobra nie zapomniałem się, po prostu miałem dużo lekcji, ale to brzmi nawet gorzej niż zapominalstwo, bo w końcu mogłem znaleźć te 5 minut, aby wrzucić jeden rozdział fika...

Wracając :party:OTO LINKACZ DO CZWARTEGO ROZDZIAŁU! czy coś. [niedostępny]
ZAPOMNIAŁBYM! 
Autor - "Diamond"
Korekta - "Zerrome"

 

Edited by KLGDiamond
Zapominalstwo
Link to comment
Share on other sites

  • 5 weeks later...

Okej.... Emmmm Głupia sprawa:pinkie3:. Nie zauważyłem bowiem, że rozdział IV mam już od dawna napisany....

Bowiem rozdział czwarty wyżej to tak właściwie rozdział V nie IV i... No...:wrWgR:

Ale już naprawiłem! Numeracja jest poprawna! No i w mojej opinii rozdział IV nie jest taki zły, więc polecam nadrobić (jeżeli w ogóle kogoś interesuje ten fik) 
A tu link do... "nowego-poprzedniego" rozdziału [niedostępny]:pinkie:

I oczywiście edytuję bo zapomniałem!
Autor - "Diamond"
Korekta - "Zerrome"

Edited by KLGDiamond
Zapominalstwo
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

:portalface:PONOWNIE JA! Przybywam ze świeżą porcją fanfikcji na... dzisiejsza noc, a wasz prawdopodobnie zbyt nudny na cokolwiek dzień tygodnia.

Bo umówmy się. Nikt tego nie czyta, bo mu się chce.

 

Nie przedłużając kolejny rozdział u góry i pod tym linkiem: KLIKAJ!

 

Autor ~ "Diamond"
Korekta ~ "Zerrome"

Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...

Tym razem zacznę tak:
Autor ~ "Diamond" :pinkiehug:
Korekta ~ "Zerrome":godpony:

Znaczy napisałem kolejny rozdział. Osobiście uważam, że wyszedł gorzej niż poprzednie, na pewno popadłem tutaj w pułapkę chcięcia opisania dwudziestu stron bitwy (dobra miało być 50) i ucięcia tego co niepotrzebne, więc w rezultacie uciąłem nieco za dużo i teraz nie wiem jak bym miał coś dopisać... Więc nie zdziwcie się jak poczujecie, że coś tu nie gra. 

A ogółem to ja zostawiam wam ten rozdział [niedotępny] i idę pisać kolejne w 200% lepsze niż ten. Arivederchi!

Edited by KLGDiamond
Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...
Posted (edited)

Here I am!!!
Tym razem coś krótszego. Dosłownie trzy strony rozdziału, jednak kolejny jest już w produkcji. Szczerze mam nadzieję ukończyć go w w ciągu tygodnia-dwóch, ale nic nie obiecuję.
Według mnie jest dobry i nadaje się jako lektura podczas pobytu tam gdzie Celestia chodzi piechotą i wcale nie jest to lodówka, ani sklep z ciastami!

Autor ~"Diamond"
Korekta ~ @Zerrome (Właśnie się skapnąłem, że przecież mogę go pingnąć i możecie wtedy odwiedzić jego profil. :pinkie3:Sorki za to że zapomniałem)

Rozdział VIII!!! [niedostępny]

Edited by KLGDiamond
Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...
Posted (edited)

Okej, jedziemy z maratonem KPE. Ponownie przeczytałam Prolog by zobaczyć, czy coś się zmieniło, czy nie. Nie zmieniło się, więc podtrzymuję moją opinię.

 

Rozdział II ma zaledwie 3 strony (i nie jest tym Rozdziałem 1, którym był kiedyś, czyż nie?), podczas których nasi bohaterowie się lepiej poznają, rozmawiają, piją piwo i zjedli swoje niekończące się zapasy. Opisów tu za bardzo brak, po prostu zjedli te zapasy, czymkolwiek były. Serio, brakuje dokładniejszych opisów niektórych prozaicznych czynności czy otoczenia, przez większość czasu bohaterowie zawieszeni są w próżni i ciężko mi stwierdzić, co właściwie ich otacza. Nie, źle dobrałam słowa - w ogóle nie jestem w stanie stwierdzić, co ich otacza, a to by się bardzo przydało. Rzeźba terenu, roślinność, zapachy i odgłosy przyrody czy nawet ich brak. Już przez to te 3 strony ciągnęły się jakby było ich trzydzieści, bo po prostu nie ma klimatu. Żadnego.

 

Ale dobrze, nasi bohaterowie gadają i dostajemy retrospekcję naszego ziggarożca. Cóż mogę powiedzieć? Dialogi są dość infantylne, a do tego wynikają z nich ciekawe rzeczy. Jak chociażby wiek kuców, które normalnie walczą w armii. Zdziwiło mnie, że Engra jest młoda jak na front w wieku dwudziestu jeden lat. Nie wiem kiedy oni tam osiągają pełnoletność, ale dwadzieścia jeden lat brzmi jak dobry wiek na walkę na froncie w zasadzie każdej armii świata. Nawet współcześnie, kiedy dzieciństwo mocno się wydłużyło w stosunku do tego jak to wyglądało wieki temu. Mówiąc dosadnie - w średniowieczu nawet dwunastolatek mógł być uznany za dorosłego. Nie zawsze i nie wszędzie, i raczej patrzono na niego jak na młokosa, ale nie jak na dziecko. Ogółem, to co dzisiaj postrzegamy jako "dzieciństwo" jest nowym wynalazkiem, więc nawet jakby Engra miała te dwanaście lat... To nikt by tego nie rzucił w ten sposób. Chyba że jakiś stary i doświadczony żołnierz. Swoją drogą - jak do tego doszło, że zasugerował jej, że ma dwanaście lat? Podczas gdy w prologu się ślinili do jej nagiego ciała? Ironia ironią, ale... to "prawdopodobnie jesteśmy starsi od ciebie"? Skąd?

 

W ogóle przydałoby się robić jakiś mały risercz historyczny. Nie zrozum mnie źle, fantasy to nie rekonstrukcja, ale jednak takie rzeczy się przydają do budowy świata i klimatu. Szczególnie jeśli chce się temu nadać pewną głębię, a nie spłycać skomplikowane kwestie społeczne do poziomu Hollywood. Poza tym dobra stylizacja mocno wzbogaca powieści stylizowane na jakieś pseudośredniowiecze czy inne pseudohistoryczne realia. Dodaje im wiarygodności, zwiększa immersję czytelnika.

 

Poza tym zastanawia mnie skąd oni jeszcze mają piwo. Znaczy - jeśli je zabrali, to powinni wypić je wcześniej. Szczególnie, że targanie ze sobą piwa i kufli na długą, pieszą wędrówkę nie jest zbyt praktyczne. Chyba że piją historyczny sikacz zamiast wody - kiedyś często pijano rozwodnione alkohole zamiast wody w obawie przed zatruciami. Wędrują wiele dni, Engra do tego nosi zbroję i tonę różnych gratów. Minimalizacja ilości sprzętu wydaje się tu bardziej praktyczna, szczególnie, że piwo można pić bezpośrednio z bukłaka. Ale znowu - ile oni wzięli tych płynów, że jeszcze mają piwo, a nie muszą szukać wody?

 

Also: 

Cytat

– Dobra, Dobra, kogo obchodzi wiek? – rzekł Spice. Co prawda na te słowa zareagował Eston, ale zanim złotogrzywy ogier coś powiedział, jednorożec kontynuował swoją wypowiedź – Chciałaś wiedzieć, dlaczego tylko my? No to spieszę ci z odpowiedzią, prawie upita pani.

 

Creepy.

 

No i retrospekcja ziggarożca, która mówi sporo. Wygląda na to, że państwo, w którego armii służy i ćwiczy sprzymierzyło się z Equestrią i wysyła im żołnierzy do garnizonów. Okej, nie brzmi to zbyt przekonująco, ale jego dowódca nie musi im mówić wszystkiego, szczególnie, że sam też jest pewnie nieświadomym pionkiem. Tylko dlaczego wysyłają im pojedynczych żołnierzy? Nie ma to znaczenia w kwestii faktycznej pomocy, zatem pozostaje wysłanie ich "by było, że wysłaliśmy i niech spadają na drzewo", ale w takim razie, po co wysyłać własne elity? Takich rzeczy się nie robi! Wtedy wysyła się odpady, których chce się samemu pozbyć. Znaczy, elity, najlepszych rekrutów. Czy oni się w tym garnizonie jeszcze łapią na bycie rekrutami, bo raczej nie powinni już nimi być. Nie mówiąc o tym, że wysyłają swoich elitarnych rekrutów, by ci zostali rekrutami innej armii.

 

Poza tym, dziwny ten trening - ciągle bieganie i bieganie, brzmi jak parodia współczesnego traktowania rekrutów w armii. I tak bardzo nie pasuje do realiów KPE i tego, że on w tym garnizonie siedzi od dawna. Nauczyli go wszystkiego od magii, o szermierce nie ma pojęcia. Czemu? Nie wiem, bo napisano to tak jakby powinien mieć pojęcie, więc powinni go nauczyć, ale on nie chciał czy coś. 

 

Do tego dochodzi bardzo współczesny język, procenty i wyrażenia, które mogłaby powiedzieć Rainbow Dash na treningu Wonderbolts, ale raczej nie starożytny kucyk.

 

A i jeszcze jedna uwaga do tego rozdziału kucÓW.

 

Rozdział II jest pod pewnymi względami lepszy, a pod innymi gorszy od poprzedników. Jest o tyle lepszy, że w końcu pojawiły się opisy i bohaterowie nie lewitują już w pustce. I okej, te opisy nie są piękne, są pełne powtórzeń, źle dobranych słów, zbędnych słów, niezręczności i błędów, ale hej... Uważam, że to niezły start. To już coś, co można szlifować i nad czym pracować. Ale na miłość Bogini, znajdź sobie korektę. A jak napiszesz cokolwiek, to daj temu odpocząć przez jakieś 2 miesiące, a potem to przeczytaj i sprawdź, czy zdania mają sens. Bo nierzadko nie mają.

 

Interakcje między postaciami również wypadają już lepiej, bardziej swobodnie i naturalnie, a choć bohaterowie nie zyskali mojej sympatii, to przynajmniej widzę więcej sensu w ich zachowaniu, zwłaszcza w przypadku Engry, którą widzę jako istotę zacietrzewioną, niezbyt mądrą i przekonaną o pegaziej wielkości. Ale jej spojrzenie na rogi i magię jest dość interesujące, do tego wychodzi to, że jest rozpieszczoną lalunią, której wiele rzeczy w życiu się wydawało. Nie traktuj tego jako wady, uważam, że niesympatyczne (celowo) postaci nie są złe. A taka postawa poniekąd pasuje do córki pegaziego dowódcy.

 

Ale dobra, dostaliśmy kilka różnych wątków. To pan kartofel pisze poezję prosto z XXI wieku (serio ten wiersz pasuje do realiów jak kwiatek do kożucha) i ma notes w taniej, oprawionej w len okładce. Ciekawe jest to, że on w ogóle umie czytać i pisać. Mają tam szkoły dla wszystkich czy pochodzi z dość bogatej rodziny?

To Engra uczy pana kartofla walki mieczem. Swoją drogą, nie podoba mi się ten system i nie ma on w ogóle sensu, ale kuce z mieczami generalnie nie mają sensu. Zabawne, że trzymają RĘKOjeści w pyskach. I w ogóle tak to nazywają. Ogółem, widać, że o szermierce nie masz pojęcia, ale sama interakcja bohaterów na plus.

Mamy też pegaza, który jest podmieńcem, który w Prologu zdał test na nie-bycie podmieńcem. I jest zdrajcą podmieńcowej rasy, więc chyba jednak Wild był nim od początku, a Ty albo o tym zapomniałeś, albo masz na to jakieś plot twistowe rozwiązanie. Ale tego, kupuje żarcie, którym na pewno się nie najedzą, chyba że te kucyki są wielkości przeciętnego psa. I szkoli przyszłego gryfiego króla, najwyraźniej. No i morduje innego podmieńca.

Tymczasem nasz jednorożec bawi się w małego alchemika, bo chemią tego nie nazwę. I zmusza Engrę do używania magii - to na plus, swoją drogą, czemu ona po prostu go nie olała i sama nie poleciała do tego obozu? Rozumiem, że nie chce się zwierzać kolesiowi, którego ledwie zna, ale ona zachowuje się jak edgy nastolatka.

 

Swoją drogą - coraz bardziej zastanawia mnie lore tego świata. Jedyną nazwą państwa jaka pada jest Equestria. A poza tym są jakieś inne kraje, z których pochodzi nasza drużyna. I są gryfy, które mają na pewno to miasto. Na tym etapie naprawdę przydałby się już lepszy zarys świata, więcej nazw i wyjaśnień. Bo ja nie wiem czemu wszystkich nie-Equestrian tak obchodzi dobro Equestrii. Serio, z jakiej racji?

 

 

 

Do tego dochodzi kwestia tego, że podłoże parzy im kopyta. Nie ma to za wiele sensu, skoro w tym świecie dość często nosi się podkowy. Przypominam, że proces zakładania podków przebiega na gorąco i zakłada wbijanie w kopyto gwoździ. Konia to nie boli, bo kopyto to paznokieć, keratyna. Tak jak włosy nie mogą piec, bo nie żyją. Jeśli Twoje kuce nie mają twardych, prawdziwych kopyt, to nie mogą nosić podków. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka.

 

Ale dobra, lecimy dalej.

 

Rozdział III przyniósł nam zmianę miejsca i bohaterów. Na Grogara i tajemniczego jednorożca, co było niespodziewane, ale za to czytało się te 3 strony o wiele lepiej niż całą resztę fanfika (dotychczas). Opisy są lepsze, dialogi są lepsze... Bardziej dojrzałe i głębokie. Ba, jest nawet ciekawy kontrast pomiędzy zachowaniem tajemniczego jednorożca a powagą sytuacji. Są rzeczy, które mnie zastanawiają - jak choćby to zdjęcie. Kiedy to się wydarzyło? I w jaki sposób jest powiązane z całą resztą opowiadania? Póki co szykuję się do przeczytania rozdziału VI i jeszcze nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie.

 

W każdym razie - lubię ten rozdział, przede wszystkim za dialogi. Nie musiałeś tu dopisywać zbędnych rzeczy czy wyjaśniać banałów, bo wszystko z nich wybrzmiało. Po prostu. Do tego jest dobrze zachowany balans pomiędzy tajemnicą, a oczywistością. To było naprawdę dobre. No i sama kwestia kreacji postaci. Grograr jest oczywiście zły, jednorożec też, a jednak ten pierwszy się tego wypiera. I to jest świetne. Większość zbrodniarzy zrobi wszystko by usprawiedliwić swe czyny i wmówić samym sobie, że postąpili słusznie i "tak trzeba".

 

Czy doskonałe? Nie, oj nie. Opisy nieco cierpią doborem niektórych słów, sądzę też, że odrobina rozwinięcia by im nie zaszkodziła. Do tego dochodzą rzeczy, które nazywam mikrogłupotkami. Czyli pojedyncze zdania, które nie mają sensu. Jak chociażby fragment o wspaniałości tej herbaty i porównanie, że jakby była zrobiona z chmur i magii, a nie jakiegoś naparu. Jestem niemal pewna, że z chmur i magii to powstałby najwyżej wrzątek. Albo fragment o kościach przysadkowych pegaza wyrwanych wraz z kręgosłupem - Nie wiem czym są kości przysadkowe pegaza (choć ta nazwa mnie drażni ze względu na istnienie czegoś takiego jak przysadka mózgowa), ale jak wygląda proces wyrywania ich z kręgosłupem, no po prostu jak :D?

 

Do tego nieco bardziej zwróciłam uwagę na formę, która z jednej strony nie jest najlepsza, ale nie jest też najgorsza. Jest w normie jak na debiut i brak ostrej korekty. Ale z rzeczy, nad którymi nieco bardziej się poznęcam - widać pewne błędy w zapisie dialogowym, poprawiłam je w docsie. Zobaczymy co przyniesie najnowszy rozdział, ale obawiam się, że przydałoby się powtórzyć zasady zapisu dialogowego. Dodałabym też numerację stron w każdym rozdziale, to się przydaje. No i nie robiłabym odstępów pomiędzy akapitami przy pomocy entera. Zamiast tego obok "wyrównaj" jest "odstępy między wierszami i akapitami", tam znajdziesz "dodaj odstęp po akapicie".  W tym rozdziale wcięło też justowanie, nie wiem czemu, w poprzednim jest, podobnie jak w kolejnym.

 

Rozdział IV jest już dłuższy i, niestety, gorszy. Mikrogłupotek i bezsensownych zdań znalazło się tu sporo. Na początku mamy walkę kartofla o obóz z patykowilkami. Została opisana w taki sposób, że ciężko tu określić, co się właściwie stało. Ale bardziej zastanawia mnie... Po co ona tu w ogóle jest? Bo serio, nic nie wnosi, atak nie ma żadnych poważnych konsekwencji, ani nie rozwija postaci. Do tego w tym samym (krótkim) rozdziale mamy inną walkę. Ważniejszą. Ta po prostu sobie jest i jest, nie będę tego ukrywać, dość nudna i irytująca. 

 

Zacznijmy od tego, że Eston jest przyszłym żołnierzem i idzie na wojnę. Jeśli mówił prawdę, to nawet był w jakimś garnizonie kucyków ziemskich i powinien przejść jakieś minimalne szkolenie. Ma broń, ma zbroję. Umiejętności bojowych nie za bardzo. Wciąż, trudno go nazwać bezbronnym. A on nadstawia szyję na atak, by zabito go szybko i przypadkowo nadziewa wilka. Nie ucieka (nie byłoby to zbyt mądre, ale bardziej sensowne), nie krzyczy po pomoc, nie walczy. Kupiłabym jakby spanikował, zamarł w bezruchu czy zaczął machać na oślep, ale takie coś? Niekoniecznie.

 

Ale cóż, Eston uratowany przez Wilda, jedziemy dalej. Nasi bohaterowie odkrywają inny obóz i zastanawiają się, czy swój czy wróg. Żeby to sprawdzić wymyślają plan, którego nie powstydziłby się największy Janusz strategii. Jeden z nich się podkradnie przez wrzosowisko, a reszta poczeka w lesie na rozwój wydarzeń. Jeśli to będzie wróg, to ten pierwszy zaatakuje, a reszta dołączy i dojedzie wroga od tyłu.

 

Ja rozumiem, że bohaterowie nie muszą być najmądrzejsi, ale ich jest czwórka, a obóz okazał się naprawdę duży. Co za tym idzie - jeśli to był wróg, to jedynym sensownym rozwiązaniem byłoby wycofanie się, a nie atak.

 

Ochotnikiem przymusowym został Spice, bo reszta się wymigała. W sumie ich rozumiem, ten plan był głupi. Ale lepiej by było posłać kogoś ze skrzydłami, by mógł łatwiej uciec. Szczególnie, że po ciemku ciężko byłoby go ścigać.

 

Tak, to był wróg. Dłubiące w nosach i drapiące się po tyłkach podmieńce :rdderp:. Ja chcę wiedzieć jak one dokonały tych czynności, to zagadka na miarę złotego pociągu, Atlantydy i położenia El Dorado. Co prawda Spice po szybkich obliczeniach doszedł do wniosku, że atakowanie wroga to jednak idiotyzm, to został wykryty.

 

I się potoczyło. Podmieńców było... Nie wiem ile, szacował na jakieś 14-16, ale sądząc po rozdziale V, to chyba jednak więcej, skoro tyle z nich przeżyło, że powiązali całe grupki. W każdym razie - przeżyli, wygrali. Ale Eston został ranny, ranił go bardzo zręczny miecznik podmieńców, który zrobił mu sztych między żebra, choć Eston nosił zbroję, a miecznik był jeden i to miał zdobyczną broń, bo podmieńce korzystają z broni obuchowej, bo są tak okropne. I mają morgenszterny na łańcuchach (KIŚCIENIE!!!!). Dobra, zacznijmy od tego, że broń obuchowa nie służy do zadawania więcej bólu, tylko jest kontrą na zbroje przeciwko którym miecze sprawdzają się dość kiepsko. Poza tym jest prosta w użytku, a to kolejna zaleta.

 

No, ale Eston umiera, nasz podmieniec go ratuje, bo na szczęście podmieńce trzymają apteczki, które oznaczają zielonym krzyżem, a Engra przeżywa kolejny kryzys - mogli zginąć i na wojnie się umiera. Broń służy do zabijania. Trochę mi się to gryzie, patrząc na całą jej historię - uczono ją walki, chowano ją do walki, rozgromiła jakiś napad zbójców, czyli widziała wcześniej prawdziwą walkę i z czym ona się wiąże. Wreszcie, Engra jest dorosła. Problem z jej refleksjami jest taki, że nie do końca odpowiadają temu jak ją wcześniej kreowałeś. Zrozumiałabym jakby przeżywała wstrząs, że było blisko, że nie było tak łatwo jak wtedy z tamtymi bandziorami i że na wojnie prawdopodobnie będzie jeszcze gorzej. Że same umiejętności jej mogą nie uratować i że granica między życiem a śmiercią często zależy od przypadku. Za to niezbyt rozumiem nagłą niechęć do broni i zabijania jako takiego. Tam nie wydarzyło się nic niezwykłego jak na te realia. Rozumiem jakby tak zareagowała edgy młoda kobieta z XXI wieku, która nagle odkryła, że na wojnie się walczy, umiera i są ranni, ale Engra nie urwała się spod takiego klosza. Wygląda na to, że była szkolona również do tego i jej to odpowiadało.

 

Dobra, ale co mi się podobało w tym rozdziale: wyjaśniło się czemu pan podmieniec nie został wykryty w Prologu. Zwracam honor, fajnie, że jest na to wyjaśnienie i fajnie, że zostało wprowadzone właśnie teraz. Nie za późno, nie za wcześnie. Właśnie wtedy, kiedy pojawiły się pytania. Dobry czas, dobre wyjaśnienie.

 

Rozdział V kontynuuje wątek obozu podmieńców. Okazuje się, że w środku było 200 kokonów, z czego 30 zawierało żywe kuce, a reszta zwłoki. Po rozmowie z tymi, którzy przeżyli okazało się, że podmieńce zaatakowały 500 kucyków ziemskich. Jeden zmiennokształtny przybrał postać smoka i siał pogrom. I mam taką rozkminę - te podmieńce, które to zrobiły, to te same miernoty, które zebrały oklep od naszego kwartetu? Czemu tu nagle nie mogły sobie poradzić z czwórką kucysiów, z których żaden nie miał prawdziwego doświadczenia bojowego? I ile ich w końcu było?

 

Na domiar złego wychodzi coś, nad czym zastanawiałam się już przy okazji rozdziału czwartego - czemu oni tak po prostu wiążą tyle tych podmieńców? Przecież to zaraz ucieknie, niech chociaż je poważnie poranią, zostawią ich max 3 sztuki i oka z nich nie spuszczają. No i czy one nie mogą się przemienić i uciec? Wychodzi na to, że... mogą. Ale tego nie zrobią, bo się kłócą i są głupie.

 

I tu chyba najbardziej wychodzi to, że ten fanfik ma tag [comedy], który nijak nie pasuje do treści. Ujawnia się czasem w najmniej pasującym ku temu momencie. A samo opowiadanie siedzi okrakiem na płocie, nie mogąc się zdecydować, czy ma być poważnym fanfikiem, w którym wojna jest poważna i się na niej umiera, cierpi, nie ma w tym nic fajnego, czy czymś, co wygląda jak heheszki. Powiem szczerze - pierwszy kierunek przemawia do mnie bardziej w kontekście tego o czym piszesz. Opowiadanie nie musi być komedią i nie musi być lekkie, by było czasami zabawne. Ale niektóre żarty nie pasują i dobrze jest znaleźć pewien balans.

 

Dowiadujemy się też dlaczego nasi bohaterowie walczą, bo Engra wygłasza o tym mowę. I dlaczego na wojnę wysłano tylko jakichś pojedynczych randomów. Wygląda mi to trochę tak jakbyś sam sobie uświadomił, że to fabularnie nie ma za wiele sensu i próbował to uzasadnić. Uzasadnienia nie kupuję, ale rozumiem. Za to sama Engra brzmi jakby mentalnie miała te 12 lat.

Edited by Cahan
  • Upvote 1
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

W Rozdziale VI nasi bohaterowie zwijają obóz i wyruszają by spotkać się z jakimś oddziałem zaopatrzeniowym, o którym już nawet nie pamiętam skąd wiedzą. I czemu tylko część z nich wie (to ważne). Nie dzieje się tu zbyt wiele. Tzn. dzieje się. Podmieniec próbuje uciec, ale jakiś czarny pegaz odrąbuje mu głowę i wybija resztę jeńców. Słusznie. Po co oni ich w ogóle biorą żywcem, jeśli potem się ich i tak wiesza? To niepraktyczne. Mogą uciec, narobić szkód, trzymanie ich żywcem marnuje środki. Żywych jeńców trzyma się na wymianę lub w celu wydobycia z nich informacji, a oni tu tego najwyraźniej nie robią.

 

Jeden kuc ma pretensje, ale zdradza się, że jest podmieńcem i Wild go zabija. I to mógłby być spoko plot twist, gdyby wszystko nie potoczyło się tak nagle i gdyby miało jakieś znaczenie dla fabuły. Ale nie miało. Poza tym - skąd Wild wiedział, że reszta oddziału nie wie, że ma być jakiś oddział zaopatrzeniowy? To trzydzieści kuców, któryś z nich mógł wiedzieć i powiedzieć kolegom. Bo według Wilda tylko ich trójka wiedziała (ale jaka trójka?!). No nic, ubity, nic z tego nie wynika. A przecież to mógł być poważny wątek, mogli odkryć, że są sabotowani i nie wiedzieć dlaczego, a sam podmieniec mógł się ukrywać, tak jak Wild. Ogółem, brakuje czegoś, co sprawiłoby, że to wszystko byłoby jakkolwiek satysfakcjonujące.

 

Dowiadujemy się też jak dokładnie potoczyła się walka pomiędzy podmieńcami a kartoflami. No i podmieńców było 200. Spice ocenił liczebność ich obozu na 14-16 sztuk, ale patrząc po tym, że jeńców mieli jakoś tak dziwnie dużo, to wychodzi na to, że nasz zebrorożec jest bardzo zły z matematyki. Serio, jak można się tak walnąć? Nie mówiąc o tym, że kiedy atakowały armię ziemniaków, to były kompetentne, dopiero potem imperatyw narracyjny zabrał im mózgi.

 

Dowiadujemy się też jak było w kokonie i nie wiem co o tym myśleć, ale brzmi jak banialuki, bo opis jest naprawdę kiepski. I serio, nie wiem, czy ta scena miała być poważna czy nie. Czy czarny pegaz zmienił się w psychopatę, bo był ofiarą podmieńców, czy zawsze taki był? Odniosłam wrażenie, że próbowałeś poruszyć tam ten problem, ale przez tempo, dobór słów i ogólny nastrój to wszystko zostało zniszczone. Do tego ten żart Pinkadermusa, ten przeklęty żart. Po prostu nie. Podobnie jak cała postać.

 

Jest też wątek Estona, z którego dowiadujemy się, że ten chce umrzeć i widzi jakąś postać. Wiesz, wcześniej interesował mnie wątek jego snów i dalej mnie interesuje, ale mam wrażenie, że coś z nim jest nie tak. Z wątkiem, znaczy :P. Skoro tak bardzo chce umrzeć, że jest zły, że jest ratowany, to czemu czekał na ratunek, kiedy spotkał się z tymi wilkami? Czemu od razu nie rzucił miecza i nie powiedział "zjedzcie mnie jak jedną z waszych francuskich desek serów"? I czemu w ogóle chce umrzeć?

 

W Rozdziale VII dzieje się zdecydowanie za dużo jak na jego objętość. Mam wrażenie, że mamy tu materiału na dobre 60 stron, a nie 15 i nie mówię wcale o bitwie. Sama bitwa akurat wyszła nieźle (może poza tym, że trwała wiele godzin - serio, bitwa o obóz? Takie walki trwają kilkanaście minut. Góra.) i czytało się ją nawet przyjemnie.

 

Gorzej, że zaczynamy, kiedy jeszcze nasza drużyna (obecnie jest ich 29 + główny kwartet) siedzi w obozie. Engra próbuje podejrzeć  zadek Estona, o co ten się wkurza (no nie dziwię mu się, to podpada pod molestowanie). Potem wyruszają i magicznie się rozmnażają. Szóstka poszła w straży przedniej. Dwadzieścia cztery kuce maszerują po sześć czwórek. I tu pytanie - jak to jest policzone? Wild leci dołączyć do tej szóstki, Engra dowodzi, co się dzieje ze Spice'm i Estonem? Swoją drogą, ten ostatni to się zregenerował w tempie błyskawicy.

 

W końcu poznajemy też cel tej wojny - ta armia ma powstrzymać podmieńce, a w tym czasie wszyscy inni uciekną na nowy kontynent. Czy ktoś o tym powiedział gryfom z gryfiego miasta? Nie? No spoko. Czemu się tego w ogóle dowiadujemy teraz i skoro jest to samobójcza wojna, to tym bardziej nie rozumiem tego, że inne państwa wysyłały swoich najlepszych, zamiast swoich najgorszych. Najlepsi się jeszcze przydadzą.

 

Docierają do obozu i odkrywają, że obok jest pięć czy sześć obozów podmieńców (jakim cudem ten kucowy obóz w ogóle jeszcze stoi?! Podmieńce są bardzo honorowe i nie zmiotą go z powierzchni ziemi, bo chcą sprawiedliwej bitwy na terenie, który nie da przewagi żadnej ze stron?!). No i na starcie słyszą, że dezercja to niegłupi pomysł. Potem odkrywają, że obozem rządzi bardzo niekompetentna rada alikornów, panują głód, burdel i napięcia rasowe. I że w tym obozie mają mury. Wszystkie te tematy zostają rzucone i tyle. Słowa na wiatr. Nie zagłębiamy się w to, nie poznajemy nowych postaci, są jakieś dwa alikorny - biały i turkusowy, które chyba powinny być ważne, ale nie dowiadujemy się niczego. Nawet ich imion. A przecież wewnętrzna polityka, zagłębienie się w te problemy, itd. - to mogło być najlepsze. Ale tu po prostu wszyscy są idiotami.

 

Engra zostaje dowódczynią kartofli, które od dawna nie jadły, i ma przy ich pomocy zdobyć obóz podmieńców. Czemu tak? Bo rada chce się jej pozbyć, bo ona ma znaczek.

.

.

.

WHAT THE ACTUAL HAY?!

 

Co tu się... Czuję się jakbym czytała scenariusz do jakiegoś dziwnego anime. O co tu chodzi? To wygląda jakby wywalono kilkadziesiąt stron, a Engry starano się pozbyć, bo podważała ich władzę, a dodatkowo mieszała im z racji swojego urodzenia (jako córka samego Hurricane'a mogłaby ich postraszyć tatusiem). Ale tu nic nie ma sensu, bo trzeba być idiotą by w takiej sytuacji skazywać kawał własnej armii na śmierć by się pozbyć jakiejś siksy. Bo hej, ziomeczki, nie wiem czy wiecie, ale jesteście w czarnej esicy. Wszyscy.

 

Nie, serio, po tej akcji, chcę dostać remake tego fanfika. Który ogarnie nie tylko formę, ale i fabułę. Uzupełni ucięte i dziwne wątki. Da te wszystkie brakujące strony i całą brakującą logikę. Dopełni światotworzenie i zaginione opisy. Ale na miłość Bogini, przestrzegam Cię, Diamond. Poćwicz najpierw na oneshotach. Popisz na konkursy literackie. Usiądź na zadzie, zrób sobie herbatę i wyciągnij wnioski. Bo inaczej będziesz w kółko powtarzał te same błędy.

 

Bitwa oczywiście została wygrana, ponieważ Engra pozwoliła chłopakom ogarnąć plan. No i dlatego, że to były bardzo niekompetentne podmieńce. I to akurat spoko, że Engra jest alikornem, księżniczką i ma potężną magię ma swoje słabości. Jak chociażby nie umie w strategię, ale zdaje sobie z tego sprawę. Czy jest beznadziejna w magii pod względem techniki, ale dotarło do niej, że musi nadrobić braki. To spoko droga dla niej jako postaci, ale wciąż, tej drodze brakuje przedstawienia. O naszych bohaterach wiemy na tym etapie za mało. Swoją drogą - nasi Janusze strategii chyba musieli zakulisowo podlevelować, skoro ten plan wypalił

 

Rozdział VIII ma 3 strony i zastanawiam się dlaczego tak mało. Znowu dostajemy Grogara, który wyruszył do Ula podmieńców i... Stop, chwileczkę! Podmieńcowo to martwe pustkowie, a tymczasem w obozach podmieńców można znaleźć mnóstwo żarcia w sam raz dla kucyków. Skoro podmieńce muszą spożywać normalne pokarmy, to skąd je biorą na martwym pustkowiu? I czemu w sumie tak radośnie mordują kuce w otwartej wojnie? Jeśli żrą miłość, to tak się bardzo łatwo zagłodzą. Jeśli potrzebują kuców do uprawy kartofli, to też zdechną z głodu. Domagam się rozwiązania tej zagadki.

 

Te 3 strony zmieściły parę miesięcy błąkania się Grogara po korytarzach Ulu. I jego rozmowę z królową. I bardzo głupie podmieńce, które nie ogarnęły, że nie jest jednym z nich. Aż dziwne, że nikt wcześniej tam nie wlazł i nie zabił królowej, skoro to takie proste. A zapowiadało się nieźle. Pytanie też - do czego Grogarowi ten sojusz i czemu uznał, że jeśli królowa się nie zgodzi, to musi ją zabić. Skoro podmieńce i tak go nie posłuchają.

 

I czemu to, u licha, mieści się na 3 stronach?! Chociaż tu nawet były jakieś opisy i klimat, a w tym fanfiku zazwyczaj tego nie ma.

 

 

W ogóle opowiadanie zaorało dla mnie kilka rzeczy:

1. Gigantyczny niedobór opisów, powodujący, że ciężko tu uświadczyć jakiegoś klimatu i w ogóle sobie wyobrazić ten świat. A te które są pojawiają się na ogół w postaci brzydkiego monobloku. Jakie mają te zbroje? Jaką architekturę? Jakie lasy, co ich otacza? Jakie kwiaty rosły na polanie? Jak wyglądał brzeg rzeki? Zapachy, dźwięki, smaki... Przefiltrowane lub nie przez uczucia poszczególnych postaci. Daj nam ten świat, namaluj jego makietę.

2. Światotworzenie jest szczątkowe i w tym wypadku to nie zdaje egzaminu. Jest Equestria i jakieś inne państwa, których nazw i kultur nigdy nie poznamy. Po co i o co ta wojna poznajemy po 7 rozdziałach, choć nie jest to żadna tajemnica. Ale czemu to Equestria w niej walczy, nie wiem. Czemu gryfy mają wywalone, że pod ich murami toczy się wojna, a ktoś pali im pola? Światy to zespół naczyń połączonych. Jedna rzecz zależy od drugiej. Bez tej sieci nie ma autentyczności, jest wrażenie oglądania tapety w Windowsie.

 

Mamy wojnę, musimy znać jako tako sytuację geopolityczną. Bez tego się nie da.

 

I o co chodzi z tymi zabitymi księżniczkami? Czemu klacz w wojsku to taki problem, skoro Engra była uczona walki mieczem? I chyba nawet w turniejach startowała. I została alikornem, bo pokonała jakichś zbójców? Czemu to nie jest wyjaśnione, gdzie tło, gdzie kontekst?

 

Jakie to są realia? Jaką te kuce mają kulturę? Gdzie ten świat, do którego ma się odnieść czytelnik? Tu nie ma tła.

 

3. Wstawki komediowe, które tu zupełnie nie pasują. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Żarty muszą być dostosowane do klimatu i realiów świata przedstawionego, tu nie są.

 

4. Swego rodzaju infantylizm bohaterów - to kuce z czasów starożytnej Equestrii, a nie XXI wieku. One urodziły i wychowały się w tych realiach, nie mogą myśleć jak współczesne czternastolatki, które przeżywają szok, bo zobaczyły trupy.

 

5. Wszechobecne błędy, brak riserczu i brak logiki. To wytrąca z czytania, bardzo.

 

6. Tempo i konstrukcja akcji. Pomijasz ważne rzeczy, ucinasz wątki, nie dajesz podbudowy pod plot twisty. Ani czasu na rozwój postaci. Do tego nasz Pan i Władca - imperatyw narracyjny.

 

Mimo wszystko, jest w tym potencjał. Nasz kwartet ma potencjał na spoko ekipę, która się rozwija, ale musi dostać czas na ten rozwój. A my musimy dowiadywać się o nich więcej. I to powinno się stać na przestrzeni tych 8 rozdziałów. Niekoniecznie wszystkich, ale przynajmniej niektórych.

Jeśli chcesz pisać poważnego fika o wojnie, wywal [comedy]. I nie rób z bohaterów aż takich debili.

 

Jeśli chodzi o fabułę, to zapoznałabym czytelnika z powodem tej wojny i o co w niej chodzi już na samym początku. Przedstawiła świat i sytuację polityczną. Może Equestria walczy, a reszta się wypina i wysłała ochłapy? Hurricane nie chce by Engra tam szła, bo wie, że to walka o straconą sprawę. Ale Engra jest idealistką i to do niej nie dociera. Spice'a nie lubił jego dowódca, Eston chciałby zginąć z honorem. Może nawet było ich więcej, ale reszta zdezerterowała? Wylałabym te gryfy, zmniejszyła liczebność uratowanych kuców i oddziału podmieńców. Dodała politykę w armii i zmieniła rozkład sił na nieco bardziej wyrównany...

 

Może z tego wyjść spoko fik wojenny. Kiedyś Ale póki co wiele przed Tobą. Myśl co piszesz, ogarnij chaos i znajdź prereaderów i korektorów. Poćwicz opisy i poszukaj prereaderów oraz korektorów, zastanów się nad tym, co ważne.

 

Liczę, że za dwa lata zobaczę remake i że będzie dobry.

 

Cahan I Jadowita, Prawowita Królowa Fanfików, Inkwizytorka Działu Opowiadań

Edited by Cahan
  • Upvote 2
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Zacznijmy od podziękowań za komentarze. A teraz odpowiadając:

 

Dnia 22.05.2022 o 03:17, Cahan napisał:

(i nie jest tym Rozdziałem 1, którym był kiedyś, czyż nie?

To jest dokładnie ten sam rozdział. Tylko z wyciętymi niepotrzebnymi scenami i próbą przyśpieszenia nadawania postacią charakteru (nie mam pojęcia czy wyszło, czy nie za bardzo)
 

 

Dnia 22.05.2022 o 03:17, Cahan napisał:

Opisów tu za bardzo brak, po prostu zjedli te zapasy, czymkolwiek były. Serio, brakuje dokładniejszych opisów niektórych prozaicznych czynności czy otoczenia, przez większość czasu bohaterowie zawieszeni są w próżni i ciężko mi stwierdzić, co właściwie ich otacza. Nie, źle dobrałam słowa - w ogóle nie jestem w stanie stwierdzić, co ich otacza, a to by się bardzo przydało. Rzeźba terenu, roślinność, zapachy i odgłosy przyrody czy nawet ich brak. Już przez to te 3 strony ciągnęły się jakby było ich trzydzieści, bo po prostu nie ma klimatu. Żadnego.

Um.... Masz tutaj rację i wypada mi się przyznać: Wtedy nawet nie pomyślałem o opisaniu tego. Oczywiście staram się reflektować i chyba mi idzie coraz lepiej. Więc im dalej w las powinno to lepiej wyglądać (chyba).

 

Dnia 22.05.2022 o 03:17, Cahan napisał:

Zdziwiło mnie, że Engra jest młoda jak na front w wieku dwudziestu jeden lat

Alikorny są uznawane za pełnoletnie w wieku stu lat

 

(ponieważ to wtedy rozwija się u nich pełen potencjał magiczny. Teoretycznie zgodnie z moimi zasadami świata Luna i Celestia nie mogłyby wznosić słońca i księżyca bez osiągnięcia tego wieku. Zwyczajnie byłyby za słabe), kuce ziemskie w wieku dwunastu , jednorożce siedemnastu, a pegazy po pokonaniu silnego przeciwnika typu niedźwiedź w przypadku ogierów, a po osiągnięciu czternastu lat u klaczy. Wszystko z powodu różnic kulturowych (kuce nadal nie żyją w zintegrowanym społeczeństwie).

Dnia 22.05.2022 o 03:17, Cahan napisał:

Swoją drogą - jak do tego doszło, że zasugerował jej, że ma dwanaście lat? Podczas gdy w prologu się ślinili do jej nagiego ciała? Ironia ironią, ale... to "prawdopodobnie jesteśmy starsi od ciebie"? Skąd?

Huh... W sumie racja... Moe to zwlaić na "długowieczność alikornów", ale to chyba cos co zwyczajnie uwaliłem. 

 

Dnia 22.05.2022 o 03:17, Cahan napisał:

W ogóle przydałoby się robić jakiś mały risercz historyczny. Nie zrozum mnie źle, fantasy to nie rekonstrukcja, ale jednak takie rzeczy się przydają do budowy świata i klimatu. Szczególnie jeśli chce się temu nadać pewną głębię, a nie spłycać skomplikowane kwestie społeczne do poziomu Hollywood. Poza tym dobra stylizacja mocno wzbogaca powieści stylizowane na jakieś pseudośredniowiecze czy inne pseudohistoryczne realia. Dodaje im wiarygodności, zwiększa immersję czytelnika.

In progress od dłuższego czasu (książki historyczne wcale nie są takie złe, polecam).

 

Dnia 22.05.2022 o 03:17, Cahan napisał:
Cytat

– Dobra, Dobra, kogo obchodzi wiek? – rzekł Spice. Co prawda na te słowa zareagował Eston, ale zanim złotogrzywy ogier coś powiedział, jednorożec kontynuował swoją wypowiedź – Chciałaś wiedzieć, dlaczego tylko my? No to spieszę ci z odpowiedzią, prawie upita pani.

 

Tutaj istnieje problem którego wyjaśnienie jest trudne... Kultura jednorożców. Na razie tyle powiem (bo nadal to ogarniam... I mi nie idzie).

 

Dnia 22.05.2022 o 03:17, Cahan napisał:

Poza tym zastanawia mnie skąd oni jeszcze mają piwo. Znaczy - jeśli je zabrali, to powinni wypić je wcześniej. Szczególnie, że targanie ze sobą piwa i kufli na długą, pieszą wędrówkę nie jest zbyt praktyczne. Chyba że piją historyczny sikacz zamiast wody - kiedyś często pijano rozwodnione alkohole zamiast wody w obawie przed zatruciami. Wędrują wiele dni, Engra do tego nosi zbroję i tonę różnych gratów. Minimalizacja ilości sprzętu wydaje się tu bardziej praktyczna, szczególnie, że piwo można pić bezpośrednio z bukłaka. Ale znowu - ile oni wzięli tych płynów, że jeszcze mają piwo, a nie muszą szukać wody?

:ppshrug: 
 

 

Dnia 22.05.2022 o 03:17, Cahan napisał:

No i retrospekcja ziggarożca, która mówi sporo. Wygląda na to, że państwo, w którego armii służy i ćwiczy sprzymierzyło się z Equestrią i wysyła im żołnierzy do garnizonów. Okej, nie brzmi to zbyt przekonująco, ale jego dowódca nie musi im mówić wszystkiego, szczególnie, że sam też jest pewnie nieświadomym pionkiem. Tylko dlaczego wysyłają im pojedynczych żołnierzy? Nie ma to znaczenia w kwestii faktycznej pomocy, zatem pozostaje wysłanie ich "by było, że wysłaliśmy i niech spadają na drzewo", ale w takim razie, po co wysyłać własne elity? Takich rzeczy się nie robi! Wtedy wysyła się odpady, których chce się samemu pozbyć. Znaczy, elity, najlepszych rekrutów. Czy oni się w tym garnizonie jeszcze łapią na bycie rekrutami, bo raczej nie powinni już nimi być. Nie mówiąc o tym, że wysyłają swoich elitarnych rekrutów, by ci zostali rekrutami innej armii.

 

Poza tym, dziwny ten trening - ciągle bieganie i bieganie, brzmi jak parodia współczesnego traktowania rekrutów w armii. I tak bardzo nie pasuje do realiów KPE i tego, że on w tym garnizonie siedzi od dawna. Nauczyli go wszystkiego od magii, o szermierce nie ma pojęcia. Czemu? Nie wiem, bo napisano to tak jakby powinien mieć pojęcie, więc powinni go nauczyć, ale on nie chciał czy coś. 

Uwaga spoilery! A wiem, że Cahan miała by ochotę wiedzieć.

Spoiler

Podmieńce -> szpiedzy w armii -> fałszywe info.
Ogólnie podmieńce mają nadzieję na szybkie wybicie elit i wysłanie reszty kuców na nowe terytoria. Po pokonaniu armii na naszym aktualnym froncie spokojnie zajmą porzucone tereny (które kuce porzucają, bo są przecież wyjałowione przez zimę sprowadzoną przez Windigo), a następnie dopadną pewne o swej wygranej kuce na ich nowej ziemi (bo wyślą im fałszywe raporty). Właściwie to możesz się spodziewać podmieńców wszędzie. Między innymi po to wątek Wilda, czyli po to by później to pokazać.

 

Dnia 22.05.2022 o 03:17, Cahan napisał:

Nie wiem czym są kości przysadkowe pegaza (choć ta nazwa mnie drażni ze względu na istnienie czegoś takiego jak przysadka mózgowa), ale jak wygląda proces wyrywania ich z kręgosłupem, no po prostu jak :D?

 

To... Kości którymi przytwierdzone są skrzydła do ciała pegaza. Połączone z kręgosłupem, bo nie widzę innego miejsca, aby je umiejscowić. Wyrwanie ich z kręgosłupem jest problemem . Są połączone chrząstkami i trudno je utrzymać razem bez mięśni (i magii, ale to w sequelu) więc trzeba na żywca rozciąć grzbiet jednorożca i chwycić dokładnie tam gdzie się łączą... Podchodzi to pod gore, lub jak kto woli operację chirurgiczną (to też w planowanym sequelu). Ogólnie to będzie robione później, więc wtedy zobaczysz.



Co do komentarza kolejnego rozdziału... Tak. Mogę się tylko kłaniać na klęczkach i błagać o przebaczenie. Postaram się go naprawić... Kiedyś.

 

Dnia 22.05.2022 o 03:17, Cahan napisał:

Okazuje się, że w środku było 200 kokonów, z czego 30 zawierało żywe kuce, a reszta zwłoki. Po rozmowie z tymi, którzy przeżyli okazało się, że podmieńce zaatakowały 500 kucyków ziemskich. Jeden zmiennokształtny przybrał postać smoka i siał pogrom. I mam taką rozkminę - te podmieńce, które to zrobiły, to te same miernoty, które zebrały oklep od naszego kwartetu? Czemu tu nagle nie mogły sobie poradzić z czwórką kucysiów, z których żaden nie miał prawdziwego doświadczenia bojowego? I ile ich w końcu było?

 

Problem jest w tym, że... Sam sie pogubiłem... Myślałem że ludzie to kupią, ale chyba się przeliczyłem. Teraz wiem, że powinienem wtedy usunąć ten i poprzedni rozdział i napisać je od początku. (Ale można uznać, że część oddziału podmieńców ruszyła wgłąb terenu wroga czy coś. Tak naciągane, ale zanim nie zacznę poprawiać tego po zkaończeniu nei ma sensu się nad tym rozwodzić. Jednak mam plan jak to naprawić i tak naprawię to).

 

Dnia 22.05.2022 o 03:17, Cahan napisał:

Dowiadujemy się też dlaczego nasi bohaterowie walczą, bo Engra wygłasza o tym mowę. I dlaczego na wojnę wysłano tylko jakichś pojedynczych randomów. Wygląda mi to trochę tak jakbyś sam sobie uświadomił, że to fabularnie nie ma za wiele sensu i próbował to uzasadnić. Uzasadnienia nie kupuję, ale rozumiem. Za to sama Engra brzmi jakby mentalnie miała te 12 lat.

Trafiłaś w sedno (prawie, bo wcześniejszy spoiler nieco wyjaśnia, ale nawet z tym trochę mało tu sensu...) Aktualnie nieco to poprawiłem i sądzę, że nie wyczaruje tu magicznie spójnej w 100% fabuły, ale zamierzam to dopiąć jako tako. Bo projektu za nic nie porzucę!

18 godzin temu, Cahan napisał:

Swoją drogą, ten ostatni to się zregenerował w tempie błyskawicy.

 

Tu był timelapse (może źle to zaznaczyłem?)



Wracając i pomijając moje zmęczenie. Cahan ma rację. TO tu to tam. I powiem tak: nie podoba mi się, że ma rację, ale ma rację. Zresztą dziękuje za komentarze. 


:stare: 
Na koniec ogłoszenie: Fanfik nie nadaje się do czytania (znaczy nadaje, ale nie nadaje). Zawieszam wypuszczanie rozdziałów do sierpnia, póki nie zaszedłem za daleko wyłączam z użytku rozdziały od 4 do 7. Reszte zostawiam jak jest. Postaram się jak najszybciej odblokować rozdziały. Nie tak, że robię remake, tylko naprawiam dziury fabularne. Myślałem nad tym wcześniej, więc się za bardzo nie przejmujcie, ale komentarze Cahan przeważyły szalę. Widzimy się w czerwcu kiedy wznowie wypuszczanie serii. W końcu fabuła nie może umrzeć przed postaciami.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

1 godzinę temu, KLGDiamond napisał:

Alikorny są uznawane za pełnoletnie w wieku stu lat

 

(ponieważ to wtedy rozwija się u nich pełen potencjał magiczny. Teoretycznie zgodnie z moimi zasadami świata Luna i Celestia nie mogłyby wznosić słońca i księżyca bez osiągnięcia tego wieku. Zwyczajnie byłyby za słabe), kuce ziemskie w wieku dwunastu , jednorożce siedemnastu, a pegazy po pokonaniu silnego przeciwnika typu niedźwiedź w przypadku ogierów, a po osiągnięciu czternastu lat u klaczy. Wszystko z powodu różnic kulturowych (kuce nadal nie żyją w zintegrowanym społeczeństwie).

 

Ale jak to właściwie działa? Przecież u Ciebie alikorny pojawiają się wśród wszystkich ras - rodzina Engry to pegazy, dostała róg, bo pokonała jakichś zbójów. Czy w takim razie jej rodzeństwo zdążyłoby wychować wnuki, które by się z niej śmiały, że jest smarkata, bo jej magia nie dojrzała?

 

Jak wygląda u nich rozwój płciowy, bo to z nim jest skorelowana granica dorosłości (historycznie)? Nawet współcześnie, w cywilizowanych krajach ludzie uchodzą za pełnoletnich zanim zupełnie zakończą swój rozwój fizyczny. I ogółem wiek pełnoletności to wiek, w którym człowiek jest gotowy fizycznie na dziecko. I taka dziesięcio czy dwunastolatka może potencjalnie być dojrzała płciowo, ale prawdopodobieństwo, że donosi ciążę i przeżyje poród jest niewielkie. Dlatego wiek pełnoletności był na ogół wyższy, a i nierzadko czekano z konsumpcją małżeństw. Także pełnoletność to mniej więcej przeciętny wiek osiągnięcia dojrzałości płciowej + kilka lat.

 

No i kto sprawuje nad nimi opiekę przez te sto lat? Bo chyba nie śmiertelni rodzice?

 

Ogółem - alikorn może być młody i uznawany za niedojrzałego przed setnymi urodzinami, ale w Twoich realiach nie widzę by pełnoletność mogła być im przyznawana tak późno. Już z tego powodu, że alikornem się staje, a nie rodzi. I dlatego, że jeśli wcześniej dojrzewają płciowo, to szkoda by potencjalnie się nie rozmnożyły, bo zdążą umrzeć w międzyczasie. A przez sto lat, to wiele się może wydarzyć ;)

 

Sensowniejszym rozwiązaniem wydaje się być 100 lat jako granica wiekowa, którą trzeba przekroczyć by dołączyć do jakiejś organizacji lub rady. Czy zdobyć specjalne tytuły/przywileje.

 

Also - tym pegazom, to by się bardzo szybko skończyły te niedźwiedzie czy inne zwierzęta. Duże drapieżniki mają ogromne terytoria. I choć niedźwiedzie nie są bardzo terytorialne (jeśli mowa o niedźwiedziu brunatnym) i są wszystkożerne (gdzie niektóre populacje prawie nie spożywają mięsa), to:

Cytat

 In areas where food is abundant and concentrated, such as coastal Alaska, home ranges for females are up to 24 km (9.3 sq mi) and for males are up to 89 km (34 sq mi). Similarly, in British Columbia, bears of the two sexes travel relatively compact home ranges of 115 km (44 sq mi) and 318 km (123 sq mi). In Yellowstone National Park, home ranges for females are up to 281 km (108 sq mi) and up to 874 km  (337 sq mi) for males. In Romania, the largest home range was recorded for adult males (3,143 km , 1214 sq mi). In the central Arctic of Canada, where food sources are quite sparse, home ranges range up to 2,434 km (940 sq mi) in females and 8,171 km (3,155 sq mi) in males.

 

Poza tym, misiek jest niewielkim zagrożeniem dla pegaza, bo nie lata. Wystarczy go wybawić na w miarę otwartą przestrzeń. Innych dużych drapieżników też to dotyczy. Ba, większość z nich ma dużo większe terytoria.

 

2 godziny temu, KLGDiamond napisał:

To jest dokładnie ten sam rozdział. Tylko z wyciętymi niepotrzebnymi scenami i próbą przyśpieszenia nadawania postacią charakteru (nie mam pojęcia czy wyszło, czy nie za bardzo)

 No nie ma w nim sceny z ogniskiem i namiotami, na którą tak narzekał Dolar. Ja zresztą też ją pamiętam, bo podpisuję się pod opinią Bilonka wszystkimi rękami (cudzymi też).

 

2 godziny temu, KLGDiamond napisał:

Tu był timelapse (może źle to zaznaczyłem?)

 

Zdecydowanie źle to zaznaczyłeś. Przy takich cięciach dość istotne by w jakiś wyraźny sposób zasugerować ile czasu minęło. I przede wszystkim - nie robiłabym dłuższych time skipów w jednym rozdziale.

2 godziny temu, KLGDiamond napisał:

Uwaga spoilery! A wiem, że Cahan miała by ochotę wiedzieć.

  Ukryj treść

Podmieńce -> szpiedzy w armii -> fałszywe info.
Ogólnie podmieńce mają nadzieję na szybkie wybicie elit i wysłanie reszty kuców na nowe terytoria. Po pokonaniu armii na naszym aktualnym froncie spokojnie zajmą porzucone tereny (które kuce porzucają, bo są przecież wyjałowione przez zimę sprowadzoną przez Windigo), a następnie dopadną pewne o swej wygranej kuce na ich nowej ziemi (bo wyślą im fałszywe raporty). Właściwie to możesz się spodziewać podmieńców wszędzie. Między innymi po to wątek Wilda, czyli po to by później to pokazać.

 

Myślę, że poświęcenie tym wątkom i scenom więcej czasu ekranowego by pomogło. W ogóle nakręcenie jakiejś atmosfery, że coś jest nie tak. Czy jakiejś paranoi, że wszędzie czają się szpiedzy. I uważaj tu na komedię. Komedia jest póki co Twoim wrogiem.

 

Pro tip: staraj się utrzymać żarty w klimacie, pisz je tak by faktycznie mogły bawić bohaterów żyjących w takich czasach, a nie pod współczesnego czytelnika. Uważaj z budowaniem nastroju scen i stosowania nieco luźniejszej narracji. Narracja musi współgrać z nastrojem i emocjami postaci.

Link to comment
Share on other sites

13 godzin temu, Cahan napisał:

Ale jak to właściwie działa? Przecież u Ciebie alikorny pojawiają się wśród wszystkich ras - rodzina Engry to pegazy, dostała róg, bo pokonała jakichś zbójów. Czy w takim razie jej rodzeństwo zdążyłoby wychować wnuki, które by się z niej śmiały, że jest smarkata, bo jej magia nie dojrzała?

 

Jak wygląda u nich rozwój płciowy, bo to z nim jest skorelowana granica dorosłości (historycznie)? Nawet współcześnie, w cywilizowanych krajach ludzie uchodzą za pełnoletnich zanim zupełnie zakończą swój rozwój fizyczny. I ogółem wiek pełnoletności to wiek, w którym człowiek jest gotowy fizycznie na dziecko. I taka dziesięcio czy dwunastolatka może potencjalnie być dojrzała płciowo, ale prawdopodobieństwo, że donosi ciążę i przeżyje poród jest niewielkie. Dlatego wiek pełnoletności był na ogół wyższy, a i nierzadko czekano z konsumpcją małżeństw. Także pełnoletność to mniej więcej przeciętny wiek osiągnięcia dojrzałości płciowej + kilka lat.

 

No i kto sprawuje nad nimi opiekę przez te sto lat? Bo chyba nie śmiertelni rodzice?

Huh... Zjebałem.

 

13 godzin temu, Cahan napisał:

Also - tym pegazom, to by się bardzo szybko skończyły te niedźwiedzie czy inne zwierzęta. Duże drapieżniki mają ogromne terytoria. I choć niedźwiedzie nie są bardzo terytorialne (jeśli mowa o niedźwiedziu brunatnym) i są wszystkożerne (gdzie niektóre populacje prawie nie spożywają mięsa), to:

Cytat

Na przykład. Znaczy możesz sobie zabić mantykore czy gryfa, zero różnicy. Nawet se smoka ubij jak chcesz. Ewentualnie złap dużą rybe i powiedz że walczyła. Dzik czy coś wszystko byleś coś większego ubił. 

Link to comment
Share on other sites

  • 4 months later...

Musze przyznać, że to nawet całkiem ciekawy kawałek fika. Wprawdzie jeszcze niewiele się dzieje ( po tej objętości nie wymagałbym cudów), ale można tu wyczuć jakieś podwaliny klimatu i wielkich wydarzeń, w które wpleceni są początkowo niepozorni bohaterowie. Jest jakiś konflikt, jakaś wojna, o której niespecjalnie coś wiadomo i jest grupka kucy, które spotykaja się po drodze, zmierzając na front. Przyznam, że początkowo zaśmierdziało mi to Achają, zwłaszcza, że od pierwszej strony widzimy czarnego alikorna płci żeńskiej, ale na całe szczęście dalszy ciąg nie zapowiada jakiejś przeróbki tegoż dzieła. Swoją drogą, podoba mi się, że ta alikorn nie przepada za magią. Fajna, negatywna cecha bohaterki, nad którą może pracować i z którą może walczyć. Z pozostałych bohaterów rzuca się w oczy jeszcze podmieniec, ale to dlatego, że miał swoją dłuższą sekwencję, podróżował ze swoimi oficjalnymi wrogami i nazywał inne podmieńce zdrajcami. Pozostali nie zapadają w pamięć, ale może z czasem się to zmieni. 

Wracając do świata i fabuły, to niewiele tu mogę powiedzieć ponad to, że jest tu wizja czegoś epickiego z kilkoma wątkami. Ambitnie. I bardzo ryzykownie. Łatwo jest się zaplątać, albo stworzyć za dużo wątków. Ale jestem dobrej myśli. 

 

Są też wady niestety

Forma nie jest najlepsza. Owszem, błędów nie zauważyłem zbyt wielu (aczkolwiek w tym jestem kiepski), ale odniosłem wrażenie, że jest sporo powtórzeń. Język też nie jest zbyt bogaty. Miejscami nawet za prosty, co burzy klimat. Czasami brakowało mi również szerszych opisów. Na przykład scena walki mogłaby być bardziej rozbudowana z szerszymi opisami i większą ilością rozważań bohaterki. Akcja podmieńca też się prosiła o większe rozbudowanie i może rozwinięcie jego interakcji z tym drugim. 

 

 

Ogólnie, debiut spoko, chętnie będę czytał dalej, bo jest tu potencjał na coś przyjemnego.  

 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...