kapi

W poszukiwaniu harmonii - [zabawa] sesja RPG (Drużyna Wolnej Equestrii)

2020 postów w tym temacie

MT zostawił Pokemonę i zaczął szukać dla siebie dobrego zajęcia. Jednak pod ziemią czuł się zagubiony, większość pracy polegała tu na leczeniu i znoszeniu rannych, a w pierwszym nie był dobry, z kolei drugie była to dość brudna robota. Zaczął się zastanawiać gdzie może się udać, aby coś zrobić. Szwędał się tak po podziemiach i w końcu zaświtało mu, że może jego drużyna go potrzebuje i postanowił kogoś znaleźć. Najłatwiejszym do odnalezienia ogierem był Grim, który dostał ciepłą posadkę pułkownika. Zaczął więc pytać o niego, choć nie był tym zbytnio zachwycony, w końcu nie układało mu się za dobrze z rdzawym ogierem.  Niemniej jednak szansa na znalezienie kogoś innego była nikła, a pytając inne kuce o drogę też mógł się na kogoś natknąć. W końcu dostał potrzebne informacje i wybiegł na powierzchnię. Tu oświetliły go gdzieniegdzie gwiazdy, a zimny wiatr ruszył grzywę. W całym mieście panowała względna cisza. Nieliczne wystrzały dobiegały z jego centrum. Magic Techa mijało wiele kucy z cywilnej służby pomocniczej, niosąc rannych i zaopatrzenie. Ogier biegł poprzez zakrwawione uliczki, pytając się strażników, aż w końcu dotarł na jeden placyk. Tam rozłożyła się część wojska rebelii i zbierała siły. Kilka kolejnych pytań i MT przeciskał się już w bok, tym razem wiedział od jednego z adiutantów gdzie może być pułkownik. Faktycnzie po tym dość długim czasie zobaczył rdzawego ogiera, który stał na środku drogi, w towarzystwie dwóch pegazic. Podszedł bliżej, obserwując królewskich gwardzistów, którzy stali przed wejściem do sąsiedniego domu. Zaczął przysłuchiwać się konwersacji, licząc, że usłyszy jakieś zadanie dla siebie, albo coś co go odpręży.

 

 

Pokemona po tym, jak zostawił ją MT została poprowadzona kilkoma ciemnymi korytarzami przez maga, który miał się chwilowo nią zająć. W końcu doszli do drzwi, jednorożec otworzył je i wskazał wygodny fotel przy kominku, w środku małej kryształowej jaskini. Pokemona weszła, a czarodziej zamknął za nią drzwi. 

Pokój był ładny, na podłodze rozciągał się przyjemny, zielony dywan ze złotymi frędzlami i wielką wyszywaną różą na środku. Płomienie skakały po drewnie, oświetlając cały pokój, który od kamieni nabierał różowo-fioletowej barwy. Na przeciwko Pokemony znajdował się mały, prosty stolik z herbatą i paroma marchewkami w małym wazoniku. Pokemona czekając zjadła jedną i trochę wypiła. W końcu drzwi otworzyły się i weszła Shadow. Jak zwykle jej bezszelestne kroki i cała zwiewna postać, jakby zatapiały się w tło. Nie miała jednak kaptura, a jej twarz ozdabiał subtelny i piękny uśmiech. Klacz usiadła na przeciw Pokemony, wzięła łyk herbaty i rzekła:

- Miło mi Cię znów widzieć. Wezwałam Cię, bo jestem ciekawa co taka mała klacz robi w drużynie, która udaje się prawie na koniec znanego świata, aby ratować księżniczki i dlaczego ta sama klaczka uczestniczy w walkach ulicznych w trakcie oblężenia? 

Wszystko zostało wypowiedziane bardzo miło i zachęcająco. Zdziwiło to Pokemonę, która była bardziej przyzwyczajona do zimnej i aemocjonalnej Shadow.

 

Nick znów zaczął się rozglądać. Ilość strażników i brak Shadow wypędziły o jednak z głównej jaskini. Zaczął wracać do skrzydła szpitalnego. Mijał tłum służby porządkowej, niosącej rannych i przepychał się, wypatrując jakiejkolwiek znanej twarzy. Zanim zauważył jakiegokolwiek lekarza, albo znajomą twarz podmieńczego inwigilatora, jego oczy dostrzegły znajomą żółtą klacz. Siedziała teraz pod ścianą, ze wzrokiem spuszczonym w ziemie, opatulona częściowo w swoją grzywę. Zdawała się być odcięta od świata i pogrążona w myśleniu, co raczej nie było jej zwyczajnym stanem, na tyle na ile Nick ją poznał. 

 

 

Dakelin tymczasem wyczekiwała na odpowiedź tajemniczej kobiety. Ta uśmiechnęła się lekko, gdy zobaczyła litery i wczytała się w ich treść. Odpowiedziała zaraz tym samym dźwięcznym głosem: 

- Sprowadziło Cię tu i jedno i drugie, jesteś martwa, zaczarowana i śnisz. Zgadłaś także jeden z moich tytułów, rzadko ktokolwiek zwracał się nim do mnie, ale tak, jestem Królową Gwiazd. Moja moc i władza wykracza jednak znacznie dalej.

- Nie bój się mówić, tak o sobie jak i o czym chcesz, jesteś poza rzeczywistością, którą znasz, tu nie jesteś niemową, odezwij się swym głosem i powiedz kim jesteś, coś na ten temat chyba jednak musisz wiedzieć.

Kończąc zdanie kobieta uśmiechnęła się słodko i skierowała swe jaśniejące oczy w Dakelin.       

 

  

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Lenita została zaskoczona i po części rozbita. Z jednej strony nie chciała by Animal zostawała z nią na siłę i się do czegoś przymuszała. A z drugiej strony miała dość już samotności i robiło jej się smutno na myśl, że znowu ma zająć się sama sobie. Przez pewien czas w swych myślach próbowała sobie to ułożyć. Mimo wszystko wolała nawet w tak drobnej sprawie postawić na dobro i na to co chcą inni. Ocknęła się i spojrzała na kucyki obok niej.
-Skoro masz ochotę iść to proszę, przecież nie mam prawa cię zmuszać do pozostania ze mną.-po tych słowach mimowolnie się uśmiechnęła, chociaż nie chciała tego robić.
 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja... mogę mówić? Wstała i popatrzyła się ze zdumieniem na Gwiezdną Panią. Dz-Dziękuję. Ja... My... Jestem wampirzycą, działam dla rebeliantów, pragnących wyswobodzić Canterlot z kopyt podmieńców. Na imię mi Dakelin. Zastanowiła się chwilę i mówiła dalej. Gdy zadaję nam pytanie kim naprawdę jesteśmy... Nic nie przychodzi ani mi ani jej na myśl. Nie jesteśmy w stanie nas określić lub wyrazić. P... rzepraszam za to, że... ale nie... nigdy czegoś tak pięknego nie widziałyśmy. Tylko... Mamy pytania do wszystkiego... Kiedy umarłam? Gdzie ja faktycznie jestem i gdzie pani jest? Jak pani mnie tu przyprowadziła? I... Na chwilę przestała i jedna myśl, dwa słowa zaczęły nurtować Dakelin. Po co? Po co pani nas tu przyprowadziła? Jaki jest tutaj nasz cel? Czy... Zatrzymała się w niepewności. Wydaje się godna zaufania. To jest Królowa Gwiazd, jeśli nas wzięła, to oznacza że ma jakiś interes, i to raczej nie byle jaki. Tylko jaki? Na to musimy zaczekać. Czego pani od nas żąda? Co mamy dla pani wykonać? Myślisz że powinnyśmy... Tak, mimo tego że właśnie ją poznałyśmy. Może wyda się to głupie ale... Ufam jej. Boję się ale... Skoro już umarłam. Przyklękła i pochyliła głowę, na znak poddania się mocy Królowej. Zrobimy co w naszej mocy, Gwiezdna Pani. Poddajemy się tobie.

Edytowano przez Dakelin
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Moment moment - Grim zainterweniował sprawnie, nim Lenita oraz Animal mogły nagle dostać jakiegoś błędnego wrażenia. Także i tym razem zatroszczył się, by na jego twarzy gościł usmiech, lub też jego jak najszczersza namiastka. - Przeca nikt nigdzie nie powiedział, że macie się rozdzielać, prawda? Zawsze możemy pójść tam gdzie trzeba wszyscy razem, we trójkę.

 

[To jest literalnie naprostowanie dla kikiz ubrane w post zamiast w kwadratowy nawias. Przepraszam za taką... krótkość.]

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W głównej jaskini Nick nie znalazł ani Shadow, ani niczego innego co mogłoby mu się przydać. Zamiast tego znalazł tam zbyt wielu strażników. Cóż nic dziwnego, w końcu to podziemna, tajna baza Equestriańskiej rebelii. Zawiedziony powlekł się z powrotem do skrzydła szpitalnego.

Tam niestety czekało go kolejne rozczarowanie. Nie znalazł tam, żadnego z wybawców, ani nawet znajomej twarzy nie rozpoznał. Jedyną znaną mu, mniej więcej, osobą była ta żółta klacz, której nieświadoma pomoc była naprawdę wspaniała. Coś tknęło changelinga kiedy zobaczył ją najwyraźniej zmartwioną. Poczuł coś na kształt smutku, ale nie był to ten sam smutek kiedy twór błękitnego maga niósł go do celi, to był smutek podobny do tego, kiedy widział swój oddział ostatni raz. Ten dziwny żal o inną istotę, troska o kogoś innego. Ten widok zbił nieco Nicka z tropu, ale po chwili słabości z pewnym trudem wrócił do swego normalnego stanu. Wolnym krokiem, możliwie blisko szafek ze sprzętem medycznym i operowanych kucy, poszedł w stronę swojej żywicielki. Miał pewien, dość istoty dla niego, powód by wybrać akurat taką drogę. Powodem tym był niepozorny, nieduży, ale bardzo ostry kawałek stali zwany skalpelem. Akurat w tym miejscu powinien się co najmniej jeden znaleźć, powinien być w łatwo dostępnym, a jednak dość bezpiecznym miejscu, jakaś taca czy coś w tym kształcie. Albo niedaleko operowanego kuca, bo w końcu jest to przyrząd do ratowania życia. Mimo tego, że narzędzie to nie powinno być jakoś wybitnie ciężkie do znalezienia to Nick przykładał się do poszukiwań, bo w końcu, jeśli tego nie znajdzie będzie mu ciężej jego życie ocalić. 

W końcu jednak każda droga się kończy i przyjdzie ten moment, w którym będzie musiał porozmawiać z tamtą pielęgniarką. Gdy będzie dość blisko niej, niezależnie od rezultatu poszukiwań, zamierza podejść do niej po cichu i odgarnąć kopytem jej grzywę z twarzy. Następnie łagodnym, spokojnym głosem zamierza jej zadać jedno, proste pytanie "Wszystko w porządku?". No a co dalej? A co miało by być? Zważywszy na to, że wykorzystał ją, poczęstował się jej miłością, a na koniec zniknął z przed jej oczu bez nawet najlichszego pożegnania mogło być wszystko. Od euforii, radosnego okrzyku i graniczącego z duszeniem przytulasa, do pospolitego lepa w pysk Nicka za zostawienie ją bez słowa. Albo oba te warianty na raz, klacze, ciężko to przewidzieć.

Edytowano przez Arceus
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przepraszam, że tak długo zwlekałam. Niestety z powodu paru problemów nie byłam w stanie zmusić się do napisania czegokolwiek, ale teraz jak zaczął się weekend to jestem odrobinę spokojniejsza.

_______________________

 

Animal popatrzyła to na Grima, to na Lenitę. Osobiście propozycja jej taty najbardziej przypadła klaczy do gustu, bo niestety słowa drugiego pegaza nie pomogły jej w podjęciu decyzji.

- Jestem za tym, żebyśmy poszli w trójkę. O ile nikt nie ma nic przeciwko - powiedziała i uśmiechnęła się ciepło.

 

- Świeeeeetnie, więcej czasu muszę spędzić z tą bandą obiboków.

- Ty to na wszystko marudzisz.

Kuzyk lekko prychnął i przewrócił oczami, co mogło wydawać się trochę dziwne, patrząc na to, że przed chwilą zgodził się na pomysł. Angel popatrzył zmartwiony na swoją opiekunkę i zastanowił się. Odkąd obudziła się ze swojego snu mniej z nim rozmawiała i wydawała się być ciągle pogrążona w myślach, często przy tym przybierając przerażające miny i spojrzenia. Zdecydował, że potem z nią o tym porozmawia.

- Ojej, coś nie udało ci się pokazać swoją irytację tylko dla mnie w swoich myślach. Ciekawa jestem co na to powiedzą. Zobacz, ten królik już patrzy.

Pegazica spojrzała na wspomnianego i zauważyła, że faktycznie jej się przyglądał. Zganiła przy tym samą siebie w myślach na to, że następnym razem musi bardziej uważać i nie okazywać tego, co dzieje się w jej głowie.

Edytowano przez Wilcza
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Skoro nie było żadnych głosów sprzeciwu, Grim powiódł obie klaczki w kierunku czegoś, co przy odrobinie dobrej woli możnaby nazwać sztabem. Tak naprawdę zwyczajnie wyłuskał z tłumu swoich towarzyszy grupkę znajomych twarzy, pomiędzy nimi także bohaterskiego, choć ciekawie wyglądającego Crampa. Ten ostatni wyglądał tak, jak cała reszta kucyków, które przeszły przez walki na dole i tutaj, w dzielnicy arystokracji. Był po prostu zmęczony, choć pewnie mniej niż na samym początku. A teraz pułkownik przyszedł, by posłać go do walki jeszcze raz. Rdzawy ogier przetarł twarz i tak kompletnie zasyfiałym kopytem, drugim dając znać, że nie muszą stawać na baczność czy wydurniać się w podobny sposób.

- Lepiej trochę? - zagadał, patrząc na obecnych. Odpowiedziały mu kiwnięcia oraz zbiorowe "Tak jest" powiedziane strasznie nierówno, aczkolwiek z dobrą wolą.

- Cieszę się. Nie przyszedłem niestety tylko po to, by się zapytać o wasze samopoczucie. Wciąż nie zakończyliśmy walki. Do miasta zbliżają się wraże posiłki, to raz. Wierchuszka pośle takiego jednorożca i pegazy po to, by rozpieprzyli tory, opóźniając nieprzyjaciela. Przy odrobinie szczęścia paru z nich zdechnie w wypadku. My nie mamy tu nic do roboty, na szczęście. Jednak jest jeszcze druga sprawa. Wszyscy może lepiej weźcie i usiądźcie, bo nowina ciężka. Mamy zdać podmieńczy ekwipunek generałowi. Część zostanie przy nas, ponieważ musimy posłać trochę naszych jako rezerwę do szturmu na zamek. I tutaj ponownie chcę okazać swoje zaufanie właśnie tobie.

 

Kopyto pułkownika znalazło się na tym wątlejszym barku Crampa. Grim postarał się, by tym razem jego wzrok był pełen zachęty oraz wystarczająco żarliwy, by każdy patrzący zdał sobie sprawę z powagi sytuacji. Potem pokręcił lekko głową.

- Uwierzcie mi wszyscy, sam chciałbym poprowadzić naszych odważnych kolegów do boju, lecz będę odpowiadał za nas wszystkich. Dlatego też ty, raz już okazałeś swoją dzielność oraz lojalność, pójdziesz im przewodzić. Wiem, że świetnie sobie poradzisz. Dobierz najmniej zmęczonych, uzdolnionych. Może nie wszystkich z tych najlepszych, tak na wszelki wypadek - dodał ciszej. - Będziemy w stałej łączności, wyznacz też kurierów, ja wyznaczę swoich. Przekazuj wiadomości o wszystkich niepokojących rzeczach. Jeżeli ktoś coś źle rozkaże, wpakuje was w łajno czy coś, nie słuchaj go.

 

Teraz ziemski kuc odszedł trochę od swojego poniekąd zastępcy, poklepując go po grzbiecie. Ponownie zwrócił się do wszystkich zgromadzonych. Crampa też.

- My z kolei mamy być gotowi do... zaraz, jak to szło... aha! Mamy być gotowi do punktowych ataków zaczepnych, czyli w razie potrzeby biegniemy pod mury w najsłabiej bronionym miejscu, robimy jak największy burdel, a jak Podmieńce się przegrupują, spływamy. Dlaczego tak? Prosto, sam generał wie, że jak nam zabrał taką kupę rzeczy, to pozabijalibyśmy się szturmując zamek. W razie czego takie ataki powtarzamy w różnych miejscach aż dopóki te wszy nie przekręcą się z nadmiaru zabawy.

 

- Na końcu chcę obwieścić wszem i wobec, że tam, na górze - znaczące wskazanie na piętrzący się nad miastem zamek - nie będą czekali na nas tylko żołnierze okupanta. Wiele kucyków, głównie z tak zwanych wyższych sfer, przeszło na służbę wroga. Niektórzy sami z siebie, inni poniewolnie. To zdrajcy. Tych, którzy rzucą broń i się poddadzą możecie zostawić w spokoju. W sensie, no wiecie, ogłuszyć czy coś, ale zostawić żywych. Każdego stawiającego opór zabić bez litości. Jeżeli delikwenta tylko poranicie, dorżnąć. To będzie tyle. Przygotujmy się wszyscy.

 

Po tym dość długim działaniu, jakim było dysponowanie swoimi siłami, Grim Cognizance odwrócił się do swojej córki i jej towarzyszki. Kiwnął im głową, potem zachęcił, by poszły za nim.

- Trzeba nam teraz znaleźć kurierów - powiedział tylko, rozglądając się po otaczających go kucykach. Nie chciał posyłać do tej pracy córki, nie za bardzo był też skłonny, by zrobić tak z jej przyjaciółką. W końcu Sandstorm, która się z Animal wcześniej kolegowała, gdzieś wsiąkła, a ta ostatnia potrzebowała kogoś ciepłego obok siebie.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

MT zobaczywszy Grimma uznał że najlepiej będzie jeżeli chwilowo będzie nie zwracać na siebie uwagi jednak zamierzał mieć "pułkownika" na oku, więc kiedy ruszył się z miejsca on ruszył za nim, lecz w pewnej odległości. Był na tyle daleko żeby nie słyszeć rozmów Grimma z klaczami ale dość blisko by usłyszeć "przemowę" ziemskiego kuca, Najpierw MT zamierzał ją szczerze skomentować ale uznał że może nie będzie kompromitował ogiera przed wojakami. Jednak ostatecznie znudziło mu się bierne obserwowanie a że po drodze nie wpadł na nikogo znajomego uznał że raz kucowi śmierć. Podszedł do grupki i zagaił:
-Witam miłe panie- zaczął przy tym zupełnie ignorując ziemskiego kuca ostatecznie jednak zależało mu na czymś co mógłby zrobić więc zaraz zwrócił się wprost do Grimma-Więc, okazuje się że tam praktycznie nikt nie wspiera tworzenia jakichkolwiek innowacji technologicznych które mogłyby nam pomóc, a że ostatecznie byłem w tym bagnie od początku zanim zmieniło się ono w piękne bajorko krwi i fekaliów wypada chyba żebym wciąż im pomagał w miarę moich możliwości. Więc pytam, jest może coś godne moich kwalifikacji co mógłbym zrobić dla naszej zbieraniny by uwolnić ten kraik od zła i etcetera, etcetera?  

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 -Generale, jestem dumny że chcesz mi powierzyć te wszystkie pegazy – odpowiedział Thermal, starając się patrzeć tylko na Greena. Wolał nie spotkać wzroku rdzawego (?) kuca. Wiedział, że jego wejście mu się nie spodobało. – Z pewnością przydadzą mi się, w szczególności, jeżeli wraz z nimi dostanę choćby minimalną ilość oleju do lamp. Potrzebowałbym go w celu upewnienia się, że podołam temu zadaniu. Wystarczy nawet litr. – Tutaj zrobił krótką przerwę. Generał nie bez powodu dał mu pegazy – może ich obecnie nie potrzebował, może wolał mieć tą część tych sił w tamtym rejonie. Reszta jego sił z pewnością była zajęta działaniami w mieście. – Najlepsze efekty jednak przewiduję z utalentowanym magiem, zdolnym do wytworzenia iluzji torów. Po zdjęciu zdołam ukryć je przed wzrokiem, jednak wytworzenie jakiejkolwiek iluzji jest poza moimi możliwościami.

Odpowiedział Generałowi trochę podekscytowanym tonem. Być zdolnym przeszkodzić tej szarańczy bez powodowania kolejnych zniszczeń... nie sądził, że może się przydać w jakiś inny sposób.

Wiedział, że plany kochają się nie udawać. W głębi duszy liczył jednak na piękne wykolejenie się pociągu.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 - Ummm... No wie pani... Chcę się na coś przydać... - zaczęła cicho. Alter dalej milczy, więc nie ma sensu o niej wspominać, nie teraz. Wzięła drobny łyczek herbaty, pozwalając, by przyjemne ciepło rozlało się po jej gardle. Nie lubiła odpowiadać na takie ogólne pytania, zdecydowanie lepiej jej szło wyjaśnianie niejasnych szczegółów. Nawet mimo uśmiechu rozmówczyni, zezowate oczy pegazki wlepiły się w ciecz w filiżance, która poruszała się wraz z każdym trąceniem naczynia.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Witam Was wszystkich serdecznie. Tak oto wznawiamy sesję. Teraz parę spraw organizacyjnych. Wcześniej prosiłem, żeby każdy, kto chce kontynuować sesję, napisał do mnie na PW i część osób tak uczyniło. Te osoby postaram się teraz uwzględnić w odpisie. Ci, którzy nie zauważyli, albo z jakiś innych przyczyn nie spełnili mojej prośby oczywiście dalej mogą brać udział w zabawie. (przy tej okazji przypominam dla wszystkich wchodzących tu gości, że ZAPISY SĄ CAŁY CZAS OTWARTE zapisywać się można w trybie standardowym w razie pytań pisać do mnie na PW). Natomiast jeśli ktoś, kto już grał nie potwierdził swej aktywności, to także niech napisze do mnie PW.  Po tak długiej przerwie zakładam, że niektórzy mogli się wycofać, a nie chcę tracić czasu na opisy dla kogoś, kto już nie gra, więc teraz zostanie opisana sytuacja tylko osób, które mnie powiadomiły o kontynuacji. Kto chce grać dalej, a ja jeszcze o tym nie wiem, to pisać PW :pinkie: 

 

 

Sprawa 2 Jak widzę towarzystwo od Grima, czyli sam rdzawy kuc, Lenita, Animal i MT toczą ze sobą dialog. Ja więc w poście poniżej opiszę tylko akcję Grima , dotyczącą znajdowania adiutantów itp. Natomiast dialog można prowadzić przypominam ez ograniczeń, a aktualnie jak rozumiem MT czeka na odpowiedź. 

 

 

Wszyscy podkomendni Grima przytaknęli swojemu dowódcy i zaczęli się rozchodzić do swoich oddziałów, aby przeprowadzić przegrupowanie. Cramp myślał nad czymś przez dłuższą, chwilę, następnie jego oczy spoważniały brwi ściągnęły się, uderzył kopytem w swój puklerz, od którego rozległ się brzęczący dźwięk stali, po czym ruszył szybkim kłusem do swoich zadań.

 

Znalezienie adiutantów też nie przysporzyło większych problemów pułkownikowi. Miał w swoich oddziałach kuce, które już od początku oblężenia galopowały z wieściami. wraz z grupką swych kompanów obszedł po prostu okolicę i wyznaczył najbardziej wypoczęte i sprawne kuce do roli swego rodzaju listonoszy. Grim widział, że już rozpoczął się proces wymiany ekwipunku, ludzie od Solida przychodzili i rekwirowali changelińskie zbroje. Na oko wyglądało, że całe przezbrajanie, nawet przy niewiarygodnym talencie kwatermistrza do dysponowania zaopatrzeniem, zajmie około pół godziny.

 

Tajemnicza postać stała w milczeniu przed Dakelin. Dziewczyna zaczęła się nawet zastanawiać, czy powiedziała coś nie tak, lecz spokojny wzrok i przyjemny wyraz twarzy koiły nerwy i zażegnywały obawy. W końcu jednak tajemnicza Pani przemówiła tak samo słodkim głosem, jak wcześniej.

- Umarłaś kilka godzin temu, choć nieświadomie, oddając się złemu w posiadanie. Zawarłaś niegodziwy pakt, który wypaczył twą naturę i związałaś swą duszę, która została ci zabrana. Teraz nieświadomie i lekkomyślnie oddałaś mi swoje usługi. Zapomniałaś najwyraźniej, że nawet nie możesz, a raczej nie mogłabyś sobą dysponować gdyby nie ja. Wyzwoliłam Cię od władzy tamtej istoty, odzyskałam Twoją własność. Ty jednak już oddałaś mi panowanie nad sobą, ponownie bez refleksji. W przyszłości powinnaś zmądrzeć. Ja oddam Ci ponownie moc decydowania o Twoim losie, lecz przysługa za przysługę, a ja już coś dla Ciebie zrobiłam. Ty musisz teraz tylko wejść do pewnego pomieszczenia, które Ci wskażę i zrobić to, co Ci wtedy powiem. Zgadzasz się? 

 

Nick szedł wyznaczoną przez siebie trasą, szukał uważnie jakiegoś zabłąkanego skalpela. Zauważył go na jednej z szafek. Leżał, najwyraźniej nieużywany przez nikogo. Nick zwinnym, niezauważalnym ruchem chwycił go i już chciał powoli schować, gdy zobaczył, że tuż obok niego przeszedł lekarz i jego zamyślony wzrok padł akurat na kawałek metalu, który trzymał Nick. Ogier zastygł, aby nie pozorować, że chce jakoś ukryć przedmiot i udając członka personelu medycznego szedł, jakby nic złego się nie działo. Już skręcał do żółtej klaczy, gdy zobaczył, że ów lekarz, który go minął biegnie za nim i krzyczy.

- Przepraszam Pana bardzo, ten skalpel co pan trzymał przed chwilą, wziął Pan może z tamtej szafki? 

Ponieważ lekarz mówił dość głośno okoliczne kucyki zwróciły uwagę na rozmówców, Nick przez chwilę nie wiedział co odpowiedzieć, gdy na domiar złego usłyszał głos swojej żółtej przyjaciółki.

- O tutaj jesteś. Bałam się o Ciebie, gdzie byłeś, zniknąłeś tak nagle, nie wiedziałam, czy mnie już nie lubisz, czy może zemdlałeś gdzieś w kącie, czy... oh tak się martwiłam, a

- To twój znajomy? -  przerwał lekarz. 

- Nie, choć może i tak, to mój pacjent, leczyłam go i nagle zniknął, więc zaczęłam być smutna i przybita, więc usiadłam na podłodze i

- Wystarczy, już rozumiem, a czy łaskawy pan raczyłby w takim razie powiedzieć po co mu mój skalpel?

Nick zdał sobie sprawę, że przez słowa swej przyjaciółki stał się nagle bardziej podejrzany, bo który pacjent bierze skalpele?! Nie był jeszcze tracony, choć ciekawskie oczy kilkunastu kucy, które zgromadziły się w okół tym bardziej świadczyły, że sytuacja przestała być dla szpiega komfortowa.

 

Shadow wydała się trochę zdziwiona odpowiedzią małej pokemony, ciągnęła więc dalej.

- Moja droga, a jak chcesz się przydać jako źrebię na polu bitwy, gdzie nawet duże i silne kucyki mogą nie dawać sobie rady? Nie boisz się, że będziesz bardziej przeszkadzać niż pomagać?

Shadow cały czas kontynuowała wypowiedź swoim matczynym stylem mowy.  

 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja... Um... Prz-Przepraszam. Po prostu j-jestem trochę... trochę... Bardzo zdenerwowana. N-Nigdy nie spotkałyśmy kogoś takiego, o takiej urodzie i potędze. N-Nigdy nie byłam na... N-Nie jestem b... bardzo przystosowana do takich sytuacji. I... Ja... Nie byłam nigdy odporna na stres... A zwłaszcza na presję kogoś takiego jak ty, Pani. I... p-przestraszyłam się... Zupełnie straciłam głowę. Mówiła przestraszona, próbując się tłumaczyć jednak wzięła oddech i spróbowała się trochę opanować. My... Dziękujemy ci. Po prostu... Pomyślałyśmy, że... To może być odpowiedzią... Zadowalającą cię...  Spróbujemy się poprawić, tak szybko jak możemy. Chyba nie mamy innego wyboru, jak zgodzić się na twą propozycję, Pani. Nie wiem co będziemy musiały zrobić, ale spróbujemy. Tak, zgadzam się. Nie wiemy czego od nas może chcieć. A może chcieć wszystkiego. Może. Ale odzyskała naszą duszę, nawet mnie zdziwiło że nam ją od razu przywróciła. Lecz oznacza to iż nie interesuje jej to, abyśmy byli jej poddaną. Ale... Ponoć Luna jest panią nocy... Kim ona jest, Gwiezdna Pani? Nie mam pojęcia. I obawiam się, że możemy się nigdy nie dowiedzieć. Wampirzyca wstała, popatrzyła się na kobietę, a następnie oczekiwała poleceń, od Królowej Gwiazd.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nick wdrożył swój plan i ruszył w drogę. Mijał szafki ze sprzętem i leczone kuce bezskutecznie poszukując narzędzia. W końcu jednak na jednej z szafek leżał skalpel. Ucieszony changeling zapomniał się nieco i chwycił skalpel odrazu, i... I tu był jego błąd. Obok niego przeszedł jakiś medyk i widział za dużo, ale nic straconego zawsze można udawać lekarza. Zrobił to i minął lekarza kiwając mu głową z uprzejmym uśmiechem. 

Uszedł kilka kroków i już miał odetchnąć gdy nagle usłyszał za sobą odgłos biegnącego kuca, nie mógł uciec, bo to by go zdradziło, dlatego dalej szedł spokojnym krokiem. Lekarz zaczął do niego krzyczeć, nie trzeba mówić jak bardzo nie podobało się podmieńcowi. Nick już miał się odwrócić i powiedzieć, że tak i jaki jest problem, ale wtedy podleciała do nich ta miła pielęgniarka i nieco to skomplikowała. 

Ton ptyania lekarza wyrażał jego podejrzliwość i trzeźwe myślenie, takich Equestria potrzebuje, takich należy weliminować, ale nie w tej chwili.

Kuc (bo zmienił się w szarego kuca kilka postów temu) patrzył raz na pielęgniarkę, a raz na lekarza. 

"Nieciekawa sytuacja, mogę zginąć, ale w sumie mogę też ją wykorzystać" pomyślał i uśmiechnął się z zakłopotaniem. Popatrzył zakłopotany na lekarza i zaczął nie pewnie.

-Ta pielęgniarka ocaliła mi życie. Chciałem jej się jakoś odwdzięczyć. Chciałem podaować jej jakiegś kwiatka czy coś, ale wtedy zobaczyłem skalpel i pomyślałem, że to narzędzie leży tam teraz bezużyteczne i że ona zrobi z niego dobry użytek. Nie wiedziałem, że ten skalpel do kogoś należy- powiedział z udawaną skruchą oddając mu skalpel, po czym pociągnął podchodząc do lekarki.

-Chciałem tylko zrobić coś miłego dla wspaniałej medyczki dzięki której nadal żyję. 

Spojrzał na nią i z maślanym uśmiechem rzekł "dziękuję ci".

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Słowa Dakelin częściowo uspokoiły wyniosłą kobietę, uśmiechnęła się lekko i powiedziała swe żądanie:

- Nie wymagam niemożliwego, jedyne co musisz zrobić to uwolnić Nightmare Moon.

Wypowiedź zabrzmiała groźnie mimo całej słodyczy głosu Gwiezdnej Pani, a gwieździste tło nagle przygasło, tak, że jedyne światło biło od owej eterycznej, wyniosłej postaci.

 

Nick był w opałach, lekarz patrzył na niego z niedowierzaniem, choć przyjął skalpel dalej świdrował go wzrokiem. Młoda pielęgniarka skoczyła na szarego kuca i tuląc zaczęła mówić:

- Nie ma za co leczenie Ciebie to sama przyjemność, dziękuję za prezent, były cudowny, choć go nie ma, bo

- Bo zabrałeś na prezent cudzą rzecz i to jeszcze pielęgniarce chciałeś dać skalpel?! Straż!

- Zaraz co chcesz zrobić?

- Nie podoba mi się Twój znajomy

- Ręczę za niego, on nic złego nie zrobił, był tylko ranny, może dostał za mocno w głowę

- Straż!, nie wątpię w twoje dobre intencje, ale ten osobnik jest podejrzany, trzeba umieścić go w więzieniu do czasu wyjaśnienia sprawy.

- Jeśli chcesz wtrąci tego niewinnego kucyka do więzienia to musisz wtrącić i mnie!

- To może nawet i lepszy pomysł, jeśli faktycznie jest naszym to opieka mu się przyda, a jeśli nie jest to cóż i tak ci nic nie zrobi.

- Och nie o to chodziło, to miało Cię powstrzymać przed wsadzaniem kogokolwiek do więzienia!

- Wiem, ale spodobał mi się Twój pomysł.

 

Nick zauważył, że czterech strażników przebija się przez gęsty tłum lekarzy, pielęgniarek i chorych w stronę dyskutujących. Co gorsza oddał już skalpel temu cholernemu lekarzowi, więc był bezbronny. Zaskoczyła go jednak lojalność, a może naiwność żółtej klaczy, która dalej niestrudzenie podtrzymywała, że nie pozwoli pójść Nickowi do więzienia, albo że sama z nim chce tam trafić. Zostawało co raz mniejsze pole działania i co raz mniej czasu na decyzję.

  

 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Spojrzał zaskoczony na lekarza, a potem na ziemie. Po chwili powiedział -To okrutne- zaczął spkojnie -To bezwzględne- powiedział nieco głośniej i podniósł wzrok na lekarza -Walczyłem za Equestrię. Ledwo uszedłem z życiem. Widziałem kucyki zabijane przez podmieńce, widziałem walkę z wrogiem. A tu kiedy w końcu jestem kur...a bezpieczny, kiedy nie muszę choć przez chwilę odganiać się od tego cholernego robactwa zjawia się jakiś lekarz i wysyła na mnie straż?- mówił coraz głośniej i pewniej podchodząc do niego i już uniósł kopyto jakby chciał go uderzyć, ale opuścił i wycedził z pogardą

-Nie zniżę się do twojego poziomu by swojego krzywdzić!- to zdanie wykrzyknął na tyle głośno, że strażnicy powinni go usłyszeć. 

-Nasyłasz na mnie rodaków, zabierasz im czas i od tak wysyłasz dwa niewinne kuce do celi? Jedna doświadczona pielęgniarka i jeden ogier gotowy do walki mniej. Jest pan pewien, że naprawdę działa pan dla naszego dobra?

Pytanie zadał dość głośno tak aby nadchodzący strażnicy mogli się też nad tym zastanowić. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gdy tylko usłyszała co ma zrobić, nie mogła w to uwierzyć. Miała uwolnić kogoś, kogo niedawno uwięzili, a wcześniej pokonali, i to pewnie z niemałym trudem. Odczuła ten obowiązek niczym wyrok. Nogi pod nią się ugięły, upadła na kolana i opuściła głowę. Musi być coś innego! Nie mogę! Nie, po prostu... To byłaby zdrada względem tych, do których już straciłam zaufanie. Nie, ja nie chcę! Proszę! Wszystko, tylko niezwiązane z tym sporem. Proszę! Nie! Łzy spływały po jej twarzy. Bała się kary. Obawiała się tego co z nią zrobią ci wszyscy jeśli dowiedzą się co zrobiła. Czemu czujesz takie przywiązanie do nich? Czemu walczymy po ich stronie? Nie wiem. Ale... Mam kilka myśli na ten temat. Musimy to zrobić. Nie! nie zgadzam się!  Dobrze. Zrobię to. Podparła się ręką, podniosła jedną nogę i... Nie pozwolę na to. To nie jest sposób. Nie mamy wyboru. Ja mam. I nie zamierzam zdradzić "naszych". Nawet jeśli walczymy bez powodu... To był kiedyś mój dom. I zamierzam walczyć o niego. I nie tylko o niego... szepnęła cicho, sama do siebie.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Straż przepchnęła się przez tłumy rannych i leczących i okrążyła Nicka. Sytuacja przestała być zabawna. Lekarz po tej wypowiedzi ponownie zmierzył wzrokiem szarego kuca. Nie zareagował na wzniesienie ramienia do uderzenia. 

- Cóż, dla jasności w takim razie z pewnością powiesz nam z której jednostki jesteś. Tylko proszę dokładnie, legitymuję Cię na podstawie rozporządzenia 4, więc odpowiedz formułą oficjalną. 

Wszyscy w okół spojrzeli na Nicka. Cztery kusze były wycelowane w niego, a lekarz stał wyniośle, czekając na odpowiedź. Żółta pielęgniarka zaś wydawała się spokojna i patrzyła z ufnością na szarego ogiera.

 

Dakelin zaś walczyła z myślami. Otoczenie pociemniało jeszcze bardziej. Nocna Pani odezwała się znowu. 

- Podziwiam Twą lojalność, choć wiesz, że nie masz wyboru. Straciłaś go oddając się w posiadanie tamtej klaczy. Ja wyrwałam cię z jej mocy, ale nie zwróciłam ci możności decydowania. Uwolnij Nightmare Moon i odzyskaj duszę, to moja hojna propozycja. Radzę Ci dobrze nie rozgniewaj mnie. To nie jest teraz czas na sentymenty czy lojalność. Ja mam teraz pełnię władzy nad tobą i zrobię co chcę zgodnie albo wbrew twej woli. Od ciebie zależy czy chcesz mieć we mnie sprzymierzeńca czy przyczynę twej zguby.

Głos Gwiezdnej Pani zaczął dudnić, a ziemia zaczęła się trząść w trakcie przemowy. Oczy zmieniły się w ostre szpary, emanujące światłem, jakby świdrującym całą Dakelin. 

 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wampirzyca mimo strachu i niepewności wstała, popatrzyła się w oczy Gwiezdnej Pani i odpowiedziała: Zawsze trzeba pamiętać o swoich bliskich! Nie rób tego. Nie można po prostu kogoś zostawić, ponieważ tak ktoś mówi! Przestań. Nigdy niczego wielkiego nie zrobiłam, zawsze po prostu żyłam, ale teraz mogę za siebie zdecydować i dlatego... dlatego... Ja... to... zrobię... Opuściła głowę. Przepraszam za nią... pani. Może i jest wśród nas poróżnienie w poglądach, ale dopilnuję aby spełnić twe żądanie. Ty... zdrajczy... Ja również chcę zdecydować za siebie. I decyduję, że ja chcę jej się posłuchać. Albo chociaż mieć tego pozór. - powiedziała ciszej. Dakelin była gotowa przyjąć karę i zrobić to co powiedziała Gwiezdna Pani. Uwolnić Nightmare Moon. W zamian za swoją duszę. Czy jest to samolubne zachowanie, czy robię to pod przymusem? Czy będzie to prawdą, jeśli powiem że mi ktoś kazał zrobić? Jak długo utrzymam kontrolę? Muszę działać szybko. Nie zawiodę cię. Nie mogę cie zawieść.

Edytowano przez Dakelin
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nick zmierzył wzrokiem przybyłych. Po czym widząc wymierzone w siebie kusze i słysząc to poczuł jak bardzo jego sytuacja jest beznadziejna. Nawet jeśli nie umieją strzelać i tak nie mogą nie trafić, po za tym jest ich czterech i każdy z tu leżących napewno zrobi wszystko aby uniemożliwić mu ucieczkę. 

Westchnął i po chwilo rzekł ponuro.

-Walczyłem wraz ze Shadow...

Miał świadomość, że napewno nie jest to wymagana formuła, wiedział, że zaraz usłyszy ten świst. 

W takiej sytuacji był gotowy na wszystko aby przeżyć.

Jeśli usłyszy brzdęk cięciwy, albo okrzyk "strzelać" lub coś podobnego rzuca się na stojącego przęd sobą lekarza i chwyta go za ramiona po czym... "Chociaż on się domyśla" pomyślał i uznał za stosowniejsze zmienienie planu. Ostatnią rzeczą jaką się spodziewają jest to, że rzuci się w stronę kusznika. Popatrzył na nich i wybrał sobie najbliższego. Gdyby faktycznie przyszło mu walczyć rusza w jego stronę, magią przytrzymując jego kopyto tak aby przypadkiem nie strzelił. Gdy będzie dość blisko chwyta za kuszę, po czym po wycelowaniu w stojącego naprzeciw strażnika strzela. Dalej byłby bezbronny więc szukał by jakiegoś noża na strażniku. Ten kuc pewnie spróbuje uderzyć go kuszą, w takiej sytuacji rozpalił by płomień na kopycie i złapał nim za jego kopyta. Dalekosiężny plan, ale musi być przygotowany na wszystko.

Z drugiej strony nic takiego nie musi się dziać. Kuc może znać Shadow i wiedzieć o co chodzi, czyli obeszłoby się bez walki... W najbliższym czasie. 

Edytowano przez Arceus
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Informacja dotycząca wszystkich sesji - zaczęły mi się wakacje, niestety nie będę miał tyle czasu ile przewidywałem - szczegóły zapraszam na PW, ale niemniej planuję jednak trochę poodpisywać w sesjach. Osoby dalej zainteresowane wspólną zabawą proszę o kontakt na PW i potwierdzenie, żebym nie odpisywał w zakończonych sesjach :pinkie3:

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!


Zaloguj się