Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

PiekielneCiastko vs Vieg  

7 members have voted

  1. 1. Kto zwyciężył w tym pojedynku?

    • PiekielneCiastko
      4
    • Vieg
      3


Recommended Posts

Aż zadziwiające, że niektórzy magowie mając za sobą pewne doświadczenia i masę zużytej na zaklęcia energii powracają tu by szukać nowych wrażeń. I to po tak krótkim czasie... Znajoma twarz pojawiła się na arenie, lecz tym razem naprzeciw niej stał ktoś inny, nie mniej zdeterminowany i gotowy na wszystko.

 

Znicze zapłonęły oświetlając pomieszczenie. Ich blask oświetlił dwie stojące na przeciw siebie postacie. Jedna z nich uśmiechnęła się gdy płomienie sięgnęły sufitu. Po chwili drugi wojownik odpowiedział swym własnym grymasem, wyrażającym nie tyle gotowość do walki co pewność siebie. Bez wątpienia szykowało się kolejne efektowne starcie. Gdy wszystko było już gotowe...

 

 

duel_of_the_fates_by_cherrycustard-d4z04

 

 

Po swojej ostatniej potyczce na arenę wkracza po raz kolejny PiekielneCiastko, Herbu Przypalona Blacha, któremu nie obce jest anime, trochę fizyki też nie szkodzi, nie wspominając już o sposobach przejęcia świata tylko dla siebie. PiekielneCiastko tym razem zmierzy się z Viegiem. Mingocholik, prawiący przez sen po angielsku, lękający się tykania zegarów, artysta i polonięsta. Nadużywa ogonków, ale możliwe, że nadużywa też energii magicznej co pozwoli mu użyć naprawdę mocnych zaklęć bojowych.

 

Panowie, ta arena wytrzyma wszystko. Rozpocznijcie zatem swoją batalię i dajcie znać gdy przyjdzie czas wyłonić zwycięzcę. Nie zapomnijcie o zasadach...

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Ech, znowu tutaj- jeden z magów głęboko odetchnął. Było widać, że coś smagnęło płomieniami jego koszulkę. Ziały w niej dziury. W ramach zasad pomińmy, co przedstawiała, jednak miało to duży związek z anime. Jednak po dokładniejszym przypatrzeniu się można było pomyśleć, że cała koszulka była dokładnie zaplanowana- miejsca, ekhem, zostały wypalone, i tylko takie. Z kieszeni krótkich spodenek wystawał batonik, którego mag zaraz wyjął i zjadł, oglądając płomienie. Wraz z ich końcem batonik się skończył.

Ukłonił się przed przeciwnikiem- Jestem Piekielne Ciastko, choć możesz zwać mnie Przypalonym, przeciwniku. Jeśli cię to interesuje, to choć jestem magiem Absolutów, to znam bardzo wiele potężnych magii, choć obiecuję, że będę stawiał na kreatywne wykorzystywanie mocy. Jak mam cię zwać?- zapytał się swojego kolejnego przeciwnika- Sądzę, że w tych okolicznościach nie miłe będzie nazywanie cię przeciwnikiem. Wszak jesteśmy tu tylko dla zabawy- mag na krótką chwilę zamilkł, będąc nad czymś zamyślonym- Jakiejś przekąski?

Wyprostował rękę. Po chwili w obłokach cienia pojawił się w niej kawałek pizzy, który mag zjadł z smakiem.

Mag jadł z uśmiechem na twarzy, jednak powietrze przy nim falowało.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Witaj, Przypalony. Iście zacznę imię. Mnie mów po prostu Vieg, jednak moje imię oznacza "Księżycowy"- Powiedział wysoki, smulkły mężczyzna. Jego długie czarne włosy opadały na luźną szatę maga, dosłownie się wtapiając się w nią. -Widzę że nie tylko ja jestem miłośnikiem kulinariów na polu walki- Uśmiechnął się, po czym wyjął ze swojej szaty... Lizaka. Spojrzał na niego krytycznym okiem -Dlaczego czarny!? Nienawidzę ich...- Po czym jego uśmiech się poszerzył. -Łap!- Powiedział zaraz po rzuceniu lizaka w stronę "Ciasteczka" *Uch, zaczynam się zachowywać jak matka...* po czym zaczął ponownie przeszukiwać swoją szatę. Po chwili wykrzyknął -Acha! Mam cię zdrajco mały...- Tym razem lizak był żółty. Mag zaczął z zadowoleniem go konsumować. W tym samym czasie ledwo widoczna aura zaczęła od niego emanować. -Tak z innej beczki, jesteś bardzo gorącą osobą prawda?- Uśmiechnął sie figlarnie i zaczął przeszukiwać swoje... włosy. Wyjął z nich łyżwy, które po pstryknięciu palcami znalazły się na jego nogach. -Jeśli chodzi o magię którą się posługuję, jest to chaos, czyli mieszanina światła i ciemności. Chociaż ciemność jest o WIELE bardziej efektywna w walce... - Zaraz po wypowiedzeniu tych słów kolistym ruchem ręki otworzył dwa portale: Przed sobą i przeciwnikiem. -Nie bój się, one prowadzą do Purgatorio... Bycie tam nie wpłynie na naszą walkę, jednak z powodu mojej profesji muszę się tam schronić, aby "pewne" istoty nam nie przeszkadzały... Aniołeczki moje małe...- Po wypowiedzeniu tych słów wjechał na łyżwach do Purgatorio, zostawiając za sobą wiązkę czystej, nieuformowanej energi magicznej.

Edited by Vieg

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Ech, walka na terytorium przeciwnika. Czemu ja się na to godzę?

Pstryknął palcami. Wytworzył barierę, która otoczyła całą arenę, po czym przekroczył bramę do Purgatorio. IBM, w ostatniej chwili przed przekroczeniem portalu, przekazał mu, że to może chodzić o Czyściec pewnej religii. W ostatniej chwili zmaterializował w jego kieszeni książeczkę, która miała posiadać o nim najważniejsze informacje.

Po przejściu przez portal mag na chwilę przystanął. Nienawidził, że po przejściu przez cudzy portal na kilka chwil przestaje widzieć.

-Cóż, taka moja dola- powiedział i pstryknął palcami. Obraz z Purgatorio zaczął być transmitowany do widzów. Wszak to oni mieli oceniać pojedynek. Nie mogli go oceniać jedynie po stanie magów. Wszak często najgorszych obrażeń nie było widać.

Wyciągnął książeczkę z kieszeni i odrzucił ją. Co nie co wiedział o tamtej religii, ale i tak to miejsce mogło nie mieć z tamtym nic wspólnego. Liczył tylko na to, że nie ma w tym wszechświecie antyspiralnych- kilka lat walczył z nimi i zdążył wyrobić w sobie tak wielką moc spiralną, że ciągną do niego jak pszczoły do miodu.

-Możesz chwilę poczekać, aż zacznę widzieć? -zapytał się Viega, mając przed oczyma znienawidzony przez niego zmienny wzór z kropek w wszelakich skalach szarości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Oczywiście, to ma być widowisko a nie ubijanie wroga. -Uśmiechnął się głupio- Poza tym muszę powiedzieć że Purgatorio nie różni się niczym od ludzkiego świata... Cóż, przynajmniej z wyglądu. Tutaj nie mogą nas atakować "Aniołeczki". Walka z nimi jest zabawna, aczkolwiek ich umiejętności bojowe są... Nikłe. A żadko wysyłają coś innego niż mięso armatnie. Znając życie musielbyśmy przerwać walkę. -Na samo wspomnienie walk które zostały zniszczone przez te anielskie pomioty zebrało mu się na wymioty -A skoro ty musisz się dostosować do otoczenia, ja się przygotuję dobrze? -Zmaterializował obok siebie katanę -To jest Durga. Moja ulubienica. -Uniósł ją w górę po czym zaczął wykonywać nią powolny kolisty ruch.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nagle mag przestał przecierać oczy.

-W końcu widzę- jego prawą dłoń, a także na oko 1,2 metra za nią, zajął cień-i widzę, że wybrałeś sobie broń- cień znikł. W ręku maga spoczywał miecz, którzy widzowie obu jego pojedynków widzieli jeszcze niedawno-  A to miecz światłości. Nim uczono mnie szermierki i z jakiegoś powodu najlepiej mi się nim walczy. Choć może cię to obrazi, ponieważ sam mówiłeś, że używasz cienia- Przypalony wzruszył ramionami- No cóż, tutaj chodzi o korzystanie z słabości przeciwnika i przekuwanie ich w swoje mocne strony.

Powietrze przy magu nadal delikatnie falowało, a w ustach znalazł się lizak.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy mag dokończył okrąg zaczęły wokół niego krążyć fioletowe symbole Lumen oraz Umbra. Uśmiechnął się *Widzę że ciągle w formie, Asura...* Gdy symbole ponownie błysnęły bez namysłu machnął mieczem, co poskutkowało wystrzeleniem krwistoczerwonej wiązki prosto w przeciwnika. Natychmiast pochylił się i prześlizgnął się do przeciwnika, okrążył go i uderzył go otwartą dłonią. Jego szata się skurczyła, a obok przeciwnika pojawiła się wielka demoniczna ręka, która imitowała ruch który przed chwilą wykonał mężczyzna. Po wykonanym ataku Vieg odjechał na łyżwach kilka metrów od przeciwnika i wykrzyknął: -ADORP!- Wokół Ciastka pojawiły się bryły lodu które natychmiast stopniały demobilizując go na chwilę. Mag wykorzystał to do przygotowania następnego zaklęcia. Uklękną i zaczął bezdźwięcznie poruszać ustami. Nagle przerwał i powiedział: -Jak mogłeś pomyśleć że wybór broni może mnie obrazić? Poza tym miałem ze światłem do czynienia...- *Cały czas mam...*

Edited by Vieg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przypalony poczuł się, jakby w jednej chwili ktoś uderzył go trzy razy. Szybko się otrząsnął. Szybko uderzył pięścią w ziemię, przyklękając. Jego dłonie i stopy zostały otoczone cieniem. Niewiele sobie z tego robiąc stanął wyprostowany. Na jego dłoniach były długie, lśniące metalicznym blaskiem rękawice, a na stopach podobne buty, wszystko w kolorze ciasta. Przypalony kilkakrotnie kiwnął głową, jakby coś liczył, jednocześnie mocując miecz do pleców. W pewnym momencie podskoczył i włączył turbinki, zamontowane w rękawicach i butach. Dzięki nim utrzymał się w powietrzu. A Vieg mógł poczuć, dlaczego on w ogóle wzniósł się: zaczął zapadać się pod siebie pod wpływem swojego ciężaru. Po bardzo krótkiej chwili był już po kolana w ziemi i dopiero wtedy poczuł twardy grunt pod stopami.

-No i jak?- w jego ręce pojawiły się okulary, które od razu założył. Wyciągnął przed siebie miecz, który wyciągnął z pochwy przymocowanej do pleców- Lśnij!- skierował jego ostrze w stronę Vieg'a.

Z jego czubka wystrzelił promień światła, mający raczej oślepić jego przeciwnika, niż go uszkodzić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy promień światła udeżył maga, zaczął się on odkształcać w tempie przenikania przez niego wiązki, aż w końcu jego ciało bardziej przypominało stado nietoperzy. Zaczęły wylatywać z dziury i z powrotem przemieniły się w maga. Vieg błysnął na fioletowo, a jego ruchy zostały na chwilę przyspieszone. Jako że ten ciągle był oślepiony, Zmaterializował on 2 szkarłatne pistolety przymocowane do jego przedramion, i zaczął strzelać we wszystkich kierunkach mając nadzieję że białe plamy szybko znikną z jego pola widzenia.

Po krótkim ostrzale przepływ czasu wrócił do normy, a Vieg odzyskał wzrok. Otworzył on szybko portal i przez niego przeszedł. Przez chwilę możnabyło słyszeć odgłosy szczękających metali i "darcia się" ptaków. Otworzył się kolejny portal i wyszedł z niego Vieg, ale z czterema złotymi obręczami na rękach i nogach. -Mówiłem że posługuję się cieniem ORAZ światłem... Hehe... NARRA HOI!- W tym momencie obręcze przekształciły się w złotą włócznię zakonczoną pólkolem z kolcami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Masz zamiar trzymać mnie na dystans?- zdumiał się mag w powietrzu. Klasnął, a ziemia odzyskała swoją normalność, z czego skwapliwie skorzystał lądując na niej- Ciekawe, bardzo ciekawe. Ale, no cóż- wbił miecz w ziemię- też potrzebuję czegoś dłuższego.

Klasnął w dłonie. Nagle w miejscu wbicia ostrza ziemia przemieniła się w ciecz, która pokonała grawitację i wędrowała w górę ostrza, aż do rękojeści. Tam ciecz znikała, zmieniając się w drewno. 

Po chwili mag złapał za drzewce mający metr długości. Powstała broń liczyła sobie ładniej jak dwa metry i przewyższała maga. Z jego prawej ręki znikła rękawica.

-Ups, za długa- powiedział dotykając końca ostrza. Ściekło ono po ostrzu i idealnie pokryło drzewce. Powstała broń wyglądała jak stworzona z jednego kawałka metalu.

Mag zawirował nią, jakby ważyła tyle, co powietrze tej samej objętości. Na jego powierzchni było widać drobne rysy, jakby ktoś po niej pisał. W miejscu, w którym Przypalony trzymał broń, bił lekki blask. Powoli rękawica na lewej dłoni ściemniała i zmniejszyła się. Po chwili wyglądała jak zwykła rękawiczka.

-Przeciwne sobie bronie, miecz światłości przerobiony na - chwilę stał zamyślony - broń o nie znanej mi nazwie, choć jest bliska glewii- machnął pustą ręką- A tam, za chwilę zacznę szukać tej nazwy po książkach. Tak czy siak to jest glewia światłości- wystawił rękę z bronią przed siebie- A to ręka ciemności- wystawił drugą dłoń przed siebie.

Wystawił dłoń w rękawiczce przed siebie. Z jej środka wystrzeliła wiązka ciemności. Była wycelowana w Vieg'a.

Edited by PiekielneCiastko

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mag otworzył portal do Inferno, przez który wiązka wniknęła do Tego wymiaru. Aczkolwiek nie cała. Jej część uderzyła w Viega. Jego twarz przybrała grymas bólu ale i satysfakcji. -Noo, Przypalony, dobry posiłek zafundowałeś królowej Shebie.- Tu spojrzał krytycznie na swoją włócznię. Rzucił ją, jak gdyby nigdy nic w stronę przeciwnika. Gdy ona tylko leciutko dotknęła przeciwnika, zmieniła się w strumień światła, i zaczęła krążyć wokół areny. Korzystając z zaskoczenia przeciwnika, Vieg szybko uformował z pozostałych na nogach branzolet wielkie złote pazury na swojej ręce, i uderzył nimi w przeciwnika. Zaraz po tym wielka demoniczna ręka wyrosła spod stóp Przypalonego i unieruchomiła go. Strój Viega zasłaniał teraz tylko jego tułów, jednak on nie przejmował się tym, i natychmiast machnął ręką, dając znak energi do ataku. Wiązka światła wniknęła w demoniczną kończynę, rozprzestrzeniając się po całej jej powieszchni, elektryzując przeciwnika. -Oj, mam niedobór glukozy... Czas na lizaczka!- Pstryknął palcami, a w powietrzu pojawił się czerwony lizak, którego złapał ustami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mag zaczął się rozpływać, ale pokręcił głową.

-Oj, to by było za łatwe.

Używając całej swojej siły i wąskiego pola do ruchu wbił glewię w rękę, która go unieruchamiała. Runy na jej powierzchni rozbłysły, a uścisk zelżał. Używając swojej siły uwolnił się od ręki. Glewia cały czas była w nią wbita. Mag złapał dłonią jeden palec i bardzo mocno go ścisnął. Runy na rękawiczce, wcześniej niewidoczne, teraz zaczęły świecić. Mag krzyknął i jeszcze mocniej zacisnął dłoń. Jego palce przebiły jej skórę. Drugą ręką głębiej wbił włócznię. Blask run zaczął być nieznośny. Nagle prawie całkowicie znikł. Jedynie włócznia odrobinę świeciła. Zdawało się, że lewa dłoń chłonie światło.

-Ech, czy trzymać się jednej magii, czy nie, oto jest pytanie- włócznia zmieniła się w ciecz, która po chwili okryła całą jego prawą rękę. Po chwili wystrzelił z obu rąk w stronę Vieg'a. Wiązki ciemności i światła skrzyżowały się tuż przed magiem z lizakiem. Powstał wybuch, który najpierw okrył Purgatorio delikatną falą uderzeniową cienia, a następie potężną falą bliżej niezidentyfikowanej szarości. Jego siła odrzuciła Vieg'a.

Lecący mag nadział się na coś. Tym czymś była ręka Przypalonego.

-I wiesz co? Umiem w ciągu chwili zmieniać efekt tych artefaktów. Sam je stworzyłem!- Vieg nadal wisiał w powietrzu, trzymany najpewniej prostą telekinezą Przypalonego.

Mag puścił Vieg'a, lecz zanim dotknął on ziemi został on uderzony otwartymi dłońmi Przypalonego. W jednym z miejsc uderzeń pojawiły się wyładowania, a przy drugim płomienie. Vieg ponownie leciał. Zatrzymał się na cieniu podobnym do tego, z którego wyłoniły się wszystkie twory Przypalonego. Po chwili okazało się, że był to po prostu mur.

-Diablo trudne to było, lecz jakoś je zrobiłem.

Jego dłonie stykały się. Po chwili wyprostował je. Nadgarstki tworzyły kąt prosty z dłonią. Oba nadgarstki stykały się. W ciągu chwil zaczęła działać magia. Jedna dłoń okryła się płomieniami, a druga wyładowaniami. Oba efekty po chwili się wymieszały, tworząc płomienie, rozbłyskające się piorunami. Mag stanął gotów do uników i obrony, z dłońmi płonącymi piorunowym ogniem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Osz, cholera...- Zamyślony mag zaczął się podnosić, jego szata zaczęła pokrywać się włosami, i powracać do normalnego stanu. -Chesz się bawić ogniem? -Łyżwy na jego nogach w jednej chwili w coś w rodzaju tub z których wystawały pazury, zrobione z energi magicznej, o bliżej nieokreślonym elemencie. Nagle wokół maga pojawiła się żółta aura i pękła. -No tak, przecież moje lizaczki mają swoje limity... Gratuluję siły, niewielu "przebija" się przez moje wytwory tak szybko.-Lecz w tej samej chwili, na jego rękach i nogach pojawiła się nowa, ledwo widoczna aura, tym razem czerwona. *No tak, znowu...* Włosy Viega wystrzeliły w górę, zatoczyły koło, i uderzyły w ziemię tworząc ogromny portal. Sam mag ukucnął, wyciągnął jedną nogę, i wykonał obrót. W tej samej chwili przez "dach" areny przebił się gigantyczny, wielkooki ptak, z anielskimi skrzydłami. Podleciał do Ciastka, otulił go skrzydłami, dziobnął... I eksplodował. Wnętrzności i duża ilość włosów walała się po arenie, Przypalony odcisnął się lekko na ścianie, Vieg też leżał przybity do pola siłowego które wcześniej stworzył. Podniósł się szybko jednak, podskoczył i z mocnym plaśnięciem złączył swoje stopy. Z dwóch portali, które otworzyły się obok Ciastka, zaczęła szarżować para przeźroczystych pazurów które po zetknięciu się z elementem się zmniejszały, aż w końcu zniknęły. Wtedy zaabsorbowane przez nie elementy zostały przypisane do broni na nogach Viega.

-A co do broni, też sam je robię. To nie problem jak się ma nielimitowany dostęp do dusz anielskich i demonicznych burżujów. -Uśmiechnął się do wspomnień. Tempetaria. Chciał go ukarać za ilość kobiet z którymi spał. *Ech, młody byłem, chcicę miałem. Oni po prostu nie potrafią tego zrozumieć* Szata Viega powoli się zarastała, mimo energi która została zużyta na poprzedni atak. *Ech jak to dobrze że przed walką nałożyłem odżywkę,*

Share this post


Link to post
Share on other sites

-I tak te rękawice są nudne- artefakty z dłoni Przypalonego zmieniły się w ciecz, która skapnęła na ziemię i w nią wsiąkła- Zwiększmy trochę skalę.

Mag rozstawił szeroko ręce. Nagle metr w głąb powierzchni ziemi w okolicy kilkunastu metrów od Przypalonego zmieniło się w tą srebrzystą ciecz, która pokonując wszelaką fizykę skierowała się w stronę maga. Ciecz otoczyła maga, zamykając go w bąblu o półtorej metra promieniu. Bąbel zaczął się kurczyć i kurczyć, wciąż szczelnie okrywając maga.

W końcu powierzchnia cieczy stężała. Przypalony miał na sobie zbroję koloru srebrnego w ciasteczka, która całkowicie okrywała jego ciało, prócz głowy. Zdało się, że buty się nie zmieniły.

-IBM, jesteś?- nic mu nie odpowiedziało- Uff, już bałem się, że moja opiekunka dowie się, gdzie jestem. Czuję, że mogę bez problemu korzystać tu z mojej magii, więc i on mógłby ją kontrolować. A wtedy na pewno nie byłaby to uczciwa walka. Szlag, że musiałem zapomnieć, że może mnie znaleźć przez przywołanie elementów tej zbroi i broni- tupnął nogą zdenerwowany swoją głupotą. Vieg poczuł, że ziemia się trzęsie przez jego tupnięcia- Ale na szczęście nie wie, że tu jestem.

Jego twarz została okryta przez srebrną ciecz, która po chwili stężała w formie hełmu, okrywającej całą jego głowę. Choć linia ust była zarysowana, nie było na nie dziury. Nosa w ogóle nie było. Na wysokości oczu była długa linia, biegnąca w miejsce, gdzie powinien zaczynać się nos, tworząc bardzo rozwarte V, świecące na zielono. 

Mag klasnął kilkakrotnie- Ale nie powiem, to ptaszysko najpewniej poważnie mnie by uszkodziło, gdybym był bez tamtej glewii i rękawicy. W wszystkim, co z nich zrodzone płynie potężna magia, z użytkowaniem ograniczonym tylko na moją osobę, rzecz jasna, lecz nie tylko ofensywna.

Mag stanął w pozycji mówiącej, że zamierza zaatakować fizycznie. Po chwili uderzył powietrze przed sobą. W ciągu chwili powierzchnia ręki zbroi zamieniła się w srebrną ciecz, która zaczęła się wydłużać. Koniec cieczy zmienił się jakby w podstawę filaru. Ręka, a raczej zbroja, niestrudzenie wydłużała rękę, by jej koniec mógł dotrzeć do Viega. Po niecałej sekundzie dotarła do niego. Siła jej wydłużania była tak wielka, że przeciwnik Przypalonego zaczął lecieć za siebie. Mag przedłużył rękę ułożoną wzdłuż jego tułowia, wbijając ją w ziemię. Za Viegiem zaczęły formować się cienkie tafle z  z srebrnej cieczy, które on systematycznie przebijał, będąc pchanym przez twój Przypalonego. Po chwili przyrost ręki zatrzymał się, umieszczając go opartego o ścianę.

Ręka skurczyła się tak samo szybko, jak się wydłużyła. Gdy Przypalony ponownie wyglądał jak człowiek okuty w normalną, acz szczelną zbroję, ukląkł, podtrzymując się w tej postawie ręką. Cała zbroja parowała. Przypalony ściągnął maskę, która jeszcze przed wyrzuceniem zamieniła się w ciecz i połączyła z zbroją na dłoni.

Mag oddychał ciężko.

-Szlag, zapomniałem, jak się przegrzewa.

Położył się na ziemi i uderzył otwartymi dłońmi w ziemię, która na głębokość kilkunastu centymetrów zamieniła się w ciecz, która tworzyła parę. Było widać, że wrze ona, jednak z jakiegoś powodu na powierzchni zbroi pojawiał się szron.

Ciecz wyparowała, a mag powoli wstał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podczas przelotu przez tafle cieczy, przypominającej rtęć, mag wypowiedział cicho: -Affa iada. -Gdy Przypalony go puścił, przypomniał sobie o oddychaniu, i zaczął uzupełniać zapasy tlenu w organiźmie. Był zfatygowany ale energia pobrana z broni Ciastka wystarczyła na zneutralizowanie większych ran. Mag zamruczał pod nosem: -Astsoa hadaip. -Po chwili powiedział: -Nikt Cię w Purgatorio nie znajdzie. No chyba że ten ktoś jest wiedźmą Umbra. Na świecie są dwie. Czy moja ciotka jest twoją opiekunką? -Wzruszył ramionami. To nie było ważne. -A co do przemian zachodzących w Twojej zbroji, to ma pewnie związek z chemią, co nie? Nie jestem zbyt lotny z tego przedmiotu, wytłumacz mi to kiedyś. -Lecz w tej chwili wszystko zabłysnęło na złoto. W środku areny stał drugi Vieg, tyle że... Z aureolą nad głową. *Hmm, tym razem poszło łatwiej niż ostatnio.* Kopia Viega przyciągnęła do siebie przeciwnika biczem... I zniknęła. Przypalony przeleciał przez przestrzeń w której stał fałszywy Mag, i stracił równowagę. Vieg chcąc to wykorzystać, wyposarzył swoje nogi w szkarłatne pistolety, i wskoczył na przeciwnika. Zaczął na nim stepować. Z każdym tupnięciem słychać było wystrzał. Lecz prawie natychmiast zaczęli zapadać się pod ziemię. Jakby była powietrzem. Gdy znaleźli się w BARDZO wysokim pomieszczeniu, wyższym nawet od areny, Vieg wykrzyknął: -SAHA IADA! -Gdy dotarli do podłoża, prawa fizyki działały już normalnie. Vieg odskoczył na drugi koniec pomieszenia, i znowu zaczął czegoś szukać po kieszeniach swojej postrzępionej szaty. Po chwili znalazł to czego szukał. Był to... Zielony drops. Szybko wrzucił go do buzi. Jego włosy zaczęły szybciej rosnąć, oblekając nagie i poranione części ciała maga.

//Szkoda że makareny nie zatańczyłem.//

Edited by Vieg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przypalony nie próżnował-podczas zapadania się zamieniał ziemię z materię, tak samo jak pociski Vieg'a. Materia w zbroi była tak skupiona, że absorbowała większość energii kinetycznej pocisków, lecz największym przeciwnikiem maga było zmęczenie.

W końcu wstał i spojrzał się na przeciwnika w oddali. Jego hełm zniknął, spływając na zbroję. Chwilę stał zamyślony.

-Uwierz mi, skoro ja znalazłem połączenie z tego świata do mojego absolutu, to dla IBM'a też nie byłoby to trudne. Po prostu pewnie brak mu poszlak-przez chwilę stał zamyślony- Szlag, to może zadziałać.

Jego dłoń najpierw została otoczona przez cień, lecz on nagle zaczął przemieniać się po kolei w wszystkie możliwe kolory. Kilkakrotnie widać było kontu przedmiotu, jednak kilkakrotnie on znikł. Po kilku chwilach jego dłoń zaczęła być otaczana przez światło, które po chwili znikło. Okazało się, że mag trzymał na dłoni kostkę z metalu, niewielką. Po chwili rozpłynęła się ona po jego zbroi i w nią wnikła. Jakby przydało to magowi sił.

-Nie, IBM to mój komputer. Ja, jako mag absolutu dałem mu odrobinę mojej mocy, głównie po to, by mógł mnie ratować z opresji, z czego on skwapliwie korzysta. Podczas ostatniego pojedynku denerwował się jak przegrywałem, więc teraz nie dałby mi żyć. Jeszcze ściągnąłby jakieś swoje twory, by być pewnym tego, że zbytnio nie oberwę.

Mag zmaterializował w swojej ręce duże ciastko, które szybko zjadł z smakiem.

-Ach, słodka sacharozo, jak ciebie potrzebowałem- powiedział sam do siebie, po czym odwrócił się w stronę Vieg'a- Przybyłem tutaj prawie bez mocy, a tej z włóczni nie mogłem korzystać. Trochę skomplikowana sprawa. Ale najważniejsze, że teraz mogę. A te przemiany to raczej fizyka, niż chemia. Ja nie prowadzę reakcji. Ja całkowicie przerabiam substancje na te, których potrzebuję.

Już miał zrobić krok przed siebie, gdy złapał się za głowę i zaczął się zataczać, pochylając się. Było widać, że czuje niesamowity ból głowy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vieg stał spokojnie, i w zamyśleniu Słuchał Ciastka. Po chwli rzekł: - Jeśli tak bardzo nie chcesz tu IBM'a, zawsze można przenieść się do Paradiso. Tylko niewielka garstka osób z Paktem może manipulować wymiarami aby otworzyć tam portal. Jeśli oczywiście nie przeszkadzają Ci wszechobecne aniołki które trzeba eksterminować. -Uśmiechnął się sztucznie. *Gdy tu przubył... Czyli opcje są dwie* Nagle zauważył że przeciwnik nie czuje się zbyt dobrze. -Oj, coś nie tak? Tylko nie mów że muśimy już kończyć! -Zapytał z troską w głosie, lecz uśmiechnął się figlarnie. *Szybko, bardzo szybko... Znowu jestem zaskoczony. Ale i tak muszę poczekać* -Chcesz coś na głowę? -Mag wyciągnął ze swej szaty jakieś ziółka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przypalony nie odpowiedział. Przez jeszcze jakiś czas nie zmieniał pozycji. Nagle podniósł rękę z ziemi, po czym uderzył nią w podłoże. Nic takiego się nie stało. Po kilku chwilach powoli wstał. W jego dłoni pojawiła się butelka z przeźroczystą cieczą, którą on od razu wypił.

-Dzięki, ale na mnie najlepiej działa zimna woda- powiedział, gdy butelka rozpuściła się i została wchłonięta przez zbroję- Ta zbroja, by przerabiać materię, potrzebuje bardzo wielkiej mocy obliczeniowej. Tak wielkiej, że podołałby tylko mój mózg. No i tak się stało. Lecz dojście materii nasączonej magią sprawił lekkie trudności logistyczne, przez co zacząłem się przegrzewać- rozchmurzył się- Ale nie martw się, już znalazłem środek zaradczy na to.

Mag wystawił rękę w bok. Dłoń została otoczona przez cień. Czyżby on kwestionował moją moc?

-Uwierz, moja główna magia jest bardzo potężna. Choć, jeśli mówisz, że istnieje tak zwany Pakt, to może być to prawda. Niektórzy magowie absolutu mogą chować swoje absoluty przed innymi, a ja nie jestem tutejszy. Choć sądzę, że wystarczająco potężny mag mogący manipulować wymiarami mógłby tak samo. Ale i tak cały plan szlag trafił, skoro tu jestem. Moja magia jest ponad to.

Coś dużego pojawiło się na ręce Przypalonego. Postawił to na ziemi. Po chwili rzecz całkowicie się zmaterializowała. Był to bardzo staro wyglądający komputer.

-To ty tu byłeś? Czemu odłączyłeś mnie od generatora SI?- odezwał się głos z głośników. Na ekranie pojawiła się uproszczona twarz.

-Poznaj IBM'a. To jest jego jednostka centralna. Reszta jego oprzyrządowania jest tak wielka, że najpewniej nie zmieściłaby się w tym wymiarze, więc ściągnąłem tylko to, co go stworzyło.

-Bardzo śmieszne. Podłącz mnie do czegoś o większej mocy obliczeniowej.

-Już wracasz, nie martw się. Tylko zrób dwie rzeczy: przyślij mi tu Tuptusia i nic innego nie zmieniaj. To komendy.

Twarz na ekranie wykrzywiła się.

-Czemu ja ci mówiłem, że komendy z tej formy są ponad instynktem zachowawczym?- odezwał się głos z ogarniętego cieniem komputera. Po chwili on znikł.

-Uwierz mi, optymalizacja tej WI zabrała mi całą wieczność. Pomyśleć, że jego właściciel myślał, że to tylko słaba jednostka centralna. Przeniosłem go do swojej siedziby i obdarzyłem jego część magią- wzruszył ramionami- Teraz na pewno mnie znajdzie. Cóż, dobre i tyle, że dostał proste rozkazy.

Wielki cień pojawił się obok Przypalonego. Zdawało się, że przesącza się on przez jego zbroję i dopiero wtedy dołącza do reszty.

-Skoro ja tu jestem, to on  może bez problemu przesyłać mi zaopatrzenie. A rozkazem zakazałem mu robić cokolwiek innego.

Mag oparł się ręką o cień. Po chwili zniknął on, odkrywając trzymetrową humanoidalną maszynę, która pod nim była. Była ona kanciasta, jej pięści były nieproporcjonalnie wielkie. Jej głowa była niska i jakby chowała się do jej środka.

Przypalony poklepał ją ręką.

-Jest taki świat w pewnym absolucie, w którym mogę jedynie przenosić niewielkie ilości przedmiotów. Z tamtego świata pochodzę. Ale tak czy siak, znalazł mnie pewien mag, uznał, że nadaję się na jego ucznia i zabrał mnie do siebie. Nauczył mnie tylko tyle, żebym sam mógł tworzyć nowe czary sam. Bo tak brzmi kodeks mojej magii. Każdy mag poznaje te same podstawy, a potem sam odkrywa inne czary. Ale nie wiem dlaczego i tak nie mogłem zmieniać mojego świata. A wiesz, co jest najgorsze? Że tylko tam znają się na rozrywce. A ja muszę czekać na nowe twory, jakbym bym normalny. A nie mogę zmienić proporcjonalności upływu czasu w moim świecie, by tam przenieść się do przyszłości, ponieważ tam jest taki chaos w władzy, że jeszcze pozabijają się, a ja stracę całą rozrywkę. I jak tu pracować w takich warunkach?- klepnął się w głowę- Ale za bardzo się rozgaduję.

Jego zbroja rozpłynęła się i wnikła w szczeliny maszyny.

-Jarvis, otwieraj- powiedział do maszyny. Jej klatka piersiowa rozwarła się, pokazując miejsce na pilota.

Mag wszedł do maszyny, która po chwili się zamknęła.

-Brutalna siła przeciwko magii. Co wygra?- rozległ się lekko zmodyfikowany głos.

Mag w maszynie zaczął biec w stronę Vieg'a. Przy każdym kroku było czuć, że ziemia trzęsie się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Sprowadziłeś sobie pomocnika? Myślałem że to zakazane... Initialize Paradisus amissa. Aequalis connexio Telepathic. Maxime lingua universalis. -Obok głowy Viega pojawiła się niebieska kula energi, wokół której wirowały dwa platynowe, bogato zdobione pierścienie. -Lessica? Pokaż ciało fizyczne, Ciastko Cie przecież nie słyszy. -Pod kulą zaczęło materializować się ciało. Wysoka kobieta, w białym stroju , z małym diademem na głowie. Po chwili przemówiła: 'No, wreszcie dostanę trochę rozrywki którą mi obiecałeś?' Po czym zwróciła się do Ciastka: 'Witaj. Z tego co widziałam twoje umiejętności są zaskakujące. I do tego jeszcze jesteś technikiem, co żadko się zdarza. A co do IBM'a mam nadzieję że będziemy się dobrze dogadywali.' Podczas przemowy Lessiki (?) Vieg otworzył portal i znalazł się spowrotem w ludzkim świecie. Lessica natomiast szybko przeanalizowała sytuację 'To maszyna. Ale prawdopodobnie zwykłe EPM nie zadziała... Zmodyfikujmy je...' Podniosła rękę, kula energi zaczęła się fromować w niebieską kryształową włócznę z dziwnie święcącym końcem. 'Ame no nuhoko ra.' machnęła ręką, a włócznię poleciała w stronę Ciastka. Tuż przed uderzeniem za Przypalonym pojawił się Vieg, z Durgą w ręce, obok niego dwie wielkie demoniczne ręce które zaczęły rozrywać mecha. Półnagi mag nie czekał na efekt, tylko wbił w przeciwnika miecz, i pociągnął go z całej siły w górę. Nie przekroił całego mecha, więc wyjął z niego katanę. W tej chwili włócznia przeszyła maszynę, można było na niej zobaczyć jak ładunki EPM "zchodzą" z niej na mecha, tak samo jak trucizna która była na jej ostrzu. Vieg odskoczył na drugi koniec areny i zaczął szeptać formułki, natomiast Lessica wsadziła rękę do niebieskiej kuli i powiedziała: 'IBM, wydajemy mi się dziwnie znajomy... Może to dlatego że mój ojciec tworzył takich jak ty, zanim stworzył mnie... Nawet mamy coś wspólnego. Ja zostałam uratowana przez Viega, a ty przez Ciastka... Dziwne.'

Edited by Vieg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zbroja zaczęła zmieniać się w ciecz, która skierowała się do kabiny Przypalonego. Po chwili maszyna się otworzyła i wyrzuciła maga na zewnątrz. Jeszcze w powietrzu turbiny w okolicach dłoni i na stopach zaczęły działać. Unosił się niecały metr nad ziemią.

-IBM'a tylko ci przedstawiłem, choć skoro chcesz- cień wypłynął z zbroi Przypalonego i połączył się obok niego- To ci go mogę dać.

Obok maga pojawiła się identyczna zbroja do jego, lecz ta miała zamiast ciasteczek gęsto pisane IBM.

-Tak?- rozległ się głos. Był on stereotypowym głosem kamerdynera- Znowu ten głos?

-Chyba tamta pani jest do ciebie podobna. Czy mógłbyś zaprosić ją do tańca?

-Jak chcesz.

Obaj wznieśli się w górę. Przypalony zrobił kółko wzdłuż ścian pomieszczenia, a IBM rozejrzał się po arenie.

Mag skierował się w stronę szepczącego Vieg'a, a IBM szybko podleciał do maszyny i nabił ją na swoje ręce.

-Organiczna trucizna i silne wyładowania elektryczne. Przypalony, czy na pewno masz wszystkie lacrymy smoczych zabójców z Fiore?-rozległ się głos wewnątrz hełmu maga.

-Bardzo zminiaturyzowane, ale tak.

Robot rozpłynął się, a z powstałej cieczy uformowała się włócznia. IBM rzucił nią w stronę Przypalonego. Wraz z dotknięciem powierzchni zbroi włócznia rozpłynęła się po jej powierzchni. Jeszcze przez chwilę po jej powierzchni tańczyły wyładowania, lecz kierowały się one w stronę dłoni maga, aż całkowicie znikły. Za to w jego dłoni pojawił się cukierek, wyglądem podobny do czerwonego kryształu, którego zjadł.

-Lubisz ciemność i światłość? To jak poradzisz sobie z piorunami?

Jego ręka pokryła się warstewką cieczy, która spłynęła w dół tworząc miecz. Na jego powierzchni tańczyły płomienie oraz pioruny.

-Wielce dziękuję ci za magiczny prąd. Tylko taki mogę zmieniać w magię potrzebną do zasilenia lacrym. Pewnie podziała krótko, ale warto z niego skorzystać.

IBM w między czasie wzniósł się w górę i przeanalizował sytuację. Bransoleta z jego nadgarstka oderwała się i poleciała za Lessice, gdzie rozłożyła się w wielki portal. IBM skierował się w stronę Lesicci. Tuż przed nią otworzyła się. Był pusty. Cały lot był tak wymierzony, żeby Lessica idealnie wpadła do środka zbroi. W momencie, gdy IBM zamknął się z Lessicą w środku, wleciał przez portal, który od razu znikł.

-Walczmy samodzielnie. Obecnie twoja towarzyszka, wraz z jedną kopią IBM'a jest w wymiarze, w którym właściwy IBM praktycznie zatrzymał czas. Nawet gdyby jej czas reakcji wynosił tyle, co czas Plancka, to i tak nawet najmniejszy ruch będzie dla niej trwał wieczność. Ale obiecuję, że jeśli wcześniej nie ucieknie, to wypuszczę ją, jak skończymy. Choć kto wie? Może dla ciebie wyciągnięcie jej to jak skinąć palcem? Niby zabezpieczyłem tamten wymiar mojego Absolutu, ale jednak twoja magia może być wiele potężniejsza od mojej?

Jego zbroja rozpłynęła się i spłynęła do gleby. Przypalonemu została tylko lekka zbroja, która choć kunsztowna i rozmyślna, miała za zadanie tylko chronić. Zgrubienie na przedramieniu mogło być groźne, lecz na razie wyglądało tylko jak część zbroi.

Mag ruchem dłoni zachęcił Vieg'a do ataku na niego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Lessica była stworzona przez upadłego Boga w rzeczywistości alternatywnej. Wiesz do czego? Do czuwania nad historią. Skok "z" lat do przodu, czy do tyłu był dla niej normą w jej starej codzienności. Być może jest nawet silniejsza ode mnie... - Niebieska kula pojawiła się obok Viega 'No, bez przesady. Ale skoro Ciacho chce walczyć sam na sam, to nie będę się wtrącała' Zaśmiała się. -Lessica! Ech. Wal się. Jak będziesz łaskawie chciała pomóc to daj znać. Divinum praeparabit supplicium. Cum necesse fáciant. -Lessica westchnęła. 'Skończyłbyś z tym. Przecież tak długo się znamy... Ekhem. No to znikam' Kula energi zdeaterializowała się. -Bezczelna jest. Ale jednocześnie... Trudno, przez chwilę będziemy sami. Szkoda że nie została na dłużej, teraz musze czekać aż wypuścisz tą właściwą. Ale cóż, nie każę ci dłużej czekać. - Vieg machnął ręką. Ściany zaczęły falować, a podłoga stała się miękka. -AVAVAGO! -Na każdej ścianie, podłodze i suficie otworzył się portal. Istoty kryjące się tam czekały na rozkaz. Vieg zaczął powoli ruszać rękami, a po chwili podniósł jedną szybko do góry. Jego kończyny zabłysnęły krwistą czerwienią, a włosy z całej jego szaty skupiły się na korpusie maga.

Lecz Vieg, zamiast ruszyć na przeciwnika, wbiegł do portalu na podłodze. Czekał na ruch przeciwnika.

Edited by Vieg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przypalonemu zaczęło w duszy grać. Przeklęte zmiany nastroju. A pomyśleć, że uważałem je za domenę kobiet. Mag zaczął ruszać ręką jak dyrygent. Nagle powierzchnia całej podłogi, a po krótkiej chwili także ścian, utonęła pod srebrną cieczą, która falowała w rytm ruchów ręki maga. Mag pojedynczo zamykał każdy portal, aż został tylko ten na podłodze. Dla pewności sprawdził, czy na pewno blokady dobrze trzymają. Skierował miecz na jedną ścianę, po czym uderzył w nią wiązką pioruna. Nie przebiła ona blokady.

Jak się przebiją, to i tak byłbym w głębokim dołku. 

Włożył miecz po pochwy na plecach, po czym zaczął biec w stronę portalu, do którego wszedł Vieg. Tuż przed nim była kałuża srebrnej cieczy, w której, nadal w biegu, zanurzył dłoń. Wskoczył przez portal.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciastek wszedł do Inferno. Magowie byli otoczeni ogromnym czerwonym polem siłowym. Obszar otoczony polem przypominał zrujnowany kompleks hotelowy. W środku stała majestatyczna stumetrowa Figura. -Witaj w Inferno, Przypalony. Spora część mojej magii opiera się na energi czerpanej z tego miejsca. Jest to wymiar czysto duchowy, jednak przekształciłem jego energię w materię, abyśmy mogli w spokoju walczyć. Podczas przemierzania tego wymiaru w formie duchowej łatwo można pozbawić się życia, ponieważ Ten wymiar jest bardzo niestabilny, jednakże nie masz się czego obawciać. Dopuki nie opuścisz obszaru otocznonego barierą, nie umżesz. Bardzo dobrze ci radzę: nie próbuj ucieczki.

Po tej nieco chaotycznej przemowie mag machnął ręką. Pojawiły się przed nim 2 platynowe kule. -Shi no kamigami. -Kule zamieniły się w wyrzutnie rakiet, które zostały przymocowane do przedramion Viega. Bez zastanowienia wystrzelił z nich, a sześć rąk, także wyposażonych w wyrzutnie rakiet, utworzonych z włosów maga i nieelementarnej magii, skopiowały jego ruch. Po ataku Vieg wrzucił swoje bronię na plecy, a wyciągnął Durgę, którą wbił w ziemię. Mag zamknął oczy i próbował się skupić na zaklęciu, jednak ilość formuł których dzisiaj użył, utrudniała mu koncentrację na tym jednym, konkretnym. -Nosz cholera. A ty Lessica pało mi nie ponożesz co!?... Chociaż warunek dałem jasny... -

Share this post


Link to post
Share on other sites

Osiem wyrzutni wystrzeliło w jego stronę, a on nawet się nie przejął. Ziewnął, jedną ręką zakrywając usta, a drugą wystawił przed siebie, jakby chciał zatrzymać nadal lecące rakiety. Srebrna ciecz utworzyła niewyobrażalnie cienką tarczę przed magiem. Pociski uderzyły w nią, lecz zamiast wybuchnąć, zostały przez nią wchłonięte.

-Mówisz, że zamieniłeś energię w materię? A próbowałeś kiedyś zmienić materię w energię?

Wyciągnął miecz w ziemię, po czym wbił go w ziemię. Najpierw w podłożu wytworzyły się niecki, z których środków wystrzeliły w stronę Vieg'a pioruny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Hmp. ORS! -Pioruny zostały przyciągnięte do Durgi, która zaświeciła na bladoczerwony kolor. -Hm, twoja ciecz ma bardzo ciekawe właściwości, szkoda że da się je tutaj odwrócić. HAPTR SHEA! -Nagle na cieczy pojawiło się osiem potężnych eksplozji. -ELMA OL ADRPAN! -Ziemia zadrżała, a Mag zaśmiał się. -Jeszcze chwilka... Bardzo się cieszę że Sheba zgodziła się na pakt. Wszystko jest dzięki temu jakieś... Łatwiejsze. -Uśmiech nie zchodził z twarzy maga, który stał beztrosko i obserwował zmiany w skrawku Inferno w którym się znajdowali.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...