Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Generalek

[Grimdark][Clop] Potwory w głębi nas - PlaguePony, Sajback, Nightmare

Recommended Posts

PlaguePony

Drzwi do karczmy otwarły się przed tobą z głośnym skrzypieniem. W środku panowała głośna wrzawa, spośród której dało się rozpoznać śmiechy, wyzwiska, przekleństwa czy fałszywie śpiewane pijackie utwory, swoją tematyką ograniczające się do narządów płciowych różnych klaczy. Do twoich nozdrzy dotarła również mieszanina różnorakich zapachów, głównie potu, kiepskiego piwa i dymu z paleniska wypełniającego izbę. Twój węch, "naturalnie" wyczulony na takie aromaty, rozpoznał w niej także krew. Parę osób musiało się lekko skaleczyć, u nich wypływała głównie naczyń krwionośnych. W toalecie siedział kuc z krwawą biegunką - zdechnie szybko, niewarto nawet go kąsać, zbyt duże ryzyko zarażenia. Twój "ulepszony" organizm poradziłby sobie z chorobą, ale po co zapewniać sobie niemiłe chwile? Ze zdziwieniem wyczułaś na sali również posokę miesiączkową, pochodzącą z pierwszego w życiu okresu. Przeżywać swe pierwsze "klacze" dni w takim miejscu i w takim towarzystwie... Niemal współczułaś tej małej. To wszystko było jednak pikusiem w porównaniu z siłą woni wydzielanej przez jednego ogiera. Przecięta tętnica, jucha ulatywała z niego jak z dziurawego wiadra. A debil jeszcze się upijał. Miałaś kilka minut, zanim się wykrwawi.
Poprawiłaś kaptur, upewniając się, że rzuca cień na twarz. Chyba tylko pijacy lubili takie miejsca. Niezbyt widziało ci się tam wchodzić, ale nie widziałaś wyjścia. Głód z dnia na dzień bardziej ciążył i mamił zmysły. Tutaj mogłaś chociaż coś zjeść. W karczmach na granicy często sprzedawano potrawy mięsne, którymi żywiły się gryfy, a kuce próbujące tego przysmaku nie były specjalnie wielkim ewenementem. Krwisty stek mógłby pomóc ci się nieco opanować.
Wkroczyłaś do środka. Światło w izbie dawały jedynie świece na stołach i ścianach, więc w pomieszczeniu panował półmrok. Niestety, wyglądało na to, że wszystkie ławy zostały zajęte, a niezbyt widziało ci się z kimś siadać. Na szczęście przy ladzie, za którą stał karczmarz, stało jeszcze kilka wolnych krzeseł. Z braku laku ruszyłaś w tamtym kierunku. Woń tętniczej krwi dochodziła z jednego ze stołów po lewej. Pijany zbir, nieco bladszy od kompanów, unosił właśnie kufel piwa w toaście o nikomu nieznanym znaczeniu. Zamglony wzrok kręcił chodzących się po zadach kelnerek kręcących się po izbie. Nawet nie wiedział, że wkrótce umrze.
- Co dla milejdi? - spytał karczmarz, nieudolnie naśladując gryfiński akcent, kiedy tylko usiadłaś przy ladzie.

Sajback

Pociągnąłeś łyka z kufla stojącego na stoliku przed tobą. Byłeś zmuszony pić to obrzydliwstwo, trzeba przecież jakoś nawodnić organizm. Początkowo zamówiłeś wodę, ale gdy zobaczyłeś, co w niej pływa, zrezygnowałeś i gdy tylko karczmarz nie patrzył, wylałeś ją na ziemię. Teoretycznie alkohol jedynie wzmagał odwodnienie, ale to piwo zostało tak rozcieńczone, że chyba nic ci się nie stanie. Siedziałeś sam przy ławie w kącie izby. Tutejsi pijacy nie dość, że śmierdzili na kilometr, to jeszcze upijali się jedynie we własnych bandach. Trzymałeś kuszę na na tylnich kopytach - rok podróżowania nauczył cię, że warto mieć broń przy sobie. Nosiłeś na głowie kaptur. Kiedy kuce nie widzą twoich oczu, nie wiedzą, gdzie patrzysz. Obserwowałeś spokojnie otoczenie, nic innego do roboty nie miałeś.
Nagle drzwi się otworzyły i do karczmy weszła zakapturzona klacz. Płaszcz zakrywał większość jej ciała, w tym Uroczy Znaczek. Nowoprzybyła ruszyła w kierunku lady, nie mając gdzie spocząć i usiadła na krześle przy niej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Napiłem się tego obrzydliwego płynu. W takim miejscu i tak nie spodziewałbym się znaleźć czegoś w miarę przyzwoitego. Tak naprawdę, chciałem po prostu napić się wody. I tak bym zrobił, gdybym nie zobaczył co w niej pływa. Czy oni biorą te pomyje z kibla?! Wylałem to... coś na ziemię i zamówiłem piwo. W sumie, ten trunek jedynie wzmaga pragnienia, lecz był tak rozcieńczony, że to raczej żadna różnica. Siedziałem sam gdzieś w kącie izby. Moje oczy i większość ciała, zasłaniał płaszcz. Lepiej by ci pijacy, nie wiedzieli kiedy na nich patrzę. Ponadto, domyślam się, jak zareagowaliby na mój wygląd. Kuc ze skrzydłami nietoperza i jeszcze te kły... . Kiedy ktoś nas zobaczy, od razu myśli że wyssiemy z niego krew. To jednak tylko bajeczka. Owszem, możemy pić krew, ale nie musimy. Pomaga nam jedynie w regeneracji, nic więcej. Zresztą i tak nasza liczebność jest strasznie niewielka. Czasami doskwiera mi samotność, ale już się przyzwyczaiłem. W moim przypadku, lepiej się do innych nie uśmiechać. Nagle do karczmy weszła jakaś klacz... . Wyglądała inaczej niż pozostałe, przyodziana w płaszcz. Zaczęła się rozglądać i usiadła przy ladzie. Chyba, nie wie gdzie spocząć. Nie miałem nic do roboty, więc zacząłem przyglądać się nowo przybyłej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słysząc te "radosne" dźwięki pokręciłam głową, dziwiąc się zachowaniem żywych. Czułam wiele zapachów, ale najbardziej spodobał mi zapach krwi pochodzący od kilku kuców. Nie chciałam nikogo skrzywdzić, chociaż pokusa była duża, zwłaszcza, że Shadow narzekała na brak krwi. Postanowiłam, że poczekam, aż ten kuc, który się upił wyjdzie, wtedy zaspokoję głód Shadow na krew i duszę jednocześnie. Zanim weszłam do środka poprawiłam kaptur i płaszcz, aby nikt nie zobaczył mojej twarzy i boku, następnie weszłam do karczmy. Zrobiwszy to szukałam jakiego miejsca, przy którym mogłabym usiąść. Jednak nie mogłam takiego miejsca znaleźć, więc usiadłam przy ladzie. Kilka sekund później usłyszałam pytanie, które wyszło z ust karczmarza.

- Na razie podziękuję, może później - rzekłam krótko. Natomiast w mojej głowie Shadow rzekła - daj mi twoją krew w kufle

- Uspokój się Scar, musisz wytrzymać - powiedziałam uspokajając mroczną naturę.

Zauważyłam, że jakiś kuc obrócił się w moją stronę i zaczęłam się jemu dokładnie przyglądać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

PlaguePony

Karczmarz burknął coś do siebie o darmozjadach i wyzyskiwaczach, po czym odszedł obsługiwać innych klientów.

Nieznajomy krył swą tożsamość pod kapturem rzucającym cień na twarz. Byłaś jednak wampirem, ciemności ograniczały jedynie śmiertelników. Kuc wyglądał zwyczajnie, miał niebiesko-granatową sierść oraz fioletowe tęczówki i niczym się nie wyróżniał. Czymś jednak musiał, bo w przeciwnym wypadku nie kryłby się przed rozpoznaniem. Ścigany listem gończym? Bardzo możliwe, przez granicę chciało przejść wielu kryminalistów. Jego ciało okrywał płaszcz, ale udało ci się dostrzec wybrzuszenie pod nim. Zapewne pegaz. W tym momencie nieznajomy podniósł kufel do ust i upił łyka. Z łatwością dostrzegłaś białe kły.

Sajback

Nowoprzybyła spojrzała w twoją stronę. Czułeś się pewnie, twarz zakrywał ci kaptur. Nie mogła dostrzec, kim jesteś, nietoperze skrzydła przez wzrokiem płaszcz. Czując powracające pragnienie, uniosłeś kufel do ust i pociągnąłeś łyka, nie spuszczając oczu z nieznajomej. Instynktownie położyłeś w tym samym czasie drugie kopyto na kuszy. Mogą się szykować kłopoty, a je lepiej wystrzeliwuje się jak kaczki niż bije po buźce. W razie czego byłeś gotowy strzelić klaczy w oko i ukatrupić ją na miejscu.

Obydwoje

Drzwi od karczmy otwarły się z hukiem, a w wejściu stanął potężny gryf w lekkiej kolczudze. Na zbroi nosił długą tunikę o szarej barwie, na której wyszyto mu tarczę herbową przedstawiającą czarnego niedźwiedzia na zielonym tle. Do lewego boku miał przytroczone dwa miecze o podobnych długościach. Lewą stronę szyi zasłaniała mu stalowa płytka, przymocowana do kołnierza pancerza. Skubaniec wiedział, gdzie ma tętnicę. Na grzbiecie nosił skórzane juki, a na torsie długi pas z różnymi buteleczkami.

Gryf wszedł do środka. Światło padło na paskudną bliznę przecinającą mu policzek. Momentalnie zrobiło się cicho.

- Mości panowie, mości panie - wojownik ukłonił się teatralnie. Mówił czystym canterlockim, bez żadnego akcentu - Wybaczcie, że przerywam biesiadę, ale z rozkazu mego króla mam niechlubny obowiązek kontrolować sytuację w karczmach i zajazdach na granicy. Jeśli ktoś miałby wątpliwości, mogę mu pokazać odpowiednie papiery - poklepał swoje juki jak starego przyjaciela - Nie przejmujcie mą obecnością. A ty, karczmarzu, bądź tak łaskawy przynieść piwo. Słyszałem, że macie tu wyborne! - rycerz ruszył w kierunku lady. Po chwili wrzawa znów rozgrzmiała na nowo.

Gryf rozsiadł na wolnym krześle między wami i podziękował skinieniem głowy karczmarzowi za postawiony przed nim kufel piwa. Pociągnął łyka i spojrzał to na jednego, to na drugiego z was.

- Ależ mości panie, mości panno, nie wypada przecież siedzieć w kapturach w izbie. Przecież nie cieknie! - uśmiechnął się. Ten uśmiech stanowczo wam się nie spodobał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ależ to chamstwo - pomyślałam słysząc jakieś burknięcia od strony karczmarza.

Gdy patrzyłam w twarz nieznajomego ujrzałam twarz w kolorze połączenia niebieskiego z purpurą oraz fioletowe oczy. Zastanawiałam czemu chowa taką twarz w kapturze. Jednak gdy zaczął pić piwo zauważyłam dlaczego, był batpony (nie wiem jak się odmienia) i wiedziałam, że tacy są czasami źle spostrzegani. Chciałam z nim nawiązać rozmowę, wtedy do karczmy wszedł gryf.

- Kolejny durny ptak, jeżeli jeszcze raz zobaczę takich mięśniaków, to przysięgam, że dam Shadow kontrolę i ona go zabiję - mówiłam to w głowie. Coś gadał o obowiązku kontroli tawern przy granicy. Po czym podszedł do blady i usiadł przy niej między mną a tajemniczym ogierem. Jednak po chwili gryf rzekł, czemu siedzimy w kapturach.

- Zaraz Tobie coś cieknie - powiedziałam wraz z Shadow w głowie. Ale aby nie wzbudzać podejrzeń za pomocą magii schowałam kły, oczy uczyniłam w niebieskim kolorze i się odrobinę odmłodziłam, aby za chwilę ściągnąć kaptur z głowy

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wziąłem kolejny łyk tego świństwa. Klacz zaczęła się na mnie patrzeć. I tak, nie dowie się kim jestem. Moje skrzydła są skutecznie zasłonięte. Na wszelki wypadek, przesunąłem kopyto na kuszę. W razie kłopotów, zabicie jej, nie będzie większym problemem. Nagle do karczmy wszedł jakiś gryf. Oznajmił że teraz ta jarczma jest jakby pod kobtrolą straży... . Osiadł między mną i tajemniczą klaczą. Powiedział że nie wypada siedzieć w izbie w kapturze. Jak bardzo, chce mi się teraz strzelić do tego dupka. Klacz, za to odkryła swój kaptur miała bladą cerę i czarne włosy. Naprawdę była piękna. Chyba jeszcze nie widziałem takiej klaczy. Teraz jebany gryf, będzie patrzał się na mnie. Chyba nie mam wyboru... . Mam przesrane. Zdjąłem kaptur i ukazałem twarz. O ile nie widać mi kłów i skrzydeł, to uszy nietoperza wszystko spiepszą. Ciekawe jest jak mało osób wie o naszym istnieniu, w końcu jesteśmy obecni głównie w nocy. Mam nadzieję że ten gryf nie zrobi jakiejś głupoty i będzie chciał mnie zaatakować. Jakby co, to zbroja nie za dużo mu pomoże. Nie w takie szczeliny już trafiałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obydwoje

 

Gryf sięgnął po kufel z piwem i pociągnął z niego potężnego łyka, po czym spojrzał to na jednego, to na drugą z was. Z dzioba nie znikał mu ten paskudny uśmieszek.

- No i od razu lepiej - stwierdził - Ta kusza pod stołem na niewiele ci się przyda, batpony - powiedział, po czym się zaśmiał - Hej, karczmarzu! - zawołał, machając szponiastą ręką do właściciela lokalu, który właśnie miał zniknąć w drzwiach kuchni. Kuc zawrócił, burcząc pod nosem wszelkie klątwy świata, ale natychmiast zamilkł, gdy wojownik potrząsnął mu przed oczami wypchanym do granic możliwości skórzanym mieszkiem - Ja i moi kompani z chęcią byśmy coś zjedli. Zrób nam coś dobrego, nie, wybornego! W sumie... zamawiam wszystko, co masz w menu, zarówno dla gryfów, jak i kuców. Stać mnie! Do tego baryłka najlepszego wina. Zanieś to wszystko do wolnego pokoju na górze i przygotuj miejsce na trzy osoby.

Karczmarz potrząsnął szybko głową i błyskawicznie wbiegł do kuchni, by wydać odpowiednie polecenia. Najprawdopodobniej miał zarobić właśnie więcej niż kiedykolwiek. Gdy tylko szynkarz zniknął, gryf splunął na ziemię i kilkakrotnie potarł szponem język.

- To najgorsze obrzydlistwo, jakie piłem - stwierdził, wylewając dyskretnie zawartość kufla na podłogę - Miejmy nadzieję, że wino sprowadza - rzucił pozornie w powietrze.

Wojownik spojrzał to na pierwszego, to na drugą.

- To jak? Wolicie sączyć te pomyje za własne pieniądze, czy najeść się do syta i spróbować dobrego wina na mój koszt? - zaproponował, odchylając się na krześle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z twarzy tego gryfa wciąż nie znikał ten przeklęty uśmieszek. Jak by czegoś ode mnie chciał. Tylko czego? On nawet mnie nie zna. Chociaż, chyba jestem jedynym, pomijając klacz, obytym kuce w tej tawernie. Stwierdził że ta kusza, na wiele mi się nie przyda. Co? Jak on... . A.... walić to! Gryf, zamówił dość sporo... . Wszystko co dostępne w menu i baryłkę wina. Stwierdził że stać go. Jak ja nienawidzę tych kucy co się tak żądzą. Kiedy nikt nie patrzył, wylał zawartość piwa i stwierdził że to najgorsze pomyje pod słońcem. Uśmiechnąłem się na to stwierdzenie. W tym muszę się zgodzić. Nagle zaproponował nam najeść się i napić do syta za darmo? Co?! Zdziwiły mnie jego słowa. Ale... dlaczego? To się źle skończy. Ale, chyba i tak nie ma nic gorszego od tej imitacji piwa. Straszny z niego cwaniak. Wstałem i skierowałem się w jego stronę.

- Wszystko jest lepsze od tych ścieków. Niech będzie. Chociaż jakoś nie wierzę że nie ma w tym chaczyków. - Stwierdziłem dość obojętnie. I tak nie mam co robić, a mogę się zawsze rozerwać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie cierpię takich dupków, aż bym z radością i brutalnością zatarła jego uśmieszek  - rzekła w myślach Shadow. Widząc gryfa nadal głupio uśmiechającego, chciałam naprawdę dać Scar możliwość rozprawienia z nim, ale musiałam się z tym wstrzymać, ponieważ nie chciałam mieć za wielu gapiów. Po słowach gryfa, który chciał nam postawić jadło i picie wydało mi się podejrzanie, nawet bardzo, jednak nie chcąc wyjść przed ogierem na jakąś dziwaczkę, rzekłam.

- Dobrze niech będzie, tak to lepsze od tego co tu dają - powiedziałam spokojnie do nich.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obydwoje

 

Gryf kiwnął wam głową, byście poszli za nim i ruszył w kierunku dyskretnie umiejscowionych schodów. Nagle z kuchni wypadł karczmarz i podbiegł do wojownika.

- Panie, jakby pan chciał... Gryficy raczej się nie znajdzie, ale mamy tutaj zgrabne klacze, co potrafią umilić noc... - szepnął do jego ucha, jednak niedostatecznie cicho, byście nie usłyszeli. Pewnie nawet go to nie obchodziło. Liczyła się jedynie możliwość zarobienia jeszcze więcej pieniędzy. Rycerz w odpowiedzi zaśmiał się głośno.

- Może później - odprawił szynkarza, ale zanim tamten zdążył odejść, dał mu kolejne zadanie - A, i panie karczmarzu, balię do prania pewnie macie? Każcie ją wypełnić gorącą wodą. Kiedy już będzie gotowa, przynieście ją do naszej izby.

Gryf szybko przebył schody i zniknął w pokoju z otwartymi drzwiami. Nie mając zbytniego wyboru, ruszyliście za nim.

Pomieszczenie było większe od zwykłej izby. Dzienne wyposażenie wyniesiono, zamiast niego na środku pokoju stał nakryty stół z trzema krzesłami. Podłogę pokrywały futra różnych zwierząt, tworzące wielokolorowy i mięciutki dywan. W kominku w jednej ze ścian wesoło trzaskał ogień, ogrzewając powietrze. Nad wejściem wisiała czaszka jelenia.

Rycerz siedział już na krześle przy stoliku i nalewał sobie z baryłki wina.

- No, no - zamruczał - Nie sądziłem, że na takim zadupiu znajdzie chociaż butelka słynnego canterlockiego Ventris Caelestibus. I to z rocznika 832! A tu proszę, cała baryłka, tylko dla nas.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poszłem za tym gryfem. I tak, na nic się nie zapowiadało. Ale dlaczego poszła też ta klacz? Wietrzę jakiś spisek, to naprawdę mi się nie podoba... . Nagle karczmarz podbiegł do gryfa. Szepnął mu coś że mają tu zgrabne klacze które potrafią umilić noc. Pewnie chce jeszcze więcej zarobić. Mimo wszystko posiadam naprawdę dobry słuch, w końcu jestem w połowie nietoperzem. Na to pytanie jedynie się zaśmiał, w sumie się mu nie dziwię. Kazał natomiast przynieść do izby balię do prania. Spojrzałem na klacz i podniosłem brew. Moje oczy zdawały się mówić "Że wut?". Następnie,dalej zanim szliśmy. Znaleźliśmy się w pokoju pełnym martwych zwierząd. Ciekawy wystruj wnętrz... . Rycerzyk, od razu, nalał sobie wina. Widać że zna się na winie. Cała baryłka tylko dla nas. Naa twarzy wciąż miałem zdziwienie. Także usiadłem przy stoliku. Następnie, nalałem sobie nieco wina.

- Delikatne półwytrawne z lekką nutą malinową. - Stwierdziłem. - Lecz, do rzeczy. Czym zawdzięczamy tak ciepłe przyjęcie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Postanowiłam pójść za nimi ciekawości, co tam znajdę. Usłyszałam również rozmowę karczmarza z gryfem.

- Co on wyobraża, przegina i to przesadnie - rzekłam w myślach. Zobaczyłam, że wybiera naprawdę gustowne wino, a pokój ozdobiony był czaszkami zwierząt. Nalałam sobie kieliszek czerwonego wina, przy czym mówiłam do Shadow.

- Mam nadzieję, że wino Ci wystarczy na razie - stwierdziłam Scar tymi słowami.

- Zapytam się wprost, co chcesz od naszej dwójki, bo wątpię, że tak z dobroci serca obdarowujesz nas takimi warunkami - powiedziałam, popijając wino.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obydwoje

Gryf raczył się najpierw napić ze swojego kieliszka, zanim postanowił odpowiedzieć na wasze pytania.

- Cóż, pot... - zaczął, lecz nie dane mu było skończyć. Drzwi do pomieszczenia otwarły się z hukiem i do środka zajrzał karmacz.

- Panie, z tą balią... Jest za duża, nie damy rady jej przenieść przez te wejście - mówił szybko, przerażony możliwością utraty części zarobku.

- No to wymontujcie na chwilę ścianę - rycerz wzruszył ramionami - Dam premię.

Szynkarz zniknął tak szybko, jakby go nie było. Gryf znów popił wina, po czym uznał za stosowne zacząć od nowa.

- Każdy przecież wie, że jak pić, to w towarzystwie - zaśmiał się cicho - Lecz zapewne takie uzasadnienie was nie satysfakcjonuje. Można powiedzieć, że mam pewien problem i rozwiązać go da się dzięki kucom w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie - zamilkł, wpatrując się w wirujący płyn w poruszanym przez jego szpony kieliszku. Zapadła nieco niezręczna cisza. Wyglądało na to, że to koniec wyjaśnienia.

Gryf oderwał w końcu wzrok od wina i spojrzał na was.

- Szczegółów nie podam. Sprawa osobista. Uznajcie to za test.

Zanim zdążyliście odpowiedzieć, do pokoju kelnerka wniosła wędzonego karpia na zimno oraz sałatkę Crystalli - ser feta, sałata, pomidor i parę innych warzyw. Postawiła dania na stole, po czym wyszła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zanim gryf odpowiedział na nasze pytania, nagle do pomieszczenia karczmarz. Stwierdził że ta balia jest za duża i nie da się jej wnieść. Ponownie spojrzałem na klacz wzrokiem "o co kaman?". Gryf kazał po prostu rozmontować ścianę. Please.... . Może jeszcze połowe tego pokoju... . Ogier wyszedł, a gryf kontynuował. Pić w towarzystwie? A tak na serio? Problem który da się rozwiązać dzięki odpowiednim kucom, w odpowiednim czasie? Nie rozumiem. Jeśli chce mi za coś zapłacić, to dziękuję, ale nie. Zrobię to tylko i wyłącznie dla rozrywki. No ale, po co ta cholerna balia?! Oczywiście szczegółów nie poda, bo jakaś sprawa osobistam. Test? Co ja jestem, jakiś najemnik?! Ten gryf mnie wkurwia. Już chciałem mu dać x kopyta w ten dziób, ale kelnerka, z jedzeniem mnie uprzedziła. Położyła na stole łososia i sałatkę. Inne kuce, nie mogà jeść mięsa, więc to pewnie dla niego i ewentualnie dla mnie. Klacz pewnie zje sałatkę. Używając noża i widelca, spróbowałem łososia, po czym zapytałem.

- Ale dlaczego akurat my? Czyżby drogą losową?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czekałam, aż wreszcie ten snob odpowie na nasze pytania, lecz wszedł karczmarz z balią, która nie mieściła się normalnie. Więc pomyślałam, że da z tym spokój, lecz myliłam się chciał wymontować ścianę dla takiej rzeczy. Zrobiłam w głowie hooface. Lecz gdy zaczął mówić o sprawie wymagającej nas w odpowiednim czasie, coś zaczęło mi mówić, że źle się to skończy. Po chwili weszła kelnerka, która podała sałatkę i łososia.

-  No daj mi trochę tego łososia, chcę kosztować mięsa, poza tym o rybę nikt nie będzie się czepiał  - rzekła Shadow w myślach - Może masz rację trochę rybki nikomu nie będzie przeszkadzać, chociaż trochę to dziwnie będzie wyglądać - dodałam po chwili.   Po czym wzięłam trochę sałatki i łososia, po czym zaczęłam jeść powoli.

- Czemu nas wybrałeś? Czyżby losowo? - zapytałam się gryfa, patrząc się na batpony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obydwoje

 

Gryf westchnął w odpowiedzi, po czym połknął kilka kęsów łososia.

- Sam się dziwię, co mi do głowy strzeliło, że to zrobiłem - powiedział po chwili, wpatrując się w płomienie w kominku - Ale skoro własnym, zaufanym, kurwa, podwładnym już nie można ufać...! - nagle uderzył zaciśniętą pięścią w blat stołu, niemal zrzucając jedzenie - ... to równie dobrze mogę zatrudnić was. A skoro staracie się nie dać rozpoznać, to znaczy, że do szaraków nie należycie - dokończył już spokojnie. W tym samym momencie do pokoju wkroczyły kolejne dwie kelnerki, niosąc kilka smakowicie wyglądających i pachnących dań: słodkowodne krewetki suto zakrapiane cytryną, mięciutkie i gorące pajdy chleba natarte czosnkiem oraz ziołami, upieczone na rumiano kuropatwy z chrupiącą skórką w sosie własnym, zapiekane bakłażany z plastrami ogórków i pomidorów, zapiekane ziemniaczki z kawałkami kurczaka, brokułami, kukurydzą i warstwami sałaty, pokryte serem, pierogi nadziewane pieczarkami, polane obficie śmietaną... A ponoć "nie żyje się po to, żeby jeść, a je po to, żeby żyć".

Po chwili potrawy znalazły się na waszym stole. Rycerz chwycił jedną z krewetek i odgryzł jej głowę.

- Trzeba przyznać - powiedział, wrzucając sobie resztę skorupiaka do dzioba - Że karczmarz zna się na gotowaniu tak dobrze, jak spieprzaniu piwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zdziwiło mnie że klacz skosztowała mięsa... . Przecież kucyki nie powinny móc go jeść. Kim jest ta piękność? Nagle powturzyła moje pytanie, patrząc na mnie. Ku mojemu zaskoczeniu to było spojrzenie całkiem zwyczajne... . Zwykle, kuca patrzyły na mnie z lekkim strache. Gryf zaczął wyjaśniać nam dlaczego akurat my. Stwierdził że nawet własnym ludziom nie może zaufać, a skoro my się ukrywamy , to musimy być dobrzy. Ja wiem dlaczego to robię, lecz klacz jest za piękna, by ukrywać swoją tożsamość. Czyli jednak zrobi ze mnie najemnika... . W sumie i tak nie mam nic do roboty... . Oby tylko nie trzeba było kogoś zabić... . Pamiętam co się stało ostatnim razem... . Wtedy przybyła reszta dań. Muszę powiedzieć że na ich widok, pociekła mi ślinka. Dawno nie widziałem czegoś takiego. Skusiłem się na początek na pierogi.

- W dzisiejszych czasach trudno o zaufanych przyjaciół... wiem coś o tym. - Stwierdziłem. - Rozumiem że chcesz zlecić nam jakieś zadanie. Jeśli chodzi o mnie, to ostatnio, i tak mam spokuj i chętnie się rozerwę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zobaczyłam zdziwienie ogiera, kiedy jadłam mięso, bo w końcu wyglądam na zwykłego kucyka, niestety nie jestem nim już od 100 lat. Po czym usłyszałam słowa gryfa, który powiedział, że nie może zaufać swoim ludziom, a skoro, że my jesteśmy dobrzy w ukrywaniu to weźmie nas. Kilka minut później ujrzałam kelnerki przynoszące dużo smakowitości, których już wieki temu nie jadłam. Gdy wszystko było zostawione na stole wzięłam się za pierogi, aby za chwilę dołożyć jeszcze ziemniaczków. Ogier po chwili rzekł do mnie i do gryfa, że ciężko zdobyć zaufanie u przyjaciół co na to pokiwałam głową.

- W sumie to nie mam za bardzo do zrobienia przez najbliższy czas, więc mogę się dołączyć, a na czym miałoby polegać to zadanie - rzekłam krótko do zebranych - przepraszam, gdzie moje maniery nazywam się Grey Isana - dodałam po chwili.

Edited by PlaguePony

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Solidus, syn Saladina, herbu De Saltationibus Ursus - rycerz uderzył pięścią w pierś, instynktownie się wyprostowując, po czym chwycił kolejną krewetkę - Mówiłem: test. Wybaczcie ten brak zaufania, ale gdyby wyjawił mój cel komuś niewłaściwemu, mógłbym zawisnąć na stryczku - powiedział i popił winem. Do moment później zdał sobie sprawę, co takiego rzekł - Oczywiście, jedynie ze względu na mój stan - dodał pośpiesznie - Współpracownikom nic by nie groziło - zapewnił.

Za wami zaś dwóch osiłków zaczęło rozmontowywać ścianę osłaniającą was przed korytarzem. Szło im szybko, już kilka desek leżało odłożonych na podłogę.

- Nienawidzę podróżować dłużej niż kilka dni. Zaczynam cuchnąć jak obornik - gryf podniósł swój kieliszek w geście toastu i wypił jego zawartość duszkiem. Po chwili głośno odetchnął - Myślę, że kąpiel i wam dobrze zrobi. Ha, u mnie na zamku mamy murowany zbiornik, większy od tego całego pokoju... - rozmarzył się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszyscy się przedstawili, z tym gryf bardzo oficjalnie... .

- Zwę się Aimed Point. - Rzuciłem krutko po wypowiedzi gryfa. Powiedział że gdyby zdradził swoje plany, nieodpowiednim osobą, to mógłby zawisnąć. Lecz po chwili dodał że nam by nic nie groziło. Akurat mi wierzę... . Tymczasem, zaczęło się rozmontowywanie ściany. Po chwili w geście toastu, podniusł kieliszek. W końcu zaproponował nam kąpiel. Lekko zdziwiła mnie ta propozycja. Mamy teraz po kolei obnarzyć się jeden, po drugim. Nie żebym wstydził się własnego ciała. No niech będzie i tak potrzebuję kompieli. Postanowiłem jednak wykąpać się ostatni. W końcu klacze mają pierwszeństwo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Miło was poznać - rzekłam krótko do nich. Po czym usłyszałam słowa gryfa, który powiedział, że gdyby zdradził swój plan niewłaściwej osobie mógłby trafić na stryczek, jednak nas nie spotkałby ten los. Nawet, gdyby to śmierć na stryczku nie groziła mi, bowiem to nie zabije wampira. Zobaczyłam, że szybko zaczęli rozmontowywać ścianę oraz, że Solidus podniósł kieliszek wina, wnosząc toast. Następnie zaproponował nam kąpiel, zdziwiła mnie ta propozycja, lecz też nie kąpałam się od dawna. Nie chciałam, aby dowiedział się, że jestem wampirem, więc rzekłam, aby on się wykąpał pierwszy.

 

(Chciałbym się zapytać czy mogę użyć kolorków, aby odróżnić Grey od Shadow?)

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Możesz, ale tylko jednego - używaj go w jedynie wypowiedziach Shadow, a przy Grey pisz normalnie)

 

Obydwoje

 

Gryf ponownie westchnął i pokręcił głową.

- A jak myślicie, dlaczego chciałem tak wielką balię, że trzeba rozmontować ścianę, żeby ją wnieść? - zapytał, jakby odpowiedź była oczywista, po czym zaczął pochłaniać kuropatwę. Tymczasem ściana za wami znikała w coraz szybszym tempie - Mój ojciec wychował mnie tak, że jeśli mam z kimś rozmawiać o interesach, to chcę go ugościć jak najlepiej - dodał wojownik, przełykając kolejny kęs mięsa i nalewając sobie kolejny kieliszek wina - A w tych warunkach chyba nie mógłbym tego zrobić lepiej, niż zapewnić gorącą, relaksującą kąpiel, specjały tutejszej kuchni oraz baryłkę wina Ventris Caelestibus.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jego słowa były raczej oczywiste. Nie każdy jest tak dobrze wychowany i tak dobrze traktuje swoich sprzymierzeńców. Lepiej nie mógł nas ugościć. Wzruszyłem ramionami i lekko się uśmiechnąłem. Niech będzie. Kiedy tylko wniosą balię, chętnie wezmę kompiel. Zwłaszcza gdy w pobliżu jest taka klacz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Byłam zadziwiona słowami gryfa, był dobrze wychowany, tak samo jak ja, kiedy jeszcze moi rodzice żyli. Jednak trochę w środku byłam zadowolona, że Point będzie też się kąpał ze mną.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obydwoje

 

Kuce za wami w końcu skończyły rozmontowywać ścianę i zniknęły gdzieś w głębi korytarza, zapewne idąc po balię. Niestety, nie dane wam było zaznać spokoju. Karczmarz wyjrzał zza rogu, zapewne licząc na kolejny zarobek.

- P-panie - zająkał, bojąc się, że nagle rycerz zdecyduje się nie zapłacić za usługi - Może posłać po klacze... Dla milejdi odpowiedni ogier też się znajdzie...

- Nie teraz - Solidus stanowczo mu przerwał i zgromił go wzrokiem. W ciągu ułamka sekundy blady już szynkarz zniknął - Jak cierń w dupie - gryf skomentował i ponownie napił się wina.

Po kilku minutach na korytarzu pojawiły się obydwa osiłki, niosąc na grzbietach ogromną balię wypełnioną parującą wodą. Wstaliście od stołu. Wasz gospodarz chwycił pewnie za krawędź stołu i odsunął go pod ścianę, robiąc miejsce pod prowizoryczną wannę. Kuce położyły ją delikatnie na wyznaczonym miejscu, po czym zabrały się za składanie na powrót ściany. Na szczęście o wiele łatwiej jest coś złożyć, kiedy to już się rozkładało.

Solidus bez skrępowania odpiął swój pas z bronią i odłożył go na podłogę, po czym ściągnął przez głowę tunikę z herbem. Widocznie nie wstydził się swojego ciała. Moment później do koszuli dołączyła kolczuga oraz gruby kaftan, który ochraniał ciało przed wbijaniem się w nie stalowych ogniw. Gryf posiadał szeroką, ale szczupłą pierś, pokrytą kilkoma mniejszymi bliznami. Z szyi zwisał mu wisiorek - mały ametyst na złotym łańcuszku.

- Zapraszam - powiedział, podchodząc do balii i delikatnie zanurzając się w balii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...