Skocz do zawartości

Tablica liderów

Popularna zawartość

Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją 01/22/26 we wszystkich miejscach

  1. Od autora: Miałam sporo pomysłów na opowiadanie o tej postaci, głównie w świecie [Equestria Girls]. Niestety nie dałam rady. Próbowałam też napisać opowiadanie Sci-Fi, nie podołałam również. Może kiedyś się uda. Tymczasem, postanowiłam, że napiszę coś, co - chyba - lepiej mi wychodzi, czyli [Slice of Life]. Ważne: Mało [Violence]. Ale mimo wszystko jakaś przemoc jest. Korekta, dobra rada, pomoc: @Hoffman Bo moja dusza - jeżeli jakąś mam - jest stracona w czeluściach Tartaru. Lecz nadzieja błyszczy, jak światełko w tunelu, podczas ostatniej podróży. "Nadzieja, która błyszczy" ROZDZIAŁ 1 ROZDZIAŁ 2 ROZDZIAŁ 3 ROZDZIAŁ 4 ROZDZIAŁ 5 ROZDZIAŁ 6
    1 point
  2. Nie spodziewałam się, że przeczytam kiedyś dobrego fika (i do tego wielorozdziałowca) o przeszłości Crazy Glue. Nie spodziewałam się też, że kiedykolwiek ta postać w ogóle będzie mnie obchodzić. Bo nie oszukujmy się - serialowa Cozy Glow jest tak niesympatyczna jak to tylko możliwe i jej próby zaprzyjaźnienia się z Tirekiem i Chrysalis wyglądają bardziej na próby manipulacji i kontroli przez "przyjaźń". Ba, w serialu, najbardziej szczera pod względem przyjaźni... w sumie chyba była Chrysalis. I generalnie, to nie zgodzę się, że końcówka była gorsza. Właśnie w dużej mierze przez Chrysalis. Bo sądzę, że tak jak Cozy widziała w Tireku siebie - fatalna relacja z ojcem i bratem, dobra z matką, tak Tirek nie był jak Cozy. Ale Chrysalis w sumie to trochę tak. Nawet jak spojrzymy na przeszłość tych postaci, to ma to więcej sensu. Tirek albo działał sam, albo zdradzał sojuszników. Chrysalis zawsze miała swój rój, który z jej punktu widzenia ją odrzucił. Ciekawym jest też to, że ostatecznie, to Chrysalis w pewnym sensie staje po stronie Cozy i ją ochrania. Ba, ochraniała ją już wcześniej. Trochę jak jej matka i trochę jak jej matka, Chrysalis też wchodzi w rolę nieco dysfunkcyjnego opiekuna, bo prawdopodobnie lepiej nie umie. W ogóle cała ta rodzina... Nie pamiętam, czy to było napisane, od której strony są ci dziadkowie, ale chyba jednak od matki, bo nie wiem jak ci od ojca, by ją tolerowali. Ojciec w ogóle jest nieco dziwny - matka Cozy twierdzi, że jest okropny, ale jak na typa, który wychowuje dosłownie bękarta, to mógłby być o wiele gorszy. Szczególnie, że własnych źrebiąt chyba nie spłodził. Długo się zastanawiałam, czy matka Cozy w ogóle się faktycznie puszcza, czy chodzi o coś innego - np. Cozy jest z gwałtu bądź jej rodzice skorzystali z banku spermy, bo ojciec jednorożec był zwyczajnie bezpłodny. Trochę dziwna jest postać babci, która chyba przynajmniej stara się nie być okrutna, ale też trochę zagoniona przez rodzinną tradycję. Nie będę próbować zgadywać, co siedziało w głowie matki, która się puszczała i ilu ich naprawdę było, bo po prostu za mało wiemy. Zwłaszcza, że Cozy jest jedynaczką. Czemu w ogóle ożeniła się z tym jednorożcem? Ok, on chciał jakiegoś tam jednorożca, a ona? I skoro nie zrobił własnego dzieciaka, to czemu nie rzucił niewiernej kobyły? Jakaś część mnie chciałaby się przyczepić do otoczenia szkolnego. Ale niestety ono potrafi takie być, choć zdziwiła mnie nieco ta akcja z Sandstonem. Nie dlatego, że się wydarzyła, tylko dlatego, że Cozy musiała mieć wtedy 12-13 lat, a on z 16 (?). Trochę wątpię, by to Onyx zaczęła rozsiewać te pogłoski, raczej on sam lub Angel. Szczególnie, że z reakcji rówieśniczej wiemy, że rzekomo to on dał kosza napalonej Cozy, a nie wiem jaki tam mają wiek zgody w Equestrii, ale obawiam się, że za coś takiego mogliby go wywalić ze szkoły i wsadzić do ciupy. A sama Onyx... Nie jestem pewna, czy Cozy dobrze ją odczytała. Postąpiła okropnie (szczególnie, że Cozy nic jej nie zrobiła), ale odezwała się dopiero wciągnięta do tej konwersacji. Moim zdaniem ona nie chciała oberwać rykoszetem. Przecież pewnie połowa z tych dzieciaków wie, że to bzdury, a Sandstone to typ, które takie akcje odwala regularnie i nie zdziwiłabym się, gdyby wcześniej wywinął podobny numer Onyx. Przecież nie bez powodu upatrzył sobie jakąś zahukaną nową, podczas gdy miał dostęp do klaczy, których nawet nie musiałby uwodzić. Myślę, że połowa durnych małolat z kółka szachowego, by mu sama wskoczyła do wyra, tylko nie dałyby się zaszczuć gdyby coś poszło nie tak. A gdzie w tym wszystkim są dorośli? Nigdzie. Już w pierwszej szkole młoda jest ignorowana, a nauczyciel prawdopodobnie podciągnął jej ocenę i dał nagrodę na koniec za keks z jej matką. Która prawdopodobnie sama tę nagrodę kupiła. Wracając do matki - okej, wiemy, że ona kochała Cozy, ale sposób w jaki to robiła... No jakoś wcześniej nie spędzała z nią chyba za dużo czasu. I co ona tak naprawdę robiła w życiu? Wiemy, że nie jest biedna - stać ją na te drogie naszyjniki i suknię. Czy to wszystko pieniądze jej męża? No dobra, chodzi do pracy, ale czy nie utrzymałaby Cozy sama? Najlepiej w innym mieście? A do tego to sanatorium? Gdzie ona naprawdę jeździła, bo jednak wątpię, by to naprawdę było sanatorium... Wiemy też, że ostrzegała córkę, że ogiery myślą tylko o jednym, ale nie wiem, czy w tym momencie miała podstawy, by wysnuwać takie wnioski - zwłaszcza w tym wieku i w kontekście kółka szachowego. Nawet jakby lepiej ostrzegła Crazy Glue, to raczej nic by to nie zmieniło... Jakby no... Co ona miałaby zrobić inaczej? Pozbawiać się wszystkich hobby i interakcji z ogierami, bo na pewno chcą ją tylko wykorzystać? Nic co do tej pory zrobił Sandstone nie było szczególnie niepokojącego. On równie dobrze mógł wszystkich namawiać na kółko szachowe i dawać wielu kucykom jakieś korki z szachów. Jedyne co Cozy mogłaby zrobić lepiej, to w ogóle nie wychodzić z nim z tej dyskoteki, żeby np. jej gdzieś nie zgwałcił w kiblu. Ale po jej reakcji wiemy, że ona była wówczas zwyczajnie spanikowana i zszokowana. Wątpię, by przygotowanie teoretyczne wiele jej tu dało. A parszywa plotka? Pewnie i tak, by powstała, przecież to oczywista zemsta, w której wyzywa się od kurtyzan tą co nie dała. Jakby dała też byłaby kurtyzaną, wiadomo. Nie obwiniałabym natomiast Twilight Sparkle i nie doszukiwałabym się czegoś więcej, że zapomniała o tamtym liście. Dostała ich pewnie setki, jeśli nie tysiące. Cozy siłą rzeczy stała się kropelką w tym systemie. Fakt, Księżniczka Przyjaźni poradziła sobie z tym źle - już ta pierwsza wiadomość powinna ją poważnie zaniepokoić i być może spróbować jakiejś większej interwencji. Ale Twilight raczej autentycznie nie ogarnia, że żeby dziecko wysłało jej coś takiego, to musi być mocno zaszczute i prawie nie mieć nikogo. Mogłaby dyskretnie nasłać jakąś opiekę społeczną, by sprawdzili co się dzieje. Albo zapytać Celestii. Cozy w sumie dobrze podsumowała Twilight. Twilight była w życiu niesamowicie uprzywilejowana. Dlatego Twilight nie ma pojęcia o przemocy równieśniczej. Luna pod tym względem wypada lepiej, znacznie lepiej. Ba, myślę, że gdyby Luna dopadła Cozy wcześniej, to może by coś z tego było. Na tym etapie, to myślę, że prędzej mogłyby sobie poradzić Cadance i Celestia, bo po prostu miały w życiu więcej kontaktów z młodzieżą. Nie obwiniam ich zbytnio, że nie dały Cozy kolejnej szansy. Gorzej, że dały ich za dużo Discordowi. A przy tym położenie lagi na czternastolatce (a wcześniej chyba trzynastolatce), to śmiech na sali. Bo odrzuciła 2 rozmowy jak większość małolat z problemami. Inna sprawa, że w tym fanfiku my znamy Cozy, jej prawdziwe pragnienia, potrzeby, perspektywę. I ta Cozy już nie jest tak groźnym mastermindem jak serialowa. Pytanie brzmi jak w tym opowiadaniu przebiegały rzeczy, które pokazano w serialu, bo mimo wszystko... Nie wydaje mi się, że identycznie. Natomiast Tirek był uroczy jako zmyślony przyjaciel. Bo wszystko zaczęło się od tego, że gnębiciele młodej nagle stracili swoją przewagę. Dziwny wybór modela życiowego, ale hej, on przynajmniej jej nie zlewał. Z drugiej strony z nim Cozy w ogóle próbowała się komunikować najbardziej. A nie chociażby z własną matką czy nawet babcią. Bo może jakby to zrobiła, to coś by się zmieniło. Np. wcześniej zostałaby wysłana do innej szkoły, może nawet jakiejś dla pegazów żeby mogła popróbować pegazich rzeczy? Matka też mogłaby chociaż próbować nakłamać, że jej córka jest adoptowana. Czy nawet ona sama jest i jej prawdziwy ojciec był pegazem. Bo jednak dla wszystkich tajemnicą poliszynela było, że Cozy to bękart. To, że Tirek Cozy raczej po prostu wykorzystuje było pewne. Najgorzej, że było mu bardzo łatwo, bo wszyscy zawiedli... Trochę mam nadzieję, że Cozy z tego fanfika dostanie kiedyś kolejną szansę, bo teraz wydaje się dobry moment, by faktycznie coś do niej dotarło. Że nie ma i nie miała nigdy prawdziwych przyjaciół. Może mogłaby ich mieć w Szkole Przyjaźni. Może. Ale czy na jej miejscu uwierzyłabym, że tym razem to naprawdę? Może po paru latach. Czy byłaby szczęśliwa? Może, znajdując to szczęście w czymś innym, niekoniecznie w relacjach z innymi. Cóż, dziecięce przyjaźnie często są fałszywe i kończą się tak sobie. Ale to co spotkało bohaterkę Nadziei? To było grubo ponad normę. Dobrze się to czyta, fajne, serio polecam jeśli chcecie coś nostalgicznego, bez wybuchów i laserów. W czasach, kiedy pisało się fanfiki poświęcone villainom od tej bardziej tragicznej i smutnej strony. Bo ten fanfik to w rzeczywistości dramat obyczajowy o systemie, który zawiódł.
    1 point
  3. Chociaż w twórczości pisanej autorki najczęściej przewija się Twilight Sparkle oraz inne księżniczki, "Nowoczesna lalka", jako odnoga "Twilight Sparkle w nowoczesnej baśni o Księżycu" rzuca nieco światła na postać Starlight Glimmer, co do której można by się spodziewać, że będzie występować znacznie częściej, jako ulubiona postać twórczyni. Oszczędność w jej występach może zatem wydawać się nieco zaskakująca. Jednakże entuzjaści sztuki Niki z pewnością zauważyli, że już od jakiegoś czasu Cozy Glow zapowiadana była na główną bohaterkę nowej historii, postać skrzydlatej klaczki grała już złe piosenki, a także zdobywała kosmos, by ostatecznie wystąpić w kolejnych kawałkach życia, z domieszką przemocy, czyli w środowisku, w którym autorka niejeden już raz sprawdziła się znakomicie. Nowe opowiadanie, "Nadzieja, która błyszczy" - przyjemny i przywodzący na myśl klasyki fandomu tytuł, tak swoją drogą - przybliża nam przeszłość Cozy Glow, opisuje wydarzenia, które ją ukształtowały, a także podejmuje próbę wyjaśnienia dlaczego bardzo krótkie życie bohaterki skończyło się właśnie tak, jak widzieliśmy to w finale dziewiątego sezonu i jakie towarzyszyły temu emocje. Tak, wiem, że została zamieniona w kamień i teoretycznie może zostać odczarowana, ale tak jest dramatyczniej, okej? Przede wszystkim, pewnym novum jest tu narracja pierwszoosobowa. Wszystko, co dzieje się w fabule, obserwujemy oczami Cozy Glow i to jej perspektywę poznajemy. Zabieg ten, wespół z zastosowaniem konspektu w dokumentach Google, pomógł stworzyć wrażenie pamiętnika pisanego przez źrebię w wieku szkolnym - kogoś, kto obserwuje wielki świat, zmaga się z nieprzychylnością środowiska, a kto nie do końca rozumie tak motywy tych kucyków, jak i dlaczego życie toczy się tak, a nie inaczej, nie wspominając już o braku możliwości dokonania zmian. To ostatnie z czasem się zmienia, w miarę jak bohaterka się rozwija, jednakże jak się okaże, Cozy zdołała zmienić bardzo wiele, by ostatecznie wszystko zostało takie samo - puste, nieodwzajemnione, pozbawione nadziei, bez wyjścia. Zważywszy na wiek protagonistki, pomimo tego, że z czasem nieco dorośleje - a przynajmniej takie jest wrażenie po pewnych drobnych zmianach w tym, jak opisuje rzeczywistość - udało się przyprawić całość o domieszkę dziecięcej naiwności, budzącej tak sympatię - jest wiele momentów, gdzie Cozy chce się kibicować - jak i melancholię - kiedy Cozy nieuchronnie spotyka kolejna przykrość - dopełniając klimatu, który nie odstaje zbytnio od poprzednich dzieł autorki. Jest w tym pewna doza rodzinności, przeważnie gorzkiej, utrzymanej w nurcie poszukiwania akceptacji u krewnych - bezskutecznego, swoją drogą - acz nie pozbawionej nadziei - przynajmniej na początku - chociaż przeważnie jest smutno i poważnie, w tekście nie zabraknie mroczniejszych momentów, a także typowo ludzkich problemów, tak bardzo nie pasujących do pastelowego świata magicznych kucyków. To niezmiennie bardzo, ale to bardzo mnie się podoba. Forma generalnie jest solidna; poszczególne sceny są napisane zwięźle, ale nie ubogo, toteż bez problemu idzie wyobrazić sobie kolejne scenerie, interakcje, a także odczuć towarzyszące im emocje. Rozdziały są niedługie (mają 10-12 stron), czyta je się bardzo sprawnie, więc obojętnie czy ktoś preferuje czytać partiami, czy od razu w całości, mimo trudnego nastroju i niekiedy ciężkiej tematyki, tekst zawsze jest lekki w przyswojeniu, prosty w odbiorze, dobrze się go czyta, sprawnie i płynnie. Zdecydowaną przewagą cieszą się opisy, wszystkie oczywiście z perspektywy Cozy Glow, co nie oznacza, że zupełnie zabraknie dialogów. Jest ich trochę i także są zrealizowane dobrze. Postacie odzywają się, wyrażają tak, jak należało się po nich tego spodziewać, w sumie, nierzadko jest w ich dialogach sporo serialowości, nie zabraknie też silniejszych emocji, a kreacje poszczególnych kucyków są solidne, dobrze wypadają. Jak tak teraz o tym myślę, to w tekście przewinęło się całkiem sporo postaci. Dzięki temu zapoznawszy się z całością odczuwa się, że była to obsada urozmaicona, co jest po prostu miłe. Większość z tych postaci zostaje w pamięci, każda pełni jakąś funkcję, każda zostawia po sobie ślad w świadomości protagonistki. Zahaczając o księżniczkę Twilight Sparkle, motyw z listem, który otrzymała od Cozy, a na który odpisała, czego jednak nie pamięta, gdy zostaje o to zapytana, przypomniał mi o jej kreacji z "Nowoczesnej baśni o Księżycu". Mianowicie, gdy tam, mimo swej pozycji, klacz pozostawała niepewna i wolała zbytnio się nie angażować (Na wątpliwość co zrobiłaby w trudnej sytuacji księżniczka, Twilight Sparkle potrzebowała przypomnienia, że przecież to ona jest księżniczką.), wydawała się ładną figurą na prestiżowym stanowisku, która albo nic nie może, albo może, ale nie chce. W "Nadziei, która błyszczy", jest podobnie - ładna figura na prestiżowym stanowisku, która prawi o sile przyjaźni i radzi kucykom, ale nie pamięta o liście Cozy Glow, w którym ta podzieliła się swymi problemami, bo odpisywanie na listy to jej praca i tyle. Nie chce się zbytnio angażować, bo po co? Po prostu mimo korony jej postać nie wydaje się ani zbyt kompetentna, ani zbytnio przejęta indywidualnymi dramatami swych poddanych; kucyków, którzy upatrują w niej kogoś, kto mógłby im pomóc. Takim kucykiem jest tu Cozy Glow. Zapewne jednym z wielu. Duży plus za stworzenie rodziny dla Cozy; co może wydać się pewnym zaskoczeniem, prócz niej wszyscy bez wyjątku są jednorożcami, co, jak się okazuje, ma głębszy sens. W ten sposób bowiem autorka całkiem wiarygodnie zrealizowała w bądź co bądź niedługim tekście wizerunek tej idealnej tylko na obrazku rodziny, która jednak dystansuje się od "gorszego" jej członka, niepasującego do tejże wyidealizowanej wizji, która jednocześnie milczy odnośnie różnych sekretów, których tak Cozy, jak i czytelnik się domyśla, co do których od pewnego momentu ma już pewność, lecz na temat których inne kuce konsekwentnie milczą, aż do ostatniej chwili, gdy z reguły jest już za późno. Podobnie jak w "Nowoczesnej baśni o Księżycu", być może wiele z tych przykrości nie miałoby miejsca, gdyby te postacie usiadły, szczerze porozmawiały i okazały sobie nawzajem nieco empatii. Tak czy inaczej, czuć te napięcie w rodzinie, czuć tę niechęć, czuć, że Cozy nie czuje się wśród nich najlepiej, chociaż nie do końca wie dlaczego. W tym sensie bohaterka startuje jako ktoś zagubiony, kto ponosi winę za nie swoje przewinienia. Jaki wielki kontrast do tej Cozy, którą znamy z serialu. Podobnie wiarygodnie wyszedł brak akceptacji ze strony rówieśników. Są to kolejne trudne fragmenty, nacechowane melancholią, wzbudzające współczucie, a niekiedy brzmiące niczym inspirowane prawdziwymi wydarzeniami, a w których idzie odnaleźć elementy własnej historii, jeśli ktoś cierpiał w dzieciństwie podobne problemy. Rzeczy te, chociaż tak bardzo nie pasują do bajowego, kolorowego świata kucyków, w odróżnieniu od sceny, która pojawia się później (tej na dyskotece), nie wydają się być czymś, co w tym świecie nie miałoby prawa się wydarzyć. Nawet kiedy Cozy Glow zmienia środowisko, kiedy próbuje wziąć sprawy we własne kopytka, zmienić coś, dopasować się, prędzej czy później wszystko idzie nie tak, a ona wraca do punktu wyjścia, w którym jest tą słabą, nielubianą pegazką, odrzuconą przez wszystkich, nie potrafiącą poradzić sobie z życiem, do którego chyba w ogóle nie została przygotowana. Na etapie szkoły z internatem, nadal wzbudza to współczucie. Powiem wręcz, że nawet gdy nieuchronnie wkraczamy w erę Szkoły Przyjaźni, a więc w wydarzenia znane już nam z serialu, jeszcze do pewnego momentu bohaterce chce się życzyć powodzenia, nawet jeżeli robi źle - no bo znając jej przeszłość trudno się dziwić, że usiłuje przestać być ofiarą. W pewnym sensie jest to tragiczne, że ze wszystkich możliwych dróg postanowiła z ofiary stać się oprawczynią; jej motyw wydaje się zrozumiały, w końcu przez całe jej życie lepiej wychodziły kucyki dla niej niedobre, będące jej katem, więc nie dziwota, że w pewnym momencie sama postanowiła spróbować. Lecz znamy jej finał z serialu, więc, o ile nie ma tu napięcia, wiemy już z góry, że w ten sposób nie odniesie sukcesu, toteż nieuchronnie czekamy na koniec, zastanawiając się czy towarzyszyły temu jakieś refleksje. I okazuje się, że owszem. Generalnie Cozy Glow wykreowana w fanfiku jawi się jako postać niejednoznaczna, złożona, taka, którą można analizować z kilku pozycji, jednakże jest jeszcze ktoś, kto w jej historii odgrywa szalenie ważną rolę, a o którym jeszcze nie wspomniałem. Jest to Tirek. Nie chciałbym tu wchodzić w zbytnie spoilery, ale wątek ten był bardzo ciekawy i znakomicie dopełniał opowieść. Myślałem trochę o tym czy nie był to wątek przewodni, ale doszedłem do wniosku, że jednak nie. W każdym razie nie od początku. Tak się go czyta, ale jednak na pierwszym miejscu jest tu jednak Cozy, która usiłuje zostać cesarzową. Jej relacja z Tirekiem, chociaż szalenie ważna i trwająca przez całe opowiadanie, zyskuje na znaczeniu później, kiedy wątek dążenia do tytułu cesarzowej "wypala się", a ten ostaje się jako taka ostatnia nadzieja na coś więcej. Tak to osobiście interpretuję. Ciekawe wydało mnie się pierwsze spotkanie Cozy z mrocznym lordem, miło śledziło się jej research na jego temat, zwłaszcza, że na ówczesnym etapie stał się jej "wymyślonym" towarzyszem, z którym czuła się silniejsza, pewniejsza. To były te cieplejsze momenty, gdzie przewijała się nadzieja na lepsze czasy, na coś więcej, co czeka Cozy Glow, gdy ta przebrnie przez najtrudniejsze. Później, gdy do fabuły na powrót dołącza Tirek z krwi i kości, także jest interesująco. Ich relacja staje się faktyczna i ma w sobie ciekawą dynamikę. Z innych rzeczy - bardzo spodobał mnie się wątek szachowy, historia znaczka Cozy Glow, to, jak ona interpretuje własny talent i gdzie upatruje jego zastosowanie, analogie między postaciami, a także porównania do partii szachów; to były proste, małe rzeczy, szczegóły, które w bardzo satysfakcjonujący, spójny sposób złożyły się w całość, rozszerzając kontekst wokół postaci protagonistki. Cieszą też inne drobne detale, takie jak magiczne artefakty, ich działanie, a także ta kokardka w grzywie czy listy. No, co by nie mówić, Tirek okazał Cozy więcej zainteresowania, niż księżniczka Twilight, kto by pomyślał? W tym wszystkim jest jeszcze jedna postać, która jest tragiczna - matka Cozy Glow. Ta, o której plotkują kucyki, o której wiedzą, że ma kłopot z wiernością, ta, której czynami mimowolnie obarczona zostaje córka, a także ta, która staje w prawdzie za późno. Nie sądzę, by miała jakieś złe intencje, możliwe, że sama była zagubiona. Nieprzygotowana tak do roli matki, jak i konfrontacji z Cozy, gdy ta zboczyła ze ścieżki, zbyt daleko, by zawrócić. Jednocześnie ciekawi mnie jej historia. Muszę też przyznać, że najlepiej czytało mnie się pierwszą połowę fanfika. Były to w pełni oryginalne sceny i wątki, z prezentowanej przeszłości Cozy czerpaliśmy najwięcej, tam też było najwięcej melancholii, smutku, ale i gorzkiej nadziei, to tam kształtowała się ta znana nam Cozy, skazana na porażkę. Rozdział czwarty jeszcze trzyma ten poziom, lecz im bliżej wydarzeń kanonicznych, tym mniej nowości, tym więcej coraz szybszego przeskakiwania między tym, co już znamy z serialu, co początkowo wydaje się streszczeniem tych wydarzeń, zmienia się w pędzącą naprzód relację, której jedynym celem jest dobrnięcie do końca. Końca, który choć wydaje się odrobinę urwany, jest jak dla mnie dobrym zamknięciem historii. Także tekst wprawdzie nie trzymał tego samego poziomu przez całą swą rozpiętość, ostatni, szósty rozdział zdecydowanie wypada słabiej, ale tak czy inaczej uważam, że to bardzo dobre opowiadanie, które całe szczęście, że powstało; pasował mnie ten trudny niekiedy, przejmujący nastrój, a także nieliczne promyki nadziei, dobrze śledziło mnie się losy protagonistki, chociaż większość rzeczy, o których czytałem do najweselszych nie należała, całość została zrealizowana sprawnie, z pomysłem i sercem. Odpowiada mnie zaprezentowana tu wizja przeszłości Cozy Glow, jak również trudności, z jakimi musiała się zmagać, wciągnęła mnie. Ta historia nie mogła mieć szczęśliwego zakończenia, ale myślę, że dla bohaterki była prawdziwa, autentyczna nadzieja. Że owszem, była zaniedbana, ale wiele zależało także od niej i ze swym talentem mogła zrobić coś innego. Może nie byłaby cesarzową, może i tak zabrakłoby u jej boku kogoś, kto odwzajemniłby jej emocje, lecz może znalazłaby szczęście. Szczęście, o którym już wiemy, że próżno było go szukać w podboju Equestrii. Tekst oczywiście polecam. Przyjemnie się przy nim działało, jego treść zapadła mi w pamięć. Jak nieszczególnie przejmowałem się postacią Cozy Glow przedtem, myślę, że po lekturze to się zmieniło. Jest w tej postaci potencjał i Nika okazała się właściwą osobą, by go uwolnić. Nie pozostaje nic innego jak czekać na kolejne opowieści z Cozy w roli głównej
    1 point
Tablica liderów jest ustawiona na Warszawa/GMT+01:00
×
×
  • Utwórz nowe...