-
Posts
1041 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
33
Content Type
Profiles
Forums
Calendar
Posts posted by Talar
-
-
Musze przyznać, że gdy spojrzałem na twoje komentarze do rozdziału 4, to moja "reakcja" była mniej więcej taka: http://www.youtube.com/watch?v=7I7Ue2wX6iQ
A jak spojrzałem na te moje błędy, to aż się za głowę chwyciłem. Już to poprawiam, lecz te wszystkie akapity i resztę technicznej strony postaram się naprawić jak najszybciej.
Scena w ogródku niepotrzebna? W wielu książkach było od groma rozdziałów, które nijak nawiązywały do fabuły. Zresztą, muszę się pochwalić, gdyż sam ją wymyśliłem. Te opisy również. Nie zabrałem ich z żadnej książki, lecz w własnej głowy.
Co do twojej rady, wezmę ją sobie do serca. W dodatku, postanowiłem, że ficka będę pisać o wiele częściej, lecz w mniejszych ilościach. Do tej pory pisałem rzadko i dość dużo, przez co nie chciało mi się sprawdzać tego bełkotu, więc na szybko przed wstawieniem to ogarniałem.
Problem z próbą przekazania za dużo na raz? Sam to zauważyłem. Bierze się to z tego, że w głowie mam kilka zdań opisujących daną sytuacje, lecz podczas pisania kilka z nich mi ucieka, przez co jest, jak jest.
Kilka razy w serialu pamiętam, że FS powiedziała "My Gosh" albo "Oh my goodness" więc postanowiłem to zamieścić, choć muszę przyznać, że chwile się nad tym zastanawiałem. A co do tego olbrzymiego orta, to niestety, ale czasem mam tak, że całkowicie zapominam, jak się piszę dane słowa ze względu na ortografie. Zawsze byłem z tego słaby, a gdyby nie ta podstawowa korekta, to tych byków byłoby o wiele więcej.
-
Ostatnio byłem z mamą w sklepie z kosmetykami, środkami czystości i innymi tego typu atrybutami. Coś jak Rossmann. Tuż przy kasie widniał regał wypełniony kucykami. Jakieś duże figurki do czesania, ich pomniejszego klony, jakieś tam inne gadżety oraz blind bagi. W spokoju wyciągnąłem sobie B.B. i pokazałem go mamie, pytając: "Czy mogę?" Mam się zgodziła, więc postawiłem torebeczkę koło innych zakupów na kasie. W tym czasie podeszła kasjerka, która wcześniej się gdzieś pałętała, lecz nie wiem, czy usłyszała tą rozmowę, czy nie. Normalnie przeskanowała towary, a po zapłacie chwyciłem blind baga i wyszedłem, mówiąc "Do widzenia". W ogóle nie czułem żadnego wstydu ani nic. Tak samo, jakbym wziął sobie jakiegoś batonika. Choć być może to dzięki temu, iż była zemną inna osoba, a w szczególności moja mama. Jednak wydaje mi się, że i bez niej byłbym wstanie całkowicie na luzie zakupić sobie jakąś kucy-zabawkę.
Na prawdę niema się czego wstydzić. Po prostu bierzesz, kładziesz na ladzie, kupujesz i tyle. Odchodzisz zadowolony, ładnie się żegnając, jak to na kulturalnego człowieka przystało. Proste? Jak kurde drut.
-
Ta pierwsza to
Lotos... ekhm Lotus. Pojawiła się kilka razy w serialu.Ty nie mówić!

Druga to jakiś wymysł - przemalowana Pinkie.
To je Carrot Top (bądź inaczej zwana Golden Harvest)
-
- Po pierwsze; nazwałem Cię szmatą - wydukałem, wciąż leżąc na ziemi i jedynie lekko podnosząc głowę - Słyszysz?! "Szmatą"! Powtarzam jeszcze raz, gdyż do tego twojego obumarłego narządu, który śmiesz nazywać mózgiem, dociera wszystko z maksymalnym opóźnieniem. Powtórzę jeszcze raz: "Szmata".
Głowa wbiła mi się w piach i nie miałem siły jej podnieść. Mimo tego, wyglądałem raczej na rozbawionego.
- Po drugie; nie wiem, gdzie ty na mojej twarzy widziałaś jakiś strach. Ja się niczego nie boję. Mogę śmiało stwierdzić, że jesteś jakaś niedorozwinięta emocjonalnie, gdyż uczuć odczytywać nie umiesz. Zresztą, pasowało by to do ciebie...
Miałem już dość. Nie miałem siły mówić, a co dopiero się poruszać. Jednak podniosłem lekko głowę i spojrzałem wpierw na wyrośniętą oponentkę, a następnie na własne, okaleczone ciało. Uważnie przyjrzałem się ranom, po czym wyczarowałem sobie mały flakonik na kształt kolby, wypełniony zielonym płynem. Wyjąłem korek, po czym zawartość wylałem sobie na wyniszczone kopyto. O dziwo, płyn zamiast się rozlać na boki, oplótł całą nogę, tworząc sprężysty, zielony bandaż. Nie wiedząc, co mam począć z butelką, cisnąłem nią w oponenta, lecz z powodu braku siły, szklany przedmiot nie dosięgnął celu. Zbytnio nie przejąłem się tym, a po chwili, przy użyciu wszystkich moich sił, powoli wstałem i pomimo, iż z trudem utrzymywałem równowagę, a moje kopyta chwiały się na boki, ustałem w miejscu. Byłem całkowicie wyczerpany i niezdolny do następnej walki, jednak nie poddałem się. Wyczarowałem sobie strzykawkę wypełnioną fioletową substancją, który wstrzyknąłem sobie w szyje. Po wdrążeniu sobie płyny do krwi, runąłem na brzuch. Udało mi się przytrzymać kopytami ziemi, aby nie upaść całym ciałem. Ciężko dysząc, naglę zwymiotowałem. Przez chwilę jeszcze kaszlałem, wypluwając kwasy żołądkowe, lecz nagle poczułem w sobie przypływ energii. Odzyskałem siły, a ból przestał być już tak dokuczliwy. Podniosłem się na ziemi i przenikliwym wzrokiem spojrzałem na rywalkę.
- A po trzecie; Jesteś smokiem liliputem! Spotkałem w swoim życiu o wiele innych smoków, które pomimo, iż był o wiele większe od Ciebie, w swojej rasie należały do tych najmniejszych. Nie chce Cię smucić, ale ssiesz i to mocno! Jeśli chodzi o magie, to jesteś urodzonym beztalenciem! - zacząłem się powoli zbliżać do przeciwnika - A wiesz, co to potwierdza jeszcze bardziej? Ponieważ dokonując transmutacji, nie jesteś tak odporna na magie, jak normalne smoki. Lecz masz na sobie te wszystkie łuski, a twój pancerz jest nie do przebicia. Sytuacja wydaje się beznadziejna, lecz tylko wydaje.
Wtem wyczarowałem sobie długi miecz, wykonany ze stali, od której odbijało się słoneczne światło. Chwyciłem miecz w swoją metalową rękę. Jednak szpada to nie wszystko, gdyż uzbroiłem się także w masywną, bogato zdobioną tarczę w kształcie odwróconego trójkąta. Była ona koloru czerwono-czarnego, a wszystkie zdobienia lśniły złotem.
- Tarcz mi pomorze, jeśli znowu będziesz chciała opluć mnie ogniem - wypowiedziałem pewnie - Natomiast po co mi miecz? Gdyż za chwilę przede mną, zamiast smoka, będzie stał... DRÓB!!!
Za sprawą rzuconego zaklęcia, Timber zamieniła się naglę w olbrzymia kurę. Owy ptak był takich samych rozmiarów co wcześniejszy smok i pomimo całkowitej świadomości swoich czynów, nie mógł się kontrolować, gdyż po chwili zaczął stukać dziobem o ziemie. Ja, bez zastanowienia, rzuciłem się na zamienionego w kurę przeciwnika, ciachając go mieczem, który przechodził przez ciało zwierzęcia, jak przez masło. Zadałem wiele ciosów, tworząc w wielu miejscach na skórze olbrzymie rozcięcia, z których sączyła się krew. W dodatku, szybkim ruchem odciąłem jej lewe, małe skrzydełko. Po zadaniu kilkunastu szybkich i zręcznych ciosów, odskoczyłem a bok. Stanąłem przez rywalką, która w wyniku zadanych ran osunęła się na ziemie. Jednak nie upłynęło wiele czasu nim zaklęcie przestało działać, a Timber ponownie zmieniła się w bestie. Jednak stare rany zostały, przez co smok, poprzez zadane mu głębokie rany oraz odcięte skrzydło, nie był raczej zdatny do walki. -
We wtorek byłem z mamą na zakupach i wtargnęliśmy m.in. to jakiegoś sklepu ala Rossmann. Koło kasy stała tam półka pełna kucykowych gadżetów. Duże figurki do czesania, mniejsze figurki, blind bagi oraz jakiś inne pierdółki. Oczywiście szybko wepchnąłem swoją brudną, tłustą, po pączkach dłoń do pudełka z blind bagami i wyciągnąłem losową torebeczkę. Oto jej wnętrze:
Ładnie się ona komponuje z inną figurką, którą nabył mój brat już dawno temu. Oto ona, razem z tą moją:
Nie pamiętam, jak się nazywał ten sklep, chyba zacznę do niego chodzić, skoro mają taką bogatą różnorodność kucykowych zabawek. W sumie, to i tak tylko B.B kupuje, ale to chyba jedyny sklep w tym mieście, gdzie mogę to kupić.
-
We wtorek byłem z mamą na zakupach i wtargnęliśmy m.in. to jakiegoś sklepu ala Rossmann. Koło kasy stała tam półka pełna kucykowych gadżetów. Duże figurki do czesania, mniejsze figurki, blind bagi oraz jakiś inne pierdółki. Oczywiście szybko wepchnąłem swoją brudną, tłustą, po pączkach dłoń do pudełka z blind bagami i wyciągnąłem losową torebeczkę. Oto jej wnętrze:
Ładnie się ona komponuje z inną figurką, którą nabył mój brat już dawno temu. Oto ona, razem z tą moją:
W dodatku, w środę przyszedł spóźniony prezent na święta, który otrzymać miał ode mnie mój brat, który wyjechał na studia do Poznania. Wiem, że bardzo chciał ten przedmiot oraz wiem, że teraz to czyta, więc niech go teraz złość zżera!!!
Plus kilka losowych stron:
https://lh5.googleusercontent.com/hvp2tGmyNxuivoUE1JZEDqKwaIrz7t4UWNRpBeE00SY=w1283-h859-no
https://lh3.googleusercontent.com/eFagVZCaTybhvdSpzkUmouMbp0R4imuKNl0gXoQzOu8=w1283-h859-no
Sama książka prezentuje się świetnie. Są w niej dokładnie opisane np. postacie, odcinków, lokacji, teksty piosenek i wiele innych tego typu rzeczy, do których nierzadko pojawiają się dopiski twórców serialu. Owa księga jest bardzo tania, jak na tak solidne wykonanie. Te 50 zł mogę uznać za porządnie zainwestowane pieniądze.
Dopowiem jeszcze, że zamierzałem wstawić zdjęcie swojej gęby koło dzierżonej przeze mnie książki. Jednak niestety, a raczej stety, na każdym z nich wyglądałem: albo jakbym miał chorobę skóry, albo jakbym był upośledzony, albo biedny, albo jak jakaś ludzka abominacja (czyli tak jak zwykle).
-
Kaban
Smoczek w ciemności
-
Dobra, w końcu znalazłem czas, aby odpisać.
Zablokowane komentowanie? Głupi ja zaznaczyłem, że można tylko wyświetlać. Już poprawiam.
Literówek trochę jest. Ok. Podczas pisania tych rozdziałów nie sprawdzałem pisownie i dopiero przed wstawieniem na szybko to przejrzałem, więc pewnie dla tego aż tyle się tego uchowało. W 5 rozdziale powinno już być lepiej, gdyż tam co jakiś czas uważnie (a przynajmniej starałem się być uważny) sprawdzałem tekst.
W liście niema kropek? Eeeee... Sam nie wiem, dlaczego. Na początku z tym listem były małe problemy, gdyż wpierw napisałem to czcionką taką artystyczną, jak na szlachtę przystało. Chyba Edwardian Script w Wordzie. Lecz przy przenoszeniu zorientowałem się, że owej czcionki niema, więc na szybko zmieniłem ją na inną. Już uzupełniam owe kropki. Zmieniający się rozmiar czcionki? Mój błąd. Raz zapewne pisałem na 12, a później ustawiłem 14.
Brak akapitów i innych pierdół postaram się zapamiętać na przyszłość.
Być może owy tekst napisany jest, jak jest, gdyż jedynym moim wsparciem w pisaniu jest moja aktualnie czytana książka, czyli Władca Pierścieni: Powrót Króla. W sumie, to tam też zauważyłem takie bloki tekstu, lecz być może te moje są gorsze. Nawiasem muszę przyznać, że Tolkien, choć mogła to też być winna tłumacza, nie stosował synonimów, i co chwilę można zauważyć jakieś powtarzające się któryś raz słowo.
W dodatku, powiem szczerze, że wielu rzeczy dowiedziałem się w połowie pisania i potem dopiero na szybko poprawiałem teksty. Na przykład nie wiedziałem, że na końcu wypowiedzi nie stawiamy kropki, gdy jest jeszcze do tego jakiś dopisek. Nie wiedziałem także, że przed rozpoczynającym wypowiedź myślnikiem musi być akapit. Teraz już wiem.
Ok, postaram się znaleźć sobie jakiś dobry korektor i wstawiać akapity itd. lecz rodzi się pytanie z mojej strony: Czy mam pozostawić ten tekst takim, jaki jest, czy postarać się go jakoś naprawić? Powiem szczerze, że żadnych chęci do przegrzebywania się w tych wypocinach nie mam, lecz jeśli będzie trzeba, to zrobię to.
A, i jeszcze jedno. Czy dostrzegasz jakieś inne błędy, jak np. zbyt dużo powtórzeń, drętwe wypowiedzi, złe ukazanie charakteru, niedokładne i kwadratowe opisy sytuacji, miejsc, odczuć? Bardziej przykładałem się, żeby właśnie te elementy wyszły poprawnie, więc może też dlatego sama kompozycja oraz wygląd odstraszają?
Wpierw podziękuje Ci za te pozytywne komentarze odnośnie fabuły. Co do tego kawałka, to nie myślałem wcale o tym, jak to wyjaśnić, lecz zawsze można tworzyć własne teorie. Być może właśnie dlatego miała być ta całą wizyta? Bądź wpierw chcieli władować mu te wszystkie pliki do sprawowania władzy oraz zrobić go jak najbardziej kucykowym, a dopiero później zapoznać go z otoczeniem. Teorii jest wiele i żadnej niemożna wykluczyć.
-
Aż tak ich nie lubisz, że określach ich "wieśniackimi"?

Chciałem użyć humorystycznego określenia.
BTW. Dat Slender... Tylko czekałem, żeby coś podobnego ukazało się w MLP. Respekt dla twórców ode mnie.
-
Powiem tak; oczekiwałem miłego oraz przemiłego odcinka... i dostałem go. Oglądało się bardzo przyjemnie, nie powiem. W dodatku, dowiedzieliśmy się kilku ciekawych rzeczy oraz w końcu solidnie poznaliśmy naszą jabłeczną rodzinę.
Ale od początku, czyli od samego celu odcinka. Pinkie jest (niby) kuzynką Applejack! Dla mnie, super sprawa! Fakt bardzo ciekawy oraz pasujący do serialu. Nawet w calu nie wydaje się być naciągany ani jakiś taki niepasujący. Pinkie zawsze była jakaś taka podobno do AJ, więc różowa klacz jako kuzynka pasuje wręcz idealnie. Bardzo mi się spodobał taki obrót spraw. Kolejne miłe zaskoczenie zafundowane przez twórców.
Motyw wyprawy, zarówno lądowej, jak i rzecznej także idzie na plus. Lubię takie przygody, zważywszy, jaka ekipa w nich bierze udział, a tutaj mamy skład wręcz idealny na tego typu wyprawę. Co prawda, można powiedzieć, że byłą ona bardzo przewidywalna, a dokładnie taki sam motyw ten pojawia się w co drugiej bajce, jak nie w każdej. Ale ja powiem tak: I co z tego? Zawsze lubiłem tego typu wyprawy, zwłaszcza rzeczne (spływ w "Ed, Edd i Eddy" to istna legenda). Jestem bardzo usatysfakcjonowany, że w końcu taki motyw zawitał do naszego serialu. W dodatku, klimat owego epizodu przypomina ten z drugiego czy pierwszego sezonu, co jest oczywiście cechą pozytywną.
Kolejnym świetnym elementem odcinka jest wręcz idealne ukazanie rodziny Apple. W końcu mamy odcinek, który głównie opiera się na naszej wieśniackiej rodzinie. Zawsze, te postacie były trzymane tak na boku, nawet jeśli mieli oni dużo związane z fabułą odcinka. Tutaj jednak rodzina AJ ukazana jest w stuprocentowej okazałości, dzięki czemu lepiej poznaliśmy ich charakter oraz zachowanie. W dodatku, w końcu przedstawili oni rodzinę w sposób najbardziej ludziki, jaki może być. Mówię tutaj oczywiście o tych wszystkich głupich kłótniach i sprzeczkach. Chyba każdy się zgodzi, że jest to nieodłączny element podstawowej komórki społecznej. W dodatku, wszyscy chcą zrobić dobre wrażenie na Pinkie, że niby jest to taka kochająca się rodzina. Jestem bardzo zadowolony z udziału rodzinny Epul w tym odcinku. W końcu można ich zaleczyć do ważniejszych postaci w serialu, niż byli dotychczas.
Muszę przyznać, że w 4 sezonie Pinkie wyciska z siebie siódme poty, gdyż jej zachowanie jest jeszcze bardziej randomowe, jeszcze bardziej nieprzewidywalne oraz jeszcze bardziej śmieszne, niż kiedykolwiek, i o ile w poprzednich odcinkach dawała się bardzo pozytywnie we znaki, to to, co wyczyniała w tym odcinku to istna legenda. No można się było kulać ze śmiechu! Pinkie od dawna się tak nie popisała, jak teraz. Niektóre jej cytaty, gesty oraz zachowania w danej sytuacji powinny być zapisane złotymi zgłoskami w jakieś ważnej dla ludzkości księdze. Jej mimika twarzy (nie licząc tego dzióbka na wodospadzie) także powalała. Mogę chociaż wypisać, co rozwaliło mnie najbardziej: Pierwsza scena, w której wyskakuje z pułki, Jenga ze zwojami, jej reakcje w jaskini, przypatrywanie się papierkowi oraz kłótnia na końcu. Jak tak dalej pójdzie, to połowa fanów chyba umrze ze śmiechu, bo Pinkie z odcinka na odcinek robi się coraz bardziej zabawna.
Czas teraz na piosenkę, która pojawiła się już wieku temu w tym rysunkowym spoilerze, i o ile sam filmik oglądałem, to z wyłączonym głosem. Ogólnikowo powiem, że piosenka jest miła w słuchaniu, ale jakaś super fajna nie jest. Odcinek Bats! pochwalił się o wiele lepszym utworem. Jednak piosenka śpiewana przez rodzinę Apple jest chyba drugą najlepszą w tym sezonie, gdyż pieśni CMC oraz Rarity nie umiem jednakowo określić, czy mi się podobają, czy nie. Tak czy siak, piosenka "Apples to the Core" wychodzi raczej na plus, gdyż jest bardzo miła, lecz nie powala; "Raise This Barn" było o niebo lepsze.
Jednak odcinek nie jest idealny oraz dostrzegam w nim nawet sporo wad. Chyba najbardziej rzucającym się w oczy minusem jest to, iż Pinkie po przeczytaniu tego genealogiczne papiórka była cała uradowana, chociaż jej imię było zamazane i niebyła pewna, czy rzeczywiście jest ona kuzynką AJ. Natomiast gdy podobna sytuacja wydarzyła się w domku tej kociary, Pinkie smutna uznała, że pewnie nie jest jej kuzynką. Takie to "fuck logic" moim zdaniem. Mocno zdziwiło mnie zachowanie Applebloom. Zachowywała się ona zupełnie inaczej, niż do tej pory, co jednak wyszło jej na minus. Wolałem ją taką jak kiedyś, gdyż tutaj starała się ona być trochę randomowa niczym Pinkie, lecz w ogóle jej to nie wychodziło. Wiecie, co mnie martwi? W tym sezonie coraz częściej pojawiają się takie momenty, które wręcz nie pasują do bajki dla dzieci. Te wszystkie wrzaski i krzyki po przepłynięciu jaskini, przyklejenie się wiewiórki do drzewa bez możliwości odklejenia, a wszystkie kuce mają ją gdzieś oraz dwukrotne złapanie przez orła zwierzyny... No ja bym nie pokazał takich rzeczy w bajce dla najmłodszych. Drobną wadą jeszcze jest dziwna animacja podczas piosenki. Mówię tutaj o tych dziwnych podskokach wraz z kuriozalnym tańcu podczas refrenu oraz tekturowe podskakiwania Pinkie na bagażach, jakby były one płaską powierzchnią.
Konkludując:
Plusy:
-Odcinek nie dość, iż bardzo miły jest w oglądaniu, to bardzo przypomina on te z sezonu 2 i 1.
-Pinkie najprawdopodobniej jest kuzynką Applejack.
-Bardzo przyjemny motyw wyprawy, dzięki któremu dogłębniej poznaliśmy rodzinę Apple.
-Pinkie w całej swojej okazałości.
-Przyjemna piosenka.
Minusy:
-Sprzeczna reakcja Pinkie na to, co znalazła w książce tej całej Goldie.
-Dziwaczne, oderwane od rzeczywistości zachowanie Applebloom.
-Kilka pomniejszych wad.
Ocena:7/10
Sezon 4, pomimo, iż początkowe odcinki były jakiś takie bez jaja, nadrabia to w mgnieniu oka. Odcinek ten, mimo, iż gorszy od trzech poprzednich, nadal trzyma poziom. Bardzo przyjemnie mi się go oglądało i byłbym bardzo usatysfakcjonowany, gdyby reszta sezony trzymała chociaż ten poziom. Fakt, iż Pinkie może być kuzynką AJ jest ciekawym pomysłem zaserwowanym przez twórców. Bardzo fajny motyw podróży przez drogi i rzeki, który zawsze przyjmuje z otwartymi ramionami. Pinkie to postać, która z odcinka na odcinek staje się coraz bardziej śmieszna oraz komiczna. W 3 sezonie straciła swój urok, lecz teraz całkowicie to nadrobiła. Piosenka jest jaka jest; mogła by być lepsza, ale zła nie jest. Muszę jednak przyznać, że odcinek ten miał nawet sporo wad, lecz aż tak mocno nie wpłynęły one na ocenę końcową.
Teraz tylko czekać na kolejny odcinek, który podobno:
ma być przełomowym momentem w sezonie, a przynajmniej tak słyszałem. Somersby, apple drink beer.
-
3
-
-
Czas, abym to ja wstawił swoje wypociny.
Bardzo ogólnie mówiąc, fick ten będzie o tytułowym projekcie O.J.C.I.E.C. oraz o skutkach owego przedsięwzięcia. Główną bohaterką jest Twilight, lecz reszta mane 6, Celestia oraz kilka innych postaci także odegrają ważną role. Dopowiem jeszcze, iż w owy fick dzieje się w czasach, które w serialu przypadają na sezon 3, czyli Kryształowe Królestwo zostało już odbite, lecz Twilight księżniczką jeszcze nie jest. W dodatku, niektóre postacie w mym tworze związane są z moim innym fickiem, którego jeszcze nie napisałem, więc żeby nie było spamu typu "A skąd Twilght go zna?" albo "A kto to jest?".EDIT. Zdaje sobie sprawę, że owy fick zaczyna się w dość typowy sposób. Pewnie co drugi fanfick się zaczyna od podobnego schematu, ale cóż.
UWAGA.
Poniższe 6 rozdziałów zawiera tyle błędów, że nawet sam autor to dostrzega. Następne rozdziały będą (a przynajmniej postaram się) trzymały odpowiedni poziom. Pierwsze rozdziały są syfiaste, lecz przeczytać dla fabuły można.
Projekt O.J.C.I.E.C.
A teraz kilka kilka ważnych spraw. Jest to dopiero mój pierwszy fick. Bardzo chętnie przyjmę porady typu: "tu mogłeś napisać inaczej", "to jest niepoprawnie napisane" itd. O ile wydaje mi się, że styl jest raczej przyzwoity, to założę się, że narobiłem masę byków i literówek. Od razu powiem, że sprawdzałem to, co pisałem (czasem nawet 2 razy) lecz u mnie pojawia się taki problem, że przy czytaniu zamiast tekstu widzę to, o czym on mówi. Czytam obrazami, a nie literami, więc chętnie przyjmę wszelkie znalezione przez was błędy, lecz żeby nie było, iż ktoś napisze posta, w którym znajdą się tylko literówki.
Wszelkiej maści krytyka mile widziana, byleby była ona na poziomie. Napiszcie, czy wam się podoba, czy też nie, oraz czy styl pisania mam poprawny, bo jest to dla mnie bardzo ważne. Jakby co, to odstęp czasu pomiędzy pierwszym a ostatnim rozdziałem to jakieś pół roku (leń), a moja pisownia zmieniła się na lepsze (chyba). Jeszcze dodam, że nieważne, jakim hejtem mnie obrzucicie, to i tak napiszę do końca tą historie.
Miłego czytania.-
1
-
-
Wszystkie działa Tolkiena oraz Georga R.R. Martina (ten od Gry o Tron).
-
1515
-
We wtorek dostałem spóźniony na święta prezent:
Jak się przypatrzyliście, to zauważycie, że były już przeze mnie używane
Na tych zdjęciach wydają się one o wiele mniejsze, niż w rzeczywistości. Zamiast metalowej "wkładki", czy co to tam jest mam plastikową. Przynajmniej palce mi się nie rozwalą, jak roztrzaskam buta o czyjąś nogę. W podeszwie mam 20 "śrubek", jak to lubię to tak nazywać.
Już od dłuższego czasu chciałem mieć taką armatę nożną. Są świetne oraz idealnie komponują się z moją skórzaną kurtką. Brakuje mi tylko długich włosów, a będę metalem na sto dwa.
A na koniec to: http://www.youtube.com/watch?v=csmfoNEY8F8, czyli Long live dla rocka 'n' rolla, metalu i innej, świetne muzyki! -
Dlaczego nie odpowiadasz na mój post?

Czuje się taki ignorowany...

-
- NIE!!! - wrzasnąłem, sunąc po błocie. Nie udało mi się jednak wyswobodzić z ucisków ognistych lass, przez co "przeszurałem" po błotnistej ziemi spory kawałek. Po dłuższym czasie więzy puściły, a ja od razu przeteleportowałem się na najbliższy, suchy kawałek ziemi. Maź, którą byłem umazany, aż gotowała się od mojej wściekłości.
- TY SZMATO!!! - wrzasnąłem, jednocześnie wskazując wrogą klacz kopytem, z którego sfrunęło nieco błota przy zamachu. Wskazana przeze mnie "szmata" właśnie delikatnie wylądowała na ziemi.
- O nie! Teraz przegięłaś! Nie daruje Cię tego! To, co teraz zrobię zaboli! Oj, zaboli! - w moim głosie słychać było lekkie szaleństwo. Nagle moje prawe kopyto zaczęło pokrywać się stalą. Metal uformował się w olbrzymią rękawicę, wielkości głowy rosłego ogiera. W dodatku, rękawica "posiadała" palce. Każdy z nich wykonany był z osobnych, stalowych segmentów i wydawał się bardzo gruby. W dodatku, stal rozeszła się na całe moje ramie, tworząc wzmacniającą zbroję.
- Tego nauczyło mnie pewne górskie zwierze, żyjące w ośnieżonej wiosce. Rękawica nasiąknięta jest mrozem tamtych krain - zacisnąłem "palce", po czym stanąłem na dwóch nogach. Podniosłem kopyto na wysokość głowy, a rękawica otoczyła się delikatną mgiełką, przez co lekko się oszroniła.
Stałem tak przez chwilę, mocno dysząc, gdy nieoczekiwanie zacząłem szarżować na rywalkę. Wydałem z siebie olbrzymi okrzyk bojowy, przez który klacz zamarła w miejscu. Przerażona stała, wpatrując się w zbliżającego się ku niej ogiera. Pomimo, iż używałem jedynie dwóch nóg, biegłem w niewyobrażalnie szybkim tempie. W końcu, gdy byłem wystarczająco blisko, nagle zniknąłem. Puf... I niema mnie. Timber, pomimo iż zamknęła oczy, zorientowała się, że zniknąłem. Wpatrywała się przez sekundę na miejsce, w którym przed chwilą jeszcze byłem, gdy nagle zdała sobie z czegoś sprawę. Poczuła lekki chłód na plecach. Gwałtownie się odwróciła, czego pożałowała, gdyż wykonując mocny zamach, z całej siły zdzieliłem ją w szczękę. Siłą zamachu byłą tak silna, że aż ja sam poderwałem się na jakieś pół metra w górę. Jednak uderzenie było tak silne, a sprzyjający mu dźwięk tak nieprzyjemny, że aż trudno sobie to wyobrazić. Klacz wybiło na jakieś 20 metrów w górę. Uderzenie było tak masakryczne, że klacz wzbiła się na tą wysokość w mniej niż pół sekundy. Zresztą, w jeszcze krótszym czasie, spadała z hukiem na ziemie. Mocno "plasnęła" o podłoże, jakby ktoś rzucił naleśnikiem. W dodatku, spadła na brzuch. Miała pękniecie w czaszce oraz kilka innych ran czy deformacji twarzy, a z jej ust spływała krew. Ja natomiast, pomimo iż w ogóle się nie ruszałem, stałem tuż koło leżącej klaczy, gdyż spadła ona dokładnie w to samo miejsce, na którym stała. Mocno dyszałem, lecz po chwili uspokoiłem się. Rozluźniłem kończyny, oddech wrócił do normy, a humor całkowicie mi się poprawił.
- No, teraz lepiej. Ten cios mocno mnie "zrelaksował". Obiecuje, że nie będę już tak krwawy i brutalnych, jak teraz. Ale rękawice sobie zachowam. Tak na wszelki wypadek - przemówiłem. Coś leżącego na zmieni przykuło moją uwagę. Schyliłem się i podniosłem mały, biały przedmiot.
- No popatrz. Twój ząb! Pewnie jeden z wielu, które posypały się przy uderzeniu. Trudno, sprawisz sobie nowe - po czym upuściłem ząb na ziemie i z trzaskiem go rozdeptałem.
-
Tutaj też nie jest idealnie, lecz baw się dobrze na forum. Niech mądrość oraz własne, szczere zdanie oświetla twą drogę podczas pisania coraz to nowszych postów.
Unikaj tylko działów z fanfickami (własnoręczne powieści bronies) z kategorii + 18 (zwłaszcza te pornograficzne) a wyrosną z Ciebie ludzie. Żart, ale na serio, nie wchodź tam.
Wyglądasz na osobę dość ogarniętą, więc czerpanie przyjemności z tego forum stoi otworem dla Ciebie.
Powodzenia
EDIT. Masz plusa za słuchanie metalu. Pytanie; nosisz "glony" oraz wolisz taki metal, jak np. Metallicka bądź Megadeth czy wolisz bardziej ostrzejsze brzmienie, jak Slayer oraz Pantera? A może słuchasz jeszcze hard rocka np. Led Zeppelin?
-
Przejrzałem sobie i powiem, że numer oglądało się przyjemnie, więc:

W szczególności spodobał mi się artykuł, czy co to tam jest, o "Mitologii Fandomu", jednak zauważam tam parę błędów.
"Rainbow Dash mieszka w Cloudsdale".
Według mnie, jest to prawda, gdyż jej dom (który ukazany był co najmniej 2 razy) mocno różnił się od reszty mieszkań. Charakterystyczne dla podniebnego miasta kolumny oraz dominacja niebieskiego koloru. W dodatku, w odcinku "The Return to the Harmony" Flattershy szukała jej w oknie jednego z domów Claudsdale. A takie rzeczy, jak Pinkie, która idzie zaprosić RD na imprezę, to po prostu niedociągnięcia.
"Kucyki nie zabijają".
Tu się zgodzę z autorem, że jakaś walka itd. musi tam być, lecz dwa przykłady są, według mnie, błędne. Świnie na farmie... I tutaj pojawia się olbrzymi problem. Twórcy, projektując te świnie mieli całkowicie w nosie, co się z nimi dalej dzieje. Autorzy chcą po prostu oddać wygląd farmy. Te wszystkie pomysły, że Breaburn ma skórzaną kurtkę itd. to tylko takie dumania fanów. Twórcy po prostu wpierniczają to do serialu, bez zbędnego zastanawiania się, skąd się ten przedmiot wziął itd. On po prostu jest... wykreowany... przez grafików. Gdyby to był jakiś film o życiu po jakimś armagedonie, to bym się nie czepiał, lecz to jest świat bajkowy. Twórcy nie zwracają uwagi na takie pierdółki. Zwłaszcza, że większość wymienionych przez autora tego artykułu przykładów pochodzą z pierwszego sezonu, w którym bajeczka ta byłą jeszcze "dla dzieci". Co do szybki w chlebie... również to samo! Twórcy ją umieścili bez żadnego rozmyślania typu "Ale czy wtedy kucyki nie będą zabijać innych zwierząt?". Twórcy bajek po prostu mają to gdzieś.
Nie warto zwracać uwagi na takie rzeczy w bajkach, gdyż w nich ciąg przyczynowo-skutkowy wcale nie musi istnieć. Mam nadzieje, że napisałem to w odpowiedni sposób oraz że zrozumieliście, o co mi chodzi.
Ale nie licząc tego, gazetka spoko.
-
1240
-
Dla mnie, to twórcy podzielą ten sezon na dwie części.
Pierwsza, znacznie większa nie będzie wiązać się z Twilight oraz z jej nowym tytułem. Po prosty są to takie same odcinki, jak w poprzednich sezonach, lecz Twilight uzbrojona jest w skrzydełka. Wolelibyście oglądać odcinek, w którym Rarity zwiedza Manehattan i ma tam wiele przygód, czy odcinek, w której Rarity wyjeżdża do Manehattana, lecz przez cały czas ktoś kłania się jej fioletowej przyjaciółce? Odpowiedź jest chyba oczywista. Owszem, trochę sprzecza się to z logiką, lecz po co poświęcać połowę odcinka na jakieś pokłony itd. Natomiast w drugiej, o wiele mniejszej części odcinki będą skupiać się głównie na Twilight, która będzie odgrywać swoją rolę jako Księżniczka.
Dzięki temu schematowi wszyscy będą zadowoleni. Zresztą, wizyta Rarity w tej metropolii wcale nie obejmowała tylko tego, co mamy ukazane w odcinku. Być może Twilight na samym początku ogłosiła, że tam jedzie i żeby wszyscy ją olewali, bo tak chce.
Zresztą, gdyby twórcy dopilnowali, żeby wszystko było logiczne itd. to połowa odcinków wylądowała by w koszu, a druga połowa, po przepuszczeniu przez magiel, wyglądałaby o wiele inaczej. To w końcu bajka dla dzieci. Nie można doszukiwać się jakiś małych dziur fabularnych.
-
1
-
-
O tak! Odcinek o Rarity. Nie ukryję faktu, iż wyczekiwałem go z niecierpliwością. W końcu jestem olbrzymim fanem naszego przepięknego jednorożca, a każdy odcinek poświęcony owej postaci przyjmuje z otartymi ramionami. Zważywszy, że ostatnio odcinek poświęcony Rarity to... motylka noga! "Sweet and Elite", który ujrzał światło dzienne dnia 3 grudnia 2011 roku, czyli ponad 2 lata temu. Tyle czasu czekać na odcinek poświęcony jednej z głównych postaci... Jednak nie jestem ani trochę zawiedziony, gdyż ten epizod to wręcz arcydzieło.
Wpierw zacznę oczywiście od samej Rarity. No każdy fan tej postaci, po obejrzeniu tego odcinka czuł się jak po dobrym obiedzie. 100% satysfakcja gwarantowana. Rarity wypadła najlepiej, jak mogła i nie chodzi mi tylko o jej krzyki, rozpaczanie i inne, lecz ta postać sama w sobie jest świetna. Jej normalne zachowanie, jej styl mowy oraz głos to po prostu dary zesłane z nieba. Nawet, gdy ta postać stoi nieruchomo i nic nie robi, to i tak prezentuje się niesamowicie. A dodajmy do tego jej ataki rozpaczy, zmieniony ton głosu, jej ruchy oraz wiele innych rzeczy, a otrzymamy niemal bombę wypełnioną po brzegi spektakularnością. Po prosty żyć, nie umierać! Już sama postać dodaje odcinkowi olbrzymiego plusa, a to przecież dopiero czubek tej niesamowicie-epickiej góry lodowej.
Zresztą, od razu napiszę, jakie momenty z Rarity (oprócz tych, gdzie w ogóle pojawia się ta postać) były świetne. Zignorowanie wygłupów Pinkie na samym początku, gdzie Rarcia prezentowała reszcie koleżanek bilety było komiczne. Co prawda, w porównaniu do następnych momentów, ta scena to taka drobnostka, lecz i tak nasz biały jednorożec wyszedł z niej świetnie. Podczas piosenki to już w ogóle było mistrzostwo. Te ruchy... te wyrazy twarzy... ten głos... te pościgi... te wybuchy... Po prostu:

Wołanie taksówki w stylu panicznego wydarcia się na cały głos także idzie na plus. Uświadomienie sobie, że zapomniało się o tak ważnym elemencie, jak stroje oraz panika z tym związana to także element, którego pominąć niemożna. Ubaw po pachy. Gdy Rarity weszła całą zapłakana i wstrząśnięta do pokoju, w którym reszta mene 6 kulała się ze śmiechu oraz to, co Rarcia tam wyprawiała było szczytem... szczytem zajedwabistości! Moment tak świetnie zrobiony, że aż trudno to opisać słowami, więc opisze go obrazkiem:
Moment, w którym znerwicowaną Rarity trafia szlag, kiedy reszta jej przyjaciółek "nie chce" jej pomagać także był niczego sobie, lecz było trochę zbyt... przesadzone? Zapewne powodem tego są nerwy oraz kolejne niby "zdrady" przyjaciół. Wpierw ta cała Suri, a teraz mane 6.
Warta uwagi jest także nowa miejscówka, w której rozgrywa się odcinek: Manehattan! Uł jea, bejbe! W końcu jakieś większe zapoznanie się z resztą Equestrii. Już fakt jest miły, a co dopiero jego wykonanie. Natomiast samo miasto prezentuje się wręcz fenomenalnie. Kucykowa statua wolności, jakieś tam wieżowce, szyldy, bilbordy, legendarny most, statki, taksówki, miejska szlachta, budowle i inne cuda na kiju. Twórcy wykreowali owe miasto z największą pieczołowitością. Zadbali nawet o najmniejsze szczegóły. Bez dwóch zdań, Manehattan to świetnie wykonane miejsce, które wprost pasuje do takiej postaci, jak właśnie jest Rarity.
Teraz czas na coś, bez czego nie mógł obejść się odcinek o Rarity, czyli piosenka. Powiem jednak, że jakoś ten utwór mnie nie poderwał. Być może to dlatego, że opinia o większości muzyk z tego serialu formuje się u mnie gdzieś po tygodniu... Nie wiem, dlaczego. Z Bats! miałem podobnie, bo dopiero po 5 dniach zaczęła mi się ta piosenka bardziej podobać, a niżeli na początku. Co do "Generosity", to jak na razie jest ona po prosty średnia. Ani zła, ani jakoś super-fajna. Tekst jest dziwny, gdyż nagle Rarity zaczęła sypać diamentami (które swoją drogą zastąpiły monety; czyżby zamiana walut?) ale w końcu, to był jej element harmonii. Tak czy siak, jak na razie piosenka jest raczej średnia, ale z czasem się to pewnie zmieni. W końcu, tylko krowa nie zmienia zdania

Może teraz trochę o postaciach opowiem. Na pierwszy ogień idzie Suri Polomare. Kobita była dość wkurzająca, lecz nie aż tak, żebym jakoś mocno ją nie lubił. Zresztą, dobrze odgrywała swą role. Gdy na nią popatrzę, to w ogóle nie wygląda na kogoś, kto byłby "zły", więc wyglądaj jest trochę mylący. A, i ma fajną grzywę. Następna w kolejce jest Prim Hemline, czyli ta cała sławna stylistka czy kto to tam jest. Powiem tylko, że jestem do niej nastawiony całkowicie obojętnie. Nic więcej. Postać, która bardzo dobrze przyjęła się w fandomie jest Coco Pommel. Co prawda, była miła, lecz jakoś na mnie nie wywarła wrażenia. Dobrze odgrywała swoją rolę, to na pewno. Smuci mnie trochę fakt, że zapewne już pojawiły się jakieś clop-arty związane z nią oraz z Suri, bo przecież ona jest jest asystentką, czy kimś tam innym. Trochę to smutne, że tak delikatnej postaci będą powstawały obrazki o takiej tematyce, ale co zrobić.
Tak czy siak, to są oficjalne postacie, które miały czelność pojawić się w tym epizodzie, lecz nie one wywarły na mnie największe wrażenie. O nie! Jeśli chodzi o takie "inne" postaci, to ten przemiły kierowca taksówki, hotelowy "boy" oraz ta recepcjonistka; to są prawdziwe postacie! Tych dwóch ogierów polubiłem głównie za to, że byli bardzo pomocni i mili, natomiast ta sekretarka... No świetna postać. Nie dość, że miała wręcz idealny głos, a jego tonacja także nie pozostawała w tyle, to jej zachowanie zasługuje na pochwałę. Całkowite olewanie paniki Rarity wychodziło jej epicko. Jej bardzo miłe zachwycanie się sukniami naszej bohaterki także mi się spodobało, a jej gumowe ucho podczas przeprosin także wywołało uśmiech na mych ustach. Nawet z wyglądy bardzo mi się spodobała. Ogółem strasznie rozbawiła mnie ta postać. Szkoda, że nawet nie wiemy, jak się nazywa :(
Następnym plusem jest scena, w której Rarity przechadza się smutna po mieście podczas chlupoczącego deszczu. Bardzo mi się ten fragment spodobał. W sumie, to taki motyw zawsze był mi obojętny, lecz tutaj wyszedł on bardzo fajnie. Pasował zarówno do postaci, jak i sytuacji. W dodatku, te jej mokre włosy... Raczej nigdy nie byłem jakiś takim dużym fanem wersji wet, lecz tutaj wyszła ona wręcz rewelacyjnie. O ile taki aspekt nie oznacza czegoś w stylu "Jestem mokra, więc gorąca", bądź "Nie tylko włosy mam mokre" czy inne tego typu świństwa, to jest ok. Jak mokre włosy oznaczaj smutek bądź cokolwiek innego - jest ok; jak oznaczają one np. pożądanie - jest źle... bardzo źle.
Czas na pomniejsze zalety tego odcinka. Podczas wyrabiania sukni, RD używa fajnej maszynki do tego. Krosno, o ile się nie mylę. Spodobało mi się wstawienie takiego reliktu sprzed epoki. Sukienki Rarity, zarówno te pierwsze, jak i drugie, wyglądały bardzo ciekawie. Te pierwsze, ukradzione przed Suri były zrobione bardzo ładną grafiką; twórcy się postarali. Natomiast te "hotelowe" były bardzo oryginalne i w sumie nie dziwie się, że publiczności się one tak spodobały. Sam uważam, że użyto do ich produkcji nie lada wyobraźni oraz sprawnych
rąkkopyt. Na pytanie Rarity "Jak wam się w ogóle udało to przeboleć? " (mowa o przymusowym wyrabianiu sukni w łagrach) Applejack odpowiada "Taa, byłaś dość podła" i to z tak perfidnym uśmiechem, że głowa mała, Nawet Rainbow Dash zwraca jej uwagę. A skoro przy RD jesteśmy, to na plus idzie to, że w ogóle mnie nie denerwowała w tym odcinku, a nawet dość przyjemnie się ja oglądało, co graniczy z cudem. Koleś z Grumpy Catem jako CM to także bardzo fajna sprawa. Jak najbardziej przyjmuje takie "oczko" dla broniaków. Na koniec jeszcze dodam, że ponownie widzimy nasz wspólny pamiętnik. Może to i dobrze. W końcu, listów już raczej nie będzie, a taka książeczka skutecznie ją zastępuje.Na prawie sam koniec morał. "Nic nie zdaje się gorsze od wykorzystywania hojnej natury swoich przyjaciół". Jak najbardziej się zgodzę. W ogóle, wykorzystywanie kogoś to jest coś wstrętnego, a w taki sposób, to już w ogóle szczyt. Niestety, ale mam w klasie paru takich typów, dla których prawie wszystkie morały są obce. Założę się, że bez wahania wykorzystali by kogoś milszego. Morał jak najbardziej na plus. Szkoda, że nie przemówi on do reszty świata...
Swoje wywody zakończę tym tajemniczym podarkiem od Coco. Trochę będę nawiązywać do przyszłości 4 sezonu, więc wszystko loduje w:
Po pierwsze, szpulka ma kolor tęczowy, a niby zapowiadają coś takiego: http://1.bp.blogspot.com/-5HTaNPJz61E/UsBI2fjx56I/AAAAAAAAAN0/ZrwZzBIUqTw/s1600/1517697_777274545623318_424571899_n.png Zresztą, zauważcie, że owa nić została usadowiona koło 6 innych nitek. Ich kolory to: fioletowy, żółty, pomarańczowy, biały, niebieski oraz różowy. Dokładnie takie, jakie naszych głównych bohaterek. W dodatku, jeden z następnych odcinków nazywa się "Rainbow Fals" (Tęczowe Wodospady). Kolor szpulki się zgadza, oraz ta dziwna transformacja kuców. A co najważniejsze: nie wiem, czy jest to prawda, ale ten odcinek ma być takim przełomowym epizodem, który ma dużo wnieść do głównej fabuły sezonu. Ta szpulka jest zapewne bardzo ważnym elementem fabularnym. Pytanie tylko, skąd ma ją Coco? Być może jest ona kimś o wiele ważniejszym, niż się wydaje? Może została wynajęta przez kogoś innego? Może tak naprawdę nie jest ona osobą, lecz jakimś ucieleśnieniem? Zresztą: skrzynka, duch w zamku, prawdziwa Daring Do i inne postacie, Igrzyska, tajemniczy komiks z tajemniczego sklepu, ząb FS oraz ta szpulka... Oj, coś tu jest grubymi nićmi szyte
. Mamy wiele kawałków puzzli, lecz nie wiemy, jak je dopasować oraz jaki obrazek przedstawiają. Sezon robi się coraz bardziej tajemniczy... A jednocześnie, coraz lepszy. Wyczekuję odpowiedzi na te pytania w następnych odcinkach.A teraz krótkie podsumowanie:
Plusy:
-Pierwszy od naprawdę dawna odcinek o Rarity.
-Rarity oraz to, jak epicko w nim wyszła.
-Olbrzymia ilość tak zajedwabistych momentów z Rarcią, że zasługuje to na osobny plus.
-Manehattan i wszystkie "atrakcje" tej metropolii.
-Recepcjonistka wraz z kilkoma innych postaci.
-Spacer w deszczu.
-Wiele pomniejszych scen, które urywają tyłek.
-Bardzo mądry morał.
-Tajemnicza szpulka.
Nie znalazłem w tym odcinku minusów.
Ocena: 9/10
Odcinek prześwietny. Strasznie mi się spodobał. Na początku bałem się, że Dave Polski go zrąbie, lecz epizod to istne dzieło sztuki. Rarity to największy plus tego odcinka. Jej zachowanie to po prostu magia, którą trudno opisać słowami. Byłem na "rarciowym" głodzie, a ten epizod całkowicie mi go zaspokoił. Te jej szlochania, ta panika, te gesty... Ah.... Idzie zwariować ze szczęści. Piosenka raczej była średnia, a szkoda, bo gdyby bardziej mi się spodobała, to było by 9.5/10, czyli ocena niezmiernie wysoka. Samo miasto Manehattan to istna kraina szczęścia, w której spełniają się marzenia, a przynajmniej marzenie zobaczenia świetnego odcinka ze świetną postacią. Motyw ze spacerowaniem ze spuszczoną głową w deszczowy dzień pasował idealnie. Morał mądry i warty zapamiętania. W dodatku, ta całą tajemnicza nitka to kolejna zagadka dla nas. Nic, tylko się cieszyć i czekać na więcej.
Odcinek naprawdę niesamowity. W dodatku, utrzymuje on klimat 2 sezonu. Oby tak dalej. Jeśli S4 będzie utrzymywać taki klimat, to dokona się chyba 8 cud świata. Pokłony dla twórców za ten świetny odcinek i oby tak dalej.
A na koniec, dla fanów Rarity:

-
4
-
-
Tak w ramach ciekawostki: http://allegro.pl/my-little-pony-equesteria-girls-4-lalki-promocja-i3833718006.html
Łał. Wiedziałam, że gdzieśtam w świecie na pewno istnieją podróby, ale te pobiły wszystkie dotychczasowe (głównie japońskich figurek), jakie widziałam.

Nie dość, że same lalki wyglądają raczej tragicznie, to koleś, który to sprzedaje ma ku*** łeb jak sklep. Idealnie nieprzypisane imiona, "laleki", figurki w nieswoich opakowaniach...
Dosłownie kupa śmiechu, z przewagą kupy...
-
Po oberwaniu kulami ognia, wciąż stałem jak wcześniej, nawet o krok się nie cofając. Jednak już nie byłem zielono-przezroczysty. "Moja tarcza zadziałała, lecz spodziewałem się silniejszego zaklęcia, więc mogę powiedzieć, że lekką ją zużyłem. Oparzenia wyglądają na poważne, lecz czuje się tak, jakbym przyłożył kopyto do pieca." Lekko zbliżyłem się do rywalki. "Heh... Wyglądasz teraz, jak jakaś kucykowa pochodnia. Ten cały "napój", który wypiłaś, to tak naprawdę krew pewnego ducha, opiekuna ognia. Teraz ten płyn płynie w twoich żyłach. Masz gorącą krew, moja droga. O tak... bardzo gorącą krew. Ja jednak z natury jestem zimnokrwisty i chyba podzielę się z tobą tym uczuciem. Czas trochę ostygnąć, moja droga!" W miejscu, w którym stała Timber powstała sporych rozmiarów kałuża wody. Ciesz mocno się pieniła oraz bulgotała. Gdy klacz tylko spostrzegła, w czym stoi, odruchowo odbiegła na bok. "Nie tak prędko!" powiedziałem, po czym w miejscu, na którym wcześniej stała pojawiła się duża litera "X", od której odchodziła do klaczy przerywana linia. Timber, chyba nie wiedząc, co ma zrobić, zaczęła uciekać jak najdalej od kałuży. Przerywana linia wciąż podążała za nią. Na ten widok zacząłem się śmiać. "He he he... Wiesz, jak komicznie to wygląda? HAH Zresztą, myślisz, że coś ci to w ogóle da?" Klacz jednak wciąż uciekała, a linia podążała za nią. W końcu dostrzegłem, że woda już mocno się "zagotowała", więc postanowiłem zakończyć całą tą dziecinadę. Timber, pomimo iż była mocno oddalona kałuży, dosłownie w mgnieniu oka przeniosła się na miejsce oznaczone "X-em". Nie zdążyła jednak cokolwiek zrobić, gdyż rozlana woda naglę wystrzeliła w górę, porywając ze sobą klacz. Olbrzymi, lodowaty gejzer wybił ją na odległość jakiś 10 metrów, po czym rozlał się na boki, a sama klacz spadła na ziemie, a odgłos temu towarzyszący przypominał, jakby ktoś uderzył surowy kotlet plastykową deską. Tak nagłe uderzenie tak zimną substancją musiał być szokiem dla osoby, która zwykle ma kontakt z ogniem. Zresztą, upadek z tak wysokiej wysokości musiał także być dość bolesny. Timber leżała plackiem na mokrej ziemi. Już nie płonęła; całkowicie zgasła. W dodatku, całą dygotała i trzęsła się z zimna.
-
"He? Co do jasnej... Powiem szczerze, że tego się nie spodziewałem. Jednak jeśli mam się bać, to wychodzi Ci to dość dobrze". Spoglądałem zdziwiony na otaczające mnie płomienie, co jakiś czas dotykałem je kopytem. "Fascynujące... Brawo, zaskoczyłaś mnie, koleżanko" - klasnąłem parę razy - "Bardzo mnie zaskoczyłaś. Jednak spodziewam się, że teraz użyjesz czegoś, co ma zamiar zgnieść mnie jak robaka. Jednak wpierw odwdzięczę się Tobie. Zobaczmy, co Czarodziej Talar ma schowane w swoim magicznym rękawie!". Wyciągnąłem zza pazuchy buteleczkę z czerwony płynem. "To, moja droga, jest płynny ogień". Po jego wypiciu na stałe zyskasz kilka nowych umiejętności związane z ogniem. Oprócz tworzenia latających, płonących feniksów zrodzonych z ognia oraz zrzucania z niebios potężnych kolumn ognia będziesz potrafiła także tworzyć rozgrzane do białości błyskawicę, których potęga jest w stanie zrównać z ziemią największe budowle! W dodatku, rzucanie ognistych zaklęć będzie oddziaływać na Ciebie, niczym zastrzyk adrenaliny. Mocno wytężysz swój umysł, dzięki czemu o wiele szybciej i łatwiej będziesz w stanie podejmować trudne decyzje, twoje zmysły się wyostrzą, a sprawnością fizyczną dorównasz największym atletą. Efekt krótkotrwały, lecz im więcej zaklęć rzucisz, tym będzie on większy. Nie przypal się tylko." Rzuciłem butelką, która wbiła się w piach. "Dobra, ty mnie wyleczyłaś, lecz teraz szykujesz coś potężnego. Ja ofiarowuje Ci tą buteleczkę, lecz nie pozwolę sobie, aby mnie bałamucono na lewo i prawo." Pod wpływem rzuconego przeze mnie zaklęcia, moje ciało stało się zielono-przezroczyste. "Moc wymarłych duchów daje mi prawie całkowitą odporność na magię i zaklęcia, czego niestety nie mogę powiedzieć o ochronie fizycznej. Rzucaj czym chcesz, ja poczuje tylko cząstkę czego poczuć miałem!"

Projekt O.J.C.I.E.C. [NZ][Adventure][Political]
in Archiwum fanfików
Posted · Edited by Talar
Trochę się naczekasz, gdyż z braku czasu pisanie będzie iść jak krew z pupy... Jednak od 29 stycznia mam ferie, podczas których postaram się codziennie nawalać grubymi ścianami tekstu. Jednak cierpliwości, gdyż jeszcze dzisiaj postaram się poprawić ten 4 rozdział, a następnie w całości dodam te akapity itd. Być może już jutro zacznę pisać kolejny rozdział.
Jeszcze jedna sprawa. Byłbym wdzięczny, gdyś mógł przejrzeć te 3 pierwsze rozdziały jeszcze raz i wyszukać mi błędów, aby łatwiej i szybciej by mi się je poprawiało. Taka prośba
EDIT
Ok, pierwszy rozdział trochę przemieliłem, dodając akapity, wyjustowałem oraz dodałem kilka drobiazgów. Problem jednak z tym, że niektóre akapity są w różnych odległościach. Zwalam winę na justowanie, lecz zapewne to ja coś robię źle, że wciskając spacje, ona wywala mnie o 4 pola, zamiast normalnie o 1. Jak znam zresztą życie, to istnieje jakaś prosta opcja, która sama tworzy akapity...
Tak czy siak, pierwszy rozdział naprawiony, jutro może zabiorę się za drugi.
EDIT x2
Wszystkie 5 rozdziałów przeszło przez magiel. Jutro zajmę się pisaniem szóstego. Mam nadzieje, że w pełni sprawny ukaże się on jak najszybciej.