-
Posts
1041 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
33
Content Type
Profiles
Forums
Calendar
Posts posted by Talar
-
-
BTW Fish
Co ty chcesz udowodnić, że ten odcinek nie zasługuje na 10/10? Jeśli ta ankieta utworzona w nowym temacie ukarze, że najbardziej lubiany jest inny odcinek to co? Wygrasz iPoda? Każdy ma swój system wartości i jednego całkowicie usatysfakcjonuje kucykowy wampir oraz trochę humoru. Nie wszyscy są tak wymagający. Każdy myśli o tym co chce, ocenia jak chce i niemożna mieć pretensji do tego, jaką skale ocen ma ktoś inny. Robisz teraz z igły widły. Przejmujesz się byle czym; ochłoń trochę. Zresztą, to jest takie amatorskie ocenianie i jeśli odcinek dostał 10/10 to po prostu dal kogoś jest dobry i tyle. Raz widziałem, że koleś napisał: "Odcinek raczej średni. 9/10", więc "Deal Witch It".
Sorry za offtop
-
4
-
-
Jak widać, odcinek mocno zadowolił większą część fanów. Odcinek był dobry, nawet bardzo i niezmierni się z tego powodu ciesze. Gdyby reszta odcinków była na tak wysokim poziomie, to S4 uznałbym za bardzo udany. Lecz nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość. Epizod był śmieszny, ciekawy i zawierał w sobie wiele pomniejszych zalet, jak chociażby piosenka.Ale od początku. Największym atutem tego odcinka bez dwóch zdań była nasza Flutterbat. O tak! Kolejny pomysł, który otworzył kolejną szufladę w fandomie, dającą nam ogrom nowych artów, ficków, pomysłów, muzyk i bóg jeden wie, co jeszcze. Spam Flutterbat is coming... Czy mi się to spodobało? Może nie jest on tak wystrzałowy, lecz jak najbardziej zły nie jest. Z wyglądu przyczepić się nie mogę; wykonali ją tak, jak wyglądać powinna. Fandom już w sumie wykreował sobie design tych całych "Batponies", lecz ciesze się, że nie pojawił się jakiś taki tekst typu "Patrzcie! Ona się zmieniła w Batponies'a". W sumie, to nawet słowem nie wspomnieli o czymś takim, jak inna rasa kucyków. I wiedzie co? Tak jest najlepiej. Tworzenie nowej rasy byłoby zbyt dużym wyczynem, zrobionym dla bronies. Ciesze się, że pozostali przy zmianie kucyka w wampira. Ale wracając do FS, to sam pomysł, aby zamienić jedną z naszych bohaterek w nietoperza jest dość ciekawy; ani zbyt naciągany, ani zbyt kiczowaty. Ja przynajmniej narzekać nie mogę, zwłaszcza, że padło akurat na nią. W zasadzie, to wczoraj był Flutterhulk, dzisiaj Flutterbat, a jutro co? Flutterghost? Flutterspirit? Flutterknight? A może Flutterdragon, który niby miał się kiedyś tam pojawić. Tak czy owak, pomysł fajny, lecz zostawcie tą naszą FS już w spokoju, bo mutuje z odcinka na odcinek. Może zamieńcie raz Rainbow Dash w bezmózgiego zombie, chociaż ten narząd i tak chyba u niej zanika. Dobra, ale do rzeczy. Sposób, w jaki została przemieniona był dość... dziwny i opiszę go potem. Sposób jej złapania: ok, lecz mam kilka pytań. Przeca wampiry nie widzą swojego odbicia w lustrze? Oraz co to za odwampirzające zaklęcie, które wytrzasnęła Twilight? Na koniec tylko walnę ciekawostką: po przemianie FS w uskrzydlonego ssaka dokonał się jakiś kurde cud, gdyż jej znaczek także uległ zmianie; zamiast trzech różowych motylków mam trzy różowe nietoperze. Taka fajna ciekawostka, dzięki której transformacja FS w tym odcinku spodobała mi się jeszcze bardziej.A, i jeszcze jedno. Ten jej ząbek na koniec. Być może to tylko taki nic niewarty aspekt, żeby twórcy mogli się brechtać, że fani tworzą jakieś teorie spiskowe, a tak naprawdę to nic nie znaczy. Lecz spójrzcie na to w innej strony. W pierwszym odcinku mamy skrzynkę, w drugim tego ducha, w trzecim... książkę? W czwartym wygrany turniej. W piątym znikający komiks z tajemniczego sklepu a tutaj ten siekacz. Brzmi podejrzanie, prawda?Na pewno większości fanów skarpetki wystrzeliły z bamboszy, gdy usłyszeli piosenkę. Ogólnie mówiąc, owa piosenka jest fajna i przyjemnie się ją słuchało. Bez wątpienia lepsza, niż "Hearts Strong as Horses". Pomimo, iż tekst się czasem nie kleił, to utworek jak najbardziej na plus; udała im się. Jednak jest jedna sprawa, którą zauważyłem. Od początku 3 sezony, wszystkie piosenki wydają mi się jakieś takie... inne. Czasem nawet, jakby na siłę były robione. Jakby mieli wyznaczoną ilość muzyczek i po prostu losują odcinki, w którym mają być. Być może są to tylko takie moje zwidy, lecz piosenki na przestrzeni sezonów uległy drobnej zmianie. Nie powiem, że są lepsze, czy tam gorsze, lecz po prostu inne.W tym odcinku bardzo dał o sobie znać świetny humor, a niektóre postacie mocno się popisały, zarówno z tej dobrej, jak i złej strony. FS była sobą, a po transformacji zachowywała się tak, jak powinna, czyli jak zwierze. Jednak ona to nic w porównaniu do Pinkie, która wyszła wręcz rewelacyjnie. Jej ilość wybryków stał się liczbą dwucyfrową, przez co nie będę nawet próbował wypisywać tego wszystkiego. Po prostu nasza różowa klacz odzyskała formę i rozwala system na każdym kroku. Rarity również pokazała swą klasę, zwłaszcza, gdy odziana w kombinezon, który zapewne ochroniłby ją przed rozszczepieniem atomu, została zaatakowana przez nietoperza. O Applejack i Twilight nie wypowiem się, gdyż niczym szczególnym nie zabłysnęły. ba! AJ powinna iść na minus, gdyż odcinek jest częściowo o nie, a w zasadzie niczym ciekawym nie zaskoczyła(poza tym, że hoduje jedno z największych jabłek na świecie), choć być może taki człowiek, który normalnie nie zachwyca się tą postacią,nie dostrzega uroku tej postaci w tym odcinku. Natomiast RD... Problemy alkoholowe, nadpobudliwość i inne problemy zdrowotne powoli się ujawniają. Niedługo naszą tęczową klacz będziemy widzieć jedynie w białym kombinezonie, przez kraty w okienku. Nie wliczę tego jako minus do oceny końcowej, lecz zachowanie Rainbowa Dash zaczyna się stawać skandaliczne. Choć muszę przyznać, że czasem, leczo tylko kilka razy, jej zachowanie w tym odcinku mogło wywołać uśmiech na ustach, lecz tak to jest bieda. Przynajmniej reszta drużyny pierścienia, a zwłaszcza Pinkie mocno to nadrabia.Poza śmiesznostkami, odcinek ukazuje również wiele innych, ciekawych aspektów. Nietoperze wampiry, które jak te prawdziwe, piją krew, tyle że z jabłek, to fajny pomysł, który urozmaica faune Equestrii, zwłaszcza, że one tych jabłek nie zjadają, jak jakieś głupie szarańcze, lecz wolą one upijać się ich sokiem. Applejack w ukryciu hoduje swoją tajną broń, czyli zmutowane super-jabłko, za pomocy którego zawładnie nad światem. Owe jabzo wygląda, jakby właśnie wykulało się z jakiegoś laboratorium, a swą wagą i wielkością dorównuje młodemu wielorybowi. Aż dziw bierze, że to rośnie na drzewie. Czyżby na skutek olbrzymiej pomyłki genetycznej, zamiast wielu małych jabłuszek, urosło jedno tak duże, że mogło by zagrać górę lodową w Tytaniku?W owym odcinku pojawia się również wiele nawiązań do poprzednich przygód naszych głównych bohaterek. Pełno cydru, młoda Granny Smith, Appleloosa, spojrzenie FS, Pinkie w jednym momencie śpiewa " Fruit bat round-up, fruit bat round-up!". Zapewne kilka pominąłem, lecz taka liczba to i tak sporo.Jedną z niewielu wad, jaką widzę w tym odcinku to ta dziwna prezentacja multimedialna, którą opisuje, jak FS zmieniła się w jabłkopijce. Zamiast normalnie wytłumaczyć, pojawiał jakiś dziwny obraz, rodem z Gwiezdnych Wojen czy tam Star Treka. Było to głupie, całkowicie niepotrzebne i bezsensowne. Nie jest to jakaś straszna wada, lecz po co komu to było? Podobnie jest z zamianą Fluttershy w wampira. Trochę to było nielogiczne, lecz lepsze to, niż nagłe ujawnienie się "wampirzego pierwiastka" u naszej opiekunki zwierząt czy tam ugryzienie przez roślinożerne stworzenie. W sumie, to wadą na pewno to nie jest, lecz logiki tutaj trochę brak.Podsumowując:Zalety:-Przyjemny, spokojny i w miarę nierobiony dla bronies odcinek-Flutterbat-Olbrzymia ilość humoru i śmiesznych momentów. Zabawa dla całej rodziny.-Zachowanie Pinkie i Rarity-Parę innych, ciekawych aspektówWady:-Ta dziwna prezentacja.Ocena: 8/10Oglądało się przyjemnie. Taki miły, zabawny odcinek, których nigdy za wiele. Flutterbat to ciekawy oraz unikatowy pomysł, dzięki któremu odcinek pomimo dość przeciętnej tematyce, pozytywnie się wyróżnia. Śmiechu przy oglądaniu było nie lada. To i wiele innych aspektów sprawia, że odcinek to kawał dobrej roboty. Oby takich było więcej. W zasadzie, to na plus jeszcze idzie fakt, iż epizod ten jest tworem Panny M. Williams, która odpowiedzialna jest za takie szczochy, jak: "The Mysterius Mare Do Well", "Wonderbolts Academy" oraz wyrywający resztki włosów z głowy "Spike at Your Service". Podczas tej długiej przerwy Wiliams. dostała chyba porządne baty, które mocną ją sprostowały. Różnica jest ogromna i tak ma być. Teraz czekam tylko na następny odcinek, który:UWAGA! SPOILER!!!Będzie tylko i wyłącznie o Rarity oraz wzbogacony będzie o piosenkę. Jednak inicjały Dave Polsky przy tytule powoduje uczucie obawy. Oby tego nie spierniczyli, bo jeśli tak, to nie ręczę za siebie!
-
1
-
-
Cóż ja tego "uczucia" nie mam, dlaczego? Ponieważ widziałem podobne arty z postaciami z innych bajek, np looney tunes, (wiadomo Bugs i Lola), Król Lew, Roobin Hood (ta wersja ze zwierzętami), Geronimo Stillton, a to tylko bajki ze zwierzętami, bo są też arty tego typu z dziewczynami z różnych bajek, jak np Ben 10, Scooby - Doo i inne, więc zasadniczo nie tylko kucyki "przerabiają", bo i inne bajki też, dlatego mnie to nie irytuje tak już...
Parę razy natknąłem się na takie dziwy (wciąż nie mam pojęcia, co sobie myślą ludzie, tworząc jakieś porno-przeróbki innych bajek) jednak tego uczucia nie miałem. Po prostu olałem to szczochem prostym i tyle. Tylko takie "kucykowe" twory na mnie tak działają. Być może to dlatego, iż cenie sobie ten serial ponad wiele innych rzeczy? A może to co innego? Hmmmm... Co ja mam teraz zrobić?
-
Toczyłem się po ziemi, próbując ugasić ogień. W końcu jednak poszedłem do rozum po głowy i wyczarowałem sobie gaśnice, którą szybko zacząłem "gasić" swoje ciało. Pomimo, iż ogień trudno było ugasić, to w końcu udało mi się to. Poczułem ulgę. Leżałem płasko na plecach, dysząc. "A już myślałem, że sobie pogadamy!" krzyknąłem, wciąż spoglądając w górę. Po paru minutach w końcu wstałem. Co prawda ledwo, ale udało mi się ustać na nogach. Wolałem nie spoglądać teraz na to, co miałem z brzucha, więc wyczarowałem sobie jeden z moich ulubionych białych płaszczy i założyłem go. Już chciałem coś powiedzieć, lecz spostrzegłem, że koło mnie leży moja gaśnica, więc chwyciłem ją i cisnąłem w oponentkę. Ta jednak szybko zdołała się odwrócić, przez co dostałą w plecy, bez otrzymywania jakichkolwiek obrażeń. "Dobra, żarty na bok. Wiesz co, może teraz poznęcam się nad tobą psychicznie? To chyba dobry pomysł, nieprawdaż? Trzeba od czasu do czasu odejść od ran fizycznych. Zranić mózg od wewnątrz; to jest dopiero wyczyn! Ale czego by tu użyć..." Zamilkłem. Pobladłem, a mina mi spoważniała. "Tak, to będzie idealne." wyszeptałem, wręcz przestraszonym głosem. Sam kiedyś doświadczyłem tego zaklęcia na sobie, o czym zapomnieć do dzisiaj nie mogę i najprawdopodobniej zostanę z tymi myślami na zawsze. "Muszę Cię prosić, abyś wstała, dla własnego dobra". Klacz wstała, wpatrując się we mnie. Mój róg stał się fioletowo-czarny, tak samo jak oczy. Zaklęcie to było jednym z najmroczniejszych oraz najbardziej potwornych, jakie stworzono. Długo się z nim siłowałem, aż w końcu udało mi się. Z mojego rogu wyleciała purpurowa wstęga, która poleciała wprost na klacz. Zaklęcie tuż przed głową rywalki uformowało się w fioletową bańkę, która nałożyła się jej na głowę. Wyglądała teraz, jakby zamiast głowy miała olbrzymią, fioletową kule. Klacz lekko poderwała się w powietrze, lewitując oraz przez cały czas wymachując kopytami przed siebie, jakby płynęła, lecz jej ruchy były mocno spowolnione. Pomimo, iż nie wiem, co dokładnie zobaczyła, to Timber doświadczyła teraz największych koszmarów, najstraszniejszych horrorów, najpotworniejszych krzyków oraz najgorszych rzeczy, jakich nawet nie da się wyobrazić. Cała ta sytuacja trwała może 10 sekund, lecz dla Timber musiały to być lata katuszy oraz niewyobrażalnego cierpienia. Takich koszmarów niemożna ujrzeć nigdzie indziej na świecie. Nagle bańka pękła, a klacz upadła na ziemie. Z przerażenia cała się trzęsła, a jej puste spojrzenie powodowało, że wyglądała, jakby umarła. Wyniszczony przez koszmary umysł Timber potrzebuje sporo czasu, zanim wróci do siebie, jednak otrzymała trwałe uszkodzenia mózgu, a w dodatku już nigdy nie zapomni tego, co zobaczyła oraz czego doświadczyła, będąc pod wpływem "Kuli Koszmarów".
"Tylko mi nie mów, co zobaczyłaś. Nie chce sobie psuć psychiki jeszcze bardziej" powiedziałem głosem przejętym, oraz zaniepokojonym.
-
Może to obrzydzenie? Ja swoje uczucie w brzuchu tak identyfikuję, a walczę z nim po prostu zawzięcie unikając artów o tematyce choćby podtekstowej, jeżeli ów podtekst jest zauważalny na drugi rzut oka (na trzeci już nie, tak głęboko nie patrzę). Niestety w żaden inny sposób przy swoim zasobie doświadczeń nie mogę ci pomóc, choć może i bym chciał.
Nie, to nie obrzydzenie. Obrzydzenie czuje, gdy zobaczę gore, lecz wtedy po prostu wychodzę i zapominam o tej abominacji po paru sekundach. Sam też nie lubię nawet podtekstów seksualnych czy innych takich cośów i unikam ich jak ognia, lecz trudno nie natknąć się na jakiś saucy, gdy się jest wielkim fanem "normalnych" fan-artów.
Jedna i tak dziękuje, że chciałeś udzielić pomocy. Wspieranie mnie także pomaga mi poczuć się lepiej
Dziękuje. -
No ja akurat UWIELBIAM taką sztukę, ale jest jedna zasada, jeśli ktoś nie lubi np Picassa, to nie znaczy, że obrazy jego są do kitu i odwrotnie, jeśli ktoś coś lubi, nie musi to znaczyć, że to jest cudo, wszystko zależy od gustu i upodobania i tak jest ze wszystkim, nawet z potrawami, muzyką, ludźmi, wszystkim.
Powiem tyle, że ja chciałbym, abym był obojętny do takich obrazków. Chciałbym, że po zobaczeniu czegoś takiego skrzywiłbym się, mówiąc "ych" i poszedłbym dalej, całkowicie zapominając o tym, co właśnie zobaczyłem. Wiele razy próbowałem tak zrobić, lecz zawsze pojawiało się to głupie uczucie, które utrwalało mi ten obraz w pamięci. Ja tego nie chce, lecz zwalczyć tego nie umiem.
Wiesz, co mnie jeszcze w tym denerwuje? Zawsze mówiłem, że kucyki to nie są stworzenia, które powinny wyglądać seksownie, gdyż co to ma być!? Konik z bajki ma wyglądać seksowne dla człowieka? Nonsens! Jednak, no niestety, ich twórcy potrafią zrobić, żeby były... Nie chce, aby były one takie, lecz takie są, i właśnie dlatego też tego nie lubię. Mam nadzieje, że nikt mi zaraz nie zarzuci, że jestem hipokrytą. Byłbym nim, gdyby oglądał te arty dla przyjemności, hejtując je przy okazji. Ja po prostu twierdze, iż te arty nie powinny być takie, lecz tak są.
Jednak wciąż pozostaje sprawa tego dziwnego uczucia w brzuchu, którego nie potrafię określić. Ktoś może wie, co to za uczucie i jak się go pozbyć? Byłbym wdzięczny za pomoc. Gdybym się go pozbył, nie miał bym już tak krytycznego zdania o tym wszystkim, co wcale nie oznacza, że jakoś to polubię. Wciąż będę wrogiem tych artów, lecz przynajmniej pozbędę się nieprzyjemnego uczucia związanego z tymi artami, dzięki czemu nie będę tyle o tym myślał oraz uznam to za kolejną rzecz, której po prostu nie będę lubić, jak np. grejpfrutów, lecz trochę bardziej.
-
Z powodu braku czasu + wyjazd do rodziny, odpisuje dopiero teraz.
Talar, czym ty się przejmujesz? Jak ktoś obnosi się z clopami, to niech on się za to wstydzi. Jak pali/pije, to on poniesie tego skutki. Jeżeli ludzie wokół Ciebie się degenerują, to Ty na ich tle stajesz się lepszy (dla normalnych, godnych uwagi ludzi). Jak tracisz w oczach debili, to żadna strata.Dzięki. Jeśli chodzi o tą szkołę, to zdaje sobie sprawę z tego, iż na tle tej klasy lepiej się prezentuje, lecz mnie po prostu smuci fakt, iż mam takich ludzi w klasie i muszę kisić się z nimi przez te 3 lata (choć i tak dużo z nich wypadnie). Inne klasy są spoko i tylko moja jest taka obskurna.Cóż, ze mną chyba nigdy nie gadałeś, ja z Tobą również, jednak widziałem niejeden Twój post na temat clopów i nie tylko, wiec wysunąłem takie właśnie obserwacje, iż jesteś "hejterem", a "agresja" jaką umieszczasz w tych wypowiedziach, tylko mnie w tym utwierdzała. Bo napisać, że "nie lubię clopów", mnie nie rusza, ja nie lubię gore i git, ale czytając Twoje wypowiedzi można je odebrać nie za wyrażanie swojego zdania, a za "ostrą krytykę"... Ja na przykład jestem wielkim fanem clopów i nie jestem jedyny na forum i rzucanie obraźliwymi słowami, na coś co tak lubię, może też godzić Talar w fanów. Krytykować możesz, bo to wolny kraj, ale takie słowa dobierasz, że możesz rykoszetem obrazić też ludzi, którzy ten rodzaj "sztuki" lubią.Kiedyś moje posty były o wiele bardziej agresywne i wyzywałem w nich wszystkich, którzy mają coś z wym wspólnego. Teraz uważam, że każdy lubi co chce, nawet jeśli mówimy o czymś takim. Zresztą, sam opis clopów był teraz o wiele łagodniejszy, niż to, co wcześniej o tym pisałem. Rozumiem też twoje ostatnie zdania. Wiele razy miałem tak, iż ja coś bardzo lubię, a inna osoba bardzo ostro to krytykuje. Nieprzyjemne jest to uczucie, dlatego też staram się po prostu mówić, że czegoś nie lubię bez użycia agresji, jednak są wyjątki. Postanowiłem, że nie mam prawa ostro czegoś krytykować, jeśli owa rzecz "nie zachodzi" o moralności człowieka. Sam sobie ustaliłem taką zasadę i kieruje się nią, przez co o ile nie krytykuje w ostry sposób jakiś filmów, muzyki itd, to właśnie clopy mam prawo krytykować, iż.... "takie" obrazki z udziałem postaci z bajki jest.... niemoralne, zwłaszcza, iż są to konie. Jest to moje wytyczenie ścieżki moralności, której nikomu nie zarzucam. Każdy może sobie myśleć o tym co chce, w tym również ja.Co do "budy", to mamy TE SAME zdanie, bo też raczej robiłem za popychadło, bo zawsze siedziałem z bratem bliźniakiem w pierwszej ławce, obok nauczyciela. Bo nie piłem alkoholu i nie paliłem, bo nie chciałem chodzić na wagary, itd. Dlatego w KAŻDEJ szkole zazwyczaj nie kolegowałem się z 90% ludzi z klasy, tylko z paroma osobami. Wiec co do wszelakich "używek", to i ja, jak i Ty jestem na "nie" i nie palę do dzisiaj, a alkohol pijam tylko na święta, (np wczoraj) i to w małych ilościach.
http://pl.memgenerator.pl/mem-image/tak-trzymac-pl-ffffff-1
No jeśli idzie o przeklinanie, to ja przeklinam BARDZO dużo, ale tylko między znajomymi, którzy przywykli już do tego, na forum nie przeklinam wcale np...
Ja przeklinam, jak jestem wściekły, bądź gdy chce podkreślić lub zaakcentować coś w zdaniu. Tak, to raczej rzadko padają bluzki z moich ust; wolę używać bogatego słownictw, które zastępuje przekleństwa. Jednak nie powiem, iż przeklinanie jest czymś zły. O ile występuje w małych ilościach, to jest git. Niektóre zresztą słowa użyte w odpowiednim momencie może być bardzo śmieszne. Jednak jak ktoś tak ciągle klnie, bez powodu, bo żadnych innych słów nie zna, to jest to już głupie i olewam takie osoby ciepłym moczem.
Ta, tego typu "kozaków i cwaniaczków" też nie lubię, mądrzy w ry..u, bo są koledzy i widownia, szpanują byłe bzdetom by zaimponować dziewczynie, czy przygłupiemu koledze, poziom żartu niekiedy jest tak głęboki, że o Titanica uderza...
Jeszcze dopowiem o tych clopach coś. O ile takie obrazki, gdzie gołym okiem było widać narządy rozrodcze oraz były pokazane sceny seksu, to takie arty widziałem może kilka razy i były one dla mnie bardzo brzydkie. Takie... agresywne i ohydne... W ogóle, klacze z dwumetrowym "przyrodzeniem" oraz pełno białej mazi dookoła... po prostu FUJ! Jednak, o wiele częściej, przeglądając deviantarta mogę natknąć się na obrazki typu saucy, bądź takie wpół-saucy (nie, że specjalnie). Powiem tyle, że tworzenie kucyków seksownymi jest... nieładne i nie powinno mieć racji bytu. Ostatnio w dziale o Twiligth wstawiłeś arty + 18, których żałuje, że zobaczyłem (głupi ja), lecz tutaj oddziałuje coś innego. Tworzenie kucyków w takich pozach i z takimi minami jest bebe, co powoduje u mnie wściekłość, lecz przed tym pojawia się coś innego. Wpierw łapie mnie jakiś takie dziwne uczucie w brzuchu, którego nie doświadczam nigdy indziej. Nie wiem, co to jest za uczucie; nie potrafię go opisać. Na pewno nie jest ono spowodowane... eeee... wiecie czym, gdyż jak zobaczę normalną dziewczynę w takiej pozie czy cuś, to takiego uczucia niema. Nienawidzę tego uczucia, a ta nienawiść łączy się z nielubieniem tych obrazków, przez co moje zdanie o tym jest aż tak krytyczne. Sam próbowałem zwalczyć to uczucie w brzuchu; ignorować je bądź próbowałem sprawić, aby zniknęło, lecz moje starania były bezowocne.Gdy np. zobaczę gore, to pojawia się tylko to nie lubienie tego stylu, lecz żadnych uczuć (poza obrzydzeniem) niema. Najgorsze jest to, ze to głupie uczucie pojawia się także, gdy zobaczę coś takiego jak to: http://nanyjfreak.deviantart.com/art/My-dear-Applejack-421227828 bądź http://nanyjfreak.deviantart.com/art/Merry-Christmas-MLP-420019907. Jest co prawda mniejsze, to i tak jest, przez co nawet takich obrazków nie lubię.
Nie wiem, co mam w tej sytuacji zrobić. To głupie uczucie może utrzymywać się nawet kilka dni, a wraz z nim pamięć o tym obrazku, którego wolałbym nie zapamiętywać. Oczywiście staram się po prostu nie oglądać takich rzeczy, lecz moim ulubionym aspektem tego fandomu są arty, które lubię przeglądać, a tam niestety łatwo się natknąć na coś takiego. Zresztą, ja pamiętam niektóre takie saucy, które widziałem może pół roku temu... Powiem tylko, że przeklinanie tych obrazków na głos, wściekłość z ich powodu oraz pisanie o tym (jak robię to teraz) pomaga mi zmniejszyć to głupie uczucie, bądź całkowicie się go pozbyć na jakiś czas. Gdyby nie one, to bym podchodził do tego wszystkiego i wiele bardziej spokojnie. Mam nadzieje, że ktoś mnie zrozumie, a nie, wyśmieje.
-
1
-
-
Mitnick, dziękuje za te słowa. Miło jest usłyszeć słowa pocieszy od nieznanej osoby, która przejęła się moimi "problemami" jeśli mogę tutaj użyć takiego określenia.
Co do tematu saucy/clopów/wpisz co chcesz to powiem tyle że ja nie widzę w tym nic złego, ot część twórczości tego fandomu, a to że tak jak często słyszę że jestem dziwny / odstaję od reszty społeczeństwa to może być nieco zakłamany obraz w moich oczach...

Niema sprawy, kolego. Ja, pomimo iż clopów całkowicie nie trawię, to jeśli ktoś je lubi, to za bardzo problemy nie widzę. To, że ja tego nienawidzę nie oznacza, że nienawidzę osób, które to lubią, a co dopiero jest im to obojętne. Oczywiście, zdenerwował bym się, gdyby taka osoba zaczęła mnie nakłaniać do polubienia clopów, dlatego sam nie zmuszam do "odlubienia" tego rodzaju artów. Ja tylko mówię, co ja myślę o tym, lecz nie mam nic od osób, które to lubią. Każdy lubi, bądź nielubi to, co chce.
Cóż, to jest TYLKO Twoje zdanie, ja uważam zupełnie inaczej, ale ja nie krytykuje i nie hejcę tych, co myślą inaczej niż ja, bo gdybym był dyktatorem, to każdego hejtera nauczyłbym szacunku do innych ludzi i rzeczy których oni lubią. Ja osobiście nie lubię, a raczej bardzo nie lubię "gore", ale ja nie hejcę tej sztuki i ludzi, którzy tworzą takie arty, ani fanów tego gatunku. Wiem trudna to sztuka, być tolerancyjnym i byś wolał, aby cały świat był taki jak Ty i lubił tylko to co Ty, ale niestety ludzi jest wielu i każdy lubi to co chce i nikt nie może mu narzucać swoich upodobań, takie życie i nawet największe narzekania tego nie zmienią...
Pozwól, że coś wyjaśnię. Jak już pisałem wyżej, nie mam nic do osób, które lubią czy nawet tworzą to. Jednak gdybym został tym światowym dyktatorem, to byłby to bardzo samolubny czyn, gdybym zabronił publikowania takich rzeczy. Lecz teraz, każdy tworzy co chce, lecz według mnie, po prostu szkoda, że to tworzy. Nie lubię tego, lecz każdy ma inne gusta, więc zabronić nikomu tego nie mogę i nie chcę zresztą. Wracając do dyktatora, to nie zakazałbym lubienia clopów. Każdy mógłby je sobie trzymać w zaciszu własnego domu, lecz publikowanie i inne tego typu rzeczy byłby by nielegalne. Myśl trochę chora, lecz chyba każdy z nas ma jakieś takie chore i nierealne marzenie.
Jeśli chodzi o gore, to rozumiem, dlaczego tego tak nie lubisz. Sam osobiście uważam to wręcz psychodeliczne, lecz z niewiadomych mi powodów, nie powodują one u mnie gniewu, lecz olbrzymie obrzydzenie. Smuci mnie fakt, iż z góry stwierdzasz, iż tolerancja jest mi obca i nie znam tego pojęcia. Zresztą, nigdy nie powiedziałem, że chciałbym, aby świat się składał z takich samych ludzi, jak ja. Lubię odmienne gusta, lecz gdybym mógł, usunąłbym wszystkie porno-kucyko arty i jesto to jedyne rzecz, której bym zabronił.
A kogo byś chciał tam poznać? Drugiego "Ty"? Skąd wiesz, że Ty w ich oczach nie jesteś właśnie taką osobą, jak opisałeś swoich kolegów?
Czy chciałem spotkać drugich ja? Skąd ten pomysł? Dlaczego wysnułeś, że lubię tylko osoby wręcz identyczne do mnie? W mojej klasie jest kilka osób, które lubię, lecz podobni do mnie nie są. W innych klasach jest ich o wiele więcej. Nie sądzę, abym przez moich "kolegów" (choć moimi kolegami nie są) był tak postrzegany. Być może dlatego, iż gdy oni wyzywają siebie od debili, gdy ktoś coś nie wie, ja staram się tej osobie pomóc. Raczej sądzę, że uważają mnie za "ciotę", gdyż zamiast pójść się nachlać i porobić ściągi na sprawdzian, ja wolę się pouczyć i poczytać książkę. A jeśli przez właśnie takie moje zachowanie uważają mnie za chama i prostaka, to... no chyba niewiedzą, co te określenia oznaczają.
To Ty nie wiesz, że CAŁA Polska coraz częściej przeklina? Nawet pisali o tym w gazetach, że polski język jest coraz uboższy, a wiele słów jest "zastępowanych" wulgami...
No i mi się to właśnie nie podoba. Chyba mam do tego prawo? Zresztą, gdyby ta moja klasa tylko przeklinała, to bym się nie czepiał, lecz gdy połączone jest to z tymi innymi rzeczami, to już dobrze nie jest, a przynajmniej dla mnie.
No tak, to jest "DZIWNE" dorosły facet podziwiający dziewczyny w internecie
powinni jak Ty "palić" pornografię w internetach, a nie za dziewczynami się oglądać
. Palą papierosy? Zbrodnia, wielu moich kolegów z technikum zaczynali palenie w wieku ok 12 roku życia, dla mnie to żadna zgroza, podobnie picie alkoholi, to takie przestępstwo...Nie uznaje oglądanie gołych tyłków za dziwne, lecz co mnie obchodzi, że koleś zalajkował na facebooku kolejne 20 stron z tym, a na informatyce jak się loguje, to tylko te zdjęcia widać. Ja takie rzeczy wolę oglądać prywatnie, a nie... Nie mam nic także do zwykłej pornografii. Zresztą, ta rzecz denerwuje mnie o wiele mniej, niż chlanie i jaranie. Być może i tobie to nieprzeszkadza, ale mi tak, więc, że tak powiem "Deal with it". Gdyby to było jedno piwko i co jakiś czas zapalenie fajki, to by się nie czepiał. Ale szukanie sobie kolegów "do fajki", oraz walnięcie innemu w ryj po WF-ie, za paczkę petów to już jest przesada. Zresztą, ile można słuchać tego, że "Ale ta szkoła jest ch***. Nie daje mi to to k**** żyć. Dobrze, że dzisiaj (jak prawie codziennie) idę się na****, ale będę rzygać, ja pie****". I w sumie, to tylko o tym są dyskusje. I gdyby chociaż te osoby były spoko, to dało by się to jak najbardziej przeżyć, lecz kurde nie są. Zresztą, to trzeba byłoby och zobaczyć.
To co za problem zmienić klasę/szkołę?
Dla mnie jest, gdyż innego takiego profilu niema, a bardzo mi zależy, żeby go ukończyć. Zresztą, ja nie zabraniam palić tym ludziom chlać, lecz po prostu wkurzyło mnie to, że akurat mam taką klasę. Koleguję się z inną klasą, gdzie lubię prawie wszystkich, a wszyscy lubią mnie. Zresztą oni też twierdzą, że moja klasa jest be.
Ty natomiast hejcisz ludzi, którzy mają odmienny gust niż Ty, cóż każdy ma wady i nie ma idealnych ludzi, ale już pisałem wcześniej o "tolerancji", więc nie będę przepisywać...
Już mówiłem, że niehejce innych za inne gusta, jednak jeśli wciąż uważasz, że wiesz lepiej, to znajdź mi fragment, w którym otwarcie hejciłem kolesia, który to lubi.
Oczekujesz "zrozumienia", ok ale Ty zrozum też innych, a będzie dobrze
bo jak na razie tylko idzie o Ciebie...Kogo ja nie rozumiem? Jeśli mówisz o clopach, to już mówiłem, że jest to gust. Ja tego nie lubię, lecz każdy może to lubić i jest ok. Natomiast jeśli mówisz o mojej klasie, to tam niema co rozumieć. Ja po prostu nie lubię takich ludzi, a oni nielubą mnie za to, że jestem od nich inny.
Trochę mnie zdołował fakt, iż dostałeś za ten post aż 3 repki, co oznacza, że aż 4 osoby uważają, że w większości biadolę od rzeczy. Trochę mnie to smuci, że ktoś zbyt pochopnie mnie ocenił, iż jestem nietolerancji, chociaż wiele osób, które mnie znają, uważają przeciwnie. Ten temat został stworzony do wyżalania się, a jak ja to zrobiłem, to ktoś się zawsze doczepi. Ja czuje w sobie coś takiego i po prostu przelałem to na "papier". Szkoda, że taka była reakcja, zważywszy na ten okres czasu, jakimi są święta. Mam nadzieje, że to, co napisałem nie wywoła żadnej kłótni ani nic.-
1
-
-
Temat do marudzenia YAY! Właściwie miejsce dla tak nielubianego oraz specyficznego człowieka, jak ja. Czas ma moją ścianę wszelkich skarg i zażaleń. Uwaga: mój bul tyłka w tym poście osiągnie poziom krytyczny, a zwłaszcza w pierwszym akapicie.
Zacznę od tego, co doprowadza mnie do wściekłości najbardziej. Jest to najbardziej znienawidzona rzecz, jaką w życiu poznałem. Ci, co mnie trochę znają wiedzą, że mówię tutaj o wszystkim, co jest połączeniem chociaż najdrobniejszym elementem pornografii (wliczając w to także wszelkiej maści żarty oraz lekko ukazujące "te miejsca" pozy) z kucykami. Tak, jest to rzecz, której nienawiści nie potrafię opisać, gdyż jest ona tak ogromna, że liczba wszystkich atomów we wszechświecie chowa się ze wstydem w kącie. Wywołuje to u mnie taką wściekłość, że nawet Hulk by uciekał w popłochu. Można by powiedzieć "To nie oglądaj/szukaj", lecz u mnie to nie działa. Owszem, jestem strasznie wkurzony, gdy niechcący natknę się na szakaradę tego typu (najczęściej wtedy przeklinam na głos i pokazuje fakersami w monitor), lecz sam fakt, że istnieje coś tak obrzydliwego oraz że jest tego aż tak dużo mnie wręcz dołuje. Dotyczy się to zarówno clopów, jak i saucy, czyli według mnie wszystko, gdzie postać chociaż w jednym procencie ma wyglądać atrakcyjnie. Nawet żarty z podtekstem mnie irytują, lecz oczywiście mniej, niż te inne syfy (nie licząc Molestii, gdyż to badziewie niema racji bytu we wszechświecie i powinno zostać całkowicie usunięte, a twórca tych balasów powinien za karę liczyć wszystkie ziarenka piasku na Saharze). Boże, jak ja tego nienawidzę! Gdybym został jakimś dyktatorem świata, to zezwoliłbym na wszystko: na pisanie głupot, na własne zdanie, równość itd. lecz tym abominacją nie darowałbym. Wszystkie bym dał do kasacji, a za opublikowanie tego nawet na końcu internetu byłoby karalne. Jednak niestety, coś takiego występuje tylko w moich snach i marzeniach, więc mogę jedynie siedzieć i starać się nie znajdywać tych okropieństw (szkoda, że w tym fandomie najbardziej właśnie lubię arty, więc ochocze przeszukuje np. devianarta, gdzie można się natknąć na takie abominacje). Tak w zasadzie, to powiem wam, iż sam nie wiem, skąd się u mnie bierze aż taka złość po zobaczeniu tego główna. Nie lubię tego, lecz sam się czasem dziwie, skąd się bierze u mnie aż taka złość. Kiedyś próbowałem to zahamować, lecz mi nie wychodziło. No, ale co zrobić. Powiem tyle, iż według mnie, te całe clopy, saucy i inne obskurne twory zachodzą o "poprawną moralność", więc mam prawo to hejtować jak chce i kiedy chce. No, może przesadzam, lecz no kurde... Już lepiej hejtować pornografie kucykową, niż samo oglądanie kucyków, gdyż to pierwsze jest zboczone i zachodzi o moralność człowieka, a to drugie czegoś takiego nie robi.
Powiem jeszcze, że pisząc o tym okropnym barachle, jakim są clopy i inne porno-kucyki zachowałem się wręcz bardzo spokojnie. Normalnie przeklinam o wiele częściej (co szczerze mówiąc, zdarza się głównie wtedy, gdy mówię właśnie o tym), więcej obrażam i hejtuje w taki sposób, jakiego nie powstydził się największy i najstraszniejszy Król Hejterów.
Dobra, najważniejsze mam już z głowy. Teraz czas na coś, co wywołuje u mnie szewską pasje, czyli mój internet i o ile nie mogę się przyczepić do jego szybkości, to jest on na limit oraz całkowicie uniemożliwia mi on granie przez internet. Zacznę może od limitu. Oszczędne korzystanie ze wszystkich stron, całkowicie uniemożliwione oglądanie YT oraz ciągły stres, że zaraz limit się wyczerpie i pozostanę bez internetu mnie przytłacza. Co prawda, mam nocny limit który zamiast 15 GB, daje mi 50, lecz aktywuje się on od północy do 8 rano, przez co, żeby cokolwiek obejrzeć, muszę zarywać noce (czasem siedziałem aż do 4). Chyba jestem uzależniony od internetu, choć przynajmniej potrafię się od niego oderwać, aby się pouczyć czy przeczytać książkę. Kolejną sprawą jest to, iż od dłuższego czasu mój internet całkowicie odebrał mi możliwość grania przez internet. Dlaczego? Gdyż po jakiś 10 sekundach grania gra całkowicie się zawiesza. Ten olbrzymi lag może trwać od 10 sekund aż do 5 minut i wcale tutaj nie przesadzam, po czym po następnych 10 sekundach mam to samo. No szlag może trawić. Ten problem pojawił mi się w lipcu i nadal mnie dręczy. Na szczęście, w kwietniu czy tam maju kończy się umowa z "G" wartym Plusem, więc zapewne coś się w moim necie zmieni. Mieszkam na całkowitym krańcu świata (dom leży w polu, a z dwóch stron otacza go las, za którym pewnie jest "Blua Hell") więc ledwo co do mnie tam dochodzi, lecz może z czasem się to zmieniło. Oby.
Na końcu powiem jeszcze, iż kończąc pełne idiotów, wiejskie gimnazjum i trafiając do liceum, liczyłem, że będą się tam znajdować dość mądre i normalne osoby. Jak bardzo się miliłem... W mojej klasie albo są kompletni idioci, którzy bardziej do zawodówki pasują, albo kompletni prostacy i debile, którzy nie mogą się obejść bez słowa "ku*wa" w co drugim słowie, a ich ulubionym zajęciem jest palenie co jakieś 2 godziny, częstym chlaniem, aż łeb nie rozboli oraz oglądaniu jakiś "słodkich dupeczek" na facebooku. Zresztą, nie zdziwiłbym się, gdyby z uśmiechem na ustach wciągali dragi, ażby nie odróżniali własnej matki (o ile mają) od glebogryzarki, bo w końcu to jest takie fajne. Co prawda, mam w mojej klasie na te 37 osób jakieś 10 normalnych, lecz reszta, to takie mięsne wyroby na nogach, że aż strach się bać. I jak ja mam się czuć komfortowo w gronie klasowej, które powinno być jak rodzina, skoro większość z nich to chamy, prostaki, są ignorantami, a fałszywość aż z nich bije jak światło że świeczki. Jednak muszę przeżyć jeszcze te pół miesiąca, to większość z nich nie zda i będę mieć spokój.
I w sumie, to to wszystko. Owszem, bardzo nie lubię także: fanatyków, politycznych wojen, w dużej mierze internetu jako "internety" i napisu "tl;dr", lecz tak, co jestem dość spokojny i do wszystkiego podchodzę spokojnie, z umiarem, na luzie. Świat mi wcale nie dał w kość... Nie mam wcale trudnego życia... Jestem optymistą i mam cel w życiu, do którego dążę... Jednak gdyby nie te rzeczy, to świat byłby lepszy, a gdyby nie clopy i inne tego typu ścierwa, które szpecą ten piękny serial, to świat byłby wręcz niebem.
Tyle z mojej strony. Nie oczekuje żadnych pocieszeń ani nic, lecz mam nadzieje, że ktoś chociaż zrozumie to, co napisałem oraz to, co w tej mojej głowie się kotłuje. Oczywiście pojawią się jakieś osoby, które tylko mnie skrytykują, że marudzę i wydziwiam, a najlepiej by było, gdyby usunął sobie konto i miał ze wszystkim spokój (fuck logic). Cóż, muszą przecież istnieć ludzie mądrzy (ci, co to zrozumieją bądź będzie im to obojętne) oraz ci mniej mądrzy ("Weś talara ale ty frajer jestes. poco pżejmójerz sie takimi żeczami. ale s ciebie matol asz mi ciebie rzal. wejź lepiej sie powieź, to zrobiź pżyslóge dla żwiata!!!!1)
-
Nie jest to żadne zdziwienie, iż czekałem na ten odcinek z niecierpliwością. Już podczas tych rysunkowych zapowiedzi nie mogłem się doczekać, aby go zobaczyć. Powiem tak: odcinek jest dobry, nawet bardzo dobry, lecz spodziewałem się czegoś o ciupkę lepszego.
Zacznę może od ogółu, czyli samego pomysłu na odcinek. Już na pierwszy rzut oka widać, iż epizod w 90% był robiony z myślą o bronies. Co prawda, nie lubię, gdy twórcy robią jakieś takie rzeczy na dużą skale dla nas, to w tym przypadku (nie licząc jednego momentu) narzekać aż tak nie mogę. Taka tam, drobna wada. Ale wracając do samej fabuły, to zaowocowała ona wieloma świetnymi elementami, jak wrzucenie mane 6 w kalosze super-bohaterek, specjalne stroje oraz moce, zmutowana psycho-zła postać, która chce zawładnąć nad światem, walki armią złych pomocników, chwilowy tryumf głównego złego oraz pokonanie go jego własną bronią. Istna parodia komiksów oraz filmów o super-bohaterach. Jednak ja polubiłem ten aspekt nie tylko za to, iż parodiuje on słynne produkcje, lecz za to, że takie coś jest po prostu fajne. Nie jestem zwolennikiem komiksów, a filmy o współczesnych herosach, uzbrojonych w nadprzyrodzone super-moce lekko mnie nużyły, lecz tutaj mamy istny majstersztyk. W sumie, mogła by to nawet nie być parodia, lecz odcinek "na poważnie" to i tak by mi się to spodobało. Super pomysłem według mnie, było by stworzenie osobnego filmu o czymś takim, ale moja fantazja chyba zachodzi teraz zbyt daleko. Mówiąc krótko: sam pomysł jest świetny i muszę przyznać, że dobrze im to wyszło.
Lecz zanim powiem o poczynaniach naszych super-bohaterkach, zacznę od tego, co ukazuje odcinek przed tym, a mianowicie o odbudowie zamku. Główny wątek sezonu 4, jak to brzmiała jeden z kawałków Turbo, "Toczy się po linie". Założę się, że nie raz i nie dwa zobaczymy nasz stary, lecz już nieopuszczony zamek. I dobrze, fabułą powinna się ciągnąć przez cały czas, a nie tylko w pierwszym i ostatnim odcinku.
Dobra, zamek za nami, czas więc przejść do naszego nowego super-teamu, czyli Power Ponies. Jak już wyżej pisałem, sam ogół jest spoko, lecz postaram teraz skupić się bardziej na każdej z nich osobno.
Wpierw zacznę od Twiligth, czyli "Zamaskowanej Matter-Horn". Ubiór jest raczej średni. Ten dziwny "wiśniowy", czy jaki to tam jest kolor jakoś tak słabo pasuje. Zresztą, jej wielkie bryle, które raczej przypominają mi krążki do hokeja pasują jak smark do rękawa, a ten jej róg komponuje się dość... dziwnie, jakby był doklejony. Jeśli jednak chodzi o moc, to jest ona dość typowa, lecz pasująca do postaci.
Druga z kolei jest Rarity, jako "Radiance". O ile do stroje nie mogę się przyczepić, to jej moc strasznie mi się spodobała, i nie chodzi mi tylko o to, jaka ona była, lecz jak Rarity jest używała. Dla takiego fana tej postaci, każdy jej czyń był przezabawny.
Czas na Pinkie, która, dosłownie, biega w fatałachach "Fili-Second". Stój, przypomina mi film "Tron", pasuje do postaci, natomiast jej moc, czyli bieganie w siedmiomilowych bamboszach nie dość, że było fajne, to do Pinki pasowało jak ulał, przez co każde jej użycie oraz jej radość wywoływało salwy śmiechu z mojej strony.
Kolejna w kolejce jest Rainbow Dash w roli "Zap" (pierwsze skojarzenia z Dotą i Strom Spiritem). Kostium bardzo fajny, a moc miotania niczym Zeus piorunami nawet nawet, lecz używanie tego gwizdka, którego ciągle trzymała w zębach było trochę głupie.
Kolejna na moim widelcu jest Applejack, której przypadła postać "Mistress Mare-velous". Wygląd jest ok, lecz super-moc to już inna sprawa. U niej postawili zamiast na nadprzyrodzone mocne, na szeroki wachlarz uzbrojenia i gadżetów, niczym Batman. W sumie, to ma to swoje umysłowe lasso, lecz posiada także inne zabawki, jak rzucane podkowy-shurikeny i inne cuda. Lekko odstępuje ona od nadprzyrodzonych mocy, lecz marudzić nie powinienem.
I na samym końcu Fluttrehsy: Saddle Ranger. Strój jakoś tylnej części ciała nie urywa, lecz jej moc... Gdy zobaczyłem ten moment, to stało się coś takiego:
Uwaga! Brutalna scena! Wchodzisz na własne ryzyko!
Zabronione jest wstawianie r34/gore na forum.
Mogę powiedzieć, że jest to największa wada tego odcinka. Twórcy mocno przesadzili i mam nadzieje, że jest to ostatni taki wyczyn. Ten zniekształcony głos, ten masakryczny wygląd oraz to skandaliczne zachowanie... Twórcy, hamulec! My nie chcemy czegoś aż takiego! Wstrzymajcie konie i zajmijcie się bardziej przyziemnymi i realnymi sprawami, a przynajmniej ja wolałbym bym, żeby tak było.
Mogę jeszcze dodać tutaj Spike'a, który odegrał fajtłapowatego "Humdrum'a". Jedyne, co mogę powiedzieć, że strój jest dobry, bo do takiej łamagi, jaką jest ten komiksowy bohater pasuje.
Podsumowując te wszystkie postacie, to ich moce są w porządku, w szczególności Rarity, jednak FS to gruba przesada, która nie powinna mieć racji bytu. Stroje lekko wykonane na pół gwizdka, lecz nie jest źle. Jeśli chodzi jednak o nazwy, to są one całkowicie niezapadające w pamięci, lecz tragedii niema. Ogółem Power Ponies wykonane jest dobrze, lecz mogło być niezaprzeczalnie lepiej.
Skoro omówiłem już nasze herod-baby, przyszedł czas, aby rozkminić to, z czym walczą. Naszym Super-Villiainem jest niejaka "Mane-iac". Na ogół, jeśli bym oceniał ją opierając się na postaciach z komiksów, to spełnia ona swoje zadanie. Jednak jeśli oceniałbym ją jaką jedną ze złych postaci z MLP, to postać także nie wychodzi źle. Dlaczego? Bo jest ona mocno stuknięta Jej zachowanie, styl oraz ciągłe zmiany tonacji mowy, wygląd i super moc podobają mi się zarówno jako złej postaci z komiksu, jak i złej postaci z tego serialu. Po prostu jej zachowanie mi się podoba, a zarazem pasuje idealnie do swojej roli. Zresztą, jej "powstanie" to wręcz chleb powszedni dla tego typu komiksów, więc można się tylko cieszyć. Jej zły plan, który polegał na ukradnięciu jakiegoś tam przedmiotu oraz doczepieniu jej do jakiegoś "inatora", który nietypowym kształtem dorównuje specyficznym celu użycia; w tym przypadku, chęć rozrośnięcia się włosów u wszystkich. Czyn całkowicie oderwany od rzeczywistości, lecz w takiej parodii prezentuje się perfekcyjnie. Wygląd również nie zawodzi, a jej specjalne zdolność zadowoliła by każdego czytelnika kolorowych gazetek. Została pokonana w równie spektakularny sposób. Nawet te jej miniony są spoko. Spełniają swoją rolę bezużytecznego mięsa armatniego, a przy okazji śmieszą. Ogółem nasz zły charakter oraz wszystko z nim związane jest w 100% wykonane prawidłowo, a dzięki temu, że sama postać po prostu przepadał mi do gustu, jestem całkowicie usatysfakcjonowany naszym głównym antagonistą.
Jednak odcinek posiada widoczne gołym okiem wady. Jak już wspominałem, Flutterhulk jest zbyt kuriozalnym pomysłem, który nie powinien trafić do żadnego odcinka, natomiast sam fakt stworzenia odcinka o super-kucykach, który ewidentnie był tworzony z myślą o bronies, a nie o małych dzieciach, jest lekką wadą, lecz mogło być znacznie gorzej. Drażniącym minusem jest sposób, w jaki mane 6 dostały się do świata komiksów. Jakiś niby zaczarowany komiks, który nagle wchłonął czytelnika wraz z paroma innymi osobami. Pomysł taki trochę na odwal, który mógłby zostać wykorzystany lepiej, np. Spike szukał lupy, by przeczytać napis, lecz zamiast niej znalazł jakiś dziwny, przezroczysty kamień, który po przyłożeniu do komiksu stworzył portal. Szczerze, to na początku myślałem, że właśnie w taki sposób one się tam dostaną. Zresztą wiem, że ten komiks jest jakiś zaczarowany, lecz fakt, iż na samym końcu zniknął, był... nie wiem. Jakby już nie wiedzieli, co mają począć z tą gazetką. Ostatnią wadą, która jednocześnie łączy się z tą, że twórcy za dużo robią dla nas, jest to, iż zamiast dość normalnych, przyjemnych i śmiesznych odcinków, coraz częściej mamy ukazane jakieś bijatyki. Przełomem było, jak podczas ślubu pojawiła się epicka bitwa z Podmieńcami, lecz do tej pory, w sezonie 4 pojawiły się już dwie (ten odcinek i Daring Don't). Co z tego, że było one mniejsze, niż to w ostatnich odcinak 2 sezonu, to i tak coś tu jest nie w porządku. Wolałbym, aby odcinki wróciły do swojej starszej formy (ta z S2 byłaby najlepsza), czyli do dużej dawki ciekawych lecz przyziemnych przygód, humoru z pomniejszymi "oczkami" dla bronies. Jednak jeśli serial będzie dalej prowadzony takim stanie, jaki jest, a co gorsza, pogłębi się on, to przyszłość MLP widzę raczej w czarnych kolorach. Lecz mam nadzieje, że twórcy się opamiętają oraz żeby jakoś wróciła jak to była dwa sezony wcześniej.
Krótkie podsumowanie:
Zalety:
-Ciekawy pomysł z super-bohaterkami
-Mane 6 jako Power Ponies
-Pełno sparodiowanych nawiązań do filmów/komiksów
-Idealnie wykonana główna zła postać
-Odbudowa dawnego zamku księżniczek na tle fabularnym
Wady:
-Fluttreshy w roli Hulka, czyli ogromna przesada ze strony twórców
-Dziwny pomysł z "zaczarowanym" komiksem
-Za dużo walki jak na ten serial.
Ocena: 8/10
Nie licząc pierwszego, podwójnego odcinka, ten jak dotąd remisuje wraz z Castle Mane-ia o najlepszy, zwykły epizod w sezonie 4. Dość fajny pomysł sparodiowania postaci z komiksów w kucykowej formie wyszedł idealnie Samo mane 6, jako Power Ponies prezentuje się bardzo dobrze. Zresztą, Mane-iac jako główna zła postać także wykonana została z godną podziwu pieczołowitością. Fabuła, dzięki odbudowie zamku, wciąż się rozwija i nie stoi w miejscu. Jednak takie wady, jak przede wszystkim transformacja Fluttershy oraz powolne przeinaczanie się serialu w Mortal Combat z udziałem kucyków dodaje parę punktów w plecy. Gdyby nie te dwie rzeczy, odcinek zarobił by soczyste 9,5 na 10, lecz niestety twórcom chyba brak hamulców, przez co tworzone przez nich rzeczy zbytnio zachodzą o fandom, co miejsca zbytnio mieć nie powinno. Fandom tworzony jest po to, aby dopełniać serial; nie na odwrót. Mam nadzieje, że jest to ostatni taki ich wybryk.
Na przyszłość: uważaj na język i nie umieszczaj linków do r34/gore. ~Draques
-
2
-
-
Przyjaźń w internecie? Różnie z tym bywa. Przede wszystkim wiele ludzi w wirtualnym świecie zachowuje się o wiele inaczej, niż normalnie, więc możesz poznać fajną osobę na jakimś forum, a w realu jest on skończonym chamem, bądź na odwrót. Jednak, jeśli osoba zachowuje się tam samo zarówno przed komputerem, jak i poza nim, nie widzę problemu, dla którego nie mógłby znaleźć sobie jakiegoś kolegi. Jednak szukanie sobie kolegów w internecie "bo mnie nikt nie lubi" jest dość głupim pomysłem.
Ja osobiście wierze w to, że można sobie znaleźć przyjaciela w internecie, spotkać się w realu i nadal być przyjaciółmi. Jednak w dzisiejszych czasach nikt Ci nic nie zrobi, jeśli będziesz zachowywać się jak cham, więc duża część ludzi ujawnia swoje zwierzęce cechy i zachowują się jak skończeniu skur*iele.
Czy miałem taką sytuacje? Kiedyś na tym forum poznałem kolesia, z którym zawiązałem kontakt. Często i dużo z nim pisałem. W sylwestra, w boże narodzenie, w urodziny itd. Gadaliśmy o wszystkim, nawet o własnych, życiowych problemach. Pomagaliśmy sobie nawzajem, lecz nigdy nie spotkaliśmy się. Dzięki niemu zacząłem grać w dzisiaj moją ulubioną grę, jaką jest Dota 2. Pamiętam, że po zobaczeniu Equestrai Girls bardzo mi się ten film spodobał i namawiałem go, aby i on obejrzał, pomimo iż był negatywnie do tego nastawiony. Po obejrzeniu stwierdził, że jest to najgorszy i najgłupszy film na świecie, że piosenki to dno itd. Ja, nie mogąc słuchać takich słów od tak bliskiej mi osoby, kazałem mu się zamknąć, a ponieważ to nie skutkowało, skończyłem rozmowę. Od tamtej chwili się nie odzywamy, lecz wciąż mam go w znajomych. Wiem jednak, że czasem "lekko" mnie obgadywał z moim bratem, a czasami zachowywał się bardzo dziwnie, lecz ja wciąż się z nim zadawałem, aż do tej chwili.
Pomimo tej sytuacji, wciąż wierze, że w internecie można znaleźć osobę, która może stać się twoim najlepszym przyjacielem. Wierze, że może powstać taka sama więź, która łączy kucyki z mane 6. Bądźmy dla siebie mili, szanujmy się i zachowujmy, jak na ludzi przystało, a poznamy dzięki temu wiele wspaniałych ludzi, pomimo iż będziemy widzieć tylko ich avatary.
-
(Skoro bierzesz udział w magicznym pojedynku, to jakim cudem możesz nie być jednorożcem?)
"Złaś zemnie, ty... płonąca klucho!" krzyknąłem, jednak klacz nadal siedziała na moim brzuchu, perfidnie się uśmiechając. "Dobra, sama tego chciałaś!", po czym wyczarowałem sobie na kopycie rękawice, która zakończona była ostrym szpikulcem. Chwile wypatrywałem odpowiedniego miejsca, po czym z całej siły wbiłem igłę prosto w jej lewe oko. Klacz wydarła się w niebo głosy, a ja, wykorzystując sytuacje, uwolniłem się od jej ciężaru. Leżałem na plecach, dysząc. Rzuciłem okiem na Timber, która leżąc na boku kręciła się w kółko, wydzierając się jakby ją torturowali. Olałem ją całkowicie, zajmując się sobą. Przyłożyłem sobie kopyto do szyi i nawet nie wiem, czego dotknąłem. "Hmmm... ciekawe... Lecz równie dobrze mogła by ona dźgnąć mnie podpalonym kijem" wymamrotałem do siebie. Lekko się zawahałem, po czym wstałem. Ledwo ustałem na kopytach, lecz jakoś udało mi się. Spojrzałem na rywalkę, która wciąż nie mogła dość do siebie, a jej wrzaski i piski zaczęły mnie już denerwować. "Przestań się mazgaić i wstań." Nie zareagowała. "Powiedziałem WSTAWAJ" machnąłem kopytem na wysokość twarzy. Timber, niczym kukiełka, uniosła się na lekko nad ziemie. Jej kopyta zwisały bezwładnie, lecz opadła twardo na ziemie i zachowała równowagę. Jednak głowę miała spuszczoną, więcej nie widziałem rany. "Ostro zagrałaś, moja droga" wypowiedziałem, lecz mój głos nie był już taki, jakim zawsze przemawiałem. Był bardziej zmęczony, bez siły. "Zbyt ostro. Ja nie chciałem mieć dziury w szyi, Ty nie chciałaś mieć szpikulca w oku, jeśli w ogóle dobrze trawiłem. Teraz żarty się skończyły, więc trzeba wytoczyć ciężką artylerię. Ciężką, lecz nie najcięższą." Skupiłem się, przez co zaczęła mnie mocno boleć głowa. Z mojego rogu wyleciał podłużny, czerwony pocisk rozmiaru butelki prosto w górę. Po paru sekundach wyleciał drugi. Pociski leciały w górę, lecz stopniowo zwalniały, aż gdzieś na wysokości 100 metrów, gdzie ledwo je było widać, zatrzymały się, zawisły chwilę w powietrzu po czym zaczęły spadać. "Bomby w dół" szyderczo się uśmiechnąłem. Timber wpatrzona była w pocisk, który spadał ze świstem. Po dosłownie sekundzie czerwony obiekt spadł centralnie na klacz. Niszczący bębenki w uszach huk rozległ się echem po całej arenie. W promieniu jakiś 10 metrów od rywalki ziemia była mocno popękana, spalona oraz roztrzaskana. Na prawie całej arenie piach poskoczył na ok. 10 centymetrów. Timber zwalona na ziemie, leżała na brzuchu z podniesioną głową. Od pierwszego uderzenia nie minęły 3 sekundy, po czym uderzył drugi pocisk w to samo miejsce. Huk był o wiele głośniejszy, ziemia cała zadrżała, a nad miejscem uderzenia unosił się czarny dym wraz z rozwianym piachem. Po paru chwilach dym rozwiał się, ukazując skutki zniszczeń. W promieniu 15 metrów od Timber powstał krater na głębokość jednego metra, a w samym jej środku leżała całkowicie wbita w ziemie klacz. Tak płasko chyba jeszcze nigdy nie leżała. Usiadłem na brzegu krateru, czekając z opuszczoną głową na ruch mojej rywalki.
-
Teraz kolej na mnie. Ostatnio Celestia stała się jedną z moich ulubionych postaci. Byłbym zaszczycony, gdyby mój nick widniał na liście.
-
"Czy" warianty:
-Albo ten cały duch na końcu został dodany od tak, dla wesołego. Troll ze strony twórców, którzy chcą, abyśmy główkowali przy czymś, co nie będzie miało żadnego uzasadnienia w serialu. Zapewne także z tego powodu oczy przypominają wzrok Zecory
-Była to jakaś nowa zła postać, lecz co tam robiła, nie wie nikt.
-Jakaś nowa dobra postać, która śledzi mane 6, aby w kluczowym momencie wyskoczyć zza krzaka, przynosząc pomocne kopyto.
Spodziewam się pierwszego myślnika, lecz wszystko jest możliwe.
-
1
-
-
To zależy od wielu czynników. Jako iż nie lubię ciągłego biadolenia, iż Hasbro myśli tylko o kasie, to pieniądze odgrywają tutaj zapewne znaczną role. Nie wiem, kiedy twórcą wysiądą fundusze; nie myślę o tym. Jednak sądzę, iż ich portfele będą pełne przez długi czas. W sumie, to przy ogromie pomysłów, to sezonów możemy się spodziewać wiele. Nikt chyba nie wie, ile. Zresztą, po jakimś 10 mogą wydać 5 generacje, która będzie się niewiele różnić. Dodajmy do tego wiele filmów i innych pierdół a uzyskamy dość dużą liczbę. Zresztą, możliwe jest, iż jakaś inna firma to wykupi, co daje nam ogrom nowych pomysłów.
MLP będzie trwać jeszcze długo. Jestem tego pewien, a przynajmniej opiewam w to wielką nadzieje. Lecz oby ilość nie przewyższyła jakość...
-
Zapomniałem jeszcze napisać cuś o Pannie Harshwhinny. O ile w odcinku "Games Ponies Play" była mi ona całkowicie obojętna, to tutaj mogę powiedzieć, iż wyszła całkiem całkiem. Nawet lubię takie sztywne i dyscyplinarne postacie jak ona. W dodatku, jej wszystkie sznupy, jak np. to: http://cheezburger.com/7955282944 mocno mnie rozwalały. W zasadzie, to mocno się ona zmieniła od tamtego wcześniejszego odcinka. I dobrze.
A, i nadal przypomina mi ona Twix'a ;P
-
Leżąc na plecach, wychyliłem głowę, spojrzałem na rywalkę i podniosłem kopyto do góry, mówiąc "Jesteś chyba najbardziej bezwartościowym wrogiem, z jakim walczyłem!". Podskoczyłem, żeby wstać a przy lądowaniu lekko straciłem równowagę. "Ja ci daje szanse użycia największej mocy, jaką w sobie posiadasz, a tą okazje tak marnujesz? Mogłaś strzelić swoim najsilniejszym czarem prosto we mnie, a Ty mi po prostu dałaś po ryju! Skandal!" Podszedłem szybkim krokiem do niej i gwałtownie chwyciłem ją za przednie kopyto. "To miało być to, co miało mnie pokonać?!? Chciałaś mnie pokonać tym odnóżem?!?" Chwyciłem ją za głowę i potrząsłem. "Użyj w końcu tej swojej łepetyny! Czy ten twój róg to jakaś plastikowa zabawka? To jest w końcu MAGICZNY pojedynek. M-A-G-I-C-Z-N-Y. Wyciągnie jakiegoś asa z rękawa, a nie, że albo okładasz mnie tymi "kopytkami", albo stosujesz jakieś bezwartościowe i nudne jak dupa węża kule ognia o sile przeciętnego przeczkolaka!!!" Oburzony odwróciłem się i poszedłem przed siebie, przeklinając w myślach. Zatrzymałem się parę kroków od rywalki, po czym szybkim ruchem stanąłem do niej bokiem i wyciągnąłem kopyto w jej stronę. Przy pomocy magii wystrzeliłem olbrzymią falę dźwiękową. Była ona płaska i lekko przeźroczysta. Z olbrzymią prędkością uderzyła w pierś Timber. Powstał wtedy głośny huk, a sama klacz, całkowicie ogłuszona, niczym na lodzie, przesunęła się o jakieś dwa metry do tyłu. Timber mocno piszczało w uszach, głowa ją bolała oraz lekko się chybotała. Kiedy ona powoli dochodziła do siebie, ja odwróciłem się do niej tyłem. "Twoja kolej! Zrób mi coś, cokolwiek, co może mną zaimponować! Wykaż się! Pochwal, jaka to dobra jesteś! Śmiało, nie krępuj się! Stoję tutaj!"
-
Talar- nigdy nie widziałam hejtu na Flima i Flama, za to ciągle widzę, jak ich fani marudzą, że nikt ich nie lubi. Może nie mają dużo fanów, ale to nie oznacza, że się ich nie lubi.
Może nie tyle hejt, co bardzo często zauważyłem opinie, które głosiły, że albo oni są najgorszymi postaciami, albo ich odcinek jest najgorszy bądź piosenka. Dużo ludzi o ile nie hejci, to po prostu ich nie lubi. Jednak raz czy dwa natknąłem się na prawdziwych hejterów, którzy bardzo ich nie lubili i mocno to podkreślali.
-
Nie wiem, jak tam z treścią (brak czasu) mogę powiedzieć, że tragedii niema, lecz:
-za dużo ficków
-czasem tekst zlewał się z obrazkiem
-niewygodny format
-kapkę za dużo artykułów niezwiązanych z kucykami
Wszystko inne, ok.
Mogę jeszcze dodać, iż występuje bliźniacze podobieństwo do Brohoofa, więc trochę dziwnym pomysłem jest tworzenie drugiej gazetki o wręcz identycznej zawartości. Jednak proszę was, abyście nie pisali do mnie całych stron wyjaśnień, że są pomiędzy tym spore różnice. Już ten temat wałkowałem.
-
Pamiętam, że kiedyś Derpy w fandomie było od groma, a jej ilość fanów była dość duża. Lecz teraz, z niewyjaśnionych okoliczności, liczba ta zmalała. Sam osobiście ta postać, jak chyba każda taka z tła, jest mi obojętna. Dlaczego? Bo nie mamy absolutnie żadnego pojęcia o jej charakterze, a dla mnie jest to element kluczowy dla każdej postaci. Owszem, niby jest taką ciamajdą, ale co z tego? Większość jej cech uformował fandom, a niektóre z nich są dość głupi. Najgorsze jest to, gdy robią z niej jakąś super-duper dobrą postać, którą oddała by własną nogę potrzebującej osobie oraz rzuciła by się pod pociąg, aby uratować przechodzącą dżdżownice. Robienie czegoś takiego jest po prostu głupie. Coś mi się wydaje, że Depry posiada małą liczbę zainteresowanych, gdyż
-jej fani zaczynali wszystkich wkurzać
-pojawiły się nowe postacie bądź uaktywniły starsze, które ją zastąpiły
-jej lubienie było modą, która przeminęła
-inne
To tyle. Jednak nazwa i główne pytanie tego tematu jest zła. Depry nie jest nielubianą postacią. Ona jest po prostu mało lubianą, a pomiędzy tymi rzeczami istnieje różnica. Nie lubiani to są: Gilda, Diamond Tiara z Silver Spoon i Flim z Flamem. Mało lubianą postacią jest np. Spike, CMC, Kredens, Armor oraz właśnie Depry. Jakoś nie widzę dużej ilości hejtu na zezowatą klacz.
-
Kolejny odcinek, kolejna mdła i niechciana recenzja w moim wykonaniu. Pierwszy epizod o CMC w tym sezonie. O ile od połowy 2 sezonu odcinki o naszych łowcach znaczków znacznie się poprawiły, to ten lekko odstaje do reguły. Co prawda nie jest on zły, lecz dupy nie urywa; taki tam, zwykł odcineczek.
W zasadzie, to jest to już drugi odcinek poświęcony tym całym igrzyskom. Kiedy odbędą się one odbędą? Zapewne będzie to przedostatni odcinek owego sezonu, lecz spodziewam się jeszcze co najmniej jednego epizodu poświęconego temu wydarzeniu. Ale wracając już do odcinka, do pomysł wybrania grupy, która targać będzie sztandar nie jest zły. Dziwi mnie jednak fakt, dlaczego brano jedynie kandydatów z Ponyville? Być może CMC będzie dzierżyć jedynie "flagę Ponyviile", jeśli w ogóle istnieje. Może w każdym mieście były takie wybory? Raczej nie sądzę, lecz wolałbym, aby było właśnie tak, jak mówię.
Pretekst, że Scootaloo musi się nauczyć latać oraz jej przejmowanie się tym było dość naiwne, chociaż to dopiero dziecko. Bardziej zdziwiła mnie głupia kłótnia, przez którą pomarańczowa zdobywczyni znaczków zostaje w domu. Najlepsze przyjaciółki kłócą się z takiego powodu? Z gruba ciosany pomysł, który, według mnie, wychodzi na minus odcinka. Kolejnym dziwem jest dotarcie CMC do królestwa. Pojechały tam na komarków... przez góry, doliny, pustynie, równiny... Rozumiem, że ta jazda motorkiem była potrzebna to wykonania epickiego "dżampa" przez koło w następnej scenie, ale no kurde. Już lepiej by było, gdyby jakiś cudem zdążyły one na inną stacje i wsiadły do pociągu, niż przejechały monstrualne odległości przy pomocy skuterka. Ale tak poza tymi pojedynczymi aspektami, czepiać się nie mogę. Sama fabułą jest przyjemna i pasuje to takiego odcinka.
Chyba największym fenomen spowodowała długo oczekiwana piosenka. Niby się przyjęła, lecz u mnie pozostawia niedosyt. Nie jest zła, lecz po protu średnia. W refrenie mi jakby brakowało jednego słowa do idealnego brzmienia. Śpiew jest dobry; po prostu dobry i nic więcej. Muzyka jakaś tam przygrywa. Ogółem fenomenu nie ma, lecz nie jest wcale źle. Piosenka na pewno lepsza od "CMC song" oraz stoi na równi z "The Perfect Stallion", która również jest mi lekko obojętna. Mam nadzieje, że w późniejszej fazie sezonu twórcy zafundują nam jakieś lepsze hiciory.
Co mogę jeszcze powiedzieć... Rainbow Dash znowu (a zwłaszcza na początku odcinka) dawała się we znaki i to z negatywnej strony, lecz chyba przestane już dodawać ją jako minus. Nie lubię jej, lecz jest ona jedną z głównych bohaterek, więc już sobie daruje wiecznego stękania na kuriozalne zachowanie owej postaci. To samo uczycie z naszą ulubioną gromadką z samego końca alei, czyli gang Silver Spoon i Diamond Tiary. Te postacie są jakie są, i już nie ma sensu zaniżać oceny odcinka przez ich zachowanie. Zresztą, według mnie, nie są one najgorszymi postaciami. Czasem są one lepsze, niż wspomniana wcześniej RD, ale starczy gadania o nich. W odcinku możemy dostrzec aż dwa razy Hardkorowego Kuca, którego zawsze witam z otwartymi ramionami. W dodatku, moment, w którym wystraszył się motylka mocno mnie rozbawił. Jednak nie licząc tego momentu, raczej rzadko się śmiałem, gdyż ten odcinek raczej do śmiechu nie służył.
Niektórzy narzekają na barak ujawnienia się znaczków w tym odcinku. Ja szczerze ciesze się z tego faktu, iż po co w takim zwykłym odcinku zabijać jeden z głównych wątków serialu? Jak już ma to być, to najlepiej z hukiem. Coś mi się wydaje, że ta olimpiada będzie miejscem, gdzie w końcu zobaczymy jakiś obrazek na tyłkach młodych klaczy.
Krótkie podsumowanie i tak krótkiej recenzji:
Plusy:
-dość przyjemna fabuła odcinka
-ponowne info o zbliżających się igrzyskach sportowych
-fakt pojawienie się piosenki, która sama w sobie nie jest plusem
Minusy:
-niedorzeczna kłótnia, która z logicznego punktu widzenia w ogóle nie mia racji byt
-dojazd do Kryształowego Imperium na motorze
Ocena: 5/10
Wysuwając wnioski, odcinek jest trochę więcej niż średni, lecz jednak trochę mniej niż dobry. Przynajmniej nie jest tak źle, jak w poprzednim odcinku. Dość ciekawy wątek mamy z poszukiwaniem grupy przybijających flagę na Iwo Jimie, lecz kilka aspektów z tym związanych jest pozbawionych logiki. Kolejne informacje o igrzyskach, które sądząc po takich przygotowaniach, będą czymś niezapomnianym. Piosenka co prawda najlepsza nie jest, lecz da się przeżyć. I w sumie, to chyba tyle. Mogę jeszcze dodać, iż nie mogę się doczekać następnego odcinka, który zapowiada się bombowo.
-
Leżałem plackiem na ziemi, lecz po chwili dźwignąłem się. Nie licząc mniejszych zadrapań i urazów, miałem zapewne złamany nos, gdyż krew się z niego sączyła dość mocno.
"Ych..." - nabrałem trochę krwi z nosa na kopyto, po czym dobrze się przyjrzałem - "Heh... krew! Moja pierwsza krew w tym starciu. No cóż, trzeba to uczcić. Najlepiej krwią." Spojrzałem się na rywalkę, po czym bardzo powolnym i nierównym krokiem zacząłem do niej podchodzić. "Wiesz, jak krew może być uniwersalna? Element niezbędny do życia dla każdego. Bardzo użyteczna. Wiele mikstur i wywarów opiera się na niej. Krew spisuje historię, a jej przelanie może decydować o zmianach na dużą skale. Krew daje życie, lecz jej niedobór może je odebrać." Zatrzymałem się 20 metrów przed zdezorientowaną rywalką. "Spójrz, oto moja krew" - machnąłem kopytem umazanym krwią, której kropelki pospadały tuż przed klaczą - "Grupa 0Rh-. Teraz ja chce zobaczyć, jaką ty masz krew." Mój róg zaświecił na fioletowo i czarną. Owe zaklęcie klasyfikowało się właśnie do czarnej magii. Z rogu wystrzeliło wiele pojedynczych promieni, które w locie zamieniły się w tak jakby kawałki szkła. Promienie wbiły się w ciało Timber. Ta stała zdziwiona, gdyż z początku nic się nie działo, lecz po chwili na miejscach trawionych przez zaklęcie pojawiły się przecięcia, z których zaczęła z dużych ilościach sączyć się krew. Klacz wydobyła z siebie przeraźliwy krzyk, po czym zaczęła biegać w kółko oraz wymachiwać kończynami, wciąż krzycząc. "Nie ruszaj się. Im gwałtowniejsze ruchy, tym więcej krwi uronisz." jednak Timber wciąż biegała niczym oszalała. "Doznałaś szoku. Zaraz zaklęcie przestanie działać, a wraz z nim i ty się uspokoisz." Klacz wywróciła się na ziemie i zaczęła toczyć, a jej krzyk roznosił się echem po arenie. Był to bowiem krzyk tak przeraźliwy, że trudno byłoby o nim zapomnieć do końca życia. Jednak po chwili krew ustała, a rany zniknęły. Timber leżała na ziemi, ciężko dysząc. Podszedłem do niej i stanąłem przed twarzą. "Spokojnie, nie zginiesz i zaraz dojdziesz do siebie. Miało to bardziej na celu spowodować panikę, niż zabić. Sam kiedyś to przeszedłem, więc wiem, co to za uczycie. Ponieważ mój chwyt był nieco nieczysty, daje Ci teraz szanse. Oto ja stoję przed tobą, całkowicie bezbronny i gotowy przyjąć atak. Czyń swoją powinność." Uśmiechnąłem się. "Nie zmarnuj okazji".
-
Odcinek, w którym mamy dużo takich perełek jak eksploatowanie Equestrii, walki z czarnymi charakterami oraz takie bonusy jak świątynie, pułapki czy inne cuda na kiju, na papierze powinien być odcinkiem idealnym. Niestety, tak tu nie jest.
Zaczynając od ogółu, już na wstępie zauważyłem, że odcinek wywołał mniejsze bądź większe kontrowersje ze strony fandomu. W sumie, niema co się dziwić, skoro stworzył go Dave Polski, która odpowiedzialny jest za takie zaje*iste twory jak "Too Many Pinkie Pies", "Games Ponies Play" oraz współtwórstwo przy tak rasowym gniocie, jakim jest "Spike at Your Service". Mi się osobiście odcinek mało spodobał. Już sam pomysł jest jakiś taki nietrzeźwy, a po jego realizacji wyszła dość mierna produkcja.
Jednak zacznę do plusów, których tutaj ze świecą szukać. Postać Dr Caballerona z wyglądu prezentuje się dobrze, a jego głos bardzo mi się spodobał, lecz sam kucyk pojawia się w dość ubogim okresie czasowym (może jakieś 3 minuty?). Szkoda, bo odcinek mógł być głównie o nim i jego brygadzie, która również prezentowała się nieźle. Może jakiegoś ficka o nim napiszę? Ahuizotl również mi się spodobał, lecz mniej niż doktorek. Pomimo fajnego głosu i wyglądu twarzy, to dupy nie urywał, ale miał w sobie, w przeciwieństwie do samego odcinka, więcej plusów, niż minusów. Początkowe przyjęcie było nawet fajne. Twilight, pomimo, iż było jej jak na lekarstwo, także można uznać za mały plus, gdyż kilka jej scen wywołało mały uśmiech na twarzy. Zresztą, Pinkie też parę razy pozytywnie dała się we znaki. Bardzo śmieszne była jednak podróż to domu pisarki 'ala Indiana Jonasz oraz fakt, iż Pinkie w rzeczywistości robiła ten czerwony ślad. Dialog pomiędzy Twilight a Rainbow Dash, w którym sporadycznie wymieniały one wydarzenia we wszystkich tomach Daring Do był nawet śmieszny, lecz to chyba wszystko, co można by do plusów dopisać. Co najwyżej mogę dodać to, iż lekko mnie zdziwił, a zarazem rozwalił moment, w którym cała zła banda poszukiwaczy siedziała przy ognisku i jadła snopki siana czy tam słomy. Mogę powiedzieć, że mnie to "zmajndfakowało".
A teraz czas na wady, których w tym odcinku jest na trzęsienie. Chyba największym skandalem jest wszechobecna brak logiki. Daring Do nawala się z bandą koksów, którzy w młodości pewnie nosili arbuzy pod pachami, a mane 6 stoi sobie przy oknie i podziwia kunszt walki, lecz ten moment to małe piwo w porównaniu z tym, co jest dalej. O wybuch głowy przyprawił mnie fakt, iż ta cała zła świątynia znajduje się tak blisko. Przecierałem oczy ze zdumienia, gdy to zobaczyłem. Sposób wydostania się naszej poszukiwaczki przygód powoduje uśmiech politowania. Pomysł głupi i bez sensu. Równie dobrze mogła ona chwycić kapelusz i przeciąć te okowy... Jeśli usuniemy ostatni pierścień, świątynie pójdzie w niepamięć... Jedno... wielkie... WTF?!?! To chyba najgłupszy pomysł, jaki mógł być. Jaka jest logika tego, iż świątynia się rozpadam gdy brakuje jednego złotego krążka cebulowego? I skąd Daring Do o tym wie? Chyba, za przeproszeniem, z dupy. Aż nie mogłem uwierzyć, że to jest na prawdę w tym odcinku. To całe złote kółko rozpada się po rzuceniu w ziemie? Przeżyło miotanie w domu D.D w tym przypieczenie w kominku oraz natychmiastowe ugaszenie sokiem winogronowym (co swoją drogą także było głupim pomysłem), całą podróż oraz kolejną łapankę w tej piramidzie, aż tu nagle rozpada się przy rzuceniu o ziemie??? FUCK LOGIC!!!!! A na koniec, pożegnanie RD i DD, które było tak czułe, jak przejście koło betonowego bloku.
Sama postać Daring Do mocno mnie zawiodła. Tam ogółem, to fakt istnienia jej oraz Ahuizolta mocno mnie rozczarował. Wolałem ją jako postać fikcyjną, a nie kucyka z krwi i pości. Ale wracając do tematu, to owa wyszła bardzo biednie. Z charakteru: wiecznie niezadowolona, samotna baba, która nie chce nawet słyszeń o jakieś pomocy. Owszem, na koniec się zmienia, ale to na koniec a przez cały odcinka jest, jaka jest. Jej zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Zresztą, rozumu też jej chyba brak, gdyż pomysł z przebraniem oraz wymianą za worek "golda" był mono oklepany. W sumie, to mogła by to być po prostu RD i to ona by zaproponowała handel wymienny, lecz nie! DD musi sama, bo musi! Ech, a mogła być to jakaś spoko postać, jak np. jej ludzki plagiat, czyli Indiana Jones.
Wisienką na tym "gównianym" torciku jest sama Rainbow Dash. Jej zachowanie w tym odcinku woła o pomstę do nieba. Ponownie podkreślone jest to, że tęczowej klaczy brakuje kilkunastu punktów do średniej IQ, a cały rozsądek chyba wyciekł jej uszami. Nie będę tutaj przytaczać przykładów, lecz po prostu RD zachowywała się jak idiotka. Fanatyzm książkami oraz samą Daring Do wyszedł u niej dość obskurnie. Wiele jej poczynań było bardzo bezmyślnych oraz pozbawionych logicznego myślenia. Jednak czarę goryczy przelewa jej zachowanie po porwaniu DD. Postanawia wrócić, bo zawiodła swoją idolkę (co było szczerze faktem, lecz nie powodem to odwrotu) oraz nie chciała jej z bardzo błahego oraz kuriozalnego powodu. Ogółem, to w tym odcinku mamy ukazaną Rainbow Dash, która jest o te swoje niedorzeczne 20% bardziej sobą, niż wcześniej.
Skupując to wszystko:
Plusy:
-podróż na mapie oraz czerwona linia Pinkie
-parę śmiesznych momentów
-fajna, choć niewykorzystana postać Doktora Caballerona
Minusy:
-fakt istnienia Daring Do i Ahuizotla
-masakryczna ilość błędów logistycznych i fabularnych, które mógłbym wypisać w co najmniej 5 myślnikach
-skopana do bólu postać Daring Do
-Rainbow Dash w całej swojej okazałości
Ocena: 5/10
Odcinek nieco poniżej średniej. Pomimo tak wielocyfrowej liczbie głupoty i nielogicznych momentów, odcinka nie oglądało się aż tak źle. Było kilka gorszych. Przynajmniej nie jest tak hardkorowo, jak w np. "The Show Stoppers", "Griffon the Brush Off", a o "The Mysterios Mare Do Well" nie wspominając. Mam nadzieje, że reszta sezony nie będzie zniżać się do takiego poziomu oraz że ten odcinek to taki wyjątek. Jednak zauważyłem coś ciekawego. Rainbow Dash na samym końcu piszę w dzienniki. Czy to nie jest aby czasem ten dziennik, o którym wspominała Twilight? (patrz: poprzedni odcinek). Być może jednak nie olali tego wątku, jak myślałem. Tak czy siak, może ten odcinek miał nas "zagłodzić", abyśmy bardziej cieszyli się z tego, co zafundowali nam twórcy dalej? Oby tak.
-

[Pojedynek] [C] Kisumi vs Talar
in Archiwum magicznych pojedynków
Posted
"He? Co do jasnej... Powiem szczerze, że tego się nie spodziewałem. Jednak jeśli mam się bać, to wychodzi Ci to dość dobrze". Spoglądałem zdziwiony na otaczające mnie płomienie, co jakiś czas dotykałem je kopytem. "Fascynujące... Brawo, zaskoczyłaś mnie, koleżanko" - klasnąłem parę razy - "Bardzo mnie zaskoczyłaś. Jednak spodziewam się, że teraz użyjesz czegoś, co ma zamiar zgnieść mnie jak robaka. Jednak wpierw odwdzięczę się Tobie. Zobaczmy, co Czarodziej Talar ma schowane w swoim magicznym rękawie!". Wyciągnąłem zza pazuchy buteleczkę z czerwony płynem. "To, moja droga, jest płynny ogień". Po jego wypiciu na stałe zyskasz kilka nowych umiejętności związane z ogniem. Oprócz tworzenia latających, płonących feniksów zrodzonych z ognia oraz zrzucania z niebios potężnych kolumn ognia będziesz potrafiła także tworzyć rozgrzane do białości błyskawicę, których potęga jest w stanie zrównać z ziemią największe budowle! W dodatku, rzucanie ognistych zaklęć będzie oddziaływać na Ciebie, niczym zastrzyk adrenaliny. Mocno wytężysz swój umysł, dzięki czemu o wiele szybciej i łatwiej będziesz w stanie podejmować trudne decyzje, twoje zmysły się wyostrzą, a sprawnością fizyczną dorównasz największym atletą. Efekt krótkotrwały, lecz im więcej zaklęć rzucisz, tym będzie on większy. Nie przypal się tylko." Rzuciłem butelką, która wbiła się w piach. "Dobra, ty mnie wyleczyłaś, lecz teraz szykujesz coś potężnego. Ja ofiarowuje Ci tą buteleczkę, lecz nie pozwolę sobie, aby mnie bałamucono na lewo i prawo." Pod wpływem rzuconego przeze mnie zaklęcia, moje ciało stało się zielono-przezroczyste. "Moc wymarłych duchów daje mi prawie całkowitą odporność na magię i zaklęcia, czego niestety nie mogę powiedzieć o ochronie fizycznej. Rzucaj czym chcesz, ja poczuje tylko cząstkę czego poczuć miałem!"