-
Zawartość
5524 -
Rejestracja
-
Ostatnio
-
Wygrane dni
97
Wszystko napisane przez Niklas
-
W sumie... analogiczna odmiana jak imię Mirek Tak, to ma sens. Adrenalina. A jak już zaczęła walczyć z Tirkiem na poważnie, ten rozwalił bibliotekę i o mało co nie zabił Owly'ego. Albo po raz kolejny antagonista zlekceważył Twalot.
-
Akurat aż tak by nie było, bo bajka dla dzieci, ale na pewno by zagroził, że je skrzywdzi. muh spoilerz Kombinujesz z jego imieniem jak koń pod górę. Gość się nazywa po prostu Tirek
-
Hmm, co tu można powiedzieć co jeszcze nie zostało powiedziane? Bo nie ma żadnych wątpliwości, że finał był naprawdę epicki i zdecydowanie przebijał swoją siłą ostatni epizod sezonu trzeciego. Cóż, może i piosenki nie były aż takie zapadające w pamięć jak wtedy, jednak fabuła, akcja i postacie były znacznie lepsze niż wcześniej. Może tak zacznę od rzeczy, która kłuje w oczy. Decyzja księżniczek o przekazaniu swojej mocy Twilight. Ok, samo w sobie nie było to złe, ale ich motywacja była zła. Przekazujemy ci tę oto naszą moc i nasze talenty, bo być może Tirek nie wie, że są cztery księżniczki. Serio? Oj, Celestio... To by przeszło, gdyby Tirek nie połączył sił z Discordem. W tym momencie odcinka było naiwnością myśleć, że draconequus nie powie głównemu złemu o Księżniczce Twalot. Przynajmniej powinnyście, moje drogie, zniszczyć witraż z naszą lawendową alicorn. Podobnie jak prośba, by zatrzymała tę wiedzę dla siebie i nie mówiła o tym przyjaciółkom. I znów: zadziałałoby, gdyby nie Discord. W sumie, to taki największy zgrzyt jak dla mnie w tych dwóch odcinkach. A co mi się podobało? Cóż, naprawdę wiele rzeczy. Począwszy od głównego złego. Do czasu wypuszczenia sneak peeka, wielu fanów sądziło, że będziemy mieli powrót Sombry. Zamiast spaczonego króla dostaliśmy jednego ze złych Generacji Pierwszej - Tirek. Gość mnie urzekł od momentu, w którym go zobaczyłem. Zwłaszcza za ten jego głos, gdy jeszcze pozostawał dość słaby. Po prostu niesamowity. Aż ciekawe, że aktor, który użyczył mu głosu, jest tak słabo oceniany... No ale cóż, bywa. Główny antagonista był mroczny, przebiegły i inteligentny. Był na tyle przekonywujący, że zdołał omamić Discorda, by po raz kolejny zacząć szerzyć chaos. A potem, jak już nabrał sił, mieliśmy okazję widzieć jedną z najbardizej epickich walk, jeśli nie najbardziej epicką, w MLP. Dwie najpotężniejsze siły starły się ze sobą niczym w starym, dobrym Dragon Ballu. Nasze bohaterki były w porządku, tym razem żadnej nie mogę ocenić negatywnie, co dobrze świadczy o scenariuszu Meghan. Twilight w końcu zauważyła to, co fani widzieli od samego niemalże początku Sezonu IV. Nasza lawendowa alicorn w zasadzie dzierżyła pusty, nic nie znaczący tytuł i była tym słusznie skołowana. No ale jak się okazało, tak miało być, by sama odkryła swoje przeznaczenie. A Discord po raz kolejny jej w tym pomógł. Co prawda mówił nie wprost i lekko chaotycznie, jednak nie mógł przecież dać jej jasnej podpowiedzi, musiała sama dojść do tego, gdzie szukać odpowiedzi w kwestii Skrzyni Harmonii. No i jej się udało - wraz z przyjaciółkami otworzyła pudełko i otrzymała nowe supermoce! Dało się przewidzieć, że będą to Rainbowfied Ponies. Wiem, że sposób ich wprowadzenia nieco podzielił fanów, ale ja tam uważam, że twórcy dobrze to zrobili. Co więcej... gdy zobaczyłem Tireka dającego Discordowi ten medalion, już byłem pewien, że będzie kluczem Twilight. No i wszechobecne detale. Miło było pod koniec odcinków zobaczyć raz jeszcze postacie, którym nasze bohaterki pomogły. Po raz kolejny mieliśmy sporo Derpy, zobaczyliśmy Appleloosę, eskadrę Wonderbolts, i wiele, wiele innych postaci i miejsc. Ponadto: ujawniona jakiś czas temu mapa is now canon canon, Discolestia shipping is canon, Discord jako Mary Poppins, wznoszenie słońca przez Twi, Flash, który po raz kolejny dostanie lawinę hejtów, że śmiał się odezwać... Tak, to był bardzo dobry finał. 9/10
-
No wiesz, wśród VA w MLP mamy głos Vegety i Nappy...
-
Właśnie dlatego powstrzymuję swój entuzjazm do tego
-
A czy naprawdę jest to nam takie niezbędne?
-
Musiałem przyznać, że był to dość... interesujący widok. Co ciekawe, widziałem już takowe... tancerki raz czy dwa, gdy postanowiłem zhakować sobie drogę do Zaświatów, jednak wtedy zupełnie mnie to nie ruszało, nie zwracałem na nie uwagi. Z drugiej strony nieco mnie obawiało, co Agrash planował wobec mnie. Takie miejsce świadczyło, że raczej nie będzie to jakaś... prosta inicjacja.
-
- Swojskie... klimaty - przyznałem. Będąc tutaj, czułem się zdecydowanie lepiej. Otoczenie przypominało mi Omegę, na której spędziłem tyle długich miesięcy. Było tak samo ponuro, w okolicy kręciły się same nieprzyjemne, z pewnością naćpane, typy o gorszym wyglądzie niż ja. Jak w domu..., pomyślałem.
-
- Dobra... - odparłem, po czym zarzuciłem kaptur na głowę. Cytadela nie była miejscem, w którym czułem się swobodnie (nie, by takowe istniało) i wolałem nie zwracać na siebie nadmiernej uwagi. Chociaż i tak wystarczyłoby, żeby Agrash wyszczerzył zęby, by nadmiernie zainteresowani poszli w swoją stronę. Spojrzałem na kroganina. - To... gdzie teraz?
-
I ja również jestem ciekaw jutrzejszego finału. Będzie zacny zły, obdarzony naprawdę dużą mocą i umiejętnościami (wysysanie mocy i talentów is now canon), dostaniemy OP Twalot, będzie zapewne epicka bitka, no i otwarcie skrzyneczki... Cytując Sonica:
-
A jak jej przyznasz rację, zwyzywa cię od debili (albo gorzej) i każe ci zachować takie opinie dla siebie
-
Jeśli naprawdę zablokowali rogi, wpadliby w większą głupotę. Pozostawić księżniczki i władców innych krain bez większej ochrony? Brawo, organizatorzy!
-
http://i.imgur.com/MhbKDab.jpg paczę na was Dedykowane Kruczkowi, bo płacze
-
Rozkojarzony tym dźwiękiem, prawie potknął się o wystający korzeń. Szczęśliwie zdołał zachować równowagę, choć nie uniknął lekkiego bólu stopy. Zaklął pod nosem, po czym ruszył dalej. Nie podobał mu się ten śmiech. Nie brzmiał jak cokolwiek dobrego i nie był pewien, czego może się spodziewać. W tym momencie podstawą było dotarcie do drogi, a dalej do obozu lub miasta. Musiał też znaleźć sobie jakąś tymczasową broń, dlatego zaczął rozglądać się za jakimś mocniejszym kawałkiem drewna, który mógłby mu zapewnić minimum zdolności ofensywnych. A potem... Nie miał pojęcia, co dalej. Jego łuk i sztylet zostały w obozie, podobnie jak wszystkie oreny i prowiant. Musiał więc dobrze pomyśleć nad tym, jak uzupełnić zapasy... no i jak odzyskać pamięć. Nurtowało go też to pytanie czy miał jakichkolwiek przyjaciół, którzy mogliby mu pomóc...
-
Fin, czemu tyle różu ;-; Zawiodłeś moje oczekiwania, Tomku. Jesteś... taki zwykły ;-;
-
Z tym, że tam przynajmniej znał słowa, a nie zmyślał Widać zatem, że nie są dla Equestrii ważnym partnerem Dokładnie. Taki robili z tego hype, a wyszło... jak wyszło
-
A jak myślisz, czemu dali tylko urywek? Chociaż i tak źle zrobili, powinni to zostawić w tajemnicy xd Byłaby większa radość.
-
For the record, jak brzmiałoby takie ostrzeżenie?
- 242 odpowiedzi
-
- regulamin
- nowelizacja
- (i 5 więcej)
-
http://www.horse-news.net/2014/05/my-little-pony-exclusive-video-song-to.html no tylko spójrzcie, kto tu śpiewa
-
Sytuacja zdecydowanie nie wyglądała zbyt dobrze. Już wkrótce miało tutaj dojść do potężnej wojny. Pytanie tylko, kogo ci nieludzie będą próbowali zaatakować pierwszego? Nilfgaard czy też oddziały Temerii? Tak czy siak najemnik czuł, że lepiej będzie jak szybko się stąd oddali. Mimo wszystko pamiętał, że elfy mogą go dostrzec i choć przyśpieszył, wciąż trzymał się blisko wszelkiej roślinności, brnąc dalej w las i cały czas zachowując czujność.
-
Coś było wybitnie nie tak. Sądząc po obozie, mężczyzna spodziewał się większych patroli w okolicy. Wyglądało na to, że długousi na coś czekali. Tylko na co? Czyżby było ich więcej, tylko przebywali w terenie? Musiał jednak zaryzykować i wyruszyć ku wolności. Trochę żałował zabranych rzeczy, ale cóż - martwemu się by mu nie przydały, a tak zapewnie by skończył, gdyby postanowił zawrócić. Ruszył więc powoli w stronę lasu, unikając leśnej ścieżki. Pamiętał również o dwóch elfach, które widział wcześniej rozmawiających. Mogli wszakże wciąż krążyć po okolicy. Wystarczyło jednak, by doszedł do drzew... Rozglądał się uważnie i ostrożnie stawiał kolejne kroki, trzymając się nisko.
-
A ja nie widziałem ;-;
-
Byłbym zapomniał, było to bardzo fajne. I ten też mały moment Rarity i jej po przejściu przez nią Niby nic, a mnie nawet rozśmieszyło.
-
Nie były, co pokazała Twalot, gdy zapaliła ten znicz. Ja myślę, że po prostu z powodu długości odcinka, ciągłość akcji się zaburzyła. Moim zdaniem już miały zareagować, gdy wyręczył je Spike. Also, epizod miał dwie podstawowe wady, które dość mocno mnie zawiodły (i nie tylko mnie, patrząc na internety). Przede wszystkim oczekiwałem, że odcinek o Igrzyskach będzie... odcinkiem o Igrzyskach! Tak też sugerował początek, gdy widzieliśmy cały nasz pegazi skład, CMC, no i Spike'a. Niestety twórcy, a konkretnie Dave Polsky, zadecydowali zadedykować go fioletowemu smokowi. Niestety to spowodowało, że z całej oczekiwanej Olimpiady zobaczyliśmy raptem dwie dyscypliny, z czego jedną znaną już Rainbow Falls - sztafeta. Przyznam jednak, że łucznictwo lodowe było oryginalne i ciekawe. Drugą wadą, która ciągnie się już od sezonu trzeciego, jest Spike. Naprawdę ubolewam nad tym, że twórcy wciąż kreują tego smoka na zwyczajną pierdołę, która tyle rzeczy psuje. W pierwszych odcinkach MLP wyróżniał się jako faktycznie użyteczny asystent Twalot. A teraz...? Że tylko wspomnę Spike at Your Service, gdzie pobił wszelkie rekordy żenuy. Podkreślę jednak, że w tym odcinku Spike nie denerwował mnie, motyw z tremą był jak najbardziej na miejscu. Gdyby ktoś powiedział mu odpowiednio wcześnie, że będzie rozpalał znicz, z pewnością nie doszłoby do tej katastrofy, która położyła się cieniem na jego postaci. Hymn... Nosz ku mać... Dołączyłem do rzeczy facehoofujących pucy. Jednak ten odcinek pokazał jedną rzecz: że mimo wszystko, Spike się uzupełnia z Twi. Zauważcie, że nasza księżniczka ma spore problemy, gdy chodzi o wykonywanie czegokolwiek w chwili zagrożenia. Pamiętacie krokodyla z premierowych odcinków? Po prostu zamarła i nie potrafiła użyć jakiegokolwiek zaklęcia. Smok z kolei przeciwnie - gdy zauważył zagrożenie, nie zastanawiał się długo, tylko ruszył do akcji i po raz drugi uratował Crystal Empire. Heh, cóż siedzi w tym smoku. Mimo że ten hymn naprawdę mnie dobił, odcinek zasługuje na 7. Za resztę, plus detale w tle. AND DERPY IS BACK! YEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEAAAAAAAAAAAH!
