Ból. Ból. Ból. Ból. Ból. Całe ciało zaczęło cię boleć. Ludzie strzelali do was. Usłyszałeś stłumiony krzyk Ghosta i pisk Fluttershy. Zostało wam jeszcze paręnaście metrów.
Pierwsze, co poczułeś, to ból w przedniej, prawej nodze, gdy utkwił w niej metalowy kołek. Potem Twilight złapała cię magią i rzuciła się do przodu. W jednej chwili Lily uderzyła brata, żeby się zamknął, na co on rozdarł się głośniej.
Ok, z magią się udało. I po chwili miałaś przed sobą umytą marchewkę.
(1. Napisze: "Idzie oglądać film" to ja piszę, że ogląda, o czym był i jak na koniec się czuła. W jednym poście.
2. Mógł pegaz wlecieć.)
Idziecie cicho i spokojnie... To nic, że Lily wepchnęła kopyto w paszczę brata, aby był cicho... Ostatni odcinek... Bolt wypluł kopyto i wrzasnął najgłośniej jak dotąd. Wszyscy żołnierze spojrzeli w waszą stronę.
No i po paru minutach miałaś przed sobą gotową marchewkę. Nic innego nie było, a umyć ją w ludzkim zlewie to nie łatwa sprawa.
(jak ktoś nic nie robi, to sesja nie ma sensu, bo wtedy ani MG, ani gracz nie czują z niej radości.)
Maluch znowu wydał z siebie ten charczącowarczący dźwięk i spróbował spełznąć z twojej ręki. Czarny płomień na końcu jego ogona palił się słabo. Wcale nie parzył.
Maluch piszczał i jęczał. Do tego w miarę możliwości walił głową w ścianki więzienia. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, śluzaki przestały się bać. Jednak wciąż nie zbliżały się do tajemniczego, czarnego śluzaka. Przed tobą świat powoli wracał do życia, jakby czarne biedactwo było powodem ucieczki śluzaków. W oddali widać już było miasto.