-
Zawartość
1875 -
Rejestracja
-
Ostatnio
-
Wygrane dni
16
Wszystko napisane przez Po prostu Tomek
-
Rozejrzałem się po ulicy w poszukiwaniu mundurowych.
-
- Jakbyś gadał jak wszystkie normalnie istoty, a nie syczał jak wąż, to rozumiałbym lepiej. Ale nieważne. Nie mamy czasu na pierdoły. Owiń się płaszczem i galopem za mną. - powiedziałem spokojnie. Nie chcę teraz stracić przewodnika. - Jeśli boisz się iść do Cadance to wynosimy się z miasta. Do Changei. Namyśliłem się chwilę. - Pióro i pergamin też weź.
-
(Niespodziewany zwrot akcji.) Zelektryzowany wiadomością postanowiłem nie czekać dłużej. "Za długo zwlekałem, chędożony Podmieniec, żeby go cholera." Wróciłem do hotelu, dokładnie zapakowałem juki i zwinąłem łańcuch. - Idziemy, zmień się, ale już! - krzyknąłem do małego.
-
Bo POZ to ślepcy. Wierzą głupio w nieistniejące ideały. Nie dostrzegają prawdy. Albo liczą na zaszczyty i chwałę w podbitym kraju. Dostrzegają kontrast między ludzkością a kucykami i zamiast starać się go zniwelować edukując ludzi, działając charytatywnie czy coś, sprzymierzają się z najeźdźcami. Z okupantami.
-
Ban bo nie widziałem Teletubisiów od trochę ponad dziesięciu lat.
-
- Ostrzegałem. Wyszedłem na ulicę zapoznać się z sytuacją. Każdego napotkanego kuca uprzedzałem o Podmieńcach w mieście, dodatkowo mówiąc o porwanym przyjacielu i innych przypadkach uprowadzeń. O wojsku Celestii i jego misji. Mówiłem, że mogą być wszędzie, że Cadence jest już poinformowana. Odwołałem się do patriotyzmu kryształowych kucy i ich dzielności, nawołując do wyprawy zbrojnej. Powoli zbliżałem się do pałacu. (Swoją drogą, niezły plot twist z tym Podmieńcem, Nightmare. Gratuluję pomysłu.)
-
- Pij, dobrze ci zrobi po ostatnich przeżyciach. - rzuciłem Podmieńcowi butelkę. - I dobrze ci radzę, zmień się w coś. Idzie wojna, już ja się o to zatroszczę. - powiedziałem dobitnie.
-
"Jeszcze mi tu zdechnie, cholera. I jak ja dojdę do Changei?" pomyślałem. Przeszukałem obszar pod kątem butelki z miłością. Nie żałowałem swojej decyzji. Gdyby tak dało się uratować mojego przyjaciela, zrobiłbym to ponownie. I od razu odkryłem nowe zastosowanie łańcucha: smycz-szubienica.
-
Może za mocno zacisnąłem łańcuch. Trudno już, nie ma czego żałować. Zaniosłem małego na łóżko po czym próbowałem ocucić go delikatnie.
-
- Na co czekacie? Nie słyszeliście? Podmieńce w mieście, niech ktoś leci po Cadance! - krzyknąłem. - Na arenie byli świadkowie, popytajcie to zobaczycie. Odwiązałem łańcuch małemu, po czym pogłaskałem go ostrożnie. - Mówiłem, że nie ma się czego bać. Możesz mi zaufać.
-
- Mamy do pogadania. - Związałem małemu ciasno łańcuch na szyi, tak by nie udusił się, lecz łańcuch łatwo można by zacisnąć. - Nie bój się, nic ci się nie stanie. Wyjdziesz porozmawiać z kimś z twojego narodu. - starałem się, by mój głos był spokojny i przekonujący. Potem wrzasnąłem przez okno hotelu do Podmieńca na dworze. - Co powiesz na małą wymianę?
-
Zdjąłem z pasa łańcuch. - Nie dziś. Jedno muszę ci przyznać, cięty język to ty masz. Ale i ja mam fortel w zanadrzu. Podszedłem do kasy po umówione pieniądze, następnie popędziłem z łańcuchem przygotowanym do ewentualnej obrony prosto do hotelu.
-
- Flaki z ciebie wypruję. Z twojej królowej. I całej waszej podłej rasy. - wycedziłem przez zęby. - Ale dla zabawy tu nie przychodzisz. Czego chcesz?
-
- O ja cię pier**** - wydusiłem z siebie po dłuższej chwili ciszy. Nagle wyrwałem się z osłupienia. Po czym błyskawicznie rzuciłem się na Podmieńca z wzniesioną kopią. - Gdzie jest Golden Dust ty czarna parodio życia!
-
(Przemoczyło? W metalowej zbroicy?) Wciąż szukam kuszy, łuku, karabinu lub chociaż procy. Roboczo wyrywam kawałek barierki i rzucam w Rainbow Dash. - Zawsze obrażasz innych w czasie pojedynku? A może to narodowa cecha pegazów? - zawołałem szyderczo. - Tak jak cwaniactwo?
-
Żeby ciebie matka rodzona z domu wyrzuciła! Żeby ci Discord skrzydła odebrał! Żeby cię piorun w zadek trafił! Zaraza ciebie mordowała! - ciskałem klątwami. Odwróciłem się w kierunku trybun. Następnie opanowałem wybuch furii, którą zastąpiła zimna determinacja. Rozejrzałem się za jakąś bronią dalekosiężną. W oczach miałem mord.
-
Przymusowym wcieleniem do V kompanii saperskiej Armii Czerwonej, co się będę.
-
Cisnąłem w nią jedną z dwóch części kopii. Uważnie celując. - Jesteś taką cwaniaczką, bo potrafisz latać? To dawaj na ziemię i stań do pojedynku twarzą w twarz! - krzyczałem z pianą na ustach. Całe opanowanie szlag trafił, nie znosiłem wywyższania się - Chodź tu a kark ci skręcę, skrzydła wyrwę i kopyta poprzetrącam! Rzuciłem jeszcze kilkoma kamieniami.
-
Wstałem i złamałem kopię czyniąc z niej wygodny w użytku miecz. - Jak mnie nazwałaś, pokrako? - krzyknąłem z furią w głosie.
-
Niech więc tak będzie. Z mojej strony regulamin zatwierdzony. Dopisz BHNMAHNE! i POZOR! dla śmiechu.
-
Bo nie wiemy jak ta planeta się nazywa. Equestria to nazwa robocza. EDIT: No, teraz ty zninjowałeś mnie. Dawaj post z regulaminem, a kolejność może według zgłoszeń? Czy alfabetycznie będzie bardziej czytelne?
-
Nightmare, mamy na myśli całą planetę.
-
Z trudem próbowałem osłaniać się nieporęczną bronią. "Jak ona to robi?" pomyślałem. - Trzymaj się ziemi, tęczowa, bo zwiążę ci skrzydła. - krzyknąłem dla nabrania odwagi. Zastanawiam się nad złamaniem kopii i przerobieniem jej na "miecz".
-
Nie wiem, kto to jest Tęczowa. Regulamin na razie wystarczy. Ustalić kolejkę i bawić się dalej. Zastrzegam sobie prawo do prowadzenia Sowietów z naciskiem na niejakiego Antoniego Kupałę.
-
Nie wrzuciłem sobie tego od tak, z dzikiej chęci. Zapoznałem się z notką i uznałem, że może być. Pomijając religijny aspekt zagadnienia większość podpunktów się zgadza. Nawet sprzeciw wobec miłości. Po prostu uznałem, że mogę rzucić tu swoim zdaniem, nie chciałem doprowadzać do shitstormu. Jeśli cię uraziłem to przepraszam. Wskaż mi proszę, co mija się z resztą. To mógł być błąd z mojej strony.
- 158 odpowiedzi
-
- Brohoof
- Dark Cherry
-
(i 3 więcej)
Tagi:
