-
Zawartość
1999 -
Rejestracja
-
Ostatnio
-
Wygrane dni
1
Wszystko napisane przez Ares Prime
-
- Hue hue hue... no dawaj wielgoludzie... - odparłem z zawadiackim usmieszkiem, ale skupiłem się, wiedząc że to będzie dużo cięższy przeciwnik niż młody Milo. Chwyciłem go za kopyto i sam napiąłem mięśnie. Niech zaczyna, Olo Bonecrusher nie z takimi sobie radził!
-
- Dzięki za rozgrzewkę młody. - odparłem do Mila. - No ni smuć się, to żoden wstyd przegrać z Olem Bonecrusherem. Musisz wincej ćwiczyć, po parę masz w kłopytach. Dobra, to który następny co? A może zmiękły wom fujarki, ha?
-
Rozdzielanie się nie jest mądre. Twi mogłaby mnie przenieść, ale nie zostawię dwóch klaczy samych sobie w tym zamczysku. Chyba najrozsądniej będzie aby wrócić do zbrojowni i tam poszukać czegoś przydatnego. Wstałem i podszedłem do dwójki towarzyszek. - Pójdziemy do zbrojowni, może tam znajdziemy coś przydatnego. Odpocznijmy jeszcze chwilę, potem ruszymy. - oznajmiłem. - Derpy... jak się trzymasz? - spytałem z troską szarą pegazicę.
-
- W górę! W górę! - zawołałem do księżniczki, i rozłożyłem swoje skrzydła, aby wzbić się w powietrze. - Twilight, trzymaj się mocno. Może trząść! Nie mogę dać się złapać tej wiedźmie. Nie dam się, i nie pozwolę jej skrzwdzić moich towarzyszek.
-
Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
-
No wreszcie znalazła się zguba, tylko czasu na wyjaśnienia brak. Łapię w biegu Twi, i wrzucam ją na plecy, po czym zwiewamy dalej.
-
- Kurczę, myślałem że dłużej będzie nie przytomna... - syknąłem. I pognałem za księżniczką, nie odwracając się ani razu. Do czego to doszło żebym uciekał przed klaczą... Wolę nie myśleć co będzie jak nas dopadnie. Byle znaleść Twilight, i uciekać jak najdalej.
-
- Księżniczko, jak dobrze znowu cię widzieć... - odparłem z uśmiechem kłaniając się lekko. - Nic mi nie jest, dziękuję za troskę, ale musimy stąd uciekać jak najszybciej. Co do Multi... widziałem ją. Jako dorosłą klacz. Związała mnie i Próbowała... no..nieważne. Udało mi się ją ogłuszyć, i uciec. Nie wiem jak długo bedzie nie przytomna. Bierzmy Twilight i uciekajmy, byle jak najdalej od tego miejsca.
-
Uderzać znienacka, mocno i szybko. Ależ ja to lubię. Mam nadzieję że jej śliczna, pusta głowa będzie ją bardzo boleć. Gdy wreszcie się uwolniłem, usłyszałem jak ktoś krzyczy moje imię. Od razu postawiłem skrzydła, i w pierwszej chwili byłem gotów ruszyć za tymi słowami, ale gdy spojrzałem na Multi... Zostawianie za plecami tak groźnego wroga, to głupota. Nie mogłem dalej ryzykować, ona się ocknie i będzie nas ścigać. Dletego... muszę temu zapobiec. Raz na zawsze. Podszedłem do niej, i chwyciłem ją jednym kopytem za róg, zaś drugim, za głowę. - Wybacz Multi. To nic osobistego... - powiedziałem cicho do siebie, i już chciałem skręcić jej kark, gdy zamarłem. Wiem że to złe... ale ona sama jest złem. To morderczyni, tak samo jak jej braciszek Noc. Ale... ale co powiedziałaby księżniczka Luna gdybym zrobił coś takiego. Nie byłbym lepszy niż Multi, zabijajac przeciwnika któy nie może się bronić. Nie. Nie mogłem. Poprostu nie mogłem. Nie jestem mordercą. Z ciężkim westchnieniem zostawiłem nieprzytomną klacz, i wybiegłem z namiotu, wzbijajac się w powietrze, i podążając za owym szeptem.
-
Sory, skarbie. Nie jesteś w moim typie. Zwłaszcza że pamiętam jak pod dotykiem twoich kopyt więdła trawa, więc nie chcę myśleć co potrafią twoje usta. Hm... tak się chcesz bawić? Dobrze, dam ci takiego całusa że długo popamiętasz. - No... skoro tak ładnie prosisz... - jęknąłem służalczo, udając że poddaję się jej urokowi. Odchyliłem głowę najbardziej jak potrafiłem, i z całej siły uderzam ją czołem, prosto między oczy, tak aby ogłuszyć tą wiedźmę.
-
- Eeee.... no... ładna jesteś...- zdołałem jedynie z siebie tylko tyle wydusić jak na razie. Trzeba przyznać... wygląda ślicznie. Ale momentalnie oprzytomniałem, przypominając sobie słowa księżniczki na jej temat. - Po co to wszystko?! To jeszcze jedna próba? Jeśli myślisz że zdradzę księżniczkę Lunę to się mylisz! Zawsze będę wierny wyłącznie jej, i tylko jej! Co z nią zrobiłaś? Co zrobiłaś z księżniczką Luną! - szarpnąłem się raz jeszcze, próbując się uwolnić. - Jeśli skrzywdziłaś ją, albo Twilight, to nie ręczę za siebie!
-
Teraz to przeszedłeś samego siebie... szacun. ____________________________________ - Że. Co. Proszę?! - spytałem z coraz to bardziej rosnącym niedowierzaniem. Nie żebym nie uważał się za przystojnego ogiera, ale ta sytuacja zaczeła mnie przerażać. Przechodziły mnie dreszcze, gdy Multi dotykała moją pierś. I to nie jak źrebię, tylko jak dorosła klacz. - Co... co ty wygadujesz. Przecież ty jesteś dzieckiem... - szarpnąłem się próbując odepchnąć kopytko Multi z dala od siebie. Rany co jej do głowy strzeliło...
-
Uśmiechnąłem się cwaniacko, i też położyłem kopyto na stół. - A ty poznoj siłę, kucy ze Wschodnich Gór, gołowąsie! - rzuciłem, i chwyciłem mocno kopyto młodego i zacząłem się z nim siłować. Najpierw aby poznać jego siłę, trochę go pomęczyć, a potem jednym ruchem przewalić go tak, ażeby zleciał z tego swojego krzesełka!
-
Ah... moja głowa... mogłem się spodziewać że tak będzie. Najgorsze było to że nie widziałem w pobliżu ani Twi, ani Luny. Co ta mała mogła z nimi zrobić. No super jeszcze mnie związała...ale chyba zdołam się uwolnić. A potem tu weszła. Ta mała, podła, trucicielka... i jeszcze szczerzy się jak głupi do sera. - Niezbyt przyjemnie. - odpowiedam spokojnie. - Mogę wiedzieć czemu nas uśpiłaś, i przywiazałaś mnie do słupa?
-
Dobra dobra... a czy w takim razie mógłbym jeszcze raz wysłać podanie? Nie znalazłoby się miejsce na choć 1 multi sesję którą chciałbym poprowadzić?
-
- A no do smoka... chędożona gadzina poniosła łapsko na Centerlot, to mu tą łapę trza odrąbać! Trza pokozać że z kucami się nie zadziero bez karnie. Dubra, kuniec uprzejmości. Skoro takie wojowniki jesteśta, to dawajcie, siłujemy się na kopyto! Zwycięsca stawia kolejkie. Chyba że boita się przegrać z mniejszym przeciwnikiem.
-
- A no macie gościa. Olo ''Łamignat'' Bonecrusher, się kłania. - i faktycznie lekko się ukłoniłem przez grzeczność. - A widzę po waszych mordach, żeśta wojaki z północy, co z ni jednego pica chleb jedli.
-
Łowcy smoków tia? No to zobaczmy z kim Olo będzie musiał współpracować. Wypiłem kilkoma głębszymi zawartość kufla (swoją drogą całkiem niezłe toto), i odstawiłem go na ladę. Podchodze bliżej gromady, jeśli będzie tam wolny stołek, to przysiadam się do nich, jeśli nie, to biorę stołem z innego stolika i tak się przysiadam, bo nie będę stał samotnie, jak ten cieć przy hałdzie żwiru.
-
- Chłopie, ja nic żem nie jodł cały dzień, ni będę marudził. Daj co jest, byle smaczne i jadalne. A widze po twujej gębie jakby ci kto za skórę zalozł. To tamte łobszczymury, nie? - wskazałem brodą na biesiadujących. - Zwykle karczmorze są uprzejmi, dla tych co zostawiajom w ich kiesie piniądze.
-
- Wiadro najmocniejszego trunku jakiego masz karczmarzu! - kuknąłem rubasznie na niskiego kuca. - Olo ma dziś chęć zalać robala. Powiedz co dziś pichcisz na kolacykję, bom tak głodnym że zjodłbym cały wóz siana.
-
No niech tam... teraz nie ma odwrotu. Wszystkie na mnie patrzą, nie mam jak wylać tego za plecy. Wypiję, ale tylko trochę. Tak symbolicznie.
-
Jest głośno. To dobrze. Idealne miejsce gdzie można coś zjeść, wypić i zęba wybić. Z uśmiechem na gębie podeszedłem do drzwi, i otworzyłem je z kopa. Następnie z cwaniackim uśmiechem wchodzę do środka, i lustruję towarzystwo, szukajac jednocześnie pustego stolika, a jak nie będzie takowego, to przysiądę się do tej grupy co wygląda średnio przyjaźniej. Akurat naszła mnie ochota wybić komuś kilka ząbków.
-
Albo to faktycznie zwykły sok z jabłek, albo to naprawdę dobra podróba, i została zamaskowana tak że nie da się wykryć czy coś jest nie tak. - No cóż... czemu nie? - odparłem unosząc szklankę.
-
- Ano przeszliśmy Twilight... - spojrzałem nieco surowo na lawendową klaczkę. - Choć bardzo ciekaw jestem czemu na nas nie zaczekałaś dziewczyno. To było nie rozsądne, mogłaś zginąć. Martwiliśmy się. Zerknąłem na swoją szklankę, oceniając przejrzystość i klarowność soku. Nieznacznie wącham płyn, aby wychwycić aromat zapachowy, może udało by się wyczuć coś, co nie powinno się znajdować w soku. Korzystając z chwili gdy Multi była skupiona na Twilight, szybko spróbowałem kilka kropel soku, i zacząłem go smakować, aby wychwycić posmak potencjalnej trucizny. Jady mają to do siebie, że zwykle mają gorzkawy, lub lekko metaliczny posmak.
-
Ah... a byłem tak blisko.. Toast... no pięknie. Najprostrzy i najskuteczniejszy sposób na otrucie kogoś. O ile jedzenie mogło nie być ''przyprawione'' to soczek z butelki już bardziej wydaje się być trutką. Instynkt mówił żeby tego nie pić, a jednocześnie nie wkurzać Multi. Hmm... co by tu.. wiem! - Chwileczkę, jeśli można. - wziąłem szklankę, ale nie wypiłem zawartości. - Uważam że powinniśmy poczekać aż Twilight się obudzi, coś przekąsi, i dopiero wznosić toasty. Ona jeszcze cię nie zna Multi, a to naprawdę bardzo sympatyczna klaczka, wiem co mówię. Z pewnością będzie ci wdzieczna jak dowie się że to TY jej pomogłaś. Wtedy wzniesiemy toast wszyscy razem, przecież to lepiej mieć jednego przyjaciela więcej, prawda szkrabie? Chcę kupić więcej czasu, abym mógł sprawdzić czy to faktycznie zwykły sok, czy może coś niebezpiecznego.
