-
Zawartość
1999 -
Rejestracja
-
Ostatnio
-
Wygrane dni
1
Wszystko napisane przez Ares Prime
-
- Dobrze ksieżniczko, ale co dalej? Może i ta mała wygląda sympatycznie, ale co jeśli.. no nie wiem, może faktycznie się zmieniła? Może nie chce być zła? Musimy ją obserwować pani. Coś mi podpowiada że może jakaś jej cząstka przynajmniej próbuje być dobra, ale miejmy się na baczności. Dalsze sugestie przerwało pojawienie się łba Noc'a. Strzeliłem tylko facehoofa na jego widok. - W mordę, znowu ty. - westchnąłem, patrząc nieprzychylnie na latający łeb. - Nie masz innych rzeczy do roboty? Bo owszem, trochę przeszkadzasz. Czego chcesz?
-
Obrazili się na mnie czy co? Chyba nie potrzebnie się tak uniosłem wtedy na wieży... nawet Timber mnie unika. Ale musiałem.. poprostu musiałem. Byłem za nich odpowiedzialny, a teraz kiedy Shiva odeszła, muszę ich chronić. Derpy, Twilight i Timbera. Pomimo że teraz mieliśmy broń zdolną do walki z bogami, to bez wiekowej mądrości i doświadczenia Shivy będzie dużo ciężej. Twilight pomoże na ile będzie mogła, ale Derpy trzeba będzie pilnować. A ja miałem ich wprowadzić ponownie do kanałów, do Thanatosa. Skoro tu nie było drabiny, trzeba będzie zejść inną drogą. Chyba najlepiej będzie cofnąć się, i spróbować odnaleźć pierwotne schody po których dostałem się tu gdy po raz pierwszy zwiedzałem lochy. A skoro te były ''oczyszczone'', chyba nic poza robakami i szczurami tam nie spotkamy. No oczywiście poza Thanatosem. Sam usiadłem i zacząłem przypominać sobie drogę do schodów. Chyba była gdzieś na lewo od dziedzińca. Co jakiś czas zerkam na resztę towarzyszy, sprawdzając ich stan.
-
- Mówiła że jest tu sama, a jej bracia prawie wcale jej nie widują. Może dlatego jest taka dziecinna... I sprawia wrażenie niewinnej i ciekawej świata, bo jej bracia nie wywierają na nią złego wpływu. Może udaje, niewiem.... Kiedy się smuciła trawa pod jej kopytkami obumierała na sekundę, potem wracała do normy, znaczy ona i trawa. Poza tym że to alicorn, zachowywała się jak normalna klaczka. - chociaż teraz było mi strasznie głupio, za narażenie towarzyszek. - Pani wybacz proszę, nie miałem pojęcia że ona może być groźna. Zrobiło mi się jej żal, widząc samotne źrebię, zdane tylko na siebie....
-
Gdy tylko klaczka odlatuje, od razu poczułem pewną ulgę. Podchodzę do Luny, i pytam spokojnie - Księżniczko, czy ty ją znasz? Zachowywałaś się jakby ta mała cię przerażała. Czy ona jest niebezpieczna? W końcu to przecież źrebię.
-
- Czy jej to nie zaszkodzi? Wygląda dość dziwnie... - spytałem podchodząc do Twi. Wyglądała jakby była pod wpływem środków odużających. Muszę pomówić z Luną na temat Multi, ale nie przy tej małej. - Dobry pomysł mała, ale nie możemy zostawić Twilght samej, musimy tu zostać. Ale jeśli chcesz to przynieś talerze i coś na ząb, my tu zaczekamy. Prawda księżniczko? - puszczam oko do Luny dyskretnie. Oby załapała mój plan.
-
Cholera... Co takiego potrafi ta mała że Luna się jej boi? Miałem o to spytać gdy mała nas zaskoczyła. - Poprostu Jesteśmy zmartwieni stanem Twilight, Multi. Wygląda na roztrzęsioną... - odparłem zmieniając temat.
-
- Szczerze... Nazywa się Multi, i z tego co z niej wyciągnąłem jest siostrą Noca. Natknąłem się na nią podczas qpatrolu. - odpowiadam Lunie szeptem. - Zdziwiłem się widząc kolejnego alicorna, w dodatku źrebię i postanowiłem sprawdzić kim jest. Księżniczko, coś jest nie tak?
-
Napady... czyli w sensie ziemia obumiera jak jesteś w złym humorze mała. Albo i gorzej. Nie za bardzo chcesz mówić o swoich braciach, dobrze, nie będę naciskał. Spróbuję być nieco bardziej otwarty, może powie coś więcej. - Wiesz.. jedna z moich towarzyszek też jest dobra, i miła dla każdego... istna chodząca dobroć. Kiedyś bardzo mi pomogła. Bez nie wcale by mnie tu nie było, zawdzięczam jej życie. Zrobiłbym dla niej wszytsko, dosłownie wszytsko...
-
- Ta... spotkałem go. Ma dość dziwnie poczucie humoru. Powiedziałbym nawet że zabija żartami...hehe.. Ha. Czyli ta klaczka jest faktycznie powiązana z Nocem, ciekawe co ona reprezentuje. Więc, jest Noc, i Multi. Ciekawe kim jest trzeci członek tej familii. Spróbuję się tego dowiedzieć. - Em... Multi.. mogę cię o coś spytać? Może to trochę dziwne, ale jest to jest mieć braci, no wogóle mieć rodzeństwo? Bo widzisz, akurat ja jestem jedynakiem i nie mam rodzeństwa. Jednego z twoih braci już znam, a kim jest ten drugi?
-
- Wiele razy smyku.. wiele razy... - westchnąłem ciężko. - Wiele razy tam gdzie się udaję, jestem pierwszy raz. Może byłem wcześniej w tych miejscach, może nie. Trudno powiedzieć. Może kiedyś odzyskam swoje wspomnienia. Ale... Gdy zobaczyłem jak ziemia pod jej dotykiem czarnieje i pokrywa się popiołem, istynktownie lekko odsunąłem się od klaczki, tak zeby nie zauważyła tego. Kurczę.. z tą małą faktycznie może być coś nie tak. - Em.. Multi... a czy twoi bracia nie są czasem alicornami? Czy nie jest ich trójka? I czy jeden z nich nie nazywa się Noc?
-
A miecz też pochłonęło? ____________ Kurde... było blisko. To się nazywa mieć więcej szczęścia niż rozumu. - Doobra... chyba teraz to naprawdę mamy z nim spokój. Rany, jak wykonamy wreszcie to zadanie, nie chcę już nigdy w życiu widzieć na oczy żadnego alicorna. Same z nimi problemy. - westchnąłem ciężko. Podszedłem i zacząłem ubierać swoją zbroję, i przypasałem do boku miecz. Pora ustalić priorytet naszych działań na chwilę obecną. Podchodze do swoich towarzyszek, oraz Timbera i oznajmiam im: - Zmywamy się stąd. Teraz gdy już nie ma z nami Shivy, będzie trudniej, ale mamy spokój z Gatanyerem. Słuchajcie, teraz musimy się naprawdę pilnować, każdy musi uważać zarówno na swoje plecy, jak i na plecy towarzysza. Tylko trzymając się razem, zdołamy wyjść z tego w jednym kawałku. A teraz Ruszamy szukać Thanatosa, pieczętujemy drania, znajdujemy resztki Shivy, odkładamy miecz na miejsce, i można wracać do domu. Znaczy wy do Ponyville, a Ja i Timber ruszamy dalej. Chodźcie. Po czym prowadzę drużynę po schodach w dół, aby odszukać Thanatosa.
-
- Czym się zajmuję... dobre pytanie. Jakby ci to powiedzieć hmm... Moją pracą jest służba najwspanialszej, i najpiękniejszej księżniczce na świecie, księżniczce Lunie. Gdy księżniczka potrzebuje coś załatwić, a akurat nie może opuścić pałacu, wtedy wysyła mnie na misję. Poza tym, jestem równierz jej osobistym strażnikiem i obrońcą. A powiedz mi Multi... od jak dawna zbierasz kwiatki tutaj, w sensie, jak długo tu mieszkasz?
-
- Hej, uszy do góry szkrabie. - mówię z pogodym uśmiechem, i delikatnie pogłaskałem ją po grzywie. - Nic sie nie stało, zresztą ja nie jestem z tych co się obrażają. Nie przepraszaj bo niemasz za co. Wiesz, ja też bywałem w paru ciekawych miejscach, opowiem ci o nich później, ale pod warunkiem że przestaniesz się smucić, zgoda? O wiele ładnidniej wyglądasz jak jesteś uśmiechnięta Multi.
-
- Skąd jestem... Ja... Niewiem dokońca mała. Mam amnezję...niepamiętam wiele ze swojego życia. Ale chyba pochodzę z Canterlotu... - odparłem nieco smutno.
-
To dziecko jest dziwne... Tak samo żyje i mieszka w dziczy? Trzeba będzie porozmawiać z nią o tym. Ale teraz trzeba się zająć Luną i Twi. -Dobrze Multi, leć za mną. To niedaleko. A tak właściwie, to mam dwie towarzyszki, jedna jest jednorożcem, zaś druga alicornem tak jak ty. Sądze że się szybko polubicie.- poczym prowadzę ją ku miejscu gdzie jest Luna i Twi. Postanowiłem być otwarty aby zdobyć jej zaufanie.
-
Wykrzykuje swój Nick...
-
Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
-
N -Kojarzy mi się z bajglem A - Rose... ładna, i lubię ją. S - Tu tez rose... fajnie. U - Nie znam, ale wydaje się sympatyczna
-
- Niedaleko, Multi. Ale chwileczkę... jesteś tu całkiem sama? Gdzie są twoi rodzice, inni dorośli? Taki mała klaczka, a lata samotnie? - spytałem zdziwiony. - Czy gdzieś jest jakiś dorosły kucyk ?
-
Doświadczenie: Od ponad 5 lat siedzę w różnych RPGach, zarówno w spotkaniach na żywo z innymi maniakami, jak i na różnych forach. Specjalizuję się zwłaszcza w multisesjach, zdarzyło mi się prowadzić sesję z 8 graczami i dociagnąć ją do końca. Dlaczego Ty?: A no mam trochę wolnego czasu, poza tym chciałem zająć się czymś innym poza posaniem epickich fanficów. Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?: World of Warcraft, Transformers, Teenage Mutant Ninja Turtles, może Star Wars Clone Wars, Marvel, DC, i oczywiście stara dobra Equestria. Czyli głównie Fantasy. Oraz jakiś własny świat... no znalazło by się trochę pomysłów. Wady, zalety (swoje, oczywiście): ZALETY - anielska wręcz cierpliwość, i pomoc dla laików. Jestem otwarty na sugestie i propozycję, chętnie wyjaśnię mechanikę proponowanej przezemnie sesji. Będę dawał co najmniej 1 posta dziennie. Jak zaczynam prowadzić sesję, to ciągnę ją do końca. Przerwać to może tylko śmierć gracza, lub MG, ewentualnie rezygnacja tego pierwszego. Wady - dostępność czasowa. Czasem mogę być niedostępny i nie odpisywać od razu na wiadomości, czy pytania. Trochę z lenistwa, ale przede wszytskim, dlatego że dużo pracuję. Kontakt (mail / gg / aqq / skype): GG - 31276107 mail - [email protected] Przykładowe WŁASNE opowiadanie: WORLD OF WARCRAFT Połączone siły Hordy i Przymierza przepełnione furią przypuściły zaciekły atak na siły Króla Lisza w Northrend. Ich determinacja była tak wielka, że przebili się oni, aż pod Bramę Gniewu, wrota do Korony Mrozu – siedziby ich znienawidzonego wroga. Tam jednak czekała na nich straszna niespodzianka. Część sił Opuszczonych zaatakowała swoich sprzymierzeńców doprowadzając do potwornej masakry. W tym samym czasie ich pan, Varimathras podjął próbę przeprowadzenia puczu wewnątrz stolicy nieumarłych. Na szczęście Królowa Sylvanas razem z Thrallem i innymi sojusznikami zdołała powstrzymać zdrajcę. Pomimo jego śmierci, plan Varimathrasa dokonał wielkich szkód. Przymierze i Horda zarzuciły się wzajemnymi oskarżeniami i odstąpiły od sojuszu zamieniając gwałtowne natarcie ich sił w powolną wojnę okopową. Ostatecznie jednak Srebrzysta Krucjata pod wodzą Tiriona Fordringa wysławszy grupę dzielnych herosów przeprowadziła precyzyjne uderzenie na Koronę Mrozu i pokonała Króla Lisza, uwalniając świat od jego plugawego istnienia. Wojska opuściły Northrend, pozostawiając tam jedynie obsadzone garnizony i nowo zdobytych sprzymierzeńców. Zdziesiątkowane siły obu frakcji powróciły na kontynenty, aby zająć się własnymi sprawami. Aż pewnego dnia każdy mieszkaniec Azeroth poczuł jak ziemia drży pod jego stopami... Skorupa ziemska zaczęła pękać i giąć się niczym papier. Rzeki i morza wystąpiły ze swych brzegów zalewając całe połacie lądów. Góry zaczęły kruszeć i rozsypywać się, a jałowe pustkowia zamieniały się w potężne lasy. Wulkany eksplodowały wyrzucając z siebie gęsty dym i lawę, niszcząc wszystko wokół. W najdalszych zakątkach świata druidzi kulili się i wyli w bólu, dzieląc cierpienie z umęczoną przemianami Ziemią, kiedy każda istota na Azeroth desperacko walczyła o przeżycie. Mury miast rozsypały się w gruz, niektóre krainy został rozerwane na kawałki lub utonęły w morzu lawy. Tysiące istot zginęło w jednej chwili, a jeszcze więcej zostało rannych. Nadeszła apokalipsa. Nadszedł KATAKLIZM... Niedługo potem stało się jasne, że za tymi zdarzeniami stoi nikt inny, jak Deathwing zwany niegdyś Neltharionem. Druidzi oraz szamani wszystkich ras zebrali się, aby opracować plan ratowania świata. Dla Przymierza i Hordy atak smoczego Aspektu był czymś jeszcze - sygnałem do wojny. Wojny na szeroką skalę. Armie Stromwind wylądowały na wyspie Theramore oraz w Darnassus. Uderzono na Ashenvale. Rozpoczęto oblężenie Mulgore. Barrers zamieniło się w arenę zaciętych walk w wojnie pozycyjnej. Na ustach żołnierzy Króla Wrynna oraz ich sojuszników było jedno hasło: "Orkowie z powrotem za Portal". Horda została zaskoczona. Agresywna polityka wewnętrzna nowego przywódcy, Garrosha Hellscreama, sprawiła, iż dawne sojusze zastąpiły nowe konflikty. W Lordaeron Opuszczeni prowadzili własną wojnę, a Sylvanas nie spieszyła się z pomocą kalimdorczykom. Krwawe elfy zaś stawały przed kwestią wyboru nowego władcy. Sytuacja stawała się poważna, jednak z jakiegoś powodu Garrosh wstrzymywał swoje główne siły przed wysłaniem na front... Pewnego popołudnia kliku całkowicie sobie obcych członków Hordy otrzymało następujące wezwanie: "Adresat tej wiadomości ma obowiązek bez zwłoki wstawić się przed obliczem Wodza Garrosha, w twierdzy Grommasha, w Orgrimmarze. Nieusłuchanie tego rozkazu, bądź zwłoka w jego wykonaniu uznana będzie za zdradę i bezlitośnie ukarana. Oczy Hellscreama zawsze na ciebie spoglądają. Za Hordę."
-
O kur... ten to naprawdę nie zna słowa ''odpuść sobie''. Ale żeby regenerować się po TAKIM łomocie?!? Nosz psia krew, trzeba znowu działać! Odsunąłem od siebie Derpy, i natychmiast pobiegłem po miecz. - Twilight, on się regeneruje! Szybko, zasil miecz swoją magią, spróbuję go zapieczętować!! Timber, broń Derpy! - wydałem szybko stanowcze rozkazy, i natychmiast ruszyłem po miecz. Muszę działać szybko, tak ja to tylko możliwe! Skoro magiczna broń ma właściwości pieczętujące, może tym razem wreszcie uda się go zatrzymać zanim poskłada się do kupy.
-
Przyznaję... to mnie zaskoczyło. Właściwie nigdy nie przypominałem sobie kontaktu z jakimkolwiek źrebakiem, poza tym z prób. To chyba poprostu zwykłe źrebię, tylko że no właśnie, jest alicornem. - No.. cześć mała. Jestem Nightwing. - odparłem nieco speszony tak przyjaznym zachowaniem u źrebaka, al emówiłem łagodnie i spokojnie. - Em.. słuchaj Multi, czy możesz mi powiedzieć gdzie ja jestem? Bo mam ze sobą chorą towarzyszkę, i potrzebujemy dostać się w jakieś cywilizowane miejsce.
-
Alicorn? Kolejny? No nie... Jak to możliwe? Chyba jednak trzeba będzie się ujawnić. Wylatuję zatem z kryjówki i lecę do małej tak żeby zauważyła mnie, ale nie nawiązuje pełnego kontaktu.
-
Past Sins i historie poboczne [PL][Z][Dark][Sad][Slice of Life]
temat napisał nowy post w Opowiadania wszystkich bronies
Równierz dołączam się do pytania o cenę, i jak najbardziej jestem chętny do zakupu. -
Polana... znowu. To zaczyna się robić nieco nudne, ale dobrze że nas nie wypluło np. nad jeziorem lawy, albo w jaskini smoka. Przynajmniej okolica wygląda dość normalnie, a sądząc po roślinności musimy znajdować się w klimacie umiarkowanym. I chyba mamy gości. Ujawnianie się nie jest za bardzo na miejscu, zatem robię inaczej. Szybka orientacja, aby ustalić gdzie jest polana, aby w razie czego móc tam lecieć. Lecę w stronę drzew, i chowam się między gałęziami tak, aby ukryć się całkowicie. Dzięki swojej czarnej sierści nie będę widoczny, za to mój cel jest aż nazbyt wyraźny. Obserwuję cel uważnie, aby stwierdzić kto to jest, i w jakim kierunku zmierza. Gdy mnie mnie, będę leciał za nim, tak aby mnie nie zauważył.
