Skocz do zawartości

Ares Prime

Brony
  • Zawartość

    1999
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    1

Wszystko napisane przez Ares Prime

  1. Jednak pegazik umioł myśleć. Ha.. nie ma to jak z samego rana wybić kilka zębów, i skopać zad tym którzy na to zasługują. No i przynajmniej pozostali wiedzą że z Olem Bonechrusherem się nie zadziero! A to niesamowicie zaostrza apetyt, zatem kontynuowałem swój marsz po śniadanie, będąc z siebie bardzo dumnym. Jak już doczekam się na swoją porcję, poszukam wolnego stolika, albo dosiądę się do jakiejś grupki.
  2. A winc paniczyk ma własnego ochroniarza? Wygląda na twardziela. No ta, jak ktoś nie umie robić własymi kopytami, to silnorękich wynajmuje. Poprawiłem szyszak, i ochraniacze na kopyta. - Ha... paniczyk ma łosobistego opiekuna. W sumie to logiczne, ktoś mu musi teraz nosek wytrzeć, bo się jakoś tak zasmarkał na czerwono. Suchoj kolego, do ciebie nic ni mom, więc zabiroj stąd tego krzykacza, i siedźta cicho. Chyba na dziś dość posoki pochłonęła ta podłoga. Szlachcic dostał nauczkę, nie było bardzo sensu robić tu dalszej burdy. Ale wszytsko zależy od odpowiedzi tego pezazika. Jeśli okaże się rozsądny, to zabierze stąd tego pajaca. A jeśli będzie próbował jakiś krętów... to sam chwycę za topór.
  3. Ładna kolekcja przyznaję, szkoda tylko że większość tych rzeczy nam się nie przyda, bo albo nie przydatna, albo za stara. Ale liny, czy drabiny powinny być w jako takim stanie do użytku. - Rozejrzymy się tu trochę, i znajdźmy coś przydatnego. - oznajmiłem wszystkim, ale gestem wskazałem Twi i Timberowi żeby poprostu poszli w drugą stronę. Ja musiałem chwilę zostać z Derpy, i porozmawiać z nią. Ona najgorzej z nas radziła sobie z tym wszytskim. Gdy ta dwójka odejdzie nieco na bok, podchodzę do Derpy i siadam obok niej. - Derpy... możemy chwilę pomówić? - pytam łagodnie, i uprzejmie, uśmiechając się nieznacznie.
  4. - Hahhaha! Tobie kozy paść, a nie na smoki chodzić! Cho no tu, bo jescze ni skończyłem!! - huknąłem na paniczyka, po czym doskoczyłem do niego ponownie, i jednym kopytkiem chwyciłem go za fraki, zaś drugim zacząłem mu wybijać kolejne zęby. - Za mamusię, za tatusia, za babunię, za dziadunia, za ciotunię, za wujaszka... - i tak za każdeczo członka mojej kochanej rodzinki, idzie jeden ząbek. A jak mu się wszytskie zęby skończą. -Ołjej...ni ma już więcej? No to dubranoc frajerze!! - poczym raz a dobrze walę go w ryja tak, co by stracił przytomność.
  5. - Ładnie godosz... - mruknąłem wyłamując kopyta ze stawóa. - Mom nadzieję że nie jesteś za bardzo przyzwyczajony do swych zymbów, kozojebco! Przegiął o jeden raz za dużo. Tera to mu pokażę co potrafi Olo Bonecrusher. Pierw podskakuję i jebut go kopytem w mordę, a potem okładam go umiejętnie kopytami, ale mam się na bacznosci, bo ignorować przeciwnika to głupota, nawet takiego zasrańca jak ten.
  6. - Taaaa? A co, może mi zabronisz, siusiumajtku! Nie, czekoj, niech zgadnę. Ty nie na smoka idziesz, ty jesteś wędrowny trefniś co zarobio na chleb, wydurniając się na występach. - odparłem z cwaniackim uśmieszkiem, chcąc sprowokować typka. - A śmiało, nazwij mnie jeszcze roz durnym, to zrobię ci z mordy gulosz! Poprawiłem szyszak i zakasałem rękawy. Jeśli coś powie złego na mój temat - zamienię go w worek do bicia.
  7. - Nu i czego tak japę wydzierasz?! Jak nie umiesz normalnie chodzić lalusiu jeden, to teraz żryj z podłogi! - huknąłem basem na elegancika, bo jakby mnie nie obraził, to bym przeprosił go za rozlanie śniadania, a jak on z wyzwiskami startuje pierwszy no to nie ma przerpoś. - A tera suchoj no głupi lalusiu! Albo teroz łodejdziesz stąd w podskokach, albo tak ci przypierdziele że będziesz zęby zbiroł po całym Canterlocie!
  8. Nooo prosze, widze że więcej kuca ściagnęło tu na gadzinę. Choliera, oby ten smoczek miał duży skarbiec, bo na wszytskich nie obstanie. Dobra, ale ja tu nie na pogaduchy przyszedł, tylko aby coś zjeść. W tym celu idę, a raczej przepycham się do lady używając siły. Dobrze zjeść, wypić, iszczypnąć kelnerkę w tyłeczek, i iść na miejsce zbiórki. To mój plan na spędzenie poranka.
  9. A chędożyć karczmarza... czuję że jedzonko jest gotowe. Nu a brzusio głodny, to nie korzmy mu czekać. Ubieram się, biere osprzęt, i idę na śniadanko.
  10. Ares Prime

    "Wspomnienia" Ares Prime

    - Nie nazywaj mnie tak wiedźmo! - syknąłem zły. - Nie chcę od ciebie nic, i nigdy nie zdradzę mojej pani! Wbij to sobie wreszcie do tego twojego pustego łba! W chwili gdy pochwyciła mnie swoją magią, zaniepokoiłem się. Nie o siebie, lecz o Lunę, i Twilight. Lecz gdy zobaczyłem jak księżniczka blokuje Multi poczułem zarówno ulgę, i szczęście. Moja pani... Moja najdroższa pani... Nie zapomnę ci tego. Szybko rozejrzałem się w poszukiwaniu jakiegoś kamienia, abym mógł nim cisnąć z kopa prosto w czoło Multi. Jeśli się uda, zaatakuję ją, szybko, mocno i boleśnie.
  11. - Doooobra... zaczynacie mnie oboje przerażać. Jeśli wam tak śpieszno zamienić się w żywe trupy, wasza sprawa. Ja tam zamierzam jeszcze pożyć parę lat. Poza tym żyć wiecznie... meh, dla mnie to przereklamowane. W końcu i tak wszystko by mi się znudziło, nawet podpalanie i pożary. No i jeszcze te białe robaczki wędrujące po gnijących wnętrznościach... bleh. Dobra ja wracam do miasta, a wy sobie gadajcie na te wasze nekrolubne, urocze tematy. Po czym nieśpiesznie ruszam w kierunku miasta.
  12. Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
  13. - Tyknij mnie jeszcze roz, to jo tak cię tyknę że będziesz musioł wyciągać z mózgu własne zęby... - warknąłem, bo nie cierpiałem budzenia o tak pogańskiej godzinie. - No ni gniwoj się, tak tylko żartuję. Wstałem i przeciagnąłem się mocno. - Śniadanie gotowe? Bo ni lubię ruszać na smoki na czczo.
  14. Ares Prime

    "Wspomnienia" Ares Prime

    O w mordę, znowu ona.... ta to dopiero nie zna umiaru. - Księżniczko, Twilight, uciekajcie! - powiedziałem stanowczo, rozpościerając skrzydła, osłaniając Lunę, i Twilight. Przyjąłem bojową postawę, napiąłem mięśnie. Obierałem obronić je, i słowa zamierzam dotrzymać. Uważnie obserwuję Multi, aby zareagować gdyby próbowała jakiś sztuczek. Teraz jednak żałuję że nie pozbyłem się jej kiedy miałem ku temu okazję. - Szkoda że ja wcale nie cieszę się na twój widok. Wynoś się i zostaw nas w spokoju, albo pożałujesz!
  15. Ares Prime

    "Wspomnienia" Ares Prime

    - Ja.. ja miałem kolejną wizję... - odparłem chwytając się za bolącą głowę. - Była tam królowa podmieńców... mówiła że rodzeństwo powróci, i że wyruszają na wojnę. Mówiła o Celestii, o szpiegu z Equestrii, kazała go potraktować.. Pismem. To... to była chyba moja przeszłość. Chwilę oddychałem ciężko aby zapanować na bólem głowy. - Czytałem to pismo na schodach. Nie wiem jak, ale umiem je odszyfrować. Brzmo ono tak ''Niech na słowa wezwania tego, zjawi się Kreator. Zbrojny w swój umysł stanie do pojedynku i ochroni przyzywającego. Bo to jego piecza spoczywa nad tym miejscem i wszystkimi uwięzionymi tutaj.'' Co do słowa.
  16. Ares Prime

    "Wspomnienia" Ares Prime

    - Wtedy osobiście się nią zajmę, i obronię was. Nie pozwolę żeby skrzywdziła którąkolwiek z was. Nikt nie będzie groził moim przyjaciołom. - odpowiadam z lekkim uśmiechem, i pogłaskałem ją delikatnie po grzywie. - Ale na przyszłość, trzymaj się nas, i nie oddalaj się. To nie jest majowy piknik Twilight. Tu musimy się trzymać razem. Wstałem na równe nogi, i pomagam klaczce wstać. - Chodź Twilight, musimy porozmawać z księżniczką Luną. - po czym idę razem z nią do Luny.
  17. Ares Prime

    "Wspomnienia" Ares Prime

    - Twhilght Sparkle, uspokuj się. - delikatnie łapię ją za ramiona. - Jestem tutaj, jest tu księżniczka Luna, nic złego ci się nie stanie, żadna krzywda. Oddychaj głęboko, wyrównaj oddech. - poleciłem mówiąc stanowczym, delikatnym tonem. - Ona nie wyrządzi ci żadnej krzywdy, dała nam spokój. Jeśli to nie poskutkuje, może poprostu... przytulę klaczkę do siebie.
  18. Ares Prime

    "Wspomnienia" Ares Prime

    Kiwnąłem głową na znak że zrozumiałem, po czym zacząłem powoli opadać aby móc wylądować. Sytuacja nie wyglądała za dobrze. Sami, w środku upiornego lasu, zdani na łaskę tej szalonej klaczy. Ale to że tak nagle odpuściła, zaczęło mnie intrygować. Dotąd gnała za nami, a teraz jak postanowiliśmy wylądować, odpuściła? Hm.. może po prostu się bawi z nami, albo faktycznie jej władza jest ograniczona, i nie obejmuje tego miejsca. Musimy obmyślić plan działania. Gdy już wylądowałem delikatnie zdejmuje z Twilight. Nie wyglądała zbyt dobrze. Podchodzę do niej, i delikatnie obejmuję skrzydłem. - Hej... Twilight, jak się czujesz, powiedz coś. Spokojnie, jesteśmy na razie bezpieczni.
  19. Ares Prime

    "Wspomnienia" Ares Prime

    Myliłem się. Ona jest poprostu niewyżytą, zboczoną wiedźmą. I że niby ja i Twilight?! Równie dobrze to mógłbym być jej ojcem.... no, dobra może starszym bratem, nie jestem aż taki stary. - Zostaw mnie w spokoju! Nigdy nie będę twój, moje serce należy do innej! - krzyknąłem w myślach, i wznowiłem lot. Po chwili zawołałem do Luny: - Księżniczko, co teraz? Lecimy dalej, czy lądujemy na tamtej polanie? Wydaje się że magia Multi nie ma wpływu na to miejsce, ale to może być pułapka.
  20. Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
  21. Ares Prime

    Nabór na MG

    Dobra, to spróbuję raz jeszcze. Doświadczenie: Siedzę w tym biznesie od lat, mam za sobą wiele ukończonych sesji, zarówno jako MG jak i gracz. Specjalizuję się w multisesjach, dla mnie to nic ogarnąć 4-5 graczy w jednej sesji. Grając u mnie wybierasz dobrą zabawę, częste odpisy, i przede wszystkim pomoc dla laików. W moich sesjach każdy powinien znaleść coś dla siebie. Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?: Głównie własne światy, ale jeśli znajdą się chętni, mogę poprowadzić sesję w realiach Wiedźmina, Transformers, TMNT, Marvel, oraz WoW. Oczywiście dla typowych kucolubów też będzie miejsce. Mistyka, fantasy, SF, kuce, i ninjaklimaty - to mogę wam zaoferować na wstępie. Dlaczego Ty?: Bo mam cierpliwość, czas, i masę pomysłów. Dla początkujących oferuję pomoc, a dla doświadczonych wyjadaczy, ciekawe sesje. Wady, zalety (swoje, oczywiście): Zalety - cierpliwy, pomysłowy, otwarty na propozycje innych, Wady - czasem może mnie nie być na GG do 3 dni, bywam trudno dostępny, co nie znaczy że olweam sobie sesje. Poprostu praca, i pisanie innych epickich dzieł też pochłania mój czas. Kontakt (mail / gg / aqq / skype): [email protected] GG - 31276107 Przykładowe WŁASNE opowiadanie: Nowy Jork, bliżej nie określona przyszłość. Od czasu swoich narodzin, Wojownicze Żółwie Ninja, byli szkoleni przez swego mistrza Splintera, do jednego, najważniejszego zadania – pokonania straszliwego, i bezwzględnego Shreddera, przywódcy Foot Clanu. Shredder dzięki swoim wpływom, i władzy, zamienił swój klan, w potężną między narodową korporację, i zaczął zdobywać coraz większe wpływy na całym świecie. Żółwie widząc jak ich nemezis zdobywa coraz większą władzę, postanowiły raz na zawsze skończyć ze Shredderem. Pewnej ciemnej, burzowej nocy, Żółwie, Splinter, włamali się do siedziby Foot Clan w NYC, i starli się w straszliwej walce ze Shredderem i jego sługami. W trakcie walki nastoletnim mutantom udało się wreszcie zabić potężnego wojownika jakim był Shredder. Lecz cena zwycięstwa była wysoka. W trakcie walki razem ze Shredderem, zginął również mistrz Splinter. To był straszliwy cios dla czwórki braci. Leonardo, jako najstarszy z rodzeństwa, wziął na swoje barki przewodzenie drużynie. Jednak ból związany ze stratą ukochanego mistrza, nadal trzymał go mocno, przez co jego przywództwo nie było dla drużyny za dobre, pomimo jego wielkich starań. Większość czasu spędzał w pokoju Splintera, medytując, i próbując nawiązać kontakt z duchem senseia. Raphael natomiast znalazł ujście dla swojego gniewu i żalu, poprzez całonocne patrole i walkę z przestępczością. Bez wytchnienia tropił, i likwidował kryjówki Foot Clan, oraz Purple Dragons, najsilniejszego gangu w NYC. Wierzył on że Splinter nadal żyje, gdyż skoro nie odnalazł ciała szczura, nadal ma nadzieje na zobaczenie swojego ojca żywego. Donatello, najinteligentniejszy z braci, zaszył się w swoim laboratorium, i bardzo rzadko z niego wychodził. Zaczął pracować nad najróżniejszymi urządzeniami, i technicznymi gadżetami. Jednak gdy był na ukończeniu jednego projektu, porzucał go i zaczynał nowy. Ciągle pracował. Żeby zapomnieć…. Mikelangelo, najmłodszy z żółwi, zdawał się przeboleć, i pogodził się ze stratą Mistrza, i jako jedyny zachował dawną pogodę ducha, i rozrywkowe usposobienie. Pomagał braciom we wszystkim, jak tylko potrafił. Był jak iskierka nadzieji i radości w tym ponurym okresie ich życia, starał się jak tylko mógł aby utrzymać rodzinę w całości. Ale niebawem i ta iskierka może wkrótce zgasnąć jeśli pozostali bracia się nie zmienią…. Ale Splinter w swojej mądrości przewidział taką ewentualność, że kiedyś może go zabraknąć. Dlatego pozostawił swoim synom tajemniczą szkatułę. Żółwiom udało się ją otworzyć. Tego dnia każdy z braci poczuł w sobie coś dziwnego, tajemniczą siłę, której nie rozumieli. Jedyną wskazówkę stanowiła notatka pozostawiona przez ich mistrza – ‘’Gdy nadejdzie czas, zrozumiecie jaką posiadacie teraz moc, moi synowie…’’. I faktycznie, jakiś czas później, czterej bracia odkryli u siebie zdolności jakich nigdy by nie podejrzewali…. Wróg jednak nie śpi. Po śmierci Shreddera, władzę nad Foot Clan przejęła jego adoptowana córka, Karai. Ogłosiła ona vendettę, i przysięgłą śmierć Żółwiom, za śmierć jej przybranego ojca. Również Purple Dragons, pod przywództwem tajemniczego Khana, stali się groźniejszymi przeciwnikami, i przejęli część terytoriów wcześniej należących do Foot Clan. Choć obie organizacje walczą ze sobą, to mają jeden wspólny cel – zabić Żółwie. Jednak dzieje się też coś innego. Nad Nowym Jorkiem gromadzą się czarne chmury, dosłownie i w przenośni. Słońce prawie tu nie dociera, zaś w powietrzu wisi ciągle widmo tajemniczego zagrożenia. Dodatkowo pewnej nocy, do portu przybywa kontenerowiec, na którego pokładzie znajdują się NMutants, grupa tajemniczych mutantów z Europy. Ich pojawienie się jest równoległe z pojawieniem się tych dziwnych zjawisk nad miastem. Kim oni są? Jakie mają zmiary, i co planują… nie wiadomo. W obliczu takich zagrożeń, Żółwie muszą się zjednoczyć… albo inaczej zginą.
  22. - Dobronoc... łobudź mnie jak tamci będą wstawać.- bruknąłem, po czym otworzyłem drzwi i wszedłem do środka pokoju. Tam wreszcie z ulgą, rzuciłem na podłogę swój ekwipunek, topór, i zdjąłem swoją zbroję. Od razu żem się poczuł o 20 kilko lżejszy. Uwaliłem się na barłogu, i przeciagnąłem się aż kościka mi zatrzeszczały. Trzeba wypocząć, bo łowy na smoka to ni przelewki. W końcu ta bestja chędożona, odważyła się napaść na centrolot, znaczy się że musi być silna. Utnę sobie drzemkę, a jak ten gbur mnie nie obudzi jak mu kazałem, to mu zęby powybijam, i wtedy dopiro będzie miał powody do zmartwień. I wszytsko fajnie... tylko zacnej, i nadobnej klaczy brak w tym łożu... eh...
  23. Ares Prime

    "Wspomnienia" Ares Prime

    Albo ona jest na mnie obłędnie napalona, albo za długo była wyposzczona... Nieważne, jak mówiełm nie dam się złapać, ani skrzywdzić kogo kolwiek z naszej trójki. Ta wysepka wygląda dość... inreresująco, ale to może być pułapka. Multi chce mnie, to pewnie jedna z jej sztuczek. - Lećmy w stronę tej zielonej wysepki, ale nie zatrzymujmy się!
  24. - Może że i rocja... to jeszcze po maluchu, i do wyra. Trza się wyspać zanim na gadzinę pójdziemy. - odparłem wzruszając ramionami, i kilkoma głębszymi wydudlałem zawartość swojego kufla, aż trochę pociekło mi po brodzie. - No, miło było wos poznać chłopy. Wstałem od stolika i zabrałem swoje toboły, i broń. - No, panie kylner, prowadź do jakiej kwatery. - rzuciłem do karczmarza, płacąc mu za posiłek, kolejki i za pokój.
  25. - Ano, nie bez powodu... - odparłem z niedowierzaniem. Cholibka, dawno żem nie przegrał, ale z takim przegrać to żoden wstyd. - Słowo się rzekło, a Łamignat słowa dotrzymuje! Stawiom wom kolekjie chłopoki, jak obiecałem. Po czym trochę nie chętnie wołam karczmarza, aby przyniósł do naszego stolika kolejkę kuflów z cydrem.
×
×
  • Utwórz nowe...