Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
PrinceKeith

[Gra][Arcybiskup z Canterbury, Pawlex]Dwóch bogów, jeden świat

Recommended Posts

Stoją milcząc, na przeciwko siebie w poczuciu, że spełnił się cud. Obydwoje żyją, trwają...
- Nie sądziłem, że cię jeszczę zobaczę... - mówi Nathaniel, ostrożnie dobierając słowa. Próbuje sobie przypomnieć, gdzie widział ją poraz ostatni. Pamięta świątynię, uczucie zimna, kilka chudych postaci, wśród nich Eden.
Stojąca na przeciwko niego postać wydaje się duchem. A on? Przecież nie pamięta, jak sam wyglądał.

 

Świat po którym wędrujecie... Jak to kiedyś było? Na świecie było siedmiu bogów, każdy władał swoim światem. I żaden świat jak dotąd się nie przenikał, był osobnym elementem. Ale bogowie zapragnęli uzyskać władzę nad wszystkimi światami. Nadszedł koniec pokoju, bogowie rozpoczęli pomiędzy sobą walkę prowadzoną tylko w ich rzeczywistości, tak by ich światy nie ucierpiały. I w tej wojnie, w tym chaosie, w tym bólu znalazła się dwójka bogów o innych poglądach. Nie chcieli oni objąć władzy nad innymi światami, chcieli tylko zachować pokój. Nathaniel, władca świata w którym żyli ludzie. Zrodzeni z prochu byli silni i mądrzy. Oraz Eden, władająca światem podobnym do świata ludzkiego jednak żyjące tam istoty różniły się. Miały większe poszanowanie natury i samej bogini. Miały wydłurzone uszy, były wyżsi a takrze posiadali talent magiczny. Obydwoje połączyli swoje siły obalając zachłannych bogów. Razem sprawowali władzę nad światami, które połączyli w jedność. Stworzeniom żyjącym na tym świecie byt wiedzie się dostatnie, pomimo różnic, które przypominają nam tę historię. Ale kiedyś bogowie powrócą... By odebrać to co im się należy.

 

Życie to jedna wielka podróż. Dowiedzieliście się o tym już dawno. Całe wasze życie było tułaczką, przygodą i ciągłym przemieszczaniem się. Brakowało wam już zapasów, znajdowaliście się obecnie na terenie królestwa Winsdor, którym władała królowa Lirien. Byliście niedaleko głównego miasta tego kraju, Dorentown. Mogliście się tam zatrzymać by odpocząć i uzupełnić zapasy. Niedługo potem byliście przy bramie do miasta. Przekraczając ją waszym oczom ukazały się piękne budynki z czerwonej cegły. Z jakiegoś powodu budynki i większość obiektów ustrojona była wieńcami z kwiatów oraz wstąrzkami. Mieszkańcy w dobrym humorze przechadzali się po mieście. Dookoła roznosił się zapach świerzego chleba a na niebie nie było ani jednej chmury. Zapowiadał się całkiem dobry dzień. 

Edited by Clocky

Share this post


Link to post
Share on other sites

Młody, czarnoskóry chłopak przyglądał się całemu otoczeniu z otwartą buzią. Wszyscy tacy szczęśliwi, pełno ozdób i kwiatów... o co mogło im chodzić? Nabrał mnóstwo powietrza do płuc, rozkoszując się tym fantastycznym zapachem chleba. Naszła go ochota na świeżutki, chrupiący bochen. 

Jednakże miał chęć na coś jeszcze. Te wszystkie kwiaty i ozdoby wyglądały pięknie, jednak wyglądałyby jeszcze piękniej... gdyby płonęły. Tanecznym krokiem odwrócił się do swojej towarzyszki w podróży. Wpatrzył się na nią niczym szaleniec, na jego twarzy zawitał bardzo szeroki uśmiech. Klasnął w dłonie i splótł palce. Po chwili ze środka jego dłoni zaczął wydobywać się dym.

- Myślisz że tym niezwykle radosnym mieszczuchom popsułbym humor... gdybym teraz posłał taką śliczną małą ognistą kulę... i nieco ogrzał okolicę? - Zapytał, niezwykle napalony na pozwolenie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kontrastująca do czarnoskórego towarzyszka zatrzymała się, spojrzała na niego i zmarszczyła brwi. Była jedną z osób, które dwa razy się zastanowią zanim nic nie powiedzą, choć tym razem zanosiło się na odpowiedź. Pokręciła głową.

- Najpierw pretekst - odparła, analizując otoczenie. Wstążki, kwiaty i inne nikomu niepotrzebne pierdoły. Festyn? Ważna uroczystość państwowa? Co to mogło być? - Kule ognia o wiele bardziej podobają mi się po zmroku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak patrzył tak jeszcze przez chwilę, po czym powoli zamknął usta, a jego powieki nieco się przymknęły. Rozplótł dłonie. Kiedy je opuścił, za nimi pociągnął się mały pasek ognia, który zniknął tak szybko jak się pojawił.

- Kłamiesz. Zawsze zasypiasz zanim zdążę coś podpalić... - Odparł, naburmuszony. Znów zaczął rozglądać się dookoła siebie, po czym złapał towarzyszkę za ramię i przyciągnął do siebie. 

- Idziemy! Trzeba dowiedzieć się na jaką to imprezę się załapaliśmy. - Rzekł żywo, po czym energicznie zaczął iść naprzód, ciągnąć ją za sobą. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak ci się tylko wydaje. Przecież mnie bardzo podobają się fajerwerki - odparła dziewczyna, nie opierając się prącemu naprzód kompanowi. Głos miała znudzony, podobnie jak twarz. Wyglądała jakby urwała się z konduktu żałobnego. Ubrana w czarną sukienkę, czarny płaszcz i równie czarne buty. Prawdopodobnie nikt wokół nie posiadał równie czarnej czerni na sobie.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Osoby przechodzące obok was były na prawdę szczęśliwe, chyba musiało dziać się coś ważnego dla narodu. Mijaliście sklepiki z pieczywem, warzywami i wieloma innymi rzeczami. Dzisiaj był dzień targowy dlatego mogliście kupić to co was interesowało w okazyjnej cenie. Nagle na środek miasta wjechał urzędnik na koniu. Królewski to było widać. Ustał on na podwyższeniu znajdującym się na placu rynku. Rozwinął on pergamin i zaczął czytać:

- Drodzy mieszkańcy! Królowa Lirien ma zaszczyt zaprosić was na koronację nowej władczyni, Irith De Luvre! Bal odbędzie się we wtorek wieczorem! Liczymy na przybycie. - wszystkie osoby dookoła zamilkły. Dookoła słychać było ciche szepty. Po chwili mężczyzna zwinął pismo i odjechał. Niektóre kobiety radośnie zaczęły dyskutować o tym co na siebie załorzą. Czyli o to chodziło, koronacja. Ważne święto.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lufi z uwagą słuchał tego co miał do powiedzenia ten urzędas. Gdy ten skończył, chłopak zaczął drapać się po brodzie, w zamyśleniu. 

- Koronacja. Bal. Wtorek wieczór. Czy ty wiesz co to oznacza? - Zapytał swoją mroczną i pesymistyczną towarzyszkę. - Ciekawe czy chociaż ładna ta Irith de coś tam...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skrzywiła się. Nie zmieniło to znacząco jej rysów twarzy, co przy dość dziecięcej urodzie wyglądało bardziej uroczo, niż złowrogo. Efekt przeciwny do zamierzonego.

- Mam szczerą nadzieję, że jest brzydka i pryszczata - powiedziała pod nosem. - I śmierdzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nagle o Lufiego ktoś uderzył z bara. Był to mężczyzna. Miał na sobie płaszcz, który dobrze zasłaniał to co miał pod nim. Posiadał krótko ostrzyżone brązowe włosy i przenikliwe zielone ślepia. Przed tobą stanęła rycerz, miała piwne oczy i włosy w tym samym kolorze co chłopak. Jej zbroja połyskiwała w słońcu, a u pasa wisiał miecz. Lekko skłoniła się w geście przeprosin.

- Przepraszam, panicz niezwykle się śpieszy. Na pewno nie wpadł na ciebie specjalnie. Prawda? - zapytała chłopaka, oczekiwała odpowiedzi ale jej nie otrzymała więc odchrząknęła. Chłopak spojrzał na nią.

- Tak Mei? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak parsknął, kiedy ktoś na niego wleciał. Szybko odzyskał równowagę i wbił swój wzrok w tego delikwenta. Kompletnie zignorował słowa oraz samą obecność tej drugiej. 

- Panicz? - Zapytał, oblizują się. - Czyli rozpieszczony frajer który myśli że wszystko mu wolno? - Dodał, specjalnie podnosząc głos. Jego zdenerwowanie rosło z każdą cholerną sekundą. Co jak co, ale jeszcze kompletne zignorowanie sprawy przez odzianego w płaszcz, tylko dolało oliwy do ognia.

- Lepiej mnie przeproś, lachociągu. Chyba że chcesz żeby ta pani zdrapywała twoje zwęglone resztki z ziemi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak nieco się zaskoczył.

- Przepraszam jeśli na ciebie wpadłem. Proszę o wybaczenie. - powiedział.

- Musisz bardziej uważać. - mruknęła rycerz. - Co byś be ze mnie zrobił... - dodała pod nosem.

- Gdyby nie ja nie żyłabyś... - powiedział ciszej. Dwójka zaczęła się w was wpatrywać.

- Może w ramach przeprosin napilibyście się z nami czegoś? - zapytał chłopak. Brunetka postanowiła więcej nie ingerować w tę rozmowę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kąciki ust chłopaka uniosły się w górę, by zaraz znów spaść.

- Napijemy i zjemy! Z pełnym brzuchem wybacza się o wiele prościej! - Zażądał, wpatrzony w dwójkę. - Oczywiście nie muszę dodawać że na wasz koszt? Prawda? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Avers kiwnął głową. 

- To chodźmy. - powiedział i już chciał ruszyć ale Meiko go zatrzymała.

- Kaptur na głowę, nie chcemy narobić zbędnego zamieszania prawda, Avers? - zmierzyła go wzrokiem. Chłopak złożył kaptur.

- Racja, dzięki Meiko. - powiedział po czym ruszył. Szliście dalej miastem. Co jakiś czas rycerz mówiła niektórym przechodniom dzień dobry. Nareszcie dotarliście do oberży. Była zbudowana z czerwonej cegły a do budynku przyczepiony był szyld z napisem "Pod Dębem".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lufi szedł skocznym krokiem z rękoma splecionymi za głową. Okazja do darmowego najedzenia się uszczęśliwiłaby w końcu każdego. Kiedy to już dotarli na miejsce, uważnie przyjrzał się szyldowi. 

- Wygląda... dobrze. Stabilnie. - Skomentował, jeżdżąc oczami po budynku. Ku jego nieszczęściu, cegła raczej słabo się paliła...

- No? Na co czekasz? - Zapytał swojej towarzyszki? - Właź! Mimo twojej mroczności, ciemności i ogólnemu złu jakie od ciebie emanuje... mimo twojej dziecinnej mordy, to i tak ta cała kultura nakazuje mi ciebie przepuścić jako pierwszą...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna wlokła się za całym orszakiem bez większego entuzjazmu, chociaż wizja posiłku była bardzo zachęcająca. Była niemal pewna, że gdzieś w umyśle Lufiego błąkały się myśli o puszczeniu budynku z dymem.

- Kto by pomyślał, że znasz takie słowo - odparła Adra ze spokojem. Wyminęła towarzysza i weszła niespiesznie do środka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Weszliście do środka. Wookoła panowała miła atmoswera. Ludzie siedzieli przy stolikach na których zapalone były świece, w kącie na lutni grał młody bard. Avers szybko znalazł jakiś wolny stolik przy którym usiedliście. Trzeba przyznać, miesce całkiem niezłe, na krzesłach leżały nawet poduszki. Chłopak westchnął.

- Kiedyś często przychodziłem tu z Czyżyk - mruknął do rycerz. - Ale to było lata temu. Wkrótce podeszła do was barmanka. Była elfką, dosyć niską , wydawało się że ma tylko metr sześćdziesiąt wzrostu. Miała jasne bląd włosy za ramiona z przedziałkiem po środku, bez grzywki. Ślepia miała pistacjowe i delikatny uśmiech na twarzy. Ubrana była w brązową suknię do kolan a na to biały fartuch.

- Co państwo sobie życzą? - zapytała. Avers kiwnął w waszą stronę, że macie mówić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Adra zastanowiła się. Skoro nie ucierpi na tym ich kieszeń, to najlepiej coś, czego dawno nie jadła. Coś drogiego. Co by tu... Nie w każdej gospodzie mieli mięso, ale przecież ta tutaj wyglądała, jakby żywili się w niej sami arystokraci. A gdyby tak przez chwilę poczuć się jak arystokrata? 

- Mięso. Dużo mięsa. Najlepsze mięso jakie macie - odpowiedziała, patrząc na kelnerkę. W zasadzie, to mógł być dobry dzień. Czemu by się nie...

Kąciki ust Andry powędrowały do góry. Uśmiechnęła się do kelnerki. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie tylko mięso! - Krzyknął, słysząc propozycję swojej przyjaciółki. Skoro mieli dostać co chcieli za darmo, chłopak po prostu musiał wykorzystać okazję najmocniej jak się tylko dało. Wstał, wpatrzony w kelnerkę takim wzorkiem, jakby chciał ją rozszarpać.

- Jeszcze trunki! - Krzyknął, uderzając dłonią w stół. - Dużo! Najlepsze i najdroższe jakie macie! Na koszt tego Pana! - Wskazał palcem na Aversa. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna z początku zlękła się ich entuzjazmu, jednak po chwili wróciła do spokojnej, poważnej miny. Avers kiwnął do niej głową na potwierdzenie waszych słów.

- Tak jest. - powiedziała po czym ruszyła w stronę zaplecza. Chłopak tymczasem rozsiadł się wygodnie i zdjął kaptór. Załorzył nogę na nogę a ręce połorzył nana karku.

- Wiesz Mei... Gdyby to było takie proste...

- Bo jest. - powiedziała.

- Co sugerujesz? - zapytał po chwili nieco zdziwiony.

- Zabijanie jest proste. Jak już zrobisz to, raz i kolejny to jest łatwiej. Tylko uważaj  zapach krwi niezwykle mami umysł. Raz jesteś człowiekiem, a za chwilę wilkiem. - powiedziała. Tymczasem bard grał skoczną melodię. Ludzie dookoła rozmawiali żywo, a Meiko zachowywała się nieco sztywno, jakby się czegoś obawiała.

- W sumie, mógłbym znać wasze miana? - zapytał wasz fundator posiłku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak oparł głowę o ręce i z udawanym zainteresowaniem słuchał rozmowy. Kiedy w końcu pytanie skierowano do nich, ten pomrugał parę razy oczami.

- Nie... - Odparł, zerkając na Adrę. - Serio. Informujesz nas wszystkich o tym, jak to bardzo zabijanie jest podniecające... a potem tak po prostu pytasz o nasze imiona? - Zapytał, głupio się szczerząc. 

- Poza tym zapach krwi szybko się nudzi. Za to smród płonącego mięsa nigdy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Adra się nie odezwała przez chwilę, przypatrując się dziewczynie. Ależ ona truła... Publiczne opowiadanie o swoich fetyszach, dziwne mieli tu obyczaje. Zawsze sądziła, że ludzie wolą ukrywać takie rzeczy. Oprócz Lufiego. Lufi był z natury bardzo otwartym człowiekiem.

Spojrzała na niego i wyszczerzyła zęby. Drugi uśmiech tego samego dnia. Zastanawiała się, czy nie rozbolą jej mięśnie twarzy.

- Nikt nie zna mojego imienia. Oprócz mnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Skoro wolicie pozostać anonimowi. - powiedział po czym westchnął. - Jestem Avers. Avers De Luvre. - powiedział nieco ciszej, tak byście tylko wy słyszeli. Po chwili spojrzał na rycerz i zmierzył ją wzrokiem. - A to jest Meiko Sakine. - przedstawił ją. Długo milczał, wpatrywał się w was ale nic nie mówił. - Widziałem jak walczyłaś w ostatniej bitwie. - zwrócił się do Meiko. - Cięłaś równo, jak idzie. Nie potrafiłbym tak.

- Kwestia czasu. Na początku są jakieś opory aleale potem robisz to co ci karzą. Wykonywałam tylko rozkazy twojej matki. Wiesz Avers... Nie zmuszaj się, przecież znajdziesz coś innego, a tymczasem wesprze cię rodzina.

- Nie. - powiedział stanowczo. - Nie chcę więcej wykorzystywać innych. Muszę znaleźć nam jakieś mieszkanie, skoro mamy przeżyć. - stwierdził.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lufi patrzył na dwójkę. Dobrze wiedział że on jak i Adra są im w ogóle nie potrzebni. Toteż nie potrzeba było wiele czasu aby chłopak kompletnie stracił zainteresowanie tamtą dwójką. 

- Więc... Adro, skarbie. - Odezwał się do swojej towarzyszki. Chociaż ona nie powinna go ignorować. - Zróbmy coś by zabić czas...

Chłopak zacisnął pięści po czym wystawił je w stronę dziewczyny.

- No no no! Wybieraj! Możesz wygrać coś bardzo fajnego albo fajnego. Dawaj!

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...