Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
PrinceKeith

[Gra][Arcybiskup z Canterbury, Pawlex]Dwóch bogów, jeden świat

Recommended Posts

[Pawlex]

Dziewczyna szybko ukryła swoją twarz z powrotem. Zaśmiała się.

- Wiesz, że też jestem tu turystą? - zapytała.

 

[Arcybiskup z Canterbury]

Chłopak lekko zmarszczył brwi na twoje słowa.

- Prawie utonęłaś. Mój gryf cię wyciągnął. Na pdwno jesteś spragniona, czy coś. Wejdziesz? - zapytał po czym wskazał otwartą dłonią na dom.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak znów ją popchnął.

- Oprowadzać, żołnierzu! Nie zadawać pytania! - Powiedział iście oficerskim tonem. Kiedy już coś sobie postanowił, naprawdę niewiele do niego docierało. Może nawet nic. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Pawlex] Dziewczyna zaczęła więc powoli iść nic nie mówiąc. W sumietym nie wiedziała co ma mu powiedzieć. W końcu jednak pokazała mu zamek, rynek a na samym końcu targ. Następnie skierowała się do swojego obozu. Znajdował się tam tylko namiot, ułorzony krąg z kamieni i las dookoła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lufi żwawym krokiem podążał za zamaskowaną dziewczyną. Jednakże te wszystkie ciekawe miejsca w mieście jakoś nie specjalnie go ciekawiły. Nie wyróżniało się czym szczególnym.

- Poczekaj no chwilę. - Złapał ją za ramię, kiedy to już oprowadzanie dobiegło końca. - Skoro pokazałaś mi swoją zwyczajną, niczym nie zaskakującą twarz by ją skrywać, to zdradź mi jeszcze swoje imię. Ach, no i czy w tym twoim małym uroczym obozie znajdzie się dla mnie miejsce? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Vivienne... W skrócie Viv... Lub dla wybranych Vivi. - powiedziała po czym weszła do namiotu by przynieść z niego dwie poduszki a następnie położyć je na ziemi i usiąść na jednej. - A no pewnie, i tak zajmuje mało miejsca. - stwierdziła.

 

[Arcybiskup z Canterbury]

- W wymiarze zwanym przez niektórych wymiarem Eden. Pewnie przeniosłaś się z normalnego wymiaru tutaj. Jeden portal i możesz wrócić do siebie. Znaczy, nie poganiam cię. Na moje możesz zostać. - powiedział po czym spojrzał ukradkiem na gryfa siedzącego na werandzie domu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lufi od razu klapnął na poduszce. Dobrze było usiąść na czymś miękkim po całym dniu łażenia.

- Świetnie Vivi! Wybornie! - Powiedział, wpatrzony w nią. Chociaż tak naprawdę bardziej w jej maskę.

- No na co czekasz? Ściągnij te pierdoły skrywające twoją anonimowość. Nikogo innego raczej tu nie ma! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czy znasz się n magii, albo na medycynie? Może zielarstwie - zaczęła Adra. - Mam problem z rękami. Byłabym wdzięczna, gdybyś zobaczył co się dzieje, albo wiedział co to w ogóle jest... - Podniosła rękawy, prezentując zwęgloną skórę. Gość nie próbował jej zabić ani wygonić - to stanowiło dobry grunt pod interesy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Pawlex]

Dziewczyna powoli zdjęła swoje zamaskowanie z twarzy. Ponownie mrugnęła, chyba będzie musiała częściej doprowadzać dodo normalnego widzenia.

- Tak właściwie, byłoby miło gdybym wiedziała jak mam się do ciebie zwracać. - powiedziała.

 

[Arcybiskup z Canterbury]

- Zapewne wiem co to jest. Ale musiałbym sprawdzić w księdze czy aby na pewno się nie mylę. No, i musiałabyś opowiedzieć kiedy i jak się to pojawiło. W takim razie zapraszam do środka. - powiedział. - Tam dojdziemy do wszystkiego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jeszcze na to nie zasłużyłaś. - Odpowiedział, uśmiechając się do niej. - Powiem ci wtedy, kiedy moja przyjaciółka się znajdzie. Kiedy sama do mnie wróci. Poza tym, goście mają pierwszeństwo w pytaniach. Prawda? - Chłopak zmienił pozycję. Leżał, poduszka leżała pod jego klatką piersiową. Oparł głowę o ręce.

- Więc o co chodzi z tym całym strojem błazna? W końcu nie jesteś szkaradą, po co się ukrywasz? Może jesteś poszukiwanym zbiegiem, hmmm?

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Pawlex]

Dziewczyna zaśmiała się cicho, w tym śmiechu była jakaś niemoc, jakiś cichy wewnętrzny płacz. 

- Nie, nie o to chodzi. Po prostu... Kiedy dano mi wolność, miałam z proźby władcy zostać wynalazcą... Nie chciałam by ktoś kojażył mnie jako niewolnicę... Musiałam zacząć na czystej karcie. Ukryłam swój wygląd, zmieniłam miano... I żyję, ludzie rozmawiają o mnie to tu, to tam... Bogacze kupują moje wynalazki... Jakoś żyję, nie powiem, że źle. Tak naprawdę mam stałe miejsce na świecie... W Efenbridge gdzie się urodziłam, gdzie byłam niewolnicą. Tylko, potrzebuje poznać trochę świat. Jeśli mam okazję, i pieniądze na te przedsiemwięcie, to korzystam. - powiedziała spokojnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lufi ziewnął i przeciągnął się. Złapał za poduszkę i podsunął sobie pod głowę

- Czyli najpierw niewolnik, teraz walnięty wynalazca który chce zaimponować innym i się wywyższać? To takie... nieoryginalne. Słabe. - Skomentował. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Arcybiskup z Canterbury]

Mężczyzna zaśmiał się.

- Można tak powiedzieć. - rzekł po czymczym przepuścił cię przez próg. Nakazał ci usiąść na kanapie w salonie. Gryf wszedł za wami do domu i leżał teraz na podłodze kilka metrów obok ciebie. Zachowywał się jak pies, to ciekawe. Mężczyzna przyszedł do salonu z grubą księgą i usiadł na przeciwko ciebie. - Opowiedz w jakich okolicznościach to się stało.

 

[Pawlex]

- Mów co tam sobie uważasz. Ale skoro jestem taka nieorginalna, to dlaczego dalej tutaj siedzisz ha? Przecież mógłbyś sobie znaleźć inną towarzyszkę na koronację. I do tego ładniejszą. - powiedziała wyraźnie znudzona. Wzięła dwa krzemienie i zaczęła pocierać o nie, chciała rozpalić ułożony wcześniej storzek drewna. - Tobie zajmie to szybciej, mógłbyś? - zapytała cicho, tak, jakby była nieśmiałą myszką.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dlaczego? Bo jestem leniwy! Ty napatoczyłaś się sama! Poza tym myśle że i tak nie dałabyś mi spokoju. Ciągle chcesz się ze mną bić... - Odparł. Na prośbę dziewczyny, Lufi tylko splunął w drewno. Te momentalnie zapłonęło.

- Widzisz? Co ty byś beze mnie zrobiła...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Widocznie nic, dziękuję. - powiedziała po czym poszła do namiotu. Przyniosła ze sobą drewnianą konstrukcję która wznosiła się nad ogniem. Do głównej części przywiązała garnek. Zaczęła się kręcić dookoła obozu wrzucając co jakiś czas coś do garnka. Zapewne robiła strawę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Zostałam zaatakowana. W geście obrony otworzyłam portal i nakazałam bitumianinowi pożreć osobę, która mnie zaatakowała. Bitumianin został potraktowany ogniem i stąd obrażenia - opisała Adra zdarzenie. Z pominięciem kilku szczegółów, takich jak rozwalanie miasta czy ładunek agresji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lufi przez chwilę podążał wzrokiem za dziewczyną. Jakoś niespecjalnie chciało mu się jej pomagać. Trochę z lenistwa, trochę z wciąż lekkiej niechęci.

Wstał, zabierając ze sobą poduszkę. Skierował się do namiotu dziewczyny. Miał w zwyczaju wchodzić tam gdzie nie powinien i grzebać w rzeczach innych. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

-[Arcybiskup z Canterbury]

Mężczyna przyjżał się jeszcze twoim ręką. Teraz dokładnie widziałaś jego oczy. Smocze, w kolorze ciemnego szafiru. Czym więc był?

- Dam radę się tego pozbyć. Pójdę do pracowni po potrzebną substancję. A ty wyjdź na zewnątrz, proszę. - powiedział po czym poszedł wraz z gryfem do podziemnego pokoju, ty tymczasem wyszłaś na zewnątrz. Po chwili przyszedł do ciebie niosąc buteleczkę pomarańczowego płynu. - Wypij to. I nie zwracaj uwagi na to, co będzie się działo ze mną.  - nakazał. Ustał i lekko przymknął oczy. Jego dłonie powoli zamieniały się słapy jakiegoś jaszczurowatego stworzenia, potem nogi. Jego twarz zdeformowała się i powoli kształtowała w pysk. Kiedy z jego pleców zaczęły pojawiać się niewielkie wyrostki, mężczyzna krzyknął. Trwało to kilka minut, ale po chwili obok ciebie stał ogromny smok. Miał miałe, twarde łuski i rozłożyste skrzydła.

 

[Pawlex]

Zanim jednak zdąrzył tam wejść złapała go za ubranie i posadziła na ziemi.

- Będziesz jadł? - zapytała nakładając strawę dosię jednej z dwóch drewnianych misek. Pachniała bardzo dobrze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak zdziwił się, nawet trochę przestraszył, kiedy ta po prostu usadziła go na ziemi. Jak na chuchro to krzepę miała...

Przyjrzał się temu co upichciła. O dobry zapach raczej się nie martwił.

- Ziem... - Odparł, pieszcząc swój zmysł węchu. - Ale następnym razem nie targaj mną. Nigdy więcej. Ani razu. Nie! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Pawlex]

- Haha. Spoko, skoro tego chcesz. - powiedziała po czym nałożyła mu do miski dosyć sporą porcję strawy. Podała ci ją razem z drewnianą łyżką. Dziewczyna postawiła jedzenie przed sobą, odmówiła modlitwę po czym spojrzała na ciebie.

- Smacznego. - powiedziała po czym zaczęła jeść.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wykrzywiła twarz w grymasie zdziwienia, ale szybko wychyliła miksturę. Doszła do wniosku, że w tym miejscu dziwny osobnik i tak nie miałby korzyści z jej śmierci, a zależało jej na naprawie skóry rąk. Zastanawiała się, jak może pomóc smocza forma w przypadku tego typu i dlaczego w ogóle człowiek zmienił się w smoka. Właściwie, podejrzewała tylko że jest smokiem - jeśli był, widziała takiego stwora po raz pierwszy w życiu.

Odsunęła się na dwa kroki, wpatrując się w jego skrzydła i omiatając go całego wzrokiem. Pokiwała głową z szacunkiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Arcybiskup z Canterbury]

Płyn miał z początku słodki smak jednak po chwili stał się gorzki. Smok podszedł bliżej ciebie i wypuścił z paszczy strumień ognia, centralnie na twoje dłonie. W pierwszej chwili czułaś ból i okropne szczypanie. Jednak po chwili zwęglenie zaczęło się cofać aż w końcu cofnęło się całkowicie. Smok zaczął powoli wracać dodo ludzkiej formy. A gdy to zrobił, spojrzał na ciebie zadowolony.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Adra krzyknęła, kiedy ogień wylądował na jej rękach. Cóż, będzie musiała przeszyć wdzianko. I zrobić nowe rękawy. Ale działało!

Otwarła usta w bezgranicznym zdziwieniu. Spojrzała na mężczyznę, potem na ręce, a potem znów na mężczyznę.

- To działa. Ale... jak?

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Arcybiskup z Canterbury]

Mężczyzna zaśmiał się cicho.

- Ta substancja, dzięki niej można zwalczać coś tym, czym zostało zadane obrażenie. To było od ognia, trzeba było więc to zwalczyć ogniem. Pewnie jesteś zmęczona, co? - zapytał po czym poprawił okulary.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...