Bosman

[GRA][Arcybiskup z Canterbury] Nawiedzony Dwór

Recommended Posts

- Jak widzę twoją skrzywioną minę, to trudno mi w to uwierzyć. Przeproś - odpowiedziała, odruchowo dotykając krzyżyka. Od razu oczywiście go puściła, żeby przypadkiem nie sparzyć się za bardzo. Z jednej strony Aleksander okazał skruchę, ale z drugiej Saskia wciąż była wściekła i postanowiła, że przynajmniej do jutra jej nie przejdzie, bo urażona została bardzo głęboko. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aleksander popatrzył na Saskię. 

- Ja... Dobrze. Przepraszam. Przepraszam za to co powiedziałem. Nie chciałem - Powiedział szczerze po czym popatrzył na Patricka a potem na zamek. - Wracajmy już. Zaraz, znając nasze szczęście będzie tędy przechodził albo wilkołak, albo wampir. Lepiej, żeby teraz nikt nas nie zobaczył - Dodał, spoglądając na morze. Widać było, że się zamyślił. Jednak zaczął powoli iść w kierunku zamku. Wilczy towarzysz Saskii popatrzył na nią, jakby czekał na jakieś polecenie od niej. Patrick popatrzył na niego. 

- Chcesz go zachować? - Zapytał, patrząc na dziewczynę. Wilk wstał z piasku i podszedł do niej. Saskia czuła jakąś więź pomiędzy sobą a nim. W końcu to było pierwsze zwierzę, z którym nawiązała kontakt po przemianie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie wiem. Mówiłam mu, że może sobie iść, ale poszedł za mną. Nie mam pojęcia, dlaczego - odparła, drapiąc wilka za uchem. - Spokojnie, do zamku go nie zabiorę.

Nadal myślała nad tym, gdzie są jej rzeczy i czy uda się je odzyskać. Zastanawiała się też, jak odtąd będzie wyglądało jej życie. Życie ich wszystkich. Cóż, dało się przywyknąć do wampirów na chwilę. Pytanie, czy uda się przetrwać z całą rodziną w jednym zamku i czy uda się pozostać z jednym z nich w kontaktach... No cóż, w dobrych kontaktach. Saskia zerknęła na Aleksandra i zatrzymała się. 

- Poczekajcie. Zastanawiam się, czy to ma sens. To znaczy... Zamek. Może lepiej, żebym została tutaj. Na przykład na dwa dni. Jeśli zostanę tutaj, będę miała pewność, że panuję nad sobą i nie wyrządzę nikomu krzywdy - odezwała się, nie kryjąc niepokoju. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aleksander zatrzymał się i popatrzył na dziewczynę. 

- Saskia mówi prawdę - Powiedział Patrick, Stając obok dziewczyny. - Może lepiej będzie, żeby Saskia przez jakiś czas nie zbliżała się do zamku. Tak dla pewności - Dodał, patrząc na Aleksandra. Ten zastanowił się przez chwilę.

- Dobrze. Chyba wiem, gdzie Saskia może przesiedzieć te kilka dni. Bo plaża nie jest najlepszą opcją - Powiedział po czym dodał, na tyle cicho, że tylko ona była w stanie to usłyszeć. - Moja samotnia w lesie. Tam możesz się ukryć - Powiedział po czym dodał już głośno. - Patricku już nie musisz się martwić. Saskia wie, gdzie może iść - Powiedział. Mężczyzna popatrzył na dziewczynę zaskoczony, jednak nic nie powiedział. 

- Czasami to ja wam zazdroszczę tego słuchu - Powiedział kucharz po czym ruszył w kierunku Zamku. Wilk trzymał się blisko nogi dziewczyny. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jasne. Dzięki - odpowiedziała. - Tylko że... - Tu spojrzała na swój nieszczęśliwy, zmaltretowany ubiór w postaci koszuli nocnej. - Przydałoby się coś do ubrania, jeśli to nie kłopot. Zastanawiam się, na co komu moje rzeczy... - Popatrzyła kątem oka na wilka, zastanawiając się czy nie ma nic lepszego do roboty niż transformowanie się w Burka. Nieco dużego, trzeba przyznać, ale wciąż.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrick zamyślił się. 

- Cóż w teorii w magazynie jest zapasowy strój dla ciebie. W razie, gdybyś poprzedni zniszczyła. Więc mogę po niego iść i ci przynieść. A jeśli poszukam, to może nawet znajdę coś innego - Zaproponował Patrick uśmiechając się lekko. Aleksander w tym czasie podszedł do Saskii. 

- Nie wiem, ale na pewno je znajdziemy. Możesz mi wierzyć - Powiedział cicho wampir po czym popatrzył na wilka. Wyciągnął do niego rękę, ale ten zjeżył się i zaczął warczeć. - Dobrze dobrze. Nie będę cię dotykał - Powiedział lekko rozbawiony. Wilk podszedł bliżej Saskii, nadal zjeżony. Patrick pokręcił głową po czym zaczął iść ścieżką. Tak więc po chwili Saskia została sam na sam z Aleksandrem i wilkiem. 

- Jak się czujesz? - Zapytał po chwili, patrząc na dziewczynę. Na jego twarzy było widać spokój. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dobry pies - powiedziała, drapiąc wilka za uchem. - Od teraz będę mówić ci Vincent. Vincent? - sprawdziła, czy reaguje. Jeśli nie, to z czasem i tak będzie musiał. 

- Dobrze. Pomijając fakt, że od paru godzin łażę po lesie w koszuli nocnej, widzę dźwięki i słyszę kolory i nie potrafię tego wszystkiego opanować do końca. Do końca życia nie będę mogła nosić srebrnej biżuterii, co dotychczas nie było wielką stratą bo i tak takiej nie miałam, mam na pieńku z łowcami i dwójką wilkołaków, która straciła brata i czuję niepohamowany apetyt na mięso. Poza tym jest całkiem w porządku - odparła na pytanie Aleksandra. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wilk, którego Saskia nazwała Vincent zareagował na swoje nowe imię. Popatrzył na dziewczynę i zamerdał ogonem. Aleksander westchnął i po chwili delikatnie położył swoją zimną dłoń na jej policzku. 

- Przepraszam, że musiało cię to spotkać. Mam nadzieję, że szybko się przyzwyczaisz - Powiedział spokojnie, siląc się na słaby uśmiech. - Chodźmy pod zamek. Stamtąd łatwiej będzie ci odnaleźć moją samotnię. Poza tym Patrick nie będzie musiał schodzić do nas na sam dół z twoimi ubraniami - Powiedział, zaczynając powoli iść w kierunku zamku. - Chodźmy Saskio. Ktoś się zbliża - Powiedział cicho. Faktycznie Saskia poczuła zapach. Na pewno był to człowiek. A raczej para ludzi. Może lepiej było nie testować swojej wytrzymałości i samokontroli. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wzdrygnęła się, kiedy dłoń wylądowała na policzku. To będzie kolejna rzecz, do której ciężko będzie się przyzwyczaić. 

Saskia z wolna przesunęła się do Aleksandra i objęła go w pasie, lekko przytulając. Ot, na próbę czy nie będzie to szczególnie traumatyczne przeżycie, w co szczerze wątpiła. 

Odsunęła się z westchnieniem, słysząc o tym, że nadchodzą ludzie. Rzeczywiście, wyczuła ich i doszła do wniosku, że rzeczywiście lepiej będzie uniknąć konfrontacji. Poza tym, dużo by dała żeby w końcu zdjąć koszulę nocną i ubrać normalne ubranie. Czułaby się mniej... Dziko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aleksander był zaskoczony faktem, że dziewczyna się do niego przytuliła. Jednak nic nie powiedział, tylko delikatnie objął ją ramieniem. Po chwili poprowadził ją drogą w stronę zamku. 

- Cieszę się, że mimo wszystko zdecydowałaś się zostać Saskia - Powiedział, kiedy wspinali się po ścieżce. Nadal trzymał dłoń na jej ramieniu. - Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło, kiedy się dowiedziałem - Dodał, posyłając jej lekki uśmiech. Resztę drogi przebyli w milczeniu, aż do tylnego wyjścia do Zamku. Stał tam już Patrick, trzymając w ręce zawiniątko. 

- Proszę bardzo Saskia. Tutaj masz normalne ubranie. Postanowiłem na razie nie brać twojego stroju służbowego, bo nie wiem jeszcze, gdzie pan Loren cię przydzieli - Powiedział po czym odsunął się, pokazując dziewczynie drzwi. Na szczęście pomiędzy kuchnią a dworem było dodatkowe pomieszczenie, coś na kształt przedpokoju. Tak więc tam Saskia mogła się przebrać i nie musiała przechodzić przez cały pokój wspólny - Martwią mnie tylko te twoje żółte oczy. Chyba nie muszę mówić czemu - Dodał, opierając się o ścianę i czekając aż dziewczyna się przebierze i wróci do nich na dwór. Aleksander stał w miejscu, również czekając na Saskię. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ja też się cieszę, że mogę zostać. Ale trzeba będzie pracować nad silną wolą i chyba trochę się do siebie... Przyzwyczaić - odparła. - Jeśli chodzi o węch, najgorsze jest pierwsze wrażenie. Potem już staje się do wytrzymania - stwierdziła, krocząc obok niego. Naprawdę się cieszyła, że wszystkie te odruchy dało się jakoś opanować. I wtedy zaczęła się zastanawiać, dlaczego właściwie wilkołaki i wampiry są w stosunku do siebie niemal z natury antagonistycznie nastawione. Interesująca kwestia, tym bardziej, że przemianę obu tych ras można było uznać za przekleństwo. 

Kiedy dotarli do zamku, Saskia z wdzięcznością przyjęła ubrania od Patricka, posyłając mu uśmiech. Dobrze będzie w końcu ubrać się w coś cywilizowanego. Uśmiech zrzedł jednak, kiedy usłyszała o oczach. Zdążyła już o nich prawie zapomnieć. 

- Nie potrafię tego zmienić. Jeszcze nie - odparła. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrick popatrzył na dziewczynę i uśmiechnął się lekko. 

- Na pewno coś się wymyśli. Zobaczymy. Teraz lepiej idź się przebrać - Powiedział kucharz i gestem pokazał dziewczynie nieduże pomieszczenie, w którym mogła się przebrać - A o twoje oczy będziemy się martwili później - Dodał. Aleksander też popatrzył na dziewczynę.

- Idź proszę. Poczekamy na ciebie tutaj - Powiedział wampir, siląc się na prawdziwy i szczery uśmiech. Następnie popatrzył na Patricka i westchnął. 

- Czemu akurat nas to spotyka? Czemu łowcy pojawili się akurat tutaj? - Zapytał Patricka. Ten westchnął. 

- Sam nie wiem. Może coś ich ściągnęło? - Zaproponował mężczyzna. Cóż mogła to być prawda. 

- Możliwe. Ostatnio zaczęło się pojawiać coraz więcej wampirów i wilkołaków w okolicy - Powiedział po czym dodał cicho, na tyle cicho, żeby Patrick tego nie usłyszał. - I nie chodzi mi tylko o ciebie. Coraz więcej ich kryje się po lasach. Jakby się zbierały - Wyjaśnił. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- chyba niewielu się dogaduje, więc domyślam się, że nie jest to spotkanie na herbatkę ani zlot - odparła, równie cicho jak Aleksander. Przebrała się nieśpiesznie. - Ale łowcy z tego wszystkiego to alternatywa równie paskudna co zebranie wampirów i wilkołaków. A gdyby tak urządzić jakąś ewakuację miejscowej ludności, póki coś z niej zostało? I właściwie dlaczego zbierają się tutaj, skoro tu nic nie ma? - zapytała, wychodząc z pomieszczenia i poważnie zastanawiając się nad tymi okolicznościami. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aleksander pokręcił głową.

- Nie możemy. Ludzie nie mogą się o nas dowiedzieć. To wywołałoby panikę, sprawiło, że ludzie zaczęliby uciekać lub, co gorsza, zabijać się na wzajem, myśląc, że każdy jest... inny - Powiedział patrząc na dziewczynę. - Na razie wilkołaki nie zaatakowały nikogo... No prawie... - Poprawił się - Możliwe, że po prostu gdzieś w pobliży znajduje się ich przywódca - Dodał - Skoro nic złego nie robią, to najlepiej zostawić je w spokoju. To zawsze mówi Loren - Dodał, patrząc na dziewczynę Po chwili wahania złapał ją za rękę. - Jeśli chcesz to odprowadzę cię do schronienia - Zaproponował. Patrick tylko pokręcił głową po czym wszedł do środka, zostawiając ich samych. - Może faktycznie inne wilkołaki nie są takie złe, za jakie je uważamy - Powiedział już bardziej do siebie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dzięki, Patrick. Widzimy się za parę dni - rzuciła do Patricka i uścisnęła go lekko przed wyjściem. Potem gwizdnęła do Vincenta, którego wilczy majestat prysł zaraz po staniu się Vincentem. Przynajmniej dla tych, którzy nie znali wilka od potulnej strony był efektowny...

- Och, gratulacje - odparła na odkrywczą uwagę Aleksandra, z sarkazmem tak ostrym że mógł przebijać tkanki. - Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jesteśmy podobni. Dostajemy dodatkowe umiejętności, są pewne haczyki. Cała rzecz to tylko... Forma - odparła, dłońmi zarysowując w powietrzu niewidzialne naczynie. - I oba gatunki są nieodporne na srebro, coś się za tym kryje. Z drugiej strony, jest bardzo korzystne - stwierdziła, przyglądając się ranie na dłoni. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vincent zareagował na gwizd i podążył za dziewczyną. Saskia czuła, że nie musiała mu dawać żadnych znaków. On poszedłby sam. Jakby czytał jej w myślach. Patrick uśmiechnął się. 

- Dobrze. Uważaj na siebie Saskia - Powiedział, kiedy się z nim żegnała. Aleksander skinął mu głową po czym zaczął powoli prowadzić Saskię w kierunku jego samotni w lesie. 

- Podobni czy nie, nadal jedni uważają drugich za wrogów. I to się szybko nie zmieni. Nie ma na co liczyć - Powiedział cicho, trzymając dziewczynę za rękę. Widać było, że mu na tym zależało. - Nie wiem, czy wrażliwość na srebro jest czymś korzystnym. Pewnie już zauważyłaś, że srebro zostawia blizny, które długo się goją - Popatrzył na jej rękę. - Niestety wiem coś o tym. Do dzisiaj mam ślad po srebrnym krzyżu, który pewien średnio przyjemny wilkołak postanowił mi przyczepić do klatki piersiowej. Wytrzymałem 2 tygodnie. Na szczęście ktoś mi pomógł go zdjąć - Powiedział, wzdychając przy tym. Cóż to raczej nie było zbyt miłe wspomnienie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ty też na siebie uważaj, Patricku - odparła. 

- Jest. Dzięki temu mogę się opanować - odpowiedziała. - Chociaż nie chciałabym mieć na sobie srebra przez dwa tygodnie, to... Mogłoby być niekorzystne. Dobrze, że cię nie zabiło - stwierdziła. Przypomniało jej się, jak bardzo martwiła się możliwą utratą zdolności czarodziejskich i jak miło, że jednak zostały. Może ostatecznie zamiana wcale nie była taką katastrofą, za jaką ją z początku uważała? Cóż, jeszcze nie przeżyła pełni... 

- w jaki sposób ukrywasz oczy? - zapytała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aleksander uśmiechnął się lekko. 

- Potrzeba trochę więcej niż srebrnego krzyżyka, żeby mnie zabić - Zaśmiał się, idąc dalej przed siebie. - Ale wierz mi, to nie było miłe uczycie. Piekło jak wszyscy diabli - Dodał, delikatnie rozmasowując sobie klatkę piersiową. Zaskoczyć Saskię mogło to, że rozmasował sobie prawie całą klatkę piersiową. Jakby ten "krzyżyk" Miał rozmiar normalnego krzyża, który wisi w koście. - Nie ukrywam oczu. nie wiem, jak to działa u wilkołaków, ale kiedy wampir jest głodny, to jego czy przybierają czerwony kolor. Natomiast kiedy się pożywi, wraca jego naturalny kolor oczu, no może trochę zmieniony. Przeważnie kolor jest ciemniejszy niż wcześniej - Powiedział, po czym popatrzył na dziewczynę. Jego niebieskie oczy wydawały się normalne. Faktycznie były ciemniejsze niż u innych ludzi, których Saskia w życiu widziała. Jednak dziewczyna dostrzegła czerwoną obwódkę wokół tęczówek. Wcześniej albo jej nie widziała, albo nie mogła dostrzec. - A jeśli ktoś jest szczęściarzem i wygrał w loterii jakąś zdolność to oczy zmieniają się na złote. Zresztą już je widziałaś prawda? - Zapytał. Faktycznie w pamięci Saskii był obraz, jak Aleksander wymazywał jej pamięć. Wtedy oczy wampira były jakby ze szczerego złota. - Może po prostu jesteś głodna, dlatego twoje oczy są żółte? - Zapytał. Cóż Saskia jadła wcześniej to co przyniósł jej Vincent. Ale raczej nie można tego nazwać obiadem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dlaczego sądzisz, że ktoś kto ma złote oczy jest szczęściarzem? - zapytała. Miała nadzieję, że kwestią nie jest tu głównie walor estetyczny, bo to byłoby dosyć naiwne. - Nie jestem głodna. Jadłam już, Vincent był na tyle uprzejmy, żeby wyręczyć mnie w... gotowaniu. Nie zamierzam polować - odpowiedziała zdecydowanie. Nie wydawało jej się, że jest głodna. Porcja mięsa powinna być w końcu wystarczająca... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fakt Saskia nie czuła głodu. Jednak nie była w pełni najedzona. Miała miejsce na coś więcej. Ale nie było to wymagane, aby się kontrolować.

Aleksander wzruszył ramionami.

- Cóż ja uważam, że posiadanie czegoś, czego nie ma nikt inny jest pewnego rodzaju szczęściem. Przynajmniej się wyróżniamy z tłumu innych nam podobnych - Powiedział nadal prowadząc dziewczynę do swojej samotni. Saskia po chwili zorientowała się, że są już niedaleko. Ale nadal nie czuła zapachu Aleksandra między drzewami. Wyglądało, jakby jakimś sposobem maskował swój zapach, przez co nikt nie mógł wyśledzić jego samotni w lesie. - A ty nie czujesz się teraz wyjątkowa? Cóż wcześniej już byłaś niezwykłą osobą, ale teraz... sama rozumiesz - Roześmiał się mężczyzna. To chyba miało być coś na kształt komplementu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Wcześniej było lepiej. Chciałabym zauważyć, że siła fizyczna i te inne dodatki zostały wam... Nie, zostały nam dane nie za nasze zasługi. Co jest lepszego w byciu wilkołakiem albo wampirem? Co jest lepszego w posiadaniu złotych oczu? Ot, kolejna fanaberia, nic czym można byłoby się chwalić - odpowiedziała urażonym tonem. - Ludzie są w porządku. Lepiej być człowiekiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aleksander już nic nie powiedział. Odezwał się dopiero wtedy, kiedy oboje znaleźli się przed drzwiami jego samotni w środku lasu. 

- Cóż... możliwe. Ale co się stało to się nie odstanie. Żadne z nas nie jest już człowiekiem i raczej nie zapowiada się, żeby któreś z nas miało na nowo nim być. Trzeba się przyzwyczaić do nowego życia. I nowych możliwości - Powiedział po czym otworzył drzwi. Dziewczynę uderzył zapach Aleksandra. Tak intensywny, że Saskia poczuła mdłości. Cóż nikt poza nim tu wcześniej nie wchodził, więc wszystko co było w środku nasiąkło jego zapachem. Cóż jeśli tutaj dziewczyna miała powiedzieć kilka dni to musiała się przyzwyczaić do tego zapachu lub zrobić coś, żeby go zniwelować. Aleksander zaprosił ją ręką do środka.

- Tak, wiem, że zapach pewnie ci się nie podoba. Ale to jedyne bezpieczne miejsce, o którym ja wiem. Wszędzie indziej ktoś mógłby cię wyczuć - Dodał, czekając na to, czy Saskia przełamie się i wejdzie do środka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Weszła krokiem tak dziarskim, że deski zatrzeszczały pod jej stopami. Jednocześnie desperacko starała się nie zwrócić posiłku z tego dnia i trzymać Vincenta blisko przy sobie, ot, na wszelki wypadek. Było trudno, fakt, ale przecież musiała panować nad swoimi instynktami. Chciała nawet chwycić krzyżyk, ale zdecydowała, że nie zrobi tego w tamtym momencie. Mogłoby to ją tylko rozsierdzić.

- Jaki jest plan? - zapytała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vincent, po wejściu zaczął warczeć, czując zapach wampira. Jednak trzymał się blisko Saskii. Aleksander wszedł za nią i zamknął drzwi. Podszedł do okna i otworzył go, wpuszczając do środka trochę świeżego powietrza. To minimalnie zmniejszyło intensywność zapachu Aleksandra. 

- Cóż plan jest taki, żebyś tutaj oswoiła się z zapachem wampirów. Wiem, że to będzie mało przyjemne, ale dzięki temu będziesz mogła jakoś wytrzymać zarówno w zamku jak i w mieście, bo, jak już pewnie wiesz, w mieście mieszka sporo wampirów. A poza tym... Cóż... Loren obawia się, że możesz stracić nad sobą kontrolę. Bo pełnia będzie za 3 dni. Więc można to uznać za takie przymusowe wakacje - Powiedział, siadając na krześle. Pokazał gestem dziewczynie kanapę. - Ja wiem, że dasz sobie radę. No ale Loren martwi się zarówno o ciebie jak i o swoją rodzinę. Sama rozumiesz. - Dodał, patrząc na dziewczynę. Na jego twarzy było widać odrobinę zmartwienia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites