Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Bosman

[GRA][Arcybiskup z Canterbury] Nawiedzony Dwór

Recommended Posts

Zamek Irlencrown, należący do rodu Lensterów to największa budowla w okolicy. Zbudowany na klifie nad Morzem Szkarłatnym jeszcze za czasów panowanie króla Leoryka Okrutnego nosił miano Twierdzy Grozy. Nazwę tą nadano z kilku powodów. Jednym z nich był wygląd samego zamku. Zbudowany z czarnego kamienia, z wieloma wieżami i basztami, otoczony fosą z mostem zwodzonym sprawiał wrażenie, jakby samym wyglądem miał przestraszyć ewentualnych napastników. Innym powodem były plotki i legendy, które krążyły wokół rodu Lensterów. Jedni mówili, że właścicielami tego zamku są wampiry lub jacyś kultyści, dlatego nigdy nie było widać nikogo z rodu poza zamkiem. Inni powiadali, że cały ród jest przeklęty. Żadna z tych plotek jednak nie była potwierdzona. Poza jedną. Po mieście LowerSky, które leżało poniżej zamku krążyła plotka, że każda służąca, która podjęła pracę u nich nigdy więcej nie wróciła. Wszyscy znikali w niewyjaśnionych okolicznościach. Podobno niektórzy mieszkańcy słyszeli w nocy krzyki i wrzaski, dochodzące właśnie z zamku. Ale nikt nigdy nie miał odwagi sprawdzić czy to byłą prawda. 
Dzisiaj, a był to dzień letniego przesilenia do miasta przybyła nowa osoba. Młoda dziewczyna, który postanowiła zignorować krążące plotki i podjąć pracę na zamku Irlencrown. Zwłaszcza, że właściciele zamku zapewniali ogromne wynagrodzenie. Po wyjściu z powozu Saskia, bo tak było na imię tej młodej służce, mogła dostrzec, że na ulicach miasta było stosunkowo mało osób, mimo wczesnego przedpołudnia. Dziewczyna od razu zobaczyła osobę, która wyróżniała się od reszty. Był to młody mężczyzna, na oko miał z 20 parę lat, wysoki, z krótkimi, czarnymi włosami prostym nosem i poważnym wyrazem twarzy. Jego strój wskazywał na to, że również był służącym. Wyglądał, jakby czekał na nią. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Saskia nie lubiła takich miejsc.

Sam morski brzeg był całkiem przyjemny, ale trzeba było mieć niezłą wyobraźnię żeby zbudować wielkie zamczysko z czarnego kamienia. 

Ale trudno, nie miała na to wpływu. Zrobić co zrobić, zarobić i wrócić. Udowodnić ciotce i rodzinie, że jest samowystarczalna. 

Podeszła do młodego człowieka i dygnęła przed nim, przyglądając mu się uważnie. Nawet się uśmiechnęła. 

- Dzień dobry. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna popatrzył na dziewczynę. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Jakby ta cała powaga byłą tylko na pokaz. 

- Witaj. Jestem Heron i pracuję dla pana Lorena Lenstera, właściciela zamku. Został wysłany tutaj, aby zaprowadzić cię do zamku oraz zapoznać z podstawowymi zasadami, jakie panują na zamku. Proszę za mną - Powiedział to nadal lekko się uśmiechając po czym odwrócił się w stronę zamku i zaczął powoli iść. Kiedy ruszyliście zaczął tłumaczyć. - Na wstępie proszę nie brać na poważnie tych wszystkich plotek dotyczących zamku i rodu Lensterów. Mieszkańcy wymyślają różnie niestworzone rzeczy, byleby tylko mieć o czym rozmawiać. Cóż taka ludzka natura - Zaśmiał się cicho po czym dodał już normalnie - Ale wracając do rzeczy. Na zamku panuje kilka prostych zasad. Na pewno szybko się ich pani nauczy. Pierwszą z nich jest ukłon. Ród Lensterów jest bardzo stary i trzymają się kurczowo wszelakich tradycji i zwyczajów. Dlatego, kiedy którekolwiek z członków rodziny będzie przechodził koło pani, lub pani koło nich należy skłonić głowę. Nie wolno nam, służbie, zwracać się bezpośrednio do pana Lorena i jego rodziny. Zawsze proszę mówić do nich per pan lub pani. Nie wolno przebywać nam z nimi sam na sam w pomieszczeniu, chyba, że każą nam wejść lub zostać. I najważniejsze. Zabronione jest służącym odzywać się bez pozwolenia. To chyba wszystko. Ma pani jakieś pytania do mnie? - Popatrzył na dziewczynę. Oboje byli już w połowie drogi do zamku. Dopiero tutaj Saskia mogła zobaczyć prawdziwy ogrom zamku. Patrząc na niego z tej perspektywy całość prezentowała się jeszcze groźniej i mroczniej niż widać to było z miasta. No ale to w końcu miała być twierdza obronna, więc musiała wyglądać odpowiednio. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Znam podstawowe zasady savoir-vivre'u, drogi panie - odpowiedziała Saskia. - A plotki są wszędzie. Nie uwierzę, póki nie zobaczę. O moje maniery może się pan nie martwić. O to że się przestraszę również nie - odparła. Była zdeterminowana. Co zaś się tyczy samego zamku, poza jasnym i rzucającym się w pierwszej kolejności poczuciem osaczenia... Gdzieś z głębi przemawiała romantyczna dusza Saskii, zazwyczaj uciśnięta pod kapciem tej racjonalnej jej części i twierdziła, że zamek to z pewnością miejsce atmosferyczne. I że dla kogoś kto całe życie spędził na wsi jest to okazja do przeżycia przygód. 

Do pracy, poprawiła racjonalna część i romantyczna umilkła. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Heron wysłuchał wypowiedzi Saskii w milczeniu a kiedy skończyła uśmiechnął się lekko. 

Cieszą mnie twoje słowa. Tak więc myślę, że szybko się odnajdziesz w tej pracy. - Powiedział po czym do końca drogi milczał. Zresztą nie było już tak daleko. Nie minęło bowiem więcej niż 5 minut a staliście przed ogromnymi drzwiami, wykonanymi z ciemnego drewna i okutymi stalowymi prętami. Przewodnik dziewczyny podszedł do nich i zastukał w bramę. Po chwili wrota otworzyły się, ukazując przed oczami dziewczyny ogromne pomieszczenie z wysokim sklepieniem. Po obu stronach widać było parę drzwi, prowadzących zapewne do dalszych pomieszczeń, oraz szerokie schody na przeciw drzwi, prowadzących na piętro. Nad bocznymi drzwiami znajdowały się balkony, wspierane na filarach. Wszystko było utrzymane w kolorach czerni, czerwieni i bieli. Na środku stała figura z białego marmuru, przedstawiająca dostojnego, starczego mężczyznę w bogato zdobionej szacie. Miał krótkie włosy zaczesane do tyłu, delikatnie zakrzywiony nos a na ustach widniał lekki uśmiech. W rękach trzymał księgę oraz sztylet. Kiedy dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu mogła dostrzec dwójkę strażników, którzy właśnie zamykali bramę. Byli ubrani w brązowe skórznie, ciemne, materiałowe spodnie oraz wysokie buty. Każdy z nich miał przy pasie miecz jednoręczny. Oboje mieli krótko ścięte włosy, a kiedy jeden z nich popatrzył na Saskię ta mogła odnieść wrażenie, że ten puścił jej oczko. 

Witaj w zamku Irlencrown. To jest pan Gerwin Lenster, Pierwszy pan na tym zamku i założyciel rodu Lensterów. Nieżyjący już ojciec pana Lorena, pan Orion Lenster postanowił uczcić pamięć swojego przodka i nakazał wykuć ten posąg, wzorując się na obrazach i opisach wyglądu przodka - Wyjaśnił Heron, Przechodząc powoli do drzwi po prawej stronie pomieszczenia. - Proszę chodź za mną. Pokażę ci miejsce, gdzie śpimy i spożywamy posiłki. Jeśli masz jakieś pytanie to pytaj śmiało.  - Przewodnik gestem ręki pokazał, żeby dziewczyna poszła za nim. Dwóch strażników zajęło ponownie miejsca po obu stronach drzwi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na mrugnięcie nie odpowiedziała, ale i nieprędko odwróciła wzrok. Po prostu szła dalej za przewodnikiem, przyglądając się wszystkim tym cudom. Marmury, balkony, filary... Oto i targowisko próżności. Saskia pogardzała ludźmi, którzy nie mieli co robić z pieniędzmi i wydawali je na zbędne rzeczy. Już ona by słusznie rozporządziła tymi środkami...

... Inna sprawa, że pewnie całkiem miło mieszkało się, opływając we wszystkie te luksusy no i...

...Nie, wcale nie. To tylko złota klatka i dom ludzi, którzy nie pobrudzili sobie nigdy rąk pracą. Ludzi którzy mieli szczęście w życiu. 

- Nie mam póki co pytań, wszystko to bardzo piękne - odpowiedziała przekonująco. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Heron uśmiechnął się lekko po czym przeszedł przez drzwi. Za drzwiami krótki korytarz prowadził do schodów w górę i w dół. Przewodnik poszedł w dół. Po chwili oboje znaleźli się w czymś, co przypominało nieduży salon. Była tam kanapa, kilka foteli, stół a wokół niego kilka krzeseł, kominek oraz nieduża biblioteczka. Z tego "salonu" można było wyjść do trzech innych pomieszczeń. Na lewo od schodów byłą duża kuchnia, zapewne to właśnie tam przygotowywano posiłki dla właścicieli zamku. Obecnie stało tam 3 kucharzy i chyba coś gotowali, bo po całym pomieszczeniu unosił się zapach pieczonego mięsa i warzyw. Na przeciwko schodów była komórka z narzędziami ogrodniczymi oraz drugie drzwi, prawdopodobnie prowadzące do ogrodu. Natomiast drzwi po prawej stronie były zamkniętej.

Tutaj służba spędza czas wolny, o ile takowy mamy. Tutaj też jemy i śpimy. Po prawej stronie są sypialnie oraz wychodki. Schodami możemy dostawać się na wyższe piętra, bez potrzeby chodzenia po całym zamku. Ograniczamy tym samym kontakt z właścicielami domu. Powiedzmy, że dzieci państwa Lensterów potrafią być... wredne - Heron powiedział to spokojnie. Wydawał się być nawet lekko rozbawiony swoimi słowami. - Tutaj każda osoba jest przydzielona do pewnej części zamku, aby ułatwić nam pracę i nie powodować zamieszania. Panią przydzielono do zajmowania się Pomieszczeniami w północno-zachodnim skrzydle. Nie jest ich tam dużo. Zaledwie cztery. Sypialnia pana Lorena i jego żony, pani Felicji, garderoba pani Felicji oraz gabinet i pokój gościnny. Jeśli pani chcę to mogę panią tam zaprowadzić. Bo oficjalnie zaczyna pani od jutra. Jakieś pytania? - Zapytał patrząc na dziewczynę. Wydawał się być spokojny i nawet zadowolony z pracy tutaj. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Starała się zapamiętać każde drzwi i każde możliwe przejście. Mało co mogło przydać się tak bardzo jak znajomość terenu w którym się pracowało. 

Saskia cierpliwie podążała więc za przewodnikiem, słuchając tego co miał do powiedzenia. Wredne dzieci? Też coś, wszystkie dzieci są wredne. Chociaż istotnie podejrzewała, że dzieci pochodzenia szlacheckiego mogą być... rozpuszczone. Dziwił ją nieco fakt izolacji służby od rodziny szlacheckiej, ale w końcu to ich dom i ich zasady. Nic jej do tego. 

- Nie, proszę pana - odpowiedziała na pytanie o pytania. - Może tylko jedno. Czy mam przydzielony pokój? I jeśli tak, gdzie on jest? Chciałabym odłożyć bagaże, jeśli wolno. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Twój przewodnik skłonił lekko głowę po czym poprowadził dziewczynę w przez prawe drzwi. Za drzwiami Saskia mogła zobaczyć wiele drzwi.

Tutaj są pokoje służby. Na końcu korytarza, po obu stronach są łazienki oraz toalety. Ta po lewej jest damska. A te drzwi - Pokazał na szereg drzwi. Dziewczyna mogła naliczyć w sumie 8 par drzwi. - To będzie pani pokój. Każdy z nich jest dwuosobowy. Na razie będziesz sama, ale nie zdziw się, jeśli pewnego dnia zobaczysz, że ktoś wprowadził się do ciebie. A teraz przepraszam, ale muszę wracać do obowiązków. W razie pytań proszę podejść do kuchni. Patrick jest głównym kucharzem na zamku i pracuje tu dłużej niż którekolwiek z nas. On też z chęcią odpowie na twoje pytania. Aha i jeszcze jedno zanim pójdę. Proszę potem zgłosić się na pierwszym piętrze do Weroniki. Ona oprowadzi cię po zamku, pokaże gdzie będziesz pracować i wyda ci strój - Powiedział po czym skłonił się lekko. Zanim odszedł pokazał na drugie drzwi od lewej. Pokój był nieduży, ale zaopatrzony we wszystko co potrzebne. W środku bowiem stały dwa łóżka, dwie szafki nocne z zapaloną na nich świeczką, szafa na ubrania oraz nieduża, drewniana skrzynia przy łóżku na rzeczy osobiste. Skrzynia miała kłódkę z kluczem w zamku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Saskia odetchnęła głębiej i położyła walizkę na łóżko. Z niej wyjęła ubrania, w tym bieliznę i włożyła je do szafy. Miała też przy sobie książkę, pamiętnik w oprawie ze skóry krowiej (papier od wędrownego kupca), wisiorek z drewna z kryształkiem, okrągły kamień z dziurą i to wszystko poza ostatnim włożyła do kufra, który zamknęła, a klucz postanowiła zatrzymać. 

Była zmęczona podróżą. Zamierzała jak najszybciej wybrać się załatwić bierzące sprawy i położyć się spać. 

Swoją walizkę włożyła pod łóżko i ruszyła na pierwsze piętro, do domniemanej Weroniki, odebrać strój. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

W salonie Saskia nadal nie widziała nikogo. Za to z kuchni dobiegał dźwięk krojenia czegoś. Zapach mięsa zniknął. Chyba podano potrawy na stół. Wchodząc po schodach na górę dziewczyna mogła usłyszeć cichą wymianę zdań. która odbywała się na piętrze, na które właśnie zmierzała. 

- Rozumiesz, że ten bachor znowu to zrobił? Nie wierzę. Już trzeci raz w tym tygodniu - Powiedziała jakaś kobieta. Była wyraźnie podirytowana faktem, że ktoś, pewnie syn właścicieli znowu coś zrobił. Po chwili odpowiedział jej męski głos.

- Spokojnie Weroniko. On jest jeszcze młody. Czasami po prostu musi się zabawić - Męski głos dla odmiany był spokojny i opanowany. - Każdy z nas, gdy miał tyle lat co on lubił trochę zaszaleć.

- Już go tak nie broń Davidzie. Dobrze wiesz, jak kończą się jego zabawy. Za każdym razem potrzebuję godziny, aby to wszystko posprzątać. Że też jego rodzice mu na to pozwalają - Odpowiedziała Weronika po czym chyba poszła sobie, bo Saskie usłyszała szybkie kroki a potem trzask drzwi. Mężczyzna westchnął po czym zaczął schodzić po schodach. Tak, że po chwili stanął na przeciw dziewczyny. Był to mężczyzna, na oko po 40. Miał krótkie, blond włosy, niebieskie oczy i bliznę w kształcie błyskawicy pod prawym okiem. Był ubrany podobnie jak Heron. Czyli w czarne spodnie, białą koszulę z długimi rękawami oraz czarną kamizelkę, na której widniał Herb rodu Lensterów, Otwarta księga ze sztyletem wbitym w prawą część. Widząc dziewczynę zatrzymał się.

Witaj. Ty musisz być nową służącą zatrudnioną przez państwo Lensterów. Jestem David Malark. Zajmuję się południowym skrzydłem zamku - Przedstawił się mężczyzna i lekko skinął głową. Chyba nie wiedział, że słyszałaś jego wymianę zdań z Weroniką. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zamarła na chwilę, gdy z piętra dobiegły ją dźwięki rozmowy. A więc wyglądało na to, że był tu wybitny przypadek rozpuszczonego dzieciaka. Saskii nawet nie interesowało, co gówniarz odpalił. Zwyczajnie wiązało się z bałaganem, a więc albo coś stłukł dla zabawy, albo rozlał, albo... Cóż, opcji było wiele. Plan: trzymać się od dzieciaka z daleka celem uniknięcia problemów. Najdłużej jak się da. 

Gdy rozległ się trzask drzwi, wznowiła chód możliwie jak najbardziej naturalnie. Gdy na horyzoncie pojawił się mężczyzna, dygnęła głęboko i skłoniła głowę. 

- Witam. Nazywam się Saskia Villen. Zostałam skierowana przez pana Herona do pani Weroniki po odbiór stroju. Przepraszam najmocniej, ale czy nie orientuje się pan, gdzie mogłabym jej szukać? - zapytała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

David skinął głową a na jego twarzy na chwilę pojawił się lekki uśmiech.

- Tak oczywiście. Tylko proszę nie zwracaj się do nas per pan czy pani. Wystarczy już, że to właścicieli domów musimy się tak odnosić - Powiedział po czym zaśmiał się cicho. - A jeśli chodzi o Weronikę to wejdź na piętro i podejdź do drzwi po lewej stronie. To jest magazyn służby a Weronika nim zarządza. Dostaniesz tam wszystko co potrzebujesz. Tylko... jedna sprawa - Widać było, że mężczyzna trochę się zawahał. - Staraj się nie zwracać uwagę na jej bliznę. Bardzo ją to denerwuje - Powiedział po czym dodał już weselszym tonem - A teraz jeśli pozwolisz pójdę coś zjeść. Cały dzień jestem na lekkim śniadaniu.  - Puścił dziewczynie oko po czym minął ją i zszedł po schodach w dół, do kuchni. Było słychać, jak wita się z kucharzem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Oczywiście... Davidzie. Smacznego i dziękuję za pomoc - odparła, rzuciła mu uśmiech i poszła w miejsce wskazane przez niego, aby znaleźć Weronikę. Była gotowa na najgorsze nawet pozostałości po zasklepionych ranach, braki elementów twarzy czy oparzenia, choć spodziewała się czegoś, czym nie warto sobie zawracać głowy. Wychowanie na wsi również doświadczyło Saskię jeśli chodzi o zawartość różnych paskudnych ran czy blizn. Widziała sporo i w większości nie robiło to na niej wrażenia. 

Gdy dotarła na miejsce zapukała do drzwi magazynu, wyprostowała się, opuściła ręce wzdłuż ciała i przygotowała się na szybkie nawiązanie kontaktu wzrokowego i zaprezentowanie jak najszczerszego uśmiechu. "Witam, nazywam się Saskia Villen, zostałam do pani skierowana przez pana Herona po odbiór potrzebnych rzeczy". 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zza drzwi dało się słyszeć jakieś pomruki. Po chwili otworzyły się a przed Saskią stanęła kobieta w średnim wieku. Na oko miała tyle lat co David. Nosiła standardowy strój dla służby, czyli długą, czarną i prostą suknię z krótkimi rękawami, czarne buty oraz srebrną wstążkę do związywania włosów. Saskia już po chwili wiedziała, o jakiej bliźnie mówił David. Weronika miała paskudnie wyglądającą bliznę zaczynającą się poniżej lewego ucha, przechodzącą przez policzek i przecinała usta w połowie. Kończyła się dopiero w połowie prawego policzka. Na dodatek dziewczyna mogła odnieść wrażenie, że ktoś zszywał tą ranę na szybko, lub byłą ona zszywana przez niedoświadczoną osobę, Brązowe oczy bacznie przyglądały się dziewczynie a na ustach grymas zastał dość szybko zastąpiony obojętnym wyrazem. 

- Tak? W czym mogę ci pomóc? - Zapytała cicho. Widać było, że nie podobało się jej to, że dziewczyna przyszła akurat teraz. Ale Saskia nie czuła od niej żadnej presji. Za to mogła odnieść wrażenie, że kobieta jest nie w humorze. Cóż po tej wymianie zdań, która miała miejsce chwilę temu wiadomo było czemu ma taki humor. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Witam, nazywam się Saskia Villen, zostałam do pani skierowana przez pana Herona po odbiór potrzebnych rzeczy - wyrecytowała, przybierając uśmiech o charakterze uprzejmym i patrząc kobiecie w oczy, wysiłkiem umysłu zmuszając się do omijania wzrokiem blizny. Udawało się, ale z trudem. I nie chodziło nawet o to, że była to blizna szczególnie brzydka; była po prostu widoczna, ale im bardziej człowiek starał się o czymś nie myśleć, tym bardziej jego myśli podążały właśnie w tym kierunku. - Przeszkadzam pani? Jeśli jest pani zajęta, mogę przyjść później. Chyba, że mogę w czymś pomóc. Pracę zaczynam co prawda od jutra, ale skoro już tu jestem, służę pomocą. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kobieta przez chwilę stała w milczeniu, słuchając słów Saskii. Kiedy ta zaproponowała pomoc pokręciła głową.

- Dziękuję poradzę sobie - Odpowiedziała. Dziewczyna o dziwno nie poczuła wyrzutu w jej głosie. Raczej lekkie znużenie. - Poczekaj tutaj chwilę. Zaraz przyniosę ci wszystko co jest ci potrzebne - Dodała po czym odwróciła się i weszła w głąb pomieszczenia. Minęła dłuższa chwila, w czasie której to dziewczyna mogła usłyszeć dźwięk przesuwanych skrzyń, otwieranych i zamykanych drzwi (pewnie od szafy) oraz kilka przekleństw, kiedy coś spadło na ziemię. Świadczył o tym głośny huk. Po chwili Weronika ponownie pojawiła się w drzwiach. W rękach miała dość spore zawiniątko. Saskia od razu mogła zobaczyć, że lewa część sukienki jest mokra. Z magazynu natomiast dało się czuć zapach nafty. 
- Proszę. Oto ubranie i kluczyk. Na każdym piętrze są magazyny, podobne jak ten, tyle, że mniejsze. Znajdziesz tam miotły, płyny i inne rzeczy. A teraz idź. Muszę tutaj posprzątać - Powiedziała po czym dygnęła lekko i zamknęła drzwi do magazynu. Dziewczyna mogła jeszcze usłyszeć, że kobieta co jakiś czas mówić coś pod nosem. 

W zawiniątku znajdowały się 2 identyczne suknie służącej, para butów, dwie wstążki do włosów oraz para białych rękawiczek, dwa klucze i coś, co mogło budzić pewnie zdziwienie. Otóż między rzeczami dziewczyna mogła zobaczyć nieduży krzyżyk na łańcuszku. Wyglądał, jakby był wykonany ze srebra. Na dodatek był on dziwnie zgięty, jakby ktoś chciał go złamać, ale mu się nie udało. 

Edited by Bosman

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dziękuję - odpowiedziała, dygnęła i odwróciła się, gdy już drzwi się zamknęły. Cóż, ekscentryczna kobieta. 

Wzięła wszystko i ruszyła z powrotem do pokoju. Gdy już znalazła się za drzwiami, w środku, dyskretnie powąchała mokrą plamę na sukience celem odkrycia czym jest owa ciecz. Obejrzała też dokładnie krzyżyk, zastanawiając się czy znalazł się tam przypadkiem, czy też specjalnie i postanowiła oddać go następnego dnia. Srebro było drogie, a ona nie chciała zostać posądzona o kradzież.

Mając do spędzenia jeszcze odrobiny czasu usiadła na łóżku i zaczęła oglądać obracać ów srebrny krzyżyk w palcach. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Plama na szczęście okazała się być zwykłą plamą po wodzie. Tak więc do rana na pewno wyschnie. Widać nafta, którą dziewczyna poczuła wcześniej nie była jedyną substancjom, która się wtedy wylała. A w razie czego nadal była druga sukienka, identyczna jak pierwsza. 

Krzyżyk wyglądał zwyczajnie, Na pewno był wykonany ze srebra a nie był posrebrzany. Podobne krzyże nosiło wielu księży w każdym mieście, w których wcześniej pracowała dziewczyna. Chociaż Saskia przypomniała sobie, że czasami wierzący również posiadali takie krzyże. Tak więc obecność tego tutaj nie musiała oznaczać, że należał do księdza, lub, że któryś z członków rodziny Lensterów.

Kiedy dziewczyna dokładniej przyjrzała się naszyjnikowi dostrzegła, że ktoś na nim coś wygrawerował. Po dokładniejszych oględzinach dziewczyna dostrzegła kilka liter i znaków: "SV+BL=" Jednak litery SV znajdowały się w miejscu, w którym ktoś próbował zgiąć krzyż. Jakby ktoś próbował się pozbyć tej części. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie była szczególnie głodna, ale narastało jej zmęczenie. Wobec tego postanowiła poczekać do godziny dziewiętnastej, oporządzić się w łazience, przyodziać swoją bojową, białą koszulę nocną, a następnie udać się... spać.

Kiedy więc godzina wybiła, z ulgą zapakowała się pod kołdrę, zgasiła obie świece, położyła srebrny krzyżyk na szafkę przy łóżku i zamknęła oczy w nadziei na sen który nadejdzie szybko. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na szczęście dla dziewczyny sen przyszedł. Noc też była spokojna. Nic się nie działo.

A rano dziewczyna obudziła się nawet wypoczęta. Musiał być albo późny poranek, albo wszyscy wstali dużo wcześniej niż ona, bo z salonu i kuchni dało się słyszeć głosy i spory ruch. Kiedy Saskia spojrzała na krzyż on nadal leżał w tym samym miejscu. Więc teraz dziewczyna miała pewność, że nie przyśniło jej się to. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. 

- Saskia wstałaś już? - Zza drzwi dobiegał głos Herona. - Za niedługo musisz iść sprzątnąć pokój gościnny, bo pan Loren spodziewa się dzisiaj po południu gości - Powiedział po czym zapukał ponownie. Chyba na więcej snu nie można było co liczyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Oczywiście,dwie minuty i jestem gotowa! - krzyknęła, zerwała się z łóżka i ubrała jak najszybciej. Zgięty krzyżyk wsadziła do kieszeni w sukience.  Po minucie była gotowa do wyjścia, następną przeznaczyła na umycie się, skorzystanie z toalety i wypłukanie ust. Tak gotowa stanęła przed Heronem.

- Skąd mam wziąć ścierki, szmaty i środki czystości? 

 

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

Heron stał w salonie przy schodach. Zanim dziewczyna stanęła przed nim mogła dostrzec, że w salonie było z osiem osób. Dwóch mężczyzn i 6 kobiet, w tym dwie młode, możliwe nawet, że młodsze od niej samej. Siedzieli w różnych miejscach. Dwie dziewczyny siedziały na przy stole i jadły kanapki, dwie inne panie rozmawiały z mężczyzną, którego strój sugerował, że jest on kucharzem. Reszta właśnie chyba przygotowywała się do pracy. Najważniejszy był fakt, że kiedy dziewczyna weszła do środka każdy na nią spojrzał i patrzył na nią. Po chwili wszyscy wrócili do poprzednich czynności. 

- Podoba mi się twój zapał do pracy Saskio - Powiedział po czym popatrzył na stół. - Ale zanim cokolwiek zrobisz czy gdziekolwiek pójdziesz proszę zjedz coś - Pokazał ręką na talerz z kanapkami oraz kilka kubków z herbatą. - Nie możesz iść pracować z pustym brzuchem - Zaśmiał się lekko po czym chciał położyć rękę na ramieniu dziewczyny. Jednak w ostatniej chwili powstrzymał się, a tą ręką zasłonił usta i odchrząknął. - Kiedy zjesz pójdziemy na górę i pokażę ci co, gdzie i jak - Dodał z lekkim uśmiechem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Myślę, że to nie jest zły pomysł - odpowiedziała cicho, rzucając mu zakłopotany uśmiech. Zauważyła ten dziwny gest z próbą położenia ręki na jej ramieniu, i... trochę jej to dało do myślenia. Tyle, że póki co nie wiedziała co ma myśleć ani w jakim kierunku, więc dała sobie z tym spokój. Po prostu podeszła do stołu i zajęła wolne miejsce.

- Dzień dobry - powiedziała wszystkim zebranym i szybko oraz nie wyłączając dyskrecji przeanalizowała obecną w pokoju służbę, nim zajęła się swoją herbatą i śniadaniem, docelowo dwiema kanapkami. Gdy skończyła, wróciła do Herona. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Reszta służby odpowiedziała Saskii cichym "dzień dobry". Dwie starsze panie nawet posłały je lekki uśmiech, widząc jak ta je kanapki. Jednak wszyscy zebrani nie wykazywali większego zainteresowania nią. Co jakiś czas ktoś tam na nią spojrzał, ale wszyscy raczej unikali kontaktu wzrokowego. Za to Heron wręcz przeciwnie. Dziewczyna kątem oka modła dostrzec, że ten przez cały czas się jej przygląda. Kiedy Saskia znowu stanęła przed mężczyzną ten skinął lekko głową. 

- Dobrze to chodź za mną - Powiedział po czym zaczął się wspinać po schodach na górę. Oboje weszli na drugie piętro. Tam przewodnik poprowadził dziewczynę korytarzem do niedużych, zamkniętych drzwi. - Tutaj jest magazyn. Weronika pewnie ci wczoraj powiedziała o nim. Pewnie dostałaś też klucz do drzwi - Przyjrzał się jej. Faktycznie klucz spodziewał w kieszeni jej sukienki, obok krzyża. - Pokój gościnny jest tam - Pokazał ręką na drzwi po prawej stronie. - Musisz wyjść tymi drzwiami, potem do końca korytarza. Drzwi po prawej stronie to pokój gościnny a po lewej to gabinet. Najpierw sprzątnij pokój gościnny a potem zajmij się gabinetem. Tylko nie zaglądaj do szuflad czy szafek. Wierzę, że tego nie zrobisz. Ostatnia służąca, która została przyłapana, na zaglądaniu do rzeczy osobistych pana Lorena została wtrącona do więzienia - Ostrzegł cię Heran po czym dodał z uśmiechem - Życzę ci miłej pracy. Kiedy skończysz będziesz miała chwilę wolnego. Po kolacji natomiast trzeba będzie pomóc pani Felicji z przebraniem się w suknię, bo ona i jej mąż jadą na nocny spektakl w teatrze. - Poinstruował cię mężczyzna po czym skłonił się lekko i zszedł po schodach, zostawiając cię samą przy drzwiach do magazynku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...