Recommended Posts

Morza. Oceany. Tereny, których człowiek nie przebędzie bez okrętu dobrego. Jedyna droga, aby dostać się z Europy do Ameryk. Teren, nad którym kontrolę można zdobyć na chwilę, i w ciągu sekundy stracić. Miejsca dla kupców cenne jak własne życie, a często nawet bardziej. Mocarstwa starego świata, Anglia, Francja, Portugalia i Hiszpania, wiedzę, że to właśnie wody, dostarczają im bogactwo, płynące z różnych rejonów świata. Dlatego też, katolicy i protestanci, gotowi się wyrżnąć i utopić, byle by objąć dominację i zapełnić skarbce złotem od przypraw, kości słoniowej, rumu czy cukru. Kapitanowie i admirałowie, muszą się starać, bo z jednej strony chronić konwoje, a z drugiej rabować wrogie. I te okazję, starają się wykorzystać sępy, które mają chrapkę na każde złoto i towar, nie ważne czyj był początkowo. Piraci, którzy pierwotnie byli jak psy, żywiąc się resztkami, tak w czasie niedługim, stali się podobni bandytom na szlakach lądowych. Pojawienie się ich, odczuły wszystkie potęgi białego człowieka, bo albo się straci mnóstwo towarów, albo pieniędzy na wysłanie floty. Problem mieli rozwiązać korsarze. Ale i oni, albo padali albo zmieniali stronę. A nawet jak odnoszono jakieś sukcesy, to wody i tak były pełne okrętów z czarnymi banderami. Choć i tak, polowanie na piratów, to w miarę dochodowy biznes.

 

W Anglii, mniej więcej w pierwszej połowie XVIII wieku(tak mniej więcej 1710), pewien kapitan, pochodzenia Walijczyk, organizuje za zgodą korony wyprawę na Karaiby, która ma na celu zakończenie sprawy cholernych piratów. Dostał nie byle jaki liniowiec(to znaczy jego własny), dwie fregaty i cztery brygi. Załogę musiał sobie załatwić samodzielnie. Nie licząc kilkunastu żołnierzy piechoty morskiej i zwykłych marynarzy. Toteż w różnorakich tawernach, została rozpuszczona następująca wieść:  

,,Komu pieniędzy w kieszeni brakuje,

lub kto glorii z przygodami żąda,

ten niech zmierza do Hastings

pod komendę kapitana Williama Robertsa.

 

ZASADY OGÓLNE:

Z racji tego że akcja to klimaty marynistyczne, przeklinać można. Tylko z wyczuciem.

Standardowo, postaci OP są niemile widziane, a w tym przypadku, w ogóle nie pasujące.

Do romansów nic nie mam, jak chcecie proszę bardzo.

Rozmowy Off topic(czy jak lubię to nazywać OOC) proszę prowadzić w nawiasach.

Jest to w realiach historycznych, ale parę postaci czy wydarzeń może być inna, nie istnieć etc. Pełnej zgodności nie ma. I jeśli macie małe pojęcie o wieku XVIII(co rozumiem) możecie pytać. Na PW, czy pod tematem)

Zanim przejdę do KP pewna sprawa. Możecie być każdej narodowości Europejskiej.Czy z Francji, Rzeczpospolitej, Prus, Szwecji, Rosji, i tak dalej, to jest dozwolone. Natomiast nie można być Azjatą, Czarnoskórym. Ewentualnie Arabem, ale nie ma co oczekiwać lepszego traktowania.

 

Kp:

Imię:

Nazwisko:

Płeć: (kobiety mogą mieć trudniej)

Wiek: (minimum 25 lat)

Wygląd:

Charakter:

Historia:

Broń: (muszkiety, granaty jak najbardziej dozwolone. Tylko żeby mi ktoś nie wyskoczył z przenośną armatką)

 

Przykładowe Kp:

Imię: William

Nazwisko: Bif

Płeć: Mężczyzna

Wiek: 35 lata

Wygląd: Wysoki, zielone oczy. Jasna cera, brązowe włosy. Zazwyczaj, czyli w czasie służby, nosi czerwony mundur marynarki królewskiej i czarny kapelusz kapitański.

swsd8k.jpg

Charakter: Często uśmiechnięty, przyjaźnie nastawiony do większości ludzi. O ile nie są piratami. Ma szacunek dla kobiet, oraz dla niższych warstw społecznych.

Historia: Urodził się w rodzinie pewnego Walijskiego szlachcica, jako drugi syn. Dzieciństwo spędzał spokojnie, na nauce czy sztuce walki. Miłość do morza, wyrobił sobie kiedy wraz z ojcem płynął do Holandii, gdzie zobaczył flotę ojczystego kraju. Dostał się do szkoły marynistycznej, którą ukończył z bardzo dobrymi wynikami. Kiedy miał 29 lat, został mianowany kapitanem swojego pierwszego statku. Fregaty, o dumnej nazwie ,,Smok”. Jego zadaniem, był ochrona kupieckich statków, przed piratami czy korsarzami wrogich mocarstw. W kwietniu, trafił na bryg oraz dwie kanonierki. Mimo zatopienia łodzi, doszło do abordażu. Walka była krwawa, i choć walka wydawała się wygrana, to pojawił się nagle dziwny bukanier, zarzynający kolejnych żołnierzy, aż zatopił ostrze w piersi młodszego brata Williama. Miłościwie, załoga piracka zostawiła fregatę, zabierając proch i zapasy. Walijczyk przysiągł, że znajdzie tego konkretnego pirata, i prócz niego, niszczy serce tej zarazy.

Broń: Rapier, oraz dwa pistolety.

 

Edytowano przez Hetman WK

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Imię: Jack

Nazwisko: Destripador 

Płeć: mężczyzna

Wiek: 24 lata

Wygląd: jest dość wysoki, nosi wysokie, czarne buty i do tego czarne spodnie

af38d796447fd708db47ca0dba592eb7--hetali

Charakter: spokojny, jak każdy pirat lubi popić, przyjaciel dla towarzyszy, zmora śmierci dla wrogów.

Historia: Jack urodził się w Hiszpanii jako syn... pirata i ulicznicy. No nie ma się czym chwalić. Od najmłodszych lat musiał walczyć o przetrwanie aż tu pewnego dnia przydarzyła się okazja by dołączyć do piratów. W wieku 17 lat pierwszy raz zasmakował abordażu, krwi i adrenaliny. Ale cóż nie wszystko jest takie piękne. Pewnego dnia trafił się przeciwnik mocniejszy i cała załoga została wyrżnięta oprócz Jack'a który zdążył uciec. Jedyną stratą była strata lewego oka przy wybuchu. Obudził się na plaży w Anglii. Zaczął pracować aby na siebie zarobić ale dalej szukał okazji by poczuć adrenalinę na morzu. I w końcu się nadarzyła. Gdy zobaczył ogłoszenie od razu ruszył aby się zgłosić.

Broń: 

latest?cb=20141110110527&path-prefix=pl

I takie dwa cacka 

pistolet-piracki-antyczny-43-cm.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

(No dobra. Jedziemy. Najwyżej jak ktoś będzie chętny to się jakoś wciśnie)

 

Hastings. Jedno z ważniejszych miast portowych Anglii. Istotne także z względów historycznych, bo przecież to właśnie niedaleko tego miasta, rozegrała się jedna z najważniejszych bitew w dziejach wyspy, gdzie Normanowie pokonali przeciwników, i zasiedli na tronie. Od tego momentu wiele się zmieniło. Hastings stało się jednym z okien na świat, co w przypadku położenia kraju, jest bardzo istotne. Ludzie żyją dostatnio. Oczywiście chodzi o mieszczan. Robotnicy i biedota...mają lepiej niż w mniejszych miasteczkach. A szlachta i duchowieństwo, lepiej mieliby tylko w Londynie. Kamienice wyglądały naprawdę na zadbanie. Drogi sprzyjały podróżowaniu, a wszelakie parki, posągi, cieszą oko każdego kto je widzi. Ale oczywiście, jeszcze port który niejako przebił ratusz i centrum. Bo właśnie tu, rozładowują się kupcy z ekskluzywnymi towarami. Owoce, przyprawy, wspaniałej jakości materiał. Oprócz tych, zawsze można zobaczyć piękne okręty, znaczy chlubę korony. Od niewielkich szkunerów, należących do kupców, przez brygi, a skończywszy na liniowcach, posiadających niekiedy nawet 50 armat. Właśnie. Tego dnia, od mniej więcej rana, zacumowany stał taki konkretnie okręt. Z trzema masztami, naprawdę dobrego wykonania, kadłubem, dodatkowo wzmocnionym i dwoma flagami na szczytach dwóch masztów. Tego na bliżej dzioba i tego bliżej rufy. Na materiale, był widoczny czerwony smok na biało-zielonym tle. Symbol Wali. Oczywiście na tym środkowym, widniała bandera Wielkiej Brytanii. Na molo, ulokowany był stolik, niknący trochę przy drewnianym gigancie. Ustawiała się do niego dość spora kolejka, różnie ubranych ochotników. Przy blacie, siedział mężczyzna, tak około 30 lat, w czerwonym mundurze, marynarskim i o pagonach starszego bosmana. Podtrzymywał jedną ręką głowę a prawą notował piórem coś na kartce. Odpytywał ochotników i wysyłał ich na pokład. Spojrzał w końcu na Jacka, ukazując poprzecinane naczynkami oczy.

- Imię, nazwisko, specjalizacja - wyrecytował zmęczonym głosem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jack Destripador. Były pirat. Specjalizacja? Abordaż i wyciąganie informacji z upartych ludzi. Również były sternik - przedstawił się mężczyzna. Był ubrany niby w strój oficerski, wiadomo, biała koszula, brązowy płaszcz, czarne spodnie i brązowe, wysokie buty. Na głowie miał kapelusz z piórem a jego oko zakrywała opaska. Przyjrzał się bosmanowi. Jego niebieskie oko przewierciło go na wylot takim jakby prądem, że ciarki po każdym przechodziły. Następnie pociągnął łyk rumu z butelki którą miał przy pasie i posłał mu swój najlepszy uśmiech prawdziwego zabijaki. - To co? Jestem przyjęty? - zapytał kładąc rękę z butelką przed bosmanem. Była w połowie pełna. Spodziewał się, że mężczyźnie chce się pić. A każdy, nawet korsarz lubi napić się rumu. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Westchnął mocno, nie zważając na butelkę sprawdził listę.

- Jack. J...J...Jesteś. Faktycznie. Inaczej sobie ciebie wyobrażałem. Ale cóż. Jesteś. Twoja nazwisko widnieje na liście. Kurwa, kogo wysyłali do rekrutacji? A żeby to. Sternika mamy. Dwóch, powiedziawszy. Trzeci może się przyda. Może. Ale cenny możesz być do sprzątania pokładu. Albo ładowania dział. Choć do abordażu, mięsa nigdy za mało. No dobra. Możesz wejść na pokład. Przed tym, pytanie. Jakiego jesteś wyznania?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak tylko prychnął na słowa bosmana. A jak kurwa miałem wyglądać? Jak dziwka? pomyślał pogardliwie. - Ja ci dam pucowanie pokładu. A co do wyznania. Jestem teistą. Nie wierzę w Boga. Zbyt dożo zła widziałem. - powiedział podnosząc opaskę pod którą na bosmana patrzyła pustka. Mężczyzna nie posiadał oka. - Widzimy się potem. - powiedział i wszedł na pokład. Gdzie niby tera? Chyba pod pokład... Albo nie. Poczekam na kapitana. pomyślał opierając się o sterburtę i patrząc w dal. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Zobaczymy. Psi synu - warknął do siebie.

Po chwili do Jacka zbliżył się człowiek, o irlandzkim wyglądzie i równie typowym akcencie. Ubrany podobnie do bosmana, z tą różnicą że to był zwykły żołnierz piechoty morskiej.

- Co? Adair cię zdenerwował, hę? - zapytał z ironicznym uśmiechem, wyciągając rękę - Troy. Również świeżak, jeśli chodzi o tą wyprawę. Co cię tu sprowadza?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jestem Jack Destripador. I przyciąga mnie morze. Ale też pieniądze. Pirata nigdy nie oduczysz. - powiedział z uśmiechem i podał rękę mężczyźnie. Następnie wziął łyk rumu i podał kompanowi. - Chcesz? - zapytał pokazując na rum.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Trochę wcześnie na picie. Jeszcze nie jesteśmy na pełnym morzu. Po za tym, kapitan...jest trochę cięty na picie.

- Nie na picie. Tylko na rodzaj alkoholu - odezwał się niski głos, zza Jacka. Troy, momentalnie wyprostował się i zasalutował. Zza byłym piratem, stał wysoki mężczyzna, w czarnym mundurze kapitańskim, ze złotymi pagonami, kilkoma orderami na piersi oraz charakterystycznym dla Brytów kapeluszem. Przy boku, miał przypięty rapier i dwa pistolety - Kolejny który chce pozbyć się zarazy pirackiej?

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jestem byłym piratem. I nigdy nie myślałem o wybiciu całej "zarazy" ale jest jedną pluskwa która mi nie daje spokoju. Moim celem jest Czarnobrody. I dopiero jak go zabiję własną szpadą... wtedy dopiero uwierzę w Boga. - powiedział patrząc kapitałowo w oczy. Właściwie w oko xD

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Czarnobrody. Cóż. Na Karaibach, gdzie znajduje się ponoć siedziba piratów, jakaś rada, na pewno tam będzie. Jest poszukiwany, ale nie jest moim głównym celem. Choć jeśli na niego trafimy, z pewnością dojdzie do starcia - powiedział, mrużąc oczy - A co do wiary. Ja, i spora ilość ludzi tutaj, to tak zwani protestanci. Co nie znaczy że nie szanuję katolików. Także uważaj, żeby kogoś nie urazić, bo możesz szybko stracić życie. Ale w ważnych kwestiach. Każdy ma tu jakąś robotę. Ty nie możesz być odstępstwem. Osobiście jestem sternikiem, a po za tym, Adair, defa kto zaufany marynarz, zastępuje mnie kiedy ja nie mogę. Zgaduję, że do zwykłej roboty cię nie odeślę. Jeśli dobrze strzelasz, możesz być obserwatorem na maszcie. Lub jako reszta coś ci znajdzie. Póki co, wyposaż się w nasz mundur. A. Oczywiście. Witamy na pokładzie - uśmiechnął się i odszedł.

 

Edytowano przez Hetman WK

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jack uśmiechnął się szeroko do Troya. - Idę na obserwatora. Przynajmniej nie będę musiał non stop słuchać bosmana. - wyszeptał ze śmiechem i ruszył się przebrać. Gdy już miał na sobie mundur, wyszedł spod pokładu i ruszył na miejsce obserwatora. W skrócie "bocianów gniazdo". Gdy już tam się znalazł, zaczął pykać swoją drewnianą fajkę. Tytoniu powinno mi starczyć. pomyślał zaciągając się dymem i spoglądając na horyzont.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bosman w końcu wszedł na pokład, kończąc tym samym kolejkę ochotników. Wciągnięto deskę. Adair podszedł do kapitana.

- Stan mięsa na pokładzie uzupełniony, kapitanie - przekazał, wypinając pierś i zmieniając głos na trochę bardziej żywy.

- Wspaniale. Wiesz co masz robić. A potem masz pozwolenie na odpoczynek. Spocznij.

- Dziękuje, kapitanie - odwrócił się na pięcie i spojrzał na cały pokład.

- Szykować się! Wciągnąć kotwicę i rozwinąć żagle. Sprawdzić mocowania i węzły! Wiatr nam sprzyja, nie ma co go denerwować! - krzyknął na całe gardło, marnując resztki energii. Marynarze od razu wzięli się do roboty. Po chwili, biały materiał został uwolniony z więzów i opadł w dół, od razu łapiąc mocno wiejący wiatr. Metalowa kotwica, z trudem, ale jednak została podniesiona. Strzelcy, wspięli się swoje pozycje. Okręt lekko się obruszył i powoli przemieszczał po wodzie w przód. Tam, czekały na niego cztery brygi i dwie fregaty. Dołączyły do statku flagowego, tworząc po czasie formacje. Wyprawa na Karaiby właśnie się rozpoczęła.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jack popatrzył na statki. - Mają rozmach skurcybyki. - mruknął sam do siebie i rozejrzał się. No nie źle. W końcu opuścił ten nudny ląd i wrócił do domu, do morza, do wolności, do adrenaliny. Tęsknił za tym jak mewa za lotem. A teraz w końcu znowu płynie. Znowu jest wolny.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Flotylla, nie napotkała większych przeciwności losu, nie licząc zmian wiatru, czy lekkiego deszczu. Koniec końców, wpłynęli na teren obu Ameryk, kontrolowany przez Brytyjczyków, ale szansa na spotkanie statków Hiszpańskich, było bardzo prawdopodobne. Bo oprócz piratów, to zagorzali katolicy z Półwyspu Iberyjskiego, stanowili największe zagrożenie. Portugalia, albo Francja, nie specjalnie. Jeszcze swoje kolonie posiadali Holendrzy, którzy mieli naprawdę dobre siły morskie, ale szczęśliwie byli w stosunkach pokojowych. Tak czy inaczej, trzeba było na chwilę rzucić kotwicę, gdyż fregata nazywająca się: ,,Szpon" uderzyła o skały, co wymagało pewnych podstawowych napraw, bo nie starczyłoby czasu aby dotrzeć do najbliższego portu, który byłby w stanie przyjąć fregatę i liniowiec. To też statki stały na środku niczego, czekając na wiadomość od kapitana, felerenie uszkodzonego statku.

- E! Ty! Leniu cholerny! Złaź na dół! - wrzasnął starszy bosman, do Jacka, który siedział na bocianim gnieździe.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jack spojrzał w dół. Wściekły na bosmana, szybko zszedł i stanął przed nim. - Zanim cokolwiek powiesz wiedz jedno. Za cholerę nie potrafisz kierować statkiem. Rykłem do ciebie, trzeba jakoś ominąć te głazy po stronie sterburty ale nie! Bo to kurwa strach posłuchać dawnego pirata. Ja wiem, że jestem tu krócej ale do mnie masz się też odzywać z szacunkiem tak bosmanie?  Czy zaczynamy sobie wymyślać ksywki to zacznę do ciebie mówić skretyniały debilu. - powiedział wściekły do bosmana i położył rękę na swojej szabli. Czuł, że na słowach się to nie skończy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nabrał powietrza.

- Doprawdy kijowy, jak mówią na wschodzie, marynarz. Albo żeś mocno pijany. Nie nasz, liniowiec, trafił na skały, tylko fregata, kapitana Chrisa. A co do niesłuchania, to ty masz słuchać mnie. Jestem starszym stopniem, a ty jesteś aktualnie niżej od prostego majtka. Bo oni potrafią słuchać i wiedzą, kiedy rozmawiają z kimś, kto morze wysłać ich na spotkanie z rekinami. Może kiedyś miałeś statek, pijaczyno. Ale teraz...TY masz przyjmować rozkazy, a niesubordynacja będzie karana. Czy to do jaśnie pana dotarło? - wycedził przez zęby.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jack poczuł jakby dostał z liścia w twarz. - O nie. Zwykły szczur nie będzie do mnie mówił pijaczyno. Nie pozwolę. Dlatego piractwo było lepsze. Nikt nie był wyżej lub niżej. Wszyscy byli równi. Nawet pierdolone kapitan mógł być przyjacielem majtki. A ty bosmanie pozwalasz sobie na zbyt dużo. - warknął i splunął mu pod nogi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bosman położył rękę na rękojeści rapiera, jednocześnie się uśmiechając.

- Lepsze? To właśnie dyscyplina, pozwoliła Koronie zdobyć pozycję jednego z najpotężniejszych mocarstw. Nasze Imperium trzyma się na filarach porządku i hierarchii. Choć w porównaniu z Prusami, jest lepiej. Tam, od razu kazaliby cię rozstrzelać. A jak wszyscy są równi, to kto nimi przewodzi? Po to są klasy społeczne. Można przejść z jednej do drugiej, ale tylko ciężką pracą, albo coś niebywale spieprzyć. A ty, zrobiłeś to drugie. BYŁEŚ kapitanem. Myślisz że oficerowie dostali swe stanowiska od tak? Nie. Kapitan wybierał załogę tylko na wzgląd na ich zasługi. Jak ty się dostałeś, to pozostanie zagadką. Może rekrutujący w tawernie też był pijany. Fakt faktem, obecnie służysz pod rozkazami Marynarki Królewskiej, a nie jakieś cholernej hałastry. I tylko moja cierpliwość, sprawiła że jeszcze nie przeciągnięto cię pod kilem. Także teraz dość twojego zawodzenia, chłopcze. Jazda szorować falkonety. A! - zaśmiał się - Chyba że czujesz się zbyt ważny. Równość. He. Koniec końców wszyscy wracają do tego, co było.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jack zaśmiał się. 

- Klasy społeczne są po to by jedni uważali się za lepszych od drugich. To, że byłem kapitanem nie znaczy, że to moja wina, że przegrałem bitwę z Czarnobrodym. Był po prostu lepszy. A co do załogi. Każdy z nich był utalentowany a tutaj? Połowa tych żeglarzy to mięso armatnie. Przy pierwszej walce połowa zginie. A w szczególności jeśli trafimy na Barbarossę. A o Czarnobrodym nie wspomnę. Znam się lepiej na piractwie niż ty szczurze lądowy. A tym co przed chwilą powiedziałeś przypieczętowałeś swój los. Wyczuwam Cię na walkę. Do pierwszej krwi. O to kto jest lepszy. Honor już dawno straciłem. - powiedziawszy to, wyciągnął szpadę i wycelował nią w bosmana.

Edytowano przez Lucjan

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Na dźwięk wyciąganej szpady, załoga spojrzała w ich stronę. Bosman pokiwał głową.

- Gnido. Dobrze. Ale jeśli mnie zabijesz, to kapitan każe cię rozstrzelać.

Chwycił rapier, odbijając ostrze szpady. I wymierzył cios na lewy bark Jacka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się