Hetman WK

W imię złota![Zapisy][Gra]

Recommended Posts

Pewien żołnierz piechoty, przeszukiwał akurat podpokład. Ten który najszybciej by zatonął w wypadku pojawienia się dziury. Tak czy tak, szperał w papierach, w których znajdowały się zapiski o przewożonych towarach, załodze i tym podobne. Co go trochę zaskoczyło, to obecność muszkiety oraz pistolety, ze starym zamkiem lontowym. Co dziwne, bo Hiszpanie starali się jak najlepiej wyposażać swoich. Obok broni palnej, znajdował się rapier...też słabego wykonania, a także sztylet. Choć już miał zamiar założyć, że bagnet szpuntowy. Nie patrząc na nic, zabrał rzeczone ostrze. Reszta, była mało cenna dla niego. No. Może jeszcze dwa kluczyki. Bo jest klucz, to jest też skrzynia.

Szedł dalej, uważając aby nie potknąć się o jakąś kulę czy sznur. Plan, jednak spalił na panewce (porównanie jak najbardziej zamierzone) gdyż zaczepił butem o...coś, jednocześnie spadając na grunt.

- Do czorta - jęknął, podnosząc się - Dobrze że nie nadziałem się na bagnet. Co to było>

Kątem oka, spostrzegł żelazny pręt. Taki, służący do utrzymywania jeńców na pokładzie. Działa to na tej zasadzie, że delikwent siadał przy ścianie, prostując nogi. Te zaś, znajdowały się pomiędzy podłogą, a właśnie prętem. Niby proste, ale skuteczne.

W tym przypadku, było tak samo. Tylko że dodatkowo ręce więźnia, skuto kajdanami.

Żołdak, obruszył się, kiedy dostrzegł jeńca. Co interesujące, nie mężczyznę, a kobietę. Co dziwne, bo te spotkać na wojennych okrętach...to sztuka.

- Hej ty! - klęknął, starając się ją obudzić. Jeszcze jej nie uwolnił. Wolał zachować ostrożność.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Możliwe, że dotarło do mnie w jakiś sposób odgłos upadającego cielska na deski, tylko wykonanie jakiejkolwiek reakcji mijało się z celem. Póki statek nie zawinie do portu staranie się o wolność było bezcelowe, bo tak wyrzucona, w najlepszym wypadku, za burtę spotkam się z miękkimi od wody i glonów deskami mostu, a nie z niekończącą się wodą. Myślenie nad tym co mogłam zrobić by tu się nie znaleźć już dawno nie pomagało, więc czekanie było najlepszą opcją. 

Moja twarz stężała gdy wracałam świadomością do rzeczywistości, obraz na początku zamazany wyostrzył się na tyle bym mogła rozpoznać kształty, jakiegoś człowieka. Szarpnęłam się cała jakby oczekując, że przypadkiem już mnie uwolnili i wykorzystam moment na ucieczkę, przed tym co mogło mi zagrażać. Nic jednak się nie stało, bo napotkałam metal. Dalej ten sam, w tym samym miejscu. Moje dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści, mierząc człowieka gniewnym wzrokiem i zaciskając zęby.To nie Hiszpan. oczywiście, że nie. 

- Czego chcesz? - wychrypiałam pierwszą myśl, budząc się już całkowicie. Coś się dzieje? Obejrzałam się naokoło i znów na delikwenta. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Znasz angielski. Uf - przewrócił oczyma - Odpowiadając na twoje pytanie, to byłem tu żeby...skonfiskować dobytek należący do Hiszpan. I jakimś sposobem natrafiłem na ciebie. Ale po kolei. Jak się nazywasz i czy pamiętasz jak tu trafiłaś? Potem ja odpowiem na twoje pytania - wystawił propozycję. Na tamten moment, nie do odrzucenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zmarszczyłam brwi, skonsternowana. Ha. Idioci. Przegrali, bo co innego? Pokojowa konfiskata? Powstrzymałam się przed paranoicznym śmiechem. Dobrze, od razu człowiek, który klęczał obok mnie wydawał się bardziej wartościowy. 

- Jestem Osma Read. - uniosłam głowę. Miłościwy Boże, jak dobrze, że jakaś zbłąkana kula mnie nie zabrała. - Hiszpanie jak zwykle biorą co chcą, zamiast pilnować swojego nosa, jak hieny czekają na statek. Wojenny, handlowy, krzty honoru. Zabrali ile mogli, pojmali tych co chcieli i resztę zostawili. - wyjaśniłam patrząc na mężczyznę. No już, rozkuj mnie i gadaj. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Aha - To mi się trafiło - Mógłbym cię uwolnić, ale trochę nie jestem do tego przekonany. Najpierw powiedz na jakim statku pływałaś. I pod jaką banderą - Jak mi się trafi pirat, to panie umiłuj się. No chyba że korsarze, to wtedy jakoś przeżyje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Całe życie pływałam tylko i wyłącznie dla Korony Anglii. - odpowiedziałam niemalże od razu, by nie wątpił. Czy była to prawda? Oczywiście! - Szkuner handlowy. Mieliśmy już wracać do domu. - mruknęłam. Fakt, że już wspomniał o zdjęciu kajdan trochę mnie zniecierpliwił, dlatego gorączkowo myślałam nad tym co chciał teraz usłyszeć. 

- Przydam się, pomogę, wypracuję swoją część. Praca na statku, nawet wojennym, nie jest mi obca. - zaproponowałam, bo jak nie ja, to lepiej byłoby nieroba zostawić przykutego. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No dobra. Niech święci mają mnie w opiece - sięgnął do kieszeni, wyjmując gorszej jakości kluczyk.

Ostrożnie zaczął rozkuwać Osme - W ogóle, co za imię - Następni, przy pomocy rapiera, odsunął pręt na bok. Wyprostował się i podał jej rękę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poczekałam aż mnie uwolni, uważnie patrząc na to co robi. Nie odetchnęłam jeszcze z ulgą, ale jakaś część mnie uśmiechała się. Inna zaś, w tej chwili gdy mogłam wykonać zakres ruchów, który miała ograniczony, skrzywiła się. Byłam strasznie odrętwiała. Spędzenie takiego czasu w jednej pozycji było okropnie nadwyrężające. 

- Moja matka do końca nie wiedziała skąd się to wzięło. - odpowiedziałam podając mu rękę. Gdy już się podniosłam na nogi, było łatwiej. Krew zaczęła mi dopływać do członków, przywracając czucie. - Dziękuję. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Służę - skinął głową - To chyba twoje - podał jej sztylet - Znalazłem to na tamtym stole. Co znajdziesz, możesz zabrać. Jak już się wyekwipujesz, zaprowadzę cię do kapitana. On zdecyduje co z tobą zrobić. A na razie musisz mi wybaczyć, albowiem iberyjskie skarby na mnie czekają - ruszył w swoją stronę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wzięłam mój sztylet czekając aż ten odejdzie w swoją stronę. "Zdecyduje co z Tobą zrobić...". Skoro wygrał, będzie miał dobry humor, co tylko zwiększa moje szanse na to, że nie wrócę znowu w kajdany. Miałam nadzieję, z kapitanami tak jest, że nigdy nie wiadomo. Mogą być prawymi ludźmi lub dupkami, widzącymi wszędzie zagrożenie i konkurencję dla własnego ego. Nieśpiesznie podeszłam do stołu w rzucającym się w oczy rapierem i muszkietem, rozmasowując obtarte  nadgarstki. Takiego badziewia nikt na tym przeklętym statku nie miał. Bez zastanowienia wzięłam co moje, nie byłam goła, lepsza broń która może mi się rozlecieć w rękach niż żadna. Jeśli znajdę coś ciekawszego, to stare wyrzucę. Sentymentu do nich nie miałam. 

Skoro miałam mały zapas czasu, mogłam sobie czegoś poszukać. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Człowiek to człowiek. Ale ok. W wasze sposoby wyciągania informacji się nie wcinam. - stwierdził Jack rozglądając się po pokładzie. Zamyślił się. Jakim cudem kapitan wrogiej fregaty dał radę tak łatwo zbiec? Przecież to awykonalne. Żeby jeszcze łódką. Ale żadnej nie brakuje ani żadnej nie widać na horyzoncie. Odwrócił się w stronę bosmana. - No dobra panie ważny. Skończy tą głupią walkę. Jaki pomysł na tych tu? - zapytał wskazując kciukiem na pojmanych. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman westchną.

- Koniec końców coś powiedzą. Jeśli nie, to trudno. Odstawimy ich przy najbliższej wizycie w naszym porcie. Nie mam zamiaru ich kaleczyć, tylko ze względu na to, że nie chcą mówić - podszedł bliżej - Ile razy mam ci powtarzać, że nie jesteśmy piratami, lub korsarzami. Pływasz w barwach marynarki królewskiej, o czym powinieneś pamiętać. Bo wykroczenie, będzie karane. Srogo. Czy to jest jasne? Żołnierzu?

 

Przez czas poszukiwań, nie znalazła w sumie nic interesującego. Prawie, bo w dużej mierze, mogła tylko dostrzec papiery, o nikłej wartości, liny, haki etc. Jednakże, udało się jej odnaleźć trochę prochu i kul, kordelas oraz dużo lepszy muszkiet skałkowy. Co najmniej kilka. Szczęście też trochę dopisało, jako że natrafiła na skrzynię ze zniszczonym zamkiem. Jej zawartość, stanowiły dwie butelki rumu oraz mieszek ze złotem. Zapewne jakiś żołdak, ukrył swój skarb, przed oficerem patrolującym.

Po czasie:

- Już? Wzbogaciłaś się? - spytał piechur, z widocznie cięższymi kieszeniami. Z jednej, wystawał nawet złoty łańcuszek - Bo nie bardzo podoba mi się wizja, pozostania na statku, kiedy moi wyruszą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok. Ok. Rozumiem. Spokojnie panie ważny. - powiedział. Po chwili uśmiechnął się szeroko. - Się tak nie spinaj. Bo wyjdziesz na durnia przed całym statkiem, że jeden były pirat ma bardziej gadane od ich bosmana. - powiedział i napił się rumu z butelki którą znalazł pod statkiem 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ech. Żeby cię cholera - zaklął pod nosem - Tak, właściwie, to powiedz mi. Czym ci zaszkodził Czarnobrody, że chcesz go zabić? - wpadł mu pewien pomysł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Heh. Już Ci mówiłem. Co skleroza panie ważny? - zapytał. Po chwili jednak spoważniał. - Zabił całą moją załogę, żonę i zatopił statek. Czegoś takiego nie można darować. - odpowiedział. Po chwili wyrwał się z zamyślenia, i na twarz powrócił mu uśmieszek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mówisz o tym dość swobodnie. Tak czy tak, nasz główny przeciwnik, jest jednak znacznie gorszy od Edwarda. Znacznie - brzmiał dość wiarygodnie - Gdyż ma coś, czego ten obwieś nie posiada.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jack wziął kolejny łyk. - Ta. A niby co ma ten nasz wróg hm? - zapytał od niechcenia

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Między innymi, dużo lepszy statek, z którym szczerze powieszawszy, obawiam się starcia. Ale gorsze jest to, że tamten kapitan ma świetny zmysł taktyczny. Wiliam się z nim ścierał i wie na ten temat co nieco.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proch i kule przygarnęłam z chęcią. Z jeszcze większą - muszkiet, ten mój zostawiając wdzięcznie w jednym z kątów. Dzielne mi służył, a teraz mógł spokojnie zatonąć z tym statkiem. Sakiewkę schowałam do kieszeni, tak by nie pobrzękiwała za głośno. 

- Tak, jestem gotowa. - podniosłam się na nogi, poprawiając nowy nabytek na ramieniu. - Prowadź. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z pod pokładu, wyszli dość szybko i większych problemów nie było. Nie licząc kilku marynarzy, którzy dość podejrzliwie patrzyli na Osme. Stanąwszy na głównym pokładzie, żołnierz krzyknął:

- Adair! Mógłbyś podejść?

Bosman dostrzegł wołającego. Odstąpił od Jacka, dość chętnie.

- Tak żołnierzu? O co chodzi? - spytał, chowając ręce za plecy.

- Podczas sprawdzania ładowni, znalazłem coś więcej niż proch i rum - dumnie powiedział.

- Widzę. Widzę - spojrzał na kobietę - Ja już się tym zajmę. Możesz odejść - Daję ci ostatnią ulgę. Naciesz się zdobyczą.

- Ta jest! - zasalutował i odszedł.

- No moja droga - uśmiechnął się - Przechodząc do konkretów. Przede wszystkim, wypadałoby, abyś się przedstawiła. Potem zdecyduję, co zrobimy dalej.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skrzywiłam się wychodząc na zewnątrz i przyjemnie nabrałam powietrza do płuc. Pachniało dymem, krwią i walką, ale co najważniejsze było świeże. Wędrowałam spojrzeniem od prowadzącego mnie żołnierza do reszty. Przy Hiszpanach zatrzymywałam się, dość bezczelnie się im przyglądając, ale bez większej radości. 

- Osma Read - skinęłam do mężczyzny o imieniu Adair, trochę się prostując. - Pływałam na angielskim statku handlowym póki nie stałam się hiszpańskim jeńcem. - wyjaśniłam już na wstępie by obyło się bez pytań. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No cóż, los ma dla nas przeróżne plany. I można też trafić do Hiszpańskiego więzienia. Na szczęście wiatr ci sprzyjał. Bo ponownie będziesz służyć koronie - sięgnął do kieszeni, wyciągając kotylion o barwach brytyjskich i podał go kobiecie - Witamy w załodze. Każda dodatkowa para rąk, może się przydać. Przy najbliżej okazji, zostaniesz wpisana na listę. Do tego czasu, nie mam dla ciebie zadań. Po prostu bądź przygotowana, na ewentualne odpłynięcie. Czy to jasne?

 

 

- Ta...Hiszpanie dostają po tyłku. Chyba czas, żeby zareagować. Prawda, kapitanie?

Zakapturzony bukanier, zbliżył się - Jeszcze chwila. Będzie nam łatwiej, gdy mocniej ich wykrwawimy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak jest. - zasalutowałam, gdy tylko spytał. Kotylion od razu przyjęłam. Zero kajdan, rzeczowa praca. O to mi chodziło, dlatego ucieszona tym faktem, z grymasem zadowolona i głupiej dumy mogłam "robić swoje". Szczęście mnie nie zawiodło, po raz kolejny. Rozejrzałam się jeszcze raz po statku i ludziach na Nim, teraz już bez unikanie spojrzeń. Kobieta na statku, przerypane co?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jack jakoś specjalnie się nie przejął słowami bosmana. Swoje przeżył więc dla niego to nie było wyzwanie. Po chwili zobaczył, że jakiś majtek zawołał bosmana. Obok niego była kobieta. Specjalnie jakoś się nią zainteresował. Kobieta jak kobieta. Nic specjalnego. Machnął ręką na powitanie i wrócił do picia rumu póki nie rozpoczęli dalszej podróży. 

Share this post


Link to post
Share on other sites