Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

[Pawlex] Przepraszam, ale pańskie zęby tkwią w mojej szyi

Recommended Posts

Port śmierdział dokładnie tak, jak śmierdzi standardowy port. Do mieszanki można było zaliczyć smród ryb, zbutwiałego drewna, gnijących wodorostów, a gdzieniegdzie także alkoholu i moczu. 

Dzwony i wrzaski towarzyszące pracy zostały zastąpione wrzaskami towarzyszącymi zabawie i odpoczynkowi. Marynarze cumowali w tawernach (których było całkiem sporo na wybrzeżu) i w zamtuzach (które w okolicach portu były trzy). Ale nie wszyscy po zmroku odpoczywali. 

Spośród wszystkich nieszczęść oblegających miasto najgorsze były choroby, szkodniki i należące do tych drugich potwory. Spośród potworów najgorsze były wampiry. Najgorsze, bo inteligentne i nieuchwytne, a ponadto przeraźliwie sprytne i długowieczne. Ale i na nie był sposób. 

Jeden z nich przemierzał właśnie ciasną ulicę, kierując się ku jednemu z portowych magazynów. 

Niedoszła ofiara Pete'a krwawiła po bliskim spotkaniu ze srebrem. Był już niedaleko - schował się właśnie w magazynie, zapewne próbując odpocząć i zebrać siły. Ranny wampir był właściwie najgorszy, bo zdesperowany. Ale ten konkretny przeciwnik był młody, a więc i nieszczególnie silny. Powinno pójść szybko. 

Drewniane wrota do kamiennego budynku szeregowego były uchylone. Przestrzeń w środku zastawiona była skrzyniami, niestety mrok skrywał większość szczegółów. Nie ukrywał natomiast dwóch świecących, pomarańczowych punktów - wampir patrzył gdzieś z górnych skrzyń, nie próbując się nawet ukrywać.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Osoba, odpowiedzialna za obrażenia wampira, szła wolnym acz stanowczym krokiem po śladach krwi, które to potwór za sobą zostawiał. Krew tych poczwar miała zdecydowanie specyficzną woń, toteż młody łowca wampirów mógł kierować się samym węchem, by i tak znaleźć swój cel. 

Tak więc ślady zaprowadziły go do magazynu. Same uchylone drzwi dawały znak, że monstrum jest w środku, co też oznaczało że mógł się gdzieś zaczaić. Jednakże był ranny i z tego co Pete'owi udało się dostrzec, raczej młody, toteż nie powinien być tak silny jak jego starsi pobratymcy. 

Mimo to łowca nie zdecydował się na zdecydowane, pewne wkroczenie do środka. Tak zawsze robili pewni siebie amatorzy, tylko po to by zaraz dać się zabić niespodziewanym atakiem. 

Łowca uzbrojony był w siekierę. Zwyczajną, prostą siekierę. Jedyna różnica to taka, że ten egzemplarz posiadał posrebrzone ostrze, aby taki wampir poczuł ze stokroć razy mocniej. Nie było to jednak standardowe wyposażenie, jakiego używali jego współtowarzysze. Prawdę mówiąc, nie była to nawet preferowana broń chłopaka. Ta siekiera była pierwszym tym, co akurat dorwał w swoje ręce, a samo ostrze pokrył warstwą ciekłego srebra w międzyczasie. Skoro wysłano go tutaj w pojedynkę, znaczyło to że wampir który tu się panoszył nie był raczej wielkim wyzwaniem, toteż Pete nawet nie chciało się taszczyć całego wyposażenia, które to było wpisane w regulamin. Wiadomo, walić regulamin. 

Pete stanął przy wrotach, po czym przyłożył do nich czubek siekiery i pchnął, otwierając je. Zawsze warto sprawdzić czy nikt nie stał obok drzwi. Taktyka stara jak świat, i już raczej bezużyteczna. No, nie licząc wspomnianych dziarskich kozaków, którzy wchodzą na hura i jeszcze szybciej giną. 

- Ciemno... - Wymamrotał do siebie, powoli wchodząc do środka. W grę zawsze wchodziło zabarykadowanie drzwi i puszczenie magazynu z dymem. To jednak zrobiłoby więcej złego niż dobrego. Nie mając przy sobie żadnego źródła światła, łowca zaczął powoli rozglądać się po całym otoczeniu, mając nadzieję że gdzieś wyłapie chociaż świecące oczy wampira, które jak wiadomo, świecą się jak jak psu jajca. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozległ się huk, kiedy zdobycz Pete postanowiła zamanifestować swoją obecność, zrzucając drewniane skrzynie z samej góry. Większość była pusta, co nie zmieniało faktu, że wywoływały paskudny, wbijający się w uszy hałas. Wampir zeskoczył lekko na jedną ze skrzyń położonych na średniej wysokości i przysiadł na niej, bezczelnie wpatrując się w łowcę w pozycji sugerującej, że to on panuje nad sytuacją. Światło księżyca wpadające przez zakratowane okienko oświetliło jego twarz.

Nie był szczególnie przystojny ani piękny. Mit o nieludzkiej urodzie krwiopijców brał się z tego, że ładne egzemplarze zazwyczaj były wystarczająco pewne siebie i wredne, żeby zdobywać ofiary przy pomocy wdzięków. Cała reszta oczywiście miała pewne sztuczki w rękawie, ale większość, tak jak ten osobnik, była po prostu przeciętna. Wampir patrzył na mężczyznę z uśmiechem, ale w oczach Pete widział ból wywoływany przez ranę. Cała ta postawa była sztuczna. 

- Nikogo nie zabiłem, to więc dlaczego ty chcesz zabić mnie? - zapytał. Oczywiście, było to kłamstwo. Na ślad wampira łowcę naprowadziła piątka trupów pozbawionych kompletnie krwi, a ten nie zacierał za sobą poszlak. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy rozległ się huk upadających skrzyń, Pete błyskawicznie odwrócił się w tamtym kierunku. Ręce z bronią wyciągnął przed siebie, na wypadek jakby wampir miał się na niego rzucić. Co ciekawe, nie rzucił się, co było zmarnowaną okazją na podstępne zlikwidowanie łowcy. Czyli wampir, cholerny amator. 

Jeżeli wampir chciał wywrzeć na łowcy jakieś wrażenie, to w ogóle mu się nie udało. W zasadzie, widok rannego potwora, rozpaczliwie próbujący pokazać swą dominację, tylko dodawał pewności siebie. Chłopak wyprostował się i oparł siekierę o ramię. 

- Ta, pięciu typa sama z siebie krew spuściła. - Odparł, racząc wampira krzywym uśmieszkiem. Tutaj też postanowił przerwać jakikolwiek dalszy dialog z tym ścierwem. Uniósł broń, po czym szybkim doskokiem zamierzał unieszkodliwić wampira, mocarnym uderzeniem znad głowy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wampir przestraszył się i zamiast się obronić, próbował uniknąć uderzenia. Twarz straciła ludzkie rysy. Źrenice rozszerzyły się gwałtownie, skóra poszarzała, a schowane zęby wysunęły się z dziąseł, tworząc drugi, ostry rząd. Rozszerzyły się też nozdrza wampira, ostatecznie nadając mu wyglądu paskudnego drapieżcy.

Siekiera trafiła w łydkę i w efekcie odrąbała nogę pod samym kolanem. Pojawił się charakterystyczny, duszący dym towarzyszący zetknięciu się srebra z ciałem wampira. Ów wrzasnął tak, że aż zatrzęsły się ściany i stoczył się ze skrzyni, upadając na podłogę. Musiał być bardzo początkujący, skoro srebro tak bardzo go zraniło i oszołomiło. 

- Daruj! Nie będę już, nie zabiję nikogo! Błagam, nie zabijaj mnie! - jęknął. Na twarzy wampira rysowała się czysta panika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pete czuł się nieco zawiedziony. Naprawdę liczył chociaż na najmniejsze próby stawiania oporu. Ten wampir musiał być naprawdę bardzo młody, skoro był aż tak niedoświadczony. 

Nim jednak wykonał kolejny atak, postanowił na chwilę przystopować. Zawiesił swój wzrok na tej smutnej karykaturze wampira. Wyglądał gorzej niż źle. Gdyby wszystkie wampiry były takie jak on, dzisiaj istniały by już tylko w księgach.

- Spójrz na siebie. Jesteś chyba najbardziej beznadziejnym wampirem, na jakiego kiedykolwiek się natknąłem. - Łowca podszedł do wystraszonego potwora, po czym nadepnął mu na łydkę. Tę ostatnią łydkę. Potem znów uniósł siekierę nad swoją głowę, by powtórzyć te mocarne uderzenie.

- Pewnie nawet inni twego zawszonego gatunku się tobą brzydzą. - Dodał z nieukrywanym obrzydzeniem w głosie, gotowy zadać ostateczny cios. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jedno cięcie i było po wszystkim. U stóp Pete leżał drgający trup, wydzielający słodkawy dym przeprawiający o mdłości. Kiedy dym opadnie, krew bardzo szybko wyparuje i zostanie tylko wyschnięte ciało. 

Ale ledwie zwłoki przestały podrygiwać, w otwartych drzwiach pojawiła się kolejna postać. Tylko krew wampira cuchnęła. Sam wampir nie miał zapachu i trudno było go wytropić nawet z psami (choć to z tego względu, że zwierzęta zazwyczaj po prostu nie chciały podejmować tropu). 

Postać zatrzymała się, jakby nasłuchując, po czym ruszyła szybkim, nerwowym krokiem w stronę Pete i jego ofiary. To była kobieta i na naprawdę trudno było ocenić, czy była człowiekiem, czy też nim nie była. Twarz miała dojrzałą, ale bez oznak starzenia. Skórę raczej bladą, ale naturalnie bladą i jasne włosy do ramion. Ubrana była w białą koszulę, kamizelkę i coś, co zapewne kiedyś było długą spódnicą, a teraz zostało przekształcone w prowizoryczne spodnie za pomocą sznurków. 

Oczy patrzyły na trupa, nie na łowcę. Tego drugiego zresztą lekko odepchnęła, nim przyklęknęła przy ciele. 

Zaczęła nerwowo przeszukiwać kieszenie płaszcza zaplamionego krwią, mając w poważaniu mężczyznę stojącego obok. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jednym, jedynym powodem, dla którego łowca mógłby zrezygnować z ubicia wampira, to właśnie ten dym. Sakramencko śmierdział. Pete zasłonił twarz ręką i cofnął się o krok. Trzeba będzie wziąć pod uwagę załatwienia sobie jakiejś maski, bądź czegokolwiek, co uchroni przed tym paskudnym dymem. 

Chłopak nie zdawał sobie sprawy z obecności kogoś innego, toteż kiedy został nagle odepchnięty, był bardziej niż zaskoczony. Wzdrygnął się, spodziewając się że to kolejny wampir, może towarzysz tego ukatrupionego. 

Pete chwilę przyglądał się, co ten ktoś robi. Nie brał pod uwagę, że ten ktoś zacznie po prostu opróżniać kieszenie wampira. Po co? Niepewność ustąpiła miejsce zdziwieniu. Chłopak nieco wyluzował i wyprostował się. Poczekał jeszcze chwilę, liczył że może ten ktoś w końcu raczy się odezwać i powiedzieć czego chce. Na to się jednak nie zapowiadało. 

Nie wykluczał jednak opcji, że to mógł być wampir. Postanowił do podbródka tego gościa przyłożyć nienaostrzoną część siekiery, i lekko unieść ją w górę, by przyjrzeć się twarzy. Jeżeli był to wampir, to sam dotyk osrebrzonego materiału będzie ją parzyć, a wtedy będzie musiał szybko pozbawić tego kogoś łba. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie zdążył dotknąć skóry kobiety, bo ta błyskawicznym ruchem chwyciła trzonek, wyrwała Pete z ręki, zamachnęła się i wyrzuciła, nawet na niego nie spojrzawszy. Dopiero po dłuższej chwili rozległo się tępe uderzenie o drewno. 

Podniosła dłoń z palcem wyciągniętym w karcącym geście.

- Zostaw - ostrzegła. - Stój tam, gdzie stoisz. - Nadal nie podniosła głowy, zaaferowana przeszukiwaniem trupa, aż w końcu z wewnętrznej kieszeni marynarki wyciągnęła metalową kasetkę, schowała do kieszeni swojej kamizelki i wstała.

Teraz dopiero spojrzała na łowcę i podbródkiem wskazała kierunek,w którym zniknął topór.

- Coś ci tam upadło. 

Następnie odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak był zdumiony, że ta dziewucha z taką łatwością go rozbroiła. Dalej nie zrobił nic więcej, zwłaszcza gdy kobieta go ostrzegła. Sam nawet nie wiedział, dlaczego postanowił jej posłuchać. 

Zdążył tylko na chwilę dostrzec, co też ona wyciągnęła z kieszeni martwego wampira. Nie miał pojęcia do czego było jej to potrzebne, ale zdecydowanie nie zamierzał puścić jej od tak. Zwłaszcza, że tym bardzo perfidnym zignorowaniem jego osoby, poczuł się mocno urażony. 

Gdy kobieta zaczęła kierować się w stronę drzwi, łowcy puściły nerwy. Warknął, po czym podbiegł do niej, z zamiarem uderzenia jej w szyję łokciem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podobnie jak poprzednio, cios został powstrzymany sprawnym ruchem ręki, która chwyciła przedramię Pete w żelazny uścisk, nawet się przy tym nie męcząc. Twarz zresztą nie drgnęła - ani w wyrazie złości, ani żadnej innej emocji. 

- Co próbujesz właśnie zrobić? - zapytała kobieta ponownie tym moralizatorskim tonem, który sugerował, że Pete właśnie odwalił potężną głupotę. - Oszalałeś do reszty? Chcesz mnie pokonać bez srebra? - Po tym pytaniu góra i dół nagle zamieniły się położeniem, coś huknęło, łowcę zapiekło ramię i mógł podziwiać sufit z perspektywy podłogi, powalony kolejnym szybkim ruchem. 

W polu widzenia pojawiła się twarz wampirzycy, wciąż ludzka i wciąż spokojna. 

- To nie działa w ten sposób. Nie podziałałoby nawet z tamtym. Jeśli chcesz polować na wampiry, musisz mieć srebro. Szkopuł tkwi w tym, że tamten miał ledwie dwa miesiące. Ja mam znacznie więcej. Rozumiesz, na prawdziwego wampira musi być prawdziwy łowca. Za chwilę puszczę twoją rękę i dam ci szansę. Ale najpierw odpowiedz: czy znajdujesz przyjemność w polowaniu na wampiry? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli był to wampir. Co gorsza, był to naprawdę doświadczony wampir. Oznaczało to że Pete był w nieco niekorzystnej sytuacji. Nieco niekorzystnej? Głęboko w dupie.

Oczywistym było, że nie ważne co spróbuje zrobić, to się nie uda. Jednakże, gdyby chciała go zabić, zabiłaby od razu po wejściu do magazynu. Może jeszcze nie nastał jego koniec.

- Tacy jedni, oczywiście twojego rodzaju, zabrali mi rodzinę, przez co byłem sierotą na długo, zanim znaleźli mnie łowcy wampirów. Czemu nie ma mi sprawiać przyjemności polowanie na wampiry? Odpłacam się za wszystkie krzywdy które mi zgotowaliście. - Kiedy odparł, ledwo co powstrzymał się przed napluciem jej w pysk. Mimo ogromnie wielkiej chęci był przekonany, że to byłoby ostatnie co by zrobił. 

- Albo mnie teraz zabij, albo puść tą rękę. Chwila już minęła. - Dodał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Potwór pokiwał głową, słysząc o przyjemności z zabijania wampirów. 

- Bardzo ładnie. Oby tak dalej. Nie mam absolutnie nic przeciwko, pod warunkiem, że rzucasz się na odpowiednie egzemplarze. Poćwicz troszkę, ale nie toporem, gdyż jest za wolny. - Ręka Pete została uwolniona i powoli wracało do niej krążenie. Czuł mrowienie w palcach. 

Wampirzyca odwróciła się i ruszyła ponownie w kierunku wyjścia, stawiając niespieszne, pewne kroki. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uścisk tej maszkary był naprawdę mocarny. Pete ruszał palcami, by szybciej pozbyć się nieprzyjemnego mrowienia. 

- Czekaj! - Krzyknął, nim ta zdążyła wyjść. - Co to za przedmiot, który zabrałaś od tamtego dwu miesięcznego wąpierza? Skoro bez pytania zabrałaś coś, co należało do mojej zdobyczy, czyli technicznie teraz powinno należeć do mnie, to chyba mam prawo chociaż dowiedzieć się co to takiego. - Bo oczywiście o zwrocie raczej nie było mowy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie, nie masz - padła odpowiedź i wampir zniknął za drzwiami, zostawiając mężczyznę samego z chaosem w wielkim magazynie. Niebawem powinni zjawić się ludzie, którzy zazwyczaj czekali chwilę, aby niebezpieczeństwo minęło i dopiero potem szli sprawdzić potencjalne straty, narzekać na los i ostatecznie się upić. Taka już była portowa tradycja, tym bardziej, że hałasy w środku nocy nie zwiastowały niczego dobrego. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dziwka! - Wyrzucił z siebie, człapiąc pośpiesznie w miejsce gdzie wylądowała siekiera, by potem jak najszybciej opuścić to miejsce i wrócić do swoich. Będzie musiał powiedzieć co tutaj zaszło. Ten tajemniczy przedmiot, zabrany mu sprzed nosa, niezwykle go zaciekawił. No i oczywiście nie ważne jak potężny był to wampir, ta zniewaga krwi wymaga. Znajdzie sposób by i taką silną lambadziarę ubić. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niezbyt wyszukane słowo nie było tym, co było potrzebne akurat w tamtej sytuacji, a wampiry miały przecież słuch znacznie czulszy niż ludzie. 

Jak na zawołanie potwór zjawił się z powrotem, a Pete wylądował na ścianie. 

- Wybrałeś nauczkę - oznajmił wampir, a następnie przybrał swoją drapieżną formę, znacznie różną od tej wampira unicestwionego przed paroma chwilami. 

Twarz była idealnie biała i poprzecinana szarymi żyłkami, jak marmur. Skóra wokół oczu zrobiła się czarna, podobnie jak białka oczu i wargi. Twarz wampirzycy była makabryczna, ale zęby wyglądały zupełnie inaczej niż te, które łowca zazwyczaj miał okazję obserwować. 

Zęby były znacznie drobniejsze niż te u ludzi i nie miały kształtu trójkątów, jak u zwyczajnych wampirów. Nie było też po dwa rzędy, tak jak zawsze. Ale obserwacja trwała krótko, bo owe zęby zatopiły się w ramieniu łowcy, wywołując gwałtowny przypływ palącego bólu. Obraz zaczął się rozmazywać, mężczyznę oblał zimny pot. 

- Zobaczysz jak to wygląda z drugiej strony i przystosujesz się, albo zginiesz - usłyszał jeszcze, nim wampir odszedł. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spotkanie ze ścianą było ostatnim, o czym akurat Pete mógł marzyć. Rany, czy naprawdę ta kobita nie mogła puścić tego mimo uszu? Zwłaszcza że chłopak specjalnie ściszył głos...

Całą transformację wampira łowca obejrzał bez żadnej interwencji. Powinien, mimo to pozwolił jej się zmienić bez żadnego problemu. Zresztą, chyba nie dałby rady w jakikolwiek sposób jej zaszkodzić.

- Nauczkę? Wzięłaś to co miałaś. Czy naprawdę nie możesz... - Pete nie skończył, kiedy to kły wampirzycy zatopiły się w jego ramieniu. Bolało to niesamowicie. 

Chłopakowi starczyło jeszcze sił, aby złapać wampirzycę za włosy. Chciał ją od siebie odciągnąć, jednak po ugryzieniu siły zaczęły opuszczać go zdecydowanie za szybko.  

Nie ważne jak bardzo chciał, jak bardzo się wysilił, Pete nie mógł zrobić absolutnie nic, aby wyswobodzić się od niej. Uścisk na jej włosach zmalał. W zasadzie to całkowicie puścił jej włosy, by jego ręka bezwładnie spoczęła na jej ramieniu, a jego głowa oparła się o jej głowę. Łowca nie miał pojęcia czy słabł, czy konał. 

- Czy ty... - Wyszeptał do jej ucha. Nie zdążył jednak dokończyć, kiedy ta oderwała się od niego. Pete osunął się po ścianie, do pozycji siedzącej. Ścisnął ranę na ramieniu, i w takiej pozycji odprowadził wampirzycę wzrokiem do wyjścia.

- Czy ty mnie zaraziłaś? - Zapytał, kiedy był już sam w magazynie. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odpowiedź nie padła, a gdyby nawet, to zmaltretowany mózg łowcy i tak by jej nie przetrawił. Zapadła ciemność.

Ale nie stracił przytomności całkowicie - miał dziwne przebłyski, czuł ból skręcający trzewia i na zmianę było mu gorąco i ciepło. 

Nie mógł też wydobyć z siebie głosu i właściwie wszystkie wydarzenia z ostatnich chwil pomieszały się, a Pete kompletnie stracił świadomość, gdzie się znajduje ani co się z nim dzieje. 

Coś parę razy go uderzyło w nogi, potem nagle zrobiło się zimno, a potem kompletnie stracił przytomność. 

Kiedy się obudził, powitało go światło. Zbyt jasne światło. Jaśniejsze niż cokolwiek, co kiedykolwiek widział i zdecydowanie nieprzyjemne. 

Oprócz tego do zmęczonego umysłu dotarła informacja, że leży na czymś całkiem miękkim, co najpewniej było materacem i pod czymś, co go okrywało. Tylko to paskudne światło wrzynające się w głowę i oczy aż do samego mózgu... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierwsze co, co Pete zrobił po przebudzeniu, to odwrócił głowę w bok, chcąc jakoś uchronić się od tego paskudnego światła. Jednak nawet to nie skutkowało, zwłaszcza że cały czas miał zamknięte oczy. Wyjęczał coś niezrozumiale, i kiedy dotarło do niego że jest czymś przykryty, miał zamiar to chwycić i naciągnąć sobie na głowę. Nie miał pojęcia co mogło stworzyć tak mocne światło, czy może miał latarnię przy samym łbie, ale jeżeli nawet pod materiałem nadal będzie mu to światło dokuczać, to raczej jest tu coś nie tak. 

- Zgaś... - Odezwał się znów, trochę bardziej zrozumiale. Nie miał kompletnego pojęcia czy ktokolwiek był w pobliżu, więc można powiedzieć że gadał sam do siebie. 

- Szlag. Gdzie ten durny wampir. Jeszcze z nią nie skończyłem... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Cholera jasna, Pete ty fajfusie - odezwał się znany mu głos. Ale tym razem zamiast normalnego, szorstkiego, niskiego brzmienia wpijał się w mózg prawie tak bardzo jak światło. 

- Wygląda na to, że mamy z tobą kłopot. 

To był Torn, krasnoludzki kolega po fachu. Nie był szybki ani zwinny jak inni łowcy, ale jego niepozorna aparycja wespół z tupetem, uporem i siłą tworzyły iście wybuchową mieszankę. 

Światło zniknęło po zgrzycie który świadczył o zasunięciu zasłon. Półmrok zalał pokój, sprowadzając ulgę na Pete. Teraz mógł więc zobaczyć, że stoi w małym pokoju ze ścianami pokrytymi wapnem, wyposażonym w łóżko na którym leżał i krzesło, na które ciężko klapnął zaniepokojony krasnolud - sześcian z czarną, gęstą brodą i wygoloną głową. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy zasłony dzielnie odparły natłok ostrego światła, Pete powoli ściągnął z twarzy materiał którym się opatulił. Zaraz jednak skrzywił się znowu, kiedy to tym razem i dźwięk postanowił zaatakować jego czułe zmysły. 

- Ciszej! - Wyjęczał. Nadal nie pokusił się o otwarcie oczu - Będziesz miał ze mną kłopot jak się nie zamkniesz. 

Łowca próbował wrócić myślami do magazynu. Pamiętał że ta wampirzyca go ugryzła, ale co potem? Jak on się tu znalazł?

- Torn, krasnalu. Co się stało? Zabiłem jednego wampira, a potem ugryzł mnie drugi? Chyba mnie nie zaraził, nie? - Zapytał z nadzieją. - Nie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Krasnolud westchnął ciężko. 

- Widzisz, Pete - odezwał się, ciężko stąpając po podłodze (co bynajmniej nie działało na umysł rannego łowcy kojąco). Podszedł do okna i wyjrzał zza zasłony. Promienie słoneczne nie padły na twarz mężczyzny. - Są dwie wiadomości. Dobra i zła. Dobra to taka, że ostatnie zlecenie dostarczyło mi wystarczająco złota, żebym mógł pomyśleć o założeniu karczmy i wsadzeniu spraw łowcy głęboko gdzie światło nie dochodzi. Druga to taka, że faktycznie cię użarło. I chyba zmieniasz strony - stwierdził. - Ale, ale! Nie ma tego złego. Jeśli przeżyjesz całą tą przemianę i nikt cię nie upoluje, to pomyśl tylko jaki skuteczny będziesz w zabijaniu innych zębatych! - dodał z wymuszonym entuzjazmem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Człowiek nie odpowiadał przez chwilę. Jego wzrok skierowany był w sufit. Na samą myśl o tym, że przemienia się w wampira miał ochotę wrzeszczeć, tłuc, bić, kopać, miażdżyć i ciąć. Jednak przez mocne osłabienie mógł co najwyżej sobie cicho poprzeklinać, bo nawet na krzyk nie miał siły.

Mimo to starał się bardzo mocno nie skupiać na tym, że powoli staje się tym, na co polował od lat. Paskudnym, bladym, krwiożerczym monstrum. 

- Karczma? Serio? - Zapytał, bynajmniej nie zdziwiony tym, że jego krasnoludzki przyjaciel będzie prowadził swój biznes. Jemu to w zasadzie bliżej było do kufla, niż przyrządów do eksterminacji wampirów. Bardziej dziwiło go to że tak po prostu zrezygnował, no i że został tak po prostu puszczony. Pete myślał, że jak już zostaje się łowcą wampirów, to na całe życie... które zwykle w tej profesji nie było długie.

Na kolejne słowa Torna, Pete już wymusił z siebie krótki rechot. 

- Och, daj spokój! Że niby zostanę praworządnym wampirem, który będzie zabijać inne wampiry? Ha! Cokolwiek bym nie zrobił, jakkolwiek bym chciał udowodnić, że nie jestem zagrożeniem dla ludzi, nie mam na to najmniejszych szans. Tron, do cholery! Moim przyjaciele będą mymi wrogami, rozumiesz? Ludzie, którzy mnie przygarnęli, wychowali, nauczyli wszystkiego co umiem! Kradłbym z nimi konie, skoczyłbym w ogień. A teraz? Jedno ugryzienie, przez które moja rodzina będzie miała obowiązek skrócić mnie o głowę, i to bez ostrzeżenia. I on mi mówi że niema tego złego. No kurwa mać! - Teraz już były łowca wydusił z siebie, ledwo bo ledwo, wszystko to, co mu teraz leżało na sercu. Na psychice zrobiło mu się troszeczkę lepiej. Taką mikroskopijną troszeczkę. 

Odwrócił głowę w drugą stronę, po czym znów narzucił koc na siebie. Zwinął się w kokon, i raczej zapowiadało się na to, że nie prędko go opuści.

- No właśnie. Jeszcze kwestia przeżycia tej cholernej przemiany. Równie dobrze mogę tu tak leżeć i zdechnąć. Zaoszczędzę wszystkim czasu! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak, karczma. Coś ci nie odpowiada? Jestem cholernym krasnoludem, ciągoty do złota mam we krwi! A także lenistwo. Nigdy nie bawiło mnie jakoś za bardzo gonienie za potworami, wiesz sam... Do tego trzeba mieć predyspozycje, talent...

Kołdra została gwałtownie zerwana z grzbietu eks-łowcy. Co gorsza, początek "nowego życia" okazał się być wyjątkowo rozczarowujący - zamiast spodziewanych nadludzkich zdolności, Pete czuł przenikliwy ból kości i mięśni. W dodatku był słaby, było mu na zmianę zimno, gorąco i ogólnie czuł się jak przy najgorszej możliwej grypie. 

- Opanuj się, ty! Teraz musisz się oswoić z nową skórą i zacząć tak żyć. Po pierwsze, nie pamiętam nikogo, kto zostałby użarty i się zamienił, wiemy przecież, że samo ugryzienie cię nie zmienia. O, pamiętam. Był taki jeden, jeszcze na początku, za czasów uczniaka. I wiesz co? Nie było żadnego skrytobójstwa ani wypadku. Gość po prostu wziął i umarł, kiedy zastanawiali się co z nim zrobić. Więc... Ty będziesz pierwszym, który nie weźmie i nie umrze! - oznajmił Torn, ostatnie słowo niemal wykrzykując. Pete zadzwoniły bębenki w uszach. - Musisz zdaje się coś zjeść. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...