Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

[Pawlex] Przepraszam, ale pańskie zęby tkwią w mojej szyi

Recommended Posts

Wampir żwawo podążał za wampirzycą, cały czas poznając coraz to nowsze zapachy. Był tym podniecony jak małe dziecko, które dostało nową zabawkę. Jednocześnie też podziwiał tą górną, bogatszą część miasta. Łowcy zdawali sobie sprawę, że w tych okolicach będą żyły wyższe wampiry, w końcu takie nie zniżą się do poziomu by żyć w dolnej części, o wiele biedniejszej. Dlatego też młodym łowcom nie pozwalano kręcić się po górnej dzielnicy, a przynajmniej nie samemu. 

- Łaźnia? Właściwie to... co to jest? - Zapytał, na poważnie. - Wcześniej tak jakoś nie miałem czasu i możliwości na jakiekolwiek czynności niezwiązane z polowaniem na wampiry. Chociaż nie ukrywam, z tej tej łaźni wyczuwam coś interesującego! - Dodał, po czym złapał dziewczynę pod rękę i zaczął ciągnąć ją do środka.

- To oczywiste, że skoro o tym wspomniałaś, to na pewno chcesz tam wejść! Dalej, wzmocnijmy te nasze wampirze więzi! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jest trzecia w nocy. Zamknięte - odpowiedziała, nie ruszając się z miejsca. Póki co miała jeszcze więcej siły niż Pete, więc jej statyczna postawa niemal wytrąciła go z równowagi. - To nie służy tylko nam. Jeśli chcemy tam wejść, musi to być wieczorem. Albo rano. Prowadzimy dyskusje z właścicielem, ale może nie być łatwo - sprecyzowała. - Ale wiesz co? Możemy zejść trochę niżej. Mamy taki całkiem przyjemny lokal kawałek od rynku, paru z nas zawsze tam przesiaduje. Chcesz iść? Napić się można tam nie tylko krwi, a warto żebyś sobie skorzystał  z takiej możliwości, bo niedługo już jej nie będzie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Och, szkoda... - Odparł, na wieść że budynek jest zamknięty. Przy tym był więcej niż zaskoczony, że nie zdołał nawet ruszyć tej dziewczyny. Puścił ją, patrząc na nią jak na coś nienaturalnego. 

- To bez sensu, jestem dwa, jak nie trzy razy szerszy od ciebie - Pomyślał. 

Mowa o lokalu szybko wytrąciła go z myśli. Brzmiało to nawet lepiej niż jakieś tam łaźnie. No i w końcu był otwarty.

- Pytasz czy wiesz? Pewnie że idziemy! - Powiedział wesoło, gestem ręki pokazując, by wampirzyca prowadziła. Teraz już nie chciał próbować jej ruszyć. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Sama nie wiem, czemu łowcy się tam nigdy nie zapuścili. Choć właściwie się domyślam. Wchodzą tam nie tylko ludzie, wampiry, elfy i krasnoludy. Ponoć gospodarz jest diabłem. W zasadzie nie wiem czy rzeczywiście nim jest, ale jego żona, barmanka, jest sukkubem. Wyobrażasz sobie? Żeby sukkub był czyjąś żoną... 

Miasto po zmierzchu było równie ruchliwe co w ciągu dnia, tyle, że tłumy były trochę mniej widoczne i głównie kryły się gdzieś w bramach, na wypadek spotkania patrolu. Dwóch przedstawicieli owego tłumu postanowiło nawiązać kontakt z Pete'em i jego nową koleżanką.

Jeden z oprychów wyglądał na standardowego mięsistego przygłupa, drugi zaś miał lisi wyraz twarzy, był mniejszy i zdecydowanie był cwaniaczkiem. 

- Dobry wieczór wielmożni - oznajmił ten mały. - Sprzedajemy brak noży. 

Wielki zachichotał idiotycznie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak jak wampiry są plagą, którą należałoby wyplenić, tak sukkuby są skarbem tego świata... - Odpowiedział. Było chyba oczywistym, że Pete będzie stał po stronie sukkubów. W zasadzie tak jak każdy facet.

No i skoro o facetach mowa, była noc, a w nocy najłatwiej natrafić na kogoś, kto będzie szukał zaczepki. 

Pete zmierzył obydwu typków. Mały, chudy cwaniak i wielki, mięsisty idiota. Standard. Zbliżył się do tego mniejszego, wyszczekanego.

- Świetnie, płacimy wpierdolem - Rzucił krótko, po czym głośno chrupnął szyją. Obawiał się, że w tym stanie jakim był, mógł mieć problemy nawet z takim ściekiem. Zwłaszcza z tą górą mięsa. No ale przecież nie zamierzał dać sobą pomiatać. Skoro już nie  był łowcą wampirów, bezpieczeństwo tych dwóch kmiotków już go nie interesowało. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aug pokiwała głową w zamyśleniu i dłonią zachęciła Pete'ego do wzięcia spraw w swoje ręce, przypatrując się biednym złoczyńcom, którzy jeszcze się w sytuacji nie odnaleźli. 

- Nie zabij. Niech zaboli, ale zabić ci nie wolno. Jeszcze nie - ostrzegła dziewczyna. 

- Przyjmujemy tylko w monetach. Czasem może klejnotach, jakichś rzeczach. No, czas najwyższy - odezwał się mały i wyjął zza pasa zakrzywiony, długi nóż, stając w pozycji gotowości. Wielki strzelił palcami i wyciągnął topór. Zaczął raźno iść w stronę Pete'ego. Zamachnął się, będąc metr od niego i celując w jego głowę - jakby chciał go zdzielić. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jeszcze nie? A co za różnica że zabiję kogoś teraz, czy później? - Rzucił prędko, widząc że wielki kretyn ruszył w jego stronę. Oczywiście nie zamierzał po prostu tak stać i czekać, toteż gdy koleś zbliżył się nieco bliżej, ale jeszcze się nie zamachnął, Pete zerwał się i ruszył na faceta, chcąc barkiem staranować jego korpus. Oczywiście ci dwaj nie mieli posrebrzanej broni, lecz mimo to nowo powstały wampir nie chciał sprawdzać, czy taki zwykły kawał żelaza coś mu zrobi. W końcu był to pierwszy dzień, w którym w końcu odkleił się od łóżka. 

Zresztą nie ważne czy posrebrzana broń czy nie, czy nawet goła pięść, uderzenia od takiego wielkoluda na pewno nie zniósłby dobrze... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To mogłoby źle wpłynąć na twoją reputację, bo jesteś jeszcze przed fazą głodu - odpowiedziała Aug, ruszając w stronę cwaniakowatego jegomościa. 

- Pomogę ci, będzie szybciej - krzyknęła, ale Pete był już w wirze walki. 

Pierwszym co zauważył było to, że znacznie polepszył mu się refleks. Mięśnie działały sprawniej niż wcześniej. Może nie była to jeszcze nadludzka szybkość, ale zdecydowanie szybkość godna najlepszych łowców wampirów. Bark zderzył się ze splotem słonecznym, przez co wielkolud jęknął w momencie zderzenia, a topór wypadł mu z rąk. Wydał z siebie charknięcie, potem kolejne, a potem padł na ziemię i zaczął sinieć na twarzy, jednocześnie wymachując dziko rękami i nogami. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powalając takiego wielkoluda, morale i pewność siebie młodocianego wampira poszybowały do góry. Było to jednocześnie dziwne, skoro dosłownie przed chwilą nie mógł ruszyć takiej drobnej kobietki...

Gdy oponent wylądował na ziemi, przy okazji wijąc się jak ryba w sieci, Pete wstał, wpatrzony we własne dłonie. Czyli nawet teraz był już bardziej uzdolniony niż jeszcze z półtora tygodnia temu, jako człowiek. Oczywiście nie miał zamiaru tego mówić, ale cholera, musiał przyznać że czuł się fenomenalnie. Wciąż jednak nie zapominał, że stał się tym, czego tak z całego serca nienawidził, lecz przeżywał to już nieco mniej. 

- Jestem taki... - Odezwał się sam do siebie, zaciskając pięści i naprężając swoje mięśnie. - Lepszy! - Dodał. Skoro jego wampirza macocha przez te dziesięć lat była taką skałą nie do ruszenia, Pete mógł tylko wyobrażać sobie, jaki on będzie silny po takim czasie.

Nie zapomniał jednak, że nie może zabić tego wielkiego debila, co bardzo mu nie odpowiadało. Mógł to teraz tak szybko zakończyć. Wystarczyłoby tylko nadepnąć i zgnieść mu krtań. Skoro jednak nie mógł zniszczenia swojej "wampirzej reputacji", cokolwiek by to znaczyło, postanowił po prostu kopnąć go w szczękę. Nie na tyle mocno by go zabić, ale wyłączyć na dłużej. Najwyżej okradnie go z kilku zębów. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Na pewno silniejszy - odpowiedziała, kończąc zabawę z cwaniakiem. On również żył, tyle, że raczej słabo. Pod okiem już robił się ogromny krwiak, a w pozycji siedzącej utrzymywała go tylko ściana, o którą został oparty. Kobieta zabrała nóż.

- Całkiem nieźle, co? Pamiętaj, że chwilowo mogą nachodzić cię zawroty głowy i osłabienie, ale to wszystko będzie dążyło ku lepszemu. No, jeśli przeżyjesz. Idziemy. 

Karczma nie była daleko. W jednej z zapyziałych dzielnic miasta, w sporej kamienicy niedaleko bramy. Szyld z wizerunkiem czarnego kota kołysał się na wietrze, a z wnętrza dobiegał wesoły gwar.

Nie różniła się szczególnie od innych jej rodzaju. Wszyscy w środku wyglądali ludzko, pachniało lekko alkoholem, świecami łonowymi i pieczoną rybą. Przy barze stał uśmiechnięty wąsacz, nalewając do drewnianego kufla ciemne piwo dla jakiegoś równie wesołego staruszka. Podniósł dłoń w geście powitania, widząc wchodzących. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No raczej że przeżyję. Przecież muszę przeżyć, by być silnym wampirem, którego będziecie mogli wykorzystać w tej waszej wojence, wbrew jego woli, czyż nie? - Zapytał, bardzo złośliwie. 

Pete zerknął  na szyld karczmy. Już kiedyś mijał ten budynek, jednak nigdy nie był w środku. Raz że łowcy wampirów raczej nie powinni szlajać się po karczmach ( a jeśli już, to mieli taką swoją specjalną, gdzie nikt na nich nie donosi za chlanie, zamiast robienie tego co robić mieli), a dwa, że nie interesował go alkohol. Nie pił, i nawet jako wampir pić nie zamierzał. Nawet nie zamierzał pić krwi ludzi pod wpływem.

Środek raczej prezentował się zwyczajnie, ot zwykła, trzymająca jako taki poziom karczemka. 

Chłopak rozejrzał się po wszystkich tu obecnych. Żaden z nich raczej na wampira nie wyglądał. 

- I co? Gdzie te twoje koleżki wampirki? - Zapytał Aug, odmachując karczmarzowi. 

Edited by Pawlex
A bo coś się zdecydować nie mogę -_-

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czy ty zawsze tak dramatyzujesz? - zapytała Aug na wspomnienie wojenki. - Zaczęło ci się podobać, widzę to. A w wojence brałeś udział już wcześniej i jakoś ci to nie przeszkadzało. Poza tym nie chcesz, nie musisz. Bylebyś nie zabijał ludzi i nie tworzył nowych, ale to ci na razie nie grozi. Mnie też nie... Jeszcze. Więc nie Pete, nikt ci nie każe brać udziału w naszej wojence. Jaki teraz znajdziesz problem? - zapytała i podeszła do baru, skupiając się na karczmarzu i na siedzącym na jednym ze stołków brodaczu, którego Pete już rozpoznawał. Ten sam, który po raz pierwszy wmusił w niego krew. 

- Kogo widzą moje piękne oczy! - wykrzyknął, rozkładając ręce na powitanie. - Toż to droga Aug w towarzystwie naszego najmłodszego! Jak się trzymasz, młody?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Rany, i kto tu dramatyzuje... - Burknął pod nosem, idąc za nią. - Jak będę chciał, to sobie problem znajdę, ty blada raszplo! - Dodał, lecz już w myślach. Mimo iż wampiry mają doskonały słuch, to myśli już nie odczytają. Chyba...

Pete bardzo szybko przypomniał sobie o tym wampirze, którego to przyprowadził do niego Torn. Bardzo szybko przypomniał sobie też, że go nie polubił. Na pytanie wampira, chłopak posłał mu krzywy uśmiech, kiwnął brwią, po czym odwrócił się gdzieś, gdziekolwiek.

- Dobrze - Odparł krótko. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No to świetnie, wspaniale - odpowiedział, ale jego głos już zagłuszyły inne głosy. 

- Młody? Mamy tu młodego? - zapytał ktoś z jednego ze stolików przy ścianie. Siedziało tam czterech mężczyzn, każdy z kuflem w dłoni. Jeden z nich palił tytoń i ogółem wyglądali całkiem ludzko. Nawet bladości nie było widać przez światło świec. Jeden z nich przypominał bogatego kupca, drugi flisaka, trzeci i czwarty nie odbiegali od standardowych mieszczan z niższego miasta - ot, klasa średnia. Jeden nawet przyjaźnie się do Pete'ego uśmiechał. 

- Zapraszamy! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może i te wszystkie osobistości nie wyglądały zbyt krwiopijczo, aczkolwiek Pete coraz bardziej był myśli, że prawdopodobnie większość, o ile nie wszystkie osoby, które właśnie były tutaj w środku, były wampirami. 

To sprawiało że czuł się coraz bardziej niepewnie. Był w końcu otoczony przez rasę, którą tak mocno gardził, na którą jeszcze niedawno co polował, a teraz obracał się między nimi.

Kto wie, prawdopodobnym jest że Pete mógł gdzieś kiedyś zabić młodego wampira, który był wychowankiem któregoś z obecnych tu wampirów. Co wtedy? Może któryś z nich kiedyś uciekł spod posrebrzanego ostrza, którym to były młody łowca chciał zakończyć jego życie. Może któryś z nich to wampir, przed którym Pete musiał uciekać, bo okazał się zbyt silny. Może ktoś go rozpozna, może pamięta, że ten młody wampir kiedyś na nich polował. Jak zareagują? 

Wampir stanął za Aug, przytłoczony wzrokiem wpatrzonych na niego wampirów spod ściany. Obecność jednego wampira, jego "macochy" był jeszcze w stanie znieść. Obecność pięciu kolejnych wampirów zaczęła już na niego źle wpływać. 

- Co to za goście? - Zapytał cicho, kiedy nachylił się nad uchem wampirzycy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dwóch nie znam, pewnie podróżni. Dwóch to znajomi. Możemy się dosiąść, jeśli tylko chcesz - odpowiedziała szeptem. Barman tymczasem podszedł nieco bliżej Pete'ego. 

- Pan czegoś sobie życzy? - zapytał uprzejmie. W tym samym momencie otwarły się drzwi od zaplecza i weszła przez nie prawdopodobnie jego żona. 

Urody była rzeczywiście bardzo interesującej, ale już rogów nie było widać. Tak samo nie było słychać dźwięku kopyt.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie, dziękuję. Nie piję. - Odparł, nawet całkiem uprzejmie, po czym jego uwagę zwróciła żona barmana. Bo skoro wyszła z zaplecza, to raczej była jego żoną, tak?

- Cóż, wydaje mi się że skoro my do nich nie podejdziemy, to raczej oni podejdą do nas. - Odpowiedział wampirzycy, wciąż wpatrzony iście oceniającym wzrokiem na kobietę. Mimo, iż zaproponował dołączenie do czterech wampirów, sam nie wyglądał, jakby miał zamiar tam podejść.

- Może też zostanę barmanem? - Powiedział w sumie sam do siebie. - Barmani zwykle mają ładne żony. - Dodał, po czym z ukrycia zerknął na Aug. 

- Jak wspomniałem, ładne żony... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czemu nie. Jeśli zdecydujesz się zostać w mieście, musisz sobie znaleźć jakieś nowe zajęcie - odpowiedziała, wzrokiem omiatając salę karczmy. Nie zwróciła uwagi na ostatnie słowa wypowiedziane przez Pete'ego. - Jest parę miejsc, gdzie łowcy się nie zapuszczają. Zawsze mi to przypominało niepisaną umowę. "Nie lubimy się, jak gangi, ale póki nie wejdziecie na ten teren, nie zrobimy wam krzywdy". Coś w tym guście. Może i brzmi głupio, ale sporo z nas zajmuje się takimi zwykłymi rzeczami - odpowiedziała, po czym dostała od barmana mały kieliszek wypełniony krwią. 

- Potem można już przyjmować inne pokarmy niż krew i się od nich nie zatruć. Ale to dużo później. Ja tak jeszcze nie mogę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To będzie ciężko. Nie znam się na niczym innym, niż polowaniu na wampiry. - Kiedy Pete dostrzegł kieliszek wypełniony tą parszywą, czerwoną cieczą, powoli skierował wzrok ku podłodze. Głośno przełknął ślinę i odetchnął ciężko. Nadal nie był przyzwyczajony nawet do widoku krwi, a co dopiero jej smaku. 

- Ponad 10 lat samego picia krwi? - Zapytał. Słychać było że niezbyt dobrze przyjął tą wiadomość. - Niech lepiej zacznie mi smakować szybko, bo swoje niezadowolenie przeniosę na ciebie. 

Chłopak wyprostował się, i znów spojrzał na wampiry, które to siedziały pod ścianą. 

- Cóż, chodźmy do nich. Skoro już jestem jednym z was, niestety, to czas powoli zaznajamiać się z innymi wampirami, zamiast próbować ich zabić. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Przynajmniej jeśli chcesz żyć - odparła i podeszła do stolika, po czym usiadła na ławie. Rozległy się powitania, wszyscy - przynajmniej póki co - patrzyli na Pete'ego uprzejmie. Póki co. Ktoś go nawet lekko klepnąl w ramię. 

- No, to jak przemiana? Dało się jakoś? - zapytał flisak. - I jakie plany na najbliższą przyszłość?

Share this post


Link to post
Share on other sites

To towarzystwo było zdecydowanie specyficzne. Byli tak bardzo podejrzliwie otwarci i mili. Czy wszystkie wampiry były wobec siebie takie przyjacielskie? Zachowywali się tak, jakby znali nowo przemienionego wampira już dobry kawał czasu. 

Kiedy któryś z nich klepnął byłego łowcę w ramię, ten aż cały zadrżał. Szybko, acz widocznie. W końcu od czegoś, na co polował przez większość swojego życia, spodziewał się raczej ciosu pazurami w szyję. 

- Przemiana? - Zapytał nerwowo, wyraźnie spięty, szybko skacząc wzrokiem po każdym przy stoliku. - Ta... beznadziejna. Byleby tylko jak najszybciej o niej zapomnieć. A co mam zamiar robić teraz, cóż, to mój pierwszy dzień powrotu do jako takiego normalnego funkcjonowania, nie zawracam sobie jeszcze głowy tym, czym będę się zajmował. - No przecież nie mógł tak po prostu powiedzieć, że nadal będzie polował na wampiry. Chociaż w sumie tym to może i by mógł. Wszystkie tutejsze wampiry należały prawdopodobnie do tych "dobrych", o których mówiła Aug. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- O, tak. Ja przez tydzień rzygałem krwią - wypowiedział się jeden z nich, wielki, przypominający niedźwiedzia typ i wziął łyka cieczy z kufla. Podejrzanie przypominała piwo. - Nie wspomnę już o tym, że krwawiłem... Zewsząd. Nieźle było, dziękuję za coś takiego drugi raz. 

- No, ja sobie połamałem parę kości. Udało mi się spaść ze schodów, osłabienie, te sprawy... No, mniejsza. A co robiłeś wcześniej, kolego... Jak mamy cię nazywać? - zapytał flisak.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słysząc, jak swoją przemianę przechodziła reszta, Pete stwierdził, że w sumie to nie miał tak najgorzej, a przynajmniej tego nie pamiętał. Jedyne co sobie przypominał, to wylegiwanie się w zamtuzowym łóżku. Samemu, żeby nie było, ale to i tak lepiej niż spadanie ze schodów. 

- Jestem Pete... - Odpowiedział, po czym zaciął się na chwilę, szybko zastanawiając się, co chce dodać.

- Wcześniej... można powiedzieć że pilnowałem porządku. - Próbował brzmieć jak najbardziej stanowczo i przekonująco.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- W sensie... strażnikiem? - zapytał jeden z nich. Reszta chwilowo słuchała z uprzejmym, acz nie natarczywym zainteresowaniem. Aug patrzyła spokojnie na Pete'ego z równym co reszta zainteresowaniem, chodź to jej tyczyło się raczej tego, jak on z tej sytuacji wybrnie. 

- A wiesz co, Pete? O, nie przedstawiłem się - zaczął niedźwiedziowaty. - Gerf, miło mi poznać. To wracając... Wiesz co? Miałem kumpla w straży miejskiej. Paskudna robota. Za dnia gorąco w zbroi, ale w miarę spokojnie. Gorzej nocki. Przeganianie pijaków, ćpunów, obszczymurków. Potem gonienie kanalii i innych żartownisiów... Podobno paskudna robota, trudna, niebezpieczna i jeszcze płacą żadnie. A jak towarzystwo?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak! Właśnie, strażnikiem. - To był świetny pomysł. Podanie się za strażnika miejskiego było o wiele lepszym pomysłem, niż zdradzenie że było się łowcą wampirów... w towarzystwie wampirów.

Kiedy ten wielki wampir przedstawił się, Pete kiwnął głową. Do takiego postawnego krwiopijcy raczej wolałby nie podskakiwać. 

- Towarzystwo? Większość strażników miejskich to łajzy, mendy i pijacy. - Odparł, próbując pewnie brnąc w swoje kłamstwa. Chociaż kto wie, może nieświadomie mówił prawdę. 

- Patałachy wzięte w ulicy, wsadzeni w ciuchy z paroma płytami, i nagle uważają że są kimś. Dupy wyżej od głów... Jakby nie patrzeć, to nawet cieszę się że zostałem wampirem. Wiecie, w nocy myślałem że właśnie trafiłem na takiego "obszczymurka" do pogonienia, no ale okazało się że był to wampir, no i mnie pogryzł. Z początku byłem zły, ale w zasadzie to lepiej mi teraz, niż wciąż obracanie się między tymi tępymi żołdakami, w dodatku za psie pieniądze. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...