Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

[Pawlex] Przepraszam, ale pańskie zęby tkwią w mojej szyi

Recommended Posts

- Krzyki spod podłogi mogłyby komuś uświadomić, że coś jest nie tak. Krzyki stąd już nie.Mamy czasem klientów o ciekawych zainteresowaniach - stwierdziła burdelmama, znacząco podnosząc brew. A potem usłyszała pytanie Pete i podniosła obie brwi w wyrazie lekkiego zdziwienia. 

- Nie pomyślałabym o tym nawet gdybym nie miała dziewcząt. To nic osobistego, po prostu nie jesteś szczególnie piękny. A teraz połóż się, zanim padniesz tam gdzie stoisz i trzeba będzie cię wnosić na to łóżko - dodała. - Masz zabezpieczenia? - zwróciła się do krasnala. 

- Towarzysz wampir przyniesie - odparł Torn. 

- Wspaniale. Coś jeszcze jest potrzebne? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pete nie marzył teraz o niczym innym, jak walnąć się na łóżko i dać odpocząć obolałemu ciału. 

- Owszem, potrzebne. Cisza i święty spokój. Prawie skonałem podczas tego cholernego dojścia tutaj. - Głos mężczyzny robił się coraz cięższy, przy czym zaczął zdecydowanie mocniej łapać oddech, niż kilka minut temu. 

- No a skoro nie jestem szczególnie piękny, to mam nadzieje że nikt... nieupoważniony nie postanowi przypadkiem z ciekawości tutaj zajrzeć. Przemiana w wampira to w końcu nie jest jakieś widowisko. Nie potrzeba mi tutaj gapiów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Parę godzin po tym jak wyszli, Pete ostatecznie stracił przytomność.

Budził się czasem, będąc jak w amoku sennym. Musiało minąć sporo czasu - strzępki pamięci wskazywały na to, że ktoś od czasu do czasu przychodził i wlewał mu do gardła coś gęstego i gorącego, od czego chciał wymiotować. Było mu na zmianę gorąco i lodowato, bolały go mięśnie i kości, a każdy, najmniejszy dźwięk wwiercał się wgłąb czaszki, boleśnie drażniąc zmysły. Cały czas było też ciemno. 

A potem otworzył oczy i już nic go nie bolało.

Nie był martwy - zza ściany dochodziły czyjeś jęki, na tyle irytujące, że musiał być żywy. Czuł się jak wybudzony z głębokiego snu - był skołowany, ociężały i trochę słaby, a na dodatek zmysły nie zaczęły jeszcze funkcjonować poprawnie, a w stopach i dłoniach czuł mrowienie. Poza tym był też nieco odrętwiały, ale póki co nie było różnicy między tym, co kiedyś. W każdym razie kiedy budził się z wyjatkowo twardego snu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pete nie odrywał wzroku od sufitu. Leżał tak, myśląc czy to wszystko co wcześniej miało miejsce nie było przypadkiem jakimś snem, w zasadzie koszmarem. W końcu nic go już nie bolało, nie brało go na wymioty. Miał małe problemy z wywnioskowaniem, gdzie aktualnie przebywał, o aktualnym czasie czy dniu nie wspominając. Powoli zaciskał pięści, próbując pozbyć się tego nieco irytującego mrowienia. 

Potrzebował chwili, by całe jego ciało poprawnie się uruchomiło. Nie miał pojęcia, jak długo tu leżał. 

Dopiero później dotarło do niego, że słyszy jakieś jęki. Właśnie te hałasy przypomniały mu, gdzie teraz był.

- O rany... - Powiedział sam do siebie. Skoro czuł się o wiele, wiele lepiej niż wcześniej, oznaczało to chyba że w końcu stało się to, co miało się stać. 

Toteż spróbował unieść swoje ręce, chcąc im się przyjrzeć. Natomiast językiem zaczął jeździć po zębach, zaciekawiony czy wyrosły mu kły, chyba że dopiero zaczynają rosnąć. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zęby nie różniły się od tego, co było wcześniej. No może poza kłami, ale różnica była tak niewielka, że nie przekraczały standardowych ludzkich kłów. Dłonie były nieco bledsze, to prawda, ale pazury nie zmieniły się magicznie w szpony. Przywrócenie krążenia w dłoniach przyniosło oczekiwany efekt i po chwili mrowienie zniknęło. Nie było też nadzwyczajnego łaknienia krwi. 

Ale pojawiło się coś innego. 

Im bardziej świadomy po pobudce był, tym więcej bodźców do niego docierało. Nie słyszał już tylko jęków zza ściany. Słyszał ledwo słyszalne bicie serca, jakby ludzie byli bardzo, bardzo blisko, ale jednocześnie za cienką ścianą. W pokoju nie było źródła światła, okna były szczelnie zamknięte i zasłonięte kurtynami, a mimo to oczy Pete wyłapywały dużo szczegółów z pokoju. Upadek przez potknięcie mu nie groził. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pete był lekko zmieszany. O wiele lepsza widoczność w ciemnościach z sekundy na sekundę coraz bardziej mu się podobała, natomiast wyostrzony słuch to coś, do czego będzie musiał długo się przyzwyczaić. 

Kompletnie nie chciał się do tego przyznać, lecz mimo iż stawał się tym, czego tak bardzo nienawidził i gardził... zaczynał dostrzegać w tym korzyści. Oby to wszystko było warte tych długich cierpień. 

W takim razie był to w końcu najwyższy czas, aby w końcu oderwać się od tego łóżka i rozruszać te swoje wampirze kończyny. Chłopak zamierzał znaleźć Torna, i tylko Torna. W takim miejscu wolał unikać innych, gdyby ktoś w takim przybytku znalazł nowo powstałego wampira, wieści rozniosłyby się na całą okolicę w góra godzinę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zanim zdołał dojść do drzwi, otworzyły się i wpadła przez nie dziewczyna, najprawdopodobniej nastoletnia (albo tylko tak wyglądała), która wbrew swojemu entuzjastycznemu zachowaniu wyglądała na zmęczoną życiem. Była przeciętnej urody - włosy miała krótkie, sięgające połowy szyi, a na sobie miała granatową suknię. Szczerzyła się radośnie. 

- Nie pracuję tu, przyszłam zobaczyć jak się miewasz. Dobrze to sobie obliczyłam co do dnia, niestety z pięciogodzinnym opóźnieniem. Wiedziałam, że się obudzisz - powiedziała, zamykając za sobą drzwi. - Jestem Aug, cześć. Moja przemiana była mniej więcej dziesięć lat temu, więc jestem w miarę zapoznana z tym, jak to wygląda. Nieszczególnie, co? Wiadomo. Ale z czasem będzie lepiej, jak ze wszystkim. Najpierw... Jesteś głodny, hę? - zapytała, potrząsając ręką Pete na powitanie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy do pokoju bez żadnego ostrzeżenia wparowała ta dziewucha, chłopak z automatu przyjął postawę obronną. Sądził, że już któryś z łowców wpadł na jego trop. Stał tak przez chwilę, jak nastroszony kot, nie wiedząc czego się spodziewać.

Więc ona również była wampirem. Z 10 letnim stażem. Podejrzewał że prawdopodobnie była od niego silniejsza, co nie oznaczało że nie chciał w tym momencie sprać ją na kwaśne jabłko, za tak bezczelne wtargnięcie. Skąd ona w ogóle go znała?

Gdy dziewczyna ścisnęła jego rękę, mężczyzna uniósł brew i przechylił lekko głowę na bok, patrząc na dziewczynę niezbyt przyjaźnie. 

- Wtargnij tak jeszcze raz... a połamię ci palce. - Zagroził, zabierając rękę jak poparzony. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Och nie, nie sądzę. Moje kości są twardsze niż twoje, a chociaż pewnie czujesz się już lepiej, jesteś wciąż bardzo narażony na wszelkie uszkodzenia. Świat jest dla ciebie oczywiście nowy z tej perspektywy i nie wiem jak tam młodsi łowcy zwracają się do starszych, ale w naszym świecie młode wampiry powinny okazywać szacunek. Nie dlatego, że starsze coś im zrobią... Chodź istotnie jest tak, jeśli łamią zasady. Dlatego, że starsi w przypadku braku szacunku nie pomogą w razie potrzeby, a potrzeba będzie, możesz mi ufać - mruknęła radośnie. - Bo widzisz, młody wampir to coś do odstrzału. Dla łowców i dla ogólnie... no... życia. Jesteśmy... Właściwie jesteście słabi i niestabilni. Teraz masz wstręt do krwi, ale przyjdzie za parę dni, może tygodni czas, kiedy nie będziesz się mógł powstrzymać. Zabijesz człowieka, umrzesz. Nie będziesz pił krwi, umrzesz. Wyjdziesz na światło dzienne, umrzesz! Najpoważniejszy test. Zaczynasz łapać? - zapytała, wyciągając z szafki szklankę i wypełniając ją czerwonym płynem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Szacunek? Do was? Ha! Nie mam zamiaru szanować żadnego z was. W cale nie prosiłem o zmianę w wampira! - Odparł nieco uniesionym głosem, po czym zbliżył się o parę kroków do dziewczyny.

Bardzo nie podobał mu się fakt, że w obecnym stanie jest bardzo słaby, może nawet bezbronny. Chociaż nie chciał w to wierzyć, to raczej powinien. Nie wyglądało na to, że ta wampirzyca kłamała.

- Ale wiesz co? Z całych sił postaram się, aby jakoś cię nie obrazić, a ty udzielisz mi pomocy w potrzebie. No a kiedy już będę wielkim i silnym wampirem, znajdę tą dziwkę która mi to zrobiła... i dowiem się co jest w tej cholernej kasetce! A gdy z nią skończę, wrócę do swojego wyuczonego zawodu. Jako wampir, będę zabijać inne wampiry, może nawet skuteczniej niż jako człowiek. Może to teraz ja jestem do odstrzału... ale przyrzekam ci że role się odwrócą! - Młody, słaby i nieco zbyt wybiegający w przyszłość wampir był tak pewny siebie, jak jeszcze nigdy w życiu. I w starym życiu, i tym nowym, krwiopijczym.  

Pete spojrzał na szklankę, która wypełniła się czerwoną posoką. Był zdania, że to ta dziewucha właśnie wmówiła mu wstręt do krwi, ale faktycznie, gdy patrzył na ten obrzydliwy płyn, zaczął czuć się coraz mniej pewnie.

- Wiem że muszę to pić... ale nie teraz, co? Jak mnie nie ssie, to chyba mi nie trzeba? - Zapytał, brzmiąc teraz o wiele potulniej niż chwilę temu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie, aż tak się raczej nie odwrócą. Ale tak, zabijać inne wampiry będziesz. O to właśnie chodzi. W mieście i jego okolicach są dziesiątki wampirów. Może setki. A ilu jest takich, co przeżyli dziesięć lat od momentu przemiany? Dwudziestu czterech.  Nie wiem kto cię zmienił, ale jeśli był w stanie to zrobić to pewnie celem było właśnie to, żebyś polował na innych. I tak, powinieneś wypić to już teraz. Nie poczujesz głodu przez najbliższe dni. Przemiana się nie skończyła, końca dobiegła ledwie jej pierwsza faza. Nie wypijesz przynajmniej szklanki na dzień, organizm umrze z wycieńczenia przez zachodzące w nim zmiany. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czekaj chwilę. Jak to o to chodzi? - Zapytał, nie rozumiejąc teraz o co tu chodziło. - Zostałem zmieniony tylko po to, by dalej was zabijać? Przecież dobrze mi szło już jako człowiek, na co to wszystko? A to sami nie możecie wziąć i się zamordować? Tylko oszczędzilibyście Łowcą roboty, a zwykli ludzie i nieludzie czuliby się o wiele bezpieczniej. Rany, durnowate z was stworzenia...

Chłopak wziął szklankę, jednak darował sobie patrzenia na zawartość, oraz trzymał ją tak, aby nie czuć odoru krwi.

- Właściwie to tamte suczysko pogryzło mnie... bo uraziłem jej cholerną wampirzą dumę... - Dodał, po czym szybko i zdecydowanie, uprzednio zatykając nos, wlał całą zawartość do ust. Skoro musiał to zrobić, chciał to zrobić jak najszybciej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oczywiście tak jak poprzednio, zemdliło go. Krew wciąż smakowała krwią, obrzydliwą mieszanką żelaza i soli. Tyle, że teraz było czuć jej zapach, a wcześniej było tak tylko jeśli była duża jej ilość. 

Dziewczyna uśmiechnęła się i był to uśmiech tylko powierzchownie miły. 

- Nie podobają mi się słowa wychodzące z twoich ust. Zostałam ci przydzielona jako opiekun na parę dni, ale mam prawo odmówić widząc, że jednostka jest oporna. Czy muszę mówić, co się wtedy stanie? Jeśli nie chcesz dokończyć przemiany, powiedz teraz. Po prostu wyjdę. Mam parę rzeczy do załatwienia, a nie widzę sensu marnować mojego i twojego czasu i moich sił, jeśli chcesz umrzeć. To pora na decyzję. Albo wysilisz się na szacunek i bycie uprzejmym wobec mnie i innych, a ja wytłumaczę ci jak to wszystko wygląda, albo nie i tu się rozstaniemy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Faktycznie, ta ciemnoczerwona breja smakowała jak ściek. Pete próbował i tego nie zwrócić, i utrzymać równowagę. Ten parszywy smak i zapach nie jednego zwaliłby z nóg. 

Plus był tego taki, że w tym stanie całe wywody wampirzycy prawie w ogóle do niego nie dotarły. Dotarła tylko końcówka, ta o szacunku i uprzejmości.

A wtedy szlag go trafił...

Jego zmysły od razu wróciły, wyprostował się i wlepił zimny wzrok w dziewczynę. Upuścił trzymane naczynie, po czym podszedł do niej wystarczająco blisko, że prawie mogli zetknąć się nosami.

- A czy wy byliście uprzejmi i mili wobec mojej rodziny? Wobec mnie? Nie zrobiłaś absolutnie nic, aby zyskać sobie mój szacunek. - Brzmiał teraz bardzo surowo. 

- To nie tak, że szukam guza, specjalnie robię sobie wrogów w nowo poznanych czy tylko dla tego aby komuś dopiec. Ja po prostu wami gardzę. Nie tobą, wami. Wszystkimi wampirami, bez jakiegokolwiek wyjątku. Czemu? Bo mam do tego bardzo dobry powód. Nie mordowałem was dla sławy, nie mordowałem dla pieniędzy czy sportu. Polowałem na was bo naprawdę, naprawdę was nienawidzę. - Kiedy wyzbył się nieco tych negatywnych emocji, głęboko odetchnął i cofnął się nieco, dając i sobie i jej nieco osobistej przestrzeni. 

- I wiesz co? Przez te wszystkie lata żaden wampir nie spróbował zmienić mojego nastawienia do was. Każdy na kogo trafiłem miał krew niewinnych ludzi na rękach, znaczna większość była zadufanymi w sobie skurwysynami, traktująca ludzi gorzej od kundli. A teraz taka jedna wchodzi tutaj nawet bez cholernego zapukania, i oczekuje że będę posłuszną, grzeczną marionetką. Nie mogę szanować wampirów. Nawet jeżeli kiedyś bym chciał, to wy wciąż i wciąż i wciąż uświadamiacie mi, że na szacunek nie zasługujecie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Większość. To jest słowo klucz. Wiesz ile przez czas swojej kariery zabiłeś tych prawdziwych wampirów? Powiedzmy... Właśnie dziesięć lat po przemianie? Nie zabiłeś żadnego. Po pierwsze dlatego, że jeden łowca nie wystarczy żeby zabić jednego z nas. Po drugie, żaden z tych ponad dwudziestu z miasta nie zabija ludzi. Żaden. I nie myśl sobie, że główną motywacją jest tutaj empatia. Oczywiście, większość z nas ma ludzkie odruchy, bo wszyscy byliśmy ludźmi i mieliśmy rodziny, ale to jest kwestia taktyczna. Gdyby na każdy posiłek przypadał jeden człowiek, wkrótce opustoszylibyśmy miasto. A tak co prawda żyjemy trochę oszczędniej, ale dzięki temu się ukrywamy, nie wzbudzamy podejrzeń i strachu. Owszem, to jest pasożytnictwo, bo ludzi od których zabieramy krew osłabiamy, ale dotychczas żaden nie narzekał, znajdując przy sobie małą rekompensatę, zazwyczaj w postaci czegoś wartościowego. Ale tak, jest całe mnóstwo młodych i to właśnie oni zabijają, bo zazwyczaj nie starają się panować nad swoimi żądzami. Oczywiście będziesz mógł sprawdzić czy moje słowa są prawdą. Również na sobie, kiedy nadejdzie faza głodu. Nie oczekuję od ciebie posłuszeństwa, tylko trochę otwarcia. Nikt nie lubi być pogardzanym i to za nic. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No już dobrze, dobrze. Postaram się zrobić dla ciebie ten jeden, malutki wyjątek. Już nawet daruję sobie komentowanie, że ta wasza wspaniała dwudziestka nie potrafi ogarnąć tych wszystkich szalejących młodzików...

Pete wrócił do łóżka i usiadł na jego skrawku.

- No, napięta atmosfera minęła. Jestem teraz bardzo otwarty. Także słucham o co tutaj w tym wszystkim chodzi. Nie ukrywam że nadal ta cała sytuacja brzmi strasznie naiwnie i naciąganie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mamy taką zasadę, żeby nie tworzyć nowych, jeśli nie są z nami powiązani. A i wtedy musisz mieć dobry powód i nie zmieniasz na przykład całej swojej rodziny, bo tak się nie da. To i tak potrafią tylko najstarsi, ja na przykład nie mogę tego jeszcze zrobić. Musimy jeść raz na tydzień i mamy wolniejszy metabolizm niż ludzie, dlatego też potrzebujemy więcej snu. Dziesięć do dwunastu godzin. Zamiast tego jesteśmy silniejsi, szybsi i inne, każdy z nas ma jakąś tam oryginalną mniej lub bardziej umiejętność. Wiesz na pewno, że nie możemy zetknąć się bezpośrednio z promieniami słonecznymi, bo mamy zbyt wrażliwą skórę. Ale wracając do tych spraw obyczajowych... Jest ktoś, najpewniej grupa wampirów starszych, które zamieniają kolejnych ludzi. I bardzo starają się nam zaszkodzić, bo mają znacznie bardziej liberalne podejście i zasady im nie pasują. Brzmi to trochę jak podział na dobrych i złych, ale to raczej podział na praktycznych i niepraktycznych, rozumiesz. Więc zabijamy wampiry, które zabijają ludzi, albo próbujemy uczyć tych, którzy jeszcze nie zaczęli zabijać. Ważne są pierwsze trzy dni po ugryzieniu. Ciebie znalazł twój przyjaciel, więc jeśli nie zabijesz żadnego człowieka, my nie zabijemy ciebie i staniesz się w pewien sposób chroniony. Mieliśmy dwóch dawnych łowców w naszych szeregach. Jeden wyjechał, a jeden został zamordowany. Przez łowców - odpowiedziała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czyli zostałem wkręcony w małą wojenkę między wampirami? Cóż, aktualnie to nawet chyba mi to pasuje - Stwierdził. Na pewno odpowiadało mu to, że krwiopijcy zaczęli mordować się nawzajem. 

- Jeżeli to co mówisz jest prawdą, dlaczego wy, te "dobre" wampiry nie zwiążecie jakiegoś chwilowego sojuszu z łowcami? W końcu my... znaczy się oni polują na wampiry, które stanowią zagrożenie dla ludzi. Skoro ta wasza grupka milutkich wampirów spożywa krew tylko za pozwoleniem, no i oczywiście nikogo przy tym nie zabijając, to chyba moglibyście połączyć siły i zabić tych, którzy psują reputację twojego gatunku.

Pete wstał. Wampirzyca brzmiała nadzwyczaj wiarygodnie, toteż były łowca brzmiał o wiele spokojniej, nawet był już skory do współpracy. 

- Nie wiem czy pamiętasz, ale ja też byłem łowcą. Moim zadaniem była ochrona ludzi, więc jeżeli teraz bym zaczął ich zabijać... to tak, jakbym stworzył jakieś wielkie, fantastyczne dzieło, a potem je wziął i zwyczajnie zniszczył... bo tak. Chyba że od braku krwi postradam zmysły, ale liczę że wtedy ty, jako moja tymczasowa macocha, raczej do tego nie dopuścisz. Prawda? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A wiesz, ten jeden łowca co został próbował. Tylko że zdaje się, nie byli skorzy uwierzyć i jednak kompromis w postaci zabierania krwi bez zabijania nie do końca się podobał. To było dawno i słyszałam tylko pogłoski, ale nie wrócił z tego żywy - odpowiedziała. - A poszedł sam. To nie było mądre. Zabijanie ludzi natommiast na pewnym etapie nie do końca ci przeszkadza. To znaczy jesteś bardzo głodny i chcesz jeść i jeść. I szukasz wymówek. To jak ze słodyczami, jeśli ktoś je bardzo lubi. Ale zaradzimy na to, oczywiście. Chcesz się przejść? - zapytała, ruszając w stronę drzwi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tia, nie jestem zaskoczony. Łowcy to nieco specyficzna grupa. Większość będzie dla ciebie przyjaciółmi, dopóki czegoś nie spieprzysz. Wtedy wszyscy których znałeś się od ciebie odwracają. Nie ma tam miejsca dla sentymentów. Toteż ja osobiście wolałbym na nikogo nie natrafić, o ile oni sami mnie nie znajdą. 

Pete był bardziej niż chętny, by wyjść, dotlenić się i rozprostować kości. Najlepsze, że nie będzie musiał już korzystać z krasnoludzkiego podparcia. 

- Pewnie że chcę. Wspólny spacer bardzo dobrze wpływa na relacje. Więc może opowiesz mi, jak ty zostałaś krwiopijcą? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jestem z podzamcza. Wracałam z nocnej schadzki i tak się złożyło, że trafiłam na głodnego. W okolicy był stary wampir, ale nie zdążył na czas. To znaczy zdążył odciągnąć ode mnie tamtego i właściwie dał mi wybór, ale wiesz jak to jest. Jak leżysz w kałuży krwi i wiesz, że umierasz, to zrobisz wszystko żeby to się nie stało. No i tak właśnie było. Rodzina co prawda zaakceptowała to co się stało, czym właściwie jestem zdziwiona, ale kolejnych schadzek już nie było. Przynajmniej nie z tym samym - opowiedziała, zamykając drzwi. Następnie ruszyła w stronę schodów.

Pete słyszał absolutnie wszystko co działo się za ścianami, a było z czego wybierać. Właściwie nadmiar bodźców przyprawiał go o lekkie zawroty głowy i rozkojarzenie. Najlepiej było skupić się na czymś konkretnym  i postarać się ignorować resztę dźwięków, bo to one póki co dominowały. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy wyszli z pokoju, Pete przypomniał sobie że teraz odbierał o wiele więcej dźwięków, niż wcześniej. Bardzo go to rozpraszało. Zaczął iść za dziewczyną, ręką jeżdżąc po ścianie. by w każdej chwili mógł się o nią oprzeć. Teraz był zdania, że mogli wybrać jakieś spokojniejsze miejsce. Burdel zdecydowanie do nich nie należał...

- Rany, zaraz oszaleję! - Powiedział, drugą ręką trzymając się za głowę. Próbował skupić się na czymkolwiek, byleby tylko zapomnieć o tych dźwiękach, które barbarzyńsko go atakowały. Dlatego też swój wzrok wlepił w wampirzycę. Dokładniej mówiąc... w jej tyły.

- Z nocnej schadzki, ta? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie miał czego podziwiać, ponieważ owe tyły nie były w żaden sposób podkreślone, a suknia skutecznie ukrywała wszelkie wypukłości. Figura nowej koleżanki nie należała zresztą do wyjątkowych, więc widok był przeciętny. 

- Tak, właśnie tak - odparła, wychodząc na zewnątrz. 

Przywitało ich miłe dla oka światło księżyca, rzucające na wszystko niebieskawą poświatę. Pete czuł dużo mocniej zapachy miasta, na które obecnie składał się dym z latarni i lamp ulicznych, ludzie, uryna, bryza niosąca zapach ryb i wodorostów i resztki z targowiska, co oznaczało, że musiał być wtorek. Wbrew pozorom nie było to wszystko nieprzyjemne, a Pete odbierał to raczej jako informacje niż zapachy kwalifikowane jako dobre albo złe. 

- Chcesz gdzieś iść? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Na pewno wampiry mają jakieś swoje miejsca, w które z chęcią się udają. - Odpowiedział, przy okazji non stop pociągając nosem. - Teraz, skoro już jestem jednym z was, wypadałoby mi chyba pokazać gdzie chodzić, a gdzie nie chodzić. Bo jakoś wcześniej nie widziałem, byście paradowali tak o po mieście, nawet w nocy. Rany, nigdy bym się nie spodziewał że zapachy będą takim dobrym źródłem informacji...

Młody wampir bardziej przypominał teraz psa, który złapał jakiś trop. Podszedł nawet do swojej macochy i przystawił nieco nos do jej głowy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zatrzymała się, a twarz Pete zderzyła się z jej dłonią. 

- Przestań. Zachowuj się jak człowiek. Wszystko jest nowe, ale nie daj się ponieść. To samo będzie z jedzeniem krwi, zobaczysz.

I ruszyła w dół. Ten konkretny przybytek rozpusty znajdował się w wyższych partiach miasta zbudowanego przecież na wzgórzach. Po zejściu ulicą w dół wchodziło się na mały plac, przy którym były kolejne bogatsze budynki i łaźnie zbudowane właściwie pod ulicą. Plac był zresztą ładny - widok znów wychodził na zatokę, bo znajdował się nad stromym klifem. 

- Tutaj mieszka paru z nas. Tu też się spotykamy - powiedziała, wskazując na budynek. - Blisko łaźni, więc całkiem miło po powrocie do miasta. Wielu z nas stale podróżuje, poza tym co jakiś czas musimy zmieniać miejsce pobytu. Starzejemy się znacznie wolniej. Byłeś kiedyś w łaźniach? - zapytała. 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...