Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

[Pawlex] Przepraszam, ale pańskie zęby tkwią w mojej szyi

Recommended Posts

- Ta? No popatrz. A ten znajomek twierdził, że to jeden z nielicznych plusów płynących z tej roboty... No ale fakt faktem, że lubił sobie chłopaczyna popić. I to było z dwadzieścia lat temu jak on był na służbie, to pewnie się sporo od tego czasu zmieniło. Jak zwykle na gorsze. 

- Hej, a wiecie że w Allinge otwarli taką jakby jadłodajnię?  - odezwał się flisak. - Niesamowita sprawa. Coś jakby burdel, że przychodzą sobie wtajemniczeni ludzie, oddają trochę krwi i dostają pieniądze! Nieźle, nie?

- Ja tam wolę tradycyjne jednak - zabrała głos Aug. - No ale co kraj to obyczaj, w Allinge może tak lubią. 

- A słyszeliście o najnowszych ploteczkach z podzamcza? Podobno mają tam czarownice. Podobno czarownice na wzgórzach nieopodal urządzają sobie te swoje no, sabaty. Ciekawe, czy łowcy się tym zajmą... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pete odetchnął z ulgą. Cieszył się że ktoś nie zadawał mu już coraz bardziej niewygodnych pytań. Teraz słuchał innych, nie ingerując w rozmowę. Za to jednak bardzo uważnie przypatrywał się całemu towarzystwu. 

Na wieść o dobrowolnym oddawaniu krwi chłopak lekko prychnął. W takich sytuacjach łowcy prawdopodobnie mają prawo, a nawet obowiązek zabić takich ludzi. 

Gdy temat spadł na czarownice, Pete automatycznie włączył się do rozmowy. 

- To zależy. Nawet jeśli, to nieoficjalnie. - Rzekł. - Łowcy czasami polują na wiedźmy, o ile uznają że te stwarzają zagrożenie. Oficjalnie jednak nie są na liście naszych zadań. - Dodał, po czym chwilę mu zajęło przeanalizowanie tego co powiedział. Zaraz potem niepewnie odchrząknął. 

- Ich. Ich zadań... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na chwilę zapadła kłopotliwa cisza, a wszystkie spojrzenia przy stole zostały skierowane na Pete'ego. Wszystkie prócz Aug, która ze spokojem sączyła trunek ze swojego kufla. 

Gerf zrobił pierwszy ruch, to znaczy szturchnął Pete'ego w ramię. 

- To takim byłeś wcześniej strażnikiem, ta? Możesz się przyznać, Pete, chłopie. Nie ma się czego wstydzić, każdy musiał z czego żyć - stwierdził ostrożnie, aczkolwiek nie tracąc uprzejmości. Flisak pokiwał głową. 

- No. Wiadomo. Czasem coś się w życiu zmienia i trzeba się w tym wszystkim odnaleźć. 

- A wiecie co? - odezwał się z kolei kupiec. - Miałem nawet kumpla łowcę, który został zmieniony. Szanowałem go bardzo, niestety postanowił osiągnąć przymierze z łowcami po zostaniu wampirem i ten, no... Wiecie, to jednak nie jest szczególnie wesoła historia, ale hej, nic nie szkodzi, mogłeś powiedzieć od razu. Łowca to zawód jak każdy inny, i...

- Pierdolenie - zabrał głos drugi z kupców, wycierając usta o rękaw. Patrzył na Pete'ego spode łba bardzo nieprzyjaznym wzrokiem. Temu chyba się nie spodobało. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Młody wampir uśmiechnął się krzywo, słysząc o byciu łowcą jako sposób na utrzymanie. O nie, on to robił z czystej przyjemności. I z zemsty. I właściwie bo nie miał innego, lepszego wyboru. 

A potem jego wzrok powędrował na drugiego z kupców, tego nieprzyjemnego. 

- Co? Może mnie poznajesz? Może kiedyś chciałem urżnąć ci łeb, albo zabiłem ci kogoś bliskiego? - Zapytał, bardzo, ale to bardzo prowokująco. - A jeśli nie... to możemy to zmienić. Bo wiecie Panowie... - Odezwał się teraz do wszystkich. - Bo tak w zasadzie to nie zamierzam porzucać swojego zajęcia sprzed przemiany. Teraz, z tą całą wampirzą sprawnością, będzie mi właściwie szło jeszcze lepiej! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie - odparł ten sam zaczepny kupiec z podłym uśmieszkiem na twarzy. - Nie sądzę, żebyś był w stanie zabić teraz jakiegokolwiek innego wampira. Bo wiesz co? Jesteś teraz słaby i zdany na łaskę innych, a twoja wampirza sprawność jest gówno warta. Możesz co najwyżej komuś dokuczyć i gwarantuję, że ten inny zatłucze cię jak szczura. Z litości - odparł.

- Ciekawe spostrzeżenia, Pete - odezwał się z niesmakiem Gerf. - Zwłaszcza jak na kogoś w twojej obecnej sytuacji. I zgadzam się z kolegą, że twoja obecna sprawność jest gówno warta. 

- Ogólnie świetny ruch, brawo - tym razem była to Aug, raczej niewzruszona wywodem młodego wampira. - Nie wszyscy mają urok osobisty, co mogę poradzić. Jedyna szansa, że jeszcze zmądrzejesz. Albo padniesz w trakcie przemiany. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pete wzruszył ramionami. 

- Może i słaby, ale zawszę mogę wylać ci na twarz roztopione srebro. Zanim zdechniesz będziesz wył tak głośno, że usłyszą cię nawet ci dawcy krwi z Allinge - Widząc że zaminusował sobie u całego towarzystwa. No cóż, trudno. 

- Ogólnie to ciężko mi się zakolegować z czymś, o czym uczyłem się przez większość życia. Uczyłem o tym, w jaki sposób was zabijać, oczywiście. No a jeżeli chcesz mnie zatłuc, z litości jak to ująłeś, to lepiej zrób to tutaj teraz, póki jestem słaby... jeszcze. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To gdzie masz to roztopione srebro? - zapytał, po czym zaczął się rozglądać teatralnie po otoczeniu. Zrobił to w wybitnie irytujący sposób. - Wiesz jaki jest problem z łowcą, który został wampirem i nie chce się przystosować? Nie ma nikogo. Jest sam przeciwko wampirom i przeciwko swoim dawnym kompanom. Twoi łowcy już wiedzą, że cię nie ma i pewnie wiedzą, co się stało. Wiesz, co teraz zrobią? Zaczną szukać. I bez pomocy wampirów cię znajdą. Srebro wyląduje na twojej twarzy szybciej, niż zdołasz je znaleźć żeby zrobić to samo z moją. 

Zapadła cisza. Aug odchrząknęła. 

- Spokojnie, przystosuje się. Poza tym, tępienie tych co żrą ludzi to akurat całkiem niezły pomysł, i... 

- Skończ. Łowcy to ścierwo. Zaznałem waszego brudu zanim zostałem wampirem i będę wami gardził już zawsze. Może nawet bardziej niż ty gardzisz wampirami... Znaczy, powiedziałem "wami". Raczej tamtymi. Ty już łowcą nie jesteś. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy usłyszał porównanie łowców do ścierwa, mimo iż Pete na zewnątrz miał iście pokerową twarz, tak wewnątrz niego właśnie rozpoczęło się niszczycielskie tornado. Nie marzył o niczym innym, jak wbić kciuki w oczodoły tego chujka i zgnieść jego łeb, ale doskonale wiedział, i za cholerę nie mógł się z tym pogodzić, że jeżeli któremukolwiek tutaj choćby fiknął, to w sekundę zostanie spacyfikowany, albo zabity. Zamiast tego, powoli wstał.

- Dobra. Pójdę mieć na ciebie kompletnie wyjebane gdzieś indziej - Rzucił bez emocjonalnie, po czym bez pośpiechu skierował się do wyjścia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najwyraźniej "wymianie zdań" przysłuchiwało się parę osób spoza stolika, bo rozmowy były lekko przytłumione i było znacznie ciszej. Ale już po paru krokach Pete'ego nasilił się wymuszony szum losowych rozmów i wszyscy, a przynajmniej większość starała się nie zwracać uwagi. 

Aug dołączyła do Pete'ego chwilę później, doganiając go w drzwiach. Wyszła za nim. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy zdenerwowany wampir wyszedł na zewnątrz, od razu mocno przejechał rękoma po twarzy, jak gdyby chciał ściągnąć z siebie wszystkie negatywne emocje. Oczywiście to tak nie podziałało. 

Nie mógł, po prostu nie mógł być miły dla wampirów. Dlaczego miał być? One też miłe dla niego nie były. No, i oczywiście dla wielu innych ludzi też. Co prawda z tej grupy to tylko jeden krwiopijca był dupkiem, jednak Pete z przyzwyczajenia wolał się zrazić do całego ogółu. 

Wiedział, że Aug wyszła za nim, lecz kompletnie go to nie interesowało. Ostatnie czego teraz chciał to towarzystwa, a w szczególności wampirzego. 

- Co ja wam do cholery zrobiłem? - Zapytał, chociaż to pytanie nie było skierowane prosto do swojej macochy. - Nim postanowiliście wywrócić moje życie do góry nogami, nawet nie wiedziałem że istnieje coś takiego jak "wampiry". Dowiedziałem się w przeciągu kilku minut, kiedy zostałem sierotą bez dachu nad głową. Pieprzone, blade zwierzęta. 

Podczas wypowiadania tych słów, szedł przed siebie, nie zwracając uwagi na to czy ktoś go słyszy, czy nie słyszy, czy Aug szła za nim czy nie. Po prostu miał potrzebę wyrzucenia tego z siebie. 

- Nagle jest! Stabilizacja! Łowcy mnie znaleźli, przygarnęli, wychowali, nauczyli. Znowu miałem możliwość by normalnie żyć! No i oczywiście szansę na zemstę. Już to chyba mówiłem, prawda? Nie polowałem na wampiry dla pieniędzy, renomy czy dla zwiększenia swojej pozycji w hierarchii łowców. Nie, polowałem na was, bo wam to się gnojką należało! - Pete zarechotał, po czym przejechał dłonią po włosach.

- I ta stabilizacja zostało zburzona. Znów w przeciągu paru minut. Znów... tak! Przez wampira! Szlag! - Zatrzymał się. Skierował głowę ku niebu. Oddychał przy tym spokojnie, acz głośno. 

- Tak o to wróciłem do punktu wyjścia, z tym że teraz jeszcze moja dawna rodzina będzie na mnie polować. Zaprzyjaźnienie się z wampirami? Tia, tak właśnie wyglądały moje stosunki z wampirami. Teraz wszyscy w tej cholernej karczmie zapamiętają, kim jestem. Tylko czekać aż któryś będzie chciał mnie zabić tylko dla tego, że należałem do łowców. 

Wampir machnął ręką, po czym ruszył przed siebie.

- Po prostu... niech was wszystkich szlag - Dodał, niby do wszystkich, niby do nikogo. Kierował się zwyczajnie przed siebie. Nie wiedział gdzie, ale byle gdziekolwiek. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aug nie odzywała się przez dłuższy czas, po prostu idąc za Pete'em. A wkrótce z biednych dzielnic wyszli do portu. Cóż, tu powietrze składało się z jeszcze większej ilości składowych. Noc była raczej chłodna, toteż niewielu było ludzi - jedynie dwójka strażników  z pochodniami w oddali. Reszta grzała kości po karczmach i najprawdopodobniej po podłych, portowych zamtuzach. 

- Słuchaj, Pete. Czekaj - odezwała się w końcu Aug, lekko ciągnąc go za ramię (i trzeba przyznać - niezbyt natarczywie). - Jeśli nie chcesz pośród nas zostać ani nie życzysz sobie naszego towarzystwa, nikt cię tu nie trzyma. To nie jest groźba. Mogę dać ci wskazówki co zrobić, żeby przetrwać fazę głodu. Ale jak nie chcesz tu żyć z innymi, to będziesz musiał odejść. Przynajmniej do końca przemiany. 

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak przystopował, gdy został pociągnięty za ramię. Odwrócił się do niej, i gdy wysłuchał, co miała do powiedzenia, nieco ochłonął. 

- Nie! - Odparł szybko. - Znaczy wiesz, kuszące, ale nie. Fazę głodu może i bym przetrwał, no ale wiesz. Za dużo osób z chęcią widziałaby mnie bez głowy. Zarówno z łowców, jak i wampirów. Gdybym chociaż z jedną grupą miał na pieńku, to może i bym zdołał się od nich uchronić, bądź unikać. No i oczywiście dodajmy to, że łowcy doskonale wiedzą jak wyglądam. Wystarczy że komukolwiek z nich choćbym na chwilę rzucił się w oczy i będzie niewesoło. 

Pete ucichł na chwilę, po czym dość nieśmiało pozwolił sobie położyć dłonie na ramionach wampirzycy. 

- Poza tym, choć sam się sobie dziwię... do ciebie w zasadzie nic nie mam. Oczywiście nie żebym ci ufał, ale wydajesz się w porządku. Jak na wampira. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Och, co za komplement. Dobra, niech ci będzie. Ale zachowuj się następnym razem, takie rzeczy nam są niepotrzebne. I możesz mówić o tym, że byłeś łowcą, ale całą resztę można sobie darować, Pete. Dasz w mordę komu trzeba jak już przejdziesz okres testowy, jasne? A teraz lepiej będzie odprowadzić cię do... no, tam gdzie się zmieniałeś. Jutro będzie nas czekała pracowita noc. Pójdziemy do lasu i w ogóle. Niedługo chyba powinien też zacząć się głód. Jutro ktoś dostarczy ci jedzenie. Idziesz? - zapytała, kierując się w stronę zamtuza, w którym ostatnie dni Pete przeleżał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ale to tamten zaczął... - Powiedział pod nosem, jak małe dziecko które nie chciało przyznać się do winy.

Pete szybko dołączył do Aug, nieco zaskoczony, ale też niezmiernie zadowolony, że nadal był zakwaterowany w tym zamtuzie. Myślał że każą mu iść precz od razu jak stanie na nogi. Chociaż myśl o jutrzejszym spożyciu krwi już go tak nie cieszyła. 

- Pójdziemy do lasu i w ogóle? - Zapytał. - A co niby będziemy tam robić? Polować na zające? Zbierać dary natury? Może... może randkować? Mam kupić jakieś wino na jutro? - Młodociany wampir mówił z żarem w głosie, "rozkoszując" się różnymi ciekawymi zapaszkami, jakie w porcie często dało się wyczuć. Teraz jako wampir wyczuwał nawet takie, których wcześniej jako człowiek nie czuł. Cholernie tego żałował. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jeśli zamierzasz obalić je sam, to czemu nie? Pójdziemy do lasu i zrobimy ci trening. Póki głód nie odebrał ci zmysłów. To się przydaje, wiesz, przy ogarnięciu zmysłów. W pewnym momencie jest ich trochę za dużo no i można się nieźle zdekoncentrować. I zacznij myśleć nad tym, czym chciałbyś się zająć. Nawet jeśli miałaby to być tylko przykrywka. 

I kiedy tak szli przez miasto w stronę zamtuza, wyczulone uszy Pete'ego coś wyłapały. Rytmiczny, cichy dźwięk. Niezwykle lekkie stąpanie, ledwo słyszalne. Ktoś za nimi szedł, a tak cicho potrafili iść tylko ludzie specjalnie wyszkoleni. Myśliwi. Na jaką zwierzynę mogli polować myśliwi w mieście? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Trening? Taki mentalny trening, ta? No dobra, o ile to pomoże mi nie oszaleć i stać się bezmyślnym, łaknącym krwi potworem. Szkoda by było stać się tym, czego z całego serca się nienawidzi, nie? A co do swojego przyszłego zajęcia. Tak sobie jakoś przypomniałem, że gdzieniegdzie w mieście, chyba w niektórych karczmach, organizują coś w stylu turniejów pięściarskich. Lać się po mordach i dostawać za to pieniądze? Przecież w końcu nic nie wychodzi mi tak dobrze jak spuszczanie... no i czasami otrzymywanie wpierdolu - Odparł.

- No a poza tym... - Pete nie dokończył, kiedy jego uszy wyłapały ciche, a zarazem tak bardzo niepokojące dźwięki. Łowca rozpoznawał ten rodzaj kroku, był tak cichy, że gdyby nie był wampirem, to nigdy by go nie usłyszał. No a skoro ten ktoś szedł tak cicho, było jasnym że raczej nie miał przyjaznych zamiarów.

- Aug, słyszysz? - Zapytał szeptem, wciąż idąc za wampirzycą. - Ignorujemy, przyśpieszamy kroku, czy czekamy i ewentualnie walczymy? - Zapytał, gotowy na dostosowanie się do każdego podanego planu działania. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Słyszę, słyszę - odpowiedziała. Mina pełna skupienia zresztą całkowicie to potwierdzała. - Ignorujemy i przyspieszamy kroku. Nasłuchuj. Wiesz pewnie, że skoro idą za nami, to pewnie wysłali też kogoś przodem, żeby otoczyć. Uciekniemy jak dowiemy się gdzie jest - odparła tak cicho, że nawet udoskonalony słuch ledwo to wyłapał. Ale niestety wybadać nie zdążyli, bo jeden z łowców opierający się o bramę koło której mieli przechodzić nawet nie starał się ukrywać. Był tam już wcześniej. 

- Cześć, Pete - odezwała się szczupła, zakapturzona sylwetka. Do uda przytwierdzona była kusza. Mężczyzna póki co trzymał ręce splecione na piersi, ale Pete wiedział, jak szybko ten stan rzeczy potrafił się zmienić. Rozpoznał złowrogi głos. Był to Jone, jeden z eks-kolegów po fachu. Zajadły drań, miał bardzo dobrą reputację wśród łowców. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Eks-łowca gwałtownie się zatrzymał, łapiąc Aug za ramię, by ta również się zatrzymała.

Gdy usłyszał głos tego łowcy, chłopaka przeszedł zimny, obrzydliwy dreszcz. Jone. Jeden z najgorszych, na którego mogli trafić. Że też jest to pierwszy łowca, który musiał stanąć na jego drodze...

- Jone... - Pete odezwał się spokojnie, unosząc lekko dłonie przed siebie, jakby chciał łowcę uspokoić. - Zanim cokolwiek złego i nagłego się zaraz wydarzy, proszę cię, wysłuchaj mnie chociaż! - Młodociany wampir błagał. Sam na sam, Pete w tym stanie nie miałby sznas z Jone'm. Chociaż miał przy sobie Aug, lecz jego dawny towarzysz też nie był sam. Chłopak mógł tylko zgadywać, kto również towarzyszył temu cholernemu łowcy.

- Dobrze wiesz jak bardzo nienawidzę, gardzę i pluję na wampiry. Nie ukrywam, zjebałem! Ale mogę to wykorzystać przeciwko nim, prawda? Jako wampir, będę stwarzał większe zagrożenie dla innych wampirów! Jone, daj mi się wykazać! Przyrzekam ci że nadal będę kroczył drogą łowcy! Nie będę stwarzał zagrożenia dla żadnego człowieka, przyrzekam! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Szukaliśmy cię, Pete. Po całym mieście. I kiedy nie znaleźliśmy ani ciebie ani twojego trupa, pojawiły się różne teorie. Niektórzy mówili, że uciekłeś. Inni, że zamieniono cię w wampira. Wiesz, co ja powiedziałem? "Chłopcy, uspokójcie się. Znajdziemy naszego Pete'a całego i zdrowego, mało kto nienawidzi wampirów tak jak on, to swój chłopak". Tak powiedziałem. Ale wiesz, kto nienawidzi wampirów jeszcze bardziej niż ty? Ja. A wiesz czego poza tym nienawidzę? Tchórzostwa. A ty nie raczyłeś się nawet pokazać. Jak szczur uciekający do kanałów. Jak to teraz rozwiążemy, co, Pete? No powiedz mi. Sytuacja wygląda na nieco skomplikowaną, co? - zapytał, patrząc na młodego wampira spod kaptura. Kroki za nimi ucichły, ale łowcy musieli być w sporej odległości. Pewnie dostali rozkaz by czekać. Aug nie poruszyła się, wbijając wzrok w łowcę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tchórzostwa? - Ton chłopaka gwałtownie się zmienił. Poczuł się teraz mocno urażony. - Jone, do cholery! To jest pierwszy dzień, w którym mogę znów chodzić o własnych siłach! Z tydzień albo dwa byłem przykuty do łóżka i przemieniałem się w to paskudztwo, jakim teraz jestem! Nie raczyłem się pokazać? Nawet nie miałem szansy by się pokazać! - Krzyknął. Oddychał ciężko. Słowa łowcy naprawdę go uraziły. Mimo iż spodziewał się, że ta rozmowa przyjmie taki styl, to i tak nie mógł się na to przygotować.

Wyciągnął rękę w stronę Jone'a i wskazał na niego palcem.

- Wiem że masz dobre powody, by nienawidzić wampirów, Ty wiesz, że ja mam dobre powody by nienawidzić wampirów. Więc może zamiast od razu porównywać mnie do tchórza, do szczura, pomyśl o tym że po prostu nie miałem możliwości! - Pete wyrzucił z siebie te słowa, po czym przystopował na chwilę, by nieco ochłonąć. Potem podniósł głos, aby Jone, jak i jego ukryci towarzysze go usłyszeli. 

- Po prostu zostaw nas teraz w spokoju, a przyrzekam że przyniosę ci łby wampirów na srebrnej tacy! Wyższych wampirów, nie jakichś popierdółek! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Wiesz, że nie mogę tego zrobić. Ale skoro tak bardzo tego chcesz przynosić głowy wampirów na tacach, to... Zrobiłeś na mnie wrażenie, Pete. Wiesz, że mogę cię odstrzelić mimo że ona tu jest. Ale nie zrobię tego, jeśli z nami pójdziesz. Trzeba zrobić krok w przód. W przyszłość. A skoro nienawidzisz ich tak bardzo, że nie wstydzisz się mówić tego przy niej, to chodź. Wstawię się za tobą u Wielkiego Mistrza. Może coś z tego będzie - odpowiedział. Na ramieniu Pete'ego spoczęła dłoń Aug i lekko zacisnęła palce. 

- Odsuń się od niego - powiedział ostro Jone, błyskawicznie podnosząc małą kuszę i celując ponad ramieniem młodego wampira. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wampir zawahał się. Kusiła go ta propozycja, nawet bardzo. Nawet ślepy zauważyłby, że Pete prowadził bój z samym sobą, czy zgodzić się czy nie. 

- Jone. Chcę... ale nie mogę - Powiedział w końcu. - Nie dopóki moje wampirze zmysły nie wykształcą się w pełni. Zresztą teraz i tak nie będzie ze mnie wielkiego pożytku. Po prostu daj mi czas, abym nauczył się wampirzego życia!

Kiedy łowca w mgnieniu oka dobył kuszy, Pete drgnął, po czym odruchowo zrobił krok w przód i zasłonił sobą Aug. Znów wyciągnął rękę przed siebie.

- Nie rób tego, Jone! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Możemy zakuć cię w lochu kiedy przyjdzie faza głodu. Żebyś nikomu nic nie zrobił, Pete. Nie rozumiesz? Nie mogę cię puścić. Odejdziemy stąd z tobą, albo sami. To co ci proponuję to nawet więcej niż powinienem - wyjaśnił spokojnie, ale ton znów diametralnie zmienił się, kiedy Jone zauważył jak Pete zasłania Aug. 

- Co? - zapytał, opuszczając kuszę. - Znalazłeś już sobie wampirzych kumpli? Wampirzą dziewczynę? Nie miałeś czasu wrócić, ale o znajomości zadbałeś, czy tak? Jeśli nie chcesz pójść ze mną to przynajmniej odejdź sam. Zawsze znajdziesz innego nauczyciela. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Aktualnie to ona zadbała, bym nie skonał podczas przemiany - Odparł. Tak w zasadzie to do końca tego nie wiedział. Nie miał bladego pojęcia, co się z nim działo gdy cierpiał w łóżku, ani kto go karmił krwią.

- Dobra! Pójdę z wami. Tylko chociaż ją zostawcie w spokoju. Ona nie jest niczemu winna! - Dodał zrezygnowany. Skoro już musiał coś wybrać, to wolał pójść ze swoimi dawnymi towarzyszami. A nuż może faktycznie uda się przekonać Wielkiego Mistrza, że wampir polujący na inne wampiry to nie taki głupi pomysł...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jone strzelił, ale pod nogi Aug, która przerwała spojrzenie bez wyrazu przesyłane Pete'emu, drgnęła, po czym przeskoczyła przez kamienny murek i zniknęła w ciemności. 

- No i słusznie - orzekł Jone, przywołując do siebie dwójkę innych. Nawet poklepał Pete'ego po ramieniu kiedy już ten się zbliżył, co stanowczo gryzło się z dotychczasowym wizerunkiem łowcy jako bezkompromisowego zabójcy. I psychopaty. 

- Będą z ciebie jeszcze ludzie. Jak opanujesz głód. Jak nie, to wiesz. Odstrzelimy cię - stwierdził, obierają znaną Pete'emu drogę do siedziby łowców.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...