Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Panda Hippis

[Mature][Grimdark][Adventure] Multisesja: Pakt splamiony krwią (Ares i Zodiak)

Recommended Posts

Był już wieczór. Słońce niedawno zaszło i na dworze zrobiło się już ciemno. Saladin w tym czasie był w pubie, by nieco się rozerwać. Zamówił jednego z wielu drinków do wyboru i czekał. W tym czasie podszedł do niego ogier. Wyglądał obleśnie. Miał na sobie jakąś starą, siwą szmatę, porwane skarpety i śmierdział jak stos zgniłych jabłek. Gość usiadł obok Saladina i spojrzał na niego z zaciekawieniem. W tym czasie na małą scenę, jaką posiadała mała restauracja wyszła zielonogrzywa klacz, o białym umaszczeniu. Podobno była sławna i grała w zespole muzycznym. Gromadka się rozpadła, a ona śpiewa teraz po takich lokalach. Niemniej jednak, gdy inny ogier zaczął grać, jej głos był nieziemski. Brzmiał cudnie! Wszyscy, którzy byli na sali zaczęli jej bić brawo. Nawet obleśny kuc poklaskiwał od czasu do czasu... 
Kiedy klacz skończyła śpiewać, barman podał Saladinowi jego wcześniej zamówiony drink.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie powiem żeby takie miejsce w pełni mi odpowiadało. Przywiodła mnie tu ciekawość i chcęć rozerwania się po długiej podróży z Siodłowej Arabii. 

Tak, bowiem pochodzę z tej odległej pustynnej krainy. Nazywam się Saladin Scimitar Al-Kurdi. Dybplomata, delegata, podróżnik i siódmy syn władcy Arabiii. 

Lubię swoje życie, choć czasami ono wystawia mnie na ciężkie próby. Jak teraz na przykład. 

Niby z pochodzenia jestem arystokratą ale nie specjalnie zwracam uwagę na takie szczegóły. Życie swoje nauczyło. 

Lokal cóż, pijałem i bawiłem się w lepszych karczmach i wiele razy spotkałem podobnych obdartusów do tego co się do mnie przysiadł. Szkoda mi ich było, żeby tak marnować sobie życie.  Przynajmniej występ estradowy był na poziomie- piosenkarka naprawdę miała talet do śpiewu. 

Zaklaskałem dla niej z uwagą i aprobatą po czym wróciłem do picia swojego drinka o wdzięcznej nazwie ''Nadzieja Wójta''. Smakowało jak wzmocnione wódką wino brzoskwiniowe. Całkiem niezły jak na taki sikacz. 

Zacząłem się przyglądać tej wokalistce. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nareszcie!

Po tylu dniach polowania i tropienia mam go! Śledziłam go, aż od jego kwater w pałacu. Musiałam chować się i kryć, ale w końcu się opłaciło. Wszedł do Pubu. Ja odczekałam chwilę i weszłam z nim. Na sobie miałam czarny płacz, ukrywający zbroję. Na głowie kaptur. Wewnątrz rozbrzmiewała muzyka i odgłosy zabawy. Mój cel, jak zauważyłam, siedział za ladą i popijał drinka. Obok niego siedziała jakaś zapijaczona menda. Hm... A nóż pozory mylą? Lepiej wstrzymam się z atakiem...

Albo... Ciekawe, czy nasz uroczy długonogi ma słabość do niewiast? Siodłowa Arabia... Haremy. Haremy wszędzie. Nie. Nie sądzę, żeby pogardził towarzyszką na jedną noc. Ostatnią noc.

Jednym ruchem głowy zrzuciłam z siebie kaptur i podeszłam do niego. Usiadłam obok i uśmiechnęłam się to tego biednego głupca zalotnie. Sama zamówiłam sobie lampkę wina czerwonego. Kto powiedział, że w pracy pić nie można? Ha! Niezłe było. Naprawdę dobre. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz, która śpiewała, zeszła ze sceny za kulisy. Można było powiedzieć, że wręcz uciekała od wzroku klientów pubu. Saladin mógł wreszcie przyjrzeć się nowo przybyłej klaczy. Jednak zanim to zrobił, podstarzały ogier chwycił go za ramię i wyszeptał mu coś do ucha. 

- Strzeż się panie tej klaczy... Jak wiedźmy... Zło ma wypisane na oczach... Nie będzie to szczęśliwe zakończenie... - kuc mówił dosyć dziwnie. 

Dyplomata nie wiedział czy traktować to na poważnie, czy jako bełkot pijaczka. Bowiem w jego głosie nie czuć było alkoholu. Niemniej jednak, Saladin odwrócił się w stronę czerwonogrzywej klaczy. Ona natomiast spojrzała na niego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten... stary cap. Może zacząć liczyć godziny swojego życia. Jak tylko skończę z koniem to wyrwę mu łeb razem z kręgosłupem. Teraz jednak muszę się wyrwać z tej niezręcznej sytuacji. Myśl, Death. Myśl! Uśmiechanie się jak głupia nic mi nie da, a wręcz przeciwnie. Nie... Ja zrobię tak.

Spuściłam oczy i uszy, po czym odchyliłam głowę, ze niby urażona niewinna klaczka. Jeszcze do tego zrobiłam bolesny wyraz twarzy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziwny ten staruszek... 

Kilka razy w życiu spotkałem takich wieszczów i wiele razy okazywali się pijaczkami chcącymi poprstu zarobić na flaszkę. Ale jednocześnie przeczucie kazało mi uwzględnić to co mówi. Przynajmniej cześciowo. 

- Tak.. jasne, dzięki za radę dziadku. - powiedziałem z pół uśmiechem podając mu z sakiewki parę groszy. - Masz na drinka, ja stawiam. 

Odczekałem chwilkę, a potem zwróciłem się do klaczy. Sam jej widok, tych tatuaży... no wyglądały egzotycznie. I niebezpiecznie. 

- Witam panią. - zagadnąłem pogodnie i ostrożnie, acz z mojej twarzy nie schodził pogodny lekki uśmiech. - Niech pani nie zwraca uwagi na tego dziadka, widać że wiele w życiu przeszedł i niewytrzymał psychicznie. Czy mogę zaproponować drinka dla Pani?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Och, co za gentelcolt Jestem autentycznie oczarowana jego manierami... Ech, ty biedny, cholerny głupcze. Ale przedstawienie musi trwać! Sztuka jeszcze się nie skończyła i przed Grand Finale pozostało jeszcze dużo do powiedzenia. Czy też raczej do uwiedzenia. 

- Och - powiedziałam z wdzięcznością - dziękuję panu. Tak, jeżeli będzie pan tak dobry to z chęcią.

Bleh, czasami bawienie się w ten teatrzyk przyprawia mnie o mdłości. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stary kuc oczywiście wziął, rzuconą przez Saladina. Nie kupił sobie jednak drinka, lecz powoli zaczął się zbierać. Z jednej ze swoich starych skarpet wyjął rozsuwaną, drewnianą laskę. Widocznie podczas siedzenia na tych niewygodnych krzesłach rozbolały go plecy. W takim wieku... No zdarza się. Kiedy już wstał i kierował się do wyjścia, ogier rzucił jedno dość groźne spojrzenie w stronę klaczy, po czym spojrzał łagodnie na swojego wcześniejszego rozmówcę.

- Młody, głupi... Zrozumie, że robi głupstwo - wyszeptał do siebie staruszek, po czym wyszedł z lokalu, zostawiając flirtującą parkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A niech to szlag trafi! Jak teraz a nim wyjdę to się zdemaskuję, albo zdobycz mi ucieknie. Ech... Wytropię cię, dziadku! Jeszcze poczujesz jak własne żebra przebijają ci płuca. Obiecuję.

Tymczasem jednak muszę się skupić na ofierze. Po oczach widzę zuchwałość i butę, ale też nie widzę oznak głupoty. O tak, to będzie satysfakcjonująca egzekucja. Hm... A może by i mu osłodzić ostatnie chwile w życiu? Wiele dobrego słyszałam o ogierach z tamtych stron. Ech, głodnemu chleb na myśli. Muszę w końcu się z kimś położyć, bo zaczynam mieć głupie pomysły.

- A więc jesteś z Siodłowej Arabii... Dużo dobrego słyszałam o tamtych stronach. Bogactwa, zawsze jest ciepło. Zawsze chciałam tam pojechać, ale cóż... Nie każdego stać, prawda? A tak w ogóle to jestem Bright Hoof - przedstawiłam się prawdziwym imieniem, choć go nienawidziłam. - A ty jak masz na imię?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hm... ta klacz jest dziwna. Na pewno nie jest miejscowa bo żaden z mieszkańców Canterlotu nie nosi płaszczy zakrywających całe ciało. 

Poza tym jej tatuaże... widziałem już podobne u dużo mniej przyjemnych typów spod ciemnej gwiazdy. Chyba jednak wezmę sobie do serca radę tego staruszek i będę ostrożny podczas rozmowy z tą panią. 

- Przepraszam, gdzie moje maniery... - pokręciłem głową, po czym wstałem ze stołka uścisnąłem lekko kopytko klaczy i nawet ucałowałem je. Bądź co bądź to klacz. - Jestem Saladin Scimitar Al-Khurdi. Ale większość kucyków mówi mi Saladin.  Miło cię poznać Bright Hoof. To ładne imię. I tak, zgadłaś pochodzę z Siodłowej Arabii. A ty też chyba nie jesteś tutaj miejscowa, prawda? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak się składa, że pochodzę, ale ty nie musisz o tym wiedzieć. Ale kojarzy wygląd, czyli może coś niuchać. Zdziwiłabym się, gdyby nie niuchał. Ale chyba wiem, jak można go zmylić, a przynajmniej wymigać się.

- Tak, masz rację. Pochodzę z południa Equestrii. Zapewne poznałeś to po tatuażach? - uśmiechnęłam się. - Otóż, jak zapewne wiesz, nasz kraj leży tuż przy ziemiach zebr. to pamiątka po nich. Spędziłam z nimi sporo czasu i nauczyłam się paru sztuczek - odparłam z dumą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oj kochana... trochę coś mi tu śmierdzi i to nie pozostałość zapachu po tym dziadku. 

- Bywałem w Zerbice dość często. Bardzo zacny naród z Zebr. Honorowy, gościnny i miły. - odparłem. - Ostatnio tam byłem rok temu, może zawitam tam jak będę wracał do ojczyzny. Póki co mam jeszcze trochę do zrobienia tu w Canterlocie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No właśnie, nie widuję często koni z Siodłowej Arabii. co cię przywiało, tu na północ? - spytałam. - Interesy? Och, a może jesteś tu u kogoś w odwiedziny? Masz tu jakąś rodzinę? A może po prostu zwiedzasz. Wspominałeś, że byłeś w Zebrice. To znaczy, że podróżujesz? Ach - westchnęłam. - Sama chciałabym podróżować. 

Chyba po raz pierwszy powiedziałam prawdę. Tak, chciałabym pojechać na Południe do kraju zebr. Zwiedzić, zobaczyć. Jakoś nigdy nie opuszczałam Equestrii. nawet w interesach. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Coś za dużo pytamy. Oj nie ładnie koleżanko oj nie ładnie. Na dziennikarkę mi nie wyglądasz, ani na pisarkę. 

- Jestem tutaj tylko przejazdem. - odparłem spokojnym dyplomatycznym tonem. - I tak... dużo podróżuję. Bywałem jak wspomninałem w Zerbice, kilka razy w Imperium Gryfów, na Ziemiach Bizonów, ale głównie podróżuję do różnych miast w Equestrii. Lubię podróżować, ale zawsze pamiętam o domu i o ojczyźnie. Zawsze kiedy stawiam kopyta na gorącym piasku Siodłowej Arabii wiem że jestem w domu. Equestria to piękna kraina, ale jak dla mnie jest tu niezbyt ciepło, nawet w lecie. Ale w sumie trudno się dziwić komuś kto wychował się w kraju gdzie przez cały rok panuje gorąco i ciepła pogoda, a deszcze padają tylko kilka razy w ciągu roku. Hehehe...

Share this post


Link to post
Share on other sites

O ja nie wierzę... Ha, ha, ha! Chyba padnę ze śmiechu! O rany... Och... A nie. To było żałosne. Na całą whiskey świata, co za cep. Nie, nie, nie. Ja muszę tą konwersację jak najszybciej zakończyć. Jeżeli miałabym z tym drewnem rozmawiać jeszcze chwilę, chyba bym oszalała.

- Mówiłeś, ze niedługo wracasz - powiedziałam. - Nie potrzebujesz może... najemnika do ochrony? Droga stąd do Siodłowej Arabii jest długa i z pewnością najeżona niebezpieczeństwami. Pilnie potrzebuję zarobku, a to dałoby mi możliwość pozwiedzania - powiedziałam entuzjastycznie. - Gwarantuję 100% bezpieczeństwa i satysfakcji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cierpliwość się opłaciła. Sama wygadała się kim jest - najemniczka. A wcale bym się nie zdziwił jakby ona próbowała polować na mnie. Za wiele podobnych do niej typów widziałem w życiu żeby teraz nie zachować ostrożności. Nie. Czas już opuścić ten lokal i towarzystwo tej klaczy. Pora wracać do pałacu, gdzie czekają na mnie obowiązki służbowe. 

- Z całym szacunkiem, ale nie potrzebuję pani usług najemniczki. - odparłem. - Umiem radzić sobie z niebezpieczeństwami i zagrożeniami podczas podróży. 

Miło się z tobą rozmawia, lecz na mnie już pora. Do widzenia. 

 

Zapłaciłem za swój drink, i oczywiście za jej wino po czym zabierałem się do odejścia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

No! Czyli wreszcie zabawa się zaczyna! Misja wykonana: cel opuścił bar. Na zewnątrz panuje noc... Chyba mam pomysł.

Dopiłam swoje wino i odeszłam od lady. Podeszłam do okna, z którego widziałam ulicę. Poczekałam, aż się oddali i wyszłam z pubu. Po drodze złapałam za kark jakiąś klacz, która właśnie wchodziła do klubu. Zatkałam jej dziób i przystawiłam szpon do gardła.

- Posłuchaj, złociutka... Teraz pójdziesz ze mną i zrobisz, co każę. Jasne? W takim wypadku obiecuję, że nie wyrwę ci wszystkich kończyn.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klaczka, którą złapała najemniczka bardzo się wystraszyła. W końcu nie zrobiła nic złego, nie wiedziała co się dzieje. Bała się, że ta zła klacz może zrobić jej krzywdę, więc stanęła na baczność i starała się słuchać, co zabójczyni ma jej do powiedzenia.
Całej scenie, zza krzaków niedaleko, przypatrywał się staruszek, który siedział niedawno w pubie razem z Bright i Saladinem. Był zaniepokojony tym, że płatna zabójczyni  chce się posłużyć niewinną klaczką. Niemniej jednak nie wyszedł, by ją ratować, lecz dalej patrzył co się wydarzy i dopiero w najbardziej krytycznym momencie wkroczy do akcji.
W tym samym czasie, Saladin szedł do swojej kwatery w pałacu Canterlockim. Następnego dnia miał w końcu spotkać samą Księżniczkę Lunę, więc musiał się dobrze wyspać, a godzina była późna. Idąc, nie zwracał uwagi na klacz, z którą wcześniej rozmawiał, tylko rozmyślał nad przemówieniem, które będzie mógł wygłosić na spotkaniu z obydwiema władczyniami Equestrii.

Edited by Panda Hippis

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za kark zawlekłam ją w jedną z bocznych uliczek. Tam gdzie było cicho i spokojnie. I pusto. Tutaj nikt nam nie będzie przeszkadzał. I dobrze. bo to główne założenie planu. Co prawda miło by było zrobić mała rzeź na ulicy miasta... ale to by mi skomplikowało dalszą karierę.

Rozejrzałam się po zaułku. Stał tu duży kontener na śmieci. Ogólnie nie było zbyt czysto, co był dziwne jak na standardy "wspanialej" stolicy Equestrii.

Bleh.

- Posłuchaj mnie teraz - syknęłam do klaczy. - Teraz masz zacząć krzyczeć i wrzeszczeć, jakby cię obdzierali ze skóry, albo gwałcili. Jeżeli nie zechcesz tego zrobić lub spróbujesz uciec... To JA zgwałcę cię i obedrę żywcem ze skóry. Rozumiemy się? No... To do dzieła - kopnęłam ją na środek zaułka i schowałam się za kontenerem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klaczka bała się o swoje życie, więc robiła to co kazała jej najemniczka. Stanęła na środku zaułka i zaczęła krzyczeć. Krzyczała tak głośno, że nawet w pałacu mogliby ją usłyszeć. Jej wrzask był przerażający. Wydawało się, jakby faktycznie działo jej się coś złego, jakby ktoś ją gwałcił, lub chciał zabić... Co chwilkę oglądała się w stronę kontenera, by upewnić się, że nic złego jej się nie stanie.
Klacz miała to nieszczęście, że obok przechodziła inna klaczka, która miała na sobie płaszcz. Usłyszała wołanie o pomoc i jako pierwsza zajrzała do zaułka. Widząc krzyczącą klacz, nieco się zdziwiła. Podeszła do niej i wyprowadziła ją z ciemnej uliczki na główne, oświetlone przejście. Nieokryta płaszczem klaczka, nerwowo obróciła się w stronę kontenera. Chciała uciekać, lecz wiedziała, że ta zabójczyni może ją w każdej chwili znaleźć i zabić. Skuliła się więc i zaczęła płakać.
Starszy kuc wciąż siedział w krzakach i przypatrywał się całej scenie. Nie zdziwiło go nic. Tylko to, że klacz, która pomogła tej płaczącej małej jest w płaszczu. Nie chcąc się zdradzić, wciąż pozostawał w ukryciu. Dopóki nie wydarzy się nic istotnego, nie miał zamiaru stamtąd wychodzić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moja kwatera w pałacu była przestronna, wygodna i zaciszna. Idealna do pracy, gdyż w tej chwili potrzebowałem skupienia. 

Jutro czeka mnie pierwsze spotkanie z legendarną ksieżniczką Luną, młodszą siostrą Celestii która powróciła po 1000 letniej nieobecności. Mówiono że słynie ze swojej urody, piękna i niezwykłej dobroci serca. Według pogłosek ma nieco archaiczne zachowanie sprzed stuleci, ale osobiście nie bardzo w to wierzę. 

Eh, padnięty już jestem wię połozyłem się na łóżku i zacząłem patrzeć na gwiazdy. Miałem na nie dobry widok przez okno. 

Ta najemniczka... czemu nadal nie dawała mi spokoju? Czego odemnie mogła chcieć? 

Wtedy usłyszałem jakiś krzyk... z oddali. Z miasta. Wstałem i zacząłem nasłuchiwać. 

Edited by Ares Prime

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Możesz wyjść za tego kontenera, klaczo, wiem, że tam się chowasz. *powiedziała z zimnym spokojem w zawartym słowach, po czym dodała patrząc się w stronę krzaków, z jej oczów odbijało się czerwone światło* - Ty również staruchu przestań się ukrywać i się pokaż. *powolnym krokiem zmierzała w stronę krzaków* - Radzę Ci się ukazać bo inaczej wyciągnę z twojego marnego ciała duszę, staruchu. *rzekła złowieszczym tonem, skierowanym do starszego ogiera*

(Mogę mieć kolorek do postaci?)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co do... Jaka szmata ma czelność zabierać mojego zakładnika?! Już nie żyją... obie! 

Powolnym krokiem wyszłam zza kontenera i powolnym krokiem ruszyłam jak taran na tą pizdę.

- Mam nadzieję, że zmówiłaś paciorek... Bo kolejnej szansy mieć nie będziesz... A ty - zwróciłam się do zakładniczki. - Mam nadzieję, ze nie jesteś przyzwyczajona do posiadania nóg. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

*Uśmiechnęła się słysząc te słowa, odwróciła się do klaczki, która powolnym krokiem szła w kierunku Scar, z jej rogu pojawiła się zielona aura, po czym z ziemi wyszły wielkie kościane szpony, które złapały klacz za nogi i szyję*

- Nie doceniłaś swej przeciwniczki dziwko. *powiedziała mrocznym głosem i uśmiechem na twarzy* - Ty mała uciekaj zanim zmienię zdanie.

Edited by MasterDash

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uniosłam brew, patrząc na to dziadostwo.  Brawo, uziemiła mnie. Jestem pod wrażeniem... Czy mam już zacząć błagać o litość?

Szarpnęłam nogami, roztrzaskując kości w drobny mak. Potem je jeszcze zdeptałam.

- Było się trzymać z daleka... Graj, muzyko - powiedziałam lekko, po czym zaszarżowałam na jednorożca i wyskoczyłam w górę, chcąc nadać uderzeniu jeszcze więcej siły. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...