Dorek

Takifugu [Z][Adventure][Violence][Human][Light Crossover]

Recommended Posts

Witam,
Mój długo zapowiadany fanfik w końcu ujrzał światło dzienne ^^
Raczej z gatunku "długich, epickich epopei", choć rodziały są dość krótkie w porównaniu do innyc tego typu dzieł.
W fiku pojawia się wiele postaci (zarówno z serialu jak i OCków). Wiele z nich umiera... Tak ku przestrodze. Od czasu do czasu pojawiają się brutalniejsze sceny, ale nie jest to grimdark; krew tak ale flaki już nie, powiedzmy.
Fabuła? Jest. Co tu spoilerować, he he, najlepiej jak sami się przekonacie o czym jest ;)
No dobra, oto link. Na początku prolog i dwa rozdziały, kolejne rodziały będą się pojawiać parami co tydzień, prawdopodobnie w niedzielę:
https://docs.google.com/document/d/1-uufDBXsLr_I53NQLVzW7xqsKQjckSdAUU56cZ7dDNE/edit

Edited by Dolar84

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierwsza Opinia, czyli o nieścisłościach fabularnych i zwykłym czepialstwie słowo

W spoilerze głównie w celach pośmiania się(UWAGA SPOILERY BTW).

Poważne teksty będą poza spoilerem.

Tekst pisany wraz z kolejnymi linijkami czytania :)

Takifugu? To chyba japoński... "fugu" to taka ryba... "taki" to wysokość... chyba... "Wysokość ryby"? Się zapowiada...

Chociaż, może to będzie jak z "Austraeoh"

Ryyysuuuuunkiii...

Radioaktywne wieże :D

Człowieki?

Teleporty, wszędzie teleporty... chwila moment... OPOC!!!111111oneoneone1oneone1!!!ExclamationMark111one!

Maska kota? TO JEST ANBU!

 

"Wydawał się niezwykle mroczny i tajemniczy"

Nie wiem dlaczego, ale mnie to rozbraja zawsze, jak na to patrzę.

Kurka, to chyba jednak miałem rację że to ninja.

Kurka, to JEST NINJA! Z "NARUTO"! ŻĄDAM DOPISANIA TAGU {CROSSOVER}!!!

Chwila... magiczna ruda? Gothic?

Czo? Shipping z Rainbow? Czo? Czo?... Zoofil...

 

Pięćdziesiąt kucyków w płaszczach z gwiazdą? Ku Kl... Nie! Nie zrobię tego żartu! Dalej!!

Łał.. tłuką się przy Celestii... TO THE MOON/SUN MUMAB***ERS!!!

Unobtainium? DA FUQ IS DAT?!

 

Pegaz w podziemiach... spoko... nic nie mówię...

O mój boże, no po prostu... Twilight prawie zabiła kogoś... przez to, że jest ślepa... łał...

TITANIC! Latające góry lodowe! Yay~!

KRÓTKA SCENKA

Wchodzi kucyk do baru, wita się z elementami harmonii

-Mane One

-Mane Six - odpowiedziały

O BOŻE JAKI SUCHAR

Łał... Celestia to wredna... chabeta INSTANT CSI

Cadance znowu robi za latającą żonę

Łał... w Equestrii są podobne budowle co na Helu

Złota zbroja...

Ślinka? Serio?

Wielokropki w narracji? Będę musiał znieść.

Książki o człowiekach... nie lubię takich narzędzi fabularnych...

I właściwie to po co Twilight brzytwa? Przecież nie chodzi z nią w serialu, więc po co brała ją do zamku na spotkanie z siostrami? Ach... no tak Plot Device

Jak ona się teleportowała to dlaczego biegła? 

I dlaczego założyła kaptur, skoro weszła do sali obrad? Za bardzo wczuła się w granie Clover Sprytnej?

Właściwie rzecz biorąc, to co ona taka skryta? Boi się, że jej skrzydła utną?

Po kiego jej w ogóle żelazo?

Łał... i jeszcze na koniec (całkowicie pozbawione kontekstu BTW) elektrowstrząsy i SCP. Fajnie.

 

Łoj... w rozdziale 2 nie ma rysunku :(

Osoby? Osoby?! OSOBY?! Kucyki psiajucha!

Grzywna Szóstka nie może lecieć w całości? Mam nadzieję że to porządnie wyjaśnisz.

 

A teraz na poważnie:

Techniczne, czyli o tym, czy pisze się "tylna" czy "tylnia"

Bardzo rzadkie błędy, co mile widziane. Da się czytać przyjemnie.

Ale ta odmiana:

 

Spikie'm

No to już jest potworek miesiąca. Dostajesz nominację do nagrody "Złotej Marchewki" w kategorii: "Potworek Językowy"

 

Fabuła, czyli co tu się u diabła dzieje

Dużo się dzieje. Nieścisłości wypunktowałem, ale wciąż dużo się dzieje. Nawet może trochę zbyt dużo.

Ale zobaczymy jak to się rozwinie. W końcu, jest jeszcze 20 parę rozdziałów przed nami.

 

Warsztat, czyli czy jest ładnie

Może być.

 

Postaci, czyli czy mamy do czynienia z jednolitością Korei Północnej czy też z możliwościami serii The Sims

Cóż, mówiąc szczerze, to chwilowo nie mam opinii co do tajemniczego/ych gościa/gości w Canterlot.

Twilight wygląda mi trochę na poza rolą.

Spike nie jest histeryzującą panienką.

Rarity, AJ, PP, Flut i RD mają za mało linijek, aby oceniać.

 

Gatunek, czyli z czym to się je

Adventure - Wędrówka na północ. Do krainy istot niezbyt rozumnych. Spoko.

Violence - Spoko.

 

Podsumowanie, czyli to, co możesz przeczytać, ignorując powyższy tekst

Opowiadanie jest w gruncie rzeczy dosyć ciekawe i może się rozwinąć w coś fajnego, więc na razie daję mu kredyt zaufania. Błędów jest jak na lekarstwo, a opisy... cóż są, cóż, sporo jest ich... ale mnie brakuje. Nie wiem. Może u celu podróży będzie ich więcej i miodniej... się zobaczy.

W każdym bądź razie: Kredyt zaufania bo może być fajnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na duży plus zasługują obrazki w dwóch pierwszych rozdziałach (ale czemu nie w trzecim?)
Opisy są, co też jest na plus, ale... zastanawia mnie ten ninja i końcówka z eksperymentem... o co chodzi? Całkiem ciekawy motyw, nad którym można się trochę pogłowić :)
Interesujący sposób zagospodarowania jaskiń pod Canterlotem, chociaż jak napisał Skrivarr dziwne trochę, że nie poleciały wszystkie mine6. Czekamy na wyjaśnienia.

Ogólnie fanfik zaczyna się nawet ciekawie, czekam na kolejne rozdziały. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mnie najbadziej zaciekawiło czemu

Twilight ma przy sobie miecz, skoro nie umie go używać?

Cóż więcej mogę powiedzieć? Zapowiada sie dobrze, mimo ze tytuł dziwny. Być może potrzebny jest tu tag [human]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wprawdzie miało być w niedzielę, ale ja już żyję niedzielą, tak więc są nowe chaptery ^^
A przy okazji dziękuję za szczere opinie :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tag [Epic] można otrzymać jedynie w wyniku głosowania czytelników, przy użyciu rozbudowanej argumentacji. Używanie go samemu jest, o ile wiem, niedozwolone.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Postanowiłem napisać cos ze względu na mało komentarzy. A szkoda bo fanfick może nie należy do najlepszych, ale napewno jest wart przeczytania. Niby kolejny human in equestria, ale ja nigdy czegoś takiego nie widziałem. Strona techniczna tez jest dobra. W dwóch najnowszych rozdzialach znalazłem tylko dwa błędy (moze dlatego ze się tym nie przejmuje). Jeśli chodzi o styl to szału nie ma, lecz jest dobrze. Gdy poprawisz trochę opisy (w niektórych miejscach są troche chaotyczne) będzie jeszcze lepiej. Więc życzę ci żebyś tego nie porzucał, bo ma to ma zadatki na naprawdę dobry fanfick.

Edited by patrykus2010

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na szybko, bo z telefonu.

Skusiłeś mnie tagiem human, za to plus.A teraz wyszczególnie minusy, bo w tym jestem lepszy:

-akcja za szybko (armia czerwona po kursku miała wolniejsze natarcie niż fabuła tego fica)

-kuce-morderce (co innego zabijanie z konieczności, a tutaj tak jakby...czerpią z tego przyjemność, to takie...ludzkie)

-Spoil-jakoś mi się nie podoba motyw Derpy Koksa, z mocą i przeznaczeniem

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tagifugu, sragifugu. Disordrer k***a xD
Nie no, spokojnie. Czytałem lepsze fiki, ale masz duży plus za oryginalny pomysł ;)

Edited by Omega

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fanfik w końcu został ukończony. Zapraszam do przeczytania i oceny jako całości ;)

Na pewno pojawi się kilka kontynuacji, z czego dwie równie długie i parę krótszych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytałem całość i zrozumiałem, czemu tak mało pod tym fanfikiem komentarzy.

To dzieło jest średnie.

Nie jest to zło w rodzaju "Poltacy są wszędzie", które ma się ochotę zjechać z góry na dół. Byki, choć występują, to nie w ilości pozwalającej na urządzenie corridy, opisów nie brakuje, tempo akcji jest właściwe. Nie należę do osób dotkniętych alergią na ludzi w Equestrii, a niektóre motywy nawet mi się spodobały.

Z drugiej strony nie jest to też dzieło pokroju "Opowieści o Szklanej Kuli", o którym ma się ochotę pisać hymny pochwalne z mnóstwem wziętych z metra metafor. Podczas czytania na bieżąco spisywałem sobie zastrzeżenia i... autorze, zaciśnij zęby i poślady oraz przygotuj sobie kontener maści na ból zadu, albowiem za chwilę dostarczę listę wszystkich momentów, w których coś mi zgrzytało. Ostrzegam, że będę się czepiał pierdół oraz rozkręcę na maksa złośliwość.

Zaczyna się od walki, a ja już widzę główny problem fanfika. Kto tyle gada, jednocześnie się bijąc?! Już na poziomie podwórkowych bójek wiadomo, że jeśli ktoś się zatrzymuje, żeby rzucić efektownym bon motem, to druga strona właśnie w tym momencie wyprowadza cios... A wszczęcie alarmu powinno być pierwszą rzeczą, jaką powinien zrobić strażnik, a nie ostatnią.

No i płaszcz z symbolem. Nie ogarniam tych tajnych stowarzyszeń, które wszystko znaczą swoimi symbolami. Po co, żeby łatwiej je było wyśledzić?

Potem się okazuje, że Twilight ma miecz z Unobtainium (bardziej oklepanej nazwy nie było?), który ze sobą wszędzie nosi, mimo iż nie potrafi go używać. A oprócz oczywistych niedogodności tachania ze sobą wszędzie takiego kawału żelastwa dochodzi jeszcze to, że broń, której się nie potrafi używać, należy do przeciwnika.

Dalej mamy latający lotniskowiec z "Avengersów" o nieokreślonym napędzie (w jednym miejscu mowa o silnikach turbośmigłowych, a w innym o napędzie parowym - to się wzajemnie wyklucza, sprawdź w googlach) o arcydziwacznej, acz na wskroś equestriańskiej nazwie Grzywa Jeden (ciekawe, czy prywatny odrzutowiec Donalda Trumpa nazywa się "Tupecik"). I Lunę, którą od razu poznajemy jako gimbo-Lunę, która nie pojawia się na arcyważnej naradzie, bo... poleciała na spacer i nie chciało jej się wracać. Ja w liceum, jak się z wuefu urywałem, to miałem lepsze wymówki...

A potem następuje rozdzielenie powierniczek Elementów Harmonii (najsilniejszej broni Equestrii, w sytuacji potencjalnego zagrożenia państwa), bo tak chce fabuła. W sumie nie wiadomo po co na tej ekspedycji Twilight, z której wojownik jak z koziego zadu waltornia, ani tym bardziej Rainbow Dash, która jest lekkomyślna, a do tego w tej interpretacji na wskroś irytująca. Kiedy gimbo-Luna postanowiła ją strollować i przy okazji po raz kolejny udowodnić, jak bardzo jest niedojrzała, nawet trudno mi było mieć do niej pretensje.

Poznajemy Minuette i dowiadujemy się, że Rainbow Dash nazywa ją Colgate. I kiedy się zastanawiam, czy globalizacja faktycznie zaszła już tak daleko, że produkty koncernu Colgate-Palmolive można kupić także w Equestrii, dowiaduję się, że jednak nie, a nikt w Equestrii nie wie, skąd ta nazwa. Gdyby to była Pinkie Pie, to byłoby poniekąd normalne, ale Rainbow Dash? Skąd wytrzasnęła tę nazwę, z Łodzi?

Podczas treningu, który ma poprawić nieistniejące umiejętności szermiercze Twilight (która chyba nie jest aż taką beksą, żeby się popłakać, bo ją boli), prowadzonego przez Minuette (która, nawiasem mówiąc, powinna się skupić na ćwiczeniach, a nie na robieniu szyderczych min), uczennica i nauczycielka dowiadują się, skąd na pokładzie Derpy. Zezowata klacz dostała się przypadkiem do supertajnej bazy wojskowej i nie wzbudzając podejrzeń trafiła na pokład latającego statku, gdzie została doradcą kapitana. Equestriańskie wojsko ma system zabezpieczeń dziurawy jak sito. Ciekawe, od jak dawna obcy szpiedzy mają plany Mane One...

Co ciekawe, później okazuje się, że Derpy jednak nie jest piątym kołem u wozu! Otóż, jak się okazuje, specjalne zdolności magiczne mogą powodować kalectwo, wskutek czego Twilight i Minuette od razu zakładają, że Derpy jest zezowata, bo ma supermoce, a nie dlatego, bo po prostu jest...

Tak bardziej na marginesie: jako człowiek, dla którego sens życia zawiera się w jedzeniu, uważam, że to, co Rainbow Dash zrobiła z babeczką Ciapka (jeśli nie umówili się wcześniej, że babeczki są w domenie publicznej jak frytki na Wrocławskich Pseudozorganizowanych) to czyste świństwo.

Alarm bojowy. Okazuje się, że Twilight nie wie co robić i gdyby nie Minuette, kręciłaby się jak patyk w przeręblu... nie mogła, nie wiem, dostać instrukcji na odprawie?

Trolle z gór mają dość dziwną charakterystykę wytrzymałościową. Pegazy giną dziesiątkami, nic im nie mogąc zrobić, a rozwiązaniem sprawy jest... dwójka szermierzy? Z czego jeden zielony jak Everfree? Nie mówię już nawet o tym, że chodzi o istoty rozumne żyjące od tysięcy lat w pobliżu granic Equestrii, które mimo to wciąż pozostają słabo zbadane.

Minuette ma na płaszczu symbol swojej tajnej jednostki (pewnie po to, żeby trudniej jej było dotrzymać tajemnicy). A na pytanie Twilight reaguje dość ciekawie: "Co to za symbol? - Nie mogę powiedzieć, tajemnica państwowa. - Proooooszę... - Oj, no dobra, Korpus Paladynów".

Z innej beczki: jeden paladyn na miasto? O ile ten w Ponyville raczej nie ma zbyt trudnego zadania, o tyle ten w Manehattanie miałby spory problem ze śledzeniem całej podejrzanej aktywności w mieście.

A tymczasem księżniczka Luna, choć zna potężne zaklęcie, które przechyla szalę zwycięstwa na stronę kucyków, decyduje się go użyć dopiero na koniec bitwy. Nie mogła ułatwić swoim żołnierzom zadania i użyć go wcześniej?

Grupy poszukiwawcze ruszają w teren i napotykają problem w postaci ludzi-zabójców. Walki znowu są przegadane ("Najpierw wam wyjaśnię, potem was zabiję" - to brzmi niemal jak pastisz), ale nie tylko to jest problemem. Moce Derpy (która zresztą, wbrew słowom jej towarzyszki, wcale nie miała dwóch opcji, walki i śmierci, tylko miała jeszcze trzecią - ucieczkę) są trochę niekonsekwentne; jeśli przewidziała tor lotu tarczy z ostrzami, shurikenów i tak dalej, to powinna przewidzieć też nóż do rzucania. Poza tym kiedy ona się nauczyła formować magiczne pociski na nogach? Byłby też problem z shurikenami zakrywającymi całe niebo - jeśli ten koleś nie targał ze sobą wszędzie wypełnionej nimi ciężarówki, to raczej nie byłby w stanie ich tyle unieść. A Rainbow Dash idzie Twilight i Minuette na pomoc piechotą, żeby rannemu w skrzydła Ciapkowi nie było smutno - to nic, że o ich życiu mogą zadecydować sekundy.

Nie mówiąc już o tym, że zawaliły osoby odpowiedzialne za przygotowanie merytoryczne zabójców - większość nie wiedziała nawet, że ma do czynienia ze stworzeniami rozumnymi (choć fakt, że gadają, był chyba dość mocną wskazówką).

Kolejna odsłona gimbo-Luny. Tym razem księżniczka decyduje się położyć do łóżka dopiero po namowach wszystkich, do tego jęcząc jak dziecko matce.

Minuette dostaje od szefowej wyprawy i od księżniczki Luny zwierzchnictwo nad najemnikami. To powinno jej dawać wystarczające gwarancje posłuszeństwa bez konieczności udowadniania tego pojedynkiem. Tak się składa, że u dowódcy oprócz umiejętności czysto bojowych ważne są również te przywódcze. A co, jakby pokonał ją ktoś, kto mieczem machać potrafi, ale nie zna się w ogóle na dowodzeniu?

Bitwa. Dowódcy siedzą na zbudowanej naprędce wieży przypominającej nastawnię kolejową (nie lepiej było dowodzić bitwą ze statku?). A kucyki, które wcześniej ginęły dziesiątkami, nie mogąc nawet zadrasnąć trolli, teraz są w stanie walczyć z nimi jak równi z równymi.

Sparkling Dawn zamienia się w one pony army i na środku pola bitwy toczy samotny pojedynek z dowódcą przeciwnika, w czym oczywiście nikt jej nie przeszkadza (Dolar wiedziałby, co zrobić w takiej sytuacji :>). A potem wspólnie z Minuette są w stanie powstrzymywać napór całej armii (w dwie osoby!), dając swoim czas na ucieczkę. Oczywiście tylko do momentu, gdy pałeczkę przejmuje Derpy, ze swoją nową mocą klonowania.

Minuette po chamsku wbija do gabinetu dowódczyni, bo nie ma kawy... a ta, zamiast ją wywalić za drzwi, jeszcze się tłumaczy. Tymczasem gimbo-Lunie się nudzi, więc zaczyna zrzędzić, aż dla świętego spokoju puszczają ją do wioski.

Sparkling Dawn (która, nie wiedzieć czemu, wizualizuje mi się zawsze jako Sunset Shimmer) jest antypatyczna, wredna, lubi wyżywać się na podwładnych, do tego okrutna i bezwzględna (zamordowanie posłów i spalenie wioski to było z jej strony czyste barbarzyństwo i ciekaw jestem, jak bardzo Equestria ma teraz przewalone na arenie międzynarodowej; najbardziej zdziwiło mnie, jak ochoczo jeszcze wczoraj pokojowo nastawione kucyki przyłączają się do morderstwa). Dlaczego więc Celestia właściwie uczyniła ją szefową ekspedycji? Gdyby jeszcze znała się na budowie latającego statku, byłoby to zrozumiałe, ale przez cały fanfik nie jest to wyraźniej zaznaczone.

Sąd polowy za niesubordynację. Już mają ściąć Minuette... i w ostatniej chwili ratuje ją Luna, która zorientowała się, że ze Sparkling Dawn coś nie tak. Rychło w czas.

A teraz dowiadujemy się, że w Equestrii jest broń palna, i to całkiem już zaawansowana (rewolwery). Czemu więc nie jest w powszechnym użyciu? Są powody, dla których broń palna wyparła białą - działa z dystansu i jest znacznie szybsza.

Kolejny pojedynek dowódców na środku pola bitwy. Już napisałem, dlaczego nie lubię tego motywu, więc nie będę się powtarzał.

Porwano Lemon Hearts. W Canterlot. A śledztwo ma się rozpocząć w Cloudsdale, bo szumowiny lubią to miasto. Jakoś nie wydaje mi się, żeby każde śledztwo dotyczące porwania w Waszyngtonie rozpoczynało się w Detroit.

Dowiadujemy się też conieco o samym Cloudsdale, m.in. tego, że do tego miasta nie został przydzielony żaden paladyn. Czemu, jeśli ta jednostka jest i tak tajna? Nikt nie musiałby o tym wiedzieć...

Ano właśnie okazuje się, że nie. Wysłanniczka leci balonem z symbolem jednostki (znowu... już mi się nie chce komentować), a o paladynach wie nie tylko administrator Glaze, ale i łowca nagród. Mało tego, wie, kto do nich należy. Wychodzi na to, że paladyni są tak tajni, jak głosowanie przez podniesienie ręki.

A Cloudsdale, jak się okazuje, wcale takim rajem dla bandziorów nie jest. Przede wszystkim księga gości wskazuje na obowiązkową rejestrację cudzoziemców (już widzę te kolejki na wejściach jak na JFK...) i konieczność utrzymywania miejskiej straży granicznej, a wykaz hoteli, w których śpią goście, oznacza obowiązkowe meldunki jak w Rosji czy innym Kazachstanie. Ja bym sobie darował i pojechał do Manehattanu, gdzie z dużym prawdopodobieństwem jedyny paladyn w mieście w ogóle by mnie nie zauważył.

Wracamy do Mane One, który właśnie nawiązał kontakt z jednostkami Imperium. Jaka jest podstawa, na której opiera się decyzja o nieotwieraniu ognia? "Nie wyczuwam złych zamiarów". I to z obu stron. Telepaci cholerni.

Gimbo-Luna, zamiast zbyć nie okazującego jej należytego szacunku człowieka królewskim milczeniem, zaczyna się z nim przekomarzać, co oczywiście tylko go dalej nakręca. No, przynajmniej tak to wygląda.

Tymczasem Rainbow Dash wdaje się w kretyńską szarpaninę o hełm, która oczywiście w ogóle nie zwraca uwagi przeciwnika. A tak w ogóle to wydaje mi się, że wojska Imperium, zamiast leźć w ruiny jak te barany, powinny rozpieprzyć je w cholerę, jeśli wiedzieli, że ukrywają się tam Iluminaci. A jeśli już zdecydowali się na ofensywę lądową, to zamiast pakować się w najbardziej oczywistą pułapkę na świecie, powinni od razu otworzyć ogień. Trixie byłaby wtedy sitem.

Sparkling Dawn okazała się iluminackim szpiegiem. Może byłoby to szokiem dla czytelnika... gdyby nie fakt, że od początku była kreowana na kawał antypatycznej cholery. W takiej sytuacji to nawet nie zaskakuje.

Co do Trixie: jest związana demonicznym paktem, którego nie może złamać, ale i tak jest w stanie pomóc przeciwnikowi, udostępniając Twilight zaszyfrowaną mapę do tajnej kryjówki Iluminatów... chwila, moment. Jeśli kryjówka jest tajna, to nie lepiej, żeby uniknąć podobnej sytuacji, kazać każdemu po prostu zapamiętać drogę? A jeśli zrobiła ją Trixie, to czemu jest zaszyfrowana?

Więźniowie się uwalniają dzięki zaklęciu czasowemu Minuette. Okej, tyle że Iluminaci powinni otworzyć do nich ogień, jak tylko zaczną się uwalniać (a właściwie jak tylko wejdą do pomieszczenia, bez tego całego cyrku z pojedynkiem i braniem jeńców - i tak ich przeznaczeniem była eksterminacja). Niewielka grupka, otoczona ze wszystkich stron przez przeciwnika, w teorii powinna zostać wybita do nogi (acz zaczynając od głowy) w minutę osiem.

Nie ogarniam Weechmana. To znaczy, jeśli chodzi o charakter, to nic niezwykłego - Standardowy Psychopata Typ I "Zabijam, bo to fajne". Nie ogarniam tego, dlaczego w samym środku pola bitwy, złapawszy w siatkę Rainbow Dash i Ciapka, zaczyna z nimi gadać, a potem rozcina siatkę i pozwala jej stoczyć z nim pojedynek... a inni walczący im w tym czasie bardzo starannie nie przeszkadzają.

Bitwa skończona, pojawia się pomysł pochowania Trixie w Canterlot... myślę, że wzbudziłoby to w Equestrii jeszcze więcej kontrowersji niż pochowanie Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. Kaczyński, co by o nim poza tym nie mówić, przynajmniej nie współpracował z Iluminatami. Spytajcie znajomego miłośnika spiskowej teorii dziejów.

A tymczasem wiadomość o śmierci kapitana, który był dla Ciapka jak ojciec, ma mu przekazać Rainbow Dash. Klacz o subtelności cegły. Co może pójść nie tak?

Tymczasem w Equestrii inwazja. Co za pech, że powierniczki Elementów Harmonii zostały rozdzielone, że też nikt nie mógł tego przewidzieć... A nie, mógł. Na dodatek z załogą Mane One nie ma kontaktu. A gdyby Twilight wzięła Spike'a?

No ale nie wzięła (co za pech, ktoś nie pomyślał), więc trzeba wysłać Holly Dash. Z buta (właściwie to z podkowy, ale mniejsza z tym). Nie można jej było dać jakiegoś małego statku powietrznego, takiego, jaki miał łowca nagród? Dodajmy, że po drodze jest wioska pełna wkurzonych tubylców, którzy zapewne chętnie wywarliby swoją zemstę na wszystkim, co ma cztery nogi i pastelowe kolory. (Ten wątek już nie wraca, a powinien).

Tak mi teraz przyszło do głowy... skoro Sparkling Dawn była w szeregach Iluminatów, nie lepiej byłoby, gdyby to ona wykradła zwój? Była zaufaną współpracowniczką Celestii, nie wzbudziłaby zaskoczenia, gdyby przyszła po zwój nawet w biały dzień, a do porwania Lemon Hearts nikt by o niczym nie wiedział. A i ono nie musiałoby skierować podejrzeń w kierunku państw ludzi, jako że łowca nagród miał osobiste powody do zemsty na paladynce. Wybiegając nieco w przyszłość, potem wystarczyłoby wykonać rytuał przywołania i teleportować się do Everfree, a byłoby po wszystkim, zanim ktokolwiek wiedziałby, o co chodzi.

Dobra, wracamy do właściwego czasu.. i do Discorda. Coś ty, na wąsy Westinghouse'a, z nim zrobił?! Zamiast draconequusa trollującego wszystko i wszystkich samą rzeczywistością, bawiącego się krajobrazem, wygłupiającego z pogodą, rozrabiającego dniem i nocą (i zmieniającego je co pięć minut)... mamy kolejnego po Sparkling Dawn, Weechmanie i Screwball Standardowego Psychopatę Typ I "Zabijam, bo lubię". Powiedziałbym, że trochę to do niego niepodobne.

Tymczasem Fluttershy smacznie sobie śpi, pomimo rozwałki dookoła. Zwracam honor mojemu bratu; myślałem, że jego nie obudziłyby trąby jerychońskie, ale widzę, że Fluttershy wyniosła mocny sen na zupełnie nowy poziom.

Tymczasem w Imperium mamy powtórkę pierwszej sceny: strażnik zauważa intruza i zamiast podnieść alarm, znowu wdaje się z nim w rozmowę. Intruz go zabija, a potem... upuszcza plan ataku. Jakże wygodne.

Potem mamy atak na twierdzę Iluminatów... ktora jest ogromna i którą zdołali oni zbudować pod samym nosem Imperium, pozostając niewykryci pomimo zaawansowanej imperialnej technologii. Najwyraźniej Imperium to zady.

Twilight i Minuette przeprowadzają zwiad, bo... mają takie odczucie. Raz czy dwa w życiu zaufałem odczuciom i wiecie co? Jednak trzeba się było bardziej przyłożyć do tego egzaminu. (No i kurde wpakowały się w zasadzkę. Brawo, odczucia).

Doktor Schwartz zdradza cały plan przeciwnikom, Luna robi rozróbę na pokładzie (po co oni w ogóle wysyłali zwiadowców, skoro wiedzieli, że przeciwnik tam jest?), a Ciapek ma przemianę charakterologiczną: jest dzieckiem - pstryk - jest dorosły. A Twilight odbija Minuette przypiętą do piekielnej machiny i przesuwa wszystkie dźwignie w dół, nie wiedząc, jak działają... co wcale nie musiało się dobrze skończyć.

A Rainbow Dash zachowuje się jak idiotka i nie pozwala snajperowi zastrzelić Weechmana, bo chce stoczyć z nim pojedynek. W trakcie kilka razy zostaje ranna w kopyto (jak niby, skoro kopyto to w zasadzie gigantyczny paznokieć?), aż w końcu Derpy ratuje jej życie, poświęcając się dla niej. A ta idiotka nie spiernicza, tylko nad nią stoi, a co dziwniejsze, przeciwnik jej na to pozwala...

Tymczasem w innej części twierdzy Sparkling Dawn i Twilight Sparkle toczą kolejny przegadany pojedynek. Tym razem Dawn opowiada, jaka to jest zła i jak to zabiła ojca Ciapka, tym samym dostarczając przeciwniczce motywacji.

Taka uwaga na marginesie: jedno ocalenie w ostatniej chwili jest w porządku. Dwa lub trzy - może. Ale kilka razy z rzędu to przegięcie.

Swoją drogą, jeśli Iluminaci mieli lotnictwo, to czemu nie użyli go przeciw Equestrii? Jeśli zdecydowaliby się na to, to Equestria byłaby już totalnie w zadzie, bo Cloudsdale też nie byłoby bezpieczne.

A teraz się dowiadujemy, że Iluminaci dysponowali wystarczającymi siłami, żeby błyskawicznie przeprowadzić zmasowaną inwazję ze wszystkich stron na CAŁY KRAJ... a nie starczyło im wojska, żeby go utrzymać? I tak naprawdę zależało im tylko na Canterlot?!... W kolejnych rozdziałach dowiemy się, że "miejscem mocy" wcale nie jest stolica, więc... po co? I czemu Discord, który formalnie włada Equestrią, nie użył ani razu swoich mocy?

Dowiadujemy się, że na dworzec w Canterlot ma wjechać pociąg pełen materiałów wybuchowych i wysadzić się w powietrze. To Iluminaci, wiedząc, że nie kontrolują linii wchodzących do miasta, nie zabezpieczyli się na taką okoliczność, rozkręcając tory?

Odbijamy Canterlot! A Iluminaci, kontrolując miasto (otoczone murem), nawet nie pomyśleli o bombardowaniu armii z murów.

M6 idzie po Elementy, a Spike z nimi. Po co?

Holly Dash, zamiast po prostu zabić przeciwników wykorzystując element zaskoczenia, zaczyna się wyglupiać... co skończyłoby się możliwością używania jej jako durszlaka, gdyby nie to, że jej przeciwnicy są głusi (nie usłyszeli jej) i głupi.

Tymczasem Discord ZAPOMNIAŁ schować Elementów Harmonii... Nie mam słów. Spiernicza razem ze Screwball, a gimbo-Luna udaje, że ma focha i nie chce schować księżyca. Luna, dorośnij.

A w tym czasie w Imperium okazuje się, że Dorian to cholerny Rambo. Zabił kilkanaście osób, zanim go wreszcie położyli.

Genesis walczy z paladynkami... i mamy kolejną ekstremalnie przegadaną walkę, przerywaną na efektowne bon moty i objaśnienia (podczas których przeciwnicy oczywiście nie atakują). Dzięki Bogu, że to już prawie koniec.

No i walka z demonem. Elementy nie wypaliły, Powierniczki leżą zrezygnowane, ale wtedy wpada Minuette i wygłasza duszoszczypatielną, motywujacą przemowę, która oczywiście od razu stawia Główną Szóstkę na nogi. A tymczasem demon stoi i się gapi, zamiast po prostu walnąć ją magicznym laserem, żeby się zamknęła.

Dickey, jak się okazało, od początku był niechętny Illuminatom i ostentacyjnie to okazywał, choć w myśl demonicznego paktu nie mógł im się otwarcie sprzeciwić, żeby nie stracić duszy. Illuminaci o tym wiedzieli. Po co więc wysyłali go na misje o kluczowym znaczeniu (zabicie Twilight i Minuette)? Właściwie to czemu go od razu nie zabili, skoro wiedzieli, że zwróci się przeciwko nim, jak tylko pakt przestanie go wiązać, czyli wraz z wkroczeniem pierwszego demona?

Na koniec Celestia, mimo udowodnionej (i to jak) skuteczności wciąż sprzeciwia się wprowadzeniu do equestriańskiego wojska broni palnej. Nóoż do jasnej ciasnej, nie róbmy z niej idiotki.

No i to w zasadzie wszystko. Jest jeszcze trochę drobniejszych pierdółek, jak fakt, że raczej ciężko dostrzec kolor czyichś oczu (nawet jeśli jest albinosem i ma czerwone) z odległości paru metrów, albo zobaczyć w tychże oczach żądzę mordu przez otwory w masce, ale to już nie są zgrzyty tego kalibru.

Dobra, można się rozluźnić. Jeśli udało ci się, autorze, przebrnąć przez spojlera bez bólu zadu, to gratuluję, bo dobrze pamiętam, jak nie mogłem spać po nocach, jak kumpel powiedział mi, że jedna z postaci w Dashie:Reloaded zachowuje się nierealistycznie.

Po powyższej wyliczance mógłbyś stwierdzić, że uważam "Rozdymkę" (tak, umiem korzystać z googli) za fanfik beznadziejny. A wcale tak nie jest. Podtrzymuję swoje zdanie: jest średni. Kilka motywów mi się nawet spodobało.

Imperium i Ilumimaci, odrębność Cloudsdale, imperialny bimber, Iluminaci gadający po niemiecku, wiara w Stwórcę, akcja "Helikopter w ogniu", uskrzydlony banan, tony papierkowej roboty po bitwie i, co ciekawe, Applejack - nie było jej dużo, ale jak była, to była sobą. Nawet Luna, choć sporo się na nią wyzłośliwialem i nazywałem gimbo-Luną, też miała swoje lepsze momenty - jak na widok helikopterów szepnęła "Chcę takiego", to autentycznie parsknąłem śmiechem, a akcja z osłanianiem oddziału przed atakiem robotów bardzo mi się podobała. Zresztą, co do Luny, to, nawiasem mówiąc, jeśli chciałeś zrobić z niej rozkapryszoną księżniczkę, która robi to, co chce, bo jej wolno, to udało ci się to znakomicie. Mnie po prostu kompletnie taka wizja tej postaci nie pasuje.

Gdybym miał zdefiniować jednym słowem największy problem tego fanfika, byłoby to "przeepickowanie". Postacie regularnie porzucają efektywność na rzecz efektowności, wszędzie pełno jest dodawanej na siłę mroczności (choćby te nieszczęsne płaszcze z symbolami) i nie do końca uzasadnionego dramatyzmu - co sprawia, że całość wygląda nieco kiczowato. Jakby spuścić to całe powietrze, czytałoby się to o wiele przyjemniej.

Przykręć więc pokrętło z napisem "epickość" i pisz dalej. A, i obiło mi się o uszy, że jesteś z okolic Wrocławia - wpadnij na któryś Pseudozorganizowany i szukaj wysokiego typa w okularach, to pogadamy o fanfikach.

PS. Skąd taki tytuł?

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

#psoras

Więc tak. Od początku. 

Pierw dzięki, że chciało Ci się pisać aż tak długi wywód. Wow i do tego z sensem :D

Co do fika, jest taki a nie inny z kilku powodów. Po pierwsze, zarys fabularny powstawał od początku 2012 roku, fik i uniwersum przez ten czas przechodziły szeregi zmian, przemian i tak dalej, więc na przestrzeni lat powstały w tym drobne nieścisłości (a ten fik jest ledwie ułamkiem historii, którą wymyśliłem, he he). Podobnie, na początku pisałem go na współ z innym autorem, stąd drobne nieścisłości pokroju rodzaju napędu statku. Przeepickość, powiadasz? Cóż, to prawda, poniekąd chciałem, by tak było. A zarazem przy tworzeniu zarysu fabuły byłem gimbusem, którego jarały takie rzeczy. Wielu rzeczy nie przemyślałem, to prawda, ale nie lubię wszystkiego brać w zasadę "ma być sensownie i kropka", bo wszak w samym MLP jest wiele rzeczy bez sensu i poza pojedyńczymi osobnikami, nikomu to nie przeszkadza. Ba, w większości tworów literacko-serialowo-filmowych, o ile nie są dokumentami jest duża doza braku sensu i logiki. Broń palna to kwestia uniwersum, wspominane rewolwery nie są z Equestrii a z Akwitanii (kraina na wschód od Equestrii, będzie o niej trochę w kolejnych częściach).  A gimbo-Luna jest taka a nie inna, bo raz, że lubię ją jako taką postać, a dwa, że ma to podłoże fabularne. Otóż, co by tu nie spoilerować, Luna w kolejnej części będzie zupełnie inną postacią ;)

I co do Paladynów, sam długo się głowiłem nad ich "jawną tajnością" i nie wymyśliłem nic sensownego, więc zostało jak jest.

Niedługo pojawi się króciutkie opowiadanko, które będzie osadzone w uniwersum ale nie będzie kontynuować przygód starych bohaterów (no, pojawi się przelotnie jedna postać z "jedynki") które będzie wprowadzeniem do dłuższego opowiadania, które z kolei będzie wprowadzeniem do drugiej części ;)

 

A, tak, jestem z okolic Wrocławia. Słyszałeś o Rebelii?

http://pl.my-little-fandom-polska.wikia.com/wiki/Bronies_Rebelia

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pozdrawiam i życzę powodzenia. Wychodzi na to, że mamy zupełnie różne wizje, bo ja nielogiczności w ramach świata przedstawionego nie ścierpię i możliwe, że będę ci o nie truł zad także w następnych fanfikach ;)

A, tak, jestem z okolic Wrocławia. Słyszałeś o Rebelii?

http://pl.my-little-fandom-polska.wikia.com/wiki/Bronies_Rebelia

Cośtam słyszałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki ;)

A, tak się złożyło, że będę helperem na VII Wrocławskim Ponymeecie Zorganizowanym. Zamierzasz wpaść na tą imprezę? Moglibyśmy się spotkać wtedy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytane!

 

Dobra, sama nie wiem jak ocenić to opowiadanie. Bo jednocześnie jest ono i nie jest bardzo złe. Inaczej: to opowiadanie z gatunku "tak złe, że aż dobre". Podczas lektury często wybuchałam śmiechem i minęła mi ona naprawdę szybko. 

 

Forma... Formatowanie tekstu to porażka, brak justowania, dzikie akapity i wielka interlinia. Tekst jest sztucznie napompowany objętościowo. Jakby się nadało mu wymiary standardowe to ubyłoby wiele stron. Jeśli wczytamy się w tekst, to zobaczymy wiele potworków i tasiemcozdań. Nie jest jednak tragicznie, w sumie to określiłabym poprawność językową na "nieźle". Efekt końcowy jest taki, że mogłoby być dużo lepiej, ale nie męczy oczu i nie przeszkadza w czytaniu.

 

Sama fabuła to... 

Spoiler

mlfw3993_medium.jpg

Spoiler

Kuce wraz z Imperium Gwiezdnych Lechitów walczą przeciwko nazistowskim ninja Illuminati, przywołującym demony. Walka toczy się na karabiny, granaty, granatniki, myśliwce, miecze i topory. Jeszcze wcześniej kuce są atakowane przez trole (pisownia oryginalna) na smokach, w międzyczasie Celestia została bananem, Luna zachowuje się jak gimnazjalistka po lobotomii, a Twilight odkrywa, że walka na miecze jest agresywna i boli. Ciapek wyrywa Rainbow na zupę cebulową, a Boba Fett, syn Thetmaiera (wnuk Przerwy?) uprowadza paladyna.

 

Są jeszcze jakieś wątki Trixie, Sparkling Down i parę innych spraw. Jednak zważywszy na to, że całość jest tak niesamowicie absurdalna, tak pełna gryzących się ze sobą motywów, polanych patosem i drętwymi dialogami, to otrzymujemy wspaniałą randomową komedię. Wciąż zastanawiam się, czy Takifugu nie miało być parodią albo trollem. Tego co tam się działo nie da się opisać, to trzeba przeczytać samemu.

 

Akcja zaczyna się, kiedy czarny tajemniczy ninja okrada Canterlot i po długich rozmowach zabija gwardzistę, a czerwony tajemniczy ninja gada z Twilight Sparkle. Twilight biega wszędzie z mieczem, choć nie potrafi go używać. Potem jest narada u Celestii, gdzie wszyscy są zakapturzeni, co chyba daje im + 1000 do niewidzialności. A tajne stowarzyszenia mają swoje sekretne symbole wyhaftowane na płaszczach. Nie wiem dlaczego, ale jak moi znajomi zakładają kaptury to wciąż dobrze widzę ich twarze. Na Twoim miejscu dla pełnej konspiracji dodałabym ciemne okulary. No i chyba nietrudno poznać po głosie kogoś kogo się zna. Jak gadam z chłopakami na Team Speaku to jakoś bez problemu rozróżniam, który się odezwał. Następnie wybrańcy dostają listy, z których wynika czy ruszają do kraju ludzi, czy też nie.

 

I tu się robi jeszcze dziwniej i jeszcze mniej logiczniej. Ekipa prócz bandy najętych rębajłów i załogi Mane One przedstawia się następująco: Minuette, która jest szefową zakonu paladynów, Twilight, Derpy, Rainbow Dash, Luna i Sparkling Down. Ta ostatnia jest szefem, suką i zwyrodniałą psychopatką. Została szefową by mogła w odpowiednim momencie zdradzić. Ale ja się pytam: co tu do cholery robią Twilight, Rainbow, Derpy i Luna? Twilight nie umie walczyć (oczywiście potem uczy się w jeden dzień), Rainbow jest tępa i nie pasuje do wyprawy badawczej księżniczki, a Luna i tak nic nie może. Ona sobie tam jest, bo tak. A Derpy to yeeeeee... Jeszcze jakby leciało całe Mane 6 to nawet ok, ale dwie z nich? Jak, dlaczego?

 

Statek leci, Luna się nudzi i robi psikusy godnie dziecka z gimnazjum, Ciapek zarywa do Dash, Minuette, którą RD przezwała Colgate, bo tak, obija Twilight na treningu, Sparkling Down drze się na wszystkich, by podkreślić jaka to jest zła i niedobra. Następnie Twilight odkrywa, że Derpy ma talent magiczny i jest mutantem z X-Manów. Statek zostaje zaatakowany przez trole na smokach. Jest rzeź, trole używają oszczepów, a są bardzo silne, bo ujeżdżają smoki.

Spoiler

tumblr_mueronrkph1qet5hfo1_500.png

Mane One musi lądować, parę oddziałów idzie na zwiad, gdzie zostają zaatakowane przez ludzi ninja. Dochodzi do walki, umiera nieważny dla fabuły przyjaciel Ciapka. Część ninja ginie, część ucieka, a tymczasem do rozbitego Mane One zbliżają się tysiące troli, które chcą kuce zabić lub wziąć w niewolę, bo tajemniczy ninja im kazali. Chyba. Nie wiem nawet po co i dlaczego. Mamy 300, mamy walkę, mamy kuce, które zabijają i jojczą coś o zabijaniu niewinnych. No nie wiem, ale jak mnie ktoś chciałby zabić to bym go nie określiła mianem niewinnego.

 

Mane One ucieka, ale nie ma zapasów, więc odwiedzają wioskę zebr. Sparkling się wkurza, że te przejrzały jej kłamstwa, dały kolację i kazały się wynosić. Dlatego je wymordowała. Nasi "dobrzy" się wkurzyli, ale jej nie powstrzymali. Czy Luna przypadkiem nie jest władczynią Equestrii? Dlaczego ona tu nic nie może? Tylko inni jej mówią co ma robić. Na bogów, ona ma tysiące lat, jest IMBA alikornem, a daje sobą pomiatać jakiejś klaczce. Potem Sparkling chce zabić Colgate, ale Luna ją powstrzymuje i... nic z całą tą sytuacją nie robi. Nikt z tym nic nie robi, no przyjaźń, miłość i szczęście.

 

Kuce spotykają ludzi z Imperium dowiadują się, że ich wrogowie to Illuminaci. Razem idą im wkopać. Ale to zasadzka, Sparkling to illuminatka i zdrajczyni, Trixie to Illuminati, Twilight pokonuje Trixie, jest rozwałka, dobrzy uciekają do Imperium. Trixie przed śmiercią się nawraca i daje Twi mapę do tajnej bazy Illuminati. Zaszyfrowaną. Nie wiem czemu i na co Illuminati zaszyfrowana mapa do bazy Illuminati.

 

W Imperium nie dzieje się nic ciekawego, ekipa zaraz rusza na Czarną Cytadelę, czyli tajną bazę Illuminati.

 

W międzyczasie Illuminati podbili całą Equestrię, a Discord się uwolnił. Kuce nawiały do Cloudsdale, a Pinkie chyba polubiła babeczki... Wcześniej był wątek porwanej paladynki Lemon Hearts, ale był nudny i niepotrzebny. Jeśli mieliśmy się przez to zżyć z jakimiś bohaterami to nie wyszło. Ktoś chyba chciał po prostu wprowadzić Dethmeta, czyli Boba Fetta.

 

Jest atak na bazę nazistowskich ninja Illuminati, wielka rozwałka, Josef Mengele i... Nie wiem czego tam nie. Sparkling Down i Derpy giną. Ojciec Minuette to Josef Mengele i chce ją zabić, a wcześniej torturować. W końcu w ruch poszły atomówki i nad nieboskłonem pojawił się taki ładny grzybek. Kuce odzyskały Equestrię, Discord zwiał, a Celestia przestałą być bananem. To mógłby być koniec, ale, ale... Przecież Illuminati przywołali wcześniej demona, który zaprzyjaźnił się z czerwonym kapturkiem z kocimi uszkami, więc musi być coś jeszcze.

 

Oczywiście, elitarny oddział Doriana to tak naprawdę Illuminati. Dorian w końcu wziął i umarł. Dobrze, bo był nudny. Ot, kolejna postać, którą ktoś niepotrzebnie próbował rozbudować. Jest jazda, dochodzi do ostatecznej bitwy w lesie Everfree, w którym troje paladynów, walczy z naszym czerwonym kapturkiem. W końcu Genesis (bo tak się kapturek wabi) ginie od własnego miecza. Demon zostaje pokonany dzięki wsparciu byłego Illuminaty Dickeya (wciąż mnie bawi to imię, skoro dick w gwarze to kutas, to czy Dickey to kutasiarz?).

Koniec

 

Cały świat przedstawiony jest wykreowany źle. Jest nielogiczny, bezsensowny, a próby odnalezienia w tym logiki należy porzucić. Bo ja nie wiem czemu Illuminati to naziści, czemu Imperium ma Bożą Tarczę, a magia to herezja, czemu kucyki w zasadzie zapomniały o ludziach, co te trole i najważniejsze: dlaczego miecz to doskonała broń w świecie karabinów, granatników, mechów i myśliwców? Oczywiście Celestia nie zgadza się na broń palną w Equestrii, nie wierzy w zdrady i w ogóle jest  jakąś naćpaną hipiską, sądząc po jej podejściu do życia i oderwaniu od rzeczywistości. A co do broni - najlepsze miecze powstają z metalu w filmu Avatar. Czyżby Equestria leżała na Pandorze? Do tego te Gwiezdne Wojny, Warcraft i chyba widzę nawiązania do prozy Glena Cooka... Nie, po prostu nie. Chociaż... W sumie to tak. Dawno się tak nie uśmiałam jak przy opisie Genesis.

Spoiler

mlp_neytiri_by_chirochick-d4domgj.png

 

Bohaterowie... Zazwyczaj jest słabo, czasami ok, a czasami tragicznie. Najgorzej wypada gimbo Luna. Potem Twilight, która zachowuje się jak typowa mimoza na WFie (To w walce można się spocić?!). Jest też Sparkling Down, której kreacja jest tak tragiczna... Minuette jest ok, Derpy też. Rainbow jest tępa jak but, czyli pasuje, bo w serialu też zachowuje się jak idiotka.

 

Opisy są słabe. Często ich brakuje, a to co jest powala kiczem i tanim patosem.

 

Dialogi chyba wycięto z drewna.

 

Takifugu to fanfik słaby. Nawet bardzo słaby. Ale u autora widzę potencjał komediowy. Naprawdę. Jakby poprawić tagi i nieco pozmieniać, to otrzymalibyśmy całkiem fajną randomową komedię.

 

Cahan I Jadowita

  • Upvote 7

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytane.

 

W czasie lektury zastanawiałem się jak wielki będzie komentarz, gdzie wypunktuje wszystko co jest w tym fanfiku złe. Po zakończeniu "przygody" z Takifugu stwierdzam jednak iż nie miałoby to sensu, gdyż musiałbym wkleić całe opowiadanie. Dosłownie. Nie ma w nim nic co mógłbym pochwalić, a szukałem wytrwale. Totalnie przeładowana epickością fabuła i to epickością w tym najgorszym możliwym znaczeniu, w której na dodatek roi się od dziur. Płascy, przewidywalni bohaterowie, którzy zlewają się w jedno, bo nikt się niczym specjalnym nie wyróżnia. Chamsko zerżnięte sceny z różnych filmów czy książek - i tak, to nie są nawiązania a zwyczajna zrzynka, gdzie ludzi podmieniono na kuce. Jeżeli chodzi o formę to wolę nawet nie zaczynać - tu po prostu większość rzeczy jest źle. Błędy występują całymi stadami. Poziom dialogów jest straszny - czasami przy czytaniu łapałem się za głowę, gdyż kolejne wypowiadane teksty były tak suche i żenujące, że nie dało się tego niemal przeżyć.

 

Cahan powyżej pisała o "potencjale komediowym" fanfika - ja go nie widziałem. To nie było śmieszne, to była zwyczajna tragedia. Lekura powodowała niemal fizyczny ból.

 

"Takifugu" zdecydowanie znajduje się w TOP 5 najgorszych polskich fanfików jakie zdarzyło mi się czytać i nie jestem w stanie wyobrazić sobie powodu (poza złośliwością) dlaczego ktoś nominował to do oskarów. Jak dla mnie opcją idealną byłoby zapomnienie o tym opowiadaniu. Jak najszybsze i jak najdokładniejsze. Mam szczery zamiar nigdy więcej do niego nie zajrzeć, gdyż walka z nim była zwyczajną torturą.

 

PS: A bardziej rozbudowany komentarz byłby zwyczajną stratą sił i czasu.

  • Upvote 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wnoszę o zmianę tagów na [Oglądałem dziś fajny film to go wrzucę][Nie mam pojęcia co robię][Ninja som fajni][Naziole i Iluminati to zuo, więc też ich tu dam] , gdyż aktualne wprowadzają w błąd. Dziękuję.

 

Recenzja w formie krótkich punktów, bo tu nie ma sensu się rozpisywać:

1. Płascy bohaterowie się nie sprawdzają.

2. Tępi bohaterowie się też nie sprawdzają.

3. Jeśli zwyczajnie nawali się do fanfica wszystko to co przyjdzie do głowy: nie uczyni go to dobrym.

4. Ani tym bardziej logicznym.

5. Broń biała została praktycznie wyparta z pola walki przez lepsze rodzaje uśmiercania. Nie stanie się nagle skuteczniejsza bo "Fajofo wyglonda".

6. Ciągłe próby zawarcia epickości się nie sprawdzają.

7. Wojna nie działa na zasadzie "No przepraszam bardzo, przecież musimy mieć jakieś straty, bo nam w domu nie uwierzą!".

8. Dwa lata tej całej wspólnej pracy, pod względem twórczym są czasem bezpowrotnie straconym.

 

Oceną jest takie 2-/10, bo w sumie jestem miłym człowiekiem, a i do wszystkiego przyczepić się nie dało, gdyż...

 ...poprawność językowa była nawet na spoko poziomie. I to chyba w sumie tyle. 

 

Smutny Człowiek będący Gołębiem

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now