Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Sign in to follow this  
Jaenr Linnre

[grimdark] Wspomnienie złotego słońca [Nicolas Dominique]

Recommended Posts

W pierwszym przypływie chęci mężczyzna chciał do niego zagadać, ale pewna myśl powstrzymała go nim zrobił choć krok ku niemu. Pamiętał przecież, że przecież go odprawili, głównie na polecenie swojego dowódcy... czy kogoś w tym guście. Poza tym, miał sporo pracy, jak mógł zauważyć. Co jak co, ale nie zamierzał mu przeszkadzać w ustalaniu planu obrony Temerii. Co prawda nie był pewien, dlaczego aż tak bardzo mu zależy na tym kraju, lecz cóż... tak było.

 

Udał się w bok, lawirując pomiędzy ganiającymi żołnierzami. Wciąż nie dawała mu spokoju tamta wizja, którą zobaczył tuż przed przebudzeniem. Początkowo myślał, iż jest to jedynie wynik zaklęcia, którym oberwał. Jednak obraz jego dowodzącego jakimś oddziałem łuczników wciąż pozostawał dość wyraźny. A skoro tak, musieli gdzieś przebywać... Tylko gdzie, skoro obóz był aż tak rozległy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzn dotarł w końcu do obrzeży obozu. Jednak to co ujrzał nie było tym czego się spodziewał. Ujrzał bowiem coś, co tknęło jego serce. Tknęło tak głęboko, iż nie mógł złapać oddechu, ale czemu? Cóż się wydarzyło że ten widok tak ściska jego serce? Był to widok nad wyraz smutny, widział bowiem coś, czego nie powinien widywać nikt kto był na wojnie, lub ją przeżył. Mężczyzna nie pamiętał swojej przeszłości, jednak ten straszliwy obraz wycisnął z jego oczu łzy.

Obraz był straszny i wielu łkało na jego widok, stojąc nieopodal mężczyzny. Bowiem to Temerscy żołnierze chowali swoich zmarłych. Chowali poległych w straszliwym boju. Ich ciała były szarpane, niczym zwierzęcymi pazurami. Gardła po podrzynane, oczy wybite. Serca przeszyte strzałami, ręce odrąbane. W niektórych ze zwłok gnieździły się już larwy, zaś w powietrzu unosił się straszliwy fetor. Co poniektóre ciała miały jelita na wierzchu, bądź odrąbane głowy. Widok był straszny.

Wzrok mężczyzny jednak został przykuty przez konkretne, wciąż świeże i jeszcze rozkopane groby. Jego pamięć wróciła, jednak tylko z momentu, którego nie chciałby pamiętać. Był to bowiem oddział, z którym walczył, ramię w ramię. Ci których posłał do boju, teraz wszyscy leżeli w mogiłach. Jednak było coś, co nie pasowało do tego obrazu grozy. Bowiem truchła jego towarzyszy boju nie były jakoś specjalnie poturbowane, lecz ich szyje były poprzetrącane i rozdarte. Ledwie niektóry byli ranni od strzał, lecz ich rany nie powinny być śmiertelne. Coś rozgryzło karki wszystkich tych żołdaków. Jednak czym to było? Jakaż bestia mogła dokonać czegoś takiego. Cóż za piekielny stwór mógł tak bezlitośnie potraktować tych ludzi? Nie, mężczyzna nie znał odpowiedzi...

 

 

( A to dla klimatu: http://www.youtube.com/watch?v=hK_ciQyFdnI )

Edited by Jaenr Linnre

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy tak rozmyślał, ocierając łzy, przypomniał sobie swoją starą zbroję. Była przecież kompletnie rozdarta przez pazury, zupełnie jak ciała co niektórych żołnierzy. Było jasne, że wpadli w szpony czegoś niegodziwego... czegoś, co pochłonęło życia wielu dobrych ludzi. Tak przynajmniej czuł w sercu, podczas gdy umysł milczał...

 

Mimowolnie, wbrew sobie, podszedł bliżej tego miejsca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fetor śmierci uderzył w nozdrza mężczyzny, widoki były zaś wyraźniejsze i jeszcze bardziej godziły jego wzrok. Mężczyźni z jego oddziału mieli, nie rozerwane, a przegryzione szyje. Wszystkim im coś odgryzło kawał karku pozostawiając ich by się wykrwawili. Pamiętając zaś swoją wizję, mężczyzna był w stanie stwierdzić, że rany postrzałowe powstały przy salwie Nilfgaardu. Nie był jednak w stanie wywnioskować wiele więcej. Pamięć go zawodziła, a do jego głowy wchodziły jedynie krzyki agonii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czuł się przeciążony. Jego myśli o przeraźliwej śmierci towarzyszy wypełniały jego głowę, sprawiając, że znowu zaczęła go boleć. Pamiętał to aż za dobrze, do tego wszystkiego dochodziło wspomnienie ran, które również i on otrzymał. Teraz potrzebował chwili oddechu od tego wszystkiego, musiał wydostać się poza obóz. Miał nadzieję, że wśród drzew, z dala od odgłosów nadchodzącej bitwy, zdoła nieco się ogarnąć i odzyskać przytomność myślenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna ruszył w las. Nie minęło wiele czau gdy przestał widzie czy słyszeć żołnierzy. Teraz musiał zdecydować gdzie podążyć, czy też pozostać, by wypocząć. Czas jednak był dla niego szczodry, bowiem ledwie południe nadchodziło. Mógł więc maszerować jeszcze przez długi czas.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dopiero teraz zreflektował się, że choć otrzymał łuk, nie miał ze sobą kołczanu ze strzałami. No a samym sztyletem za wiele nie mógł zdziałać w razie zagrożenia. Musiał więc być czujny...

 

Dostrzegł w sobie coś jeszcze. Mimo że miał na sobie zbroję i stąpał po trawach, jego kroki wydawały naprawdę niewielki hałas. W zasadzie jedynym wydawanym przez niego głośniejszym odgłosem były monety uderzające o siebie w sakwie W sumie, miało to sens - jako łucznik, bo wszystko wskazywało, że nim był, byłby zdecydowanie lepszy, gdyby potrafił się skradać...

 

Po chwili takich rozmyślań, postanowił znaleźć sobie spokojniejsze miejsce, ale dostatecznie blisko obozu, by w razie zagrożenia móc szybko wrócić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna poruszał się na północ, nie spotykał nic groźnego, a droga nie dłużyła mu się zanadto. Dotarł jednak w końcu do miejsca gdzie dźwięki z obozu były na skraju słyszalności. Jeśli odejdzie dalej. Nie będzie mógł im pomóc, choć będzie się zbliżał ku Brugge. Las był spokojny, zielony, a słońce przebijało się przez korony drzew. Gdyby nie świadomość wojny i widok tylu martwych, ta okolica wydawałaby się szczególnie spokojna i przytulna...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przystanął w tym miejscu, zastanawiając się, co powinien teraz zrobić. Nie miał w sumie nic do roboty, wszakże został zwolniony z kontraktu, jak stwierdził tamten mężczyzna bez zbroi. Inni żołnierze nieszczególnie też się nim zajmowali. Jakby o tym pomyśleć, nawet jego druh był teraz zajęty czymś innym niż jego osobą. Najemnik skończył swoją rolę w tym miejscu, tak to przynajmniej wyglądało. Ale z drugiej strony, wciąż trwała wojna i nic nie wskazywało, by Nilfgaard miał sobie teraz odpuścić.  

 

Zresztą... jak niby mógł im teraz pomagać? Nie znał nikogo, nie wiedział jak się nazywa, nie potrafił określić swoich umiejętności, mógł jedynie zgadywać. Tak czy siak jednak musiał wrócić, choćby po to, by móc wziąć od kogoś kołczan ze strzałami. Jak oceniał po dotychczasowych reakcjach mijanych żołnierzy, nic nie wskazywało, by miał być to większy problem.

 

Westchnął donośnie i odwrócił się w stronę obozu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy mężczyzna tylko się odwrócił usłyszał coś za sobą. Był to ledwie słyszalny szelest liści, jednak jakoś dziwnie przykuł on uwagę mężczyzny. Po chwili był następny i następny. Najwidoczniej coś, albo grupa czegoś właśnie się tamtędy przemieszczała, starając się zachować maksymalną ciszę. Nie przewidziało że będzie tu, ów najemnik nieznający swego imienia. Musiał teraz zdecydować, ruszyć ku obozowi, czy może za szelestami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miał spory dylemat. 

 

Z jednej strony powinien udać się do obozu, by przynajmniej wziąć kołczan ze strzałami, albo by przynajmniej ostrzec kogoś, że ktoś tutaj się czai. Z drugiej, co jeśli zanim tam wróci, to coś zniknie? Jednak wtedy musiałby się liczyć z faktem, że byłby słabo uzbrojony. Czuł wyraźnie, że nie jest aż tak biegły w posługiwaniu się z sztyletem jak łukiem. Mógł jedynie liczyć na swoje umiejętności w skradaniu się, a te, jak już zauważył, stały na wysokim poziomie.

 

Mimo wszystko nie potrafił opanować ciekawości. Musiał zobaczyć, z kim ma do czynienia. Ruszył więc powoli i ostrożnie w stronę usłyszanych dźwięków.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna ruszył przez gęstwinę w stronę z której dobiegały dźwięki. Coś mu jednak mówiło że to nie był dobry wybór. Idąc jednak nie wytwarzał żadnych niepotrzebnych dźwięków, aż nie dotarł na odległość wzroku od swojego celu. Wtedy to jednak zaciekawiony swym celem, zapomniał się i złamał jedną z gałęzi. Trzask nie był głośny jednak nie wróżył nic dobrego dla najemnika, bowiem szelest przed nim przyspieszył, a grupa, gdyż już ustalił że celów jest więcej, zaczęła przed nim uciekać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kurwa..., zaklął siarczyście w myślach. Chędożone drzewo...

 

Wtedy też zrobił coś, co od razu wydało się mu złym pomysłem, zaczął ich gonić. Nie był pewien czy dopadnie tę grupę, czy nie, ale być może w tej panice uciekinierzy coś zgubią? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Coś co gonił mężczyzna okazało się bardzo szybkie. Biegł, ledwie nadążając, a istoty kluczyły pośród drzewami próbując zgubić mężczyznę. Wszystko trwało dobrą chwilę, pośród zygzaków i zakrętów w biegu gdy dźwięki biegu zanikły, a mężczyzna dotarł do jakiegoś starego kurhanu, gdzieś w zagłębieniu terenu. Nie wiedział gdzie jest ani z której strony przybiegł. Teraz był zdany na siebie, bowiem zgubił to co starał się dogonić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozejrzał się. Wszędzie widział podobne drzewa i podobnie ułożoną ściółkę. Nie dostrzegał niczego, co mogłoby mu podpowiedzieć, gdzie jest. Także widziany kurhan niczego mu nie podpowiadał. 

- No pięknie... teraz jestem sam, kurwa... - syknął pod nosem.

 

O ile początkowo najemnik podejrzewał leśne odgłosy o przynależność do Nilfgaardu, to jednak szybko zrewidował swoje poglądy. Żaden człowiek, a co dopiero grupa, nie była w stanie biec tak szybko przez las. Sam przecież pędził z naprawdę dużą prędkością, a i tak szybko został odstawiony w tyle. W jego wybiórczej pamięci widniały jedynie dwie rasy zdolne do takiego wyczynu - elfy oraz driady. Jednak te drugie naprawdę rzadko opuszczały swoją knieję, która... jakby nie patrzeć, leżała z dala od obozu Temerii. Pozostali więc długousi. Ale jeśli tak, dlaczego nie zaatakowali, mając oczywistą przewagę liczebności, terenu i broni? Z pewnością nie byli scoia'tael, ci od razu by mnie przeszyli strzałami. 

 

W tym rozmyślaniu nawet nie zauważył kiedy zbliżył się do kurhanu. Wiedział, że nie powinien tam wchodzić, ale... nie potrafił okiełznać ciekawości. Coś, jakaś zapomniana myśl, ciągnęło go ku temu miejscu. Nie wiedział dlaczego, ale... czuł, że musi tam zajrzeć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miejsce w które wstąpił mężczyzna okazało się pułapką. Zza drzew dookoła zagłębienia zaczęły wychodzić elfy, odziane w zieleń i brąz, a celujące do niego z łuków. Jeden z elfów zmierzył go wzrokiem i odezwał się do swoich pobratymców.

 

-To jednak nie temerski żołnierz. Ale weźmiemy go z resztą i przesłuchamy - odezwał się w starszej mowie, zgadując iż mężczyzna nie rozumie o czym mowa. - Ręce do góry Dh'oine! - krzyknął po chwili i wyciągnął miecz. Jego współbracia nie spuszczali mężczyzna z oczu, wciąż celując do niego z łuku. Najwyraźniej chcieli go schwytać i dlatego go wyprowadzili w to miejsce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W tym momencie pożałował swojej ciekawości. Co prawda prawdopodobnie uchronił Temerię przed atakiem elfów, ale teraz sam był na ich łasce i niełasce. Co ciekawe rozumiał każde słowo wypowiedziane przez nieznajomego w starszej mowie. Nie miał pojęcia skąd, ale coś czuł, że nie powinien w tym momencie zdradzać tego faktu. 

 

Posłusznie więc uniósł dłonie do góry. Nie miał szans na jakikolwiek atak - nim sięgnąłby o sztylet, już leżałby martwy, pokryty kolcami ze strzał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elfy nie spuszczały wzroku z mężczyzny, dwa zaś z nich zaczęły się zbliżać do mężczyzny, zostawiwszy wcześniej łuki i strzały przy kompanach. Chcieli oni obezwładni mężczyznę i skrępować go, by bezpiecznie móc go doprowadzić do swego obozu i reszty więźniów. Byli jednak bardzo ostrożni, w strach iż przeciwnik zaraz zaatakuje. Dowódca elfów zaś przyglądał się ubiorowi mężczyzny, dalej zastanawiając się jakiej jest on narodowości. Byli bowiem na ziemiach Temerii, więc i jej się tu spodziewali.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najemnik zaś wciąż myślał o tym, co tak w zasadzie planowali. Obecnie długousi wyglądali, jakby nie przewidywali tego, że trafią akurat na niego. I do tego jeszcze ten ich dziwny strach... Było to dość intrygujące, chociaż nie miał najmniejszego pojęcia, dlaczego. Tak czy siak, musiał się dać schwytać, jeśli chciał trochę jeszcze pożyć. No i cały czas musiał udawać, że nie zna ich języka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elfy zaszły mężczyznę z dwóch strom. Wyciągnęły mu sztylet, zabrały łuk i dokładnie przeszukały, nie wynalazłszy nic pomachali kamratom i krzyknęli.

-Ten Dh'oine to nie mag. - Elf wydawał się ucieszony tym co mówi, jednak wciąż był dość podejrzliwy i starał się nie być zbyt blisko mężczyzny. Nagle jeden z elfów wyciągnął płóciany worek i nałożył najemnikowi na głowę. Skrępowali mu ręce, po czym zaczęli gdzieś prowadzić w kompletnej ciszy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mimo wszystko mężczyzna poczuł się urażony faktem, że ktokolwiek mógłby wziąć go za maga. Nie wiedział może dlaczego, ale uważał większość ich za nadętych, aroganckich bubków, co to wierzą, że są pępkiem świata i że trzeba usługiwać. 

 

Na razie jednak mógł jedynie iść w ciemnościach i nasłuchiwać. Z jakiegoś powodu po wyłączeniu zmysłu wzroku, bardzo poprawiał się mu słuch. Co prawda długousi starali się być cicho, ale i tak nie mogli przecież uniknąć wszystkich odgłosów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elfy prowadziły mężczyzna dziwnymi szlakami. Wiły zakręty między drzewami, a wszystko po to by utrudnić zapamiętanie drogi mężczyźnie. Prowadzili go między chaszczami, przez błota, po kładce, aż natrafili na suchszy grunt. Wtedy to przywiązali jego ręce do jakiegoś palika i ściągnęli worek z głowy.

Był w elfickim obozie. Wszyscy szykowali się, najwidoczniej a atak. Możliwe że współpracowali z Nilfgaardem. Po obozie latały różne osoby, a wszystkie mówiły w starszej mowie, nie przejmując się więźniami. Bowiem mężczyzna znalazł się w klatce, na środku której był palik do którego przywiązano mu ręce. Nie był zresztą sam, bowiem koło niego były jeszcze co najmniej cztery inne osoby, w tym jeden krasnolud, po prawej stronie mężczyzny. Wszyscy byli pobici i spali, by odzyskać siły, najprawdopodobniej do następnego przesłuchania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten widok potęgował wrażenie, że ci długousi musieli współdziałać z Nilfgaardem. Wyglądało na to, że łapali każdego, niezależnie czy byli to ludzie, czy nieludzie. Tymczasowo najemnik nie był w stanie nic zrobić - nawet jakby zdołał uwolnić dłonie, nie mógłby wyjść z klatki. Poza tym, tuż poza nią mógłby liczyć na spotkanie z wieloma łucznikami elfów. 

 

Zaczął więc lustrować okolicę, próbując zobaczyć jak najwięcej szczegółów. Przysłuchiwał się również rozmowom strażników, który mówili jakby z góry zakładali, że nikt z uwięzionych nie zna starszej mowy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Straż stała w ciszy, najwidoczniej była czymś zaniepokojona, jak i wszystkie elfy w obozie. Mężczyzna szybko odkrył czym było to spowodowane. Na samym środku obozu , przywiązany do drzewa stał mężczyzna. Kogoś przypominał najemnikowi, jednak dopiero po dłuższej chwili zdołał odkryć kim jest ta osoba. Był to dowódca, który to wcześniej kazał odprawić najemnika i ruszył gdzieś wraz ze swoją jazdą. Teraz był związany, a pierś jego przeszyta strzała. Jednak wydawało się iż ten wiąż żyje. Wszyscy bacznie się mu przyglądali, jakby z niepokojem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najemnik zaś nie wyrażał emocji na ten widok. No, może poza zaskoczeniem, ale to raczej było podyktowane tym, że akurat spotkali się tutaj ponownie oraz tym, że wciąż żył, mimo dużej strzały wbitej w ciało. 

 

Jakim, kurwa, cudem on jeszcze żyje?, pomyślał. Wiedział, że elfy potrafiły tak przycelować, by długo pozostawić ofiarę przy życiu, ba - nawet on sam czuł, że coś takiego leży w jego możliwościach... ale... Nie, gdy przyjrzał się ponownie, mężczyzna stwierdził, iż jego dawny pracodawca nie powinien być w stanie oddychać.

 

Spokojnie obserwował więc rozwój wydarzeń.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...