Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Sign in to follow this  
Jaenr Linnre

[grimdark] Wspomnienie złotego słońca [Nicolas Dominique]

Recommended Posts

Choć naprawdę miał ochotę pomóc uwięzionym, wiedział, że tak słabo uzbrojony miałby marne na to szanse, jeśli nie iluzoryczne. Poza tym, nie dysponował żadnymi wytrychami, którymi mógłby otworzyć zamki cel, nie mówiąc już o czymś, co zapewniłoby mu niewidzialność. Może gdyby dysponował pełnią swojej wiedzy i umiejętnościami, wtedy miałby jakieś szanse, lecz teraz...? Najemnik był pewien, że szybko dokonałby żywota.

 

Postanowił więc przedrzeć się przez palisadę, uprzednio czekając na wolną drogę. Jednocześnie zastanawiał się, czego mogły dotyczyć rozmówki elfów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna czekał parę chwil, nagle jednak elfy dość nerwowo zaczęły się rozglądać. Widać były iż czegoś się boją, jednak nie wiadomo było czego. Odezwały się raz jeszcze, choć szeptem a następnie rozeszły się, jeden w stronę lasu, drugi zaś okrąży obóz. Coś było nie tak, bardzo nie tak i mogło to być niebezpieczne. Jeśli to wróg, mógł zginąć w bitwie, zaś jeśli Temeria, za nie pomoc gwardziście, mógł zostać ścięty jako dezerter, bowiem osobom takim jak gwardia łatwo było naginać prawo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak czy siak, pozostanie tutaj wcale nie zapewniało mu bezpieczeństwa. Zresztą, jeśli już, wolał zginąć w terenie niż po torturach zafundowanych mu przez elfy, a tylko na to mógł liczyć. Nie mógł też wspomóc gwardzisty - raz, że był dla niego jedynie pracodawcą, dwa - w pojedynkę nie dałby rady wyciągnąć z obozu ciężko rannego mężczyzny.

 

Gdyby tylko nie był tak poszarpany..., pomyślał, po czym ruszył w stronę palisady, by następnie przejść po niej jak najostrożniej potrafił. Tak czy siak zakładał kilka ran, priorytetem pozostało jedynie nie wydać z siebie zbyt wielu dźwięków. A następnie... cóż, wystarczyło uważać na te dwa elfy...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna skradał się niepostrzeżenie, aż dotarł do pali ustawionych by bronić obozu. Obawiał się ich, myślał bowiem iż łatwo się o nie skaleczy jednak omijanie ich nie przysporzyło mu większych problemów i znalazł się już na, przypuszczalnej, wolności. Teraz musiał gdzieś uciec bądź postanowić coś innego, jednak tak czy siak, musiał uważać na elfy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeszcze raz spojrzał w stronę obozu. Nic nie wskazywało na to, że wiedzieli o jego ucieczce, takie przynajmniej odnosił wrażenie, ale nie miał zamiaru tego sprawdzać w praktyce. Nie mógł teraz się cofnąć, musiał przeć naprzód. 

 

Ostrożnie zbliżył się do granic obozu i rozejrzał się uważnie w poszukiwaniu elfich strażników.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Krzaki i wszechobecna ciemność dobrze ukrywały wszystko co dzieje się poza samym obozem. Wszystko załamywało kształty i przeszkadzało w dojrzeniu czegokolwiek. Jednak wyostrzone zmysły mężczyzny pozwoliły mu zobaczyć więcej niż przeciętnemu człowiekowi. Ujrzał on elfa z łukiem patrolującego pobliską leśną dróżkę, nie wiadomo było dokąd prowadzi, jednak najwyraźniej była dla elfów dość ważna. Reszta otoczenia okazała się być pusta, jakby wszyscy zbierali przed czymś siły.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Coś było wybitnie nie tak. Sądząc po obozie, mężczyzna spodziewał się większych patroli w okolicy. Wyglądało na to, że długousi na coś czekali. Tylko na co? Czyżby było ich więcej, tylko przebywali w terenie? Musiał jednak zaryzykować i wyruszyć ku wolności. Trochę żałował zabranych rzeczy, ale cóż - martwemu się by mu nie przydały, a tak zapewnie by skończył, gdyby postanowił zawrócić. 

 

Ruszył więc powoli w stronę lasu, unikając leśnej ścieżki. Pamiętał również o dwóch elfach, które widział wcześniej rozmawiających. Mogli wszakże wciąż krążyć po okolicy. Wystarczyło jednak, by doszedł do drzew...

 

Rozglądał się uważnie i ostrożnie stawiał kolejne kroki, trzymając się nisko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna skradał się z wolna, nie dając się dosłyszeć czy zauważyć, aż zrozumiał na co czekają elfy. Jednak jego zrozumienie było mniej ważne, niż jego wzrok i słuch które pozwoliły mu dojrzeć coś, co zwiastowało wielką bitwę. Ujrzał bowiem co najmniej trzy oddziały elfów i krasnoludów w różnych barwach, a nasuwało to myśl iż komanda się zbierają. Szykuje się wojna nie tylko z Nilfgaardem.

Elfy przemierzające pobliską dróżkę poruszały się w prawie absolutnej ciszy, jednak krasnoludy nie były aż tak wyuczone poruszania się po lasach i skutecznie zagłuszały każdy krok mężczyzny coraz bardziej oddalającego się od obozu. To była jego szansa, teraz mógł uciec.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sytuacja zdecydowanie nie wyglądała zbyt dobrze. Już wkrótce miało tutaj dojść do potężnej wojny. Pytanie tylko, kogo ci nieludzie będą próbowali zaatakować pierwszego? Nilfgaard czy też oddziały Temerii? Tak czy siak najemnik czuł, że lepiej będzie jak szybko się stąd oddali. Mimo wszystko pamiętał, że elfy mogą go dostrzec i choć przyśpieszył, wciąż trzymał się blisko wszelkiej roślinności, brnąc dalej w las i cały czas zachowując czujność.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna przemierzał las w ciszy, gdy pośród dźwięków lasu i marszu nieludzi dał się usłyszeć przeraźliwy śmiech. Był to dźwięk wyprowadzający z równowagi i zlewający plecy ciarkami. Elfy wraz z krasnoludami zaczęły się szybko przemieszcza i pokrzykiwać, jednak mężczyzna był już za daleko by mogli go ujrzeć bądź usłyszeć. Zaczęła się pogoń.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozkojarzony tym dźwiękiem, prawie potknął się o wystający korzeń. Szczęśliwie zdołał zachować równowagę, choć nie uniknął lekkiego bólu stopy. Zaklął pod nosem, po czym ruszył dalej.

 

Nie podobał mu się ten śmiech. Nie brzmiał jak cokolwiek dobrego i nie był pewien, czego może się spodziewać. W tym momencie podstawą było dotarcie do drogi, a dalej do obozu lub miasta. Musiał też znaleźć sobie jakąś tymczasową broń, dlatego zaczął rozglądać się za jakimś mocniejszym kawałkiem drewna, który mógłby mu zapewnić minimum zdolności ofensywnych. A potem... Nie miał pojęcia, co dalej. Jego łuk i sztylet zostały w obozie, podobnie jak wszystkie oreny i prowiant. Musiał więc dobrze pomyśleć nad tym, jak uzupełnić zapasy... no i jak odzyskać pamięć. Nurtowało go też to pytanie czy miał jakichkolwiek przyjaciół, którzy mogliby mu pomóc...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna bardzo szybko znalazł odpowiedni kił przemykając pośród drzew i krzewów. Nie wiedział dokąd zmierza, a był środek nocy. Nie znalazł żadnej ścieżki czy traktu, był sam po środku niczego. Nie wiedział co zrobić, ani jak się zabezpieczyć, choć w tym momencie czuł się dość bezpiecznie, bowiem ogarniała go jedynie cisza i dźwięki leśnych zwierząt. Najwidoczniej umknął swoim łowcom.

Edited by Nicolas Dominique

Share this post


Link to post
Share on other sites

I gdy już prawie się uspokoił, trel ptaka ponownie wzbudził u niego czujność. Wiedział, że musiał uważać, bo kto jak kto, ale długousi potrafili poruszać się niezwykle cicho. Musiał zatem kontynuować ucieczkę, dopóki jeszcze ma taką szansę. Szedł więc dalej, ostrożnie i cicho, zachowując wzmożoną uwagę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna wciąż w ciszy przemykał pośród leśnej gęstwiny. Nie wiedział gdzie się znajduje, wciąż jednak nie przyuważył nikogo kto mógłby go śledzić, a z każdą chwilą był coraz dalej od obozu nieludzi. Nastała cisza, las bowiem zamierał do snu, a tylko o jakiś czas dało się dosłyszeć jakieś nocne ptaki, wśród koron drzew. Zdawało się że mężczyzna był bezpieczny, jednak tak nie było. Nie miał bowiem schronienia, broni czy jedzenia lub wody. Musiał sobie jakoś poradzić...

Share this post


Link to post
Share on other sites

W pierwszej kolejności oparł się o drzewo i głośno odetchnął. Miał przynajmniej ten problem z głowy. Jednak... co dalej? 

 

Musiał znaleźć coś do zjedzenia i picia. Podświadomie czuł, że odnalezienie tego nie będzie dla niego problemem. Zaczął się więc rozglądać za krzakami z owocami leśnymi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna zaczol spoglądać pomiędzy zarośla, krzaki i krzewy w poszukiwaniu jedzenia, choć ciężko mu to przychodziło. Czuł się zmęczony, a po tak długim czasie ponownie odezwał się w nim straszliwy ból zadany mu przed utratą pamięci. Nawrócił jakby silniejszy, namnożony przez bieg, choć czekający by się ujawnić. Mężczyzna upadł na ściółkę, jednak ból powoli lżał, a upadek okazał się wielce trafny bowiem mężczyźnie udało się dojrzeć kanię oraz kilka prawdziwków kryjących się pod niskim krzaczkiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pojawiły się akurat wtedy, gdy miał już narzekać na swój stan. Zebrał więc kilka grzybów i powoli się podniósł. Teraz tylko musiał znaleźć jakąś wodę... Rzekę, jezioro, strumień... cokolwiek, by móc obmyć grzyby.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna szukał, choć nie przynosiło mu to zbyt wielkich korzyści. Mięśnie wciąż bolały a szum lasu nie pozwalał usłyszeć żadnego strumyka, jedynie na chwilę zapadała błoga cisza, jednak wiatr tuż po tym ponownie powracał do gry na koronach drzew, tworząc prawdziwe symfonie, jednak te nie mogły trafić do gustu zmęczonego i obolałego wędrowca, a jedynie przeszkadzały, jak gdyby zesłane przez wszelkie nieszczęścia byle by przeszkodzić w poszukiwaniach, tak upragnionej czystej wody...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pomyślał, że powinien obrać jakiś kierunek, najlepiej przeciwny od tego, z którego przybył. Miał nadzieję, że prędzej czy później natrafi na strumień lub chociaż na owoce leśne, które dostarczyłyby mu chociaż odrobinę wody. A jeśli nie, cóż... przynajmniej będzie z dala od swoich niedoszłych oprawców.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna przemierzał lasy poszukując drogi czy jedzenia, jednak nie szło mu to nader łatwo. Las nie był nadto gęsty, jednak ilość krzewów owocowych była zerowa, również i wody nie szło nigdzie odnaleźć. Szedł więc tak godzinami wsłuchując się jedynie w szum wiatru jak i śpiewy leśnych ptaków.

 

Wtem usłyszał dźwięk który napełnił jego duszę nadzieją na ratunek, jak i obawę przed natrafieniem na wroga. Lutnia... Tak, ktoś grał na lutni, tuż za jakimiś krzakami i zaroślami. Dźwięki melodyjnie wybrzmiewały i dało się słyszeć słowa ballady...

 

- Idąc samotnie pustym ugorem, słyszałem kruków smutną rozmowę. Słyszałem kruków rozmowę smutną. Tak do jednego drugi powiada...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ludzie... w końcu..., pomyślał w pierwszej chwili, będąc gotowym do wyjścia z krzaków i rzucenia się na nich, prosząc o wodę czy coś do jedzenia. Jednak czujność szybko przywołała go do porządku. Nie, musiał uważać. Co prawda wątpił, by takie ballady śpiewał elf czy krasnolud, jednak wolał pozostać czujny niż znowu nadziać się na wroga.

 

Cicho przemieścił się wśród krzaków, uważając, by nie poruszyć ich zbyt mocno, żeby lepiej przyjrzeć się właścicielowi tego głosu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna zakradł się na skraj krzaków niemal bezszelestnie, co tym bardziej zniweczyło jego plan. Bowiem wychylając się aby zerknąć którzy to śpiewa, dojrzał mężczyznę stojącego nad nim, a chcącego się właśnie odlać na krzaki. Ten krzyknął przeraźliwie widząc wyłaniającą się znikąd głowę po czym opuszczając spodnie ku ziemi wywrócił się na tyłek alarmując pozostałą dwójkę mężczyzn, jednak żaden z trójki nie zdawał się być zdolnym do jakiejkolwiek walki, mimo iż każdy dobył sztyletu. Byli to bowiem podróżni bardowie, najpewniej nigdy nie słyszący nawet jak trzyma się takowy sztylet, a robiąc teraz z siebie pośmielisko przy owym nieznajomym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna uniósł dłoń przed siebie.

- Spokojnie... panowie - wychrypiał. - Nie szukam tu waśni, jeno wody...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyźni ze strachem na twarzach zaczęli pospiesznie odwiązywać bukłaki z wodą od pasów by zaraz podać je mężczyźnie, leżący zaś na twarzy trubadur, próbował dość niezdarnie założyć spodnie, wijąc się przy tym jak wąż. Wszyscy jednak na pewno bali się że zaraz wyskoczy banda rabusiów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najemnik pociągnął solidny łyk wody, delektując się każdym haustem. Kto by pomyślał, że kilka godzin bez płynów spowoduje, że wręcz rzuci się na bukłaki jak polityk na młodą dziewkę.

Kiedy już zaspokoił pragnienie, zapytał:

- Coście za jedni i gdzie zmierzacie?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...