Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Sign in to follow this  
Jaenr Linnre

[grimdark] Wspomnienie złotego słońca [Nicolas Dominique]

Recommended Posts

Do klatki podszedł elf, którego twarz była zaorana paskudną, wciąż jeszcze czerwoną blizną. Popatrzył na najemnika, a następnie na mężczyznę na środku obozu.

 

-Wiedzę że widok nie najmilszy Dh'oine - odezwał się płynnym, i delikatnym głosem, całkowicie nie pasującym do ogółu jego twarzy. - Żeby tego uniknąć - Wskazał na mężczyznę ugodzonego strzałą. - odpowiesz nam na pytania. Zgadzasz się? -Elf wydawał się dość zmęczony torturowaniem ludzi, a co gorsza najwidoczniej wolałby od razu po podrzynać gardła. Czekał jednak w spokoju na odpowiedź najemnika, choć dało się wyczuć iż zrozumie tylko jedną odpowiedź.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna milczał przez chwilę. Podejrzewał, że długousi chcą od niego wyciągnąć wiedzę na temat wojsk Temerii, w przeciwnym razie oferując mu tortury i zarżnięcie ledwo dychającego dowódcy. Z tym, że nie był w stanie zadowolić elfów - nie wiedział w zasadzie nic, poza tym, co zobaczył kilka godzin temu w obozie.

 

- Niech będzie... - mruknął. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Music: https://www.youtube.com/watch?v=6gE1FCNFG40&list=PLtQtDkpNHslTF_aU4l4TZlJbJiL0ekKkn&index=12)

 

Elfy weszły do klatki i odwiązały najemnika, w tym samym czasie odwiązując mężczyznę przy palu. Wzięły pod ramiona najemnika i ruszyły do stojącego nieopodal dużego namiotu. Był on ciemny, brązowo-zielony, jednak dość nieprzyjemnie się na niego patrzyło, nawet jeśli obok wyjścia stało wiaderko ze słodkim miodem. Oboje mężczyźni zostali wprowadzeni do namiotu, a oczom przytomnego, choć niczego nie pamiętającego, mężczyzny ukazał się dość nietypowy widok.

Na zewnątrz zaczęło padać, a krople układały się w katowską melodię śmierci, przygrywającą ku namiotowi w którym byli mężczyźni. Namiot był ciemny, oświetlany ledwie paroma świecami o nieprzyjemnym zapachu. Ziemia była mokra od krwi i brudna. Wszystko zdawało się być zimne, mimo iż było duszno, a powietrze było ciężkie i nieprzyjemne.

Tego przeszytego strzałą przywiązano do drewnianego, zbitego na szybko, stołu. Drugi zaś usiadł na niewygodnym drewnianym krześle, a więzy na jego nadgarstkach zaczęły obcierać, co nie było przyjemne. Krzesło zaś stało koło innego stolika. Bardziej przerażającego i złowrogiego, szczególnie przez znajdujące się na nim narzędzia, i wszędobylską, zakrzepłą krew. Leżały tam szczypce, w których jeszcze był ząb, razem z korzeniem. Leżały zardzewiałe norze i szczypce, oraz igły. gdzieś na skraju były powyrywane paznokcie, a pod stołem kłaki wyrwanych włosów. Gdzieś na skraju pola widzenia leżała pochodnia, oraz kawał liny., a obok gruszka do rozwierania ust. Przy wygasłym ognisku był zimny już pręt, a na nim zaschnięty tłuszcz i krew, oraz masa kurzu.

Dopiero po zauważeniu tego wszystkiego mężczyzna zrozumiał po co mył miód, widział bowiem, że koło palika do którego wcześniej przywiązano mężczyznę z gwardii, znajdowało się mrowisko. Elfy najwidoczniej wykorzystywały to jako ostatnią z tortur, choć nie widział by mężczyzna leżący teraz na stole był atakowany przez owe insekty.

Wtem do namiotu wszedł znany już mężczyźnie elf, z blizną na twarzy i stanął przed mężczyzna, reszta zaś po rozpaleniu paleniska, w którym leżał pręt, wyszła z namiotu.

 

- A więc zacznijmy - odezwał się dość nieprzyjemnie. - Skąd jesteś i co tu robisz? I co wiesz o Temerskiej armii?

Edited by Nicolas Dominique

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bezimienny spojrzał na przesłuchującego. Było jasne, że długousi posuną się do wszystkiego, byleby usłyszeć to, co chcą wiedzieć. Najwyraźniej uznali, że skoro zlitował się nad tym ze strzałą w piersi, to znaczy, że będzie robił wszystko, byleby tylko zostawili jego przyjaciela w spokoju. Mimo wszystko, patrząc na gościa z armii Temerii, nie czuł niczego. Nie pojawiła się żadna wizja wspólnej walki, ani czegokolwiek podobnego do tego, co przeżył, widząc ciała poległych.

 

Mimo że wciąż nie wiedział o sobie nic, musiał improwizować.

- Pochodzę z Północy, ale to już pewno wiecie - stwierdził. - Byłem najemnikiem. O armii wiem tyle, ile mówią najemnikom, czyli gówno. Poza tym, że wasza wesoła grupka nie ma z nimi żadnych szans... chyba że jest was więcej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elf skrzywił się, a do ręki wziął kubełek zimnej wody, który leżał przed chwilą gdzieś koło wejścia i chlusnął nią na gwardzistę. Ten zaczął szybko i najwyraźniej boleśnie oddychać, a przytomność zaczęła do niego wracać.

 

-Gdzie leży obóz temerii i ilu jest tam żołnierzy? - zapytał spokojnie. Najwyraźniej miał nadzieje że dostanie wszystkie odpowiedzi, skoro już sam początek był tak łatwy. Gwardzista zaś zaczął się oglądać dookoła, gdzie się znajduje, najwyraźniej nie mogąc połapać się w tym co się stało.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najemnik na razie mógł spokojnie opowiadać różne rzeczy, bo i tak nie zaszkodziłyby one nikomu. Chociaż mógł zrobić użytek ze swojej amnezji.

 

- Gdzieś przy rzece - stwierdził. - Cholera wie, bo goniąc was się tutaj zgubiłem. A co do liczebności to już wam mówiłem - wiem tyle, że jest ich dużo więcej niż was tutaj...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Kto dowodzi i jak jesteście przygotowani? - rzucił szybko. Był najwidoczniej niezadowolony z trafności odpowiedzi. Najwidoczniej zastanawiał się jak przymusić mężczyznę do mówienia. Skupiał się bardzo, a nawet wstał i zaczął krążyć wokół gwardzisty. Przyglądał mu się, oglądając również rany i skaleczenia, lecz wciąż czekał na odpowiedź najemnika. Nie miał bowiem zamiaru mu odpuszczać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Już nie "my" - stwierdził. - Wykonałem swoje zadanie, więc już nie jestem "z nimi". Ci goście są gotowi na Nilfgaard i tym bardziej na was. - Ale to jedynie z tego, co wiem i widziałem, bo nie sądzisz chyba, że pozwoliliby się mi kręcić wokół najważniejszych dowódców? - Spojrzał na gwardzistę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elf skrzywił się.

- Nie tym tonem. Prosiłbym o konkretniejsze odpowiedzi. - Elf obszedł stół z leżącym na nim mężczyzną i odezwał się w starszej mowie. - Wiem że nie śpisz. Może ty odpowiesz na moje pytania, chyba że nie żal ci życia jakichś Dh'oine. - Elf popatrzył na gwardzistę i pokiwał przecząco głową. - Nie rozumiem czemu Ty, Bloede Dh'oine, trzymasz się z nimi.

 

Najwidoczniej elf mówił do leżącego mężczyzny, jednak określenie "Bloede Dh'oine" było dla najemnika całkowicie obce i niezrozumiane. Jednak leżący na stole gwardzista wciąż się nie ruszał, ani nie odpowiadał. W namiocie zapanowała cisza, oczekująca na odpowiedź jednego z więźniów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

O ile samo dh'oine było w sumie oczywiste, to jednak w połączeniu bloede już stanowiło dla najemnika prawdziwą enigmę. 

 

Na tym etapie jego użyteczność była już zerowa. Niestety nie był już w stanie odpowiedzieć cokolwiek innego, a i był przekonany, że prędzej czy później cierpliwość długouchych się skończy i wtedy skończy nieszczególnie żywy. Miał nadzieję, że gdy tylko pojawi się taka możliwość, będzie mógł stąd uciec. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Również i mężczyzna nie odpowiadał na pytania elfa, choć już nie udawał że jest nieprzytomny. Jedynie czekał, nie wiadomo na co. Elf jednak zirytowany brakiem zainteresowania ze strony ludzi, stano koło wyjścia z namiotu i odezwał się raz jeszcze, choć tym razem jakby groźniej.

 

- Skoro nie chcecie rozmawiać, dam wam czas do rana. Jednak wtedy inaczej porozmawiamy...

 

Elf skrzywił się raz jeszcze, co spotęgowała jego blizna, a następnie opuścił namiot, najwyraźniej będąc w morderczym humorze. Mężczyźni mieli teraz zaś by porozmawiać lub coś wymyślić, gwardzista jednak nie miał najmniejszego zamiaru rozpoczynać rozmowy, a jedynie się nad czymś zastanawiał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najemnik z kolei patrzył na współtowarzysza niedoli, wciąż zastanawiając się, jakim cudem wciąż żyje. Był to na tyle interesujący fakt, że nawet nieszczególnie przejęła go groźba elfa. 

 

Drugą myślą krążącą mu po głowie była chęć ucieczki. Wiedział, że musi to zrobić, jeśli miał uniknąć wymyślnych tortur. Jednak... nie miał na razie pojęcia, jak miałby to zrobić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Przepraszam za brak odpowiedzi, jednak wciąż borykam się z problemami zdrowotnymi.)

 

Panowała dziwna cisza. Najemnik siedział i rozmyślał, jednak nic nie wpadało mu do głowy. Cisza jednak wwiercała się z walna w jego głowę, jakby czekając na odpowiedni moment by porwać jego psychikę na strzępy. Coś było definitywnie nie tak. Teraz jednak najważniejszy był pomysł na ucieczkę, bowiem nie mógł zostać wśród elfów i dać się zabić. Musiał coś wymyślić.

Siedział na niewygodnym krześle, do którego przywiązano mu nadgarstki. Po prawej miał stół ze wszelkimi przedmiotami służącymi do zadawania bólu. Przed nim leżał gwardzista, o dziwo będący spokojnym i jakby na coś czekający. Po prawej znajdowało się zamknięte wejście do namiotu, dające odrobinkę światła, dzięki któremu było wiadomo iż powoli zaczyna się ściemniać. Najemnik miał szanse, bowiem zapadała noc. Musiał się tylko wyswobodzić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystko wskazywało na to, że z jakiegoś powodu nie skrępowali mu nóg, dzięki czemu mógł powstać. Chociaż nie było to łatwe, musiał ostrożnie zbliżyć się do stołu po prawej i to tak, by nie wzbudzić niczyjej uwagi. Nie wyglądało na to, by ktokolwiek z długouchych stał bezpośrednio przy namiocie, jednak gdyby się wywrócił, ściągnąłby na siebie zbędną uwagę. 

 

Musiał teraz tylko znaleźć coś ostrego do przecięcia więzów, a był pewien, że wśród narzędzi tortur znajdzie coś odpowiedniego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna wstał nieporadnie będąc wciąż przywiązanym do krzesła i ku uciesze i cichym chichotom gwardzisty próbował dojść do stołu. Udało mu się to choć był pewien że tej nocy będą bolały go łydki od obijania się o krzesło. Teraz musiał jednak obejrzeć stół. Było dość ciemno co utrudniało znacząco możliwości oglądania narzędzi, choć mężczyzna dojrzał parę interesujących przedmiotów. Szczypce do odcinania kawałków skóry, stępiony i poszarpany nóż do podcinania, znalazł również całą masę nie przydatnych mu rzeczy, musiał więc się zdecydować na użycie jednego z tych dwóch. Ciemność panująca w namiocie i nadchodząca, najwidoczniej noc, nie pozwalały mu na obejrzenie całego stołu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najemnik uznał, że przydadzą się mu te dwa przemioty, jednakże w pierwszej kolejności chwycił nóż. Choć był stępiony, jego poszarpana krawędź zdawała się być skuteczniejszym sposobem na uwolenienie skrępowanych rąk. Co prawda wiedział, że zajmie mu to chwilę, lecz z pewnością mogło to pomóc bardziej niż wymagające pewnego chwytu szczypce do skóry.

 

Ostrożnie chwycił ostrze za rękojeść i zaczął ciąć. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cięcie było żmudne i powolne, jednak dawało radę. Mężczyzna z każdą chwilą przecinał się przez coraz grubszą część węzłów, zbliżając się do uwolnienia ręki. W końcu udało mu się, jednak zajęło to sporo czasu i zdążyła nadejść noc. Wszystkie elfy kładły się w swoich namiotach by odpocząć, pozostawiając jedynie warty przy ogniskach i klatkach z więźniami. To był dobry moment na ucieczkę, jednak trzeba było uwolnić również drugą dłoń.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mając już wolną jedną rękę, mógł chwycić szczypce, by z ich pomocą móc się oswobodzić. Najemnikowi wydawało się to trochę dziwne, że długousi pozostawili go w namiocie bez większej opieki, krępując jedynie dłonie. I zostawiając wszystkie narzędzia tortur w pobliżu. Albo byli niezwykle pewni siebie... albo była to pułapka. Niestety mężczyzna nie miał jak tego zweryfikować. Na razie skupił swoje myśli na przecinaniu więzów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Więzy nie oparły się staraniom mężczyzny, a ten odzyskał częściowo wolność. Teraz musiał wymyślić jak się wydostać z obozu, oraz co uczynić z pozostałymi więźniami...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szczypce mogły być dla niego użyteczne, dlatego postanowił je zabrać ze sobą, podobnie jak nóż. Spojrzał na leżącego dawnego pracodawcę, nie wiedząc za bardzo, co miałby z nim uczynić. Praktycznie nic nie mógł dla niego zrobić. Co prawda wolał nie pozostawiać go na pastwę długouchych, lecz i tak w pojedynkę mało co mógł zrobić.

 

Powoli podszedł do wejścia i wyjrzał na zewnątrz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Było ciemno. Wszędzie rozpościerała się noc, a jedyne światło dawały dwa ogniska przy których, łącznie, siedziało pięć elfów, a wszystkie zajęte swoimi sprawami. Jednak dość wyczulone zmysły mężczyzny i dziwne obycie się z lasem, oraz doświadczenie o którym nie pamiętał, mówiło mu iż obóz jest obstawiony dookoła lub są tam prowadzone zwiady. Namiot w którym był najemnik był na uboczu, niedaleko klatek, jednak na tyle blisko ognisk, iż mężczyzna nie mógł się przekraść do nich. Pozostałe zaś namioty były rozstawione po przeciwnej stronie obozu, a za ogniskami i słupem oznaczającym środek całej łąki na której rozbito obozowisko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uwolnienie kogokolwiek zatem nie wchodziło w grę. Tymczasem jednak zawrócił do wnętrza namiotu i podszedł do jednej z jego ścian, przeciwległej do klatek i ognisk. Z pomocą noża zrobił na tyle małe nacięcie, by nie zwrócić na siebie uwagi ewentualnych postronnych, jednak na tyle duże, żeby móc zobaczyć okolicę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Robienie dziury w namiocie, tak poszczerbionym nożem okazało się nie lada wyzwaniem, jednak w końcu doszło do skutku. Dziura nie była nazbyt imponująca, jednak była na tyle duża iż dało się przez nią wyjrzeć. Za namiotem rozciągał się pas traw, a tuż za nimi dziwnie usypany rów, ponabijany naostrzonymi gałęziami. Oczy mężczyzny już od jakiegoś czasu miały okazję przyzwyczajać się do ciemności, dzięki czemu udało mu się dojrzeć przechadzającego się za owym rowem elfa, wyposażonego w łuk. Na szczęście był na tyle zajęty patrolem iż nie zwrócił uwagi na namiot, ni też wyglądającego ze środka mężczyznę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyglądało na to, że tamtędy najłatwiej byłoby mu uciec. Jednak w tym wypadku "najłatwiej" wcale nie oznaczało, że będzie to proste. Palisada wyglądała na bolesną do sforsowania, co nie znaczy, że niemożliwą. Jednak by przeprowadzić skuteczną ucieczkę, musiał jeszcze dokładnie sprawdzić teren, na wszelki wypadek, by uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek.

 

Najemnik zasłonił utworzoną wyrwę (i tak nikt by jej nie zauważył, ale postanowił zachować ostrożność. Następnie udał się do głównej wejścia, by z jego pomocą spróbować udać się na tyły namiotu, by stamtąd ocenić możliwość ucieczki przez palisadę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przekradanie się było dość proste, bowiem ognie przy elfach strzelały z wolna się paląc co zagłuszało jego kroki. Mężczyźnie w końcu udał się znaleźć na tyłach namiotu, jednak zauważył iż w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stał elf, teraz znajdują się dwa i najwidoczniej o czymś dyskutują i to zażarcie. Coś było definitywnie nie tak, jednak mężczyzna musiał uciekać, lub pomóc wciąż uwięzionym. Stanął teraz przed ważną decyzją.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...