Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Cava Herondale

Wielkie Wyzwanie #1

Recommended Posts

Rafael otworzył przed nimi potężne bramy Wyrda. Bez zastanowienia weszli dumnym krokiem. Obie drużyny zachowywały dystans. Niedługo nastąpi potyczka, wtedy właśnie będą mogli skakać sobie do gardeł. Rafael siedział na złotym tronie. Po jego prawej stronie siedziała Cadance ubrana w złotą zbroję, połyskującą w blasku świetlistej aury, otaczającej trzy wielkie trony. Po lewej zaś siedział znudzony od czekania Sombra. Groźnym wzroiem mierzył swoją największą rywalkę. Najchętniej już podciąłby jej gardło. Jednak święte zasady Wyrda mówią o losowaniu, które wyłonić ma swoich przeciwników. Księżniczka z łatwością podniosła się ze swojego tronu i podeszła bliżej kucyków.

- Witajcie, szlachetni wojownicy! - wykrzyknęła radośnie. Nie była ani trochę zestresowana. Jak zwykle promieniała od niej aura nadziei, miłości i wiary w kucyki. Przed sobą miała swoich przyjaciół i wrogów, jednak wszystkich traktowała jak swoich braci i swoje siostry. - Witajcie w Wyrdzie. Tutaj odbędzie się pierwsza potyczka, jak również wszystkie pozostałe. Ostatnie tygodnie wypełnione były morderczymi treningami, jednak wiem, że udało Wam się poznać swoich rywali.

Tutaj księżniczka mrugnęła do nich, wspominając spotkanie na błoniach. Sombra był najwyraźniej zaciekawiony. Uniósł brew, dając do zrozumienia, że żąda wyjaśnień. Rafael przekręcił się na tronie i zaczął szeptać coś do jego ucha. Wyglądał, jakby chciał wybić całą drużynę. W końcu była tam też Cadance i nikt z nich nie wpadł na to, by podciąć jej gardło i przynieść mu jej głowę jako trofeum.

- Dolores, Amberly. - powiedziała do dwóch klaczy, które ukłoniły się nisko przed tronami. - Czy zwój jest przygotowany?

- Oczywiście, Wasza Wysokość. - Amberly podała jej zwój, który został wcześniej zapięczętowany. 

Cadance jednak go nie otworzyła.

- Ten niepozorny skrawek papieru wskaże Waszych przeciwników. Jako, że jest to pierwszy pojedynek, każdy z Was będzie walczył osobno. Tak, aby nikt nie mógł wspomagać Was w bitwie. - oświadczyła i rozpięczętowała zwój. Strona, która skierowana była ku twarzy księżniczki rozbłysnęła różnobarwnymi światłami, ukazując jej tekst wypisany starożytnymi runami. 

- Wynik jest następujący!

Król Sombra - Light Shield

Lying Hive - Raymond Blueye ZAKOŃCZONY

Rex Zygfryd Hohenberg - Księżnicza Cadance ZAKOCZONY

Cobalt Whisper - Centurion

Serox Vonxatian - Crazy Loveliness

Harkon - Lyriusz N.

Calamity - Grey Claw

Chocolate Punch - Black Earl

Brown Tail - Bluesky Star

Night Sky - Most White

Eomeer Daiki - Bjorg

Remedy - Wili Magic

Księżniczka podeszła z listą i pokazała Sombrze i Rafaelowi, aby potwierdzić swoją prawdomówność. Król nie był zachwycony, ale machnął na nią kopytem i wstał ze swojego siedzenia. Rafael ryknął głośno, a Wyrd zaczynał się przemieniać. Pod ich kopytami marmur zamienił się w piasek, z którego zaczęły wyrastać trybuny dla drużyn. Dla drużyny Cadance wszystko było jasne... Tereny wyznaczone na symulację nie były przypadkowe. Mimo to nie oszukiwała. Mogła tylko podejrzewać, co pojawi się w Wielkim Wyzwaniu, a zamiłowanie Rafaela to piaszczystych i wilgotnych terenów dawało jej wiele do myślenia.

- Wszystko jasne... Król Sombra i Light Shield zmierzą się na pustyni. - powiedziała Amberly.

niebo-pustynia.jpeg

EDIT: Każdy uczestnik ma do wykorzystania 10 postów w jednym pojedynku.

EDIT2: Od teraz zmiana zasad. Możecie walczyć równocześnie, jednak w takim porządku. Magowie leczący i support może pomagać towarzyszom w walce. Jeżeli ktoś napisze 10 postów, czeka na werdykt i po nim zwycięzca pisze ostatni post. Może zacząć wtedy wspomagać innych. Tylko proszę, aby większość z Was nie atakowała bossów grupowo (Sombra i Cadance) i starała się obrać jakąś lepszą taktykę.

Edited by Cava Schreave

Share this post


Link to post
Share on other sites

((jakoś tak tu cicho, jakby nikt nie miał na tyle odwagi aby napisać jako pierwszy... no cóż widocznie padło na mnie :/ ))

/Lying

Ray jednocześnie zmartwił i ucieszył się wyborem przeciwnika. Pewność że sojusznik wyjdzie żywy, albo wróg nie wyjdzie nigdy, dawała mu poczucie ulgi. Nareszcie wszystko się wyjaśni, nareszcie pewność że ma do czynienia ze swoim, czy ze zdrajcą. Podmieniec podszedł do swojego "wroga" i sapnął ciężko-Ech... czyli jednak przyszło nam walczyć ze sobą... jakoś tak mnie to nie dziwi.-Powiedział sięgając po broń-więc?-powiedział łagodnie i zaczekał gotowy do obrony na reakcje Lying. Spodziewał się nieczystych zagrań z jej strony, z resztą ona po nim pewnie też spodziewała się czegoś takiego, ale Raymond nie bez powodu trafił do księżniczki i nie miał, w każdym razie w tej chwili, zamiaru stosować wrednych metod i podłych zagrań wobec niej. Bądź co bądź rodaczka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Cadance

-Witaj, księżniczko.- powiedział- Sucho tutaj, może zmoczysz go swoją krwią? Tak, czy siak walczmy!- Rex włożył szklaną strzałę na cienciwę i wycelował w księżniczkę, jednak nie wystrzelił- Zaczynaj!- Pegaz miał nadzieję, że zada Cadance jakieś obrażenia, bo oczywiście pokonać jej nie mógł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Rex

Cadance przewróciła oczami i wzbiła się wysoko w powietrze. Ukryła się w chmurach. Zaczęła szybować wokół areny, aby wychwycić moment do ataku. Wyciągnęła żelazny miecz i wycelowała w plecy, po czym zapikowała, aby zadać cios i rozpocząć pojedynek.

Edited by Cava Schreave

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Ray

 

Lying spojrzała na swojego przeciwnika, nie wiedziała czy się cieszyć czy martwić. Z jednej strony wkurzył ją wtedy na błoniach a z drugiej byli w pewnym sensie rodzeństwem, chyba. Teoretycznie każdy podmieniec jest dla siebie rodzeństwem.

Potrząsnęła głową by wyzbyć się tych myśli, przylewitowała sobie halabardę i spojrzała na Ray’a. Miała przewagę zasięgu i to dużą więc ma przewagę.

- Mimo, że nie chce tego to robić to muszę. Bez forów oczywiście. – westchnęła do niego przybierając postawą bojową, i idąc wolnym krokiem w stronę przeciwnika. Musi ocenić swoje szanse najpierw. Miała założoną standardową zbroję podmieńców, dawało to jej duże poczucie bezpieczeństwa.

Edited by Komputer

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Cadance

 

Uśmiech zagościł na twarzy pegaza, prosta sekwencja którą nauczył go jego ojciec, gdy atakujesz ukazujesz w czym jesteś dobry, gdy się bronisz nie musisz niczego ukazywać, to była jego przewaga, wiedza i sekwencje Hohenbergów. Na widok pikującej klaczy wystrzelił, to było proste, każdy by się tego spodziewał, lecz czy klacz spodziewała się następnego ruchu?- Oczywiście, że nie.- powiedział cicho Rex i wzbił się w powietrze, kolejna sekwencja Hohenbergów. Kiedy przeciwnik leci w dół spowolnij go i wzbij się w powietrze. Potem strzelaj dalej, przeciwnik zmęczy się bardziej niż ty. Jego ojciec powiedział mu kiedyś ważną rzecz: "Kąsaj jak pchła, ale kąsaj. Jeśli pchła ukąsi psa tysiąc razy pies padnie i pchła wygra, jeżeli pies podczas walki wpadnie na drzewo to pchła wygra, wygra bo była szybsza, jeśli pies straci siły i upadnie, to pchła wygra, osłabiaj swojego wroga, bądź szybki, kąsaj, takie są atuty łucznika". Rex uśmiechnął się na myśl o ojcu.- Dziękuję Ci za rady.- powiedział wzbijając się wysoko w powietrze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Lying

Ray także miał na sobie zbroję nie standardową ale także podmieńczą, znajomości w księstwie Amanity, lekka zbroja zakrywająca klatkę piersiową i dodatkowe elementy chroniące kopyta. Ray nie uznawał tarcz, jednak kiedy musiał się przed czymś obronić zasłaniał się pancerzem na kopytku. Raymond także poszedł w kierunku "siostry". Nie zamierzał atakować jako pierwszy wolał zaczekać na lepszą okazję kiedy przeciwniczka będzie w lepszej pozycji. Uśmiechnął się do niej wrednie cały czas trzymając miecz w kopytku, z drugim mieczem na plecach i nożem u pasa, ale przeczuwał że z tej ostatniej broni nie będzie musiał korzystać.

-Rozumiem.-odpowiedział krótko od teraz maksymalnie skupiony na walce.

Edited by Arceus

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Cobalt znalazła się na arenie w nieprzypadkowym stroju. Gdyż ostatnio przyszło jej samej stanąć do walki, to teraz "dozbroiła" się znacznie lepiej. Praktycznie całe jej ciało zasłaniane było przez całkowicie hermetyczny strój typu HAZMAT koloru białego, z wyjątkiem jej kopyt, ochranianych dodatkowo przez specjalną gumę odporną na działanie substancji żrących, oraz głowy, którą okalał charakterystyczny dla tych strojów kaptur z przezroczystą osłoną znajdującą się przed twarzą, umożliwiającą widzenie. Przez tę osłonę wyraźnie widać było czarną maskę gazową, która regenerowała powietrze zużyte na wskutek oddychania. To wszystko spowodowało, że jedynym widocznym fragmentem samej Cobalt były jej oczy widziane zza maski i kaptura. Oczywiście, przy jej bokach zawieszone były także i jej zwykłe juki z pustymi i pełnymi strzykawkami, bandażami, narzędziami chirurgicznymi i kilkoma kolbami miarowymi okrągłodennymi, a przyczepiona do prawej juki kilkoma pasami wisiała jej ręczna piła amputacyjna. W tym momencie stała prosto, z użyciem magii trzymając podłużny przedmiot o kształcie podobnym do końcówki węża strażackiego, z jednej strony zakończony sporych rozmiarów dyszą, podczas gdy z drugiej wychodziła elastyczna rura, prowadząc od owego urządzenia do znajdującej się na grzbiecie niebieskiej butli, zawierającej skompresowany chlor.

 

/Centurion ((wcale nie dwemerski :D))

 

 Spojrzała na swojego przeciwnika. Jednorożec w zbroi, prawdopodobnie wysoce odpornej na wszelakie uszkodzenia konwencjonalne. Brak możliwości stwierdzenia zdolności magicznych. Prawdopodobnie wysoka sprawność bojowa. Rozwiązaniem będzie zachować dystans, oraz wykorzystać prawdopodobną przewagę szybkości nad nieparzystokopytnym.

 - Witam swojego adwersarza - powiedziała swoim zwykłym głosem, który jednak był tak bardzo zniekształcony przez maskę, że właściwie nie brzmiał jak głos klaczy. Dodatkowo, ten cały sprzęt i strój nawet bardziej utrudniał Centurionowi identyfikację płci osoby, która do niego przemówiła, gdyż nie mógł tego stwierdzić po sylwetce. - Mam nadzieję na owocną walkę, gdyż na samym początku jest mało poległych. - Ustawiła się w bardziej stabilnej pozycji, kierując w jego stronę owe ustrojstwo, które dzierżyła magią.

Edited by KubaGR8
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Ray

 

Spojrzała na jego zbroję, była pewna, że trochę wytrzyma ale jedno silne uderzenie halabardą powinno rozwiązać ten problem.

Sama jej broń miała ponad 2 metry długości więc musi bliżej podejść by cokolwiek jej zrobić, pod skrzydłem miała miecz jednoręczny na wszelki wypadek. Zirytowało ją jego wredny uśmiech, zetrze mu go z przyjemnością z pyska.

- Zobaczymy czy tylko w gębie taki mocny jesteś… - warknęła do niego robiąc pchnięcie halabardą jak włócznią by go zranić w pierś i unieszkodliwić szybko i skutecznie. Jednak nie na tyle mocno by był zgon. Była ciekawa co potrafi. Nie lubiła nic nie wiedzieć o swoim przeciwniku a niestety znalazła się w takiej sytuacji, w jej mniemaniu kwestia kilku minut aż go pokona.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wolfast wkroczył na arenę, która zamieniła się w pustynie. W swoim czarnym płaszczu i kapturze był widoczny jak na dłoni. Ale mimo to nie przejmował się tym. Wiedział, że niezależnie od terenu przeciwnik będzie z nim walczył i obydwie strony nie odpuszczą. Mało miejsca do osłaniania się, to też niedobrze. To będzie dziwna walka snajperska.

/Blackhearth

Przygotował swój muszkiet i zaczął szukać wroga. Zauważył swoje przeciwnika na jednej z wydm, więc wstrzymał oddech i wycelował pociskiem oślepiającym. Gorące powietrze utrudniało celowanie ale on już przywykł do takich i gorszych warunków. Gdy był już pewny pociągnął za spust i wystrzelił. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Cobalt Whisper

Centurion nagle znalazł się na przedziwnej arenie która po krótkiej chwili zmieniła się w pustynię. Centuriona nie zdziwiło miejsce w jakie zmieniła się arena gdyż już przyszło mu już walczyć na pustyni a po za tym miał na sobie swoją zbroję Oriona. Na przeciwko Centuriona stała postać w dziwnej zbroi i sprzęcie wyglądającym głównie jak sprzęt medyczny, postać ta jak się okazało miała być pierwszym przeciwnikiem Centuriona. Nagle dziwna postać przemówiła do Centuriona bardzo zniekształconym głosem po którym nie dało się poznać czy jest to klacz czy ogier.

-Witaj

Centurion zdążył tylko odpowiedzieć na pierwsze zdanie postaci gdyż ta nagle zaczęła celować w niego dziwnym urządzeniem. Centurion nie miał zamiaru sprawdzać co potrafi to dziwne ustrojstwo i odruchowo aktywował potężna osłonę swojego pancerza, oraz zaczął biegać wokół postaci tak by trudniej było go namierzyć co wcale nie zmniejszało skuteczności jego osłony ani  mobilności, to też była doskonała okazja do sprawdzenia czy postać ma jakieś słabe punkty.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Lying

Ray wiedział że manewrowanie taką bronią nie jest łatwe, wiedział także że oberwanie czymś takim nie należy do rzeczy przyjemnych. Nie zamierzał sprawdzać jak bardzo. Zauważył że wróg biegnie na niego z zamiarem ataku. Czyli on musi się obronić. Cały czas z wrednym uśmieszkiem na pysku czekał w bezruchu aż Lying będzie dość blisko, aż poczuje chłud jej broni na piersi. Gdy rzrczywiście Lying była w odpowiedniej odległości Ray niespodziewanie ruszył na nią. Wzleciał przed ostrzem włuczni i z powietrza rzucił się na nią nie dając jej nawet szans na ruszenie bronią. Chciał uderzyć ją mieczem w hełm tak aby poczuła może zemdlała ale wyszła cało

((Wybacz piszę z telefonu i nie mogę pogrubiać))

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Ray

 

Zaskoczyło to ją i to nieźle. Jednak nie chciała dać mu tej satysfakcji szybkiego padnięcia. Instynktownie odskoczyła do tyłu i rzuciła po prostu halabardą w swojego przeciwnika jak włócznią. Powinien zmienić kurs by jej uniknąć.

W szybkim tempie wyjęła magią miecz spod skrzydeł i przygotowała się do obrony. Walka mieczem jednoręcznym szła jej najlepiej i nie miała zamiaru dać się pokonać.

- Pokaż co potrafisz. - warknęła w jego kierunku czekając na reakcje. Poprawiła na szybko hełm magią.

 

(O ile mi wiadomo nie trzeba już pogrubiać... )

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Lying

Ray uśmiechnął się, przeciwniczka spacyfikowała się sama, w jego oczach ok, choć pamiętał, że Lying akurat lubiła posługiwać się magią, więc marnym to było pocieszeniem. Podmieniec nie zamierzał uciekać, w końcu to tylko rzucony w powietrze dwumetrowy badyl z grotem i kilkoma innymi drobiazgami, po prostu zasłonił się mieczami, by po chwili wznowić atak. Przeciwniczka dzięki temu zyskała dodatkowy czas na dobycie broni, która umknęła wzrokowi podmieńca. Gdyby Lying nie zrobiła tego teraz Ray pewnie podszedł by na pewniaka do "bezbronnej" przeciwniczki i mógłby tego pożałować, teraz jednak kiedy ona obnażyła swój sekret tego błędu nie mógł już popełnić. Podmieniec co prawda obronił się przed halabardą, jednak była to ciężka broń i uderzenie mimo zbroi i dodatkowego zabezpieczenia w postaci mieczy i tak nie było przyjemne, poczuł ból w kopytku od uderzenia, nie było to jakieś specjalnie mocne, ale strasznie irytujące i odwracające uwagę od tego co ważne. "ach trzeba to rozchodzić" pomyślał sobie.

-hahaha! wiesz na co się porywasz?-powiedział ruszając na nią-Sądzisz że to dobry pomysł?-odpowiedział spokojnie atakując ją pierwszym mieczem.-Podać ci nóż?-zapytał znienacka, dźgając ją drugim, przed którym nie miała większych szans się obronić, gdyż zablokowała pierwszy atak. (sorki że mówi co zrobiła, ale wątpię aby chciała przyjąć na siebie pierwszy atak)

 

(jak chcesz teraz mogę to zrobić, na pewno Ci to ułatwi :) )

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Ray

 

Nie zdziwiła się gdy halabarda nie trafiła, nawet spodziewała się tego. Ale błyskawicznej reakcji przeciwnika już niezbyt syknęła z bólu gdy dźgnął ją w kopyto. Pancerz nie osłaniał całego kopyta i to była wada tego. Ale cóż nie da mu tej satysfakcji.

Skoro chce się bawić w brudne sztuczki to się pobawi. Odepchnęła przeciwnika sama odskakując znowu do tyłu, pewnie znowu coś zrobi ale nie da mu nic zrobić. Złapała magią jego skrzydła i spróbowała nim cisnąć prosto w piach, z wolna zaczęła podchodzić cały czas będąc gotów do ewentualnego zablokowania ciosu lub odskoku. Jednak trafiła na kogoś z podobnymi umiejętnościami co ona, jednak też ma kilka asów w rękawie.

Przekona się szybko, że nie docenia jej ku jego nieszczęściu.

 

(Pogrubiać czy nie pogrubiać. O to jest pytanie.

Edited by Komputer

Share this post


Link to post
Share on other sites

Viper zbadał wzrokiem swego stojącego w nieznacznej odległości przeciwnika oraz otoczenie.

"ogier, mały dystans, pegaz, snajper? przeciwko mnie?", "pustynia, sypki piach i żar, mogące lekko utrudniać poruszanie się i latanie" ... "ciekawe warunki na taki cel" (pomyślał z zadowoleniem)

Viper powoli zmniejszał odległość, wyciągnął dwa ostrza jednym przyjął pozycję obronną a drugie wycelował w oponenta (przy użyciu magi)

 

/Bluesky Star

 

-Witam przyznam troszkę dziwi mnie fakt iż walczę z snajperem ale darowanemu kucykowi w zęby się nie zagląda. Bez przedłużania, zgaduję iż Pan też wie że to miejsce działa tak iż nie da się tu zginąć... choć ból jest dość realistyczny. (lekko się uśmiechnął) Mam taką propozycję która zaoszczędzi nam obu czasu. Ja zadam Pany szybki i bezbolesną cios wygrywając walkę a Pan uniknie cierpień. Proszę nie odpowiadać! Brak ruchu uznam za zgodę!

Viper posłał ostrze w Bluesky Stara celując prosto w jego krtań

"W przeciwnym razie czeka mnie niezła zabawa choć pewnie nie uniknę walki na poważnie" (pomyślał starając się ukryć radość jaką sprawiała mu ta myśl)

Edited by J#42

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Lying

Raymond walcząc o utrzymanie się na ziemi krzyknął do niej-Brak odpowiedzi uznaje za tak!-po czym rzucił w nią nożem, nie miało to na celu zadania jej jakiś obrażeń, tylko drobną dywersję. Prowokacja do skupienia się na czymś innym i w konsekwencji osłabienie czaru. Odskoczyła, była na to gotowa, więc plan legł w gruzach "dajmy jej jednak trochę szczęścia" Pomyślał rzucając się na piach. niby groźnie to wyglądało, ale sam by się nie okaleczył. Wstał niby skołowany z ziemi. Udawał ogłuszonego, czekał aż ośmielona Lying zechce go zaatakować, aby ujawnić jej bezlitosną prawdę. "heh ciekawe kiedy sobie przypomni że umiem to samo co ona?" pomyślał czekając na ruch "wroga".

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Ray

Na pyszczek Lying wkradł się triumfalny uśmiech, szła w jego kierunku by go załatwić jednak zatrzymała się.

- To byłoby zbyt proste tak po prostu go walnąć. - powiedziała do siebie, szybko się wyzbyła wszelkich podejrzeń i pomysłów. Chciała go załatwić jak najszybciej, gdy stanęła metr od niego spojrzała na niego. - Jak to jest przegrać? - zapytała go z uśmiechem na pyszczku. Po zmniejszeniu odległości zamachnęła się tak aby walnąć go płazem w łeb by stracił przytomność. Była pewna siebie i to bardzo, było to widać w jej spojrzeniu.

Jednak obawiała się jedynie jakieś podstępu, pokazał jej, że zna wiele sztuczek więc trzeba być gotowym na wszystko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Timber

 

Z powoli wzmagającego się chaosu pojedynków, wyłowiłem wzrokiem moją przeciwniczkę.  Kryształowa klacz  ziemistej barwy. Długie, perfekcyjnie ułożone  pasmo zielonej grzywy. Dumnie wyprostowana głowa. Standardowe  wyposażenie żołnierza,  z jedną anomalią w postaci  wykwintnego, chłodno-błękitnego szala.  Wypisz, wymaluj rasowa arystokratka.  Niecodzienny widok na polu bitwy.

 

A całość lekko przypominała  ziemię z wyrastającą kępką trawy.

 

Parsknąłem lekko. Bądź poważny kretynie. Co ta zielonooka piękność sobie pomyśli?

Po prawdzie to wiedziałem. Najpierw-„ Co to jest!?” – a następnie- „Czemu to jest takie wielkie i brzydkie?! I co je tak bawi?!”

 

Idealny początek.

 

Spokojnym stępem zbliżyłem się do oponentki, lekko się  uśmiechając.

-Witaj- mechanizmy zajęczały lekko, gdy wykonałem oszczędny ukłon- Na imię mi Calamty, a ty zapewne jesteś Timber, mój przeciwnik. Miło mi cię poznać.

 

Zastanawiałem się, czy ta klacz byłaby w stanie mnie zabić. Wiszący u jej boku miecz wyglądał groźnie lecz wątpiłem czy, nawet w odpowiednich kopytach, byłby mnie w stanie poważnie uszkodzić. Nie wspominając już o sile woli  klaczy go dzierżącej. Takie moje szczęście...

 

Przybrałem bojową pozę i zakręciłem  skomplikowany młynek stalowym kijem .

A więc- powietrze wokół mnie zafalowało, reagując na aktywację generatora tarczy- czy możemy zaczynać panno Timber?

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Lying

Gdy Lying zadała pytanie spojrzał na nią błagalnie, utwierdzając ją w kłamstwie. Gdy unosiła miecz, szybko i bezwzględnie ciachnął ją ponownie w odsłonięte miejsce na kopytku w którym dzierżyła broń, pierwszym mieczem i bezpieczną (tą szeroką) stroną drugiego miecza uderzył ją w hełm. Zapewne była gotowa na coś takiego, co już dawało jej znaczną szanse na obronę, a nawet skuteczny kontratak. 

Edited by Arceus

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Ray

Została zaskoczona i to nieźle, bolało ją jak diabli ale nie wydawała dźwięków na razie. Do tego atak płazem w hełm zdezorientował ją przez co musiała się cofnąć, jednak miecz dalej trzymała magią. Potrząsnęła głową by się ogarnąć, tym razem spojrzała jadowicie na niego. Jak będzie musiała to go gołymi kopytami zatłucze, bo ta zniewaga krwi wymaga.

- Chciałam być miła ale skoro chcesz aby tak nie było to masz. - wycedziła ponawiając atak, zrobiła zamach od prawej mieczem jednak w ostatniej chwili podrzuciła go, złapała kopytem i zaatakowała od lewej używając prostego manewru mylącego. Chciała trafić go w bok by pokazać mu, że nie będzie miał tak łatwo już.

Edited by Komputer

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Lying

-Sama na początku mówiłaś, "bez forów"-odpowiedział obojętnie. Zobaczył że Lying zamierza go zaatakować, "łatwa obrona" pomyślał wystawiając broń do zablokowania ataku, jednak Lying wykazała spore umiejętności w walce bronią białą, czym zaskoczyła podmieńca, próbował się zasłonić drugim mieczem, ale miał za mało czasu i nie zdążył, po za tym obolałe kopytko, które teraz musiało by przyjąć kolejne uderzenie. Nie, odpuścił trochę zdając się na zbroję. Zawiódł się. Lying miała niesamowite szczęście trafiając w otwór na skrzydło. Cierpiał, to go zabolało, i sprowokowało do kontrataku. Raymond nie został dłużny, korzystając z tego że przeciwniczka skupiła się na jego lewej (czy prawej?) stronie on zaatakował wolną bronią z prawej (albo lewej?) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Cent

 Cobalt stała w tym samym miejscu z przygotowaną bronią, cały czas obracając się w taki sposób, aby mieć możliwość strzału w kierunku tego wojownika rodem z komiksów o Iron Mane'ie. ((http://fc09.deviantart.net/fs70/i/2013/127/b/5/pony_stark_is_iron_mane_by_amelie_ami_chan-d64gcva.png)) Wszak nie będzie tak biegał z włączoną osłoną przez nieskończoność, a zwłaszcza dlatego, że biega po piasku. Nie sprawiało jej żadnego problemu stałe obracanie się ku niemu, ale jednak trzeba by było przejść do ofensywy. Zwyczajnie wycelowała w jednorożca z pancerzem wspomaganym, zachowując dość spore wyprzedzenie, oraz pociągnęła za spust, zamieszczony w dolnej części urządzenia. W tym momencie urządzenie wydało dość głośny syk, ale dalej nic się nie działo. Jej ostatnią czynnością było pociągnięcie za dźwignię, znajdującą się na górze.

 

W tym momencie z dyszy urządzenia z dużą prędkością począł wydostawać się żółto-zielony dym, sięgający nawet do kilku metrów za Centuriona i jego tarczę. Był to chlor, czyli krztuszący gaz bojowy, wywołujący w głównej mierze podrażnienia dróg oddechowych, skóry i oczu, a nawet i śmierć przez zatrucie. Czyli nie było to nic, czym chciały oddychać kucyk. Uznała to za dobry wybór, gdyż jeśli owy jednorożec może swobodnie oddychać w obrębie swojej osłony, oznacza to, że przepuszcza ona powietrze. A jeśli przepuszcza powietrze, tym bardziej będzie przepuszczać chlor. Kontynuowała robienie tego przez dłuższą chwilę, aby mieć pewność, że Cent nie znajdzie ani jednej kieszeni powietrza, po czym czekała. Chlor nie był gazem bezbarwnym, więc działał też jak swego rodzaju zasłona dymna. Nie było nic widać z zewnątrz, ani z wewnątrz. Teraz pozostaje jedynie liczyć, że nie nadejdzie wiatr, który rozniesie gaz po całej arenie. Dodatkowo przygotowała się na ewentualny kontratak, wyciągając zamkniętą kolbę miarową z przezroczystą substancją ciekłą w środku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Ray

Była pewna swojego zwycięstwa, powodzenie tego manewru utwierdziło ją tylko w tym. Przynajmniej rozwiąże się łatwo komu się pomaga a potem wbija sztylet w plecy. Jak ona wygra to pomagają Sombrze a jak On to tej zadufanej w sobie księżniczce.

Jednak pewność siebie zaślepiła ją na tyle, że zignorowała kontratak przeciwnika płacąc za to. Jego miecz trafił w skrzydło i zrobił długą ranę prawie aż do brzucha, nie było by to tak bolesne gdyby nie fakt, że trafił tam gdzie się zaczyna właśnie skrzydło. A tam najbardziej boli, zagryzła zęby z bólu oraz cicho jęknęła z tego powodu.

Była do tego nieprzygotowana, przeklęła w myślach swoją głupotę i spojrzała znowu na Ray’a. Zrobiła znowu zamach od lewej chcąc mu sprawić więcej bólu a konkretniej chciała trafić w udo.

Prawym kopytem zamachnęła się aby trafić go w pysk, było opancerzone więc poczuje o ile czegoś nie odwali.

 

(Jeszcze tylko 3 posty... )

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Lying

Ray skupił się na mieczu wroga i choć z niemałym trudem się obronił przed kolejną raną, mimo bólu i drobnego zmęczenia spowodowanego wysiłkiem i brakiem wody na pustyni,obronił się przed mieczem. Nie zauważył jednak drugiego kopytka i i tak dostał po pysku. Odruchowo cofnął się. Poprawił hełm i zaczekał na atak "siostry" jaj zzawse z już opracowanym planem obrony.

(Wiem pamiętam)

Edited by Arceus

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...