Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Oho. Wyglądało na to, że koniec gadania. Ten krzyk, odgłos tłuczonego szkła... To mógł być wypadek, mógł ktoś menela z progu tulipanem wyprosić, a mogły to być te potwory, co to się w gospodzie tyle o nich nasłuchali. Opowieści pary łowców działały na wyobraźnię, nie ma dwóch zdań, Borys już widział siebie stojącego naprzeciw jakiegoś smoczyska czy innego utopca. Ta wizja była tak szczegółowa, że przez chwilkę nawet czuł zapach gówna jakie zapewne znalazłoby się w jego gaciach. Ale po tej chwilce pokręcił głową, strzelił karkiem i zatarł łapska. Trza sprawdzić co to takiego było. Mężczyzna był bliski splunięcia sobie na szczęście, ale w ostatniej chwili się wstrzymał. Przy duchownym, no jak to tak?

 

Szybko podjął decyzję, gdzie iść. Niby miał procę, więc powinien iść z tyłu, ale wszyscy się tam pchali jak durni, więc zmienił zdanie i ustawił się jako drugi bądź trzeci.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słysząc wrzaski i tłuczone szkło chłopakowi aż zaświeciło się oko. Cokolwiek może tam być na pewno nie ma zbyt dobrych zamiarów. Z racji tego że chłopak preferował obijać mordy z bliska niż bawić się w jakieś łuki, proce czy inne dystansowe gówno szedł bardziej na przodzie grupy. Cały czas przyglądał się dwójce doświadczonych łowców. Pierwszy raz w życiu spotkał osoby których nie chciał okradać. Tacy jak oni najpewniej odrąbali by złodziejowi łapska i wsadzili w rzyć. Reszta grupy była całkiem różnorodna. Duchowni, osiłki, cwaniaczki...prawie cały świat w małej zbieraninie ludzi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Iwan

 

Po dość sprawnym mimo wieku niektórych uczestników dotarciu do celu, Iwan rozpoczął oględziny miejsca potencjalnego miejsca zbrodni. Zrobił kilka kroków w przód, dając znak innym, aby zostali w tyle. Kilka razy pokiwał rzeczowo głową, mruknął coś pod nosem, podrapał się po nosie. Przyklęknął przy wybitym oknie z wyrwanymi okiennicami i dotknął ziemi w tamtym miejscu.

- Dobra, chłopy. Robimy tak. Majster i harcownik... Ten, no... Borys! Tak, Borys i Dimitri zostają ze mną, reszta rusza dupska w troki i idzie za Saszką na małe łowy. Naszego wilczka tu nie ma, ale możliwe, że coś po sobie pozostawił! - Oświadczył z chytrym uśmiechem.

Iwan podszedł do drzwi wyważył je dwoma potężnymi kopniakami. Sprawca całego tego burdelu i tak jest już poza nim, więc po co się powstrzymywać?

Mężczyzna wszedł do środka, dając znak dwójce towarzyszy, aby szli za nim. W ciemnej chacie nie było widać prawie nic, mimo światła księżyca wpadającego przez rozwalone okno, więc Iwan w tym momencie polegał głównie na swoim słuchu. Zrobił kilka kroków do przodu, które skutkowały przeraźliwym trzeszczeniem desek. Zatrzymał się i uklęknął, po czym przyłożył ucho do podłogi. Trwał chwilę w bezruchu. Po pierwsze, wyglądało to w jego mniemaniu bardzo fachowo, a po drugie - miał wrażenie, że słyszy coś jakby z dołu.

Zaczął badać stare deski podłogi, dotykając je lekko i próbując podważyć którąś z nich. W końcu operacja odniosła skutek.

- Aha! - szepnął triumfalnie, otwierając ukryty właz. Piwnica? Może coś w tym guście. Całkiem nieźle się mieszkaniec chaty urządził, trzeba przyznać. Ciekawe, jakie sekrety skrywała owa piwnica...

Już miał schodzić na dół, kiedy z piwnicy rozległo się szybkie, przytłumione tupanie. Iwan odsunął się trochę i poczekał aż niezidentyfikowany gość wyfrunie z włazu, po czym złapał go, czego świadectwem mógł być cienki pisk i następujące po nim protesty.

- Puszczaj, draniu! Puszczaj! - Warknęła ofiara zamachu Iwana, a ten podniósł ją za fraki i zaniósł do okna, żeby lepiej się przyjrzeć.

Światło księżyca ukazało chudego dzieciaka o niesamowicie brudnej, skrzatowatej twarzy i wielkich oczach. Rozczochrane, jasne włosy okalały twarz powodując, że stała się jeszcze drobniejsza. Po wyglądzie trudno było wywnioskować, jakiej płci jest mały drań. Podpowiedzią był poszarpany lekko ubiór, wskazujący iż była to dziewczynka, teraz gorączkowo próbująca odgryźć Iwanowi palec.

- Kto ty jesteś? - zapytał niewzruszony.

- Puść mnie, to ci powiem! - postawiła ultimatum, po czym po chwili wahania dodała:

- Tatuś zabronił mówić nieznajomym.

- Gdzie jest tatuś? - kontynuował przesłuchanie Iwan.

- Porwany przez potwora! Kazał mi się ukryć, ale ja wszystko słyszałam. Wszyściutko, o tak! Musisz pozwolić mi iść. Muszę go znaleźć i uratować! - Pod koniec zdania w głosie słychać było desperację, przypieczętowaną pociągnięciem nosa. Brudna mała dłoń przetarła oczy, a dziewczynka jeszcze raz pociągnęła nosem.

Iwan spojrzał na towarzyszy z podniesioną brwią.

 

 

Sasza

 

 

Asceta zatrzymał się za grupą i gdy Iwan zadecydował o rozdzieleniu się, głośno powiedział do swojej części motłochu:

- Słyszeliście Iwana, idziecie za mną! Byle szybko, nie mamy czasu do stracenia!

Ruszył od razu na przód grupy i udał się po śladach. Biegł dość wolno, by inni mogli za nim nadążyć,ale czuć było, że go to nie męczy i mógłby tak biec godzinami, jeśli nie dniami. Po pewnym czasie dotarli do niewielkiego pagórka. Wspięli się na niego i ujrzeli znajdującego się tam rozerwanego trupa chłopa. Bardziej od rzeźni pasuje tu słowo rytualny mord. Mężczyzna był oskórowany, a jego skóra leżała obok niego. Ktoś wyrył na niej dziwne znaki, których nikt nie był w stanie odczytać, ponadto brakowało mu serca. Biedak miał połamane wszystkie kości, ale nie w jakiś specyficzny sposób. Cała ta scena była niezwykle krwawa. Sasza podszedł do skóry i machnął nad nią pastorałem, wykrzywił twarz w grymasie gniewu. Odwrócił się do pozostałych i przemówił.

- To jest dzieło tego wilkołaka, jego brutalna siła pozbawiła nieszczęśnika życia, ale wyczuwam tu też czary. Wiedźmie rytuały, nie znam jednak tych znaków, więc to musi być jakiś inny sabat. Módlcie się głupcy, by to był nowy sabat, a nie stary odrodzony, czy ukryty, który wreszcie się ujawnił.

Stał nad ciałem niczym strach, wiatr powiewał mu w stronę lasu. Zlusrował wzrokiem polanę. Z tego miejsca był znakomity widok.

- Rozejrzyjcie się jak chcecie, ja muszę chwilę pomyśleć. Niech nikt nie rusza się ze wzniesienia. A szczególnie ty - wskazał na innego pastora. - Ty mi się tutaj na pewno przydasz. Jak chcesz to możesz się poduczyć wyczuwania magii na tych znakach, chyba że już to umiesz.

 

 

Gdy działa się akcja w karczmie wszyscy siedzieli w pomieszczeniu i słuchali łowców. Wszyscy oprócz jednego majstra o imieniu Wiesław. Ów człowiek w tej chwili zmagał się ze swoimi wewnętrznymi demonami... W toalecie. Cierpiał już dobrą godzinę, zmagając się z bólem po tym jak zjadł sporo za ostrą, pieprzową kiełbasę. Gdy wreszcie dokonał ostatecznych egzorcyzmów i oczyścił swoje ciało z potworności, Bandy już nie było. Zauważył wracających ze zwieszoną głową trzech niedoszłych pogromców potworów i dowiedział się od nich o sytuacji postanowił również wyruszyć z nimi, ale nie zauważył ich podążających w stronę miejsca zbrodni, którego jeszcze nie było widać. Pobiegł za nimi, ale nie za szybko na wypadek, gdyby demon znów chciał zaatakować i wydać na świat kolejnego brązowego potomka. Gdy ich dogonił już byli rozdzieleni, więc Wędrowycz stwierdził, że pójdzie do domu, by nie gonić ekipy z Saszą na czele.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Andrei Wasielej

 

Przyjrzał się całemu miejscu tak, jak tylko potrafił. Czyli poniekąd nijak, bowiem wujaszek go bardziej w bitce i modlitwach zaprawił. Co nie co oczywiście wiedział, ale psia mać, jak na złość, zdawać by się mogło że nie to co trza. Koniec końców nie wiedział co to za cholerne znaki, nie znał też takiego rytuału, który wymagał oskórowania nieboraka. Ponad to, takie oskórowanie powinno swoje zająć, a sam oskórowany, sądząc po ilości krwi i braku widocznego rigor mortis, nie umarł nagle. Ba, najwidoczniej był żywy w trakcie całego procesu. Biedaczyna. Andrei chciał odprawić nad nim namaszczenie, ale obawiał się, że jeszcze jakiś ważny znak zakryje, toteż stanął tylko jak mu kazali i rozglądał się czujnie, coby przypadkiem czegoś nie pominąć.

- Może i się nie znam na tej konkretnej robocie, ale, o ile pamięć jeszcze działa, czy to nie Aztekowie i tamtejsze cholery zajmowały się wyrywaniem serc? Bo serce to miejsce mocy, bla bla bla, a jego spożywanie i wykorzystywanie dawało tym psim synom jakieś moce?

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Ok, od mojego odpisu minęło 9 dni i pojawił się tylko jeden odpis. Ustalam czas odpisu na siedem kolejnych dni i jeśli ktoś mi nie odpiszę, to jego postać jest przejmowana i po pewnym czasie zabita, a jeśli nie będzie w ogóle takiej ilości postaci, by normalnie przeprowadzić sesję, to ją po prostu usunę. Skoro nie macie ochoty odpisywać, to ja nie mam ochoty tego przytrzymywać przy życiu niepotrzebnie.)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dimitri stał spokojnie, kiedy dzielili ich na grupy. Po tym poszedł szybkim krokiem za Iwanem. Po wejściu do domu rozejrzał się.

- Cholera ciemno tutaj - Powiedział cicho próbując zobaczyć coś zniszczonym domu. Jednak nic mu to nie dało. Widział tylko ciemne kształty Iwan i jego towarzysza. Czekał spokojnie, widząc jak Iwan przykłada ucho do podłogi i coś tam bada. Chciał już coś powiedzieć, jednak usłyszał zadowolenie przewodnika a po chwili jakiś pisk. Przyjrzał się temu czemuś, co wyszło z piwnicy. Zobaczył dziewczynkę.Dziwny to widok był dla niego jednak nic nie powiedział. Przysłuchiwał się za to wymianie zdań między Iwanem a dzieckiem.

-To co teraz robimy panie? - Zapytał patrząc na Iwana z wyczekiwaniem. Dimitri sam bardzo słabo znał się na walce i właśnie dlatego wolał posłuchać i pójść za radą osoby bardziej doświadczonej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiesław 

 

Po pokonaniu swych wewnętrznych demonów i próbie uchwycenia łowców by sam się stać takowym, która niestety, zakończyła się fiaskiem zniesmaczony tym faktem Majster westchnąwszy, powolnym krokiem wrócił do domu coby nie stać na dworze jak ten kołek. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po podziale niemal od razu za przewodnikiem zanurkował w czeluście domu. I tu niestety odezwała się w nim bandycka żyłka. Widział dość dobrze, potrafił rozróżnić kształty i wyławiać trochę tych bardziej wyraźnych szczegółów w ciemności, jednak zamiast poświęcić się nauce metodą obserwacji poczynań Iwana Borys zajął się czym innym. Mianowicie po cichu, iście kocim krokiem, zaczął przechadzać się po domu, udając, że niby to rozgląda się za jakąś większą ilością poszlak, a w praktyce kitrając pod ubraniami i po kieszeniach co cenniejsze przedmioty, jakie wpadły mu w łapy. Proceder zastopowało dopiero pojawienie się dziecka, nieco niespodziane. Mężczyzna przez chwilę miał ochotę lekko podskoczyć ze strachu, no bo się bachora zupełnie nie spodziewał, ale oparł się pokusie. Stanął przodem do Iwana i Dimitrija, przyjmując jakąś neutralną pozycję i w swym mniemaniu zupełnie nie dając po sobie poznać, że ma coś, co do niego nie należy. Napotkał wzrok łowcy i, z pewnym trudem, wytrzymał spojrzenie.

- Nie wiem w sumie. Już się rozdzieliliśmy. Możemy zostawić tu dzieciaka i poczekać, czy potwór po niego nie wróci. A jak wróci, to będziemy pewnie jakoś z nim walczyć. Czy coś - powiedział niezbyt pewnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

[bardzo przepraszam, ale muszę zrezygnować. Przykro mi, lecz doznałem olśnienia, że w tym roku mam maturę i to jej powinienem poświęcać czas, ponieważ w przeciwnym wypadku niczym zaniedbana dziewczyna zrezygnuje ze mnie, co okazałoby się ciosem wielce potężnym, potężniejszym nawet niż odejście prawdziwej, której nigdy nie miałem. Wychodząc z zasady, którą narzuciłem sobie grając w gry MMO, że życie wirtualne nigdy nie powinno narzucać reguł realnemu, minimalizuję u siebie zbędne czynności. Wpis na tydzień może nie jest wielkim wyrzeczeniem, a mój post bardziej zasługuje na chrząknięcie śmiechem niźli poważanie, ale wychodząc z założenia: ,,Grosz do grosza a będzie kokosza" wiem o swojej racji. Szkoda, zapowiadało się świetnie, ale wcześniej o ile uważałem, że zdam tak czy siak, teraz zależy mi na gwarancji oraz dobrych wynikach. Pozdrawiam, trzymajcie się i natłuczcie mnóstwo plugastw.]

Share this post


Link to post
Share on other sites

7086538_bell.jpg

*Bim*

Rozlega się dźwięk.

*Bim*

Kostucha kosę swą ostrzy.

*BIM*

Dzwony niczym grzmoty dźwięczą

 

Został wam tylko jeden dzień śmiertelnicy.

Jutro zrównam stan wszystkich was do najliczniejszej grupy dusz.

A teraz pytanie. Która grupa będzie liczniejsza? Żywych, czy martwych?

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Dobra minęło nawet więcej czasu niż dałem, tak więc więcej jest nieaktywnych osób, a zatem sesja idzie pod topór. Szkoda zmarnowanego potencjału, ale muszę zamknąć ten temat. Niby kilku się odezwało, ale ten scenariusz nie był założony na tylko parę osób, a sesji z przewagą BNów w drużynie nie prowadzę. Zegar jakbyś mógł ten temat dać do archiwum albo coś, to byłbym wdzięczny.)

https://www.youtube.com/watch?v=nhpCN7RKUoY

Share this post


Link to post
Share on other sites

Naprawdę szkoda, zmarnowany potencjał nie tylko sesji ale i bohaterów w niej bywających. Mówi się trudno.

 

Przeniesione do Archiwum na prośbę autora.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...