Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Cahan

Przekleństwo Lasair [oneshot][dark][sad][fantasy]

Recommended Posts

Przedstawiam oto kolejną część cyklu o pogańskich kucach.

 

Czym jest prawda? Kim jesteśmy i czy możemy zabić swoje prawdziwe ja?

https://docs.google.com/document/d/10xiZeCVRp3ntt1JztcF7VpjdxIRx2UJJbgFImzMYu-o/edit

 

Na inne części cyklu składają się:

- Kwiat Paproci

- Everyday a Little Death

- Kromlech 

Edited by Cahan
  • Upvote 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Raczej nie (nie chcę robić na forum jeszcze większego bałaganu), ale mogę podlinkować linki do tematów z nimi.

Kwiat Paproci: http://mlppolska.pl/topic/10563-kwiat-paproci-oneshotslice-of-lifefantasy/

Everyday a Little Death: http://mlppolska.pl/topic/11585-everyday-a-little-death-oneshotdarkfantasysad/

Kromlech: http://mlppolska.pl/topic/13435-kromlechoneshotsadfantasydark/

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Dzięki, choć sam już znalazłem poprzednie opowiadania. Bałagan na forum? Czy ja wiem, przynajmniej miałbym pewność, że nie przeoczę następnych części.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż... Pogadam z Dolarem i zobaczę co da się zrobić.

 

EDIT: Znalazłam rozwiązanie. Informacje o aktualizacji będą się każdorazowo pojawiać we wszystkich tematach z poprzednimi częściami, ale tylko w temacie z Kwiatem Paproci jako nowy, oddzielny post.

Edited by Cahan
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

„Przekleństwo Lasair” to kolejne opowiadanie z serii o pogańskich kucach, o którym mam przyjemność się wypowiedzieć i po raz kolejny mogę powiedzieć, że jest dobrze. Dostałem to, czego po tej serii oczekiwałem: sentymentalną atmosferę, odrobinę refleksji nad życiem i fascynujący świat dawnych wierzeń.

Opowiadanie ocieka wręcz klimatem. Opis smętnego, brudnego i pełnego obojętności miasteczka od początku wprowadza czytelnika w odpowiedni nastrój. Kiedy pojawia się główna bohaterka, którą znamy z jednego z wcześniej opublikowanych opowiadań cyklu, czytelnik przeżywa małe zaskoczenie – czy rzeczywiście odrzuciła jedną z najważniejszych rzeczy, które decydowały o tym, kim jest? Cóż, można bardzo długo udawać i wypierać się tego, kim się jest, ale prędzej czy później nadchodzi chwila próby i taka chwila nadeszła właśnie dla Lasair. Opis walki wewnętrznej, którą toczy ze sobą bohaterka jest przekonujący (w ogóle podoba mi się to, jak wiarygodnie wychodzą emocje postaci w Twoich opowiadaniach), ale nieco lakoniczny – domyślam się, że powodem była konieczność zmieszczenia się w konkursowym limicie słów.

W scenie egzekucji dobre wrażenie robi monolog kapłana Harmonii - rzeczywiście brzmi to, jak fragment jakiegoś kazania. Jednak dla mnie najmocniejszym punktem opowiadania jest opis śmierci bohaterki. W takim momencie łatwo byłoby popaść w egzaltację i przesadzić z nadmiarem emocji, jednak udało Ci się tego uniknąć i scena jest bardzo wyważona. Lasair dostrzega Boginię i uratowanego źrebaka, co staje się impulsem do zaakceptowania tego, kim jest i pogodzenia się ze swoim losem, a czytelnik pozostaje z pytaniem, czy to mogło się skończyć inaczej i czy ten inny koniec, w którym bohaterka dożywa starości nigdy nie będąc naprawdę sobą, byłby lepszy.

Ostatecznie opowiadanie ma coś w rodzaju happy endu i dobrze. Bez tego epilogu nie było by kompletne. W takich krótkich fanfikach często spotykam się z czymś takim, że opowiadanie się kończy i... nic. Status quo na końcu jest takie samo jak na początku. W „Przekleństwie Lasair” owszem, śmierć bohaterki jest mocnym akcentem, ale dopiero taki a nie inny epilog daje to niezbędne zwieńczenie fabuły – Mikulczyce Górne już nie będą takie same (a ja sobie myślę, że Bogini od początku miała taki plan wobec Lasair).

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatni fik przeczytany. Patrząc na "Przekleństwo Lasair" z perspektywy całego cyklu... mam nieco mieszane odczucia. Dopiero z postu Falconka dowiedziałam się, że to fik konkursowy - tłumaczyłoby to zresztą największą wadę tekstu, czyli jego długość. "Przekleństwo..." aż się prosi o kilka scen więcej, o nieco dłuższe ukazanie, jak i dlaczego Lasair odrzuciła swoją rolę jako kapłanki starych bogów, jak wygląda jej życie w mieście, jak odcina się od przeszłości i usiłuje żyć w kłamstwie... Bo chociaż obecna treść przekazuje to wszystko całkiem sprawnie, to na samym końcu czytelnik odczuwa niedosyt - niedosyt barwnych (jeśli można takiego słowa użyć wobec brudnego, szpetnego miasta) opisów, niedosyt świetnie opisanych emocji i znakomitych przemyśleń bohaterki, jej wewnętrznej walki i ostatecznego powrotu do prawdziwego ja... nawet kosztem własnego życia.

Zakończenie jest zdecydowanie ciekawym akcentem.

Spoiler

Spalona na stosie klacz zmienia się w ognistą zjawę, zmuszającą swoje ofiary (dosłownie i w przenośni) do oczyszczenia w płomieniach i przyjęcia prawdy zamiast propagandy Harmonii, do przeżycia w pewien sposób tego samego, co ona sama. Elegancka zagrywka.

 

Kolejny fik bardzo, ale to bardzo wart przeczytania.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak oto dotarłem do ostatniego (póki co, jak tak czytam komentarze) opowiadania serii. To opowiadanie, choć pod względem opisowym i technicznym trzyma poziom reszty, to jednocześnie muszę uznać za najsłabsze z nich.

Po pierwsze, nie przypadło mi do gustu przedstawienie mieszkańców miasta, a właściwie, jak odniosłem wrażenie, wszystkich wyznawców "Kościoła Harmonii", jako całkowicie zobojętniałych drabów, patrzących tylko na to, jakby tu kogoś wysłać na stos. Świat nie jest czarno-biały, ani też zbytnio kolorowy, chociaż jeśli już kolorowy, to są to stonowane, szarawe barwy (z przebłyskami, ale mniejsza). W tym opowiadaniu natomiast przedstawiłaś tychże wyznawców jako źródło wszelkiego zła, a przynajmniej ja to tak odebrałem. Może być, że jest to punkt widzenia głównej bohaterki, ale to oznacza, że łatwo jej sądzić wszystkich według tej samej miary. W poprzednich opowiadaniach były wzmianki o harmonii, ale nie czuć było tego, o czym teraz piszę. Tam bardziej wyglądało to na zbrojne starcie dwóch światopoglądów, nic dziwnego w przypadku wojen religijnych, jak mniemam. Tutaj przesadziłaś.

Przykładowo, można by spokojnie napisać tekst, w którym wyznawcy starej wiary najeżdżają na niczego nie spodziewających się mieszkańców wioski ładu, obowiązkowo paląc, grabiąc i gwałcąc (biorąc niewolników), a najważniejszych mieszkańców lub kapłanów paląc tudzież mordując rytualnie. Tekst z punktu widzenia mieszkańca tej wioski, lub innego przypadkowego uczestnika ze strony harmonii, i wtedy to stara wiara byłaby tymi złymi, zdegenerowanymi.

Scena spalenia jest w porządku. Przemowa kapłana mi się podoba, ma w sobie to "coś" :) Nie jestem natomiast pewien, dlaczego źrebak nagle zmienił rasę. Czyżby nie był tym, kim się wydawał być?

W zasadzie dzięki drugiej scenie, i faktowi, że opowiadanie jest pisane z punktu widzenia tej konkretnej klaczy, mogę przymknąć oko na to całe epatowanie, że "Harmonia doszła do władzy, wszystko jest złe, brudne, nikczemne i w ogóle apokalipsa za pasem". Nagła zmiana mieszkańców tejże krainy z... no zasadniczo nie wiemy, jacy byli poprzednio, więc może wcale się nie zmienili na gorsze, a po prostu pozostali sobą, czyli zobojętniałymi donosicielami.

Jak pisałem, to jeszcze nic, ale odbiór całości psuje mi ponownie ostatnia scena, podobnie jak w poprzednim opowiadaniu. Naprawdę musiałaś tak zakończyć to opowiadanie? Czy nie byłoby lepiej, gdyby ostatnią sceną były dogasające popioły klaczy, rozwiewane na wietrze i rozchodzący się tłum kucyków, jakby zawiedzionych tudzież zawstydzonych faktem, że ona tak po prostu umarła. Żadnych ognistych duchów zemsty starych bogów. Żadnych fanfar anielskich, głoszących chwałę zwycięstwa "dobra" nad "złem". Jedynie popiół z ciała martwej klaczy, opadający na tłum, w którym wypalił się już gniew. Jak ogień na stosie.

 

Pozdrawiam, i w sumie, polecam całą serię :giggle:

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
godzinę temu Arkane Whisper napisał:

no zasadniczo nie wiemy, jacy byli poprzednio, więc może wcale się nie zmienili na gorsze, a po prostu pozostali sobą, czyli zobojętniałymi donosicielami

W zasadzie się zbytnio nie zmienili. Po prostu cała seria w założeniu ma mieć dwie główne postacie - w pełni oddaną bogom Isleen i Lasair, która walczy ze swoim przeznaczeniem. W efekcie widzimy świat z ich perspektywy. A jaki był świat? Zawsze był mocno zobojętniały i przepełniony bojaźliwym szacunkiem wobec siły. Jednak Kościół Harmonii stał się pod wieloma względami wygodniejszy do wyznawania, przez co wyparł Dawną Wiarę.

 

A co do donosicielstwa - tu mamy już dorosłą Lasair, więc od czasów młodości Isleen  (a już wtedy Dawna Wiara przegrywała z Kościołem Harmonii) nadeszły dwa pokolenia. To duża różnica. Te kuce zwyczajnie boją się nieznanego, kiedy wmówiono im, że to jest złe. Zwłaszcza w miastach, gdzie wpływy nowej religii są silniejsze.

 

Co do obojętności - w świecie gdzie rodzi ci się 10 dzieci, z czego dorosłości dożyje połowa, to śmierć przypadkowych osób przestaje robić wrażenie.

 

godzinę temu Arkane Whisper napisał:

Żadnych fanfar anielskich, głoszących chwałę zwycięstwa "dobra" nad "złem". Jedynie popiół z ciała martwej klaczy, opadający na tłum, w którym wypalił się już gniew. Jak ogień na stosie.

W zasadzie to ona stała się upiorem.  Nie jest też raczej dobra. Dawni Bogowie nie są dobrzy ani źli. A sama Lasair została zastąpiona przez innego kuca, tego młodego, co symbolizuje zdobycie przez niego rogu jako oznaka naznaczenia.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 godzin temu Cahan napisał:

Nie jest też raczej dobra. Dawni Bogowie nie są dobrzy ani źli.

Nigdzie nie twierdziłem, że była ona lub też ci bogowie, dobrzy. Te fanfary to się do kościoła ładu miały odnosić akurat.

19 godzin temu Cahan napisał:

A sama Lasair została zastąpiona przez innego kuca, tego młodego, co symbolizuje zdobycie przez niego rogu jako oznaka naznaczenia

W porządku, rozumiem. Myślałem, że to jakaś próba, zesłana na nią przez boginię; nic bardziej rzeczywistego od samej bogini właśnie.

W sumie szkoda mi teraz trochę tego młodego. Ocalony od śmierci tylko po to, aby magicznie zmutować i zacząć słyszeć głosy w głowie, nakłaniające go do takiego, a nie innego życia; opierając się, oczywiście, na doświadczeniach bohaterek serii :) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

W ten oto sposób dotarliśmy do – jak na razie – ostatniej odsłony cyklu o pogańskich kucach, cechującego się imponującą nieskazitelnością wykonania, doskonałym klimatem, świetnymi postaciami i charakterystycznym stylem, o którym słowa złego nie mogę powiedzieć. Czy „Przekleństwo Lasair” sprostało oczekiwaniom i godnie pociągnęło cykl dalej?

 

Cóż, byłem w tej materii nieco skonfliktowany, ale ostatecznie, myślę, że tak, jak najbardziej. Przynajmniej pod kątem formy. Klimatu w sumie też, chociaż – niestety – tym razem był niedosyt, a wręcz wrażenie niewykorzystanych okazji. Ale niekoniecznie w ramach tego opowiadania, ale potencjalnych kolejnych części cyklu. Stąd, tym razem wrażenie niedosytu jest wzmocnione – bo po prostu nie ma już kolejnych części, trzeba czekać :fluttersad:

 

W każdym razie, forma ponownie cieszy i zachęca do lektury, aczkolwiek mam pewne zastrzeżenie, odnośnie słownictwa.

 

Cytat

„Musiała patrzyć na może pięcioletniego źrebaka, leżącego w płynnym gównie.”

 

Z uwagi na to, jak niewiele w tekście jest podobnych momentów (w zasadzie, to chyba jedyny taki zgrzyt), nie sądzę, by było to coś przesadnie poważnego, ale myślę, że narratorowi nie wypada mówić wprost o gównie, tym bardziej, że przez większość czasu, używa eleganckiego języka, stąd coś podobnego po prostu odstaje od reszty, rzuca się w oczy. Poza tym, zamiast „patrzyć” użyłbym „patrzeć”, moim zdanie brzmi lepiej.

 

Ale poza tym, po raz kolejny otrzymujemy solidne, bardzo dobrze skonstruowane opisy, wszystko utrzymane w znajomej, świetnej stylistyce, która realizuje klimat od początku do końca, aczkolwiek tym razem, jest to nieco inny rodzaj klimatu, chociaż owszem, nadal mamy tutaj mrok i mistycyzm, tekst wydaje się tym razem dużo bardziej surowy – wprowadzenie przybliża nam warunki bytowe w Mikulczycach Górnych (swoją drogą, fajnie nazwana lokacja i ciekawe nawiązanie, wręcz easter egg ;)), co prędko okazuje się atakowaniem czytelnika dość naturalistycznymi opisami, podejmujących brud, smród oraz bezwzględność otoczenia, czyniąc z lokacji miejsce, którego raczej nie ma się ochoty odwiedzać regularnie, czy zwiedzać. Oszczędność słów oraz nastawienie na precyzję przekazu czyni z tego zapadający w pamięci początek i znak, że historia Lasair to coś innego. Zresztą, fakt, że tym razem akcja rozgrywa się w mieście, a nie w lasach, czy na szczycie wzgórza to kolejna sprawa. Już samo to powoduje, że fanfik czyta się jako coś innego, z poczuciem, że teraz to losy Lasair będziemy śledzić i że to teraz jej historia.

 

Objawia się to również w kreacji głównej bohaterki. Lasair jest już starsza, ale początkowo, co w pewnym sensie troszkę zadziwia, wydaje się, że podążyła inną ścieżką, niż jej mentorka i jednak postanowiła się ukrywać, próbując w międzyczasie porzucić samą siebie, zaprzeczyć temu, kim była, czyli dokonać innego wyboru – umierać każdego dnia, po trochu. Ten stan rzeczy nie utrzymuje się zbyt długo i prędko Lasair decyduje się wykorzystać swoją magię, wbrew zakazom Kościoła Harmonii. To oczywiście doprowadza do jej zguby, jednak pomaga jej pogodzić się z tym, kim jest i w ostatniej chwili przyznać przed samą sobą, że to akceptuje i nie zamierza się tego wypierać. Już nie. Pojawienie się na moment Bogini dopełniło efektu, jednak smak na ciąg dalszy robi dopiero ta właściwa końcówka, co do której zgodzę się z Ylthin, że była ze strony autorki eleganckim zagraniem. Taki lekko ironiczny, lekko symboliczny wydźwięk, bardziej mistyczny aspekt na sam koniec. Dobra decyzja, wykonanie bez zarzutu, świetnie się to czytało :D

 

Niestety, klimat cierpi z uwagi na wspomniany niedosyt. Tempo akcji jest dobre, ale mam pewien problem z tym, że fanfik dość agresywnie przeskakuje między poszczególnymi wydarzeniami. Najpierw kolejny dzień Lasair, klaczy takiej, jak każda inna, następnie pomoc skazanemu na śmierć źrebakowi przy pomocy magii, a potem od razu publiczne spalenie i końcówka. Mam wrażenie, że przejścia między poszczególnymi scenami nie są zbyt płynne, a i z samej Lasair, nawet jak na początek, dało się wycisnąć więcej. Myślę, że warto by było dać więcej czasu czytelnikowi na zapoznanie się z nią i ukazanie jej wewnętrznej walki. Może dać kilka dodatkowych scen, w których niesie ona pomoc wbrew zakazom (oczywiście incognito, starając się ukrywać tożsamość) i pokazać, że otoczenie też jest w jakiś sposób skonfliktowane (czyli rozwiązanie problemu czarno-białego świata, o którym wspominał Arkane, chociaż taki właśnie świat wypada agresywniej w stosunku do bohaterki, wiedźmy), do czasu, w którym Lasair ma pecha i trafia na totalnego fundamentalistę, który mimo ocalenia przez nią życia, rozpoznaje ją i natychmiast donosi władzom na Wiedzącą, przez co przenosimy się do sceny jej egzekucji. Samą scenkę też troszkę wydłużyć, pokazać, że większość kucyków, którym pomogła, milczy, boi się i pożytku z nich nie będzie, poza tym małym, którego Lasair prosi w duchu, by był odważniejszy od niej. Końcówkę natomiast, zostawiłbym bez zmian.

 

W sumie, jak teraz o tym myślę, widzę więcej możliwości, jak można było to zrealizować i nawet nie tracić przy tym wrażenia czarno-białego świata przedstawionego. Mogłaby ukrywać tożsamość, jak już wspominałem, ale przy tym spotykać się, już jako zwykła Lasair, klacz jak każda inna, z czarną niewdzięcznością ze strony różnych kucyków, z pogardą, co skłoniłoby ją do wniosku, że niepotrzebnie ryzykowała i próbowała wypełnić swoją przysięgę, no i że prędzej powinna wytrwać w swojej decyzji, by się ukrywać, wykorzenić z wiary. A może pokusić się na „podziękowanie” w postaci polowania na czarownicę? Odkrycie tożsamości wiedźmy w bardziej... surowych warunkach? Na przykład w sytuacji, w której ta zostaje zapędzona w ślepy zaułek, bez możliwości ucieczki? Straży, która zamiast od razu schwytać, najpierw katuje ją na środku ulicy, a potem demaskuje i dopiero wtedy aresztuje? Albo spróbować zagrać na emocjach, serwując tragiczną w skutkach wpadkę przez jeden, mikroskopijny, głupi błąd? Że zabrakło jej tak niewiele, by pozostać w ukryciu, albo niebezpośrednio skierować podejrzenia na kogoś innego?

 

Zdecydowanie, na tym polu było mnóstwo możliwości i naprawdę szkoda, że fanfik nie okazał się dłuższy i że nie spędziliśmy więcej czasu z Lasair. Opowiadanie kontynuuje trend coraz krótszej kolejnej części cyklu i tym razem opowiadanie troszkę na tym straciło. Może nie przejąłbym się tym aż tak, gdybyśmy mieli więcej opowiadań poświęconych tejże postaci, ale na obecny stan rzeczy, brakuje rozwinięcia.

 

Tak czy owak, przeniesienia akcji do miasta pomogło w uzyskaniu świeżości, jednocześnie pozwalając zachować charakterystyczne dla cyklu aspekty klimatu, chociaż cierpi on z uwagi na niewykorzystany potencjał postaci Lasair oraz jej wątpliwości. Zwłaszcza, że to uczennica Isleen, którą zdążyliśmy już poznać i której towarzyszyliśmy, jako czytelnicy, na końcu jej drogi. Myślę, że miałem prawo spodziewać się więcej. No cóż, nie zmienia to faktu, że to, co już jest, kontynuuje historię w ciekawy sposób, nie zapominając o odpowiednim nastroju, no i ciesząc oko dopracowaną formą oraz sytymi opisami. W tym sensie, mimo wszystko, uważam, że to godna kontynuacja, nie rozwijająca w pełni możliwości, ale wciąż posiadająca potencjał, może na prequele czy jakieś interquele. Czy warto przeczytać? Oczywiście, że tak! To nadal absorbująca lektura, która potrafi zainspirować i która zostaje w głowie :rdblink:

 

Uważam też, że cykl, ni tylko w materii formy, ale przede wszystkim pod względem klimatu (choć tutaj jest troszeczkę nierówno, ale tylko troszeczkę, odrobinkę), zachowuje wysoką jakość i nieskazitelność wykonania, co przesądza o rekomendacji całej serii każdemu, kto lubi dobrą fanfikcję, która się nie starzeje i w której da się odnaleźć różne smaczki oraz „ludzkie” pierwiastki, dzięki czemu, przynajmniej do pewnego stopnia, cykl ma szansę na nabranie pewnej aktualności jeszcze przez długi czas. Było to doświadczenie warte czasu i uwagi, które zasługuje na szerszy odbiór oraz uznanie. I na ciąg dalszy, który, mam nadzieję, kiedyś w końcu nadejdzie :D

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...