Ylthin Maruda

Brony
  • Zawartość

    829
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

921 Legenda Forum

O Ylthin Maruda

  • Ranga
    Wypłosz pospolity
  • Urodziny 04.03.1996

Kontakt

  • Strona www
    https://twitter.com/W_Ylthin
  • Skype
    ylthin96

Informacje profilowe

  • Płeć
    Klacz
  • Miejsce zamieszkania
    Czarna dziura/Poznań
  • Coś o sobie
    Chamsko-zgryźliwa, cyniczna menda z samooceną ryjącą gdzieś na dnie Rowu Mariańskiego.
    Pisze końskie fanfiki, rysuje końskie obrazki. Możesz jej dać requesta - nie zrobi go nigdy.
    Aspołeczno-introwertyczna, chorobliwie nieśmiała, histeryczka z objawami depresyjnymi.
    Human po biol-chemie, studia licencjackie z biologii. Odrzut z wetetynarii.

    Lubi koty i Wilka.
    Nie lubi wszystkiego, co nie jest kotem bądź Wilkiem.

    Jest bardzo dziwnym człowiekiem ze skierowaniem do poradni psychologicznej.

Ostatnio na profilu byli

5422 wyświetleń profilu
  1. Brzmi jak wirusy. Przeskanuj kompa czymś porządnym.
  2. "Yyy, skończyły mi się argumenty, więc odpyskuję starą dobrą wymówką, że hurr-magyja wszystko załatwia xd" Znaczek, który się zmienia? OK, nie oglądałam serialu poza 3. sezon, ale brzmi to trochę... szemranie. Jakby autor usiłował stuningować i tak już podkręconego do absurdu OC. W dodatku awans na "dowódcę" w wieku 20 lat, rok po zaciągu? Nie znam się na wojskowości, ale armia Equestrii musiała być naprawdę orżnięta z kadry oficerskiej, żeby takiego gołowąsa mianować dowódcą... zwłaszcza za jakieś rzekome zasługi i wymyślne strategie, które zresztą nie zostają zupełnie opisane, bo jeszcze się okaże, że autor wyciągnął go z... nosa. A, i ten jego wyewoluowany niebieski prztyczek na znaczku byłby niewidoczny bez lupy. Kumple z woja prędzej by się śmiali, że mu coś na tyłku wylazło. Oglądam taki fajny serial animowany: My Hero Academia. Jest tam postać, której mocą jest elektryczność - ot, chłopak może porazić swoje otoczenie prądem. Wada? Przy dłuższym niż kilka-kilkanaście sekund użytkowaniu "przepina" mu mózg, zmieniając na kolejnych kilka minut w śliniącego się idiotę. IMO dużo lepsze rozwiązanie, niż lekkie "auku" i przypalenie futra przy próbie lotu z wyciągniętą, za przeproszeniem, z tyłka prędkością. Tak dla odniesienia - najwyższa odnotowana w naturze prędkość lotu to, o ile dobrze pamiętam, około 300 km/h u pikującego (a nie lecącego poziomo!) sokoła wędrownego, zwierzęcia o ciele ściśle przystosowanym do lotu. Magia magią, kreskówka dla dzieci kreskówką dla dzieci - ale warto takie detale brać pod uwagę... I weź mi ktoś wyjaśnij: czemu każdy pegaz musi przebijać osiągami RD i całe Wonderbolts razem wzięte? Nie twierdzę, że nagle każde pegazie OC musi być nielotem (mi się akurat trafiły na potrzeby fików), ale czy musi od razu być super-hiper-atletą? To się robi w cholerę nudne po pierwszych dwóch postaciach, a śmieszy już od samego początku.
  3. Fik. F-i-k. Patrzymy na tablicę i powtarzamy. Fan-FIK, od biedy fan-FIC (od "fan fiction"). Wkręcił. F i W nie są aż tak blisko na klawiaturze. Autor ostatnio logował się we wrześniu 2016 i nie dawał na forum znaku życia od czasu ostatniej aktualizacji - na profilu ma podany numer GG i namiary Skype, więc można od biedy męczyć w tym kierunku... ale coś mi mówi, że opowiadanie porzucono.
  4. Internetowy zwyczaj mówi, że double-posting jest OK, jeśli między jednym a drugim postem mija co najmniej jedna doba, a Dolcze (opiekun działu) też nie bije za wrzucanie linka do nowych rozdziałów w poście pod postem (bo z komentarzami u nas różnie - takie autorskie życie). W wolnej chwili może przejrzę poprawiony rozdział I i nowy rozdział II, a co mi szkodzi.
  5. Czytanie masy książek ze zróżnicowanych gatunków, od reportaży po popularnonaukowe? Obcowanie z poezją (nie ma, że boli, jazda do Leśmiana)? Analiza stylu innych autorów? Dobrym punktem wyjścia jest na pewno duży zasób słów i poprawność językowa (co łatwo wyrobić przez czytanie właśnie). Cała reszta jest bardziej subiektywna - jedni czują się lepiej z kwiecistym, poetyckim stylem pełnym długaśnych opisów, inni z krótkimi, lakonicznymi zdaniami przekazującymi tylko to, co niezbędne. Najlepiej jest siedzieć i pisać, pisać, pisać, od czasu do czasu odłożyć napisane na dłużej i wrócić z powrotem jak do cudzego tekstu, czytać zdania na głos (pomaga wyłapać babole z przykrótkimi i przydługimi zdaniami lub złym rytmem), pokazywać tekst pre-readerowi i kłócić się, czy, co i jak zmienić. Więcej grzechów nie pamiętam, pisanie po prostu jakoś mi idzie (lub nie). Pewne rzeczy wyrabiają się chyba z czasem/wiekiem/doświadczeniem.
  6. Próbuj pisać początek nowego wcielenia Bez Przyszłości. Ni uja.

    Próbuj pisać intro do 4. rozdziału Wilczego Serca (bo rozdział 3. idzie ci jak krew z nosa). Jeszcze bardziej ni uja.

    Jak się wnerwię, to pójdę pisać jakąś durną, heheszkowatą yaoi-parodię. Jeśli się okaże, że to mi wyjdzie, to chyba wywalę laptopa za okno razem z biurkiem i przyległościami.

    1. Mielcar

      Mielcar

      Szkoda laptopa :v Można sprzedać jakiemuś randomowi, a za te pieniądze rozwalić coś innego!

      Spoiler

      Chociaż rozwalenie laptopa jest bardzo satysfakcjonujące... >_<

       

  7. Mam kilka uwag. Po pierwsze: załatw sobie pre-readera i korektora, najlepiej kogoś z doświadczeniem, a nie pierwszego lepszego użyszkodnika z łapanki. Na samym początku łapałam trochę literówek, brakujących przecinków i zdań, które można było zapisać lepiej (tych nie ruszałam, bo to kwestia osobista - nie chcę się narzucać z moim widzimisię). Po drugie: wcięcia akapitowe (klawisz Tab). I ta wielka ściana tekstu w okolicach drugiej strony, która działa na czytelnika jak spojrzenie meduzy - aż mnie zamurowało, jak ją zobaczyłam (śmiech z taśmy). I zły zapis dialogowy - zaczynamy znakiem półpauzy (do znalezienia w windowsowej Tablicy Znaków lub przekopiowania stąd: –). I didaskalia (opisy przerywające treść dialogu) są miejscami złe. I przeskakujesz z czasu przeszłego na teraźniejszy, co wygląda brzydko i wybija z rytmu. Po trzecie: robisz to źle. Zaczynasz sceną skazania głównej bohaterki za jej kary - no OK, nie jest jeszcze tragicznie. Ale zaraz potem wylewasz dziecko z kąpielą - opisujesz wielką, nudną ścianą tekstu przeszłość protagonistki i przechodzisz do jej starcia z Twalotem, by potem wrócić na salę sądową i skazać Stellaris na rehabilitację z Twi. Tak się nie robi, drogi autorze. Tak się zabija napięcie i ciekawość. W ten sposób czytelnik nie zwiąże się z postacią ani jej nie współczuje, bo cały jej tragizm i inne takie pierdoły zostaje mu streszczony, a nie opowiedziany jako dłuższa historia. Piszesz fanfik, a nie artykuł na fanowskiej wiki, więc nie wykładaj mi "i wtedy poszła i zrobiła to, tamto, siamto" - zamiast tego ubierz to w dłuższą historię. Przykładowo: zacznij od sceny na sali sądowej - to wcale dobry punkt wyjścia - a potem cofnij się ostro w czasie i poświęć rozdział czy dwa (jeśli nie więcej) na należyte opowiedzenie przeszłości Stellaris. Kim była? Gdzie mieszkała, co robiła w życiu, jakie miała relacje z innymi? Czy miała kogoś bliskiego sercu? Co sprawiło, że stała się zła? Co zaprowadziło ją na salę sądową, przed osąd księżniczki Celestii? Przekuj te pytania na historię, na sceny zawierające odpowiedzi, a potem, gdy przebrniesz przez tą część, wróć do sali sądowej i wyroku. W ten sposób podbudujesz swoją bohaterkę, sprawisz, że czytelnik będzie coś wobec niej odczuwał, że nie będzie dla niego tylko zlepkiem liter tworzącym imię - a to dla pisarza i jego historii znaczy naprawdę dużo. Możesz także pokazać, jak bagaż przeszłości wpływa na relacje protagonistki z jej nową mentorką chociażby. Albo jak reszta Ponyville czy innego miejsca reaguje na nią i jej wyczyny. Czytelnik skojarzy wtedy: "aha, wtedy i wtedy stało się to i tamto, więc teraz Stellaris robi siamto i owamto" - co z kolei pozwala ci dalej mieszać, zmieniając stopniowo zachowania i wybory protagonistki w porównaniu do przeszłości. I już masz rozwój postaci. Nie chcesz cofać się wstecz? Wrzucaj informacje o przeszłości Stellaris we właściwą treść fika. Może w jednej scenie wykaże się wiedzą, która zasugeruje czytelnikowi jej dawny zawód? Może w miarę tego, jak zmieni się jej podejście do Twi zaczną rozmawiać o dawnym życiu, wspominać wydarzenia z przeszłości? Możliwości jest mnóstwo, byle nie wykładać przysłowiowej kawy na ławę w zupełnie niewłaściwym momencie. Po czwarte: na przyszłość pisz troszkę więcej, niż cztery strony. Nie śpiesz się, pisanie to nie wyścigi. Dziesięć stron to rozsądne minimum, dwadzieścia-dwadzieścia kilka - rozsądne maksimum. Myśl, co przekazujesz czytelnikowi i jak treść rozdziału ma się do całej historii. Przeplataj sceny żywsze (kłótnie, pościgi i inne wybuchy) i spokojniejsze. Odstaw czasem tekst na kilka dni, wróć, przejrzyj, zastanów się, czy nie możesz napisać czegoś lepiej. Powodzenia na przyszłość.
  8. Brzmi jak problem z przeglądarką. Tagowanie użyszkodników na androidowym Chrome lekko laguje, ale działa normalnie.
  9. Pewnie będzie, Dolcze raczej nie porzuci ukochanego fika - ale nieprędko. Zostaje albo czekać, albo naumieć się angielskiego i czytać oryginał.
  10. Czepialstwo time: przyciemnijcie nieco teksty, paski spoilerów, cytatów czy pola tekstowe - obecny odcień jest ciut za jasny w porównaniu do tła, zwłaszcza po przesiadce z ciemnego stylu.
  11. Przeczytałam rozdział Jeshi. Więcej przyjemnego, sprawnie napisanego SoLa, a wątek duchów aż się prosi o dalszy rozwój. @Ghatorr, nyndo jedna, pisz.
  12. Czy shortskirts wyraził zgodę? Nie "napisałem maila", ale "dostałem jednoznacznie pozytywną odpowiedź"? Jeśli nie, to masz w rzyć po raz pierwszy... ...i drugi. Cold ma prawa autorskie do tego tłumaczenia i twoim zawszonym obowiązkiem byłoby uzyskać zgodę do dalszego przetwarzania jego pracy. Nie wyraził zresztą zgody, więc dostajesz w zad po raz trzeci. Recydywa z lektoratami bez zgody autorów/tłumaczy, więc po raz czwarty. Nie tylko, ale nie będę wyciągać prywatnych konwersacji na światło dzienne. I niezależnie od twojej opinii o decyzji i motywach Colda - nie masz, k*rwa, prawa lektorować bez zgody. Poproszę dowód na takie stwierdzenie. I wiem, że opiekun nie ma czasu, ale wyjątkowo wzywam @Dolar84, bo śmierdzi mi tu cwaniactwem i przekręcaniem słów.
  13. @Cahan @Bester Halo, moderacja? Proszę przyjechać na forum. Ktoś tu brzydko łamie prawa autorskie, lektorując bez wyraźnej zgody tłumacza/autora.
  14. Srogi offtop, bo szlag mnie trafia. Wymienione przez ciebie imiona jak najbardziej mają znaczenie (pochodzą z hebrajskiego lub łaciny i znaczą: "skała", "dar Boga", "należąca do Chrystusa", "lilia"), ba - większość imion coś znaczy, nawet jeśli znaczenie to do pewnego stopnia zanikło przy tłumaczeniu/przystosowywaniu do innych języków. Czy jest to coś super-głębokiego i wymyślnego? Pbffffth. A czy "Maud Pie" czy "Fluttershy" to imiona znaczeniowo godne eposów? Jakoś wątpię. Nie zdziwiłabym się zresztą, gdyby (dość prosty) sposób nazywania postaci w MLP nie był związany z dużo luźniejszym podejściem Amerykanów do nadawania imion - nazwanie dziecka "Patience" czy "Hope" jest u nich czymś akceptowalnym, podczas gdy u nas "Cierpliwość" miałaby ciężkie życie, a "Nadzieja" jest imieniem bardzo rzadkim. Nie widzę zresztą najmniejszego problemu w sprawdzeniu znaczenia danego imienia (stron internetowych czy książek gromadzących takie informacje jest na pęczki, a jeśli mały Milfin w epoce Internetu łupanego wiedział, że nazwano go greckim słowem oznaczającym "mądrość", to co dopiero w czasach wszechobecnej elektroniki), z kolei przypisywanie imion do cech szczególnych czy osobowości nie ma sensu u dziecka z tego prostego względu, że śliniący się niemowlak dopiero tą osobowość wykształci. Można co najwyżej bawić się w nadawanie imion "dziecięcych" i "dojrzałych", co w naszym kręgu kulturowym nie jest jednak szeroko przyjętym zwyczajem - większość osób uzna to za wymysł i zbędną fanaberię, a machina urzędnicza szybko ci to wyperswaduje ogromną ilością papierkowej roboty z tym związanej. Pijesz do "dżesik" i "brajanków"? Posiadanie dzieci nie wymaga testu na IQ, przykro mi. Nadawanie imion "z wiekiem" - patrz wyżej. Pozostawanie "bezimiennym" aż do pewnego wieku nie brzmi też zbyt sympatycznie. Istnieje zresztą opcja zgłoszenia się do stosownych urzędów z prośbą o zmianę imienia po ukończeniu 18. roku życia (chociaż oznacza to sporo roboty chociażby z wydawaniem nowych dokumentów, do tego nie możesz użyć dowolnego imienia, tylko takiego, które jest na urzędniczej liście), a nawet jeśli - nie musisz się nim posługiwać poza sprawami urzędowymi, w życiu codziennym mogą cię wołać drugim imieniem, ksywką, przezwiskiem czy nawet imieniem, którego nie masz w żadnych papierach. A czemu kucyki mają czasem imiona dopasowane do charakteru czy zawodu? Bo twórcy cholernej bajki dla małych dziewczynek nie myśleli nad tym zbyt głęboko (choćby dlatego, że mieli ważniejsze rzeczy na głowie, choćby dyszące im w kark Hasbro chcące sprzedać tymże dziewczynkom zabawki). Jeśli chcesz o tym myśleć mocniej, to równie dobrze możesz zwalić taką zbieżność na zbieg okoliczności, myślenie życzeniowe ("dam dziecku imię oznaczające siłę, żeby wyrosło na silne") czy nawet genezę nazwisk (mocno upraszczając - nazwiska powstawały od przydomków lub na zasadzie "ten chłop pracuje jako kowal, więc nazwiemy go Kowalem, ten jest synem córki kowala, więc będzie Kowalskim..." plus nawarstwione przez lata zmiany wynikające z plastyczności języka, urzędniczych pomyłek, spolszczania nazwisk obcojęzycznych i tak dalej). Jako twórca postaci możesz (choć nie musisz) swobodnie dobrać jej imię pasujące do zaplanowanego charakteru, profesji i innych pierdół. Jako rodzic możesz co najwyżej wybrać takie, które ładnie twoim zdaniem brzmi, ma jakieś sensowne zdrobnienia i ewentualnie ma jakieś pozytywne znaczenie, po czym liczyć na to, że wszystkim innym (w tym samemu dziecku) się spodoba.
  15. Auć. Przerzuć ten fik na Docsy, a nie szemrane linki, których nie ruszyłabym zza pięciu firewalli i dwóch antywirusów, to się przeczyta i skomentuje.