Ylthin Maruda

Brony
  • Dodanych treści

    1268
  • Dołączono

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    5

Ylthin Maruda last won the day on October 25 2015

Ylthin Maruda had the most liked content!

Informacje o Ylthin Maruda

  • Ranga
    Wypłosz pospolity
  • Data urodzenia 04.03.1996

Informacje profilowe

  • Płeć
    Klacz
  • Miejsce zamieszkania
    Czarna dziura/Poznań
  • Coś o sobie
    Chamsko-zgryźliwa, cyniczna menda z samooceną ryjącą gdzieś na dnie Rowu Mariańskiego.
    Pisze końskie fanfiki, rysuje końskie obrazki. Możesz jej dać requesta - nie zrobi go nigdy.
    Aspołeczno-introwertyczna, chorobliwie nieśmiała, histeryczka z objawami depresyjnymi.
    Human po biol-chemie, studia licencjackie z biologii. Odrzut z wetetynarii.

    Lubi koty.
    Nie lubi wszystkiego, co nie jest kotem.

    Jest bardzo dziwnym człowiekiem ze skierowaniem do poradni psychologicznej.

Kontakt

  • Strona www
    https://twitter.com/W_Ylthin
  • Skype
    ylthin96

Ostatnie wyświetlenia profilu

4446 wyświetleń profilu
  1. Z tym bym uważała, zwłaszcza w GDocsach. Czcionki często różnią się między sobą nie tylko krojem, ale i rozmiarem, a napaćkanie wielu fragmentów z różnym formatowaniem będzie na dłuższą metę rozpraszające i irytujące. Co do pomysłu - ujęłabym go w jakiś szerszy kontekst, np. koła dziennikarskiego czy klubu młodych pisarzy, żeby całe to obserwowanie obcych nie było zbyt dziwne, a fabuła mogła się rozszerzyć poza tą jedną aktywność.
  2. Wybaczcie offtop, ale zaraz mnie z kolegą wyżej szlag jasny trafi. Strona nawiązuje do broszury Family Research Council. Szybki gugiel podrzucił mi taki artykuł na Wikipedii (link): "Family Research Council (FRC) is an American conservative Christian group and lobbying organization formed in the United States in 1981 by James Dobson. It was incorporated in 1983.[2] In the late 1980s, FRC officially became a division of Dobson's main organization, Focus on the Family, but after an administrative separation, FRC became an independent entity in 1992. Tony Perkins is its current president. FRC promotes traditional family values, by advocating and lobbying for socially conservative policies. It opposes and lobbies against the LGBT rights (such as same-sex marriage, same-sex civil unions, and LGBT adoption), abortion, divorce, embryonic stem-cell research and pornography. FRC is affiliated with a 501(c)(4) lobbying PAC known as FRC Action.[3] In 2010, the Southern Poverty Law Center (SPLC) classified FRC as an anti-gay hate group, which generated some controversy." Dalsze czytanie sugeruje, że grupa ma raczej niewiele wspólnego z nauką, za to całkiem sporo z polityką i generuje sporo kontrowersji. Ot, chociażby lobbując przeciw szczepieniom na HPV (wirusowi, który może wywoływać raka szyjki macicy u kobiet) czy twierdząc, że związki jednopłciowe przynoszą tylko szkodę dla zaangażowanych osób (co śmierdzi mi victim blaming - "gdybyś nie był gejem, nie byłbyś tak prześladowany, więc zmień swoją orientację seksualną"). Czy wyłażą w tym momencie moje własne uprzedzenia (kobieta, liberalne poglądy, szczepiona na HPV, macała zdechłe psy po jajcach)? Możliwe, ale kiedy widzę takie stronki i ugrupowania (radośnie manipulujące czytelnikiem pod płaszczykiem "naukowości") to mi ciśnienie skacze do podręcznikowej normy. Zanim przyjdzie moderacja i mnie zje - to moje jedyne i ostatnie słowo w tym temacie, obiecuję. Zbyt miękka jestem i daję się prowokować do dyskusji poza tematem. Przepraszam. Spoko. Dodałem odstęp pomiędzy cytatem a Twoją wypowiedzią. Triste.
  3. Krótka piłka. Piszę Próbuję pisać fanfik w szeroko pojętych klimatach baśniowych (ze sporą domieszką smęcenia o sztukach walki, bo Milfin głupią łajzą jest przepalił mi się neuron od zdrowego rozsądku i uparłam się fanfikować o specyficznym gatunku gier wideo). Na dzień dobry zaczęłam od wyklepania wstępu, który opisałby jakoś świat przedstawiony - podstawy geografii, kulturę, języki i parę innych ważnych fabularnie detali. Wstęp (swoją drogą nieznośnie pompatyczny, bo przepalił się i drugi neuron, ten od dobrego warsztatu), według licznika WriteMonkey, liczy sobie prawie 500 słów, czyli mniej więcej stronę A4. Może (i najpewniej to zrobi) się nawet rozrosnąć, jeśli nie znajdę lepszego miejsca na tłumaczenie pewnych detali. Biorąc pod uwagę specyfikę tekstu (baśnie charakteryzują się raczej prostą budową - i fabuły, i tła fabularnego, i wszystkiego z tymi dwoma zagadnieniami związanego - a cały kunszt autora przejawia się raczej w pięknych, poetyckich opisach i niezwykłych wydarzeniach)... czy to nie za dużo? Teoretycznie mam prawo, wręcz obowiązek smęcić o szczegółach, bo przekładają się one na przebieg wydarzeń czy rozwój i zachowania postaci. W praktyce jednak, jak pisałam w nawiasie powyżej, baśnie są fabularnie proste, wręcz schematyczne - co z kolei budzi kolejne pytanie: czy nie przesadziłam z rozbudową fabuły? Skleiłam co prawda w jedną całość trzy osobne historie, ale żadna z nich nie była przesadnie złożona (co najwyżej bzdurna, niejasna i poplątana - jak to bywa z historiami, które pisał najpewniej jakiś przemęczony programista w przerwie na kawę). Czy naprawdę jest sens pakować w to wszystko tyle pracy, skoro silę się na tą baśniową otoczkę i nawet stosuję trick z "opowieścią w opowieści" (historia opowiadana wewnątrz innej historii), żeby uzasadnić ewentualne skróty, uproszczenia i niedociągnięcia? tl;dr
  4. Gra jest na Steamie, tak? Nie byłeś przypadkiem zbanowany np. w grach Valve (Half-Life 2, Team Fortress 2, Counter-Strike: Global Offensive etc.)? Bo nie zdziwiłabym się, gdyby osoby z banem VAC nie mogły grać w multi niektórych gier, np. któreś Dark Souls (2 lub 3) blokowało w takich przypadkach dostęp do multiplayera i funkcji sieciowych.
  5. - Nie mamy na to czasu! - wykrzyknął nieznajomy, kręcąc nerwowo głową.
  6. Wspominają, bo pamiętają. Bo na pewnym etapie wszyscy bez mała czytali, a shock value utrwalił fika w pamięci, że takie straszne i brutalne to było.
  7. Jak można przebić boleśnie naiwnego średniaka o nierealnej Mary Sue? A bardzo łatwo. Ale nie zbaczajmy z tematu. Na moderkę etc. wolę się nie pchać, bo i czasu brak, i sił nie bardzo, ale sama loża idea mi się podoba i chętnie czasem wpadnę. Podrzućcie tylko namiary na serwer.
  8. Masz OGROMNE propsy za korzystanie z Inkscape zamiast np. Photoshopa. A wektory porządne, schludne. Nie przyglądałam się co prawda uważnie, ale nie widzę żadnych niedoróbek. Porządna robota.
  9. Chyba tyle, że gra jest w klimatach science-fiction.
  10. http://i.imgur.com/2LlqpLT.png Mam nadzieję, że nie jest to logo jakichś istniejących sił zbrojnych. Przerobiłam to w Inkscape, więc w razie czego mogę podrzucić obrazek w większej rozdzielczości.
  11. Tablet graficzny to kawał plastiku, który podłączasz do komputera przez USB i po którym miziasz plastikowym piórkiem. Nie mylić z tabletem jako przerośniętym smartfonem. Wacom Intuos Draw w najmniejszym rozmiarze (A6 - rozmiar tabletu dobierasz do rozdzielczości i proporcji twojego ekranu, większe rozmiary są droższe) kosztuje ok. 300 zł - używane modele powinny kosztować między 150 a 200. Tańsze tablety są ciężej dostępne (Ceneo pokazuje pojedyncze sklepy), wycofywane z produkcji lub niekoniecznie będą dobrej jakości. Z miejsca przyzwyczaj się, że będziesz siedział i ślepił się na ekran komputera, bo wyświetlacz połączony z tzw. powierzchnią roboczą mają tylko horrendalnie drogie (kilka-kilkanaście tysięcy złotych) tablety Cintiq i podobne. Kończyny tych kucyków są strasznie gumowate, a pyszczki spłaszczone i niekształtne. Uszy strasznie małe i dziwnie umiejscowione, oczy za duże. Skrzydła u pegaza przypominają bardziej dwa płaty blachodachówki, niż skrzydła, brzuch i zad w ogóle nie mają kształtu. Lineart jest nierówny, poszarpany. Coś mi mówi, że nie do końca ogarniasz, jak działają warstwy i przejrzystość (kolory zachodzące na kontury, brak przezroczystości na obrazkach bez tła) - pomogłabym, ale nie pracuję z SAI, jeno z przedpotopową wersją GIMPa (2.6.11). Spróbuj dorzucić jakieś tło.
  12. https://en.wikipedia.org/wiki/Homosexual_behavior_in_animals Nie każ mi szperać o homoseksualizmie w kulturze i historii ani wykłócać się o różnicę między orientacją a parafilią. Ani tłumaczyć, dlaczego dorośli ludzie mają takie same prawa do miłości niezależnie od płci. Serio, wyjdź z tumblra i nie sugeruj się tamtejszą gromadką idiotów. Hmm... tak? Czy ceremonia religijna bądź wizyta w urzędzie tak wiele zmienia w kwestii tego czy idziesz z kimś do łóżka? IMO ważniejsze są rozsądek, dojrzałość, odpowiedni wiek i profilaktyka chorób wenerycznych, niż tradycja. Ale ja jestem rozwiązły zboczeniec, który kroi ślimaki i gmera szpilką w ślimaczych genitaliach (obojnaczych, żeby było jeszcze gorzej). Odkryłeś oczywiste. "...but the kitchen sink" jest parodią. Jest satyrą na głupawe skłonności fandomów do shipowania postaci z durnowatych powodów (lub wręcz bez powodów). Bierze pomysł i ciągnie go do absurdalnego ekstremum. Zlew, jako przedmiot nieożywiony, nie posiada emocji, a tym bardziej nie odwzajemnia uczuć Dash. Miłość Rainbow nie ma sensu, podstaw, jest bezsensowna - i o to właśnie chodzi. O wyśmianie pewnej sytuacji, schematu, który pojawia się aż zbyt często i przeważnie nijak ma się do rzeczywistości. Gdyby Dash zakochała się ni z gruszki, ni z pietruszki w jakimś Boru (Tucholskiemu) ducha winnym ogierze czy klaczy, którego/którą ledwie co na oczy zobaczyła - nie miałbyś tego abstrakcyjnego pierwiastka, który służy fanfikowi za punkt wyjścia. Byłbyś zbyt blisko schematu, żeby wyraźnie go ośmieszyć. Ktoś mniej bystry mógłby przeoczyć wiadomość. Dlatego jedziemy po bandzie, argumentum ad absurdum pełną parą. Teraz raczej nikt nie przeoczy. Raczej.
  13. No oczywiście, że skaner zepsuł kolory, a GIMPowa korekta spsuła wszystko inne. A wcześniej Milfin był pierdołą i uwalił perspektywę, kolorowanie i tusz. Obrazek zerżnięty inspirowany intro do D4: Dark Dreams Don't Die. Idźcie kupić D4: Dark Dreams Don't Die. Może dostaniemy kiedyś drugi sezon
  14. Kup przy okazji tablet graficzny. Rysowanie myszą to cierń w tyłku. Dobry monitor też się przyda. I darmowe programy na dłuższą metę raczej niewiele zdziałają. Artystyczne zabawy kosztują.
  15. Chłopak mi opowiadał o takich sytuacjach. Że idzie korytarzem albo siedzi na imprezie i słyszy, jak jedna się drugiej zaklina, że oduczy faceta grania w gry. Po wydrapaniu sobie sporej łysiny na czubku głowy doszłam do wniosku, że albo inne kobiety są dziwne, albo to ze mną jest coś nie tak, skoro nie tylko toleruję hobby mojej drugiej połowy, ale i je aktywnie wspieram, ba - wręcz dzielę.