Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Ylthin

Brony
  • Content Count

    814
  • Joined

  • Days Won

    8

Ylthin last won the day on March 27 2018

Ylthin had the most liked content!

Community Reputation

901 Equestriańska Legenda

About Ylthin

  • Rank
    Maruda marnotrawna
  • Birthday 03/04/1996

Kontakt

  • Discord ID
    Ylthin#9286

Informacje profilowe

  • Gender
    Klacz
  • Miasto
    Poznań
  • Zainteresowania
    Biologia, gry, szeroko pojęta (pop)kultura, marudzenie
  • Ulubiona postać
    backgroundjack :>

Recent Profile Visitors

10,213 profile views
  1. Ponieważ nikt jeszcze nie skomentował, to może ja w końcu zagospodaruję wolny czas, który do tej pory poświęcałam na przewijanie Twittera, oglądanie pojedynczych klipów z If The Emperor Had A Text-To-Speech Device, unikanie doczytania ostatnich 200 stron "A Thousand Sons" Grahama McNeila (niby wiem, jak to wszystko się kończy, ba, sama powieść zakłada, że czytelnik zna zarys historii, ale po kopniaku w postaci Nikaei... cóż, boję się chwili, gdy Space Wolves wpadną na rodzinnego grilla) i przeczytania w całości "Prospero Burns" Dana Abnetta (Teraz Dwa Razy Więcej Bólu!), nieczytanie innych książek/komiksów, miganie się od pisania własnych wypocin, nieposiadanie chęci do rysowania... eee, generalnie przechodzę lekki dół i przyda mi się odskocznia zarówno od ponurej przyszłości, gdzie istnieje tylko wojna, śmierć, cierpienie, chaos i Chaos, jak i od niewiele mniej ponurej rzeczywistości, gdzie do wojny, śmierci i cierpienia i chaosu (na szczęście bez Chaosu przez duże Ch) dołącza pandemia i stres wynikający z długotrwałego pobytu w jednym domu z własną rodziną. Nby pierdoła, niby drobiazg, ale nie minęły nawet dwa tygodnie i już mam serdecznie dość. ...także ten, nudne dygresje o niczym na bok. Nasz temat to rozdział piąty "Obsydianki", który czytałam jeszcze przed publikacją i który teraz sobie odświeżyłam. Mówiąc krótko i nie przebierając w słowach - dzieje się. Dzieje się rzeczy pozornie prostych, ale brzemiennych w skutki - Twilight i Starlight coraz dokładniej odkrywają, jak wielką krzywdę wyrządzono Obsidian, córka Sombry dowiaduje się, że mimo postępu cywilizacyjnego las Everfree pozostaje dość niebezpiecznym miejscem, a na dalekiej północy budzi się coś groźnego. Pojawiają się także kolejni krewni Mane6, nawet jeśli ich obecność jest na chwilę obecną raczej marginalna, a wkład w fabułę - skromny; mam nadzieję, że rozwiną się w bardziej... pełnokrwiste postacie i nie pojawiają się w fiku na trzy sceny na krzyż, jako narzędzie do pchnięcia naprzód bieżących wydarzeń, przekazania jakiejś informacji czytelnikowi lub jako sztuczny tłum*. "Główniejsze" postacie są bez zarzutu - Twalot jest Twalotem, Starlight (której kanonicznej inkarnacji nie znam, bo nie oglądałam poniaczy od początku 4. sezonu i jakoś nie chce mi się tego nadrabiać) nie działa mi na nerwy, Obsidian pozostaje głęboko skrzywdzoną nastoletnią dziedziczką - tyleż dumną, co wrażliwą i przerażoną. Nie narzekam nawet na cliffhanger na samym końcu, przez który będę zmuszona czekać na ciąg dalszy przez kilka miesięcy - wspomniany wcześniej Text-To-Speech Device chyba mnie przyzwyczaił do długich przerw między odcinkami, po których wpada kolejny kawałek treści i człowiek wraca do wcześniejszych epizodów, bo już zapomniał, co się działo, po czym ogląda całość po raz trzeci, bo jednak wszystko mu umknęło (a po drodze docenia stopniowo rosnącą jakość i odkrywa w sobie niezdrową fascynację pewnymi postaciami**)... Więc ten, no, fajne i pisz dalej. *) Może to moje nieogarnięcie i czytanie jednym ciągiem po 100-200 stron nieco specyficznej angielszczyzny na jedno posiedzenie (z 4-5 łącznie, przy czym raz cofnęłam się o dwa rozdziały, żeby jeszcze raz doczytać pewien fragment), może powieść nadrobi te braki przez ostatnich kilka rozdziałów, może to wynika z bycia częścią wielgachnej serii, MOŻE WYMAGAM ZA DUŻO I NIEWŁAŚCIWYCH RZECZY OD POWIEŚCI NA BAZIE BITEWNIAKA SKUPIONEJ NA ADEPTUS ASTARTES Z TEGO KONKRETNEGO LEGIONU, ale kurczę, korci mnie, żeby skwitować w ten sposób "A Thousand Sons" i tamtejszych kapitanów kompanii (za wyjątkiem Azheka Ahrimana, który jest dość prostą postacią, ale chociaż pamiętam go z imienia, prawie że lubię i może na koniec będzie mi szczerze żal, gdy chłopak spadnie z rowerka i sobie resztki Legionu rozwali). Oby się okazało, że to tylko moja głupota, gapiostwo i niewłaściwe podejście, postacie w "ATS" są całkowicie w porządku, tylko ja wybrzydzam nie wiadomo po co i na co. **) W tym tempie po czwartym maratonie wydam Za Dużo złotych na plastikową figurkę przerośniętego magicznego kurczaka do postawienia na półce, a po piątym - zwariuję i zacznę grać w bitewniaka. Boję się.
  2. Pyrkon, Pyrkon, po Pyrkonie, prawie maj, a ja siedzę jak ostatnia pierdoła przy rzędzie kuwetek z różnymi dziwnymi płynami zamiast siedzieć... no, też jak pierdoła nad mikroskopem. Lub nad właściwym tekstem licencjatu. Ale do rzeczy. Trzeci rozdział Obsydianki, Gandzia płacze i zgrzyta zębami, Ghat gra w grę zamiast pisać magistra/artykuły/więcej Obsydianki (i nie gra bynajmniej w Yakuzę 0, wstyd i hańba!). Mam akurat czas, więc trzeba docenić korektę i zmotywować autora. Rozdział jest naprawdę dobry - długi, zgrabnie napisany i zwyczajnie wciągający. Za wzrostem liczby słów poszła rozbudowa wszystkich innych aspektów - fabuła powoli się rozwija, świat pokazuje coraz to nowsze detale, a postacie odkrywają warstwy (jak ogry i cebula). Na pierwszy plan wybija się Obsidian - na razie widzimy u niej głównie skutki "rodzicielstwa" Sombry, są jednak i pozytywne aspekty, jak ciekawość świata (nawet jeśli wykrzywiona przez tatusia-tyrana) i miłość do literatury. Podoba mi się wewnętrzna walka starych nawyków z nowymi warunkami, stały szok kulturowy i nieufność wobec domniemanych wrogów - niby proste, oczywiste, drobiazg w tle, ale łatwo o takich podstawach zapomnieć. Miło też, że Twilight nie zachowuje się jak naiwna idiotka. Chce dobrze dla Obsidian i współczuje młodej klaczy, ale zachowuje też pewien dystans, analizuje jej zachowanie i stara się przewidzieć możliwe scenariusze wydarzeń, jak dobry strateg, nie pozwalając emocjom całkowicie kontrolować jej działań. Zdecydowanie na plus. Kolejny plusik za imiona podmieńców (wyczuwam tu wpływ Cahan) i Polimagikę Cracowską - ciekawe, czy istnieje też tamtejszy AWF i kucykowy odpowiednik UJ (oraz stosowna przyśpiewka o dziekanie... ale to skądinąd). Podsumowując - radzisz sobie dobrze z podstawami, teraz tylko nie połam nóg na dalszym etapie
  3. O ile pamiętam najważniejszym kryterium wykopania fika do MLN jest obecność drastycznej przemocy/gore. Fiki oznaczone jako [grimdark], ale niezawierające gore wchodziły czasami do działu ogólnego. A różnica? Płynna i zależna od oceniającego. To, co dla jednego człowieka podpada pod [Dark], dla innego jest wystarczająco ponure, żeby otagować fika jako [Grimdark]. Wiążące jest jednak słowo opiekuna, więc na twoim miejscu napisałabym tekst, puściłabym przez korektę (żeby nie straszyć błędami językowymi) i wysłała "najmroczniejsze" próbki (ze zdaniem-dwoma kontekstu, oczywiście) do kogoś z ekipy działowej (Dolar, Cahan) z pytaniem, czy możesz jeszcze publikować w dziale ogólnym, czy raczej zakładać temat w MLN.
  4. "Kruchość..." obserwowałam od jakiegoś czasu, ale jakoś nie mogłam się zabrać za czytanie. Nie wiem, czy to moja (nieco paradoksalna) awersja do fanfików, czy może niska liczba rozdziałów i niechęć do czekania na kolejne miesiąc, dwa, pół roku, trzy lata... W końcu jednak w moim mózgu zaiskrzyły te dwa działające neurony, dzięki czemu przypomniałam sobie o takim trudnym pojęciu jak "empatia" i "solidarność fikorobów". Może wypadałoby się jednak przemóc, przeczytać i zostawić autorowi komentarz? To miłe i motywujące do dalszego tworzenia, bo hej, piszesz dla żywego czytelnika, a nie dla zbłąkanego bota nabijającego przypadkowo wyświetlenia. Może nawet więcej rozdziałów wyjdzie, zanim autor się załamie, wypali, znudzi lub zostanie uznany za dzika i przypadkowo zastrzelony podczas kojącego spaceru przez śląski smog. ...tak więc minęły dwa dni rżnięcia w HoMM4 (konkretnie w kampanię "Cena Pokoju", połowa trzeciej misji), zanim usiadłam i faktycznie przeczytałam, ponieważ "priorytety" to dla mnie pojęcie równie abstrakcyjne, co "wiara w siebie". Wrażenia? Hm, całkiem pozytywne. Rozdziały są dość krótkie i przydałoby się może skleić je w jedną, większą całość, niektóre sceny lekko wydłużyć i uszczegółowić, czasem wręcz dodać coś więcej niż akapit czy ledwie zdanie ekspozycji. Opisy też zyskałyby na podbiciu licznika słów, a niektóre zdania można by przepisać na nieco zgrabniejsze, nie spotkałam jednak żadnych zgrzytów czy językowych potworków. Uszczypnąć mocniej (a i tak raczej żartobliwie) mogę tylko za "korumpowanie" w rozdziale 2. - wiem, do czego zmierza autor, ale w pierwszej kolejności nasuwa mi się wizja wręczania łapówki Kryształowemu Sercu. Albo Shining Armor usiłujący przekupić straż pałacową po tym, jak wypił o jeden kieliszek za dużo i narobił bałaganu na samym wejściu do pałacu. Poszukałabym jednak innego sformułowania, żeby uniknąć niezamierzonych śmieszków w poważnych scenach. Postacie ciężko na razie ocenić - w większości zostały najwyżej lekko zarysowane, więcej szczegółów otrzymaliśmy tylko na temat Obsidian. Jej charakter jest... ciekawy, o ile można użyć takiego słowa wobec kogoś w jej stanie i nie ukrywam, że chętnie zobaczę, w jakim kierunku autor poprowadzi tę bohaterkę oraz jak przebiegnie wątek jej resocjalizacji. Czy poleciłabym "Kruchość..."? Jeśli najbliższe dwa-trzy rozdziały utrzymają obecny lub nawet wyższy poziom - jak najbardziej. Mamy tu fundamenty pod całkiem ciekawą historię - są to jednak tylko fundamenty i ciężko jest przewidzieć dalszy postęp prac. Równie dobrze może nam wyjść solidny dom dla dużej rodziny, jak i koszmar inżyniera - liczę jednak, że Ghat nie zawiedzie
  5. Ylthin

    Najpierw może się postaraj, żeby fik był dobry - znajdź korektora, pre-readerów, opublikuj go, nastaw na krytyczne opinie, takie tam. Nikt się nie weźmie za tłumaczenie słabego tekstu. Przekład to nie hop-siup-przepuść przez Gugiel Tłumacz. To tyle samo roboty (jeśli nie więcej), co z pisaniem oryginału. Nawet jeśli znajdziesz kogoś bardziej ogarniętego niż "miałem piątki z angola w gimnazjum" (w co wątpię, bo wielu dobrych tłumaczy fików albo zniknęło/zawiesiło prace, albo skupia się na przekładach z angielskiego, albo zwyczajnie odmówi tak trudnego przedsięwzięcia), to będziecie nad tym siedzieć miesiącami, jeśli nie latami.
  6. Ylthin

    Nawet nie wiem, co o tym napisać. Prosta praca, w której kombinowałam odrobinę z dwiema postaciami i cieniowaniem... pierwsza skończona od dłuższego czasu. Czarny tusz, kredki Herlitz, srebrny marker.
  7. Ylthin

    Nie wiem, czy to dobry dział na takie rzeczy. Niby jest obrazek, ale dyskusje o kulturze Equestrii prowadzone są pewnie w innym miejscu
  8. Miałam wystartować, ale nagle słowa przestały przechodzić przez klawiaturę, a nie chciałam publikować urwanego w połowie tekstu o niczym. No nic, może kiedyś dokończę i opublikuję swoje wypociny w osobnym temacie. Życzę powodzenia reszcie uczestników
  9. Kilka rad i uwag od zawodowej nyndy psującej ludziom nastrój. 1. Nie wiem, z czym pracujesz (wygląda na GIMPa lub innego SAI/Photoshopa), ale zapisuj obrazki jako PNG lub baw się z ustawieniami kompresji dla JPG - niska wartość kompresji skutkuje masą brzydkich przebarwień i przekłamań w obrazie. To tak na przyszłość. 2. Jeśli twój program na to pozwala - rysuj na przezroczystej warstwie. Białe lub kolorowe tło ciężko potem wyciąć z obrazka, co zresztą dobrze widać po białej obwódce wokół Twalota. Jeśli przerabiasz skan, możesz pobawić się ustawieniami warstw (GIMP na pewno ma taką funkcję) - nie jest to idealne, ale pozwala ładnie zamalować cały obszar, bez zabłąkanych pikseli przy konturach. 3. Będę szczera: nie podoba mi się ten kucyk, nawet pomijając moją niechęć do wielgachnych uszek z futerkiem czy mocno "ludzkich" pysków. Gdyby nie kolory grzywy i sierści - nie wiedziałabym, że to Twilight. Szyja jest za cienka, a głowa dziwnie osadzona. Grzywa wygląda na płaską płachtę, przez którą przebija się róg - sądząc po konturach, włosy nie układałyby się w ten sposób wokół jego postawy. To samo z pasemkami, te na grzywce są jeszcze OK, ale na reszcie grzywy biegną w dziwnym kierunku, do tego te idealnie proste refleksy robione gradientem... Nie podobają mi się pozbawione źrenic oczy, płaskie odbłyski robione chyba narzędziem elipsy i krzywa gwiazdka w tle. Cieniowanie też jest bardzo słabe, praktycznie nieobecne. Doceniam próbę i wysiłek, ale nic poza tym. Przed tobą mnóstwo pracy.
  10. Ylthin

    Miałam prywatny transport i nocleg poza meetem, więc nie wiem, jak wyglądają sleeproomy. Prawdopodobnie będziesz mógł kupić odbitki prac lub zapłacić za własne zlecenie u artystów. Bez zgody będzie ciężko - jeśli coś ci się stanie, organizatorzy wpadną w niesamowite szambo :/
  11. Ylthin

    Byłam kiedyś na Twimeecie (w 2015 chyba) i podejrzewam, że będzie to wyglądało podobnie, co tam - na wejściu przechodzisz akredytację (proszą cię o dowód osobisty lub podobny dokument) i dostajesz identyfikator uczestnika, jeśli jesteś nieletni - poproszą cię o pisemną zgodę rodzica/opiekuna. Prawdopodobnie dostaniesz (lub znajdziesz na stronie eventu) jakąś rozpiskę z nazwami sal i godzinami prelekcji czy innych zabaw, a dalej... cóż, wybierasz, co cię interesuje i idziesz. Gadasz z ludźmi, kupujesz pamiątki, bawisz się swoim rytmem.
  12. Dorzucę swój jeden grosz odnośnie propozycji Hoffmana: wolałabym, żeby "Bez Przyszłości" jeszcze trochę poczekało i rozrosło się o kolejne rozdziały (najlepiej te ostatnie). Wspólne omawianie fika na tak wczesnym etapie jest IMO odrobinę bezcelowe, bo zbyt wiele się z niego nie wyciągnie, nie chcę też zajmować jednym tytułem kilku klubowych spotkań - polski fandom ma o wiele więcej do zaoferowania, niż tylko moje wypociny i nie chciałabym odbierać słodkiej atencji należytej uwagi innym autorom. Chwilowo wystarczą mi komentarze pod fikiem (do których muszę się jeszcze odnieść, ajć).
  13. Ktoś nie słyszał o endoprotezach. Zabieg przeprowadzany przez specjalistę pod narkozą jest z pewnością bardziej krzywdzący, niż ciąża co rok, tak. Widziałaś kiedyś, co coroczne mioty robią z kotką czy suką? AFAIK sterylizacja na prośbę kobiety, bez przyczyn medycznych jest w Polsce nielegalna. Inna sprawa, że człowiek ma dostęp do, uwaga, trudne słowo, antykoncepcji w różnych formach, od mechanicznej po hormonalną. Ma również na tyle rozwinięty mózg, by panować nad potrzebami fizjologicznymi, w tym nad popędem płciowym - zwierzęta tak silnej woli nie posiadają, a podawanie im tabletek hormonalnych jest dość uporczywe. O prezerwatywach dla zwierząt domowych z kolei w ogóle nie słyszałam. Wytłumacz mi zresztą swój tok rozumowania: bierzesz sobie np. kota lub psa jako towarzysza, o którego powinnaś się troszczyć, by zapewnić mu jak najlepsze, pozbawione cierpienia życie... i wolisz, żeby zwierzak zdechł w młodym wieku przez chorobę, której może zapobiec jedna operacja lub męczył się przez kilka lat kolejnymi ciążami, bo to naturalne? Nie rozumiem tego. Znaczy rozumiem - tyleż romantyczną, co mocno błędną ideę, że "naturalne jest z definicji lepsze". Jeśli studia czegoś mnie nauczyły, to że natura wcale taka zdrowa i korzystna dla życia nie jest. EDIT: Z mojej strony EOT, nie mam zamiaru tracić czasu i nerwów na dyskusję z kimś, kto ewidentnie wierzy w teorie spiskowe i robi z logiki kurtyzanę.
  14. W całym internecie nie ma mema, który podsumowałby moją reakcję na te brednie. Chipowanie zwierzaków pozwala na ich identyfikację i znalezienie właściciela, jeśli pupilek ucieknie/zginie/zrobi komuś krzywdę. W ten sposób można też teoretycznie namierzyć ludzi, którzy zostawiają zwierzęta np. w lesie - chociaż znając życie tacy w ogóle nie bawią się z chipami. Branie zwierzaków od osób prywatnych też jest opcją (jednego psa wzięłam z ogłoszenia, drugiego - od znajomych), ale jeśli nie prowadzisz hodowli - sterylizuj/kastruj, choćby z przyczyn ekonomicznych. Po co ci dodatkowe mioty, z którymi nie masz co zrobić? Po co płacić za szczepienie, odrobaczanie, leczenie, karmienie etc. kolejnych zwierząt? I nie mówcie mi, że "przecież mój misio-pysio nie rusza się z domu". Czasami starczy moment nieuwagi na spacerze lub uchylona furtka, żeby pies zostawił komuś niechciany problem, a suka z takim wróciła. O kotach i dokonywanej przez nie masakrze małych zwierząt (ptaków, gadów, płazów) nawet nie wspominam.
  15. Zebrałam kilka ciekawszych dla mnie numerów, ale nie kupuję każdego tomu z osobna. Są sympatyczne, miejscami nawet lepsze od serialu.
×
×
  • Create New...