Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Zena92

Fizzle [Oneshot] [Sad] [Alternate Universe]

Recommended Posts

Fizzle

[Oneshot] [Sad] [Alternate Universe]

Autor: Zena92

image.png.1bc07973bf01a720792f9fcb41513d79.png

 

Moja interpretacja postaci Tempest. Akcja dzieje się w alternatywnym świecie, gdzie zostaje w Equestrii i nie przyłącza się do Storm Kinga. 

  • Upvote 4
  • Sad 1
  • Downvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fanfick bardzo mi się podobał. :lunasmile: Może nie był to najlepszy jaki czytałam, ale i tak ŚWIETNY! :lunahug2: Obiektywne spojrzenie na rzeczywistość i ukazanie tej mniej kolorowej strony życia. Potrzebowałam takiego ficka. Świetna robota! :enjoy:

Edited by Nightmare Princess
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiem czemu, ale spodziewałem się czegoś dobrego. A przecież jeszcze nigdy nie spotkałem się z opowiadaniem polskiego autorstwa z tagiem [Sad], które bym mógł w pełni uznać za dobre. Choć zdarzało mi się trafić na świetne opowiadania anglojezyczne (lub z angielskiego tłumaczone) z tym tagiem...

To niestety jednak było dla mnie kolejnym rozczarowaniem. 

 

Ale żeby nie było tak gorzko zacznę od tego co jednak mi się w tym opowiadaniu podobało. 

Podobało mi się ten wątek z elektrycznością i nieco głębszym wgłębieniem się w kwestie magii i złamanego rogu Tempest. 

Ciekawy motyw też z wkomponowaniem piosenki... 

 

...szkoda tylko, że tu kończą się zalety, które mogłem znaleźć. Zacznijmy od tego, że w samej piosence było sporo "kanclerzowskich" błędów jak to nazywam. Czyli wyrażeń takich jak "Ci", "Cię" itd. pisanych z dużej litery, gdy nie jest to pisane do nikogo, co jest błędem. Z dużej litery pisze się to tylko gdy przedstawiamy jakiś list, lub fragment czegoś co w samy opowiadaniu jest fabularnie słowem pisanym kierowanym do kogoś. No, ale po za tym w sumie nie było zbyt wielu błędów, te co znalazłem zaznaczyłem, bo takie już mam nawyki moderatorskie, które sobie kiedyś wyrobiłem na pewnym nieistniejącym już forum. 

 

Wracając jednak do opowiadania spodziewałem się czegoś o ciężkim, ale jednak lepszym niż pod rozkazami StormKinga...

Mocno się rozczarowałem. 

Zrobiłaś z niej zwykłą rozgoryczoną pijaczynę, która potrafi tylko topić swoje smutki w alkoholu. 

Którego istnienie w Equestrii i tak jest raczej wątpliwe (wszelkie wystąpienia słów takich jak cydr czy poncz - to pierwsze zresztą słusznie tłumaczone w polskich dubbingu jako sok jabłkowy, by nie wprowadzać w błąd - jasno wskazywały na to, że nie chodzi o żaden alkohol, ewentualne przykłady, które mogłyby wskazać na jego istnienie w Equestrii były dość niepewne) a tym bardziej w takiej formie jak to pokazywałaś. 

Alkoholizm, klnięcie czy generalnie takie patologie jak tu ukazywałaś wyglądają po prostu nierealistycznie jak na Equestrię. Podobnie kwestia samej fabryki lodów jako zwykłego mieszania proszków... u nas to tak co prawda działa, ale w Equestrii dość wyraźnie jednak widać, że produkcja wszystkiego odbywa się na sposób dość naturalny. 

 

Ta "mniej kolorowa strona życia" po prostu nijak nie pasuje. Owszem Equestria nie jest rajem, jednak poziom patologii jest tam znacznie mniejsze i wiele z nich tam nigdy nie będzie pasować. A próba ich dodania będzie zawsze wychodzić po prostu źle. 

 

  • Confused 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przepraszam, że się wtrącę i zaofftopuję, ale:

Cytat

wszelkie wystąpienia słów takich jak cydr czy poncz - to pierwsze zresztą słusznie tłumaczone w polskich dubbingu jako sok jabłkowy, by nie wprowadzać w błąd - jasno wskazywały na to, że nie chodzi o żaden alkohol,

Amerykanie odróżniają hard soft cider. Obydwa robi się z jabłek (konkretnie z soku jabłkowego), ale tylko hard cider zawiera alkohol... i dwutlenek węgla (nie zawsze - ale tak jak kwadraty i prostokąty, nie każdy hard cider jest gazowany, ale gazowany cydr będzie zawsze hard, z alkoholem). Serialowy cydr pieni się dość wyraźnie, prawie jak piwo. Reakcje kucyków na trunek też są dość... entuzjastyczne. Nie twierdzę, że to ostateczny dowód na alkohol w Equestrii, ale to też nie działa w przeciwną stronę i nie zaprzecza istnieniu trunków dla dorosłych.

A, i gdy Spike zasypia w misie z ponczem, jedna z bohaterek żartuje, że napój jest spiked. Tłumacząc dosłownie - doprawiony alkoholem. Twórcy serialu pozwalają sobie dość często na takie żarciki i sugestie, nie wszystko jest tu skierowane w 100% dla dzieci.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Lyokoheros serio czepiasz się kanoniczności rzeczy w fanfiku z tagiem [Alternate Universe]? To tak jakby mieć pretensje do garbatego, że ma proste dzieci :thinking:

  • Upvote 3
  • Like 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla mnie alternatywne uniwersum nie znaczy "igorujemy kompletnie kanon i robimy co nam się żywnie spodoba", ale "dokonujemy prostej zmiany lub kilku takich zmian i eksplorujemy jak one zmienia historię". Oczywiście czasem mogą to być bardzo głębokie zmiany, jednak zasada zostaje ta sama. Przynajmniej jeśli się chce tworzyć dobre altermatywne uniwersa. 

I takie wciąż powinny pasować do kanonu, a nie jedynie mieć niby te same postacie, ale kompletnie nie będące sobą czy świat nijak się do kanonicznego mający. A tu mamy właśnie takie coś. 

Szczególnie, że opis zapowiadał po prostu taką prostą zmianę. 

 

Po za tym takie żarciki są... właśnie żarcikami, nie świadczą one o tym co się faktycznie dzieje, szczególnie, że mimo pewnych szczegółów (jak choćby to pienienie się, czy niektóre reakcja) wskazujących na to, że może być alkoholowy, ale są to właśnie bardziej takie żarciki niż fakty. 

Bo z cydrem fakty są takie: praktycznie zawsze był świeżo wyciskany, a Babcia Smith nawet wyraźnie mówiła, że bardzo szybko zaczyna się psuć. 

A napoje alkoholowe nie są świeżo wyciskane, tylko "dojrzewają". 

W dodatku poncz (i chyba także cydr) piły w serialu również dzieci z tego co pamiętam. 

(plus zgodnie z moją wiedzą jezykową słowo Cider samo w sobie, bez przedrostków soft/hard - a nie przypominam sobie by kiedykolwiek te były używane w serialu - w amerykańskim angielskim oznacza z definicji napój bezalkoholowy, zaś w brytyjskim na odwrót)

 

Ale tu rozmijamy się z sednem tego o czym mówiłem właściwie. A sednem (w kontekście alkoholu w Equestrii) było to, że nawet jeśli by w Equestrii był alkohol to na pewno nie w formie takich tanich alkoholi do zwykłego upijania się.

Dlatego takie coś jak było pokazane w tym opowiadaniu jest kompletnym absurdem i wstawianie czegoś takiego do Equestrii powoduje bardzo nieprzyjemny dysonans.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dawno nie czytałem żadnego fanfika. Tak się złożyło że koniec przerwy zacząłem od tego. Nie będę się produkował nad nie wiadomo jaką recenzją, bo są osoby które lepiej się znają na tym fachu ode mnie. Dla mnie ten tekst był całkiem przyjemną interpretacją, jak życiowy dramat Tempest wyglądał by w naszym świecie.  Nawet sobie pewien morał wyciągnąłem z tej historii. Jako podsumowanie mogę powiedzieć: kawałek dobrej historii.

  • Upvote 1
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 23.10.2017 o 16:43, Lyokoheros napisał:

Owszem Equestria nie jest rajem, jednak poziom patologii jest tam znacznie mniejsze i wiele z nich tam nigdy nie będzie pasować. A próba ich dodania będzie zawsze wychodzić po prostu źle. 

 

Ekhm... Alternate Universe? Patologię można wpisać do każdego uniwersum, ale trzeba to zrobić z rozsądkiem. Wiem, że nienawidzisz wrzucania chociażby jednego pijanego kuca do MLP, ale moim zdaniem przesadzasz. Swego czasu czepiałeś się pijanego kucyka w moim temacie, i wiem, że uparłeś się przy swoim - "bo nie pasuje do Equestrii". Pasuje, ale trzeba to umiejętnie wkomponować.

 

Niestety, ale w tym opowiadaniu nie wyszło. Patologia? Spoko, nie mam nic przeciwko, ale nie w takich ilościach. Jest jej zbyt dużo, a co za tym idzie całość jest sztuczna, mało wiarygodna i wręcz kiczowata. Po prostu "za dużo tego złego". No dobra, Temtest miała przekichane, ale z tą fabryką to już przesadziłeś i to grubo. Może to i dziwne, ale jako osoba niepełnosprawna czuję niesmak, tak jakby w zakładach pracy chronionej pracowały tylko "warzywa". O wiele lepiej wyglądałoby to gdyby świat wokół był normalny. Taki kontrast byłby bardziej wiarygodny niż brud, smród i ubóstwo na każdym kroku. Źle mi się to czytało, ale nie ze względu na stronę techniczną, a treść. 

Edited by Triste Cordis
  • Upvote 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pragnę zaznaczyć, że występujący tu narrator nie jest obiektywny, tylko opisuje wewnętrzne myśli bohaterki, które jako że są zaburzone, nie muszą zgadzać się z rzeczywistością.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 26.10.2017 o 18:05, Zena92 napisał:

Pragnę zaznaczyć, że występujący tu narrator nie jest obiektywny, tylko opisuje wewnętrzne myśli bohaterki, które jako że są zaburzone, nie muszą zgadzać się z rzeczywistością.

Z całym szacunkiem, ale co mnie to obchodzi? Co za różnica kto to opisuje? Za dużo patologii, to za dużo patologii. A określenie "niepełnosprawni umysłowo" jest obraźliwe. Jeśli już, to "niepełnosprawni intelektualnie". Jedną z najgorszych rzeczy w fanfikach jest "ziomalski" język w opisach. 

  • Upvote 1
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, Triste Cordis napisał:

Z całym szacunkiem, ale co mnie to obchodzi? Co za różnica kto to opisuje? Za dużo patologii, to za dużo patologii. A określenie "niepełnosprawni umysłowo" jest obraźliwe. Jeśli już, to "niepełnosprawni intelektualnie". Jedną z najgorszych rzeczy w fanfikach jest "ziomalski" język w opisach. 

Szanowny Panie. Pragnę poinformować, że sztuka nie musi być piękna. Sztuka powinna wywoływać emocje. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wpadłem do niniejszego wątku po lekturze „Bordowej Pani”, czyli nie pokolei. Nie pytajcie dlaczego, tak wyszło :P A po co? Oczywiście, by zapoznać się z „Fizzle”, które okazuje się być autorską interpretacją postaci Tempest Shadow, o której... nie wiem zupełnie nic, bo kinówki do tej pory nie obejrzałem, ale zdążyłem zorientować się, że chyba stała się kultowa. I chętnie podejmowana, także w ramach prac graficznych. A to chyba dobrze, w końcu skoro wprowadzać nowe postacie, to kogoś, kogo idzie zapamiętać i do kogo chce się powracać, w ramach fanowskiej twórczości właśnie :rdblink:

 

Muszę przyznać, że po zakończeniu czytania mam mieszane wrażenia, lecz nie w tym sensie, co przy „Bordowej pani”, do której oczywiście również się odniosę, w odpowiednim wątku. Przyznam szczerze, że ta niedługa historia wciągnęła mnie, zwróciła uwagę na poważny problem oraz przypomniała o paru znajomych oraz kilku niezręcznych/ dziwnych sytuacjach, do których powracam myślami, ilekroć podejmowana jest ta tematyka. W tym sensie, chyba można uznać, że opowiadanie wywołało emocje, skłoniło do myślenia. Z drugiej strony, kuje w oczy kilka rzeczy wrzuconych troszkę na doczepkę, zrealizowanych bardzo pobieżnie i przez to psujących ogólne wrażenie, nie wspominając już o tym, że dla poszczególnych osób może się to wydać obraźliwe. Oprócz tego, sporo wpadek w materii formy. Przede wszystkim, „zresztą” piszemy razem, nie oddzielnie. Przecinek przed „oraz” nie jest potrzebny. W ogóle, kompozycja mocno szwankuje – bardzo dużo krótkich, prostych zdań, co gdzieniegdzie powoduje wrażenie, jakby nie był to fanfik, ale sucha relacja: brakuje dodatkowych określeń, brakuje opisów, brakuje lepszego podkreślenia ciężkiej, dołującej atmosfery. Za winowajcę uznałbym brak większego doświadczenia w pisaniu, gdyby nie to, że jest to kolejne, któreś z kolei opowiadanie autora, zatem... to dziwne, że poszczególne błędy jakoś się przedostały do gotowego fanfika. Jest prawie poprawnie technicznie, mocno przeciętnie pod kątem kompozycji. Jest nad czym popracować. Może autor zdążył troszkę "zardzewieć"?

 

Natomiast, co do treści, moje wrażenia nie są jednoznaczne i w sumie jestem zdziwiony, jak wiele różnych wątków zdecydowałem się rozpatrzyć oddzielnie, zważywszy na gabaryty opowiadania. Myślę, że jednocześnie warto odnieść się do moich przedmówców, gdyż za ich sprawą przewinęło się kilka celnych uwag, których aż szkoda pozostawić bez komentarza.

 

Na początek chciałbym wypowiedzieć się odnośnie wątku alkoholizmu tytułowej bohaterki, jako że wydaje się on „matką” różnych pomniejszych motywów, które autor zawarł w swoim fanfiku. Być może kąsa mnie nieznajomość filmu kinowego, ale jakoś nie wiem, dlaczego w tejże roli obsadzać właśnie tę postać. Może to zabrzmi absurdalnie, ale złamany róg to, na mój rozum, jeszcze trochę za mało, bym mógł od tak kupić ten motyw, ale z drugiej strony, postać oryginalna, ktoś zupełnie nam nieznany, mógłby zbić jakikolwiek ładunek emocjonalny, który mogłoby mieć opowiadanie. W końcu łatwiej jest współczuć komuś, kogo kojarzymy z ekranu, co nie? Z trzeciej strony, kandydatek kanonicznych jest sporo, stąd, mimo wszystko, dziwię się, dlaczego akurat Tempest. Niemniej, domyślam się, że utrata rogu może być dla jednorożca tragedia, ale nie potrafię pozbyć się wrażenia, że w życiu protagonistki musiało się wydarzyć coś więcej, że ten nieszczęsny róg to tylko wierzchołek góry lodowej. Może zabrakło mi stosownych odniesień, a może...

 

Cytat

„Może od wypadku minęło już ponad dwadzieścia lat, ale kikut jej rogu wciąż nie pozwalał o tym zapomnieć. Nie przejęła się tym.

 

Tekst sugeruje mi coś innego. Akurat ten rozdział swojego życia chyba Tempest zostawiła za sobą.

 

 

@Triste Cordis zwrócił uwagę na szereg rzeczy, między innymi, jakoby motywy patologiczne nie zostały dobrze wkomponowane w opowiadanie, jednakże w tym wypadku „patologia” to dosyć szerokie pojęcie i nie zgodzę się, że w całej swojej rozciągłości autor poniósł porażkę. Jeśli chodzi o alkoholizm, uważam, że rzecz została przedstawiona wiarygodnie – mam na myśli opis poranka głównej bohaterki, czynności „maskujące” oraz drobne wzmianki o „schodzących” promilach w trakcie pracy, na wieczornej wizycie po to, co zawsze kończąc. Końcowe sceny upijania się na smutno przy piosence także oceniam jako solidnie zrealizowane i napisane w sposób wiarygodny. Nie to, bym miał podobne doświadczenia z pierwszej ręki tudzież autopsji, jednakże ilekroć sobie przypomnę przełom lat 90 i 2000 oraz różne dziwne sytuacje w sąsiedztwie, których nie rozumiałem, a także problemy, o których słyszałem od nowopoznanych znajomych, już na studiach, od razu przypominam sobie bałagan, gniew, rozpacz, wyrzuty oraz inne emocje i w tej materii autor zdecydowanie nie oszczędza Fizzle. Jeśli chodzi o zakończenie, nie byłem świadkiem czegoś podobnego, ale wspomniani znajomi, ci, dla których studia były jedyną szansą by jakoś się wybić i nie musieć wracać do domu, w którym nie czeka ich nic dobrego, opowiadali o krewnych, którzy owszem, upijali się przy głośnikach i ryczeli jak bobry. Z tą różnicą jednak, że pili wódkę.

 

Moim zdaniem zachowanie protagonistki, opis jej poranka, a także wieczora, towarzysząca temu atmosfera, najpierw duszna i gorzka, później... naprawdę rozpaczliwa, a także jej przemyślenia, wszystko to pasuje do osoby wywodzącej się z trudnego środowiska oraz cierpiącej na alkoholizm. Patologie lubią się reprodukować i jak ja to obserwuję, przeważnie albo się z tego wychodzi, a potem pomaga się bliskim podjąć leczenie, wspólnie stanąć na nogi, albo powiela się wszystkie błędy popełnione przez rodzicieli, czyli po prostu w tym środowisku się zostaje. Przeważnie, nie jest to reguła. No i niestety Tempest najwyraźniej zalicza się do tego drugiego grona, co oczywiście jest jej osobistą tragedią. A skoro tak, ma mnóstwo pretensji, nosi w sobie mnóstwo nienawiści, momentami miałem wrażenie, jakby naprawdę nie chciała żyć, ale potrafiła czynić sobie krzywdę „jedynie” w taki sposób, że coraz bardziej i bardziej zatraca się w nałogu. Być może wygląda to tak, jakbym zagadnienie spłycał, jednak zapewniam, że w żadnym wypadku nie jest to moją intencją i mam świadomość tego, że każdy przypadek jest inny i nigdy niczego nie można generalizować. Po prostu chciałbym skomentować postać Tempest oraz to, jak widzę jej kreację.

 

A dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że autor zdecydował się nam ujawnić kilka szczegółów z przeszłości Tempest, które ukształtowały ją taką, jaką ją widzimy w opowiadaniu. Zahaczając o indywidualność każdego przypadku oraz odnosząc się dalej do wypowiedzi Triste – faktycznie, zgodzę się z tym, że autor dodał do treści za dużo... każdej niemalże rzeczy poświęcając zbyt mało. Stąd owszem, zatrzęsienie zła daje się czytelnikowi ze znaki, w takiej formie wydaje się być wyrwane z kontekstu i mimo, że w rodzinach patologicznych bardzo często tak to wygląda (o ile nie gorzej), fragmenty te występują w fanfiku zbyt często, przez co całość traci na powadze w tym sensie, że wydaje się to kiczowate, jak ujął to mój przedmówca. Wszystko naraz i niedostatecznie opisane. Na szczęście zakończenie troszeczkę za to nadrabia, przynajmniej jak dla mnie. Zauważyłem, że gdyby przeczytać początek jeszcze raz, równie dobrze mógłby to być ciąg dalszy historii. Jak pętla, zaciskająca się na szyi bohaterki. Stąd przesłanie jest dla mnie jasne i tak też zrozumiałem opowiadanie – alkohol niczego nie rozwiązuje, nawet jeśli chwilowo nie stwarza kolejnych kłopotów, zamyka swoją ofiarę w pętli, z której trudno się wydostać.

 

Jednakże, ze wszystkich „wstawek”, na jakie porwał się autor, swoje zadanie najlepiej spełnia wzmianka o tym, jak najmłodsi reagują na wzrost Tempest. To wypadło realnie, mogę sobie wyobrazić takie teksty pod jej adresem. To ok. W sumie, napomknięcia o akcji z Niedźwiedzicą również w sposób dodatni ubarwiają tekst, nadając kontekst, tło. To też ok.

 

Natomiast, w pełni zgadzam się z Triste Cordisem odnośnie fragmentu w fabryce lodów. Aczkolwiek, trudno mi to nazwać przesadą, gdyż de facto nietakt tych scen wynika moim zdaniem z czegoś innego i żeby było ciekawiej, przeciwnego. To właśnie pobieżność opisów, przedstawienie sytuacji zero-jedynkowo, ale w sposób tak uproszczony, by nie powiedzieć prostacki, powoduje, że z tekstu bije coś, co wskazuje na stygmatyzację osób niepełnosprawnych, poprzez ignorancję autora oraz brak wiedzy o tym, jak te osoby funkcjonują w miejscu pracy. Już abstrahując od tego, że to również jest bardzo szerokie zagadnienie i są różne stopnie i rodzaje niepełnosprawności, mogę powiedzieć, z pełną odpowiedzialnością, że jeżeli zostaną one odpowiednio wdrożone, to różnicy w performance w stosunku do osób pełnosprawnych praktycznie nie ma. Zresztą, sam problem w miejscu pracy przedstawiony został tak, że gdyby nie wskazanie na to, kto tam pracuje, to nawet bym o tym nie pomyślał, bo mogło się to przytrafić równie dobrze osobie w pełni zdrowiej. Tempest bynajmniej nie sprawia wrażenia kogoś, kto wdraża pracowników do pracy w sposób właściwy, bardziej tylko podnosi im poziom stresu, wywiera presję. Gwarantuję, że z kimś takim nad sobą, każdy pracowałby źle i popełniał błędy. Każdy.

 

Jednocześnie, fragment ten był trochę na siłę, na doczepkę, nie sądzę, aby wniósł do głównego wątku cokolwiek więcej. Ja nie jestem osobą niepełnosprawną, ale również czuję niesmak i wyobrażam sobie, że potraktowanie tego motywu tak po macoszemu, tak czarno-biało, może wydać się krzywdzące jeszcze dla niejednego odbiorcy. A skoro zabrakło powagi, można było darować sobie ten motyw i np. przeznaczyć ten czas na inne rzeczy, aby ustrzec się od kiczowatości tego czy owego.

 

Poza tym, rozumiem poniekąd tłumaczenie autora – o braku obiektywizmu narratora – ale nie przekonuje mnie to, toteż także zgadzam się z Triste, że „ziomalskość” w formie, o ile to nie komedia, częściej przeszkadza, psuje klimat i w tym przypadku tak właśnie było. Godnym odnotowania jest, że nie była to rzecz, która doszczętnie zniszczyła wszelkie wrażenie, no i same określenia, o ile mogą brzmieć obraźliwie, nie są jeszcze najgorszymi, na jakie mógł się porwać autor. Mimo to, niesmak jest i pozostaje bardzo długo i gdyby nie przygnębiające, mocne zakończenie, możliwe, że fanfik byłoby uratować dużo trudniej.

 

Autor podjął w fanfiku szereg bardzo poważnych tematów, z których alkoholizm to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Znajdziemy tutaj motywy takie jak dyskryminacja, bieda, brak akceptacji samego siebie, atmosfera jest mocno przytłaczająca, acz momentami ma się wrażenie, że autor wrzuca zbyt szybko zbyt wiele rzeczy i nad żadną z nich nie pochyla się należycie długo. Powoduje to pogorszenie ostatecznych wrażeń, miejscami pewien niesmak, ale także lekki niedosyt. Co się natomiast udało znakomicie, według mnie, to zakończenie.

 

 

Oczywiście nie mogę sobie odmówić i nie odnieść się do kwestii tego, co pasuje do Equestrii, a co nie, a kwestię tę podjął kolega @Lyokoheros. Wprawdzie minęło sporo czasu od tamtych postów, ale jakoś nie wydaje mi się, aby zbyt wiele się zmieniło w materii postrzegania przez szanownego kolegę kucykowego uniwersum, natomiast, przypominam sobie „Krwawy Diament”, który bardzo niedawno temu miałem okazję czytać i komentować, a który również funkcjonuje jako alternatywne uniwersum, czyli Wampirza Equestria. I teraz zachodzę w głowę, jak to, według Ciebie, jest, że w ramach alternatywnego uniwersum nie może być wulgaryzmów, alkoholu, patologii, bo nie pasują do Equestrii i istnienie tych elementów w tym świecie jest absurdalne, ale jednocześnie w ramach alternatywnego uniwersum...

 

Spoiler

...z pewnością może istnieć gwałt grupowy, krwawe orgie, mordercy-gwałciciele, no i zero tolerancji dla homoseksualizmu. Bo to już, jak rozumiem, na Twoje wyczucie, pasuje do Equestrii i mogłoby się w niej znaleźć? Ylthin już wyjaśniła kwestię alkoholową, natomiast dziewiąty sezon jasno wskazuje, że pary homoseksualne istnieją w tym świecie kanonicznie i de facto są równe wszystkim pozostałym, więc prędzej w Equestrii mogłoby się wydarzyć coś, co zostało opisane w „Fizzle”. Mało realne, ale jednak.

 

Pomyślałem, że zawrę resztę fragmentu w spoilerze, co by nie zdradzać szczegółów fabuły "Krwawego Diamentu". Po prostu jestem ciekaw, jak się zapatrujesz na tę kwestię i co Twoim zdaniem jest dopuszczalne w ramach alternatywnych uniwersów i na jakiej zasadzie elementy te mogą/ powinny nawiązywać do kanonu, tudzież bazować na nim i rozwijać go w sposób naturalny, zgodny z tym, co znajduje się w serialu. Chciałbym wiedzieć.

 

Dnia 23.10.2017 o 19:45, Lyokoheros napisał:

Dla mnie alternatywne uniwersum nie znaczy "igorujemy kompletnie kanon i robimy co nam się żywnie spodoba", ale "dokonujemy prostej zmiany lub kilku takich zmian i eksplorujemy jak one zmienia historię". Oczywiście czasem mogą to być bardzo głębokie zmiany, jednak zasada zostaje ta sama. Przynajmniej jeśli się chce tworzyć dobre altermatywne uniwersa. 

 

Na moje oko, Zena92 to właśnie zrobił – dokonał kilku prostych zmian, by móc napisać swoją historię Tempest, którą eksplorujemy w ramach gotowego fanfika. Jakich dokonał zmian? Ano założył, zapewne na bazie dosyć solidnych fundamentów, że w Equestrii są napoje mocno wyskokowe i że w związku z tym kucyki mogą chorować na alkoholizm. Założył też, że z takim oto nałogiem boryka się Tempest. I na tej podstawie eksploruje jej historię, zmienioną, opartą o założenia, które przytoczyłem. Jak mogło potoczyć się jej życie, jak mogłoby wyglądać na etapie, w którym znajduje się bohaterka w fanfiku i jakie może to mieć skutki. Nie da się ukryć, że sporo zaczerpnął ze świata realnego, co jest moim zdaniem dopuszczalne i z czym oczywiście nie mam najmniejszego problemu. W końcu na tym polega twórczość fanowska, zresztą, pojęcie alternatywnego uniwersum jest bardzo szerokie i można zarówno dokonać kilku drobnych zmian, a może napisać od zera całe uniwersum, włącznie z jego kosmologią oraz rządzącymi nim prawami, jak uczynił to np. Verlax.

 

 

Natomiast, czy zarekomendowałbym „Fizzle”? Sam nie wiem. Opowiadaniu udało się przedstawić kilka rzeczy, ale też kilka wątków się nie udało albo udało z nie do końca wymiernym efektem. Paru rzeczy brakuje, ale zakończenie daje radę i jest całkiem przejmujące. Forma mogłaby być lepsza, ale jest poprawna, a opowiadanie czyta się dobrze, chociaż nie jest to łatwa tematyka. Był potencjał, wizja chyba też, ale wykonanie okazało się... umiarkowanie średnie/ tylko niezłe. Myślę, że warto rzucić okiem. Fanfik mnie wciągnął, no i uraczył bardzo dobrym, przytłaczającym, ale na swój sposób prawdziwym zakończeniem, no i jakby nie patrzeć, przypomina nam o ważnym problemie społecznym. Żyjemy obok tych osób, przechadzamy się w ich pobliżu i chyba nawet wiemy, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami. One potrzebują pomocy. O ile chcą sobie pomóc.

 

 

PS: Czy tylko mnie zapodany obrazek wydaje mi się mega przygnębiający? To znaczy, kontrast, który reprezentuje. Jest pięć postaci Tempest. Dwie pierwsze to czysta dziecięca beztroska, dumny bieg przed siebie, ciekawskie oczy rozglądają się we wszystkie strony, chcą odkrywać. Pogodna i radosna. Potem jest ta środkowa – wydarzenie, które zmieniło wszystko. A potem Tempest po wypadku i to są łzy, smutek, wstyd, stłamszenie. Bo wie, że już tego nie cofnie, że bezpowrotnie coś straciła. Całość zrealizowana w perfekcyjnie prostej formie. Smutna historia Tempest w pigułce. Tak to odbieram. Nie powinno jej to spotkać, tak to czuję.

Przyznam, że po samej okładce owszem, spodziewałem się po fanfiku czegoś innego, zrealizowanego może troszkę jak w fanfikach Madeleine. Ale nie, to jednak było coś zupełnie innego. Ciekawe, ciekawe...

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...