Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Triste Cordis

Brony
  • Content Count

    5,230
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

3,509 Pióro Starswirla Brodatego

About Triste Cordis

  • Rank
    zzz.lpjxu.frp/LjsAMLn.sqj
  • Birthday 10/10/1985

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Okolice Białegostoku
  • Zainteresowania
    Gry, filmy, muzyka trance... Oryginalne, prawda?.
  • Ulubiona postać
    Judy Hopps (Zootopia), Bill Cipher (Gravity Falls), Star (Star vs Forces of Evil).

Recent Profile Visitors

51,927 profile views
  1. O serialu (źródło - wikipedia + coś mojego) Smoczy Książę to amerykański serial animowany stworzony przez Aarona Ehasza (który pracował także przy serialu Awatar: Legenda Aanga) i Justina Richmonda. Pierwszy odcinek trafił na Netflixa 14 wrzeźnia 2018, zaś obecnie czekamy na trzeci sezon, który wystartuje 22 listopada 2019r. Wprowadzenie do fabuły (zawiera drobne spoilery) Najważniejsze postacie: Muzyka - skomponował ją Frederik Wiedmann i odwalił kawał dobrej roboty. Posłuchajcie sami: Licencjonowane produkty i gadżety: póki co zapowiedziano grę, o której nic nie wiadomo. Poza tym, piątego marca 2020 do sprzedaży trafi oficjalna książka, której tytuł jest dość dużym spoilerem. Otwieracie ten link na własną odpowiedzialność - KLIK Błędy w serialu - na razie mogę napisać tylko o spadkach animacji. Tak... serial "traci klatki" Polski zwiastun (uwaga, duże spoilery!) I angielski oryginał, który bije nasz dubbing na głowę ################ Moją prywatną opinię (wady, zalety itd) napiszę jutro. A póki co, polecam!
  2. Triste Cordis

    Szef kupił nową drukarkę do etykiet. Wydruki robione są białym kolorem na plastikowych "plakietkach", które wyglądem i grubością przypominają karty kredytowe. Postanowiłem ją przetestować, a że ostatnio namiętnie zagrywam się w Borderlands 3, to zrobiłem coś takiego: Kto znajdzie wszystkie trzy (w sumie cztery) "easter eggi"?
  3. Triste Cordis

    Nowy ulubiony serial, jedna z nowych ulubionych postaci, to i nowa tapeta Innymi słowy, Rayla i jej mistrzowskie posługiwanie się sarkazmem.
  4. Triste Cordis

    To chyba
  5. Triste Cordis

    Tak. Bardzo fajny horror
  6. Właśnie skończyłem oglądać drugi sezon Smoczego Księcia, i powiem tak...

    - Gravity Falls, ustąp proszę miejsca nowemu mistrzowi, i zajmij drugi stopień na podium.  :rd: 

     

    Nie mogę doczekać się trzeciego sezonu, który trafi na Netflixa już 22 listopada. Szykuje się maraton :YEtmX: Temat o serialu założę jutro, bo aż się prosi

    1. Show previous comments  1 more
    2. Cahan

      Cahan

      Potwierdzam, Smoczy Książę to perełka, nie licząc samej animacji, która jest brzydka i ma spadki fpsów :P

      W ogóle Netflix ma sporo autorskich perełek - Smoczy Książę, She-Ra i Carmen Sandiego. Wszystkie bardzo dobre fabularnie i pod kątem kreacji postaci oraz budowania relacji pomiędzy nimi.

    3. BiP

      BiP

      To czekam na ten temat ;)

    4. Natuszka

      Natuszka

      No brzmi ciekawie. Może kiedyś się zabiorę za ten tytuł :P 

  7. Triste Cordis

    Coś (mam nadzieję) wymagającego:
  8. Mam tylko i wyłącznie w angielskiej wersji językowej. Jeśli ci to odpowiada, to podeślę ją na PW. Ale tylko tę jedną historię, tylko ten jeden raz i ani strony więcej, niczego, nigdy .
  9. Triste Cordis

    Pogrzebałem w sieci, i znalazłem kilka gier z obsługą komend głosowych. Jedyną, która pasuje to Binary Domain.
  10. Triste Cordis

    Ring-Fit Adventure Pora napisać więcej o tej znakomitej produkcji. Dla niewtajemniczonych. Ring-Fit Adventure to gra RPG (Rychło Padniesz Graczu), w której wszystko opiera się na ćwiczeniach. Walki prowadzone są w turach. Aby ruszyć postać z miejsca należy truchtać w miejscu lub robić delikatne przysiady (tryb "Silent"). Moim zdaniem ta druga opcja jest zbędna... No chyba, że ktoś ćwiczy w drewnianych chodakach na żelaznej podłodze. Na pierwszy rzut oka, to zwykła zabawka, ale jest wręcz przeciwnie. Opiszę to wszystko w punktach, bo nie przepadam za ścianami tekstu. - Ktoś powie: "hej, ten sam efekt osiągnę za darmo. Znajdę ćwiczenia w internecie i na jedno wyjdzie. Nie muszę wydawać 300zł na kółko z plastiku" - no nie do końca. Każdy kto choć raz próbował regularnie ćwiczyć ten wie, że największym wrogiem jest brak motywacji. Ta gra ją zapewnia. Niby to tylko próba powstrzymania ofiary przedawkowania sterydów, ale i tak wciąga. Kilka razy pomimo zmęczenia zmuszałem się do ukończenia danego poziomu. I właśnie o to chodzi! O zapewnienie motywacji. Poza tym, gra przypomina o rozgrzewce, regularnym piciu w trakcie ćwiczeń, ale co najważniejsze, pokazuje czy robimy ćwiczenie dobrze (nie wszystkie są takie oczywiste). Do tego monitoruje nasze postępy, pozwala zmierzyć puls po ukończeniu poziomu i sprawdzić jak radzili sobie nasi konsolowi znajomi. Nie macie ich? Od czego są grupy na facebooku? - Ktoś inny powie: "ta zabawka nie zastąpi siłowni" - poważnie? Oczywiście, że nie zastąpi, ale nie każdy może pozwolić sobie na siłownię. W mojej mieścinie jej nie ma, a nawet gdyby była, to i tak pewnie bym nie chodził. Spędzam w pracy 8-10 godzin sześć dni w tygodniu, co jest męczące. Po powrocie do domu chcę po prostu odpocząć. Ring-Fit jest idealny dla osób takich jak ja. W końcu nawet najprostsze ćwiczenia są lepsze, niż brak ćwiczeń. Poza tym, ta gra potrafi dać niezły wycisk. Nie wierzycie? Pobiegajcie truchtem w miejscu przez pół godziny, zróbcie 50-70 przysiadów, czy też 50 brzuszków. "Proste", prawda? - a może usłyszymy: "kółeczko pęknie po tygodniu" - jeśli ktoś będzie ściskać je tak, że zacznie wyglądać jak "8" to fakt, szybko padnie. Na szczęście jest bardzo solidnie wykonane, i jestem pewien, że będzie mi długo służyć. - jestem pewien, że usłyszymy też: "to tylko zabawka udająca grę" - wręcz przeciwnie. Ring-Fit jest zaskakująco rozbudowany. Zawiera w sobie bodajże 60 ćwiczeń, ale w trakcie walk możemy używać zaledwie sześciu. Dzielą się one na cztery kategorie: ręce (czerwone), klatka piersiowa (żółte), nogi (fioletowe), fitness (zielone). Po co wspominam o kolorach? No cóż. Przeciwnicy występują właśnie w tych czterech kolorach. Czerwony wróg jest bardziej wrażliwy na czerwone "ciosy". Co więcej, dość szybko odblokowujemy "szejki", które dodatkowo wzmacniają dany atak (truskawkowy napój wzmacnia czerwone ataki). Mało tego. Autorzy dodali kilkanaście naprawdę fajnych mini-gierek, a całość jest zaskakująco różnorodna. Z czasem pojawi się wiosłowanie, latanie na lotni, używanie tyrolek i inne atrakcje, których jeszcze nie odkryłem. - jakaś maruda powie: "przecież tą grę da się oszukać" - owszem, tylko po co? Nie oszukujesz gry, a siebie samego. Gra polega na wykonywaniu ćwiczeń, a nie ratowaniu świata przed zagładą. - a co ja powiem? A ja powiem: "Ring-Fit Adventure to pozycja obowiązkowa dla każdego posiadacza Switcha". Dlaczego? Zastanów się proszę drogi graczu, jak tam z twoją kondycją? Dobra? Zła? A może beznadziejna? Ta gra pozwala nad nią popracować. Dzięki w miarę regularnym ćwiczeniom czuję się lepiej, mam lepszy humor i lepiej się wysypiam Tego się cholibka nie spodziewałem. Dwa krótkie filmiki (przypominam, że Switch pozwala nagrać zaledwie 30 sekund materiału) Chwila... Skąd bierze się ta woda, skoro spada w dwóch różnych kierunkach? Widoki potrafią zachwycić
  11. Triste Cordis

    To i ja się wypowiem Niestety dla (zbyt) wielu graczy "gra TPP, z elementami RPG i z otwartym światem" = Wiedźmin 3, AC: Origins/Odyssey. Jeśli jest inaczej, jeśli nie ma wroga co minutę, to już jest 0/10, rozczarowanie, nuda. Sęk w tym, że ta gra ma taka być. Świat ma być pusty, bo ma przytłaczać pustką i budzić niepokój. No, ale co tu dużo mówić. Już na twoim streamie czuć było doskonały klimat tej produkcji. A skoro tak, to jak intensywny musi być przy samodzielnym ogrywaniu? Niestety ludzie nie rozumieją, że Death Stranding to gra zrobiona "po swojemu", a nie "wedle wzoru dla mas". Mieszane opinie były do przewidzenia.
  12. Teraz jeszcze bardziej chcę zagrać w Death Stranding :YEtmX:

    Spoiler

     

     

  13. Powstanie sequel, ale nie będzie kontynuacją "jedynki" (premiera podobno w 2021 roku). Co straciłem po zakończeniu serialu? - odrobinę emocji. Raz było zabawnie, innym razem irytująco, ale było. I już nie będzie. Mówi się trudno i ogląda inne seriale - nie zobaczę nowych przygód postaci, które zdążyłem polubić. No, ale są już nowe postacie, które są jeszcze fajniejsze: Tulip (Infinity Train), Rayla (Smoczy Książę), Anna (Amphibia), Rick (Rick i Morty). Moje ulubione sezony? Pierwsze trzy. Były najbardziej przyziemne i infantylne w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Wiecie... taki luz. Poza tym, były w nich gry słowne, nawiązania i żarty dla starszego widza. Z czasem zanikły. A co było z dalszymi? No cóż, powiem tak... Gdy ktoś powiedział mi: "hej, dam ci piątaka za streszczenie każdego odcinka z sezonu (dajmy na to) piątego". Nie zarobiłbym ani grosza Pamiętam pojedyncze odcinki, ale nie wiem z których były sezonów. Czy żałuję, że serial się skończył? I tak, i nie. Z jednej strony szkoda, że to już koniec. Mimo wszystko oglądanie serialu sprawiało radość. Jednak z drugiej strony serial zjadał własny ogon. Hasbro powoli kończyły się pomysły czego przykładem był odcinek z przetrzymaną książką i paniką Twilight. A co zyskałem dzięki serialowi? No cóż... Poznałem fajnych ludzi (niektórych osobiście), napisałem kilka podobno niezłych opowiadań i nauczyłem się oglądać seriale animowane bez żadnego wstydu. Najważniejsze jest jednak to, że byłem opiekunem działu, co sprawiło mi mnóstwo frajdy. Najcieplej wspominać będę zabawę, grę paragrafową, w której Lyra wyruszyła na daleką przygodę. Chciałem stworzyć drugą edycję, która była zainspirowana między innymi: grą Horizon: Zero Dawn i serialem Gravity Falls, ale mała aktywność sprawiła, że dałem sobie spokój. Niestety... Nie te czasy
  14. Triste Cordis

    Poproszę o dopisanie do listy. Nie wiem jak to będzie z czasem, ale miło pomóc w prowadzeniu jakiejś zabawy
  15. Triste Cordis

    Po kilkunastu godzinach spędzonych w trybie True Vault Hunter Mode mogę śmiało powiedzieć, że trójka to najlepsza (dla mnie) i najbardziej rozbudowana odsłona serii . Ot, typowe "więcej, lepiej, ciekawiej". Jedną z największych nowości jest tryb "mayhem", który odblokowuje się po ukończeniu kampanii (ma trzy poziomy trudności). Co robi? No cóż... Najprościej rzecz ujmując, modyfikuje rozgrywkę: zwiększa szanse na epickie przedmioty, zwiększa zdobywane doświadczenie (nawet trzykrotnie), zmniejsza lub zwiększa zadawane obrażenia, wzmacnia wrogów itd. Tutaj nie ma żartów. Trzeba dobierać uzbrojenie tak, żeby mieć w zapasie każdy typ amunicji (elektryczna na tarcze, kwas na zbroję, ogień na potwory itd). Może się bowiem okazać, że "mayhem" osłabi o 25% obrażenia zadawane np. przez ogień, ale zwiększy o 25% obrażenia od kwasu. Najfajniejsze jest to, że można go włączyć/wyłączyć praktycznie w każdej chwili. Wystarczy wrócić na Sanktuarium III i skorzystać z "ołtarzyka" Swoją drogą, po wyłączeniu "mayhem 3" (najtrudniejszego) i powrocie do "normalnego" poczułem się jak jakiś cholerny Terminator, który bezlitośnie masakruje wrogów Jeśli ktoś nie grał, a zna angielski, to polecam.
×
×
  • Create New...