Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

[Multi] Ku chwale światłości!

Recommended Posts

Rada srada - odburknął Wilk i na tym jego chwilowa aktywność się skończyła. Radio przetrawiło składankę the Who i pokazowo się zacięło, powtarzając w kółko jeden fragment. Lars wyłączył je nienawistnym gestem i rozprostował dłonie na kierownicy. 

- W dyplomacji. Przynajmniej do czasu. Potrafię w pewnym stopniu manipulować emocjami. W przypadku naszych obiektów jest to nieco mniej wydajne niż w przypadku ludzi, ale wciąż działa. Zawsze na początku staramy się załatwić sprawę ugodowo, dopiero później bierzemy się za rozwiązania siłowe. 

Godzinę później samochód skręcił na stację benzynową  z jakąś tanią knajpą.

- Jeśli potrzebujesz, to idź coś zjedz. Dołączę jak zatankuję. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Przydatne. Zwłaszcza kiedy ma się do czynienia z kimś trudnym do przekonania - pokiwał głową.

Po zatrzymaniu się auta, wyjrzał przez okno. Nie czekając długo, wyszedł na zewnątrz. Przeciągnął się i wyciągnął z kieszeni telefon, sprawdzając godzinę. Westchnął i ruszył w kierunku rzeczonego miejsca w którym mógł coś zjeść. Choć przeczuwał że wytrawne to nie będzie. Z drugiej strony, fanem drogiej kuchni nigdy nie był.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyglądało jak w każdym barze przy stacji: było parę tanich siedzeń i stolików, całe mnóstwo reklam, w tym dominujące o hot-dogach i kawie, lada i znudzona kasjerka w czerwonym T-shircie. Poza tym Adam minął po drodze lodówki z piciem, półki z gazetami i różne inne ze słodyczami, przekąskami i zabawkami. 

- Dzienobrywieczór, w czym mogę pomóc? - odezwała się bez energii kasjerka. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

He. Jak ja lubię takie miejsca.

Zasiadł przy ladzie.

- Nie taki dobry, widzę - szepnął do siebie - Hym - zerknął na ofertę - To ja bym poprosił...w sumie kotleta z surówką i... - a co mi tam - piwo, poproszę.

Wyjął portfel, przygotowując zapłatę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To będzie dziewięć - odparła leniwie kasjerka. Niedbale położyła na blacie paragon i ruszyła w stronę mikrofalówki, żeby podgrzać jedzenie dla Adama. Po chwili dzwonek przy drzwiach obwieścił przybycie Larsa, który już z portfelem w dłoni skierował się również do kasy. 

- Stanowisko... 

- ...Czwarte. Pięćdziesiąt pięć, sześćdziesiąt. 

Kiedy już zapłacił, podszedł do stolika Adama. Niewiele później kasjerka przyniosła jedzenie chłopakowi i szklankę wody jego towarzyszowi. 

- Smacznego życzę. - Gdyby nie fakt, że życzenie brzmiało jakby kobieta życzyła mu ciężkiego kalectwa, zapewne wszystko byłoby w porządku. Nawet kotlet nie był szczególnie paskudny, a jedynie średni. W międzyczasie Adam odkrył, że w oknie przy którym siedzieli odbijało się wszystko poza Larsem. Jego w odbiciu po prostu nie było, podczas gdy siedział tam i jak gdyby nigdy nic studiował mapę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zaczekał spokojnie na zamówienie, do czasu kiedy przyszedł Lars. Musiał być chyba stałym bywalcem.

- Dzięki - odrzekł kasjerce, po czym zabrał się do spożycia - W sumie...jadłem już gorzej. - Spojrzał na szybę. Podniósł brwi z zaciekawienia. Nie odbija się w lustrze. Ciekawę. Takie rzeczy to ponoć tylko z wampirami. Ale chyba nie tylko.

- Dużo nam drogi pozostało? - spytał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Godzina, z tego co widzę. Jestem zresztą ciekaw, co tam zastaniemy. Jako tacy ryboludzie musieliby dostać się tutaj aż z Amazonii... Co jest teoretycznie prawdopodobne, ale szczerze w to wątpię. - Tu zaczął składać mapę i przyciszył głos. - I... proszę, nie patrz tak niedyskretnie. Brak odbicia to prawdziwa zmora, spróbuj oporządzić się rano bez lustra. Całe szczęście, że stworzono aparaty fotograficzne. Jeśli pomyślałeś o tym co domniemywa większość, tak. To prawda. Dlatego podróżuję nocą - dodał, patrząc na składaną mapę. 

- A niech mnie, to ci ciekawostka. A przy okazji, mości Adamie... Mógłbyś postarać się o misję poza granicami Brytanii. Ten jegomość wygląda na wędrowca, a mówiąc szczerze dłuży mi się pobyt na emigracji i chętnie zobaczyłbym znów krajobrazy Rzeczpospolitej. Wiesz przecież, dawno moja stopa tam nie postała. Zapytaj przy pierwszej lepszej okazji!  - odezwał się Hetman, darując sobie jednak materializację. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jasne, wybacz - przytaknął - Tak swoją drogą - ściszył głos - Ci ryboludzie...mają jakieś zdolności...ofensywne? Nie licząc oddychania pod wodą? 

- Spytam. Spokojnie. Chociaż dopóki w ojczyźnie nie pojawi się potop szwedzkich wilkołaków z wampirzym rodem Radziwiłów, albo armia krzyżaków ożywieńców, to małe szanse. Ale kto wie.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tamci? Są dosyć silni. Dobrze widzą w ciemności, mają niezwykły refleks i potrafią fenomenalnie się kamuflować w wodzie. Nie znikają, to nie jest umiejętność magiczna. Jedyną umiejętnością magiczną jest przemiana w słodkowodne delfiny, ale to również nie stanowi zagrożenia. No i czasem wciągają ludzi pod wodę, w ramach rozrywki. Ale to rzadko kończy się śmiercią. Mają też interesujące zwyczaje godowe związane z ludźmi... Ale nie o to pytałeś. To właściwie wszystko. Znacznie bardziej krwiożercze są demony i duchy celtyckie i zdaje mi się, że na nie trafimy. Niestety - odparł. Kiedy już Adam skończył posiłek, Lars wstał. 

- Możemy jechać?

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jeśli znasz siebie i przeciwnika, nie musisz obawiać się tysięcy bitew - odparł do siebie.

- Tak, oczywiście. Wstał, zostawiając na stole należnośc...z małym napiwkiem. Przeszdł przez drzwi, kierując się do samochodu. Zasiadł na przednim siedzeniu, czekając na aż Larsa odpali silnik.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Adam już przysypiał, gdy zajechali pod skromnie wyglądający motelik. 

Nie było widać samych klifów, ale wiatr był już wyraźnie nadmorski, co w wolnym tłumaczeniu oznaczało tyle, że było naprawdę paskudnie zimno, naprawdę mokro i naprawdę nieprzyjemnie. 

Po dotarciu do motelowego pokoju okazało się jednak, że przynajmniej w tej kwestii nie było źle. Po pierwsze, zapłata szła z budżetu Stowarzyszenia. Po drugie, pokój co prawda nie porażał ekskluzywnością, ale był czysty. Było łóżko, krzesło, stolik, szafa i mały telewizor. Niestety, łazienka była wspólna dla dwóch pokoi - drugi zajmował Lars.

 Było już dosyć późno, ale jak się okazało, nie był to koniec nocy. Chwilę po wejściu do pokoju rozległo się pukanie do drzwi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Docierając na miejsce, przypomniał sobie, dlaczego tak nie przepadał za wyspami.

Wchodząc do motelu, pozytywnie się zaskoczył. Spodziewał się czegoś znacznie gorszego. Królestwa karaluchów, czy coś tym stylu. Ale widać że Stowarzyszenie nie skąpi pieniędzy.

- Ciekawe - podszedł do drzwi. Zanim jednak je otworzył - Wilk. Weź no przywołaj mały bagnet. Może mi się przydać - Po tym, jak wyczuł rzeczoną broń w dłoni, przekręcił klamkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak jak mówiłem, pracuję nocą. Na czas stażu ty też będziesz - powiedział Lars, ubrany już w płaszcz i gotowy do wyjścia. Cóż, Adam nie miał możliwości odpocząć, i nie będzie jej miał aż do rana. 

- Nie bierz żadnych latarek ani urządzeń elektronicznych. Wyczuwają je. Póki twój wzrok nie przywyknie do ciemności, będę cię prowadził. Ale przywyknie już wkrótce - mówił idąc korytarzem w stronę wyjścia, kiedy już Adam zamknął drzwi. 

Wariat - skomentował oburzony Wilk. 

Wolałbym określenie: intrygujący człowiek. Czy tam nie do końca człowiek. Nieistotne. Wyczuwam sporą porcję srogiej bitewki - odparł rozentuzjazmowany Hetman, zacierając ręce. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Oczywiście - zgodził się i westchnął, po czym podążył za Larsem - Wiesz, spodziewałem się pierwszego rybo-człowieka.

- Ja tak samo. W sumie to trochę minęło od jakiegoś starcia. Hetman, przygotuj poczet. A ty, Wilk, zbierz odział. W sumie na jedno wychodzi. Na wszelki wypadek, bo wolę uderzyć we wroga już pod bronią.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozkaz - odparł Wilk. Hetman również się zgodził i wkrótce zniknęli zająć się swoimi sprawami i oczekiwać na aktywne działanie. 

Wkrótce też zrobiło się jeszcze bardziej nieprzyjemnie. Im dalej w stronę klifów, tym zimniej i wilgotniej. Mordercza mieszanka. W dodatku wiał porywisty wiatr. 

Od motelu szli pieszo w stronę klifów, które znajdowały się ledwie półtora kilometra dalej. Lars poprowadził Adama w stronę wąskiej plaży, ale zatrzymał się paręset metrów dalej. 

- Stąd są doniesienia o pierwszym ataku. Teraz idź. Ja rozejrzę się wokół. Niektóre stworzenia wyczuwają zapach takich jak ja, więc lepiej będzie jak chwilowo pójdziesz sam. Wzdłuż klifu jest sieć małych jaskiń, mogły sobie zrobić z nich gniazda. Kiedy tylko coś zacznie się dziać... Będę wiedział. Przyjdę. A ty i tak zdaje się masz pomoc. 

Lars zatrzymał się i zachęcił Adama do pójścia dalej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spokojnie. Wyobraź sobie że to po prostu bardzo mroźny dzień, u siebie na wsi. Postaraj się.

- Słynne Brytyjskie Klify - powiedział do siebie.

- No to w porządku. Owocnych poszukiwań - skinął na niego i ruszył wskazaną drogą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Im bliżej do wody, tym bardziej w nozdrza uderzał zapach wodorostów i słonej wody. Na samej plaży nic się nie działo - ot, spienione fale uderzające o brzeg i całkiem miły widok, bo księżyc oświetlał jasno cały krajobraz. Tylko to zimno. 

W pewnym momencie do uszu Adama dotarło coś, co nie pasowało do reszty dźwięków. Wysoki, całkiem przyjemny dla ucha odgłos... Nucenie. 

Dochodziło spod ściany jednego z klifów. Ktoś tam siedział. Kobieta, odwrócona do Adama plecami i zajęta czymś najwyraźniej bardzo ważnym. Nie było widać szczególnie wiele, bo dlugie, ciemne włosy opadające na plecy wszystko zasłaniały. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ech. Brak mi woni zielonych łąk - pociągnął nosem.

Usłyszawszy głos, zatrzymał się. Zerknął na miejsce z którego ów dźwięk dochodził. Uniósł brwi i pokiwał głową porozumiewawczo.

O proszę. Syrena. Nie nie. Za dużo czytałem Odysei żeby się nabrać. Ale ryzyk fizyk.

Mocniej złapał swoją broń i podszedł do dziewczyny.

Będą już całkiem blisko, odezwał się:

- Hej! Prze pani.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- I tak nie rozumiem co do mnie mówisz, głupi wyspiarzu. Nie znam waszej mowy - odparła śpiewnym głosem, po...polsku. co ciekawe, ton nie wskazywał na przykrą treść przekazu. 

Dziewczyna wstała (syreną zatem raczej nie była) i odwróciła się do Adama, ale zamiast na niego, patrzyła na coś trzymanego w ręce, nad głową. 

Jak na tę pogodę ubrana była wybitnie... Skąpo. Ciało okrywała tylko krótka, postrzępiona na dole sukienka odsłaniająca ramiona. Dziewczyna była młoda i zdecydowanie piękna, choć w dość oryginalnym tego słowa znaczeniu. Ciemne włosy sięgały jej aż do pasa, twarz była niezwykle symetryczna. Miała mały nos, wydatne usta i duże oczy. 

- Co sądzisz? Ładne, prawda? Okazuje się, że perły można znaleźć nawet tutaj. I tak nic nie rozumiesz, ale przynajmniej się staraj - odezwała się, idąc z wolna w jego stronę, wciąż patrząc na przedmiot będący czymś w rodzaju naszyjnika zrobionego z wodorostów i drobnych, świecących elementów. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Skoro nie zna naszej mowy, to jakim cudem mówi po słowiańsku? Chyba że jej chodziło o angielski - zastanowił się.

A więc nie musiał się martwić że go zahipnotyzuje.

- No. Niczego sobie, nie skłamię. Ale widziało się to i owo - pokiwał głową.

- Eee...Nie znam się na biżuterii, ale faktycznie, taki naszyjnik może się podobać. I nie wiem o co ci chodzi z niezrozumieniem.

Lewą rękę, w której ciągle trzymał bagnet, ukrył za plecami.

- Panowie? Jak tam? Gotowi do bitki?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gotowi, ale... przeciwko... niej? Cała armia? - zapytał Hetman. 

Dziewczyna nabrała powietrza w płuca w wielkim zdziwieniu. 

- Mówisz po polsku? Na mą duszę, mówisz po polsku! Nie po tutejszemu! - rzuciła i nim ktokolwiek zdążył zareagować rzuciła się na Adama... I zamknęła go w uścisku, niezbyt zresztą mocnym. Czysta radość. Puściła go chwilę przed tym, jak Wilk zamierzał się z dźgnięciem jej bagnetem. 

- Powiedz mi, co to za kraj. Nie chcę tu być, chcę wrócić! Ani trochę mi się tutaj nie podoba! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nigdy nie wiadomo. Jak pod Waterrlo, nagle pojawili się Prusacy.

- Ano mówię skoro... - urwał, kiedy dziewczyna rzuciła się na niego - Emm...Dobra.

- Dobra, Wilk. Spokojnie. Na razie kontroluje sytuację.

Kiedy się odsunęła, nadal miał wyciągnięte ręce, na wysokości jej ramion. Tak dziwnie automatycznie.

- W porządku. Po pierwsze powstrzymaj nerwy. To ni mi, ni tobie nic nie da. Po pierwsze, jesteśmy na Wyspach Brytyjskich. Chyba Anglia ale ręki sobie nie dam uciąć. Teraz wyjaśni mi kim jesteś...oraz skąd się tu wzięłaś - mówił powoli, patrząc jej w oczy.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Anna. Ania - odparła, robiąc krok w tył. Na twarzy wciąż było widać radość, choć teraz bardziej umiarkowaną. - Wyspy Brytyjskie? Dom Brytów? Słyszałam kiedyś o tym. Że straszne tu dzikusy żyją, tak mi opowiadano. I wiesz co? Ich język nawet tak brzmi. Jestem... No, mój ojciec jest kupcem. Mieszkałam w Rudniku, to wieś parędziesiąt mil od Krakowa. Nie wiem, skąd się tu wzięłam, mówiąc szczerze. Po prostu obudziłam się... Tutaj. Na tej plaży - odpowiedziała. - Masz dziwne ubrania. Znasz drogę powrotną? Chciałabym zobaczyć rodzinę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Anna. Bardzo ładnie - Coś mi tu... - Ja jestem Adam. No...ci wyspiarze są tacy...specyficzni.

Przyłożył prawą rękę do ust.

- Dobra...zrobimy tak. Zabiorę cię stąd. Przeniosę w bezpieczne miejsce, gdzie powinni cię przetransportować do ojczyzny. Ale naprawdę nic nie pamiętasz? Jak długo tu jesteś, co się ostatniego stało jeszcze na naszej ziemi...może widziałaś coś dziwnego...a w sumie to skąd ten naszyjnik? - przypomniał sobie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Zrobiłam go przed chwilą. Nie miałam tu nic innego, czym mogłabym się zająć. W domu też takie robiłam. Mama mówiła, że jak będę się starać, to może kiedyś przyjmą mnie do cechu złotniczego u samego króla w Krakowie. A potem mówiła, żebym przypadkiem nie śmiała przez to się lenić i goniła mnie zaraz do pracy w polu - odparła z uśmiechem, przyglądając się naszyjnikowi. Były w niego wplecione drobne muszle i lśniące pęcherzyki jakby z morskiej piany. 

- Naprawdę mógłbyś to dla mnie zrobić? Masz statek? I jak ty się tu znalazłeś? A ja... Ja chyba przypłynęłam tu statkiem. Pamiętam rzekę, chyba Wisłę. Płynęliśmy w dół, ale jeśli dobrze pamiętam, nieszczególnie mi się to podobało... A potem było morze i statek. Tak, pamiętam. Wielki, z wielkimi żaglami. Nie mam pojęcia jak długo musieli je szyć - dodała. Teraz dopiero w oczy rzucił się fakt, że cała jej sukienka była w wodorostach. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...